sobota, 23 lipca 2016

Czemu się opierasz, to napiera

"Źródło cierpienia nie leży w okolicznościach życia, ale w sprzeciwie." 
"Albo opieramy się przeciw temu, co się wydarza, albo przeciw utracie tego."
Peter Fenner 

Czy powyższe stwierdzenia nie wydają się Wam kwintesencją prawdy? Każdemu zdarzy się, że zaneguje otaczającą go rzeczywistość, sama dobrze wiem, że przeżycie dnia bez takich negujących myśli, graniczy z cudem. Polityka nie po mojej myśli, nerwowa atosfera w pracy, mąż bałaganiarz, choroby, napięty pogram dnia itd. itp. Z jednej strony czujemy ulgę, że sobie popsioczyliśmy, z drugiej - to namacalnie zakłóca nasz spokój, wyczerpuje energię. A czy tak naprawdę istnieje jakieś lepsze miejsce, w którym wszystko ułoży nam się idealnie? Wątpie, nasz charakterek pójdzie tam z nami i wszystko będzie jak dawniej.

A więc lepiej zupełnie nic nie robić, nic nie czuć? Oczywiście, że nie! Jeśli problem się pojawia, uznajmy go, ale bez robienia problemu z problemu, bez szukania winnych albo udawania, że nas nie dotyczy. Nie żadne "dlaczego ja???", ale po prostu stwierdzenie, że mamy problem i zastanowienie się, co możemy z tym zrobić, a potem zrobienie tego wszystkiego, co pozostaje w naszej mocy. Czyste, chirurgiczne cięcie, bez rozchlapywania krwi.

Nasze życie nie jest wyłącznie różami usłane, negatywne emocje / negowanie rzeczywistości, są znane każdemu, a ich pojawianie się jest wg mnie całkiem naturalne - świadczy o tym, że jesteśmy ludźmi z krwi i kości. Zamiast robić sobie wyrzuty, że znów coś głupiego przeszło nam przez myśl (np. jak bardzo zatruwa nam życie wścibska sąsiadka), lepiej skoncentrujmy się na tym, jak najszybciej wrócić do stanu równowagi i zająć się tym, co naprawdę ważne. Szkoda życia na pierdoły!

Czym są dla Was problemy, jak reagujecie na pojawienie się ich w Waszym życiu? Jakieś "złote rady"? ;-) 

66 komentarzy:

  1. Ostatnio mam tyle stresu, że już ledwo sobie radzę, ale staram się za bardzo nie brać do serca problemów. Mam swoje priorytety i ich się trzymam, reszta już nie jest taka ważna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, u mnie też jakby się zagęściło, ale tak jak mówisz - nie brać do serca. Niech te ponure myśli będą jak motyle, przyleciały i już ich nie ma ;-)

      Usuń
  2. Staram się myśleć pozytywnie i to mi bardzo pomaga. Każdy problem da się jakoś rozwiązać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z każdego da się w końcu wyjść, wszystko mija :-)

      Usuń
  3. Zaczynam myśleć o tym, co złe - od razu źle się czuję. Kołatania serca itp. Ze względu na swoje zdrowie unikam rozmyślań z grupy "trudnych" . Oczywiście same się nie rozwiążą, ale przejmowaniem się w tym i tak nikomu nie pomogę, a sobie zaszkodzę. Z wiekiem zauważam, jak bardzo mocno ciało reaguje na myśli i staram się mu po prostu nie szkodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja to zauważyłam, ale tak jak mówisz z wiekiem. Myślę, że to była kwestia samoobserwacji, po prostu wcześniej nie zastanawiałam się skąd w ciele biorą się napięcia.

      Usuń
  4. Kiedyś miałam taki okres w życiu, że wszystkim sie przejmowałam, ale przyszedł czas (nie wiem czy dojrzałam, czy podświadomie przeszłam nad tym do porządku dziennego) kiedy staram sie nie martwić na zapas, robić swoje, nie zawracać sobie głowy drobiazgami, a gdy czeka mnie jakieś wyzwanie, mówię sobie: damy radę, a jakby co, martwić sie będę potem...a czasami trzeba być niestety małym egoistą, bo inaczej niektórzy weszliby na głowę.
    Niby prosto brzmi, ale trudne na co dzień, cały czas sie tego uczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie czytam książkę "Egoizm to nie grzech" Dagmary i Tomasza Skalskich :-) I to prawda - uczymy sie co dzień od nowa, ech...

