wtorek, 24 marca 2020

Jak wytrzymać w "przymusowym" towarzystwie i nie zwariować

źródło
Lubie czuć się dobrze i znana jest mi prawda, że źródło dobrego samopoczucia  powinno wychodzić ze mnie, w żadnym wypadu nie mogę obarczać innych ludzi winą za mój zepsuty humor. Dostosowanie się do tej prawdy wcale łatwe nie jest, gdyż oczywiście jak na złość, w moim życiu od czasu do czasu pojawiają się osoby, które nazywam sprawdzianem charakteru. Po tym, jak na nie reaguję, widzę ile jeszcze muszę się nauczyć.

Oczywiście nie chodzi tu o zwykłe potyczki międzyludzkie - jesteśmy tylko ludźmi i w ciągu życia każdy wkurzy każdego. To raczej normalne i należy się przyzwyczaić, że nawet bliskie osoby potrafią  nadepnąć 
nam na odcisk. Gorzej bywa, kiedy ktoś, z kim musimy współpracować, mieszkać czy utrzymywać częste kontakty stale zachowuje się tak, że najchętniej wolelibyśmy trzymać go przynajmniej na odległość kija. Jak wytrzymać w  takim "przymusowym" towarzystwie i nie zwariować?

Na początku zastanówmy się, jakie zachowania w stosunkach międzyludzkich można uznać za wysoce drażniące? Wymienię kilka z nich w przypadkowej k
olejności:

1. Udzielanie niechcianych porad. Przemądrzała koleżanka, nadopiekuńcza matka, czy wścibski sąsiad zawsze wiedzą lepiej jak mamy się malować, w jakim sklepie kupować, co ugotować na obiad i jak traktować partnera. A jeśli miałyśmy szczęście zostać niedawno mamą, nagle okazuje się, że pół świata wie lepiej, jak powinnyśmy opiekować naszym dzieckiem. Kiedy słyszę porady, których nie potrzebuję, mam ochotę odpowiedzieć: "Dzięki za opinię, możesz mi to wysłać mailem?"

2. Kłamstwo. Kiedy przyłapuję kogoś na kłamstwie, to po prostu jestem zła, że marnuję swój czas na taką osobę i 
tylko się dziwię, po co komuś kontakty oparte na fałszu. To musi być jakaś choroba psychiczna... Przecież przeważnie nie musimy kłamać. Jeśli nie chcemy o czymś mówić, to nie mówmy, po co mydlić komuś oczy. 

3. Wymądrzanie się na każdy temat, uważanie się za eksperta od wszystkiego. Osoba, która w ten sposób postępuje, nie prowadzi kulturalnego dialogu, a stara się uparcie górować nad każdą rozmową, wydając bezdyskusyjne osądy o wszystkim. Bywa, że na dodatek stara się przy tym umniejszyć inne osoby biorące udział w konwersacji.

4. Plotkowanie. Jest taka stara mądra prawda: jeśli ktoś powtarza ci plotki o innych, to możesz się spodziewać, że i ciebie w przyszłości nie oszczędzi.

5.  Mówienie złych rzeczy o kimś, a już w szczególności, pod nieobecność tej osoby, osądzanie, ocenianie. Czy naprawdę musimy osądzać innych ludzi za ich zachowanie czy wygląd? Po co to komu potrzebne, zajmijmy się sobą. Powiedzenie o chodzeniu w cudzych butach uważam za nad wyraz trafne. Nigdy nie wiemy, jak my zachowalibyśmy się w danej sytuacji, bo w niej nie byliśmy.


źródło
6. Terroryzowanie otoczenia swoimi apodyktycznymi nawykami, złośliwością, bycie natrętnym i wścibskim. Kiedy przebywam w towarzystwie terrorysty czuję się jak w więzieniu i natychmiast chcę uciekać! Tego nie mów, tak nie rób, za głośno się śmiejesz, w złe miejsce odstawiłaś kubek itd. Takim ludziom nie dogodzisz, zawsze znajda powód, by okazać niezadowolenie, tylko z jakiej paki musimy to znosić?  

