poniedziałek, 30 maja 2016

Ekstrakt z Feng Shui

Nie lubię, kiedy życie wydaje sie zbyt skomplikowane. Z tego właśnie powodu nie mogłabym się w całości poświęcić takim dziedzinom jak ayurveda, joga ze swoimi licznymi odmianami, odżywianie wg pięciu przemian czy feng shui. Za dużo szczegółów, o których powinno się pamiętać, warunków koniecznych do spełnienia, które po opadnięciu pierwszego zainteresowania, wydają się zwykłą stratą czasu. 

Bo po co zadawać sobie trud i uczyć się skomplikowanych metod gotowania, kiedy taki sam efekt osiągnę jedząc z umiarem nieprzetworzone jedzenie? Po co zgłębiać gąszcz zasad feng shui, zabiegając o coś tak ulotnego jak energia, która krąży, koncentruje się, albo wycieka, kiedy wystarczy utrzymywać porządek w mieszkaniu, regularnie pozbywać się niepotrzebnych rzeczy oraz wykazywać choć odrobinę dobrego smaku w urządzaniu wnętrz?

Oczywiście pasjonaci tych sztuk, czytając powyższe słowa, pewnie się oburzą, ale niepotrzebnie - generalnie niczego nie neguję. Sama często zaglądam na strony z "egzotycznymi" treściami, przelatuje wzrokiem zawartość i jak to mam w zwyczaju - biorę dla siebie to, co uważam za słuszne. Nigdy jednak nie oddam całej swej uwagi np. sztuce feng shui, ponieważ zwyczajnie do mnie nie pasuje. Żyję w przeświadczeniu, że to co moje, przyswajam z prawdziwą przyjemnością, nie odczuwając znużenia, a jeśli przy czymś czuję opór i zmuszam się by to robić, bo tak kiedyś postanowiłam, to zaraz myślę - szkoda życia na kamieniołomy!

Tak więc kierujac się własna logiką, wychwyciłam z tej jakże obszernej, sztuki aranżacji przestrzeni kilka zaleceń: czego unikać i o czym pamiętać, aby poprawić swoje życie. Albo, żeby w obrębie swojego domu zharmonizować przepływ energii (zależy, co do kogo trafia!). Czytając je, stwierdzicie, że gdzieś już o tym słyszeliście, choć może nie mając pojęcia, że to zasady feng shui.

1. Brudne okna - pamiętajmy, żeby zawsze były czyste. Okna to oczy naszego domu. Przez brudne nie dostrzeżemy możliwości i życiowych okazji (a ja tak nie cierpie myć okien, buuu...).

2. Popsute (cieknące) krany i zawory - to po prostu uciekajace bogactwo.

3. Toaleta - zawsze zamykamy klapę sedesu, przez otwartą uciekają dobra energia i pieniądze. To samo dotyczy odpływu umywalek i wanien.

4. Ostre przedmioty - nie powinno się ich eksponować. Jeśli dostaniemy w prezencie noże, zapłaćmy za nie symboliczne kilka groszy.

5. Suche kwiaty i nie pielęgnowane rośliny - wpływają negatywnie na energię. Dbajmy o kwiaty w naszym domu. Jeśli zasuszymy kwiaty, które dostaniemy od ukochanej osoby, to uczucie też wkrótce "uschnie".

6. Bałagan - feng shui bezwzględnie zaleca porządek i harmonię, i w zasięgu wzroku, i za drzwiczkami półek. Lepsze są półki zamknięte.

7. Szczotka do zamiatania - ma być schowana poza zasiegiem wzroku, ponieważ wnosi złą energię.

8. Popsute przedmioty - od razu naprawiamy, albo od razu wyrzucane.

9. Stare graty, ubrania - pozbywamy się ich, a już w pierwszej kolejności tych, które źle nam się kojarzą, przypominają o ciężkich czasach.

10. Lustro w sypialni - niekorzystne jest, kiedy leżemy w łóżku i widzimy w lustrze swoje odbicie. Duże lustro najlepiej zasłonić na noc. Dlaczego? Obraz odbity w zwierciadle działa pobudzająco, co wpływa na jakość snu.

