sobota, 19 listopada 2016

Gry rodzinne

Rodzina jest dla większości z nas główną wartością, jednak bywa, że życie w niej jest okupione utratą cząstki własnego JA. By żyć w bezpiecznej i złączonej emocjonalnie grupie bliskich ludzi, być przez nich akceptowanym, często wyrzekamy się różnych rzeczy, nieraz zgrzytając przy tym zębami.

Rodzina szczęśliwa, czy nie - zawsze wytwarza mechanizmy wobec których poszczególni jej członkowie czują się bezradni. Jest systemem, w którym każdemu przypada określona rola a ci, którzy próbują się wyłamać zostają przywołani do porządku, jakby kształt który tworzy, należało za wszelką cenę zachować.

Uczy się dzieci od kołyski, by rodziców i dziadków szanować, a rodzinie pomagać. Uczy się, że rodzina zawsze trzyma się razem. I bardzo dobrze, jednak te piękne zasady są - wcale nie rzadko - przez niektórych członków rodziny wykorzystywane do osiągnięcia dominacji nad pozostałymi. Tworzy się wtedy coś na kształt małej mafii. Jak pozostać sobą w takiej rodzinie?

Kilka przykładów chorych konstelacji rodzinnych:

1. Zaborcze i apodyktyczne matki (albo i rodzice). Dla nich bycie rodzicem kojarzy się z władzą, a jej utrata z utratą szacunku dziecka. "Już nie mamy córki!" - rzucają dramatyczne okrzyki, kiedy dorosłe dziecko chce wreszcie o czymś po swojemu zdecydować. Takie uzależnione dzieci muszą bardzo uważać, by wszystko, co robią posiadało aprobatę rodziców. W pewnym momencie nie wiedzą nawet, czy mają zakładać własną rodzinę, gdyż to może okazać się zdradą.  Rodzice podczas całego procesu wychowywania nie stawiają na uczenie dzieci samodzielności, lecz tak bardzo uzależniają je od siebie, że te wkońcu nie umieją podjąć jakiejkolwiek samodzielnej decyzji.

2. Traktowanie doroslych członków rodziny, którzy nie zdecydowali się na tradycyjne małżeństwo czy urodzenie dzieci, jak kogoś niepełnowartościowego. Objawia się to nieustannym nagabywaniem dzieci o partnera, potem o ślub z partnerem, a wreszcie o ciążę. Sama ostatnio stanęłam twarzą w twarz z jedną z babć moich dzieci, która ostro ścierała się ze mną o to, że te (wiek: 20 i 22 lata), nie mają jeszcze tzw. narzeczonych. Nie pomogły grzeczne tłumaczenia, że to przecież jeszcze studenci i niech lepiej skupią sie na nauce niż na pieluchach. A co będzie jak się przyzwyczają do wolnego stanu i będzie im tak dobrze??? Mąż, żona i posiadanie dzieci - to przeznaczenie każdego człowieka, gdyż w Biblii jest powiedziane "idźcie i rozmnażajcie się", a Biblii lekceważyć nie należy. Myślę, że z takim nagabywaniem można spotkać się w wielu rodzinach, a jest to prawdę mówiąc dla młodych ludzi pewnego rodzaju tortura, z którą muszą się mierzyć wiele razu, aż do wyrzygania.


3. Siostra nieustannie podrzuca dziecko do pilnowania. Brat alkoholik prosi o pożyczkę. Czyli wykorzystywanie układów rodzinnych do własnych celów. Tutaj i rodzice mogą stać się poszkodowanymi, gdyż w naszej tradycji, rodzic to ktoś, kogo można do śmierci bezwzględnie eksploatować, zapewne w konsekwencji za to, że sprowadził nas na ten świat. Nasi polscy, starzy rodzice bez przerwy niańczą wnuki, oddają dzieciom uciułaną rentę, usuwają się do ciasnego kąta byleby młodzi mieli wygodnie. Sami zazwyczaj nie mają większych planów na starość, może poza wybudowaniem sobie grobu (i to z myślą, żeby dzieci miały w przyszłości mniejszy kłopot). O przyjemnościach też nie myślą, bo ich nie stać, a jeśli nawet mają trochę odłożonych pieniędzy, to przecież młodym pieniądze bardziej potrzebne. Tak na marginesie, ostatnio zostaliśmy delikatnie skrytykowani za robudowę domu na wsi - po co to? Przecież mamy dzieci, a te jak wiadomo, przyjmą każdą ilość pieniędzy ;-) Takie niestety jest myślenie części naszego społeczeństwa, żadne "życie zaczyna się po czterdziestce" itp. 