7. Zachowania agresywne. Agresja, w psychologii, to pewne charakterystyczne zachowania, które mają na celu wyrządzenie szkody psychicznej lub fizycznej danej osobie lub samemu sobie. Jest wiele rodzajów agresji (fizyczna, słowna, bierna) - to temat rzeka, często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że padamy jej ofiarą. Dobrym przykładem takiej "podstępnej" agresji może być stwierdzenie w stylu: masz bardzo ładną kurtkę, chodziłem w podobnej, gdy była jeszcze modna...

Nie sposób wyczerpać katalogu nielubianych zachowań, tym bardziej, że oprócz tych standardowych, każdy może mieć jakieś osobiste awersje. Jednak, jak zaznaczyłam na wstępie, nie warto obwiniać nieszczęsnych wampirów o zepsuty dzień, tydzień czy życie. Jeśli nie przyjmiemy odpowiedzialności za swoje samopoczucie, to zwyczajnie złość i frustracja rozwali nas od środka i skończymy w najlepszym wypadku u psychiatry, w gorszym może z jakąś choroba psychosomatyczną, a to jeszcze i tak nie najgorzej. 

Co możemy zrobić, żeby się uwolnić? Przypominam, że ucieczka nie wchodzi w rachubę!

Oczywiście na początku zawsze warto próbować powiedzieć "trudnej" osobie, co czujemy. Jeśli tylko nadarzy się ku temu sprzyjająca okazja!

Kiedy jednak z rozmowy nic dobrego nie wyjdzie, wtedy pora uciec się do innych sposobów, na przykład takich:

1. Jednym z trudniejszych sposobów jest polubienie typa. Wiem, jak to brzmi, ale może zadziałać, pod warunkiem, że w kontaktach z taką osobą będziemy emanować szczerym uczuciem, fałsz szybko zostanie odkryty. Przyjaźń i akceptacja sprawia, że dzieje się cud - druga osoba zaczyna kopiować nasze zachowanie! Chciałabym się tutaj podeprzeć jakimś mądrym artykułem, niestety, nie znalazłam niczego w temacie, a szkoda. Pomysł na polubienie wrednego typa kiedyś wpadł mi w oko i zastosowałam go w praktyce, kiedy musiałam, w związku ze swoją pracą zawodową, spędzać dużo czasu z osobami o nieciekawych charakterach. Z jedną z nich ostatecznie prawie się "zaprzyjaźniłam", jednak kiedy tylko odeszłam z pracy i nie musiałam już z nią przebywać, to dość szybko ucięłam wszelkie kontakty. Widać, że przez ten czas skutecznie się oszukiwałam, ale sposób się sprawdził i przez wiele lat pozwalało mi to spokojnie funkcjonować, bo dziewczyna miała bardzo trudny charakter. 


źródło
2. Warto też sobie przypomnieć o poczuciu własnej wartości, które odgrywa kluczową role w starciu z  tyranami wszelakiej maści.  Przejmując się czyimś zachowaniem, sami dajemy tej osobie władzę nad naszym samopoczuciem. Człowiek, który dobrze czuje się z samym sobą, nie przejmuje się tym,co inni robią i mówią. Może to krótko odnotować i  dalej robi swoje. Psy szczekają, a karawana idzie dalej, tak samo dalej toczy się nasze życie, a my przecież wiemy, co w nim naprawdę jest ważne i nie pozwolimy, by ktoś niedojrzały i nieprzebudzony miał do niego dostęp. 

3. Na pewno nie warto odpowiadać pięknym za nadobne, chociaż bywa to kuszące, to jednak nie pozwala nam budować swojego wizerunku osoby opanowanej i pewnej siebie. Zamiast unosić się i wykrzykiwać kolejne epitety, lepiej (przede wszystkim dla nas  samych) zachowywać się ze spokojem i godnością. Tym bardziej, że rozwiązania siłowe rzadko przynoszą poprawę sytuacji, a wręcz przeciwnie - dolewają oliwy do ognia i w końcu trudne staje się spędzanie czasu w towarzystwie osoby, która na początku tylko nas drażniła.