      Usuń
  5. Witaj
    Podoba mi się to co napisałaś, mnie jak jestem zła przypomina się znajoma - starsza Pani która przeżyła Powstanie Warszawskie, dystans jaki ona ma do problemów mnie stale zadziwia i powoduje to że i ja nabieram dystansu do spraw małych ...
    pozdrawiam ciepło
    dobrycoach.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo po ludziach, którzy przeżyli prawdziwe problemy i wyszli z nich obronną ręką, widać wyraźnie, co naprawdę liczy się w życiu :-)

      Usuń
  6. Ja problemów nie piętrzę i nie rozpamiętuję - traktuję je raczej jako zadania do rozwiązania lub wyzwania, którym trzeba stawić czoła. Dlatego po każdej porażce szybko wstaję na nogi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Złote rady? Robić wszystko po kolei, trzymać sie planów w miarę możliwości, posuwać sprawy do przodu, ale nie zawsze ta teoria mi wychodzi ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam, kto czasami sie nie potknie. Jesteśmy tylko ludźmi :-)

      Usuń
  8. Dziękuje Ci Gaju za ten wpis, sama borykam się ostatnio z czymś co mnie na ta chwile przerasta. I faktycznie im więcej o tym myślę tym więcej smutku do mnie wraca. Zaakceptować, tak niewiele i tak wiele zarazem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaakceptować i działać. Po prostu - do roboty ;-)

      Usuń
  9. Myślę, że najlepszym sposobem na smutek jest po prostu działanie. Kiedy coś robimy, nie mamy czasu na przykre myśli. Dlatego warto sprzątać mieszkanie, gotować, zajmować się dziećmi, chodzić na ćwiczenia, pić alkohol, pisać blog, chodzić po górach, jeździć samochodem, spotykać się ze znajomymi, pracować zawodowo.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym alkoholem na smutki, to też zależy, bo można się załatwić. Tzn. od osobowości: jednemu pomoże, innego pogrąży. Akurat w tym temacie przykłady znam osobiście :-)

      Usuń
    2. Ja znam ten temat aż za dobrze, bo mój ojciec jest alkoholikiem. Na szczęście niepijącym od wielu lat, ale swoje w dzieciństwie przeżyłem..
      Chodziło mi o to, by robić tysiące rzeczy. A picie alkoholu to tylko jedna z tysięcy ciekawych czynności:)

      Usuń
  10. Juz od jakiegos czasu nie potrafie odpedzic sie od negatywnych mysli. Slucham wiec audiobooka "Potege Podswiadomosci". Zauwazylam, ze wszedzie pedze, nie potrafie odpoczywac.
    Powiem szczerze, ze ucze sie zyc od nowa. Starac sie nie przejmowac tym co moze nadejsc , a cieszyc sie chwila.
    Jak znajde "zloty srodek" to sie odezwe :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złoty środek - to go mamy, to znów nam ucieka. Nie ma sie co łudzić, że kiedyś złapiemy go na stałe ;-) Życie!

      Usuń
  11. Wiadomo, że czasem każdy ma problem z odpędzeniem od siebie negatywnych myśli. Jak dla mnie najlepszym sposobem jest po prostu robienie czegokolwiek, działanie, dzięki czemu będziemy zajęci daną rzeczą i nawet nie będziemy mieć czasu na niepotrzebne rozmyślanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ten sposób działam od niedawna (tzn. coś robię i uwalniam umysł), pomaga też śpiewanie ;-) Wcześniej, kiedy dopadało mnie zmartwienie, traciłam energię do czegokolwiek, tylko bym wtedy spała.

      Usuń
  12. Ja nauczyłam się, że jeśli czegoś absolutnie nie da się zmienić, to trzeba w tym wyszukać plusy i obrócić wszystko na swoją korzyść. Brzmi banalnie, ale działa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jeszcze myślę, co najgorszego może sie stać i cowtedy zrobię. Taki plan mnie uspokaja. Lubie mieć jakiś pozytywny obraz przyszości ;-)

      Usuń
    2. Też tak robię ;) Jak mam pomysł na każdy możliwy pech i małą tragedię robię się spokojniejsza i mogę się opanować z moimi niepokojami.

      Usuń
  13. Wpadłam pozdrowić i zostawić pozytywne fluidy :)))) Lenię się... Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za te fluidy, działają :-) Pozdrawiam!

      Usuń
  14. Według mnie nasze nastawienie i sposób postrzegania sytuacji ma ogromny wpływ na to, jak ją odbieramy. Negatywne myśli dopadają każdego bez wyjątku. Jednak poddawanie się im i zakleszczanie się w samych negatywach w niczym nie pomoże. Życie jest zmienne i przewrotne. Rzeczy, na które nie mamy wpływu najlepiej jest zaakceptować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Modlitwa AA:
      Boże, użycz mi pogody ducha,
      Abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
      Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
      I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.
      :-)

      Usuń
  15. Zmaganie się z chorobą reumatyczną od siódmego roku życia, liczne pobyty w szpitalach, ból prawie w każdym dniu życia - wszystkie te "problemy" nauczyły mnie, aby czerpać radość z życia, z małych iskierek dnia codziennego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wychodzi na to, że jednak szkoła życia uczy najbardziej :-)Silne osoby - myślę, że nie każdy tak samo dobrze przetrwa tę szkołę.