Tyle przykładów, a teraz wróćmy do pytania JAK POZOSTAĆ SOBĄ W RODZINIE i czy to w ogóle jest możliwe??? Osobiście uważam, że jest to możliwe i należy o to walczyć, a nawet walka ta jest naszym najświętszym obowiązkiem. Jeśli ktoś nie walczy, to znaczy, że żyje w autodestrukcyjnym, wynikającym z tradycji przekonaniu, że zawsze musimy mieć poparcie rodziców (rodziny).

A to wcale nie prawda. W końcu warto zdać sobie sprawę, że nie musimy z nikim na siłę przesiadywać i nikogo z obowiązku słuchać. Jeśli jesteśmy dorośli i ktoś nas krytykuje a my go słuchamy, to sami jesteśmy za taką sytuację odpowiedzialni. Istnieje mnóstwo kulturalnych sposobów na załatwienie trujących relacji, a jeśli druga strona nie może pogodzić się z porażką, to nic się nie dzieje - tak naprawdę nie musimy kontrolować czyichś emocji, wystarczy jeśli swoje będziemy mieli pod kontrolą.


Każdy z nas posiada prawo do własnego terytorium, przestrzeni, do wyrażania własnych myśli i obrony swoich praw. Kiedy ktoś utrudnia nam realizację tego, to mamy do czynienia ze zwykłą przemocą pod płaszczykiem troski i miłości. Możemy też zadać sobie pytanie, czy opłaca nam się bycie asertywnym w rodzinie (?). Przecież forsując własne zdanie często tracimy poparcie naszych bliskich a zyskujemy oziębienie relacji, co wydaje nam się nie do zniesienia. Z drugiej strony, miejmy świadomość tego, że zachowując uległość czujemy przecież niesmak, bycie stłamszonym i wykorzystanym. Z czasem takie sytuacje spowodują u nas zgorzknienie, a w rodzinie - fałszywe relacje (wszyscy na powitanie trącają się buźkami, a po cichu zgrzytają zębami i nie mogą na siebie patrzeć bez złości).

Dlatego zawsze należy otwarcie mówić czego nie chcemy, wyjaśniając motywy swojego postępowania, mówmy też o naszych uczuciach. Nie mamy wpływu na to, czy nas zaakceptują, jednak musimy próbować, bo życie w fałszu to więzienie. Często wkładamy energię nie w to, co trzeba - chcemy zmieniać drugą osobę, zamiast odebrać jej kontrolę nad sobą. Kiedy damy sobie prawo do decydowaniu o własnych uczuciach i reakcjach, odzyskamy siłę uwiązaną dotąd w sztywnym kształcie rodzinnego systemu. Nie będziemy już dawali się zdominować ani nie będziemy chcieli podporządkować sobie drugiej strony. Byłoby idealnie, prawda? 

34 komentarze:

  1. Dobrze, gdy od dziecka mamy możliwośc kierować się własnym zdaniem, oczywiście na miarę możliwości i rozsądku, przy delikatnej pomocy rodziców.
    Rodzicom trudno jest zauważyć, że robią coś nie tak, przeważnie chcą dobrze ale nie zawsze zauważamy wady u siebie samych. Prawdę mówiąc, czasami trudno być asertywnym i postawic na swoim, wszystko zależy od danej sytuacji i relacji, jakie mamy z rodziną. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, rodzice chcą dobrze, ale jak to mówią: dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane ;-)

      Usuń
  2. Masz racje Bożenko, trzeba walczyć o siebie. Poniekąd sami jesteśmy sobie winni, ale jak nauczymy innych przysłowiowego dziadostwa, tak nas później traktują.
    Jak zaczniemy siebie cenić i odmawiać, zaczną sie fochać, ale to nic, szybko im przejdzie, trzeba to tylko dobrze uargumentować.
    Kiedyś jak teściowa co do mnie mówiła, rzucałam swoją robotę i szłam. Dziś jeśli to może poczekać mówią....dobra mamo, pierw skończę pisanie, bo mi myśl ucieknie i później będę miała kłopot z wróceniem do tematu. Początkowo się delikatnie obrażała, teraz sama mówi....jak będziesz miała czas. :) Delikatnie ją wytresowała, a przykłady można mnożyć. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że w ogóle nie uważa pisania za stratę czasu. Moja by pokreciła głową z dezaprobata - marnowanie czasu!