Idealnie byłoby zawsze móc samodzielnie dobierać skład swojego grona znajomych, zamiast marnować energię na kogoś, kto źle nas traktuje, niestety w praktyce różnie z tym bywa. W przypadku, kiedy dostaliśmy z przydziału takich przyjemniaczków, zamiast bezsilnie się wściekać i popadać w coraz większe zniechęcenie, spróbujmy powyższych metod i udowodnijmy, że ciągle jesteśmy panami swojego życia.

Czy zdarzyło Wam być zmuszonym do przebywania na dłuższą metę w dokuczliwym towarzystwie? Jestem ciekawa jak sobie poradziliście? 

źródło:
https://wylecz.to/uklad-nerwowy-i-psychiatria/agresja-definicja-rodzaje-objawy-terapia/

29 komentarzy:

  1. Odpowiadam na pytanie: Jeśli o mnie chodzi, staram się nie wchodzić w konflikt dla świętego spokoju. Daję sobie przestrzeń, czyli w pewnym sensie unikam tej osoby.
    Unikanie to wg najlepsza metoda :)
    Bardzo inspirujący poradnik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnie ludzie wybierają, ale uważam, że wywołanie konfliktu rzadko bywa oczyszczające, dużo zależy od charakteru "przeciwnika". Ten przykład, który podałam (polubić) - inna osoba z mojej grupy właśnie uniosła się honorem i za każdym razem szła na udry. W końcu sytuacja między paniami tak się rozjątrzyła, że przełożony interweniował.

      Usuń
  2. Punkt 1,3 i 6 brzmią dziwnie znajomo, czyż nie ? Ja sobie średnio radzę z toksycznymi ludźmi, a to dlatego, że jestem wybuchowa i raczej uciekam w awanturę, nie wyrozumiałość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli myślimy o tej samej osobie, to chyba wszystkie punkty do niej pasują haha :-) Ale biorę to na swój sposób i jakoś to działa.

      Usuń
  3. Przyznaję się - czasem się wymądrzam, jednak tylko wtedy, gdy czyjś brak kompetencji czy wiadomości kompletnie mnie powala. No, wtedy nie mogę się powstrzymać. Kiedyś za to zapłaciłam, gdy taka osoba była moją przełożoną... Ryzyko wpisane w działanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z przełożonym raz zakończyło się tak, że wyśmiał mój pomysł, a za godzinę wszedł do naszego biura i powiedział nam, że on tak to sobie wymyślił i... wyłożył moja myśl, jako swoją. Różne cuda w pracy zespołowej się zdarzają, ale jesteśmy w pewnym sensie na siebie skazani i lepiej czasami przymknąć oko, za dużo nie widzieć i nie słyszeć, nie mówić.

      Usuń
  4. Jeśli chodzi o pracę, to dodałabym typ - nie wiem, nie umiem, nie nauczę się - a najlepiej niech inni zrobią za mnie. Zabiłabym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo jeszcze coś w podobnym stylu: udawanie słabej, chorowitej i wrażliwej. Jeśli szef jest mężczyzną, a delikwentka na dodatek urocza, to często wiele jej odpuszcza, a innym pracownicom dowala.

      Usuń
  5. Oj jak ja nie znoszę takich osób! Cieszę się, że nie muszę zbyt często przebywać z takimi ludźmi, zdecydowanie wolę zwierzęta, tylko cholewka, czy one ze mną wytrzymują :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to i ja zdecydowanie rzadziej jestem narażona na przymusowe przebywanie w toksycznym dla mnie towarzystwie :-)

