czwartek, 28 kwietnia 2016

Dyskusyjne kluby książki

Wreszcie stało się coś, o czym myślałam od kilku miesięcy: wypożyczyłam zwykłą powieść, tak zwaną książkę dla kobiet. I dobrze, bo zaczynałam już odczuwać przesyt kryminałami, thrillerami i każdą inną mroczną twórczością. Oczywiście nie wybrałam niczego znanego czy polecanego. Swoją książkę znalazłam w bibliotece wśród tytułów, które zupełnie nic mi nie mówiły. Mój wybór padł na "Razem będzie lepiej" Jojo Moyes. Mimo, że dawno nie czytałam tego rodzaju książek, przekonałam się, że historia Jess ledwie wiążącej koniec z końcem uspokaja mnie i łagodnie zasysa w swój wir. Książka świetna na dobranoc. 

Krótkie streszczenie tej banalnej historii. Ona - kobieta na skraju wytrzymałości. Wszystko jej się sypie: mąż odszedł, ona sama ma na utrzymaniu dwójkę dzieci i ogromnego psa, zarabia sprzątając i sprzedając piwo w barze, a pieniędzy ciągle brakuje. On - mężczyzna po przejściach, bogaty, ale perfidnie wkręcony przez kobietę, zostaje posądzony o zdradę tajemnicy służbowej i zawieszony w swoich zawodowych obowiązkach do czasu wyjaśnienia sprawy. Ich losy splatają się i wyruszają we wspólną podróż - on, ona, dzieci i pies. Czy wspólna podróż pokaże im, że razem będzie lepiej? Sami znajdźcie odpowiedź.

Na ostatniej stronie książki znalazłam Pytania do dyskusji dla klubów czytelniczych i uśmiechnęłam się do siebie. Na pewno super byłoby należeć do takiego klubu, niestety wymaga to zaangażowania i czasu, na co w tej chwili mnie nie stać. Przede wszystkim, jeśli już wyrabiałabym się z czytaniem określonych książek, to nie starczałoby już czasu na moje własne wybory, a wtedy czułabym dyskomfort. Tak więc lepiej będzie jeśli poczekam z decyzją o przystąpieniu do takiego klubu na lepsze czasy.

Dyskusyjne kluby książki czy inaczej kluby czytelnicze to grupy osób, które spotykają się, by porozmawiać o ksiażkach. Uczestnicy nie muszą prowadzić poważnych dyskusji, ani znać się na literaturze. Mogą je zakładać bibliotekarze, ale i zwykli czytelnicy, wystarczy zebrać grupę klubowiczów (optymalnie 2-12 osób). Klub można zgłosić do koordynatora wojewódzkiego na formularzu zgłoszeniowym dostępnym w bibliotece wojewodzkiej. 

Później odbywają się spotkania grupy - wg wspólnych ustaleń. Myślę, że na spotkaniach mile widziane będą: kawa, herbata, ciasteczka czy inne napoje i przekąski.

Na pierwszym spotkaniu ustala się sprawy organizacyjne, poznaje czytelnicze nawyki poszczególnych członków grupy oraz określa się, co grupa będzie czytać.

Zasady dyskusji
  • szanowanie opinii innych,
  • nie oceniamy gustów,
  • nie wszystkie lektury się spodobają, ale należy próbować je przeczytać,
  • przychodzimy na spotkanie nawet jeśli nie udało się przeczytać książki,
  • każdy jest mile widziany, 
  • panuje zasada otwartości na ludzi i ksiażki,
  • przede wszystkim mamy się dobrze bawić!
Warto promować swój klub poprzez ulotki, plakaty czy stronę internetową.

Sama znam jeden taki klub internetowy, przez moment do niego należałam, ale tylko umownie - nie nadążałam za innymi. W końcu, żeby nie siać żenady, wystąpiłam z niego. Ten klub to BookAThon Polska (link). Macie jakieś doświadczenia z klubami czytelniczymi albo uważacie, że to dobry (albo słaby) pomysł? Podzielcie się uwagami w komentarzach!





niedziela, 24 kwietnia 2016

Dieta niełączenia czyli kolejny pomysł na dobre zdrowie

Dieta niełączenia (inaczej rozdzielna) opiera się na założeniu, że choroby biorą się z nagromadzonych w organizmie toksyn. Trawienie niewłaściwie zestawionych produktów obciąża układ pokarmowy, osłabia organizm i spowalnia metabolizm. Powoduje też odkładanie się w naszych organizmach toksycznych związków, które wywołują stan zapalny, co z kolei jest punktem wyjścia dla wielu chorób.