      Usuń
  3. Jeżeli chodzi o rodziców, to nie powinni trącać się niektóre sprawy, bo to zawsze źle wychodzi na tym. Bardzo nie lubię, jak ludzie naciskają na małżeństwo, zawieranie związków, czy posiadanie dzieci. To są decyzje, który każdy sam podejmuje, a nie rodzice dzieci. Niestety, rodzice chcieliby wszystko mieć pod kontrolą i o wszystkim decydować. Niestety, w dzisiejszych czasach nadal panują sytuacje, gdzie rodzic nawet "wtrąca" się w sprawy osobiste, które nie powinien. Najwyższy czas, aby skończyć z naciskaniem na zawieranie związków itp. Oszem, rodzina może coś doradzić, poradzić, ale nie wtrącać i być nachalnym stosunku do swoich dzieci. Nie wiem, czym ludzie się kierują, ale ta moda na trącanie się w spawy osobiste dzieci jest dziwna. Najgorzej jest w małżeństwie, kiedy rodzice wtrącają się m.in. w sprawie gotowania, czy sposobu wychowania dzieci. Podobnie jest z młodzieżą, gdzie rodzice z góry planują całą ścieżkę edukacyjną i kariery w ich życiu. Młodzież nie może sama wybrać kierunku kształcenia, zawodu itd., bo rodzice za nich o wszystkim decydują, a wręcz naciskają na ich wybór tak, jak rodzice chcą, bo oni najlepiej wiedzą, co jest dla dziecka najlepsze. Najgorzej jest, kiedy rodzice jeszcze decydują o zainteresowaniach dzieci. Często słyszę, że rodzice krytykują soje dzieci, bo mają duże zainteresowanie np. w informatyce. Każdy ma soje zainteresowania, a rodzice tylko krytykują, bo im coś wiecznie nie pasuje. Często powołują się, bo kiedyś tak było. Kiedyś było inaczej, a teraz też jest inaczej i należy patrzeć co jest teraz, a nie co kiedyś. Czasy się zmieniają, a dziś wiedza o komputerach jest bardzo przydatna - jest wiele stanowisk, gdzie konieczna jest umiejętność obsługi komputera. Jeszcze mogę podać przykład, gdzie rodzic wymaga samych 5 na świadectwie. Każde dziecko uczy się dla siebie, nie dla rodziców. Kiedy dziecko otrzyma 3, to zaraz robią wielkie halo z tego. Dzieci należy chwalić, nie wiecznie krytykować. Nie dziwię się, że dużo osób potem popada depresje, bo uważają, że do niczego się nie nadają. Nie należy nigdy obniżać samooceny dzieci. Denerwuje mnie też, jak ludzie często krytykują młodzież, jakoby ona była zła. Nikt nie zdaje sobie spray z tego, ze u każdej osoby młodej następują zmiany okresie dojrzewana. To normalne.
    Pozdrawiam,
    Patryk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągle funkcjonują chore wzorce wychowania poprzez: krytykę, zawstydzanie, straszenie. Część dzieciaków nie najlepiej na to reaguje...

      Usuń
  4. Z uwagą przeczytałam Twój wpis, tym bardziej, że często myślę o tych sprawach. Mam takie samo zdanie jak ty i staram się postępować tak, żeby nikogo nie ranić, siebie również, a jednak dbać przy tym o własne samopoczucie i uczucie zgody ze sobą. Tyle że to jest trudne i zawsze, no prawie zawsze, mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Zwłaszcza gdy to dotyczy mamy czy teściowej. Czuję się źle, bo słyszę, że ja zawsze mam inne zdanie. To uogólnianie to kolejny element strategii, może nawet nieświadomy, a jednak mnie dotyka. Myśle sobie, a co mi zależy, zgodzę się, będzie święty spokój. A przecież na tym to polega, żeby nie godzić się dla świętego spokoju, tylko tak postępować, żeby ten spokój uzyskać. I takie zamknięte koło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo godzenie się dla zalagodzenia sytuacji nie rozwiąże na zawsze problemu. Wręcz go pogłębi - wampiry nauczą się, ze można nami powodować!