      Usuń
  6. Dodałabym do pierwszej listy słowotok 24/7. Przerwy gdy delikwent śpi. Albo i nie, bo może gadać przez sen. Gorszym typem słowotoku jest słowotok wypełniony wizjami katastroficznymi i nakręcaniem. Jeśli nie można uciec, to chyba już tylko dobre słuchawki z głośną muzyką i gotowość znoszenia focha.
    Mam to szczęście (?), że zamieszkuję sama. Jedyne, co by mnie mogło drażnić, to np. szalejący u sąsiadów z góry pies - potrafi szaleć nawet po północy. O, nawet teraz dostał "korby" i wywraca wszystko co ma na drodze, a gdy to piszę jest 23:17. Ale mnie nie drażni jakoś...
    Praca natomiast, tak - tam to bywają osobliwości. Potrafią człowieka porządnie wnerwić. Szczurki, złośliwcy, panowie mający problemy z ego, tacy którzy wiecznie i o wszystko będą się wykłócać i zawsze stawać okoniem, różnej maści oszuści, lenie, ci z syndromem "cokolwiek mam zrobić to zepsuję" itd. itp... Ale - jak to mówię - to jest praca, tam przynajmniej mi płacą ;). Za to "za darmo", czyli w rodzinie i wśród znajomych nie mam ochoty znosić takich wnerwiaczy. Może dlatego w tym momencie mam pole oczyszczone z takich osobników.
    Morza cierpliwości życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, już jak wymieniamy, to i mi się jeszcze jeden typ wnerwiacza przypomniał - pan sexocholik, co to każde twoje słowo, każdy gest potraktuje jako asumpt do seksualnych żarcików i zaczepek. Ci rozgadani są dla mnie straszni! Chwili spokoju człowiek w ich towarzystwie nie uświadczy i to bardzo męczy, bardziej chyba niż praca fizyczna.

      Usuń
  7. W pracy miałam toksyczne osoby,właściwie każdy typ wymieniony u Ciebie był reprezentowany. Byli też naprawdę fajni ludzie, których się wspomina z sympatią. Z rodziną - jak wiadomo - różnie bywa. Teraz mam dziwną sytuację, właściwie bezustanny "stan wyjątkowy", przy osobie z demencją hulają emocje i nastroje, recepty na to nie ma.
    Bożenko, świetny temat wybrałaś, akurat na czasie. Mnóstwo ludzi nagle znalazło się, z konieczności, na małej przestrzeni mieszkania, z innymi członkami rodziny bezustannie przez 24h, bez wyjścia prawie. W normalnym życiu każdy wychodzi do pracy, szkoły, ma swoje sprawy, zainteresowania, towarzystwo, a tu nagle są jakby w więzieniu... Potem prace naukowe będą o tym pisane. Póki co - trzymajmy się, żeby nie zwariować. Zdrowia !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda pisząc to, nie myślałam o korona wirusie, ale faktycznie, to właśnie dzisiaj w większości znajdujemy się w przymusowym towarzystwie i jak tu nie zwariować :-)

      Usuń
  8. na ogół to co bardzo nas irytuje u innych jest naszym problemem ...:) I oznacza , że sporo mamy do przepracowania :) Moim zdaniem podstawową strategią radzenia sobie z „trudnymi” jest nie być dla nich kimś równie trudnym. Traktujmy innych tak, jak sam chcemy być traktowani. Jeśli będziemy wystarczająco elastyczni i skupieni na tym, co chcemy osiągnąć, jesteśmy wtedy na wygranej pozycji. Prawda jest taka ,że nie da się ustawić wszystkich pod nasze oczekiwania, ludzie są tacy jacy są. Walka z nimi naraża nas na wieczny stres i frustrację a próby zmieniania innych spalą na panewce i przysporzą nam tylko zajadłych wrogów :) Bardzo w takich razach przydaje się też ugruntowane poczucie naszej własnej wartości, umiejętność stawiania granic i dystans tak do siebie jak i do otoczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się z lwią częścią Twego komentarza, jedynie pierwsze zdania budzi u mnie opór, po swojemu ujęłabym to następująco:
      To, że zauważam w swoim otoczeniu kłamcę, osobę agresywną czy sexocholika nie oznacza, że również mam z tym problem, tzn. po części jestem każdym z nich. Problem powstaje wówczas, kiedy pozwolę, by te osoby swoim zachowaniem wprowadziły u mnie niepokój, złość, bezsilność - jednym słowem, by wytrąciły mnie z równowagi. I o tym jest ten post. Jak przeżyć w narzuconym nam towarzystwie osoby, która posiada irytujące cechy. Jak pewnie zauważyłaś, już w pierwszym akapicie nadmieniam, że takie osoby są sprawdzianem charakteru, pokazują nam nasze niedoskonałości :-)

