sobota, 30 lipca 2016

Kto nadaje się na zakonnicę - myśli nieuczesane po lekturze książki

Nie znam osobiście żadnej zakonnicy, ani kobiety, która nie poradziła sobie w zakonie, stąd książka Marty Abramowicz "Zakonnice odchodzą po cichu" wywołała u mnie reakcję wstrząsową.

Wcześniej wiedziałam, że żadna ze mnie byłaby zakonnica, bo lubię chłopców, a długie modlitwy i dziwne (w moim mniemaniu) stroje nie są dla mnie. Ale jeśli ktoś to lubi, OK, jego sprawa. Po przeczytaniu tej książki dowiedziałam się, że to, co myślałam o życiu zakonnym to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Marta Abramowicz z ogromnym trudem dotarła do dwudziestu byłych zakonnic, a książka-reportaż jest owocem rozmów z tymi kobietami. Autorka próbuje weryfikować ustalone w ten sposób fakty w rozmowach z siostrami zakonnymi, jednak z rozmów tych trudno cokolwiek sensownego wyciągnąć - to jak zmowa milczenia. Rozmawia też z Dominikanami.

W zasadzie nie mam powodu, by nie uwierzyć Marcie Abramowicz. Reportaż wygląda na na kawał dobrej roboty, jednak porusza on tak wiele ciekawych aspektów życia zakonnego, że nie jestem w stanie streścić go porządnie. A więc po prostu zamieszczę tu kilka wybranych cytatów z książki, żebyście na ich podstawie mogli zdecydować, czy po tę ksiażkę warto sięgnąć. Zaczynamy!

1. "Mistrzyni przestrzega: żadnych indywidualnych przyjaźni. Więzi maja być wspólne, bo jesteśmy wspólnotą. Jeśli chcesz w niedzielę pójść na spacer ze współsiostrą, to za każdym razem z inną. Rozmawiaj ze wszystkimi, z żadną częściej, z żadną dłużej. Właśnie tak ma wyglądać siostrzeństwo w Chrystusie. ... Dlaczego? Bo tak jest przyjęte. Mistrzyni nie tłumaczy. Nie ma obyczajów wyjaśniania przepisów, reguł i poleceń. Tak ma być i już. Wola Boska."

2. "Nowicjat: strach, samotność, pustynia. Znów płakałam wbrew posłuszeństwu. Klęska - żyję w wiecznym strachu. Rozmawiałam z Mistrzynią. Powiedziałam jej, że nie czuję się tu kochana, nikt na mnie nie czeka, nie ufa, nie pokłada nadziei we mnie. Oszukano mnie. To sekta: rozbudowany aparat powołaniowy, a potem nic już nikogo nie obchodzisz. Służ, kochaj, pracuj, bądź wydajna. Czy to jest ta czarna noc, o której piszą św. Tereska i św. Faustyna?
Mistrzyni poradziła, żeby jeszcze wiecej się modlić i każdego dnia przyjąć jakieś upokorzenie. To ma pomóc wytrwać w powołaniu.
O ducha umartwiania proszę Cię, Panie. Cebula."

3. "Albo mycie toalety. Miałam pokazać Patrycji, (siostrze Patrycji - mój przypis) czy dobrze umyłam. Był błysk. Przychodzi Patrycja. Brudna. No jak można umyś toaletę? Szoruję najpierw starą drawnianą szczotką ze świńskim włosiem, innej nie było. Potem gąbką, rękawiczek nie miały. Źle myjesz. A jak się myje? Spod szkapleza, z kieszonki wyciąga korek od dezodorantu. - Wiesz, co to jest? - pyta. Patrzę na nią jak na idiotkę. - To jest koreczek. Włóż ten koreczek tu, do nogi klozetu, i całą wodę wybierz, aż będzie pusto, co do kropli. Potem płyn wlejesz. Weźmiesz gąbeczkę do ręki i do środka włożysz. I w środku całą muszlę wyczyścisz. Gdybym miała dłuższą rękę to nawet bym do rury sięgnęła. Bez rękawic oczywiście."