      Usuń
  5. Czytając tytuł, myślałam, że o graniu w gry planszowe będzie lub towarzyskie, bo takie lubię...a tu bardziej przyziemna rzecz czyli gierki i układy. Nie jest łatwo uporzadkować sprawy i relacje w rodzinie, zwłaszcza gdy godziliśmy sie od początku na to, co jest.
    Zgadzam sie z Iwoną K., że nie możemy robić niczego dla świętego spokoju, bo go nigdy nie odzyskamy. Czasami trzeba postawić granice, tym bardziej, gdy widzimy, że ktoś nie ma skrupułów wobec nas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdym momencie życia możemy granice postawić. Trochę pokrzycza, w końcu się przyzwyczaja :-)

      Usuń
  6. Ludzie się zmieniają...i zaczęłabym właściwie od tego, bo:
    - rodzice, którzy nonszalancko zostawiali ze sobą: kilkulatkę z kilkumiesięcznym niemowlęciem, nigdy nie zostawią ze sobą wnucząt (de facto starszych niż ta kilkulatka i niemowlę - podobno są inne czasy...)
    - teściowie, którzy przez całe życie "dają czadu" i robią wszystko, żeby młodym utrudnić życie (totalna inwigilacja i chęć podporządkowania młodych - bezkompromisowość), gdy jedno umiera, drugie nie ma siły napędowej do czynienia tego, co wcześniej.
    Zmiany, zmiany nam towarzyszą. Jedne wychodzą na dobre, inne zaczynają utrudniać życie.


    Życzyłabym wszystkim spokoju - od rodziców, natrętnych członków rodziny i upierdliwych teściów. Ja to mam. I bardzo mnie to cieszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też już mam - wypracowałam to sobie :-) To jest piękne. Chociaż oczywiście próbują swoich sił jednak zmiana mojego wizerunku już do nich dotarła:-)

      Usuń
    2. ...bo naprawdę w życiu najważniejszy jest ŚWIĘTY SPOKÓJ, prawda? ;)

      Usuń
    3. Coraz bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu :-)

      Usuń
  7. Ja z kolei sobą w 100% czuję się najbardziej właśnie w rodzinie. Lubię swoich bliskich, znam ich od zawsze, oni znają mnie. Gdzie mogłabym się czuć bezpieczniej i bardziej "swojsko". Choć z rodzicami mamy inne poglądy na większość kwestii, jakoś się dogadujemy. W końcu wypracowywaliśmy sobie pewne schematy porozumień latami. Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję świetnych stosunków rodzinnych! To przykład, który przywraca wiarę w to, że rodzina może być też fajna, a nie tylko gderliwa i wymagająca:-)

      Usuń
  8. Każdy powinien bronić swojego zdania, bo to jego życie i powinien przeżyć je po swojemu. Ja zawsze stałam przy swoim, ale, że nie znoszę złych relacji w rodzinie( i w ogóle), to potem słodziłam, żeby poprawić atmosferę. Schemat rodzice - dzieci często się powtarza. Młodzi mają żal do rodziców, że ich nie rozumieją, ale gdy sami stają się rodzicami, robią to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przysłowie: zapomniał wół jak cielęciem był, zawsze żywe:-)

      Usuń
  9. Niestety to jest prawda z tym nagabywaniem młodych i ciągłe pytania kiedy ślub, kiedy dzieci, kiedy drugie dziecko...zawsze jest jakiś powód by wyrazić swoje niezadowolenie z wyborów dzieci czy też wnuków. Szkoda, że nie zawsze pozwala się im na samodzielne podejmowanie decyzji, a przecież samodzielność to jedna z tych cech, których jednocześnie od nich oczekujemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie do tego namawiam - do samodzielności i wyrwania się spod wpływu. Nigdy nie bedziemy sobą na 100 procent jeśli będziemy się słuchać.

