piątek, 25 listopada 2016

Tego nie róbmy swoim dzieciom!

Wiele razy podkreślałam w swoich postach, jak bardzo niszczy nas długotrwałe odczuwanie strachu czy lęku, jest jednak jeszcze jedna emocja, której nadmiar pustoszy naszą psychikę i wstrzymuje rozwój osobisty - wstyd. Niestety, wstyd części z nas towarzyszy od najmłodszych lat, a to stąd, że wychowywanie dzieci poprzez ich zawstydzanie było i jest ciągle popularne.

Wiele rodziców uważa, że karanie i zawstydzanie (a czasami klaps), są najbardziej skutecznymi metodami na "niewłaściwe" zachowania dzieci. Oczywiście jest to nieprawda - istnieją   zdrowsze i bardziej skuteczne metody, jak chociażby: 
  • ustalanie jasnych zasad i granic, 
  • traktowanie dzieci z szacunkiem,
  • traktowanie poważnie uczuć i potrzeb dziecka,
  • bycie konsekwentnym,
  • uczenie odpowiedzialności w odpowiednim dla danego wieku zakresie.
Dzieci najlepiej uczą się dyscypliny, gdy naturalnie doświadczają konsekwencji swoich zachowań. Ponadto, stosowanie wyżej wymienionych środków w procesie wychowawczym sprawia, że dzieci dorastają z silniejszym poczuciem wartości i świadomości społecznej.

Natomiast wychowywanie poprzez zawstydzanie niszczy godność małego człowieka, a godność ta może nigdy nie zostać odbudowana, bo wstyd ma siłę niszczącą!

Jest taka prawidłowość: dzieci doznające emocji wstydu czują się bezsilne. Aby poczuć się lepiej, mogą starać się odmienić po swojemu sytuację - znajdą kogoś, kogo będą mogli sami zawstydzić. Czy podobnego zachowania nie znajdziemy u dorosłych? Nie na próżno twierdzi się, że właśnie człowiek zakompleksiony chętnie atakuje innych od tyłu, krytykuje ich, żeby poczuć się lepiej.

Stale zawstydzane dzieci mają zaniżoną samoocenę. Na dodatek, jeśli przy tym notorycznie nie zauważamy potrzeb emocjonalnych dzieci, a ich doświadczenia bagatelizujemy, te dorosną w przekonaniu, że ich uczucia są nic nie warte.

Niby dorastamy, a zawstydzone dziecko ciągle w nas jest - wstyd przybiera postać wewnętrznego głosu i obrazów, które zawstydziły nas w przeszłości. Dajmy na to: chcemy powiedzieć coś interesującego w towarzystwie, a jesteśmy powstrzymywani przez przekonanie, że nie jesteśmy wystarczająco dobre, by się tak wystawiać na widok publiczny.

A więc, czy wstyd jest zły? To emocja, która uczy nas rozróżniania adekwatnych i nieadekwatnych zachowań, zgodnych z normami środowiska w którym żyjemy. Wstyd wywołuje refleksję nad własnym zachowaniem. Niewielkie nasilenie wstydu jest OK, działa mobilizująco, jednak jego nadmiar prawdopodobnie spowoduje wycofanie, chęć unikania i zahamowanie rozwoju osobistego.

Wiadomo, bywa że powielamy wzorce zachowań wyniesione z dzieciństwa, ze swoich rodzin, które często idealne nie były. Wychowujemy dzieci w taki sposób, jak nas kiedyś wychowywano. Aby to zmienić, musimy pogłębić naszą empatię wobec dzieci oraz przypomnieć sobie jak czuliśmy się w dzieciństwie. Popatrzmy na świat oczami tamtego dziecka - siebie z przeszłości - to pomoże nam zrozumieć uczucia i świat naszych dzieci.