Spoglądam przychylnym okiem w kierunku diety niełączenia. Chciałabym, ale czy dam radę pokonać swoje wszystkie nawyki żywieniowe gromadzone przez lata? Gdybym chociaż miała pewność, że to jedyna słuszna metoda, a nie kolejny wspaniały pomysł na zdrowie, bez którego mogę się spokojnie obejść i oszczędzić sobie trudu zmiany nawyków, niektórych dopiero co ugruntowanych. Od momentu powstania bloga dużo zmieniłam w swojej kuchni i już prawie jestem z siebie zadowolona - prawie, bo jednak coś jest nie tak... Mój metabolizm wyraźnie zwolnił i szukam skutecznych sposobów na jego podkręcenie. 

Więc może jednak dieta rozdzielna? Rozważam i ciekawa jestem, co Wy o tym sądzicie. A oto krótka i treściwa charakterystyka założeń powyższej diety:

1. Mamy dwie główne grupy produktów: białka (np. nabiał, mięso) - powodują zakwaszanie organizmu, węglowodany (np. pieczywo, kasze) - powodują reakcję zasadową. Łączenie tego, co zakwasza, z tym, co zasadowe, wydłuża czas trawienia, gdyż węglowodany i białko trawione są w różnym tempie (mięso - ok. 4 godzin, węglowodany - ok. 2).

2. Istnieje też grupa neutralna, do której zaliczamy: oliwy, oleje, masło, nasiona dyni i słonecznika, większość warzyw, owoce cytrusowe, herbata, kawa, soki warzywne.

3. Należy unikać łączeniu w jednym posiłku białka i węglowodanów, np.jeśli kanapka, to z masłem i z pomidorem.

4. Białka należy jeść z sałatą i warzywami niskoskrobiowymi.

5. Z produktami neutralnymi możemy łączyć węglowodany.

6. Należy spożywać pięć posiłków dziennie - trzy większe i dwa w formie niewielkich przekąsek, najlepiej z warzyw lub owoców.

7. Należy ograniczyć alkohol, kawę i herbatę.

8. Potrawy powinno się raczej gotować niż smażyć.

9. Na kolację spożywać wyłącznie węglowodany (są krócej trawione).

10. Owoce jedzmy zawsze oddzielnie, przynajmniej pół godziny przed albo po innym posiłku, w przeciwnym razie wchodzą w reakcję z niestrawionymi jeszcze produktami z innych grup, fermentują i powodują wzdęcia.

11. Należy robić przerwy pomiędzy posiłkami węglowodanowymi i białkowymi: po zjedzeniu węglowodanów odczekać dwie godziny, zanim zjemy białko, po białkowym posiłku - trzy, zanim zjemy węglowodany.

12. Jedzmy powoli.

13. Ponadto należy do zasad podchodzić praktycznie, tzn. układając posiłki, koncentrować się na głónych produktach, a nie na odrobinach, które mogą wkraść się do potrawy. Fanatyzm nigdy i nigdzie nie jest dobrym rozwiązaniem. 


Żeby się nie rozpisywać i nie przynudzać, podałam ogólne zasady. Istnieje mnóstwo portali zajmujących się zdrowym odżywianiem profesjonalnie i tam zainteresowanych szczegółami diety rozdzielnej odsyłam. Np. TUTAJ znalazłam ciekawy artykuł.

Jak zestawiać produkty? Udane połączenia to:
ziarna + warzywa
makaron + warzywa
nasiona roślin strączkowych + warzywa
nasiona roślin strączkowych (poza soją i białą fasolą) + ziarna
ryby lub mięso + warzywa
owoce + inne owoce, melon wyłącznie w swoim towarzystwie!
orzechy + kwaśne owoce
zboża + tłuszcze
jogurt + niekwaśne owoce

Złe połączenia, które większość z nas jada co dzień:
mięso z pieczywem
mięso z kaszą / ziemniakami
chleb z twarogiem / miodem / owocami

Dieta niełączenia pozwala łatwiej strawić pokarm i przyswoić więcej zawartych w nim minerałów i witamin, w przewodzie pokarmowym nie zalegają trudniej trawione składniki. Energia zaoszczędzona na trawieniu, poprawia metabolizm i samopoczucie.

Całość brzmi kusząco, ale nie urodziłam się wczoraj i wiem, ile wysiłku trzeba włożyć w zmianę nawyków. Zresztą, kiedyś już próbowałam tak jeść i bardzo szybko się wyłożyłam, ponieważ gotując to co zwykle dla rodziny, którą guzik obchodzi nasz kolejny fantastyczny pomysł, nabieramy przekonania, że trudzić się nie ma sensu. Pamiętam, że moim problemem było jedzenie mięsa w zupełnie innych zestawieniach niż dotychczas. Miałam wrażenie, że wcale się nie najadam. Inne zalecenia nie sprawiały większej trudności, ale tradycyjne, jedzone od lat kanapki z wędliną i obiady, wiadomo, jak to w polskiej kuchni... A obiad to jak wiadomo główny posiłek.

Sprawę jeszcze przemyślę, bo co nagle, to po diable. Zresztą wg mnie, zmiany najlepiej wprowadza się małymi kroczkami, nie od razu rezygnując z wszystkiego co ulubione. A tak... "Powolutku, po cichutku, aż do skutku", dzisiaj to, jutro tamto i ani się obejrzę, a dobra zmiana wejdzie w życie (hehe).


wtorek, 19 kwietnia 2016

Jak obchodzić Dzień Ziemi

W 2016 roku Międzynarodowy Dzień Ziemi przypada w czwarty piątek kwietnia tj. 22 kwietnia. Z tej okazji miasta organizują festyny, w których uczestnictwo na pewno będzie ciekawym doświadczeniem (kliknij w LINK: http://www.dzienziemi.org.pl/2016/index.php), a jeśli nie wybierzemy się na festyn, to również sami możemy w ten dzień wykonać większy gest w kierunku ochrony środowiska, związany czy to z segregacją śmieci czy z oszczędzaniem wody, gazu i energii elektrycznej. 

Wszyscy jesteśmy mieszkańcami ziemi i powinniśmy czuć sie współodpowiedzialni za jej stan, ponieważ nas los zależy od jej losu, tymczasem wielu z nas żyje w przekonaniu, że ich jednostkowe działania nie znaczą nic w obliczu globalnego problemu, więc bez sensu jest robić cokolwiek. Jednym z rozbrajających twierdzeń jest: "nie segreguję śmieci, bo widzę, że nikt tego nie robi". Ludzie którzy wypowiadają sie w podobny sposób, z pewnością nigdy nie słyszeli aforyzmu Lwa Tołstoja: "Każy niech zamiata przed swymi drzwiami, a cała ulica będzie czysta".

Współczesny świat stanowi dla naszej planety niebezpieczeństwo, jeśli ludzie się nie opanują, to w końcu podetną gałąź na której siedzą i eldorado się skończy. Naukowcy na okrągło ostrzegają przed globalnym ociepleniem z powodu zbyt wysokiej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery, a zmiana klimatu niesie za sobą takie zgrożenia jak brak żywności w niektórych regionach świata, z czym będą wiązały się masowe migracje i konflikty o zasoby. Wspominam o ociepleniu, ponieważ w tym aspekcie każdy z nas ma swój skromny udział, którym może dowolnie rozporządzać, ale znane są nam też i inne efekty działania człowieka, które fatalnie wpływają na Ziemię.

A więc, jak obchodzić Dzień Ziemi? 

Zbierz makulaturę i oddaj do punktu skupu, zostanie ona przetworzona na nowy papier. Tona papieru = wycięcie 17 drzew, a ponadto produkcja papieru z drzew wiąże się z wiekszym zanieczyszczeniem środowiska, przy okazji zużywa się też więcej wody.

Zbierz niepotrzebne szkło i wrzuć do specjalnego kontenera. Przy recyklingu szkła zużywa się o 21% mniej energii niż przy produkcji nowego.

Zbierz puszki aluminiowe. Złoża boksytu z którego produkuje się aluminium nie są odnawialne. Poza tym, recykling puszek w porównaniu z produkcją aluminium oznacza o 95% mniej zanieczyszczeń powietrza, o 97% mniej zanieczyszczeń wody i o 95% oszczędności energii elektrycznej. 

Ale to wszystko możemy przecież robić po trochę codziennie! Myślę, że dla kochających Ziemię, ciekawym pomysłem może okazać się zasadzenie tego dnia drzewa. Obserwacja jego wzrostu będzie na pewno przyjemnym i satysfakcjonującym doświadczeniem. Ponadto, drzewa to nasze naturalne filtry powietrza i ozdoba. Aż boli serce od patrzenia, jak ludzie wycinają bezmyślnie duże, zdrowe drzewa. Niektóre z tak prozaicznego powodu, jak lecące jesienią liście, które "śmiecą".

Innym, bardziej "ekstremalnym" wyczynem, może być pozbieranie śmieci na wybranym obszarze. A jak się człowiek wnerwi, kiedy za jakiś czas w tym samym miejscu znów zobaczymy nowe butelki czy torebki foliowe!


To nie jest mój pierwszy prookelogiczny przypływ emocji, już kiedyś dawałam wyraz tym uczuciom TUTAJ (http://plantacjapozytywnychmysli.blogspot.com/2015/03/ekologia-po-polsku.html). W sumie nie robię nic wielkiego, żadnych wielkich akcji czy wystąpień. Po prostu codziennie pilnuję by nie świecić niepotrzebnie światła w mieszkaniu, oszczędzam wodę przy każdej okazji, segreguję śmieci. Będąc na zewnątrz, zawsze wyrzucam śmieci do kosza, zdarza mi się też podnieść z ziemi i wrzucić do kosza śmieci zostawione przez innych. Chodzę na zakupy z torbą wielokrotnego użytku. Te zachowania wpoiłam też swoim dzieciom (a przynajmniej mam taką nadzieję...). Nic wielkiego, a jednak z całą pewnością lepiej robić tylko tyle niż nie robić zupełnie nic.


piątek, 15 kwietnia 2016

Czego nie wiemy o cytrynie

źródło
Co wszyscy wiedzą o cytrynach? Na pewno każdy potrafi wyrecytować bez chwili zastanowienia, że są skarbnicą witaminy C oraz to, że warto rano, zaraz po przebudzeniu wypić szklankę ciepłej wody z cytrynowym sokiem. Również rano piję taka wodę, ale też używam cytryny do surówek czy sałatek oraz do lemoniady, której dzbanek zwykle stoi w mojej kuchni. Tymczasem, cytryna wydaje się o wiele ciekawszym owocem, zobaczcie sami:

1. Nie należy spożywać cytryn niedojrzałych (zielonych), ponieważ wypłukują z organizmu biopierwiastki alkaliczne (głównie wapń).

2. Własny suplement cytrynowy
Cytrynę dokładnie umyć wodą i octem jabłkowym, który zneutralizuje chemiczne substancje mogące znajdować się na skórce. Następnie wytrzeć i zamrozić. Gdy będzie już zamrożona, należy wziąć tarkę i utrzeć na niej całą lub część cytryny. Taką masą możemy posypywać swoje jedzenie (np. sałatkę, zupę, sosy), które zyska przez to świeży smak i właściwości prozdrowotne.

3. Cytrynowa mieszanka w walce z nowotworami
Cytryna (podobno) niszczy komórki rakowe 12 rodzajów nowotworów. Wyniki testów laboratoryjnych wskazują na to, że zapobiega ona rozprzestrzenianiu się komórek rakotwórczych i ma 10 000 razy silniejsze działanie niż adriamycyna (lek najczęściej stosowany przy chemioterapii). Zaleca się pić dwie łyżeczki soku z cytryny z pół łyżeczki sody oczyszczonej. Proponuje się przy tym, aby samodzielnie wyhodować cytrynę w donicy, by być pewny, że będzie to cytryna organiczna. Soda oczyszczona musi być rozpuszczona w gorącej wodzie, gdyż tylko taka ma właściwości lecznicze - soda dodana do wody zimnej czy letniej może szkodzić po wypiciu.

4. Pomoc przy infekcjach gardła - polecana jest mikstura w proporcji: sok z połowy cytryny z połową szklanki wody, którą należy płukać gardło.

5. Sok z cytryny z odrobiną soli (himalajskiej, morskiej) na ciepło, wypijany codziennie, obniża poziom cholesterolu i działa odchudzająco.

6. Wdychanie olejku cytrynowego pomaga zwiększyć koncentrację i pobudza czujność. Poleca się również pić wodę z cytryną co kilka godzin. Olejek cytrynowy może być używany jako odświeżacz pokoju dla osób pracujących w domu lub studentów.

7. Na opryszczki i kurzajki
Przyłożenia plasterka owocu do opryszczki to sposób na jej złagodzenie i przyspieszenie gojenia wykwitu. Sok z cytryny to także świetny sposób na kurzajki. Po kilku dnia smarowania nim, brodawka powinna się rozpuścić pod wpływem kwasów zawartych w owocu.

8. Jest wielu miłośników herbaty z cytryną, jednak nie jest to dobre zestawienie, gdyż pod wpływem wysokiej temperatury zawarta w cytrynie witamina C ulega zniszczeniu, a z liści herbaty zostaje uwolniony cytrynian glinu, który niekorzystnie wpływa na tkankę nerwową mózgu i może wpływać na występowanie choroby alzheimera.

9. Najzdrowsza skórka
Największą wartość, jeśli chodzi o właściwości lecznicze owocu, zawiera skórka, ale jeśli chcemy z jej dobrodziejstw korzystać, to lepiej zdobądźmy pewność co do pochodzenia cytryny. Ponadto olej ze skórki cytryny używany jest do ochrony przed pasożytami jelitowymi.

10. Cytryny powinny unikać osoby z chorobą wrzodową żołądka lub nadmiarem kwasów żołądkowych, a także z oznakami osłabienia krwi (blada cera, bezsenność, irytacja, nadmierna chudość ciała).

Powyższe zestawienie ciekawostek opracowałam na podstawie artykułu Barbary Fołdy (Wykładowca w ZSG w Poznaniu) zamieszczonym w dwumiesięczniku Harmonia listopad-grudzień 2015. Część z nich dla mnie samej również okazała się nowością i oczywiście nie mam takiej wiedzy, by polemizować z autorką artykułu. Jednakże, jeśli okaże się, że Wy, moi kochani czytelnicy macie coś do powiedzenia na ten temat, to z niecierpliwością oczekuję na odzew w komentarzach - zdrowie z pożywienia to mój mały, nieszkodliwy "konik" (na razie!), którego lubię dokarmiać ;-)





niedziela, 10 kwietnia 2016

Nasze prywatne więzienia



Wolność oznacza dla mnie życie na własnych zasadach, robienie tego, na co mam ochotę. Bez strachu i obaw. Dlatego, jak tylko mogę, walczę o autonomię, a jednak mimo wszystko ciągle nie uważam, żebym była wolna na 100%, a to dlatego, że – uwaga – „gdybym mogła”, pewne sprawy ułożyłabym inaczej. Więc co stoi na przeszkodzie?

Jak widać, to że nas nie zapuszkowano, jeszcze o niczym nie świadczy, bowiem sami potrafimy zbudować więzienie bez ścian, a następnie zamknąć się w nim skutecznie, bywa, że aż do śmierci. I tak jak pies przywiązany łańcuchem do budy, stoi, biega, siedzi i leży w jej pobliżu, ani myśląc o uwolnieniu, tak samo my nie uciekamy przed cierpieniem, rozczarowaniem, niepokojem, które niezmiennie nam towarzyszą, ponieważ uznajemy je za naturalną składową naszego  życia. Większość z nas posiada swoje prywatne, emocjonalne więzienie w którym rządzi zasada, że należy robić to, co powinno się zrobić, a nie to, czego chce się głęboko w sercu. 

Problem polega na tym, że martwimy się mnóstwem rzeczy, na które nie mamy wpływu, a u podstaw tych zmartwień leży tak naprawdę lęk. Bądźmy wobec siebie szczerzy – martwimy się, ponieważ boimy się, że moglibyśmy kogoś lub coś stracić. To takie ludzkie i mnie samej trudno z tym dyskutować. Gdzieś kiedyś przeczytałam mądre słowa: każdy z nas w końcu straci wszystko, czasami w najmniej spodziewanym momencie. Ludzie przez pół życia naprężają żyły z wysiłku, by następnego dnia zginąć np. w wypadku samochodowym. Trochę więcej dystansu do życia nikomu by nie zaszkodziło, oraz odwagi, by spojrzeć w ślepia strachu i powiedzieć sobie „to też minie”.

Kolejna sprawa, która bardzo rzuca mi się oczy w świecie dorosłych, to śmiertelna
powaga. Ktoś mógłby się oburzyć: „Zależy mi, więc jestem poważny!”. Zależy nam na pracy, na zdrowiu, na reputacji, na byciu najlepszą matką, na wyglądzie, a kiedy dużo się śmiejemy i żartujemy nawet z siebie, wyglądamy już mniej poważnie, mniej profesjonalnie. A przecież tak bardzo nam zależy by wszystko robić jak najlepiej, by nikt nie mógł nam nic zarzucić, więc robimy poważną minę i jeszcze bardziej podkręcamy sobie śrubę. Mam wrażenie, że często niepotrzebnie bywamy zbyt surowi dla siebie i innych. Spinamy się, by wszystko było zrobione na tip-top, chociaż tak naprawdę nikomu nie jest to potrzebne. Nie lepiej odpuścić sobie „spinę” i po prostu być i robić swoje…?

Także nasze cele życiowe mogą nas uwięzić. Często stawiamy sobie listę kilkudziesięciu celów z terminami do realizacji, bo przecież trzeba wykorzystać każdą chwile życia. Wielu z nas już po prostu nie umie zwyczajnie poleżeć na kanapie by odpocząć – przecież w tym czasie można chociażby powtarzać słówka! To też jakieś pomylenie, (któremu sama nieraz nieświadomie ulegam). Cele są pożyteczne, ale kiedy jest ich zbyt dużo, to zamiast nas mobilizować do działania, zwyczajnie wysysają z nas energię. Chyba należy przyjrzeć się swoim listom celów i nie bać się odpuścić, jeśli jest ich zbyt wiele. W życiu nie chodzi o to, żeby się zajeździć na przedwczesną śmierć.

Usiądźmy w ciszy i pomyślmy: czy czujemy się jak w więzieniu? Jeśli życie ogólnie sprawia nam radość to w porządku, tak powinno być, lecz kiedy czujemy, że znaleźliśmy się w potrzasku złożonym z wyżej wymienionych czynników,  wówczas należy uruchomić własną "machinę perspektywy": stanąć zupełnie z boku tych wszystkich problemów i zdecydować, jakie sprawy są naprawdę ważne w życiu. 