11. Lustro w przedpokoju - nie zawieszamy naprzeciwko drzwi do domu, żeby energia nie uciekała. Lustra w feng shui służą do wzmacniania energii, a jeśli odbijają bałagan, to przepływ energii jest zaburzany.

12. Wejście do domu - drzwi powinny być porządne, czyste, na drzwiach czytelne tabliczki, schludna wycieraczka i działajacy dzwonek dopelnią obrazu doskonałego wejścia do domu.

Wymieniłam zaledwie dwanaście zasad spośród całego ogromu szczegółów dotyczących każdego pomieszczenia w domu, ba - każdego sprzętu. Ważne jest też położenie domu, jego otoczenie - ogród. Kto jest w stanie wszystkie spamiętać??? Fakt, w/w zasady mnie samej dobrze się kojarzą, w tak urządzonym domu miło się przebywa.

Większość wydaje się po prostu logiczna, ale jak to jest naprawdę z tą energią? Jak to jest z tym zasłanianiem luster? Kiedy czytam artykuły o feng shui, to czasami przemyka mi przez myśl słówko przesąd, czyli bezpodstawna, niewrażliwa na arumentację wiara w istnienie zwiazku przyczynowo-skutkowego między wydarzeniami. Jest on niemożliwy do weryfikacji. A prościej - kiedy o nim nie wiem, nie wywiera na mnie żadnego skutku, ale kiedy już o nim usłyszę, to mogę go choćby w żartach wspomać i zwracać uwagę na to, co sie wydarza.

Uwaga - tekst nie jest rozprawą naukową, a jedynie zapisem moich luźnych przemyśleń, ujętych być może w dość prowokojącą formę. Tak więc nie rzucajcie na mnie gromów, myśleć każdy może (trochę lepiej lub gorzej), a Wy co o tym sądzicie?



wtorek, 24 maja 2016

Ulubione miejsca - księgarnia z duszą

To zdjęcie obok, przedstawia wejście do księgarni w moim Osielsku. Zdziwiłam się, że ktoś chce tu prowadzić księgarnię, kiedy po sąsiedzku, w Bydgoszczy jest ich bez liku. Zapytałam sprzedawcę, czy opłaca im się ta księgarnia - przecież Polacy rzekomo prawie nie czytają. Odpowiedział mi, że dane o naszym marnym poziomie czytelnictwa chyba są przesadzone, bo oni mają się nieźle. 

Księgarnia 63 to nie tylko szybkie zakupy. Możemy sobie upatrzone książki przejrzeć w kąciku kawowym, delektując się przy tym kawą od Auduna Sorbottena (Norweg, Mistrza Świata Coffee Roasters 2015). Znawcy tematu wiedzą, że to znak najwyższej jakości. Audun Sorbotten swoją palarnię kawy ma właśnie w Bydgoszczy (Tutaj wywiad z Sorbottenem). Ponadto Księgarnia 63 organizuje wydarzenia angażujące lokalną społeczność, a na jej ścianach możemy podziwiać prace bydgoskich artystów. Jednym słowem - miejsce z duszą!

Kącik kawowy w Księgarni 63. Skorzystałam ze zdjęcia zamieszczonego tutaj.
Lubicie takie księgarnie, czy może wolicie szybkie zakupy w sieciówkach lub w zatłoczonym Empiku? Ja zdecydowanie jestem ZA takimi inicjatywami. Świadczą one o tym, że wśród nas są jeszcze ludzie wrażliwi i wysmakowani, dla których ksiażki to nie tylko towar, ale i pasja. A kiedy ktoś w swojej pracy kieruje się pasją, dzieje się magia.

