poniedziałek, 3 października 2016

Jestem cienka

Jak pewnie wielu z Was, chciałabym więcej niż mam, a między innymi chciałabym więcej robić, bardziej się rozwijać. Jednak ewidentnie się nie wyrabiam i część moich planów zawsze porasta kurzem. Tak dzieje się z bieganiem. 

Urlop w górach

Wcześniej biegałam tak po prostu dla zdrowia, nic wielkiego, żadnych wyczynów, jednak przestałam pod koniec września ubiegłego roku z powodów zdrowotnych (najpierw skręcona kostka, potem przewlekłe zapalenie zatok). Po nowym roku poczułam się lepiej, chciałam zacząć od nowa i na chceniu się skończyło. Wiosną, przez miesiąc starałam się systematycznie ruszać na dworze przez godzinę i okazało się, że zawsze coś innego leży odłogiem - nieugotowane jedzenie, nieumyte okna, blog, książki, w końcu sen. Nagle zaczęło mi brakować czasu na aktywność fizyczną

Nadejście Świąt Wielkanocnych i zjazd rodziny definitywnie zakończyło moje starania by biegać systematycznie, zaś urlop w górach bezlitośnie odsłonił prawdę o mojej kondycji - JESTEM CIENKA. Tak cienka jak nigdy przedtem i nie potrafię z siebie wykrzesać siły by to zmienić. Obecnie nie ma już mowy o prawdziwym bieganiu. Chociaż ciągle nie porzuciłam nadziei na lepsze, to jednak wiem, że na razie "nie dla psa kiełbasa" - cieniasy nie mogą ot tak sobie porywać się na bieganie, szczególnie ponad czterdziestoletnie cieniasy.

Wpadła mi w ręce książka "Bieganie. Przewodnik dla kobiet", gdzie głównie skupiam się na rozdziale pt. "Przygotowania". "...Zanim zakochasz się w bieganiu na dobre, musisz z nim trochę porandkować. Zwiększaj częstotliwość i objętość treningów rozsądnie. Zapomnij o formule WSZYSTKO ALBO NIC." A przede wszystkim, należy się upewnić, że możemy bezpiecznie zacząć biegać.

Autorzy przewodnika zalecają - jeśli nigdy wcześniej nie ćwiczyliśmy, wracamy do zdrowia po dłuższej chorobie lub kontuzji, albo po prostu mamy obawy co do stanu zdrowia - wykonać poniższy test. Jeśli chociaż na jedno pytanie odpowiemy TAK, powinniśmy przedyskutować z lekarzem rodzinnym wszystkie za i przeciw.

1. Czy przez ostatni rok, albo dłużej nie prowadziłaś aktywności fizycznej?

2. Czy kiedykolwiek zdiagnozowano u ciebie problemy z sercem lub nadciśnienie tętnicze?

3. Czy palisz papierosy lub paliłaś je w przeszłości? 

4. Czy masz astmę lub kiedykolwiek miałaś podobne problemy?

5. Czy wśród członków najbliższej rodziny występowały przedwczesne choroby serca (rodzice lub rodzeństwo - w linii męskiej poniżej 55 roku życia, w linii żeńskiej poniżej 65 roku życia)?

6. Czy podczas ćwiczeń kręci ci się w głowie lub odczuwasz bóle w klatce piersiowej?

7. Czy zdiagnozowano u ciebie chroniczne choroby kości lub stawów, takie jak artretyzm czy osteoporoza?

8. Czy masz cukrzycę?

9. Czy starasz się o dziecko, jesteś w ciąży lub niedawno urodziłaś?

10. Czy twój indeks BMI jest wyższy niż 26?

11. Czy zdiagnozowano u ciebie jakiekolwiek inne chroniczne schorzenie, które może powodować problemy? 

W moim przypadku kluczowe są zatoki ale i bez wątpienia - lenistwo, jednak niemożność zorganizowania sobie czasu w taki sposób, by wszystko w otoczeniu działało jak należy (zawsze z czegoś rezygnuję, co mnie zwyczajnie frustruje), też nie jest bez znaczenia, ponieważ wtedy rezygnuję z czegoś, co wydaje się najmniej istotne w natłoku spraw.

Cóż, w najbliższym czasie będę musiała to sobie jakoś poukładać (i znów od nowa...), a dzisiaj mam do Was pytanie: jak radzicie sobie z aktywnością fizyczną w nawale codziennych zajęć? (Czy uważacie, że Wasz świat się nie zawali, jeśli odpuścicie sobie aktywność fizyczną, ponieważ i tak ruszacie sie wystarczająco dużo bez specjalnego poświęcanego temu czasu?). Czasami sposoby na życie innych ludzi mogą poruszyć w nas zapomnianą strunę, zainspirować, zmotywować. Na to liczę :-)


30 komentarzy:

  1. Mój świat się zawali😀Ja bez porannej aktywności cały dzien się snuje jak mucha w smole

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja zaczęłam biegać w połowie lipca. Teraz miałam prawie tydzień przerwy ale chodziłam trochę z kijkami. Dzisiaj przyjaciółka wyciągnęła mnie na trening i czuję się świetnie!
    Ale ogólnie teraz będzie ciężko bo uczelnia się zaczęła :( W przyszłym tygodniu będę wiedzieć czy daję radę wszystko ze sobą połączyć. Ech.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od czasu do czasu mam zryw, ćwiczę z filmikami na Youtube, ale szału nie ma. Też lenistwo dobija, regularne ćwiczenia dawały efekt. Teraz zakupilam rowerek stacjonarny i mam nadzieję że nie będzie się tylko kurzyl :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, nie wiem co napisać. Najlepiej ćwiczy mi się na siłowni czy innym fitnessie. W domu nigdy nie mam czasu, a to nie mam gdzie, a to koty po mnie skaczą ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam,że ja nie lubię biegać, nie lubię się męczyć w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie na pewno kluczowe jest lenistwo, bieganie zresztą nie było nigdy moją mocną stroną, nie lubię i już, ale biegaczom zazdroszczę.Póki co dużo chodzę, kilka kilometrów dziennie szybkim marszem, więc chyba nie tak źle...

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiałam biegać, bywałam na zajęciach aerobiku i wszystko było ok. Niestety tak jak u Ciebie zatoki, tak u mnie nadczynność tarczycy... każdy najmniejszy wysiłek skutkował tętnem 160/ min. No i się przestraszyłam. Może bym i mogła ale się boję. Pozostają przejażdżki na rowerze i spacery z kijkami. Marzę o jodze - może kiedyś się odważę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja kiedyś nienawidziłam biegania. Potem się wkręciłam, polubiłam, robiłam to regularnie, ale dopadła mnie kontuzja kolana. Ortopeda definitywnie zabronił mi biegać. Obecnie mogę robić cardio w postaci rowerka stacjonarnego bądź zwykłego, a gdy chodzę na siłowni to korzystam z przyrządów "schody" i "drabina". Motywacja do biegania by była, ale kontuzji nie przeskoczę :( Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Biegam tylko po domu i po szkole, za to bardzo dużo i po stromych schodach jeszcze:-))))

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie cztery razy TAK. Kiepsko u mnie z aktywnością fizyczną. Przez jakiś czas ćwiczyłam intensywnie, ale teraz tak dużo energii zużywam na walkę z rakiem męża, że sił brak na sport.

    OdpowiedzUsuń
  11. Najważniejsze, że Pani regularnie się rusza :) Nawet sprzątanie w domu zalicza się do aktywności fizycznej. Panie nie jest cienka, jak Pani napisała w tytule. Nawet domowy aerobik jest dobry. Najlepiej jest robić to co lubimy. Nic na siłę :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja sobie kompletnie nie radzę, co zacznę ćwiczyć to po 2-3 tygodniach przechodzi mi ochota. Zaczynam już godzić się z tym, że ja do ćwiczeń nie mam drygu. Za to lubię długie spacery, więc cała moja aktywność to właśnie chodzenie, jak tylko pogoda dopisuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Osobiście nie biegałam nigdy. Na wf zawsze zwolnienia... Aż pewnego razu gdy już nie było obowiązku szkoły i przymusu z bieganiem poszłam an siłownię.. I tam zakochałam się w bieganiu na bieżni. Na początku było bardzo ciężko bo kondycja poniżej 0, ale z czasem zaczęłam bić swoje własne rekordy. Motywować się, żeby zwiększać tępo/ dystans.. I tak o to tego lata spróbowałam swoich sił na dworze. Radość nie do opisania, że potrafię przebiegnąć 3 km bez przerwy.. Ale jednak mimo wszystko jestem zwolenniczką bieżni, która narzuca mi miarowe tępo. Po za tym nie wyobrażam sobie biegać teraz w taką pogodę.

    Dodaję do listy blogów u siebie i zapraszam do mnie :)
    https://wszystkoo-ma-sens.blogspot.com/

    PS.
    Czyżbyś czytała "sekret" - z opisu wnioskuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. mi jakoś brak samozaparcia i systematyczności ;/

    OdpowiedzUsuń
  15. A może Nordic Walking. To jest dla każdego. Ja mam dyskopatię i kijkuję już 4 lata i wszystko jest ok. Chciałam biegać, ale przy dyskopatii bieg nie jest wskazany, przynajmniej ja nie mogłam. Jak nie bieganie, to może truchtanie. Ja właśnie tak robię i to podczas kijkowania. Pozdrawiam. :) .

    OdpowiedzUsuń
  16. Próbowałem różnych aktywności. Przez kilka lat jeździłem na rowerze, ale mi się znudziło i od kilku lat w ogóle nie jeżdżę. Podobnie było z pływaniem.
    Próbowałem też biegać, ale nabawiłem się kontuzji i przestałem.
    Od dłuższego czasu staram się regularnie chodzić do klubu fitness i na razie mi się udaje.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedyś byłam całkiem asportowym typem. Ale pokochałam góry, a te wymagają dobrej kondycji. Żeby ją sobie wyrobić, uznałam, że najprościej będzie biegać. Moja pierwsza przebieżka była żałosna. Zadyszka po naprawdę krótkim kawałku. To mnie tylko zmotywowało. Każdego ranka, g. 6:00 gdy chłopak wychodził do pracy, ja szłam biegać. Podobało mi się to, że jestem w stanie przebiec coraz dłuższe trasy bez zatrzymywania, że moje płuca pracują coraz lepiej, oraz że mogę w taki fajny sposób być codziennie w najpiękniejszym parku w Polsce (park zamkowy w Pszczynie). Mogę chłonąć las, patrzeć na wspaniałe widoki, w tym słońce wschodzące wśród drzew, mgłę nad stawami itp. Taka poranna wyprawa daje mi więc dwie rzeczy - z jednej strony uspokaja, wycisza (coś jak medytacja), z drugiej bieganie powoduje, że krew szybciej krąży i w związku z tym mam energię na cały dzień. I ogólnie lepiej się czuję i nie choruję.
    Gdy nie mogę biegać (bo np. leje) to mi smutno. Dlatego w deszczu też biegam - o ile nie jest to ulewa. Jedyny wyjątek to okres - w jego trakcie rezygnuję z tych przyjemności, ponieważ przy zwiększonym wysiłku krew się leje jak z przeciętej tętnicy ;-).

    Jeżeli coś sprawia przyjemność, to ta przyjemność staje się motywacją do robienia tego czegoś. Bieganie to sama przyjemność, ale dla mnie pod pewnymi warunkami:
    - nie biegam na czas, żadnych rekordów. Biegam tak jak mi organizm podpowiada. Gdy mam ochotę to przechodzę do marszu. Do niczego się nie zmuszam.
    - biegam po pięknym parku w czasie, gdy właściwie jest pusty - nie wiem, czy byłoby to takie fajne, gdyby były w nim tłumy albo gdybym cały czas biegła po ulicy
    - odpowiednie ubranie też jest ważne - gdy temperatura jest niższa niż 7-8 stopni, to mam czapkę polarową i komin polarowy. Biegam w spodniach dresowych (ostatnio też z polaru), a nie w legginsach, bo w legginsach na ulicy czuję trochę nago (a podczas biegania chodzi też o komfort psychiczny).

    OdpowiedzUsuń
  18. "Mam tak samo jak Ty" - też trudno mi znaleźć czas na regularny ruch. Zawsze jest coś do zrobienia i potem cierpi na tym blog albo coś innego. Staram się jednak zawsze znaleźć czas na ruch w weekendy i przynajmniej raz w środku tygodnia. No i nie wybrzydzam - jak nie ma czasu na bieganie to dobre i wchodzenie po schodach. :) Ale nie jest mi z tym zbyt dobrze i chciałabym ruszać się częściej.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja ostatnio trenuję karate. Woziłam juniora na zajęcia i czekałam za nim godzinę, więc postanowiłam, że nie będę czekać, tylko dołączę. W grupie jest też kilka innych mam i bardzo nam się to podoba. Dla mnie to takie połączenie przyjemnego z pożytecznym.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kiedyś myslałam o bieganiu, ale z moimi kolanami (martwica rzepki w prawym ,woda w lewym) i waga, to raczej malo realne :P