Jeszcze raz podkreślam: nie chodzi o olewanie życia, a o to, by pokazać środkowy palec tym wszystkim rzeczom, które nas męczą, stresują i pozbawiają radości, tym wszystkim ludziom, którzy nas bezsensownie krytykują. Mamy prawo do szczęśliwego życia!

Na zakończenie energetyczny cytat (przetestowałam na sobie), po przeczytaniu którego dystans do podróży zwanej życiem zdecydowanie  się zmniejsza, ale też i słowa poniższe należy przyjmować z dystansem, a nie śmiertelnie poważnie:

„Nie przeklinaj — po prostu to pieprz!
Pieprz chęć naprawiania świata!
Pieprz samokontrolę i dyscyplinę!
Pieprz plany i cele jakie narzucają Ci ludzie!
Pieprz niedowartościowanego szefa, zakompleksionych kolegów z pracy, toksyczną pracę, w której się męczysz, lub w której Cię męczą!
Pieprz swoje problemy, choroby, dietę, jedzenie!
Pieprz zdanie innych na Twój temat!
Pieprz swój związek, jeśli jest nieudany! 
Powiedz "pieprzę to" i bądź egoistą! Nic nie musisz!
Pieprz wydarzenia, sprawy, fałszywych ludzi, plotki, i to co przynosi napięcia!
Pieprz zdanie innych na Twój temat!
Pieprz swoją pracę, samokontrolę, lęk i dyscyplinę, pieniądze, plany i cele, pieprz swoje problemy!
Pieprz swój kraj, chęć naprawiania świata, politykę, pogodę, zmianę klimatu, pieprz poszukiwanie!
Pieprz bycie spokojną, potulną osobą, pieprz to wszystko i bądź egoistą!
Pieprz polityków, księży, naprawiaczy świata, choć raz się zbuntuj, bądź na przekór!


... Koniec użerania się ze wszystkim i wszystkimi! Koniec wysłuchiwania, co powinieneś robić!”

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Wiosna w kwietniu zbudziła się z rana

Wiosna w kwietniu zbudziła się z rana,
wyszła wprawdzie troszeczkę zaspana,
Lecz zajrzała we wszystkie zakątki:
- zaczynamy wiosenne porządki...
fragment wiersza "Wiosna" J. Brzechwy


Kwiecień - zwykle - ostatecznie rozprawia się z zimą, może i w tym roku sobie dobrze poradzi, bo śniegu już nie chcemy. 

W kwietniu pomysłów na spędzenie czasu już nikomu nie powinno zabraknąć, więc ja przekornie rzucam garść prostych radości, które być może wniosą powiew odmienności w nasze życie albo staną się dla kogoś inspiracją.

Proste radości kwietnia

1. Odwiedźmy sklep z kapeluszami i przymierz te, które nam się tylko spodobają. Możliwości jest wiele, być może, będąc w którymś kapeluszu, zobaczymy w lustrze odbicie swojego prawdziwego ja? Ciągle nie znalazłam kapelusza dla siebie i żyję w przekonaniu, że w tym nakryciu głowy wyjątkowo mi nie do twarzy, tak więc w moim przypadku skończy się pewnie na przymierzaniu.

2. Na wiosnę przejrzyjmy szuflady z bielizną. Wyrzućmy stare, wyciuchane biustonosze i majtki, niech każda sztuka bielizny będąca w naszym posiadaniu będzie piękna, w każdej też powinnyśmy się czuć piękne i seksowne. Wiem, że część z nas może mieć problem z wyrzucaniem - zaraz ważymy rzecz w ręku, przyglądamy się jej z uwagą "przecież jest jeszcze dobrym stanie...". Może w takim wypadku należy sobie zadać pytanie: czy pokazałabym się w takiej bieliźnie w przed nowo poznanym mężczyzną, albo chociaż u lekarza? Do szuflady z bielizną możemy wrzucić pachnące saszetki, np. z lawendą.

3. Nazbierajmy wody deszczowej do mycia włosów. W deszczówce można też włosy po prostu wypłukać albo używać jej w formie mgiełki. Podobno tak potraktowane włosy są miękkie, gładkie i podatne na układanie, ale uwaga - podobno trudno je rozczesać. Ten zabieg niestety jest polecany dla mieszkańców mniej cywilizowanych rejonów, leżących z dala od ruchliwych szos i dymiacych kominów. Deszczówki nie powinno się zbierać z rynny.