I najważniejsze: spytacie mnie, kim jestem, że wymądrzam się niczym psycholog. Psychologiem z wykształcenia rzeczywiście nie jestem, chociaż tematyka ta dość mnie interesuje, jednak swoją wiedzę w tym temacie czerpię głównie z własnych doświadczeń - jestem córką alkoholika, więc mogę śmiało powiedzieć, że o wstydzie i długotrwałym procesie wyzwalania się z niego, wiem wszystko. Ale wiem też, że są inne niż patologia w rodzinie, sposoby na zawstydzenie dziecka: poniżanie i wyśmiewanie - ty baranie, nic nie potrafisz zrobić dobrze, wyśmiewanie lęków, słabości i zachowań dziecka, porównywanie do kolegów (w kontekście, że oni są zwykle w czymś lepsi), zmuszanie do chodzenia w ubraniach, których dziecko nie lubi i inne. 

Jeśli do wstydu dołożymy: 
  • wychowanie w krzyku, wyzwiskach, strachu
  • mówienie źle o dziecku i innych - przy dziecku,
  • zmuszanie dzieci do robienia rzeczy, przed którymi czują silny opór,
  • nie dawanie im prawa do przestrzeni, do własnego zdania,
to na jakich dorosłych dzieci tak traktowane wyrosną? 

Jako podsumowanie napiszę to proste stwierdzenie: WIĘKSZOŚĆ PROBLEMÓW DOROSŁYCH LUDZI ZACZYNA SIĘ JUŻ W DZIECIŃSTWIE. Dlatego nie róbmy krzywdy swoich dzieciom, kochajmy je mądrze.



50 komentarzy:

  1. Każdy zostając rodzicem dopiero się uczy. Można czytać poradniki, korzystać z doświadczenia innych (jest to jak najbardziej słuszna droga), jednak nie można wypracować sobie gotowego modelu wychowania, który będzie funkcjonował w 100%, jeśli nie mamy jeszcze dzieci.
    Według mnie w rodzinie ważny jest balans, szacunek, docenianie. Wstyd hamuje ludzi, nie pozwala pokazać im swojego prawdziwego oblicza, zmusza to życia w kłamstwie, ciszy. Rodzice powinni być wyjątkowo wyczuleni na to, aby ich dziecko nie było zdominowane przez wstyd.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu przydaje się zdolność empatii - współodczuwania. I tutaj rodzi się problem bo każdy z nas czuje inaczej...

      Usuń
  2. Super post :) Ja również jestem przeciwny stosowaniu jakichkolwiek kar cielesnych. Klaps nie jest żadną metodą wychowawczą. Z dziećmi i z młodzieżą należy stale rozmawiać, tłumaczyć itd. Trzeba im poświecić czas, czego rodzice tego nie robią. Bardzo denerwuje mnie, jak ludzie zachwalają stosowanie klapsów jako metodę wychowawczą. Nikt nie może stosować przemocy, anie naruszać nietykalność cielesną, o czym mówi na Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Należy skończyć z tymi dziwnymi starodawnymi metodami wychowawczymi, które tylko krzywdzą dzieci, a nie wychowują. Owszem, młodzież jest trudna, ale każdy rodzic powinien zdać sobie sprawę z tego, że wiek młodzieńczy jest specyficznym wiekiem. Ja zawszę mówię, że z dziećmi mamy stale rozmawiać, poświęcić wspólny czas itd.
    Dobry jest ten przykład z porównaniem do innych dzieci. Przecież każde dziecko jest inne i nie można robić wszystkiego, co ktoś robi. Zamiast pochwalać, rodzice krytykują. To są starodawne metody, aby obniżyć samoocenę dziecka. Najgorsze w tym wszystkim jest, kiedy rodzice wychwalają te metody wychowawcze jakie dawno stosowane. Strasznie mnie to denerwuje, kiedy słyszę: kiedyś nie było komputerów i było lepiej, a dzisiaj młodzież siedzi przed komputerem. Cieszmy się, że młodzież ma duże zainteresowanie. Już we wcześniejszym komentarzu wspomniałem, że dzisiaj wiedza z obsługi komputera jest wymagana w prawie większości zawodów. Gry też są dobre, bo dzięki grom np. gry ekonomiczne, młodzież uczy się, jak działa biznes. Jak słyszę o tej młodzieży, co taka niedobra jest, to ja się zastanawiam, jak młodzież kiedyś była :) Jak się mówi, nie pamięta wół, jak cielęciem był :)
    Wszystko się zmienia i to jest normalne. Ludzie próbują oceniać zachowanie młodzieży, a nie oceniają swoich zachowań. Ludzie sami zachowują się nieodpowiednio. Są takie sytuacje, gdzie młoda osoba pomoże poszkodowanemu, a ludzie stoją i patrzą się :( Ludzie próbują uczyć dzieci kultury, której sami nie posiadają.
    Można by pisać i pisać, ale czy ludzie się kiedyś zmienią? Nie wiem.
    Pozdrawiam,
    Patryk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorośli zawsze skarżą się na młodzież, a tu zwykle sprawdza się przysłowie: zapomniał wół jak cieleciem był ;-)

