czwartek, 2 stycznia 2020

Do celu małymi kroczkami

źródło
Ostatnio coraz częściej słyszę, że nie warto stawiać sobie celów na nowy rok, ponieważ i tak po dwóch czy trzech miesiącach przestaniemy do nich dążyć. Zresztą, doświadczyłam na własnej skórze, jak moje wspaniałe plany rozbijają się po kilku tygodniach o piętrzące się trudności, takie jak brak czasu i zmęczenie. Zapał wyparowuje i pojawia się pytanie, po co mi to właściwie? Dlaczego muszę się męczyć, skoro i tak jest dobrze, jak jest.

W końcu na dobre zapominam o swoich noworocznych postanowieniach. I ostatnio jest tak rok w rok. Nie oznacza to, że w moim życiu nic się nie dzieje, bo dzieje się wiele, czasami odnoszę wrażenie, że jak dla mnie zbyt wiele, by wcisnąć tam jeszcze lekcje języka obcego, codzienną praktykę jogi czy systematyczne bieganie. Mówienie sobie "co tam, widać nie jest mi to potrzebne" albo "czy ja naprawdę tego chcę" uspokaja, ale gdzieś pod skóra drzemie niezadowolenie.

Pora na przedstawienie możliwego rozwiązanie tej patowej sytuacji. Są to mininawyki.

Nawyk to zautomatyzowana czynność (sposób zachowania, reagowania), którą nabywa się poprzez wielokrotne powtarzanie. Przykładami dobrze znanych nawyków mogą być: mycie zębów, parzenie porannej kawy, prowadzenie samochodu, przeglądanie maili, wypełnianie zmywarki czy wieczorny prysznic. Ewolucja zaprogramowała ludzki mózg na ograniczanie zbędnego wysiłku. Nie musimy kontrolować każdej myśli, gestu czy słowa, to niezbędny warunek byśmy mogli przeżyć i potrafili uczyć się nowych rzeczy, w razie potrzeby sięgając do zgromadzonej już wiedzy i doświadczeń.

Kiedy jesteśmy wyczerpani lub zestresowani, a to wcale nie rzadki przypadek, nasz mózg przechodzi w tryb automatyczny - bazuje na czynnościach nawykowych, gdyż to oszczędza energię. To łatwo zauważyć na własnym przykładzie, wystarczy siebie poobserwować. I tutaj pojawia się myśl, że skoro powtarzanie jest sposobem na dotarcie do opornej, nieświadomej części umysłu, to po prostu należy zacząć to robić, ale należy wyznaczyć sobie cel tak błahy, że aż śmieszny.

Twórca strategii mininawyków Stephen Guise bardzo chciał trenować, ale podobnie jak u wielu z nas, ciągle coś stawało temu na przeszkodzie. Postanowił więc, że będzie robił jedną pompkę dziennie i zrobienie jej uzna za sukces. 

Śmieszne? Hmm... małe są szanse, by temu nie podołać. A gdy się już zrobi ten mały kroczek i odczuje satysfakcję, z dużym prawdopodobieństwem zrobi się i kolejne. Tym sposobem Guise zaliczył kilkanaście pompek, chociaż jego celem była jedna pompka dziennie, niekoniecznie więcej, ale i nie mniej. Tego się trzymał i wkrótce wzmocnił swoje ciało na tyle, ze ćwiczył z chęcią codziennie, a wcześniej wydawało mu się to nie do zrobienia.

źródło
Na koniec małą garść o nawykach. 
Po pierwsze: czas potrzebny do tego, aby zachowanie weszło w nawyk wynosi średnio 66 dniŚrednio, ponieważ uczestnicy eksperymentu, o którym mowa w podlinkowanym artykule, potrzebowali od 18 do 254 dni, co oznacza, że ludzie bardzo różnią się od siebie pod względem czasu, w którym zaczynają jakąś czynność wykonywać automatycznie.
Po drugie: powtarzanie czegoś nie sprawia, że dana czynność ekscytuje coraz bardziej, przeciwnie - uleganie nawykom wypiera żywe emocje. Wrażenie, że samo się robi oznacza, że wypracowaliśmy nawyk i wtedy czas na branie się za kolejny! 

