sobota, 28 marca 2020

Jak przed laty radzono sobie z chorobami

źródło
Zapiski z pandemii grypy hiszpanki z 1918 r. sugerują, że istnieje pewna technika radzenia sobie z grypą, może mało znana i trudna do zastosowania na szeroką skalę, lecz każdy, kto nie przebywa w szpitalu czy nie podlega kwarantannie, może  pokusić się o jej praktykowanie. Mowa tu o przebywaniu na świeżym powietrzu i kąpielach słonecznych. Jako że wiosna powoli zaczyna się rozkręcać, z obu sposobów możemy coraz więcej korzystać.

Wracając do zapisków - otóż lekarze stwierdzili, że ciężko chorzy na grypę pacjenci wystawieni z łóżkami na zewnątrz, zdrowieli lepiej niż ci leczeni w pomieszczeniach zamkniętych. Wydaje się, że połączenie świeżego powietrza i światła słonecznego zapobiegło zgonom wśród pacjentów oraz infekcjom wśród personelu medycznego. Lekarz szpitalny zauważył, że najbardziej poważnie chorzy marynarze przebywali w źle wentylowanych pomieszczeniach. Dał im więc jak najwięcej świeżego powietrza, wpuszczając je do namiotów. Przy dobrej pogodzie pacjenci byli wystawiani z namiotów na słońce. 

Terapia pod gołym niebem, była szeroko stosowana w przypadku ofiar z frontu zachodniego, pacjentów w łóżkach umieszczano na zewnątrz, aby oddychali świeżym powietrzem. W tym czasie powszechną praktyką było umieszczanie chorych żołnierzy na zewnątrz. Pacjenci byli też pielęgnowani na wentylowanych salach z otwartymi oknami w dzień i w nocy. Schemat leczenia na świeżym powietrzu był popularny, dopóki antybiotyki nie zastąpiły go w latach 50. XX wieku.

źródło
Podczas pierwszej wojny światowej chirurdzy rutynowo używali światła słonecznego do leczenia zainfekowanych ran. Wiedzieli, że to środek dezynfekujący, nie wiedzieli natomiast, że jedną z zalet umieszczania pacjentów na słońcu jest to, że mogą syntetyzować witaminę D w skórze, jeśli światło słoneczne jest wystarczająco silne. Zostało to odkryte dopiero w latach dwudziestych. Niski poziom witaminy D jest obecnie wiązany z infekcjami dróg oddechowych i może zwiększać podatność na grypę. 

Duet świeżego powietrza i słońca bywa nazywany naturalnym środkiem dezynfekującym. Od końca dziewiętnastego, aż do połowy dwudziestego wieku, terapię słoneczną, zwaną helioterapią, uważano za najskuteczniejszą formę leczenia chorób zakaźnych. Helioterapia polega głównie na celowej ekspozycji na bezpośrednie, naturalne światło słoneczne, aby wykorzystać terapeutyczne właściwości promieniowania słonecznego UV.

źródło
Co do naszego "kochanego" koronawirusa: w Komunikacie Głównego Inspektora Sanitarnego z 4 marca 2020 roku czytamy, że wirus osłonięty jest cienką warstwą tłuszczową, którą niszczą detergenty, mydło, środki dezynfekcyjne, promienie UV.  Właściwości bakteriobójcze posiada ultrafiolet typu C, jednak szacuje się, że całość tego promieniowania słonecznego pochłaniana jest w atmosferze, stąd do walki z wirusem stosuje się specjalne sterylizatory UV-C. 

Mimo to, warto postawić na świeże powietrze i słońce. Myślę, że każdy na własnej skórze poczuł, że natura pozwala nam odnaleźć stan ukojenia i poczucia bezpieczeństwa. Dzięki temu nasz organizm przestaje pracować na pełnych obrotach (jak w momencie zagrożenia) i może skoncentrować się na bardziej prozaicznych czynnościach życiowych, do których zalicza się także aktywacja systemu immunologicznego. W zasadzie wszystkie zajęcia zapewniające uczucie odprężenia i poczucie bezpieczeństwa, np. wizyta w galerii sztuki albo spokojny wieczór w domu, mogą pozytywnie oddziaływać na zdrowie, lecz nie dostarczą organizmowi tylu potrzebnych składników (fitoncydów, dobrych bakterii z gatunku Mycobacterium vaccae, ujemnych jonów i witaminy D), co spacer na świeżym powietrzu wśród zieleni.

źródła: