niedziela, 8 grudnia 2019

"Prosektorium" czyli gdzie nie podjęłabym pracy za żadne pieniądze

Autor: Olga Paluchowska-Święcka
Tytuł: "Prosektorium"


"Młoda studentka i modelka Natasza przeżywa trudne chwile. Nie chce więcej spoglądać za siebie. Podejmuje dodatkową pracę w prosektorium, w miejscu gdzie, jak sądzi, można ukryć się przed całym światem. Początki są trudne – szpital jest przepełniony smutkiem. Kontrast między nową codziennością a światem pokazów mody i gal sprawia, że Natasza uczy się odczuwać intensywniej, doceniać wartość życia i jego prawdziwe piękno."

Trudno jest mi polecić tę książkę. Niemal na każdej stronie autorka serwuje nam mnóstwo życiowych prawd i przemyśleń, ale to nie oznacza, że książka jest lekturą przyjemną i wciągającą. Wręcz przeciwnie, niby napisana składnie, a opowieść snuje się niczym ślimak po grządce, zostawiając za sobą nieapetyczne pasmo śluzu w postaci szczegółów pracy patomorfologa. Niestety, mam taką wadę, że jeśli już zacznę czytać książkę, to z reguły i kończę, nawet jeśli każdego dnia zmuszam się, żeby przebrnąć przez kolejne 10 kartek.

W tym przypadku przynajmniej zaczęłam zastanawiać się nad pracą, którą w niedalekiej przyszłości chciałabym podjąć. Albo inaczej - czego z całą pewnością nie chciałabym robić. Proszę, przeczytajcie fragment książki:





Zacytowałam tu monolog Mirosława, pracownika prosektorium, będący odpowiedzią na pretensje głównej bohaterki wyrzuconej z pracy w prosektorium, co dzieje się praktycznie pod koniec powieści. Chcecie wiedzieć dlaczego została wyrzucona? Spróbujcie przebrnąć przez to samo co ja!

"Nikt normalny nie chce tu pracować i nikt normalny stąd nie wychodzi." - mówi Mirosław, i chociaż znam z prasy również wypowiedzi szczęśliwych pracowników prosektorium, którzy zapewniają, że są normalnymi ludźmi i poza pracą żyją jak wszyscy inni, to jednak w słowa fikcyjnego Mirosława jest mi łatwiej uwierzyć. Pewnie dlatego, że do takiej pracy nie poszłabym za żadne pieniądze (chyba, że przymierałabym głodem, ale z głodu to większość wszystko by zrobiła). I chociaż wiem, że śmierć w końcu dotyka każdego, to tylko kwestia czasu, to jednak nie wydaje mi się czymś obojętnym przebywanie w towarzystwie zwłok.

Poza tym, nie wyobrażam sobie pracy w rzeźni, ale też na fermie przemysłowej, gdzie hoduje się zwierzęta w taki sposób, że ich życie to wyłącznie ból i cierpienie. Kiedy jem mięso, zwykle nie myślę o tym, albo mówię sobie: "co zmieni fakt, że nie wezmę mięsa do ust". Zresztą uważam, że tak naprawdę nie o to chodzi, żeby wszyscy nagle przestali jeść mięso, ponieważ to system stał się chory i nie wiem, czy cokolwiek jeszcze może go uzdrowić. Tak jak nie wiem czy możemy zatrzymać postępującą degradację środowiska...

I wreszcie, nie chciałabym pracować w księgowości, budżecie czy w płacach. Nigdy więcej żadnych cyferek oraz pracy tylko dla pieniędzy. Tak bym chciała i liczę na przychylność losu. Chętnie dowiem się w jakiej pracy wy się nie widzicie, może otworzy mi to oczy na plusy i minusy innych zawodów.

27 komentarzy:

  1. Cyferki też nie są dla mnie. Ja nie widzę siebie w handlu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei nigdy nie pracowałam w handlu. Jak dotąd ciągle kadry-płace. Z tego dwu-członowca tylko kadry miło wspominam.

      Usuń
  2. Też nie lubię cyferek, a w prosektorium miałam praktykę na początku lat 80-tych. Polegało to na tym, że byłam ubrana w fartuch ochronny i maskę, a moim zadaniem było patrzenie na sekcje zwłok. To była lekcja patomorfologii, do dziś mi się przypominają nosze z nieboszczykami, wychylające się z lodówki, nosze na podłodze brrr, czekali w kolejce na ostatnie krojenie. Do tego ten okropny zapach brrrr, o niebo lepsze są cyferki... Co najgorsze nie widzę się w swoim pierwszym zawodzie, zbyt wiele przeszłam chorób, żeby to jeszcze wszystko oglądać, karmić się, co mnie może czekać. Ale się rozpisałam ;) Pozdrawiam serdecznie Bożenko, życzę wymarzonej pracy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) No proszę, to Cię może zaskoczę. Jeszcze w starym miejscu zamieszkania znałam pewną Dorotkę, która miała syna studiującego medycynę. Kiedyś jedziemy do pracy i ta z błyskiem w oku opowiada, jak to jej syn miał wreszcie zajęcia w prosektorium i kroili zwłoki, po czym ku memu zaskoczeniu westchnęła: jak ja mu zazdroszczę, zawsze tak chciałam, ale wyszłam za mąż, urodziłam dzieci i marzenia poszły się j...ć... :-)