4. Przestańmy być ciągle tak bardzo zajęci. To, bardziej niż o produktywności, świadczy o braku zorganizowania! Człowiek wypoczęty jest bardziej energiczny, kreatywny i zadowolony z życia. Przecież jeśli nie spasujemy chociaż trochę, to cały urok wczesnej wiosny, kiedy to roślinność pokrywa się delikatną jak mgła zielenią, przeleci nam jak błyskawica przed nosem i znów na ten jedyny w swoim rodzaju widok, będziemy musieli czekać kolejne 12 miesięcy!

piątek, 1 kwietnia 2016

Przeprogramuj się na wiosnę



W ubiegłym roku podjęłam się napisania cyklu czterech artykułów na temat diety dostosowanej do pory roku oraz klimatu, w którym żyjemy. Dzisiaj zamieszczam ostatni artykuł z tego cyklu – o odżywianiu wiosennym. Wcześniejsze znajdziecie klikając w link: lato (link), jesień (link), zima (link).

Wiosna to piękny czas, do życia budzi się przyroda, w pewnym sensie budzimy się i my. Wymieniamy garderobę na lżejszą, sami też pragniemy poczuć się lżej (niejednemu przez zimę przybyło zbędnych kilogramów). Wraz z wiosną chcemy też odświeżyć i wywietrzyć swoje otoczenie i nieraz zmienić na lepsze coś w sobie. Tyle planów, a do tego jeszcze to przesilenie wiosenne. Dlatego, aby w pełni cieszyć się z budzącej się do życia przyrody, powinniśmy jak najszybciej zmienić styl życia i sposób odżywiania.

Czym jest to osławione przesilenie? Najprościej rzecz ujmując oznacza to, że nasz organizm jest bardzo zmęczony po zimie. Przesilenie wiosenne nie jest jednostką chorobową, tylko zbiorem objawów (senność, rozdrażnienie i problemy z koncentracją) nasilających się wraz ze zmianą okresu jesienno – zimowego na wiosenno - letni. Podobno mieszkańcy wsi łatwiej przechodzą przesilenie niż mieszczuchy, które zimą  zażywają zdecydowanie mniej ruchu na świeżym powietrzu. Pamiętam, że kiedy nadeszła późna jesień, mnóstwo blogerów (w tym roku i ja!) oświadczało, że uroków nadchodzących miesięcy będziemy szukać w domu, pod ciepłym kocykiem. Dzisiaj nadeszła ostateczna pora by przeciągnąć się i wyjść na dwór - by dodać sobie energii po zimie i poprawić kondycję naszego organizmu, ważne jest nie tylko odżywianie, ale też codzienne bywanie na świeżym powietrzu, aktywność fizyczna i wysypianie się. 

Ponieważ potrzebujemy energii chociażby do walki z wyżej wspomnianym przesileniem, to mimo wałeczków czy boczków, wiosenna dieta w żadnym wypadku nie powinna być restrykcyjna. Musimy pamiętać, aby nie zatracić się w odchudzaniu i dostarczać wraz z dietą składników odżywczych, które pozwolą nam wrócić do formy po zimie. Jednak aby nie pogłębiać efektów przesilenia, dobrze jest zrezygnować z pożywienia, które w czasie zimowych miesięcy miało nas ogrzewać. Zimą najczęściej jemy ciepłe potrawy gotowane, które ogrzewają od środka, wiosną powinniśmy postawić na zwiększoną dawkę witamin i mikroelementów.

Wiosna oferuje nam nowalijki, na widok których już cieknie nam ślinka, zaleca się jednak poczekanie z ich konsumpcją do połowy maja, kiedy to pokażą się pierwsze „prawdziwe” warzywa. Póki co, możemy posadzić w skrzynkach np. szczypiorek, pietruszkę, rzeżuchę czy kiełki.

Właśnie, kiełki. Wiosna to odpowiednia pora na dodawanie do potraw kiełków, ponieważ zawierają one wartościowe białko, są również bardzo ważnym źródłem substancji mineralnych takich jak: żelazo, fosfor, wapń, magnez, chrom, lit, selen, i cynk oraz dużo witamin m.in. A, B, C, E i H. Zamiast łykać garściami witaminy albo jeść sztuczne o tej porze roku pomidory, lepiej sięgnąć po kiełki – te przewyższą wartościami odżywczymi każde owoce i warzywa dostępne na przednówku.

