środa, 21 września 2016

Złość piękności szkodzi

To fakt, że czasami rzeczywistość wydaje się wysoce irytująca, a nam nie pozostaje nic innego jak trochę się powściekać. Co jednak zrobić, kiedy czynniki wywołujące naszą frustrację nie chcą rozpłynąć się w powietrzu? Przecież niektórzy latami wściekają się na układy polityczne, które im akurat nie odpowiadają, toczą niekończące się wojny z byłym małżonkiem, przez lata mają uciążliwego sąsiada.

Ot taki prosty przykład z życia. Mamy taki a nie inny rząd, jednym on odpowiada, innym nie. Pewna znajoma mi osoba, od kiedy rząd ten nastał, podczas każdego naszego spotkania podniesionym głosem analizuje jego wszystkie potknięcia, a traf taki, że każdy dzień przynosi nam nowe kontrowersyjne zdarzenia.

Na początku te dysputy wydawały mi się atrakcyjne, jednak płynął miesiąc za miesiącem, a ona ciągle to samo. Tzn. niby codziennie o czym innym, ale ciągle w tym samym tonie: podniesiony, oburzony głos, czarne wizje przyszłości. Zauważyłam, że moje emocje również podczas tych spotkań buzują, a ciało reaguje na to po swojemu. 

Ile takich dyskusyjnych klubów oburzonych kryje się po domach? Co z ich działalności wynika? Przecież jeśli obecny stan potrwa nawet klasyczne cztery lata, to przez ten czas można zostać starym, zgryźliwym tetrykiem, a co dopiero, kiedy będzie trwał 8 lat i więcej? 

Wybrałam przykład nawiązujący do polityki, ale mogą nas stale irytować zupełnie inne sytuacje. I tak dzień po dniu wściekamy się (nic więcej poza wściekaniem się nie robiąc) i nie myślimy, jaką krzywdę wyrządzamy sobie i naszym słuchaczom. Słuchaczom, bo powszechnie wiadomo, że emocjami zarażamy.


Złość piękności szkodzi, negatywnie wpływa na relacje międzyludzkie. Naburmuszony wiecznie obrażony człowiek w końcu zaczyna być traktowany przez innych, pozytywnie nastawionych do życia ludzi co najmniej z przymrużeniem oka. Zaczyna być męczący. Opowiadanie wszystkim i na okrągło o swoich pretensjach do świata staje się męczące nie tylko dla słuchaczy ale i dla samego opowiadającego, z tym, że ten zwykle bywa nakręcony i poza zaaferowaniem nie czuje nic więcej.

Gdyby jednak taka osoba zechciała usiąść na chwilę w ciszy i wyobrazić sobie, jak można się czuć, kiedy nie nakręca nas żadna afera i odczuwamy akceptację - tak po prostu dla świętego spokoju - to może dotarłoby do niej, że akceptacja to nic złego. Akceptacja nie oznaczy naszej zgody na fakt, że nasze granice zostały naruszone. To po prostu neutralne samopoczucie, nie dopuszczanie by emocje niepotrzebnie mąciły nasz spokój. To cieszenie się bieżącą chwilą, skupianie się na pozytywach i robienie tego, co do nas należy. Bo przecież wredny sąsiad ciągle mieszka obok i nigdzie się nie wybiera, ale akurat teraz nie musimy mieć z nim do czynienia, więc po co zaprzątać nim sobie głowę?

Jednak z uwagi na fakt, że nie wyrażone emocje uciskają ciało i duszę, powinniśmy coś ze swoją złością zrobić. Możemy potraktować ją w dwojaki sposób: działając (pójść pobiegać, podrzeć gazetę, wyżyć się na poduszce, poodkurzać mieszkanie) lub nie działając (głębokie oddechy, medytacja).

Jeśli mamy możliwość zmiany danej sytuacji, zróbmy to! Jeśli nic nie możemy zrobić - znajdźmy swój sposób na złość i nie trujmy ludziom d..y (i sobie przy okazji) - w myśl zasady
ŻYJ I DAJ ŻYĆ INNYM.