      Usuń
  3. wychowywanie dzieci to strasznie trudne zadanie, codziennie o tym myślę, bo mam 5 i 3 latkę, które są szalenie bystre i wymuszają na nas rodzicach niezłą pracę nad sobą. Nie ma idealnych metod, a niestety te stosowane przez naszych rodziców są zazwyczaj nie do powtórzenia...Problem w tym, że często powtarzamy je nieświadomie. Dlatego takie to trudne wszystko, a posty takie jak wyżej tak bardzo potrzebne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie pomyślałam (odnośnie potrzeby takich postów), że to działa mniej wiecej tak: teoretycznie wszystko wiemy, lecz dużo ginie nam w odmetach mózgu z powodu nadmiaru bodźców. Przeczytanie takiego tekstu otwiera w umyśle jakąś furtkę, pada nasza uwaga na problem, inspiruje do zmian :-)

      Usuń
    2. Masz rację, dlatego ja niezmiennie czytam i się inspiruje :)

      Usuń
  4. Czytałam ciebie i zastanawiałam się, skąd mnie znasz, skąd znasz to, co kiedyś tak skrzętnie ukrywałam. Twoje wyznanie dało mi odpowiedź. Wszystko, co napisałaś to prawda. Od siebie jeszcze dodam, że dziecko, które się wstydziło może w dorosłości się z tego uczucia wyzwolić - trzeba bliskim, partnerowi, przyjaciółce otwarcie mówić o tym, co czuliśmy. Głośne nazwane swojego wstydu niezawinionego przecież uwalnia od tego uczucia. Ja już się nie wstydzę. Ty, jak sądzę po tym poście, też już nie. Pozdrawiam bardzo ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Iwono, pewnie mogłybyśmy o tym długo rozmawiać... Najważniejsze, że w pewnym, sensie walka już wygrana :-)

      Usuń
  5. Twoje rozważania przypomniały mi maksymę, którą kiedyŚ znalazłam, a którą wszyscy powinni stosować, zarówno wobec dzieci, jak i dorosłych, a dotyczy to zwłaszcza szefów - JEŚLI GANISZ, RÓB TO W CZTERY OCZY, GDY CHWALISZ, CHWAL PUBLICZNIE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetna maksyma! Też mi kiedyś wpadła w ucho. To podstawa dobrych relacjii w ogóle, nie tylko w rodzinie.

      Usuń
  6. Chyba tylko ten, kto odczuwa na własnej skórze konsekwencje błędów swoich rodziców, jest w stanie zastosować się do tych wszystkich rad.Chociaż... Obserwuję teraz naprawdę mnóstwo dzieci i mam wrażenie że te czasy już minęły, teraz jakby nastały czasy skrajnego przeciwieństwa tego o czym piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nigdy nie jest tylko na czarno albo tylko na biało:-) I fakt, w drugą stronę rodzice też mogą przeginać.

      Usuń
  7. Wszystkie złe zachowania dorosłych wobec dzieci przekładają się na kolejne pokolenie i tak trwa problem ludzi nieszczęśliwych, zakompleksionych i zalęknionych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest. I pomyśleć co się dzieje, kiedy tacy ludzie zaczynają pełnić ważne funkcje społeczne.