Czyż nie jest to genialne w swej prostocie? Wygląda jakby stworzone specjalnie dla mnie. Zatem, od 7 stycznia wezmę się za... naukę języka, powiedzmy na początek minimalnie kwadrans dziennie. Dam znać jak mi poszło, nie tylko wiem czy wkrótce, czy za 254 dni.

Powyższy post został zainspirowany artykułem be active nr 11(17) listopad 2016 "Mininawyki=lepsze wyniki" Beaty Engelhartd

47 komentarzy:

  1. Ja sobie nie robię żadnych postanowień. Do działania motywuję się bowiem codziennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, wiele działań tak własnie się rodzi, ale coś jest z tym Nowym Rokiem, że ludzie właśnie z tą datą chcieliby wnieść do swego życia jakieś pozytywne zmiany.

      Usuń
  2. Pewnie że warto, ale swoje postanowienia od razu wprowadzam w życie, nie czekam na specjalne okazje :D Wszystkiego najlepszego w nowym roku Bożenko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i wzajemnie! Jak już wspomniałam na PMM, naprawdę twardo stąpasz po ziemi, nie bawisz się w żadne popierdułki :-D

      Usuń
  3. Ja też nie robię postanowień. Mam marzenia to trochę jak cel ;) Mam przemyślenia, mam jakieś pomysły, ale to nie postanowienia. Jeśli coś muszę to wiem że ciężko będzie. Spontaniczność obieram na kurs, tak wolę mimo że jakieś pomysły i marzenia mam a to prawie jak...cel ;) Dobrego Nowego Roku. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie, samo słowo "postanowienie" brzmi nieprzyjaźnie, kojarz się z "muszę", a ja tak nie znoszę tego "muszę". Przejdę na prywatne podwórko, taki język angielski, który coraz bardziej wietrzeje mi z głowy i łapie się, że już bałabym się buzi otworzyć. Chciałabym znów móc operować nim przynajmniej w tym podstawowym stopniu, jak kiedyś, a może nawet bardziej, ale ciągle coś stoi na przeszkodzie. To między innymi na takie przypadki szukam sposobu, żeby przełamać impas. Po domu i wokół domu można chodzić cały dzień i ciągle coś się znajdzie do roboty, np. ludzie szukający okazji do rozmowy. Wzajemnie, Szczęśliwego Nowego Roku!

      Usuń
  4. Świetna sprawa z tą jedną pompką :) Może w końcu się zmuszę do wzmocnienia obręczy barkowej bo coś zastój straszliwy ;) Generalnie powinnam chodzić na siłownię i nawet przedłużylam mój karnet, ale w tej chwili cierpnę na myśl o tłumach tych z postanowieniami noworocznymi :D Trzeba przeczekać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przypominam sobie, że w TV widziałam wywiad z instruktorką fitness, która też o tym wspominała :-D

      Usuń
  5. Post w sam raz na nowy rok :)) nowe nawyki zaczęłam już w grudniu wprowadzac, po malutko do celu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jakoś się przyjęły te noworoczne postanowienia, mimo ogólnie omawianego ich fiaska i tak ludzie ciągle chcą coś na lepsze zmieniać własnie zaraz po 1 stycznia. Sama, mimo różnych doświadczeń, ciągle kombinuje co by tu w tym nowym roku...

      Usuń
  6. Kiedyś czytałam, że wystarczy 21 dni, ale może podwyższono normę?
    Wolę małe kroczki i małe obietnice, bo łatwiej je spełnić:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie odpowiedziałam już pod komentarzem Gabrysi, która też miała te same wątpliwości :-) Dlatego pomysł z symboliczną pompką dziennie jest niezły i wypróbuję go.