47 komentarzy:

  1. ach, nie ma to jak narzekać i psuć innym dzień :D ja nie mogę słuchać takich gderliwych ludzi, bo naprawdę sama robię się smutna lub poirytowana, a przecież nie mam powodu.. złość szkodzi piękności znajomości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Właśnie ten tekst napisałam pod wpływem gderacza :-)

      Usuń
  2. Czasami można pomarudzić i ponarzekać na to i owo, ale kiedy to się staje zbyt wielką częścią naszego życia to pojawia się problem. W końcu ileż można?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie z początku też nosiło, ale dałam sobie święty spokój. Tak najlepiej jest dla wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale musisz przyznać, że jest ciekawie (wiem, że to lekkie sformułowanie!)

      Usuń
  4. Złość faktycznie wiele szkody przynosi, pewna mądra osoba mi kiedyś powiedziała: "nasze oczekiwania są źródłem naszych frustracji" ale właśnie jak nie oczekiwać? Jak sie nei złościć, to sie nie da po prostu. Złość potrafi zaburzać hormony więc nie jest to emocja która nam sprzyja fizycznie, czy społecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emocje po prostu w nas się pojawiają i wiadomo - lepiej ich nie wypierać, bo to źle się kończy, ale też lepiej nie puszczać samopas. Dobrze jest kontrolować emocje :-)

      Usuń
  5. I zgodzę sie i nie całkiem, bo spróbuj kochana usiąść w ciszy na takim osiedlu i zebrać myśli! Boję się, że na starość taką właśnie zgorzkniałą staruszka będę...i to nawet nie jest złość, to krzyk bezsilności!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, któż z nas przewidzi, jacy będziemy na starość. Możemy się tylko starać ;-)

      Usuń
  6. Złość czasem pomaga. Jednak na dłuższą metę taka złość przewlekła to tylko niszczenie swojego zdrowia często przez głupotę innych. Nie warto! Warto właśnie czasem usiąść, zastanowić się, przemyśleć czy nas to w ogóle dotyczy... Zanim na dobre się rozzłościsz, spróbuj ochłonąć. Na ataki złości najlepszy jest sport, aktywność fizyczna, aby te emocje rozładować. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza sie, złość bywa pomocna. Znam przypadki, kiedy ludzie pozwalaja się wykorzystywać innym, ponieważ nie umieją w sobie wykrzesać odrobiny buntu, złości. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  7. Wszystko to prawda, nie warto złościć się na dłuższą metę, bo szkodzimy sami sobie, a polityków, sąsiadów czy innych temu winnych, ani to ziębi ani grzeje. A takich wiecznie niezadowolonych, znajomi zaczynają unikać. Niestety dla niektórych takie złoszczenie się staje się sensem życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otoż to, to my - złoszczący się - jesteśmy poszkodowani.

      Usuń
  8. Jak nie można czegoś zmienić co nas denerwuje to lepiej to polubić. Jeżeli chodzi o politykę to nie oglądam telewizji i nie dyskutuję na ten temat. Dzięki temu mam dużo wiecej czasu . Polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zrobiłam z pracą ;-) Polubiłam jak się tylko dało.

      Usuń
  9. Ja zauważyłam, że swoim pozytywnym nastawieniem przyciągamy ludzi do siebie. I może to jest właśnie to, że uśmiech to podstawa relacji międzyludzkich. Czasami nawet osoba, która nie wydaje się na pierwszy rzut oka atrakcyjna po rozmowie, uśmiechu, mimice zmieniamy o niej zdania. Ktoś , kto cały czas chodzi naburmuszony nie jest w stanie zjednać środowiska do siebie i środowisko również uznaje go za mniej atrakcyjnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta prawda! Jeśli czujemy, że nas niezbyt lubią, to najpierw przyjrzyjmy się sobie.

      Usuń
  10. Pięknie napisane :) Nic dodać, nic ująć :) Po co psuć humor sobie i innych, jak i tak na wiele z tych rzeczy, na które się wkurzamy nie mamy wpływu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak się nie da czegoś pokonać trzeba polubić to najlepsza metoda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba, że da sie skutecznie to coś / kogoś opuścić...