4. "Zauważała coraz wiecej rzeczy, z którymi nie mogła się zgodzić. Gdy zbiła szklankę, musiała klęknąć przed przełożoną i poprosić o pokutę. Nie czuła skruchy, nie widziała w tym sensu, więc po co miała to robić? Znalazła w encyklice Jana Pawła II, że to średniowieczne zwyczaje. Przełożona poczerwieniała: siostra winna jest pokorę i posluszeństwo!
Na kartce urodzinowej dla Matki Generalnej napisała: Życzę Matce rozwoju na drodze do świętości. Przełożona podarła kartkę. - Te życzenia obrażają Matkę - oświadczyła. Izabela zapytała: - Dlaczego? Przecież nie jest święta, święci będziemy w niebie? - Kimże jest siostra, żeby podważać moje zdanie? - odparła przełożona."


5. "Zakony psują dobrych ludzi, idealistów, którzy chcą czegoś więcej. Jesteś zachęcana by ślepo wierzyć, nawet jeśli się nie zgadzasz. Czarne jest białe, białe jest czarne. Masz to przyjąć w imię świętego posłuszeństwa. Ja tak robiłam. To był gwałt na umyśle.
A przecież do zakonu idą młode dziewczyny, to skąd mają wiedzieć? Myślałam, ze tak trzeba, starałam się. Wszystkie moje problemy kwitowano, że jestem niedojrzała, niegotowa, zła. Nasza formacja polegała na przepisywaniu książek. Żarliwych, religijnych. Gdy chciałam coś przeczytać, Mistrzyni pytała: o czym? Potem zdejmowała książkę z półki i mówiła: ta. Nie było żadnych nowości, wszystko stare, przedsoborowe.  ... 
Pięć razy brwiarz, codziennie msza, Mea Culpa, moja wina, moja bardzo wielka wina. Cały czas rąbany rachunek sumienia. Ciągle się zastanawiasz, czym dzisiaj obraziłaś Boga. Mistrzyni zachęcała do małych umartwień, o których nikt nie będzie wiedział. Myślałam: jestem zła, straszna, grzeszna. Dostałam depresji. Wszystko stawało się obojętne. Ale myślałam, że to dobrze. Że nic mnie nie będzie odrywało od Boga". 


Cóż, jeśli tak wygląda życie w klasztorze, to jaką trzeba mieć osobowość, żeby przez to przejść i nie dostać choroby psychicznej? To typowe łamanie charakterów, indywidualności. Jak być szczęśliwą w takich warunkach? A przecież szczęście to podstawa, bez niego usychamy, starzejemy się przedwcześnie. Myślę, że o wiele więcej dobrego można zdziałać będąc świecką osobą, niż w habicie, za murami klasztoru.

A Wy co o tym myślicie, nadawałybyście się do takiego życia? Może nie w każdym zakonie jest tak samo strasznie, może istnieją wyjątki?... 


55 komentarzy:

  1. No powiem Ci, że jestem świeżo po filmie NIEWINNE. Nie wiem czy polecam... O książce czytam już nie pierwszy raz, ale sama jeszcze nie dotarłam. Słysząc historie o zakonach właśnie, zawsze zastanawiam się, komu ma to służyć i jaka idea temu przyświeca, bo na pewno nie umacnianie wiary.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakonnice jakoś tak naturalnie wpisały się krajobraz Kościoła, że nie zastanawiamy się nad ich życiem. Na mnie pewnie też ta książka wywołałaby wiele emocji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio widziałam tę książkę i sama ją chciałam pochłonąć...myślę, że się na nią skuszę;-)
    Dołączam do *jotka - też widziałam ten film, "Niewinne".
    Sporo widziałam filmów nawiązujące do tego tematu, a mianowicie zakonnic. W różnych barwach te kobiety są pokazywane, także moje uczucia są mieszane.


    OdpowiedzUsuń
  4. Znam kilka osób, które były w seminarium i same z niego odeszły. Wszyscy mówią, że przez seminarium duchowne odwróciły się od Kościoła, bo było tam pełno gejów, karierowiczów, kłamców. Wszyscy stracili ideały młodości.
    Nie znam osobiście żadnej byłej zakonnicy, ale na pewno mają o wiele gorzej niż przyszli księża.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy post :) Ja w kwestii religii się nie wypowiadam. Jeżeli ktoś idzie do klasztoru to musi sobie zdać sprawę z tego, jak wygląda tam życie i czy takie życie będzie się komuś podobać. Ludzie sami powinni wiedzieć, co chcą robić w swoim życiu :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam fragmenty książki i wywiad z autorką o jej powstawaniu. Można pomyśleć, że "znęcanie się" nad młodymi dziewczynami, napawa przełożoną pewną...satysfakcją? Z pewnością takie zachowania nie wiele mają wspólnego z wiarą i Bogiem. Osobiście znam dwie zakonnice... Jedna wytrzymała w zakonie niepełna rok, po czym wróciła do domu. Nie chciała na ten temat rozmawiać, powtarzała tylko, że czuła powołanie, ale - tam jest za duża dyscyplina. W tej chwili jest w średnim wieku, samotna, wybrała pracę z psychicznie chorymi. Druga - to młoda dziewczyna, która jest aktualnie zakonnicą, ale ten zakon jest otwarty, więc nie siedzą w ciągłym zamknięciu. Tak czy tak, czy szesnastoletnia dziewczyna zdaje sobie sprawę z takiej życiowej decyzji? Rodzina była temu przeciwna i uważa, że to lokalny proboszcz wyprał jej mózg. Ksiądz stawia sobie za punkt honoru, żeby w swojej parafii, wychować duchowne osoby i jeśli zobaczy jakiś potencjał, to go urabia. Z "przecieków" od rodziny wiadomo, że dyscyplina w zakonie jest, oszczędność bardzo przesadna, a i tak wszystkie podstawowe rzeczy(bo innych mieć nie wolno), musi kupić rodzina. Ja myślę, że to nie jest dobre miejsce..., jeśli ktoś ma powołanie do niesienia pomocy innym, to są instytucje charytatywne i w nich można działać na szeroką skalę

    OdpowiedzUsuń
  7. Zawsze ten, kto odchodzi bedzie miał negatywne zdanie
    A w klasztorach jak i w życiu świeckim - raz sie lepiej trafia a raz gorzej, ale przecież nikt nie napisze i nie sprzeda książki, ze w klasztorze mu sie podobało

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak do klasztoru jak do każdej innej dziedziny życia, aby się sprawdzić być dobrym w tym co się robi, trzeba się czuć powołanym. To musi zwyczajne odpowiadać, podobać się, kolokwialnie ujmę , to musi człowieka kręcić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pracowałam u sióstr parę lat... Może kiedyś napiszę o tym książkę - kto wie. Może zacytuję moją znajomą, która pracuje w domu dziecka prowadzonym przez siostry do tej pory. Moja znajoma idzie do pracy i biegnie jej naprzeciwko malutki chłopczyk żeby się przytulic , bo się cieszy. W połowie drogi łapie go siostra i mówi - „ta pani przyszła do pracy, a nie do ciebie a pani tu jest żeby pracować, a nie przytulać". Tyle w tym temacie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam i mam wrazenie, że wszystko to kłóci się z tym o czym naucza Jezus.
    Nawet w zakonie jest hierarchia, a ponoć wszyscy są równi. Nie widać tego . Może nie wszędzie tak jest. Jedna z najważniejszych reguł, miłość do człowieka, zostaje pogwałcona. A o ileż łatwiej byłoby zakonnicy, gdyby wśród innych sióstr znalazła przyjaźń, zrozumienie i akceptację. Okazuje się, że nie wolno.
    A może niewłaściwa osoba została wybrana na przełożoną. Może zbyt lubi mieć władzę.A chęć władzy i wyższości nad innymi , nigdy nie prowadzi do niczego dobrego

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale temat! Autorka rzeczywiście musiała włożyć spory wysiłek, żeby dotrzeć do tych kobiet i jeszcze przekonać, żeby chciały z nią porozmawiać. Myślę, że dużo jest różnic pomiędzy męskimi z żeńskimi klasztorami. Nie znam żadnego zakonnika ani zakonnicy, ale patrząc na obraz tych wszystkich sióstr przełożonych, tych które ,,zarządzają" klasztorem w filmach, czy nawet tu w tych cytatach, które przedstawiłaś, uważam, że chodzi po prostu o władzę, o pokazanie, że ja mogę a ty nie możesz, poza tym jaki człowiek tak postępuje względem drugiego? Bo na pewno nie dobry i nie miłosierny, a działający pod przykrywką wiary i Boga. Chodzi o podporządkowanie i złamanie człowieka, żeby postępował zgodnie z ich wolą. To mnie przeraża. A widuję czasem na ulicach zakonnice idące z uśmiechem na twarzy. Czy ten uśmiech jest szczery czy tak już zostały zmanipulowane, że wierzą w to, co im do głowy nałożono i kazano być im uśmiechniętymi? Nie wiem, ale to kolejny dowód na to, że instytucja Kościoła robi, co chce, szukając wymówek w religii i Bogu, a to mi się nie podoba.

    OdpowiedzUsuń
  12. Książka wydaje się bardzo interesującą pozycją, ale nie wiem czy chciałabym przebrnąć przez owe reportaże... Tyle nieprzychylnych opinii słyszałam o życiu w zakonie i zachowaniach niektórych sióstr, że nie mogę pojąć jakim cudem takie osoby decydują się na służbę Bogu... Od razu na myśl przychodzą mi filmy pokroju "Tajemnicy Filomeny" i książki takie jak "Małe życie" choć tu występowali akurat bracia zakonnik. Zdaję sobie sprawę, że kilka złych jednostek nie czyni instytucji czymś złym, ale jeśli ktoś decyduje się żyć w zgodzie z Chrystusem wręcz ma obowiązek mieć w sobie miłosierdzie, a zbyt wiele zakonników go nie ma wyznając zasadę starotestamentowego Boga Ojca - mściciela i sędziego. Bawi mnie zasłanianie się słowami "wola Boża", bo gdzie Bóg zakazał przyjaźni kobietom w klasztorze? Niedorzeczne...

    OdpowiedzUsuń
  13. "zalegalizowana sekta" - już dawno temu słyszałam to określenie z którym ciężko mi sie nei zgodzić.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja to bym raczej chyba napyskowała ze sto razy i wolała odejść i inaczej Bogu służyć...

    OdpowiedzUsuń
  15. Na pewno nie nadawałabym się do takiego życia. Mam koleżankę, która po kilku latach odeszła z zakonu. I sporo czasu minęło, zanim doszła do siebie. W tamtym czasie nie miałam z nią kontaktu, dopiero po jakimś czasie, kiedy już zaczęła zachowywać się "normalnie".
    Nigdy nie rozmawiałam z nią o powodach jej odejścia, może kiedyś przyjdzie na to czas, a może nie.
    Nie wyszła za mąż, ale pracuje wśród ludzi.
    Mnie sie wydaje, że zakony, zwłaszcza żeńskie, to przestarzała forma życia, stąd tak mało powołań. To długi temat, zresztą.

    OdpowiedzUsuń
  16. Muszę przeczytać tę książkę. Nie znam osobiście żadnej zakonnicy, nigdy nawet się nie zastanawiałam jak wygląda życie w klasztorze.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja tylko pamietam, ze jako dziecko babcia z ciotka zabraly mnie do jakiejs tam ich znajomej - zakonnicy.
    W klasztorze mozna bylo je odwiedzac tylko w wyznaczonych godzinach, a rozmowe przeprowadzano za kratkami (normalnie jak w wiezieniu). Nawet czajniczek z herbata podawany byl przez szafke, aby nie doszlo do zadnego kontaktu cielesnego. Potem mialysmy okazje zobaczyc jak wygladaja pokoje ow zakonnic (swoja droga zastanawiam sie naprawde gleboko, po co ta, bylysmy?) - tylko lozko, najzwyklejsze, szafa, okno I lampka nocna. Koszmar!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Zanim nie przeczytałam kilku opisów i recenzji tej książki, nie przychodziło mi w ogóle na myśl, że zakonnice mogą być tak podle traktowane.