      Usuń
  7. Właśnie miałam pisać to samo, co Asia o 21 dniach... Postanowień jako takich , nie robiłam - marzenia spisane no i pokłony tybetańskie robię codziennie ( a zalecane 108 - od dni 5) Samopoczucie znacznie lepsze - więc mam nadzieję wytrwać w nich jakiś czas ( jedynym postanowieniem jest to, że wstaje wcześniej rano, żeby mieć już je cały dzień z głowy ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wczesne wstawanie bardzo polubiłam, dzień od razu inaczej się rozkłada. Pilnowałam tego, jednak z okazji najazdu rodziny (święta) wszystko wzięło w łeb, bo dzieci lubią przesiadywać do północy i zawsze mnie w to wkręcały, a potem odsypianie do 22, brrr okropność! Tak, 21 dni są popularne, ale wygrzebałam jakieś ostatnie badania, było o nich w artykule be active, ale też znalazłam wzmiankę w podlinkowanym artykule ze zwierciadła. 21 dni to jednak zbyt uogólniające, każdy ma swoje tempo jednak, a 66 dni to zaledwie liczba przeciętna. Ty to jednak masz siłę woli! A przecież niewątpliwie jesteś równie zapracowaną osobą, a teraz to nawet bardziej zapracowaną, bo remont się skończył, minęły dwa zwyczajne dni, a ja ciągle nie wzięłam się w karby.

      Usuń
    2. odsypianie do 10 miało być!

      Usuń
  8. Tak, pobożne życzenia mają to do siebie, że przyciągają złe moce...Nawyki faktycznie determinują nasze życie! Gdyby tak można było, zastąpić te złe dobrymi!? Cóż, przyjemność nie zawsze idzie w parze z logiką...
    Życzę wszystkim nam wypośrodkowania priorytetów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno wyrabia się nowe nawyki, ale pozbywanie się starych to też nie łatwizna.

      Usuń
  9. Postanowienia noworoczne to jedno... a ich realizacja to drugie.
    Życzę Ci aby udało Ci się połączyć jedno z drugim.
    Serdeczności Bożeno :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wspominałam, ostatnio wcale mi się nie udawało, ale nie poddaję się! Pozdrawiam :-)

      Usuń
  10. Nie postanawiam, nie obiecuję, nie planuję niczego w Nowym Roku.
    Bo...choroba i tak wszystko skoryguje!
    Pozdrawiam ciepło 🧡🤗🎈🏵️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam! Kiedy jesteśmy chorzy, to naturalnie skupiamy się tylko na stanie swojego zdrowia. Kiedyś się wszystko ułoży, trzymaj się ciepło Morgano :-)

      Usuń
  11. Ja już od dawna nie robię postanowień noworocznych. Staram się wprowadzać potrzebne zmiany nie czekając na nowy rok... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wiadomo, przecież nie ma powodów, by odwlekać działania aż do tej daty. Nowy rok jednak zachęca wielu, by spojrzeć na, że tak powiem, całokształt swojego życia i jeszcze bardziej je wzbogacić. Tylko, że czasami dużo chcemy, a nie mamy już ani minuty czasu na zbyciu, bo przecież potrzebujemy też i odpoczynku i snu, a kolejne zajęcia powodują, że stajemy się coraz bardziej zakręceni. Tak to widzę, i może mam rację, bo jednak dużo słychać o niepowodzeniach w tej materii.

      Usuń
  12. Niewątpliwie z mini nawykami warto popróbować! ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mi osobiscie trudno podejmować jakichkolwiek postanowień, mam wrażenie że zawsze się to klęska. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez trudno mi się pozbyć takiego wrażenia :-/ Ale jakaś część mnie, pewnie to dziecko, ciągle chce próbować.

      Usuń
  14. Rzeczy proste są najtrudniejsze ... :) często najbardziej niezwykłe i tylko mędrcy potrafią je pojąć. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Podoba mi się metoda kształtowania nawyków, i faktycznie lepiej zacząć od tych małych, żeby z czasem wykształcić te większe. I nie zniechęcić się zbyt szybko.
    Niekoniecznie zaczynam od nowego roku nowe zmiany. Bardzo często są to zupełnie inne daty, akurat pasujące do mojego trybu życia. :)
    Moje zmiany postaram się spisać i dam znać po pewnym czasie, co mi z tego wyszło. Podobnie jak Ty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W trakcie roku też przydarzają mi się zmiany, takie wynikające z aktualnych potrzeb, ale to na początku roku zwykle zastanawiam się: co by tu...