      Usuń
  16. "Źródło cierpienia nie leży w okolicznościach życia, ale w sprzeciwie."
    "Albo opieramy się przeciw temu, co się wydarza, albo przeciw utracie tego."
    O jakież to prawdziwe. Zjadamy życie, zdrowie, samych siebie na martwienie się, rozpamiętywanie, wypominanie po 10 x tego samego, szukanie winnych zamiast wziąć za przeproszeniem podnieść d*pe i zacząć rozwiązywać swoje problemy. Bez płaczów, żali i pretensji. życie wtedy byłoby o wiele prostsze.
    Młoda jestem ale zauważyłam to samo co Ty i nie lubię tego u ludzi. Cenię trzeźwe podejście do świata i nierzucanie nerwami tam gdzie ich nie potrzeba.
    Ja problemy traktuje jak wyzwania. życie mnie tego nauczyło, że nic trwa wiecznie i wszytko przemija. Trzeba sobie z tym radzić. Szukam w miare możliwości rad i rozwiązań i się żyje. :) Najważniejsze są małe radości takie jak słoneczny dzień, słodkie paplanie dziecka czy miła rozmowa w sklepie. Przecież mogło tego nie być a jest, więc trzeba czerpać radość i siłę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko się cieszyć, że zauważyłaś to tak wcześnie :-)

      Usuń
    2. Cieszę się. Naprawdę. Umiejętność wrzucania na luz dużo daje w tym zwariowanym świecie.

      Usuń
  17. "Źródło cierpienia nie leży w okolicznościach życia, ale w sprzeciwie." Niestety, leży. Chyba, że myślimy o życiu roślinnym, to kto wie :-P.

    OdpowiedzUsuń
  18. problemy przychodzą i odchodzą, grunt to przeć do przodu i widzieć światełko w tunelu
    raz pod górkę, raz z górki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ciągle się podnosić, każdego rana zaczynać od nowa, choćby nie wiem co :-)

      Usuń
  19. Przyznam, że problemy takie jak polityka itd, szczerze leżą mi koło 4 liter za każdym razem kiedy odzywa się moja choroba, bo niestety to mocno psuje moje podejście do życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nawet rozcięcie palca psuje idealny nastrój :-) Dlatego myślę, że niepełnosprawni muszą być silnymi ludźmi. Albo rodzice niepełnosprawnych.

      Usuń
  20. Jeśli pojawia się jakiś problem, to przede wszystkim - nie walczę z nim. Staram się go ocenić i zrozumieć. Jak już wiem na czym ów problem polega - rozwiązuję go. Po rozłożeniu na części pierwsze - problem już nie istnieje. Wszystkie negatywne emocje gromadzą się, gdy utożsamiamy się z nimi. Wtedy problem się umacnia. Jak każdy, przeżyłam trochę trudnych spraw w życiu, ale rozwiązując je tym sposobem - jestem wolnym, pełnym radości człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pogratulować wypada takiego podejścia :-)

      Usuń
  21. To o czym piszesz to właśnie to, co w kółko sobie obiecuję i o czym zapominam. Wciąż narzekam na wszystko wokół po czym dziwię się, że ludzie mi współczują, bo w rzeczywistości wcale nie jest tak źle. Za dużo gadam po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja też czasami się łapię na gadulstwie? ;-) Trzeba uważać, bo takim zachowaniem właśnie karmimy nasz problem, ale tak jak piszesz, łatwo się zapomnieć.

      Usuń
  22. Chciałabym mieć postawę mojego brata-on ma w żyłach Relanium chyba zamiast krwi, nic go nie rusza, jest problem to ok, po prostu idzie dalej, nie myśli,że jest źle. Ja to tak się skupiam na problemie, że robię z niego gigantyczny problem zamiast olać to wszystko i zachować spokój;)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też znam kogoś, kto twierdzi, że żyje wg dewizy: "Miej wyje...e, a będzie ci dane". I wiesz, wygląda na to, że to się u niego sprawdza ;-)

      Usuń
  23. To ze wścibską sąsiadką to strzał w dziesiątkę, naprawdę. życie bez problemów byłoby cudowne, ale tak dobrze nie ma i trzeba sobie z nimi radzić. Czasem się ich wypieramy, udajemy, że tego nie ma, ale one nie zniknęły i nie ma się co oszukiwać, tylko trzeba stawić im czoła i to staram się robić. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko w ten sposób można je na amen załatwić :-)