      Usuń
  8. Nie jestem za zawstydzaniem, jestem za tłumaczeniem, co i jak należy robić. Ale uważam też, że niekiedy klaps (lekki, żadne tam zlanie tyłka) przemawia do dziecka lepiej niż słowa.
    I jestem za tym, żeby rozsądnie chwalić. Marchewka działa lepiej niż kij :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patryk | Blog o żywieniu zbiorowym26 listopada 2016 19:03

      W życiu najważniejsza jest rozmowa, nie klaps. O tym ludzie nie pamiętają. Błędnie ludzie uważają, że klapsy przemawiają. Rodzic powinien nauczyć się, jak należy dobrze wychować dziecko bez stosowania rękoczynów. Ludzie od wielu lat zamiast dogadać się, to wolą stosować rękoczyny. Jeżeli rodzic ma być autorytetem to tym bardziej nie powinien stosować klapsów.
      Niestety, ale niczego nie nauczymy dzieci, jeżeli będziemy używać klapsy. To jeszcze dawne metody wychowawcze, które pokazują, jak traktujemy dzieci niewłaściwie. Gdyby każdy umiał ze wszystkim się dogadać to nikt by nie musiał używać rękoczynów. Przypominam, że klaps jest naruszeniem nietykalności cielesnej.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Swoje dzieci urodziłam bardzo wcześnie, w wieku 22 i 24 lat. I na poczatku dawałam im klapsy. Później sama poczułam, że nie chcę ich upokarzac. Bo klaps kojarzy mi się jednak z upokorzeniem a przynajmniej ja tak to zapamiętałam ze swego dzieciństwa... Ale w sumie - każdy człowiek, też każde dziecko ma swój próg wrażliwości.

      Usuń
  9. Twój post Gaju przypomniał mi, jak bardzo wstydziłam się, że mam za długi fartuch. To było w pierwszej klasie Szkoły Podstawowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ubranie jest bardzo ważnym elemntem w życiu dziecka. Niektórzy dorośli zdają się tego nie dostrzegać i chcą ubierać dziecko po swojemu, przez co dziecko jest naprawdę nieszczesliwe.

      Usuń
  10. Nigdy nie zawstydzałam moich dzieci. Czytałam książki o wychowaniu i niektórych spraw byłam świadoma. Starałam się najlepiej, jak umiałam. To bardzo trudne tematy. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudne. Dlatego mowimy tylko o ramach, nie wdając się w szczegóły.

      Usuń
  11. Wychowanie dzieci jest ogromną sztuką. Możemy to jednak robić korzystając z intuicji oraz własnych doświadczeń. Staram się traktować juniora jak partnera, mimo niewielkiego wieku. Wiele spraw razem dyskutujemy. A mimo to i tak czasem mam wrażenie, że może pozwalam mu na za dużo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy, czy coś zlego z tego wynika. Na pewno junior pozostanie otwartym i pewnym siebie człowiekiem.

      Usuń
  12. Bardzo ważny post...i sama prawda, niestety. Tak to jest, że zdarzenia, emocje i wzorce utrwalone w dzieciństwie rzutują na naszą dorosłość i funkcjonowanie w społeczeństwie. Dlatego tak ważne jest wychowanie dzieci w miłości, pamiętając o tym, co napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj rzutuja.:-( Cóż, każdy wychowuje jak potrafi, a każdy z nas może zrobić coś dobrego na własnym podwórku. Zaglądanie do sąsiada nie jest mile widziane, jak można nie raz się przekonać.

      Usuń
  13. Witaj,
    Ważny tekst napisałaś i jak zwykle piszesz mądrze i ciekawie. Większość problemów ma swój początek w dzieciństwie a jeszcze dodałabym że ważne jest aby dziecko czuło się partnerem w rozmowie a nie kimś mniejszym, słabszym i nie mającym nic do powiedzenia bo dorosły i tak wie lepiej...
    pozdrawiam
    dobrycoach.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Niestety dla części rodziców to nie honor. Pamiętam rozmowę z kolegą, który chwalił się, że jak mu jego nastolatka podpadla, to dał jej w twarz. I był z tego dumny - musi dziecko wiedzieć kto rozdaje karty.