    OdpowiedzUsuń
  19. Muszę to przeczytać. Jestem zszokowana ale i zaintrygowana. Od dawna mi wiadomo, że zakony nie są takie na jakie wyglądają. Przyczyniają się do niszczenia ludzi i zmuszają do ślepej wiary we wszystko co podają. Ale z zewnątrz te kobiety wyglądają na szczęśliwe i spełnione. To co piszesz to jest poniżanie ludzi, istny terror. I ciągle władza, napawanie się swoją władzą nad innymi. Polecam Ci do przeczytania ten artykuł http://kobieta.wp.pl/barbara-ubryk-byla-wieziona-przez-21-lat-w-klasztornej-piwnicy-6017099143955585a mi aż łzy nabiegły jak to przeczytałam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zdecydowanie bym się nie nadawała, dlatego też mnie tam nie ma. Jestem osobą, która potrzebuje swojej przestrzeni życiowej, niezależności i możliwości chociaż w jakimś stopniu samodzielnego decydowania o tym co się robi, jak się mówi, itp. Tak duże ograniczenie nie jest dla mnie. Smutne jednak wydaje mi się to, w jakich warunkach niektóre zakonnice muszą żyć. Sądzę, że nie tego się spodziewały, decydując się na życie w klasztorze.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pisałam i znikło mi, pewnie nagrzeszyłam ;) Na bank bym tam zwariowała albo zrobiła jakąś rewolucję. Kompletnie się do tego nie nadaję. Dla mnie wiara to czynienie dobra, empatia, pomaganie sobie nawzajem a nie to co oni tam tworzą. Nie jest to normalne według mnie i chyba służy bardziej upadlaniu ludzi niż wierze.

    OdpowiedzUsuń
  22. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że do klasztoru idą młode dziewczyny, które nie do końca zdają sobie chyba sprawę z tego, co je tam czeka. A potem...no różnie bywa. Myślę że Bogu można służyć na różne sposoby, niekoniecznie przez zamknięcie się w klasztorze. A z tego co piszesz, to bardziej jest tresura niż budowanie i umacnianie w sobie wiary. To w sumie jakieś wynaturzenie!

    OdpowiedzUsuń
  23. Chyba bym się nie nadawała,ale podziwiam te, które mają w sobie tyle wiary i siły by pokonać wszystkie niedogodności i cieszyć się takim życiem.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Teraz już rozumiem dlaczego większość sióstr zakonnych jest zgryzliwa i niemiła w przeciwieństwie do księży, którzy często tryskają humorem i radością. Mam jednak nadzieję, że to są tylko przypadki, że w rzeczywistości w większości zakonów sytuacja ma się zgoła odmiennie. Bo jeśli tak nie jest to nie wiem co trzyma tam te biedne dziewczyny. W obliczu poniżania i cierpienia w imię wiary częściej łatwiej ją stracić niż umocnić w sobie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Książkę czytałam już jakiś czas temu, a teraz raz po raz natrafiam na jej recenzje na innych blogach. :-)
    Temat powołania - jego rozeznania i wytrwania w nim - to wciąż swoista zagadka, nawet dla samych zainteresowanych. A zasada posłuszeństwa, na której opiera się cały stan duchowny, w dzisiejszych czasach sama w sobie wydaje się nieżyciowa czy wręcz absurdalna - a w takim wymiarze i formie, jak opisuje Abramowicz to czysta patologia...