      Usuń
  12. Zdarza mi się ponarzekać, ale łatwo się w tym nakręcić i już nic innego nie robić. Staram się albo w ogóle nie myśleć o spraeach na które nie mam wpływu (najlepszy mechanizm obronny), albo zająć myśli czymś innym. Tak jest zdecydowanie lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobry mechanizm! Też tak się staram i po jakimś czasie można nabrać w tym wprawy ;-)

      Usuń
  13. Hm, czasami denerwuje mnie to, co się dzieje, ale też ile można o tym samym nawijać ;) Są niestety tacy ludzie, że są obrażeni na cały świat i wiecznie coś im nie pasuje :D I tak nie mamy wpływu na to, co się dzieje w sejmie. Ludzie chcieli taki rząd to mają, a teraz jakieś pretensje mają :D Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony, nawet jeśli tym razem to jesteśmy my, to co zrobić?

      Usuń
  14. Mądre rady. Na pewno niejeden z nich skorzysta :)

    OdpowiedzUsuń
  15. O tak, są tacy ludzie, co zawracają gitarę, jeden umrze, urodzi się kolejny.
    Ale ja się im nie daję, wręcz nie przyciągam takich, a jak już się taki nawinie to ja go moją pozytywną energią wkurzam, naprawdę:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, takich pozytywna energia wkurza! Widziałam to - "Z czego ty człowieku się cały czas cieszysz, głupi jesteś?"

      Usuń
  16. Jak ktoś za bardzo marudzi, to ucinam rozmowę albo zwyczajnie kończę pogawędkę - czuję to chyba podświadomie, tą "złą energię", a po co ma ktoś przelewać ją na mnie;) Sama nie lubię marudzić z prostego powodu- gadanie samo w sobie nic nie pomoże. A zaszkodzić owszem, może;)
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądre posunięcie. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  17. O tak nieźle umie popsuć dzień, a nawet życie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, kiedy taki maruda jest członkiem naszej rodziny, to trudno o dobre rozwiązanie...

      Usuń
  18. Coraz rzadziej wybucham gniewem i złością, staram się też unikać ludzi, którzy są kłębkiem nerwów, ponieważ zauważyłam że często udziela się mi ich nastrój. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj udziela, udziela. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  19. Ja się złoszczę jedynie na mojego męża i ojca. O ile tego ostatniego nie mam na co dzień, tylko bardzo sporadycznie, to pierwszego nie da się unikać :-P. Chociaż muszę przyznać, że ostatnie rozmowy dają dobry efekt i się powoli docieramy. Ja ze swojej strony pewne rzeczy w nim zaczęłam akceptować. Taki jest i już. :)
    Wracam do żywych. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to akceptacja i sztuka kompromisu. Pozdrawiam!

      Usuń
  20. Nie cierpię, kiedy ktoś ciągle zatruwa otoczenie swoimi negatywnymi emocjami, ale nic nie robi z ich przyczyną. Ale niektórym ludziom tylko o to chodzi, aby wylać z siebie swoją złość, zwłaszcza, że jest ona stosunkowo prostą emocją - dużo łatwiejszą niż spokój, strach, smutek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? Aż przykro się słucha i nastrój nasz wyraźnie spada przy takiej jęczącj postaci.

      Usuń
  21. Jeśli nie mamy na coś wpływu, nie ma sensu się złościć i szkodzić swojej wątrobie.
    Co do wyborów, to możemy głosować w różnych wyborach lokalnych i ogólnopolskich. Możemy też działać w polityce. Mamy wpływ na rzeczywistość.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś tam wpływ zawsze mamy, chociaż z wpływem na politykę raczej bym nie przeginała ;-) By być politykiem potrzebujemy odpowiednich cech charakteru, można łatwo zaobserwać jakich.

      Usuń
  22. Gdy loguję się na fb zastanawiam się ile osób tego dnia będzie:
    -miało noże wbite w plecy
    -pisało o obgadywaniu za plecami
    - krytykowało politykę
    - pisało , że właśnie są chorzy - czytaj przeziębienie lub wirusy
    itd....
    i cieszę się, że to fb a nie czas spędzony przy kawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zawsze zdumiewają komentarze pod artykułami np. na interii. Czasami przeczytałam kilka dla beki, ale w wiekszej dawce powodują niesmak - jednak.

      Usuń
  23. A ja chcę być ładna, dlatego się nie złoszczę :) ale często się stresuję :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złość naprawdę szpetnie wykrzywia nam gębę, tak wiec się nie złość i ja też nie będę :-) Niestety, stres jest wszechobecny, czasami nawet nie jesteśmy go świadomi i to jest najgorsze.

      Usuń