      Usuń
  3. Na pewno nie przebrnęłabym przez tę książkę. Na pewno nie trafiłaby na moją półkę. Mam znajomą, która jest patomorfologiem, ale nie ma w niej potrzeby dzielenia się opowieściami o pracy.
    Gdybym miała wymienić zawody, których nie chciałabym wykonywać, powtórzyłabym te, o których wspomniałaś.
    Na szczęście mogę robić to, co lubię. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest rzeczywiście prawdziwe szczęście :-)

      Usuń
  4. Tak, praca w szpitalu zmienila myslenie raz na zawsze ( w moim przypadku nasilenie nerwicy lekowej), ale wynioslam tez dobra lekcje. Szanuje to, Co mam I jestem za to wdzieczna. O dziwo mam swieta pamiec do liczb, ale nie znosze doszukiwania sie gdzie po dzialo sie 10 gorszy. A jesli chodzi o rzeznie to nigdy w zyciu. Moj Syn ciagle neguje mieso I gra mi na gulu :'Mamo, wiesz ile oni zabija ja zwierzat zeby tacy ludzie jak my je kupowali? Przestanmy kupowac, to zabijc beda mniej'. Madre dziecko. Tylko, ze ja lubie miesko :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie liczby po prostu bardzo nudzą i tak było od zawsze. Już w podstawówce nie chciało mi się rozwiązywać zadań z matematyki. Dobrze, że swego czasu matura z matematyki nie była obowiązkowa, bo pewnie zostałabym bez matury. Nuda i już, pamiętam te poszukiwania kilku groszy, koleżanki takie rozemocjonowane, a mi się zwyczajnie nie chciało w koło Macieju oglądać słupków liczb. Też lubię mięsko. Nie jemy go na okrągło, ale jemy i nie uważam się winna tego, co dzieje się ze zwierzętami. Pewnie weganie mogliby z tym stwierdzeniem dyskutować, jednak nigdy nie będzie tak, że 100 procent zostanie weganami i planeta zostanie uratowana. To bardziej złożona kwestia. Owszem, weganizm to jest manifestacja, tak samo jak nienoszenie futer, ale z kolei noszenie torebek i butów ze skóry bywa pomijane. Ta kwestia zresztą w podobnym tonie jest poruszana w "Prosektorium", bo mimo nudnej dla mnie narracji, nie odmawiam książce mądrości.

      Usuń
  5. Czytałam tę pozycję kilka lat temu i pamiętam ,że ta książka mega mi się podobała.
    Oczywiście ,że są prace , których wykonywac bym nie mogła- min praca w rzeźni- jestem wegetarianką, więc kompletnie sobie tego nie wyobrażam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam,ze ta książka miała dużo takich psychologicznych wątków, mega do mnie trafila na tamtym etapie życia kiedy ja czytałam .

      Usuń
    2. Niegłupia jest ta książka, tyle że zupełnie mnie nie wciągnęła. Są książki, od których nie można się oderwać, czytamy je zarywając noce, a bywa, że to całkiem głupiutkie książki, ot zwykłe obyczajówki. A inne są pełne mądrości, ale pisane zupełnie bez polotu. Są też i mądre i wciągające - dwa w jednym, dla mnie taką nie było "Prosektorium".

      Usuń
  6. Wybacz, ale nawet pokazanego fragmentu nie przeczytałam- nie lubię się katować. I nie ma we mnie konieczności czytania książki, która mnie nie wciąga- odkładam, bo szkoda mi czasu.
    Myślę, że jest wiele zawodów bardzo atrakcyjnych, ale mocno obciążających fizycznie lub psychicznie. Szczęśliwcy, którzy kochają i spełniają się w swojej pracy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właściwe podejście BBM, może też kiedyś do tego dojrzeję. Coś jest na rzeczy z tym katowaniem się. Bo jeśli dana rzecz nie sprawia przyjemności, rzucić w kąt i po sprawie. Ale na szczęście to mam tak tylko z książkami, niczym więcej się nie katuję :-) Swoją drogą, ciekawe, czy ktoś jeszcze ma tak jak ja z książkami. Ty byłaś pierwsza, która zwróciła uwagę na ten aspekt.

      Usuń
    2. Hmmm... a może ja po prostu liczę, że książka lada moment się rozkręci...