    http://pojedyncza.blog.pl/2016/03/03/spotlight/

    OdpowiedzUsuń
  26. Nigdy jakoś specjalnie nie zastanawiałam się nad zakonnicami, bo żadnej nie miałam okazję poznać bliżej. Ale to, że nie mogą budować jednostkowych przyjaźni wydaje mi się okropne i takie nieludzkie. Przecież każdy z nas potrzebuje drugiego człowieka, przyjaciela, nie można zmieniać ich jak rękawiczki. Coś czuję, że książka niezwykle ciekawa i czytałabym z chęcią. Bogu służyć można na różne sposoby, nie mnie oceniać kto jest do czego powołany. Jednak jak się ma jakieś wątpliwości nie można trwać w czymś co nas nie uszczęśliwia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  27. Takie życie jest nie dla mnie, ale powiem, że taką namiastkę tego miałam na uczelni - wydziały teologiczne to takie miejsce zazwyczaj w starych murach, gdzie robią człowiekowi pranie mózgu, chociaż jak to inni się śmieją, czemu na wydziałach teologicznych są kobiety - aby wygryźć najsłabsze ogniwa z ekosystemu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Nigdy nie chciałam zostać zakonnicą. Nigdy też się nad tym nie zastanawiałam. Po Twoim tekście wydaje mi się to straszne, ale szczerze mówiąc, nie jestem jakoś specjalnie zdziwiona. W kościele dzieje się coś złego, zmierza nie tą stronę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. Chyba już miałam okazję przeczytać recenzję tej książki i po raz kolejny przypomniałaś mi że powinnam ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Czytałam już parę razy o tej książce, ale jej jeszcze w ręce nie miałam. Również nie pojmuję sensu takich zachowań w zakonach. Jako osoba wierząca zawsze myślałam, że zakonnice służą Bogu. Takie praktyki jednak z prawdziwą wiarą i Bogiem nie mają za wiele wspólnego. Mam nadzieje, że to tylko część zakonów, że są i takie w których kobiety swoją pracą i modlitwą zbliżają się do Boga, są szczęśliwe i żyją w zgodzie z własnym powołaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  31. O, Autorka musiała mieć bardzo dużo odwagi, żeby napisać coś takiego. Ja zawsze się zastanawiam, czy takie osoby (w sensie siostry zakonne) bardziej nie mogłyby się przysłużyć społeczeństwu pomagając jemu. Umartwianie, nie wiem nigdy nie próbowałam, ale chyba nie działa. O ile więcej te siostry miałyby do siebie szacunku, gdyby przeprowadziły jakąś akcje, powspierały jakieś podmioty pomagające biednym czy samotnym matkom.

    OdpowiedzUsuń
  32. Jak się okazuje, to ja też mało co wiem o byciu zakonnicą... Twoja recenzja mną wstrząsnęła i będę musiała przeczytać całą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  33. Co nieco o tym wiedziałam. Zainteresowałam się tematem, gdy będąc dzieckiem zakonnica, która przygotowywała mnie do komunii zaprosiła kilkoro z nas do swojego pokoju. Miałam okazję widzieć też pokój księdza. Różnice ogromne: siostry mają cele, księża apartamenty. Na tej samej plebanii. Siostry nie maja nic. To wygląda właśnie jak sekta... Nie wiem jak one wytrzymują.

    OdpowiedzUsuń
  34. Zastanawiam się, czy w każdym zakonie jest tak samo czy to tylko wyjątkowe, najgorsze przypadki. Przecież to jest tak bardzo wbrew wszystkiemu, co jest napisane w Biblii jak tylko to możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie wiedzialam ze tam jest az tak. Bardzo mnie to zaskoczylo. Super , ze poruszylas ten temat. Dobrze , ze moja kolezanka w ostatniej chwili zrezygmoeala bycia siostra zakonna.

    OdpowiedzUsuń
  36. Wiesz, nie od dzisiaj wiadomo, że w żeńskich zakonach od lat jest tendencja spadkowa w ilości powołań. I nie ma się co dziwić, skoro nawet tak prozaiczna i oczywista dla kobiet rzecz jak zabezpieczenie się w przypadku miesiączki w zakonach jest tematem tabu, nie mówiąc już o profilaktycznej wizycie u ginekologa. Zresztą w książce i to jest opisane.

    A odpowiadając na Twoje pytanie, to wiele ludzi wróży mi życie zakonne, jednak ja wiem, że to nie dla mnie. Nie wytrzymałabym fizycznie.

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie rozumiem dlaczego nie można mieć zakonnicy- przyjaciółki. Przecież wszystkim nie opowiesz o swoich problemach, czasem najzwyczajniej w świecie potrzebujesz pogadać, niezależnie od tego kim jesteś. Szok.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Z cyklu trudne tematy, ale to życie.