      Usuń
  14. Przypomina mi się scena z "Dnia świra", kiedy Marek Kondrat mówi:"Mój syn wychowywał się w piekle mojego małżeństwa tak jak ja wychowywałem się w piekle małżeństwa swoich rodziców".
    Ja też wychowywałem się w piekle małżeństwa swoich rodziców. Mam nadzieję, że będę dobrym rodzicem. Na pewno będę się starał, chociaż błędy będą zawsze.
    Co do DDA, to przerażające, że setki tysięcy ludzi wychowują się w Polsce w rodzinach alkoholowych, a nie zdają sobie z tego sprawy albo to ukrywają, albo wypierają ze świadomości. A tyle w nas chorób, ile tajemnic..
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie wszyscy ludzie szukają kontaktu z sobą samym, część żyje na zasadzie: byle nie odstawać i takim trudniej odkryć przyczyny, skutki, lekcje.

      Usuń
  15. Mój wujek wychował swoje dzieci bez tak zwanego użycia pasa - nawet klapsa nie dostały, ale był stanowczy... Wytłumaczył co dzieciak zrobił źle, jak trzeba było to ukarał ale bez użycia przemocy - żona a moja ciocia nie wchodziła mu w droge, nie kwestionowała jego decyzji, uwag i dzieciaki czuły i czują do niego respekt i szacunek. To chyba najlepsza droga do wychowania dziecka.. wiadomo, że nie można wiecznie mu słodzić, ignorować jego złego zachowania bo wyrośnie na rozkapryszoną osobę, która uważa, że wszystko mu można i wszystko mu się należy.... dzieciak musi wiedzieć, ze źle postąpił, dlaczego źle i ponieść jakieś konsekwencje, ale można to zrobić bez zastraszania i użycia pasa, tylko trzeba pomyśleć jak.

    Z zawstydzaniem ma Pani całkowitą rację... takie dziecko jest potem nieśmiałe, boi się odezwać, zawalczyć o swoje w słusznej sprawie przez co czasem jest gnębione przez innych, bo nie umie się postawić i powiedzieć NIE. Takie osoby mają trudno w życiu bo ten wstyd przekłada się również na strach przed rozmową o pracę, studia... Chociaż poczucie wstydu w niektórych sytacjach jest wskazane, jednak nie powinniśmy zawstydzać innych na siłę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd niszczy poczucie własnej wartości, pewność siebie. W dorosłym życiu takie dziecko ma dużo pracy :-) Ale też uczy się czegoś o sobie, jeśli chce...

      Usuń
  16. O tak, bardzo dobry post. I pointa również.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo ciekawy post. Masz rację przekonania nabyte w dzieciństwie dają o sobie znać w dorosłym życiu i mają ogromny wpływ na poczucie własnej wartości. Jestem przeciwana wszelkiemu upokarzaniu dzieci w jakielkolwiek formie. Zawsze traktowałam dzieci z szacunkiem, zarówno w pracy pedagogicznej, jak i w domu moją własną córkę. Sama też tak byłam traktowana przez moich rodziców i właśnie dlatego uważałam to zawsze jako normę i coś naturalnego. Widzę jednak skalę problemu bo miałam do czynienia w dziećmi z różnych środowisk. Myślę, że w obecnej edukacji brakuje przedmiotu, który uczyłby dzieci pozytywnego muślenia i podstaw rozwoju osobistego. Programy są przeładowane, wiele niepotrzebnych treści, a tego co najważniejsze nie ma niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie można wykorzystać do tego tzw. Godziny wychowawcze... Ale jak to w praktyce wygląda - nie wiem. Czy to zależy od woli nauczyciela czy czynników "wyższych"...