Cieszę się, że w mojej małej miejscowości powstało takie właśnie magiczne miejsce. Myślałam, że jedynie w wielkich miastach możemy spotkać wyjątkowe księgarnie. Pewnie większość z Was zna choćby ze słyszenia takie lokale jak Massolit w Krakowie, Mito w Warszawie czy Czuły Barbarzyńca - również w Warszawie. Co prawda, Księgarnia 63 nie prezentuje się tak wspaniale jak najpiękniejsze księgarnie świata, takie jak Lello w Porto czy El Pendulo w Meksyku (ich zdjęcia poniżej), ale i tak jest jednym z moich ulubionych miejsc, w których zatrzymuje się czas. 

Lello Bookshop w Porto 

El Pendulo w Meksyku
Zdjęcia jednych z najpiękniejszych księgarni na świecie pochodzą stąd. Jeśli klikniecie w link, będziecie mogli obejrzeć więcej podobnych zdjęć i przeczytać coś na ich temat.




czwartek, 19 maja 2016

Jak spowolnić czas

Mam wrażenie, że z roku na rok czas pędzi coraz szybciej. Dzisiaj wącham majowe kwiatki, jutro będę zbierała złote, jesienne liście. To istne szaleństwo, które ogarnia (prawie) wszystkich dookoła. Znam to z rozmów, które prowadzę z zaganianymi znajomymi, wiem z wpisów na odwiedzanych blogach.

Ziemia swoich obrotów nie przyspiesza, a wręcz przeciwnie, podobno nawet lekko zwalnia, jakim więc cudem z roku na rok mamy coraz mniej czasu? Czy to jakaś zbiorowa iluzja?

Na stronie Newsweeka natknęłam się na ciekawy artykuł, który przystępnie nam tę iluzję czasu rozwiewa (LINK). Okazuje się, że naszym wewnętrznym poczuciem czasu łatwo jest manipulować, wystarczy znać zasady i odrobinę sie wysilić...

"Jeżeli każdy dzień jest taki sam jak wszystkie, to wszystkie one są jak jeden dzień i przy zupełnej jednostajności, najdłuższe życie wydawałoby się całkiem krótkie i uleciałoby niepostrzeżenie. Przyzwyczajenie jest jakby uśpieniem albo przynajmniej osłabieniem zmysłu czasu i jeżeli lata młodości upływają wolno, a późniejsze życie coraz szybciej, to z pewnością polega to również na przyzwyczajeniu".
Tomasz Mann "Czarodziejska góra" 

A więc, jak spowolnić czas?
  1. Przede wszystkim ćwiczyć pamięć. Pomóc może rozwiazywanie krzyżówek, czytanie, nauka języków. Zaszkodzi oglądanie TV, a w szczególności seriali czy talk-show.
  2. Nie poddawanie się rutynie. Jak radził już w XIX w. francuski filozof Jean-Marie Guyau "Jeśli chcesz wydłużyć perspektywę czasu, to ją zapełnij, jeśli masz szansę, tysiącem nowych rzeczy. Jedź na ekscytującą wyprawę, odmłódź się, tchnij nowe życie w świat wokół siebie".

Wydaje się więc, że sprawienie, by czas nie przelatywał nam miedzy palcami to nic trudnego, wystarczy zejść ze ścieżki rutyny i wprowadzić w swój świat trochę nowości: potrawy, hobby, muzyka, meble czy kolor ścian itd. Szukajmy każdego dnia rzeczy, które możemy robić pierwszy raz, ta zabawa wpłynie na nasz mózg pozytywnie, bo pierwszy raz to emocje, pokonanie słabości i obaw oraz zastrzyk energii.

Prawda jest taka, że im jesteśmy starsi, tym bardziej nasz plan dnia zaczyna przypominać sztywny schemat. Budzimy się, robimy, co tam mamy do zrobienia, kładziemy się spać. W wolnych chwilach też robimy to, co zwykle: czytamy, spacerujemy utartymi ścieżkami, oglądamy telewizję w tym samym od lat fotelu.