      Usuń
  16. Interesujacy ten tryb nawykowy w stresie. To rzeczywisciE prawda, ze mozg dziala jak komputer. Ja mam kilka celow, ale nie wkladac go do zadnej ramy czasowej. U mnie bedzie juz sukces jak sumienie bede malymI kroczkami szla do przodu w jego kierunku. A angielski to bardzo fajny I przyjemny jezyk. Moge pomoc jesli chcesz (kiedys marzyla mi sie praca nauczyciela). Teraz uczyc nie musze, mam ten jezyk na codzien.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo najlepiej nauka wychodzi, kiedy motywacja ostra i wiadomo, że to konieczność. Ja natomiast znajduje się w takiej sytuacji, że musu nie ma, ale fajnie by było. I całe życie tak było, więc to, co za młodych, prężnych lat zostało opanowane, z biegiem czasu wywietrzało i strach buzię otworzyć. Dzięki za propozycję, na razie nie będę Ci zawracała głowy, spróbuję popracować na posiadanych środkach, ale z czasem pomyślę, może i się odezwę, zależy jak się wciągnę :-)

      Usuń
  17. Sporo racji jest w tym o czym mówisz. Znam to z autopsji. Biegam od lat, ale nie kręcą mnie rekordy. Tak zwyczajnie, mimo ciężkiego zderzenia ciała z oporem materii, potrzebuje pokonać dystans. Od miesiąca jest to 15 km. Teraz przebywam w Poczdamie i już główkuję nad trasą i kiedy na nią ruszę, bo to zajmuje mi dwie godziny, więc muszę czas skonfrontować z pracą ...
    Nie myślę, czy dam radę, tylko jak.
    Nie planuję. Pan Bóg siedzi i śmieje się z ludzkich planów, tak słyszałam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwie godziny, to już efekty do pozazdroszczenia. Kiedyś biegałam, ale było to maksymalnie 3 km.

      Usuń
    2. Zaczynałam od dwóch. Przyleciałam z Londynu ze strasznym bólem kości. Bieganie uratowało mi chyba życie, a po tylu latach, to już u mnie taki sposób na życie. Nie biegam codziennie, bo zabiłabym własne kolana. Dotychczas 15 km dwa , trzy razy w tygodniu i basen , tak naprzemiennie. Po długiej przerwie, zaczynam od pięciu km. Dalej stopniowo... W życiu można naprawdę wszystko, trzeba tylko stawić temu czoło

      Usuń
  18. Świetny post! Ja pracuje nad swoimi nawykami już bardzo długo, kilka lat i wciąż nie mam wrażenia, że robi się samo... Chyba jestem z tych najbardziej opornych XD
    Pozdrawiam i życzę szczęśliwego nowego roku!^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są typy ludzi, którzy nie przejmują się, czy im się chce, czy nie, mają zadanie to je realizują. Tzw. zadaniowcy. Szkoda, że to nie ja :-/

      Usuń
  19. Ja tam nigdy nie robię noworocznych postanowień, a cele stawiam sobie niezależnie od daty i powoli do nich dążę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można i tak, ale dla mnie noworoczne postanowienia, to trochę jak zabawa. Mimo upływu lat lubię bawić się życiem...

      Usuń
  20. Niby takie proste z tymi nawykami, ale jakże trudne! Najgorszy jest ten pierwszy krok :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wpadam z rewizytą :)

    Metoda małych kroczkow jest najlepsza - bez pośpiechu, małymi krokami do celu - człowie kpowoli się przybliża. Oby tylko zacząć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stąd metoda 1 pompki wydała mi się w porządku :-)

      Usuń
    2. Dzisiaj jedna jutro dwie i coraz więcej :)

      Usuń
  22. Mam wrażenie, że często zapominamy o tym, że to właśnie od małych kroków zaczynają się wielkie zmiany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Sama się na tym łapie, dopiero kiedy pomyślę, zauważam, jak bardzo się niecierpliwie. Wszystko chciałoby się na już.

      Usuń