      Usuń
  18. Zdecydowanie się zgadzam, chociaż ja tam dzieci mieć nie zamierzam, ale jak zwykle mądrze prawisz Koleżanko ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Myślę że na własnej skórze odczuwamy konsekwencje złego wychowania albo błędów rodzicow. Trzeba tez dorosnąć aby zapomnieć zle wspomnienia z dzieciństwa, jeśli takowe posiadamy. W tych czasach nie jest łatwo wychować dzieci ale najważniejsza moim zdaniem jest komunikacja i to taka realna nie wirtualna Trzeba sie starać każdego dnia tłumaczyć jak najwiecej a jest szansa ze bedzie dobrze i nasze dzieci wyrosną na mądrych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, zew ludziom bardzo przeszkadza brak czasu... To niestety zmora dzisiejszych czasów:-(

      Usuń
  20. Święte słowa, zgadzam się z każdym słowem.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Mój syn ma ponad 20 lat i raz dostał klapsa i go pamięta do dziś. Czułam się później źle, podle w ogóle jakbym mogła zapadłabym się pod ziemię.
    W przeciwieństwie do męża ja zawsze chwaliłam, tak samo za duże sukcesy jak i za małe sukcesiki. Gdy przyszedł z maturą do domu, za zapytałam i jak zdałeś? Ojciec zapytał....jakie wyniki ? Owszem też byłam ciekawa, ale później się można dowiedzieć. Może dlatego tak podchodzę do sprawy ponieważ mnie nigdy nie chwalono, długo się musiałam uczyć przyjmować pochwały i uwierzyć, że w ogóle jestem coś warta. On to poczucie własnej wartości ma wpojone. I to nie jest jakieś zarozumialstwo, to wartość i świadomość tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że udało Ci się znaleźć własną drogę. Powielanie zachowań rodziców jest mimo wszystko spotykane - dla mnie to tak, jakby powielajaca osoba nie rozwinęła się, ciagle powtarza wyuczone w dzieciństwie lekcje.

      Usuń
  22. Na pewno taki post przyda się wszystkim przyszłym mamom i też niektórym teraźniejszym. Urazy z dzieciństa pozostają na całe życie więc trzeba uważać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A część tych urazów powstaje w imię "dobrego wychowania".

      Usuń
  23. Smutne jest to, że tak jak napisałaś zawstydzanie dzieci jest nadal powszechne jako metoda wychowawcza nie tylko w domu rodzinnym. Niestety mamy ograniczony wpływ na to, co dzieje się np. w szkole i przed wszystkim nie jesteśmy dziecka w stanie uchronić. Choć pewnie silne poczucie własnej wartości wyniesione z domu pomaga sobie radzić w takich sytuacjach i nieco niweluje inne szkodliwe wpływy.

    OdpowiedzUsuń
  24. Do wychowanie dziecka trzeba dojrzeć, ale jak to zrobić? Czasmi rodzice wychowują swoje dzieci metoda prób i błędów i konsekwencje są takie, że później maja problemy.
    Ówczesna generacja dzieci i młodzieży jest bardzo zamknięta w sobie. Może nawet nie wpływa to, że rodzicie ich zawstydzali w przeszłości, ale mieli i maja w stosunku do nich oczekiwania nieadekwatne do tych, które mogą ich pociechy mogą spełnić. I to jest dla tych młodych ludzi prawdziwa tragedia.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie czułam się nigdy zawstydzana przez rodziców, ale powiem Ci, że BARDZO nie lubię, gdy rodzice lub dziadkowie straszą dzieci:
    - bądź grzeczny/a, bo cię pan/pani zabierze, wilk pożre itd. w zależności od inwencji (najczęściej) rodziców.
    Mnie to przeraża, bo dzieci się boją. I nie pojmuję takich metod "wychowawczych". Wiem, jaka potrafi być dziecięca wyobraźnia...

    OdpowiedzUsuń
  26. Trudnym zadaniem jest dzieci wychować dobrze w szacunku i wartościach, czesto sami rodzice którzy wyrośli w domach dysfukncyjnych muszą latami pracować nad sobą

    OdpowiedzUsuń