Te same miejsca, czynności, ludzie, pośpiech i brak czasu, wypalenie, rezygnacja, a wreszcie pragnienie już tylko świętego spokoju - i tak właśnie się starzejemy. Niech wszyscy, których czas pędzi niczym pendolino, zastanowią się, kiedy ostatnio robili coś pierwszy raz i poczuli wyraźnie ten smak ekscytacji, powiew świeżości? A ci, którzy jeszcze mają przed sobą długie lata młodości, niech zapamiętają, że monotonia codzienności zabija, powoli ale skutecznie, tę młodość w nas i czyni nas starymi, zgryźliwymi tetrykami. 

sobota, 14 maja 2016

Jak sprawić, by nikt nie przeszedł obok nas obojętnie


Pamiętam pewną rozmowę z koleżanką z pracy, miała ona miejsce wiele lat temu, ale niedawno wygrzebałam ją z pamięci w związku z artykułem przeczytanym w Przewodniku duchowym. 

D. mówiła o naszej wspólnej znajomej J. Między innymi podkreślała silną osobowość J, nasyconą tak ogromną energią, że kiedy wchodzimy do pokoju, w którym przebywa grupa osób, w tym owa J., to my zobaczymy właśnie ją, a cała reszta będzie tylko jej tłem. 

Oczywiście, to nie żadna cudowna energia dodawała J. charyzmy, a po prostu dziewczynę tę cechowała niczym niezmącona pewność siebie, co powodowało, że kiedy tylko gdzieś się pojawiała, od razu przyciągała uwagę całego otoczenia.

A jak tam u Was z pewnością siebie bywa? Sama byłam przekonana, że z moją jest jak najbardziej w porządku, lecz kiedy zestawiłam ostatnie fakty (zabawiłam się w małą autopsychoanalizę), wyszło szydło z worka - nie do końca zawsze było pięknie.

Wszystko ma swoje uzasadnienie: dziewięć lat temu zmieniłam miejsce zamieszkania i pracę. Sęk w tym, że mając nadzieję na skok w karierze zawodowej, przekwalifikowałam się, ale tym samym trafiłam dziurą w płot - nowe zajęcie nigdy nie wciągnęło mnie tak jak poprzednie, nie wykorzystywałam w nim też swoich najmocniejszych stron, a to spowodowało, że z dnia na dzień traciłam grunt pod nogami.

Oczywiście w takim przypadku najlepiej byłoby zająć się czymś, co z powrotem pozwoliłoby poczuć się pewniej i tu nieocenione okazało się blogowanie (i w ogóle pisanie). Jak dobrze, że na to wpadłam! Wykonywanie ulubionych czynności otworzyło w moim umyśle ukrytą furtkę i w pracy również zaczęłam tak się ustawiać, by jednak eksponować moje mocniejsze strony. Okazało się, że można to sobie jakoś poukładać, wystarczyło w wolnych chwilach zacząć robić coś co lubię, by poczuć się lepiej, a po chwili pojawił się efekt domina. Zrozumiałam też, że nie we wszystkim musimy czy możemy być super i to jest w porządku, nie ma powodów do nerwów.


Tak więc, pewność siebie jest czymś, co możemy wypracować i wzmocnić. Oczywiście cudownie byłoby, gdybyśmy weszli w dorosłe życie w nią wyposażeni, ale wiadomo jak jest - nie w każdej rodzinie dziecko ma szansę na idealne wychowanie, a i po drodze różne przygody mogą nam pewność siebie skutecznie podkopać.
Zatem co, poza wykonywaniem pracy, którą lubimy (w czym jesteśmy dobrzy), pomoże wzmocnić naszą pewność siebie? Jest kilka takich rzeczy:

  • ubiór, w którym czujemy się świetnie (przede wszystkim podświadomość dostosowuje się do tego jak wyglądamy, a dodatkowo powiedzenie "jak cię widzą, tak cię piszą" chcąc nie chcąc, też pewnie mamy w głowie wyryte);
  • utrzymywanie właściwej postawy ciała (najpierw poruszajmy się apatycznie, z przygarbionymi plecami i wzrokiem wbitym w ziemię, a potem dla odmiany, idźmy energicznie, wyprostowani, z podniesioną głową, nie unikając kontaktu wzrokowego z mijanymi ludźmi - czy różnica jest zauważalna?);
  • dbanie o swoje ciało (gdyż ciało jest światynią duszy, a poza tym, nasze ubrania będą na takim ciele świetnie się prezentowały, no i wreszcie, w zdrowym ciele, zdrowy i zadowolony duch);
  • dom i miejsce pracy też sroce spod ogona nie wypadły (a to dla każdego oczywiste, że miejsca w których spędzamy czas, wpływają na nasze samopoczucie, nie na darmo starożytni Chińczycy opracowali sztukę Feng Shui);
  • nie chować się - w ostatnich rzędach, za plecami innych, wbrew lekkim oporom wychodźmy do przodu i śmiało mówmy to, co mamy do powiedzenia.
I jeszcze jedno: zamiast zastanawiać się, dlaczego czegoś nie możemy osiągnąć, skupmy się na swoich dotychczasowych osiągnięciach oraz codziennych drobnych sukcesach, na SWOICH UNIKALNYCH UMIEJĘTNOŚCIACH, na bliskich relacjach z innymi ludźmi. Bądźmy za to wszystko wdzięczni, a wdzięczność... hmm, kto chociaż raz ją odczuwał, wie, że to wspaniała odtrutka na wszystkie chyba dolegliwości.

poniedziałek, 9 maja 2016

Eksperyment - henna na brwi i rzęsy

Mimo, że olej rycynowy w mojej łazience stoi, to jednak nawalam z systematycznym jego stosowaniem, stąd efektów w postaci kruczoczarnych i bujnych brwi i rzęs brak. Zniecierpliwiona, postanowiłam sięgnąć po tymczasowy środek zaradczy, tak na próbę - po hennę do brwi i rzęs. 

Czy to na skutek upływu czasu, czy też może od wieloletniego stosowania tuszu, moje rzęsy jakby wyblakły i wydelikatniały, brwi zresztą też. Skazana na (prawie) codzienne ich tuszowanie, zapragnęłam chociaż kilku tygodni urlopu od tej czynności. Henna wydała mi sie dobrym pomysłem i dobrze i się kojarzyła, bo od lat henną farbuję włosy. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. W Rossmannie kupiłam sobie żelową hennę do brwi i rzęs Delia Cosmetics za ok. 15 zł, wybrałam kolor brązowy - ma on tę zaletę, że trochę odmładza naszą twarz. 

Żelową hennę od Delii łatwo przygotowuje się w domowych warunkach i łatwo nakłada za pomocą plastikowej szczoteczki dołączonej do produktu. Jest wydajna - wystarcza jej podobno na 15 aplikacji. Ja mam za sobą pierwszą, oto dowody:

Przed
W trakcie
Po
Mimo wyraźnych efektów na plus, nie wiem, czy kiedykolwiek powtórzę farbowanie na rzęsy. Następnego dnia po "zabiegu" coś złego zaczęło dziać się z moimi oczami. Oczywiście próbę uczuleniową sobie odpuściłam, chociaż POWINNAM ją zrobić, przecież jestem uczulona na farby chemiczne, a henna do brwi to nie jest zwykła sproszkowana henna, jakiej używam do farbowania włosów. Zawiera w swoim składzie dużo obco dla mnie brzmiących zwiazków chemicznych oraz dodatkowo aktywator. Na opakowaniu jak wół widnieje napis: środek silnie działający.  

Skończyło się na zapaleniu spojówek i kropelkach z antybiotykiem, chociaż nie jestem pewna czy to na pewno skutek uczulenia czy może biegania podczas okropnie zimnej i wietrznej pogody w pewną niedzielę. Dziwne, że okolice brwi i powieki zostały nietknięte reakcją uczuleniową. Niemniej jednak, na pewno więcej nie zaryzykuję i kolejna aplikacja tylko na brwi. 