Dietę wiosenną należy zacząć od oczyszczania organizmu, a najlepszym sposobem na odtrucie i wypłukanie z organizmu czego trzeba, jest woda. Woda wspomaga odchudzanie i oczyszcza organizm z toksyn, specjaliści zalecają wypijanie jej co najmniej 1,5 litra dziennie - w tym mogą znaleźć się zioła (np. pokrzywa świetnie nadaje się na wiosenną kurację oczyszczającą). Rano, zaraz po przebudzeniu dobrze jest napić się ciepłej wody z cytryną albo spróbować czegoś innego - Chińczycy piją gorącą wodę, prawie wrzącą i uważają, że jest to bardzo dobre dla zdrowia. „Wrzątek” należy pić małymi łyczkami również (najlepiej) na czczo, ma on działanie rozgrzewające, wspomaga oczyszczanie organizmu i trawienie, usuwa nadmiar wilgoci, dodaje energii oraz redukuje nadwagę. Dla ciekawskich więcej chociażby tutaj: http://medycynaenergetyczna.blogspot.com/2013/09/wschodnia-sztuka-odchudzania.html


I takim sposobem zeszliśmy na pełną ciekawostek chińską medycynę,  która ma o pozornie prostszą (?) receptę na postawienie nas na nogi. Uważa się tam, że podstawą dobrego systemu odpornościowego jest zdrowa wątroba i pęcherzyk żółciowy i to o te narządy przede wszystkim należy zadbać wiosną

„Właśnie wtedy (wiosną - moja uwaga) wątroba zasilana jest najwyższą ilością energii i jest najbardziej podatna na uzdrawianie (w tym okresie najlepsze efekty przynosi detoks, głodówki i oczyszczanie całego organizmu). Element DRZEWA (przypisany wiośnie – moja uwaga) to kolor zielony, który dominuje w przyrodzie wiosną. Dlatego zielone i kwaśne owoce i warzywa wzmacniają wątrobę.”

„Wiosną przyroda znów się ożywia, następuje wielkie przebudzenie. Człowiek powinien dostosować do tej sytuacji swoje nawyki: późno chodzić spać, a wcześnie wstawać, zażywać ruchu na świeżym powietrzu oraz nosić luźne, wygodne ubrania.

Odżywianie Na Wiosnę.
Bardzo ważne jest dobieranie lekkich i łagodnych pokarmów wzmacniających wątrobę i śledzionę. Zaliczają się do nich ziemniaki, jajka, mięso kurze (ale z naturalnego chowu), wołowina (tatar ma najwięcej enzymów), chuda wieprzowina, ryby, orzeszki ziemne, sezam, miód. Wzmacniające działanie na YIN mają: marchewka, kiełki soi i fasoli mung, tofu, białe grzyby mu-er oraz mięso kacze i królicze. W tym okresie organizm potrzebuje pożywienia o małej zawartości tłuszczu, a bogatego w witaminy i substancje mineralne.

Pokarmy Uzdrawiające Wątrobę
  • Pełne ziarna zbóż (najlepsza jest pszenica (??? – moja uwaga) i orkisz)
  • Rośliny strączkowe w niewielkich ilościach (zielona soczewica, groch, fasola mung i azuki)
  • Zielone warzywa liściaste (szczególnie brokuły, pietruszka, sałata kapusta) które stymulują wątrobę do otwarcia się na przepływ krwi oraz tlenu
  • Marchewka, buraki i dynia (w tym również soki z tych warzyw)
  • Wodorosty morskie
  • Kiełki
  • Niewielkie ilości kiszonek (mięso, kiszona kapusta, ogórki i inne warzywa)
  • Czarna rzepa, biała rzodkiew i inne rzodkwie
  • Cytryna i grejpfrut
  • Zielone jabłka, wiśnie i pomarańcze
  • Małe ilości olejów tłoczonych na zimno (oliwa z oliwek, olej sezamowy, ostropestowy) 
  • Niskotłuszczowe ryby (2 razy w tygodniu)
  • Czosnek – działanie przeciwgrzybiczne, antybakteryjne i wzmacniające odporność
  • Herbatka z mniszku lekarskiego (liście zbierane wiosną) – neutralizuje kwasy i pobudza wątrobę do oczyszczania krwi i usuwania odpadów wraz z żółcią
  • Herbatka z korzenia mniszka i korzenia łopianu (fantastyczne działanie odtruwające)
  • Inne zioła: gorzknik kanadyjski, rozmaryn, tysięcznik pospolity, cykoria, podróżnik, kurkuma, bobrek trójlistny, mięta pieprzowa, karczoch, ostropest!!” 


 
I tak oto, zamiast przedstawienia rzetelnego spisu zasad wiosennego odżywiania, zabrnęłam w egzotyczne, ale jakże ciekawe rejony. Pomysł na tego posta pierwotnie był całkiem inny, ale niestety, brzmiał jak nudny podręcznik, a od „przynudzania” są portale naukowe, a nie Plantacja. Pod powyższym linkiem znajdziecie dużą dawkę takiej ciekawej wiedzy. Czytajcie i odradzajcie się na wiosnę, bo…
„Jak zaczniesz wiosnę, taki będzie rok

Jak zaczniesz poranek, taki będzie dzień”.