      Usuń
    3. Trudno mi postawić diagnozę, ale ja kiedyś miałam podobnie i u mnie to był szacunek do słowa pisanego, jakby ważne było wszystko cokolwiek się napisze- a to jedynie złudzenie...

      Usuń
  7. Może jestem dziwna, ale lubię wszelkie medyczno - kryminalno - psychologiczne wątki.
    Pewnie w prosektorium nie mogłabym pracować, ale z głęboko upośledzonymi też chyba nie, a może jest to kwestia wiedzy, wydaje się to praca wyczerpująca emocjonalnie.
    Z cyferkami mam często do czynienia, w wielu zawodach to nieuniknione.
    Chirurg to także ciężki i odpowiedzialny zawód...wiele jest takich profesji, które przerażają, a może trzeba by spróbować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, chirurg też jest nie dla mnie i dobrze, bo nie posiadam takiego wykształcenia, pewnie też nie podołałabym praktykom do zawodu, więc i start bez sensu. Z upośledzonymi... nie wiem, ale masz rację, te wszystkie prace mi również wydają się wyczerpujące emocjonalnie. A co do próbowania, to ja jestem przykładem, że nie warto próbować czegoś, co nie leży w naszej naturze. przecież 12 lat temu postanowiłam spróbować swoich sił w płacach, bo przecież leżą blisko moich kadr, a co ja się nie nauczę? Nauczyłam się, ale nigdy nie polubiłam tej pracy, przez co nieustannie zmagałam się z wypaleniem. A dlaczego pracy nie zostawiłam? O to już by za długo tłumaczyć, może powiem prosto i bezpośrednio, pomijając wątki poboczne: prawdopodobnie ze strachu, że takiej starej już nigdzie nie przyjmą, że pozbędę się ciepłej posadki w budżecie, a nie wiadomo gdzie trafię. W sensie, żeby nie było tak, że zamienił stryjek siekierkę na kijek.

      Usuń
    2. To w sumie doby pomysł na post - czy na pewno możemy zostać kim chcemy?

      Usuń
    3. Oj trudno czasami bywa z odnalezieniem pracy życia, można pozazdrościć, tym, którzy czują się spełnieni. Ale teraz widzę, jak ważne jest staranne planowanie swojego rozwoju zawodowego, a nie edukacja na łapu-capu i szukanie pracy na żywioł, żeby tylko było co do garnka włożyć.

      Usuń
  8. Podziwiam Cię, że dałaś radę przeczytać tę książkę.
    Nie mogłabym pracować w prosektorium.
    Nie mogłabym pracować przy segregacji śmieci.
    Tam gdzie pracowałam chyba nie było żle, chociaż to nie był szczyt moich marzeń.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym tak na poważnie musiała to wydaje mi się, że przy segregacji śmieci jeszcze mogłabym wytrwać. Ech, tak jak pisałam BBM, nie wiem dlaczego jestem taka uparta w meczeniu książek. W tym przypadku książka była mądra, wiec nie była to katorga bez sensu. Jednak kiedyś koleżanka pożyczyła mi jakiś słaby kostiumowy erotyk i nie przebrnęłam! No nie dałam rady własnie takiej pozycji haha :-)

      Usuń
  9. o makto to by była dla mnie ciężka, ale na pewno intrygująca pozycja !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zresztą nie tylko o pracy w prosektorium możemy dużo się dowiedzieć z tej książki. O świecie modelingu też można trochę ciekawostek poznać.

      Usuń
  10. Nie dałabym rady przeczytać tej książki, a co dopiero pracować w prosektorium. Boję się martwych zwierząt a co dopiero ludzi i jeszcze pewnie ten okropny zapach. Brr, aż mnie ciarki przeszły na samą myśl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie, ale ktoś te prace jednak wykonuje... I w tym momencie przypomniał mi się 420 odcinek Kiepskich: "Bezrobotny od lat Ferdek, znajduje zatrudnienie na cmentarzu. Jest bardzo zadowolony z nowego zajęcia i chętnie dzieli się z domownikami oraz sąsiadami swoimi wrażeniami z pracy. Niebawem znajomi i bliscy Kiepskiego, znudzeni i zniesmaczeni jego opowieściami o zgonach i pogrzebach, zaczynają go unikać."...

      Usuń
  11. Zestawienie modelingu z prosektorium mówi samo za siebie. Mniej więcej wiem o czym może być ta książka!Wymarzona praca to taka, która oprócz satysfakcji przynosi również wymierne korzyści! Nie zawsze to jest możliwe. To pieniądze, budzą respekt. Nikt nie pyta jak i gdzie były zarobione, chyba tylko Urząd Skarbowy…
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że o tym wspomniałaś! Wynagrodzenie za pracę jest ważnym elementem, powinno dawać satysfakcję :-)

      Usuń