Jak widać na ostatnim zdjeciu (Po), takie farbowanie wygląda bardzo naturalnie i utrzymuje się  ok. trzech tygodni. Farbowanie w domu jest zdecydowanie tańsze niż w gabinecie kosmetycznym i wcale nie kłopotliwe, wystarczy chcieć. Bez wad jednak się nie obędzie - zabiegu nie należy zbyt często powtarzać, bo osłabia i rozjaśnia włoski. Tak więc to dla mnie zabawa na krótką metę, a szkoda, bo ten subtelny efekt bardzo mi się podoba. Cóż, w końcu i tak trzeba będzie wrócić do starej, dobrej rycyny. 
Co sądzicie o takim sposobie na poprawę urody? Warto? Bo ja sie zastanawiam czy warto... Ale przynajmniej jestem bogatsza o kolejne doświadczenie ;-)

środa, 4 maja 2016

Bardzo proste majowe radości

Pisząc na początku każdego miesiaca o prostych radościach, wreszcie doszłam do wniosku, że tak naprawdę większość z nich wcale nie jest zwiazana z żadnym miesiącem. Będzie nas cieszyć tak samo w lutym jak i we wrześniu - takich prostych radości są miliardy. Ale tych, związanych ściśle z konkretnym miesiącem już zdecydowanie mniej przychodzi na myśl. Na przykład co kojarzy się z majem? Zdecydowanie obfitość świeżych kwiatów, Dzień Matki, rozpoczęcie grillowego sezonu i... co więcej??? 

Świeże kwiaty w wazonie. Jeśli mamy w pobliżu Biedronkę czy Lidl, to wcale nie musimy w tym celu dziesiątkować przydomowego ogródka czy szarpać przydrożne bzy - w tych sklepach na pewno znajdziemy jakieś cięte kwiaty w przyzwoitych cenach.

Dzień Matki - czwartek 26 maja. Część z nas pewnie jest już matkami i tego dnia będzie przyjmowała życzenia, laurki i buziaki od swoich pociech, ale matkę z całą pewnością ma (lub miała...) każda z nas.  Jeżeli twoja matka żyje, napisz do niej list albo zadzwoń i podziel się wszystkimi dobrymi wiadomościami, by i ona miała trochę radości. Dzieci dorastają i opuszczają dom, wiodą osobne życie, a matka na zawsze ma je w swoim sercu i tęskni po cichu za czasami, kiedy miała swoje dzieci w domu. Mądra matka usuwa się na bok, bo wie, że ktoś inny zaczął grać główną rolę w ich życiu, wie, że to naturalna zmiana, jednak myślami zawsze jest przy nich i cieszy się na każdy kontakt z nimi. 

Jeśli nie masz już matki, rozmawiaj z nią w swoim sercu.

Przygotuj grill do sezonu. Co prawda straszą nas (i brzmi to wiarygodnie), że do naszych grillowanych pyszności mogą przedostawać się szkodliwe substancje ze spalanego węgla, które mają działanie rakotwórcze, ale jest kilka sposobów na uratowanie ich przed "skażeniem". Mięso trzeba wcześniej zamarynować, będzie bardziej kruche i szybciej się upiecze. Jedzenie, zamiast na ruszcie, układajmy na aluminiowych tackach i nie pieczmy potraw zbyt długo. Każdej wiosny czekam z utęsknieniem na jedzenie z prawdziwego grilla i żadne grille elektryczne czy grillowe patelnie nie są w stanie sprawić, bym nie zatęskniła za tym wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju aromatem dymu pomieszanego z przyprawami.

Zbieracie coś? Ja nie zbieram, ale chętnie oglądam u innych bogate kolekcje figurek bocianów czy słoni, kartek pocztowych, fikuśnych filiżanek czy Bóg wie czego jeszcze. W takich chwilach myślę, że sama chciałabym mieć taką pasję, ale zaraz potem przywołuję się do porządku: gdzie miałabym jeszcze i to trzymać??? A Wy macie swoje kolekcje? Jak je przechowujecie? Może pewnego deszczowego majowego popołudnia nadejdzie czas na nowy sposób wyeksponowania ich, tak by pokazały swoje całe piękno. Chociaż słońce każdy z nas lubi, to deszcz też jest bardzo potrzebny, oby tylko jak najczęściej padał w nocy...