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja właśnie sobie nie radzę z aktywnością fizyczną, mając tyle na głowie. Zaczęły się praktyki w szkole, brakowała czasu, to i karnet na siłownię osiadł kurzem. Ale tez znalazłam osttanio w bibliotece książkę o bieganiu dla początkujących albo tych, którzy nie mogą się do tego przekonac, więc zamierzam przeczytać i wrócić do formy. Może znajdę tam odpowiedzi :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Bieganie to akurat coś, co kocha, niestety tylko sezonowo, ponieważ w okresie jesienno-zimowym jestem zbyt podatna na choroby, by móc pozwolić sobie na akurat ten rodzaj aktywności. Jeśli chodzi o inne kategorie, ćwiczę po prostu w domu, chociaż kiedyś robiłam to dużo częściej i obecnie także wyrzucam sobie, że nie znajduję czasu. Kiedyś chodziłam trochę na siłownię i dużo łatwiej było o tę motywację, a i czas jakoś się znajdował, jednak do domowych aktywności potrzeba więcej silnej woli. Tym sposobem moją główną aktywnością pozostają spacery (wszędzie przemieszczam się pieszo) oraz krótki poranne ćwiczenia na rozbudzenie, które są kwestią dosłownie 5 minut. Myślę jednak, że może powieszenie na szafce jakiegoś planu treningowego z rozpiską na każdy dzień z uwzględnieniem przerw nieco ułatwia sprawę, w końcu nawet 15 min dziennie to już coś, a to przecież niewiele i od razu ma się lepsze samopoczucie, przynajmniej według mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Biegać nie lubię. Czasem ćwiczę sobie w domu z filmikami z youtube, fajnie, że można znaleźć tam programy dla każdego. Poza tym lubię ćwiczenia na wioślarzu. Z czasem bywa różnie, ale staram się chociaż 1-2 razy w tygodniu trochę poćwiczyć.

    OdpowiedzUsuń
  24. W mojej okolicy otworzyli nową siłownię i tak oto płacę grosze, a mam wstęp do bardzo dobrze wyposażonego klubu fitness. Staram się choć raz w tygodniu pójść i potrenować. Trochę biegania, trochę jazdy na rowerku, trochę maszyn... i czuję się zdecydowanie lepiej :) Aczkolwiek muszę się lepiej zorganizować, by chodzić regularnie :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Rety, bieganie niestety nie jest dla mnie. Może w końcu zmobilizuje się i w końcu wyciągnę kogoś na zumbę?

    OdpowiedzUsuń
  26. Wszystko tylko nie bieganie :p ale czasami lubię sobie poćwiczyć w pokoju i np. na lapku lecą ćwiczenia a w tv serial :) takie 2 w 1 :)

    OdpowiedzUsuń
  27. U mnie punkt 9, ale i tak nie mam zamiaru uprawiać żadnej fizycznej aktywności, wystarczy mi ta wymuszona przez dzieci :P

    OdpowiedzUsuń
  28. Przez ostatnie 8-10 lat (już nawet nie zliczę) uczęszczałam na fitness. Zawirowania kadrowe w miejscu, gdzie ćwiczyłam, brak możliwości zakupienia karnetu i...klops, wypadłam z obiegu - przestałam chodzić na zajęcia. Jednocześnie zauważyłam, że mam dużo więcej czasu, ale i mniejszą kondycję.
    Jak sobie radzę? Regularnie staram się wychodzić na długie spacery z psem :)
    Chociaż tyle...na razie ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Co jak co , ale do biegania to ja jestem za leniwa :))

    OdpowiedzUsuń
  30. Biegałam od czasu do czasu. Chciałam nawet wejść w rytm robienia tego regularnie. Ale odpuściłam sobie zbytnią regularność, bo stwierdziłam, że robię to tylko dlatego że jest moda na jakieś wyzwania. Nie dlatego, że to mnie kręci lub mam w tym jakiś cel. Wmawia się nam, że jak nie biegamy to jesteśmy leniwi. Tacy nie chcemy być. Dlatego gdy pewnego dnia nie będziemy mieć na to czasu lub nie będzie nam się chcieć będziemy się czuć fatalnie co też nie jest dobre. Przeszłam więc do aktywności fizycznej nie dla wyzwań a tylko gdy mam czas i ochotę. Po kawałku. Choć z mężem wybraliśmy raczej bieżnię na siłowni, bo mieliśmy tam już swoje programy ćwiczeń chcąc schudnąć. Na razie przystopowałsm z bieganiem. Tymczasowo ze względu na stan odmienny przerzuciłam się na pływanie.

    OdpowiedzUsuń