      Usuń
    2. No i dalej się zgadzamy :) po prostu dookreśliłaś problem za mnie ...dzięki . :) Nie chciałam tu pisać elaboratu i podeszłam do sprawy prowokacyjnym skrótem :) Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. To się cieszę, bo wiesz, ta dość popularna teoria, że nasze otoczenie jest lustrem, w którym się przeglądamy, nie przemawia do mnie. Tzn. że kiedy już będę całkiem przyzwoitym człowiekiem, to nie spotkam w swoim otoczeniu żadnego "łotra", nie doświadczę niegodziwości, albo przynajmniej nie będę ich świadkiem? Bo wiesz, świat to lustro ;-/ Wolę swoje rozumienie, nasze :-)

      Usuń
  9. 4. Chyba miało być "nie oszczędzi"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje, tak własnie miało być, ale "nie" gdzieś mi umknęło :-)

      Usuń
  10. Mam wrażenie, że zmusić się do lubienia jest niezwykle trudno. Zdecydowanie łatwiej unikać lub ignorować. Bardzo się też przydaje złośliwe poczucie humoru- typu obrócić w żart, ale tak, żeby ten ktoś zrozumiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest trudno, ale kiedy mówimy sobie, że to też człowiek taki jak ja i powinnam kochać go jako człowieka, bo nie jestem w gruncie rzeczy nikim lepszym, to można się przekonać. A następnie dajemy temu człowiekowi swoja uwagę i traktujemy go po ludzku, nie odbijając jego emocji, a bardziej przekazujemy mu swoje... Może w sumie tak powinnam napisać w poście... To zawsze jakieś wyjście, kiedy uciec się nie da...

      Usuń
    2. Rozumiem ideę, ale nie do końca ją podzielam. Po pierwsze nie mam obowiązku kochania kogoś tylko dlatego, że jest człowiekiem- a po drugie nie zgadzam się, że człowiek człowiekowi jest równy, bo każdy z nas jest inny. Zgadzam się, że człowieka- jako istotę ludzką- należy szanować, ze wszystkimi jego ułomnościami i przywarami, ale różnica między poszanowaniem a miłością - to przepaść. I jeszcze jedno: naprawdę da się w grzeczny i kulturalny sposób odciąć od napastliwości drugiej osoby. ;)

      Usuń
    3. Pewnie, że to możliwe pracując razem w jednym biurze - w czterech ścianach :-/ Ale też prawda jest taka, że każdy musi znaleźć swój sposób, taki do zaakceptowania. Inaczej to byłby kolejny "gwałt" na sobie. Mój sposób nie musi być Twoim sposobem i odwrotnie :-) Nie ma złych sposobów, jeśli działają i nie powodują u nas wyrzutów sumienia.

      Usuń
    4. I tu się zgadzam z Tobą w 100%! :)

      Usuń
  11. A my sprzątamy, rozmawiamy dużo, wspominamy, oglądamy zdjęcia.
    Śmiejemy się, dożo ze sobą przebywamy, wspólnie pijemy kawkę, a ja dogadzam moim Panom kulinarnie i jest spokojnie i dobrze:)
    Pozdrawiam cieplutko, zdrówka życzę i uśmiechu:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak się zastanawiam ile rozwodów będzie po tej całej kwarantannie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, ostatnio nawet widziałam wypowiedź psychologa, że ludzie nie wytrzymują ze sobą w zamknięciu. I pomyśleć tylko, że przed ślubem takie pary najchętniej nie wychodziłyby z łóżka haha :-D

      Usuń