    OdpowiedzUsuń
  39. Słyszałem o tej książce, prawdopodobnie kiedyś po nią sięgnę, bo mnie mocno zaciekawiła.

    OdpowiedzUsuń
  40. Widziałam tyle radosnych sióstr, że trudno mi uwierzyć w całkowitą prawdę zawartą w tej książce. Nie mnie jednak osądzać jej autentyczność. Myślę, że wszędzie są jakieś cienie i blaski naszego życia. Książka bardzo intrygująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że z autentycznością jest OK, tylko faktem może być, że są zakony bardziej i mniej surowe.

      Usuń
  41. Czułabym się jak w więzieniu, jeśli nie gorzej. W ogóle czytając to poczułam mega odpychanie od wszelkich zakonów, wręcz odrazę do tego co się tam dzieje. Szok po prostu. Książka na pewno godna przeczytania. Koniecznie muszę po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając te książkę również podobne emocje we mnie się kłębiły, tym bardziej, że dla mnie wogóle niepojęte jest takie życie. Mimo wszystko jednak trzeba wziąć pod uwagę, że nie wszystkim jedno się podoba i każdy ma wolność wyboru (chyba, że dokonuje wyboru za pomocą swego zniewolonego umysłu... Ale to już nie nasza sprawa, mozemy sobie tylko podywagować).

      Usuń
  42. Myślę, że negatywy się lepiej sprzedają. Skoro tyle sióstr trwa, to chyba są lepsze i gorsze zakony, tak jak ludzie są lepsi i gorsi. Siostry pewnie też. Chętnie bym przeczytała tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, niektóre siostry rzeczywiście wydają się radosne, jak np. te fikające w sutannach na Dniach Młodzieży ;-)

      Usuń
  43. Strasznie mnie korci przeczytać tę książkę!

    https://w365dnidookolazycia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  44. Ja znam pewną byłą zakonnicę. Powiem tyko tyle - nigdy nie poznałam bardziej wścibskiej i podłej osoby. Pełnej egoizmu, nienawiści do innych. Czerpiącej radość z obgadywania i krzywdzenia innych.
    Wniosek - zakon potrafi namieszać w głowie i wcale nie są tam dobre osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy umiejętność wytrwania w tym reżimie nazywają po prostu powołaniem ;-) Cóż, ja na pewno tego nie posiadam i myślę, że gdybym mimo wszystko znalazła się w takim miejscu (np. omamiona przez naganiaczy jako nastolatka wizjami słodkiego małżeństwa z Jezusem) to z pewnością coś by musiało się w końcu ze mną niedobrego stać.

      Usuń
  45. Muszę przeczytać, zachęciłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Książka pisana wartkim stylem, nie nudzi :-)

      Usuń
  46. Ja na pewno nie potrafilabym sie przystosowac. Zadusilby mnie ten brak wolnosci. Niemniej mam dobra kolezanke z klasy, ktora podobno poszla do zakonu, niestety odtad kontakt nam sie urwal. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego samego powodu - między innymi ;-) - i ja nie wytrzymałabym w zakonie. Nie znoszę, kiedy inni mi rozkazują, chyba, że za wypełnienie poleceń mi płacą. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  47. Odnosząc się do komentarzy przedmówców, ja znalazłam kilka tekstów o byłych zakonnicach, które nie rozstały się ze swoimi zakonami w negatywnym uczuciu, ale po prostu stwierdziły, że to nie dla nich. I nie mowa jedynie o nowicjatkach. Oto dwa przykłady: 1) http://natemat.pl/102567,ponad-20-lat-byla-elzbietanka-ale-musiala-zrzucic-habit-rodzina-mnie-wyklela-dobrze-ze-byl-przy-mnie-mezczyzna 2) http://www.gazetalubuska.pl/styl-zycia/kobieta/art/7946142,dlaczego-zakonnica-zrzucila-habit,id,t.html Co do książki, właśnie dlatego nie pójdę do zakonu. Nie wątpię w istnienie normalnych przeorysz, itp., ale i tak życie zakonne nie jest dla mnie.

    OdpowiedzUsuń