      Usuń
  10. Strasznie trudny temat.
    Zawsze zwracałem uwagę na moje złe relacje z ojcem, który wyrządził mi bardzo dużo krzywdy, poza tym nigdy nie interesował się zbytnio sprawami rodziny czy wychowania dzieci.
    Natomiast o matce myślałem przeważnie pozytywnie. Po Twoim poście myślę sobie, że mimo że zawdzięczam mamie bardzo dużo, to jednak jej ciągłe naciskanie na chodzenie do kościoła, ślub kościelny, posiadanie dzieci itd. też wyrządziło mi sporo krzywdy.
    Z rodziną dobrze wychodzimy na zdjęciach..
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten nacisk w tradycji nazywany jest wychowaniem ;-)

      Usuń
  11. Ten temat jest mi bardzo bliski - skończyłam kurs psychoterapii rodzin i zawsze te rodzinne gry i interakcje wydawały mi się fascynujące. Sami nie zdajemy sobie sprawy jak nasi bliscy i przodkowie na nas oddziałują, nawet jeśli zmarli przed naszym urodzeniem. Myślę jednak, że do rodziny pochodzenia trzeba mieć pewien dystans - kiedy dorastamy dobrze jest przyjrzeć się temu, jak wyglądają relacje, przekonania i zwyczaje w niej panujące pod kątem tego, czy są zgodne z naszym światopoglądem i czy przypadkiem nie wyrządzają nam krzywy.

    Swoją drogą sama też swego czasu walczyłam z ubolewaniem rodziny nad moim brakiem narzeczonego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak trudno o dysyans, kiedy od małego rodzice bardzo nas od siebie uzależniają. Tłuką do głowy, że trzeba słuchać się, szanować itp. Najpierw trzeba dojrzeć u siebie to szkodliwe oprogramowanie i jakoś je usunąć...

      Usuń
  12. Mądre słowa prawisz, kochana, mądre i trafiające w sedno.

    OdpowiedzUsuń
  13. Rodzina to niewyobrażalnie skomplikowana jednostka. Tak wiele różnych uzależnień, że często nie sposób ogarnąć to rozumem. Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak jakoś przetrwać trzeba, a najlepiej bez uszczerbku na swoim życiu:-) Jakoś nie jestem skłonna do ofiar na ołtarzu rodzinnym, składanych ot tak - bo mama już tak jest. To niech się zmieni. Jest dorosła, mądra i silna. Niech weźmie się w garść.

      Usuń
  14. "Kiedy damy sobie prawo do decydowaniu o własnych uczuciach i reakcjach, odzyskamy siłę uwiązaną dotąd w sztywnym kształcie rodzinnego systemu." - świetnie to podsumowałaś. To my decydujemy o naszym życiu, o naszych odczuciach i o tym, co z tym życiem zrobimy. Rodzina jest bardzo ważna, jednak nawet w relacjach z najbliższymi warto być asertywnym i pamiętać o sobie. To posłuży obydwu stronom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo rodzina to nie mafia, chociaż niektóre rodziny właśnie to przywodza na myśl! Znam taką rodzine, gdzie mówi się: nie ma "twojej sprawy", jesteśmy rodziną, są tylko "nasze sprawy". Dla mnie to straszne...

      Usuń
  15. Chyba najtrudniejsze relacje są właśnie w rodzinach. Mimo tych trudności nie można zapominać o sobie. Bo jeżeli my to zrobimy, to inni tym bardziej.......
    Pozdrawiam Gaju. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie. O sobie pamiętajmy sami :-) Najlepiej na tym wyjdziemy.

      Usuń
  16. Problemem jest też idealistyczna wizja rodziny. Z moich obserwacji wynika, że tam, gdzie miłość tam zawsze są tarcia, i problemem a jednocześnie pytaniem jest to, jak z tego tarcia stworzyć konstruktywną energię? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Nie ma ideałów, a ci, którzy uważają inaczej niepotrzebnie cierpią. W kazdej rodzinie są swoiste problemy. Najwazniejsze, żeby nie udawać, nie działać na pokaz, bo to trąci dulszczyzna. I chcieć pracować nad rozwiazaniem dobrym dla każdego:-)

      Usuń