      Usuń
  24. Ja jestem zdania że czym szybciej tym mniej boli, zaś mój mąż lubi rozdrapywać, analizować gdybać jakby to miało sens, lub znaczenie. Czasem mam ochotę go udusić. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się! Ja tak samo jak Ty - uważam, że rozpamiętywanie wszystko utrudnia. Moja teściowa ma w zwyczaju rozpamiętywania wszystkich ciężkich chwil z przeszłości na każdym rodzinnym spotkaniu - głosem pełnym dramatyzmu, aż człowiek ma ochotę po prostu opuścić pomieszczenie :-)

      Usuń
  25. Ja niestety jestem z tych co lubią sobie pogderać jak coś jest nie tak i wszystko analizować. Czasem faktycznie potrafi mi to zepsuć dzień, a raczej humor na cały dzień :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jesteś w stanie to dostrzec i ocenić, to nie jest tak źle :-) Grunt to świadomość.

      Usuń
  26. O, zmieniłaś kolorystykę bloga. Wiąże się to również ze zmianą tematyki czy to tylko twoja blogerska fantazja?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zielony mi się przejadł, od czasu do czasu muszę coś pozmieniać, bo nudno się robi. Ale z ulubionej tematyki nie schodzę :-)

      Usuń
  27. Nie mam złotych myśli - po prostu trzeba przetrwać zły czas, zgodnie z zasadą, że czas leczy rany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba w to wierzyć, myślę, że w co wierzymy, tak mamy :-)

      Usuń
  28. Oczywiście, że źródło cierpienia leży w sprzeciwie wobec tego, co jest, lub co może być. Akceptacja wszystkiego, cokolwiek się wydarza, potrafi naprawdę uczynić cuda. Inna rzecz, że kiedy w grę wchodzą emocje, to trudno czasem odpuścić i zajmuje to trochę czasu. Są też rzeczy, które naprawdę trudno zaakceptować nie mając mocnej duchowej podstawy - choroby, śmierć, wszystko to, co widziane z bliska wydaje się nie mieć sensu. Ale kiedy udaje się przyjąć życie takie jakie ono jest, to świat jawi się jako idealne miejsce. Wszystko jest tak, jak powinno być.. nawet, jeśli nie wszystko rozumiemy. Idę w tym kierunku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też idę w tym kierunku, nie zawsze jest łatwo, ale nie myślę nawet by zboczyć, bo różnych opcji w życiu doświadczyłam i właśnie ta wydaje mi się najlepsza :-)

      Usuń
  29. Powiem Ci, że kiedyś bardzo źle reagowałam na problemy, zarówno te małe i duże. często moja czarna rozpacz i załamanie były wręcz nieadekwatnie wielkie do sytuacji. No ale to było zanim zaczęłam brać moje tabletki na tarczycę, to może dla tego;). Potem zaczęłam brać tabletki, ale też mocno pracować nad sobą, kontrolować swoje reakcje, analizować je itd. Teraz nie mówię, że mam problem, tylko sprawę do rozwiązania. Jeśli coś się już wydarzyło, to się wydarzyło. Nie ma co więc rozpaczać, bo od tego sytuacja się nie zmieni, a tylko ja dostanę doła i bólu brzucha lub głowy. Takie jest juz życie, że czasem słońce, czasem deszcz, który też jest przecież do życia potrzebny, prawda:)?

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja to zazwyczaj w pierwszym momencie właśnie trochę labidze i jakoś mi wtedy lżej. A później dopiero zastanawiam się jak rozwiązać ten problem.

    OdpowiedzUsuń
  31. Życie niestety takie jest, że raz jest dobrze, a raz źle :) Problemy życiowe każdego dotykają, często ludzie rozwiązują swoje problemy poprzez nadużywanie alkoholu i innych używek, które mogą zrujnować całkiem nasze życie. Nie mniej jednak należy zawsze pamiętać, że alkohol i inne używki nie rozwiążą nam problemów. Co do sąsiadów - no cóż, zdarzają się tacy, co chcą uprzykrzyć komuś życie. Po prostu ludzie nie mają co robić to interesują się kimś zamiast sobą :) Bardzo mi się podoba baner bloga :) Super wygląda teraz blog :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  32. Tak właśnie jest w naszym życiu, że nie możemy uniknąć smutku, żalu, cierpienia. Łatwo się o tym mówi, ale jedyną radą jest właśnie nie pytanie siebie "dlaczego ja?", tylko wyciąganie wniosków, traktowanie wydarzeń jak lekcji i szukanie rozwiązań.

    OdpowiedzUsuń