niedziela, 20 marca 2016

Tajemnice są jak wampiry



Autobiograficzna powieści Jeannette Walls p.t. „ Szklany zamek” okazała się dla mnie książką magnetyzującą, oj trudno było oderwać się od czytania! Dotyka ona problemu, który w jakimś stopniu w każdym społeczeństwie istnieje. Problemu niedojrzałych i nieodpowiedzialnych rodziców.

Rodzina Walls’ów składa się z czwórki dzieci: Lori, Jeannette, Briana i Maureen. Ich ojciec Rex to człowiek wykształcony i - pokusiłabym się o stwierdzenie - „nieprzeciętny”, co z tego, skoro to niepoprawny alkoholik, a jego nieprzeciętność polega głównie na przekonaniach może i romantycznych, lecz utrudniających rodzinie zdrowe funkcjonowanie. Matka - Rose Mary to niepoprawna optymistka o skłonnościach depresyjnych, ponad wszystko czująca się malarką, co powodowało, że każdą inną pracę uznawała za zniewolenie i tylko prawdziwy głód zaglądający w oczy rodzinie był w stanie zmusić ją do podjęcia pracy w wyuczonym zawodzie nauczycielki, a prawdę mówiąc, to dzieci ją dosłownie zmuszały do wyjścia z domu i zarobienia na chleb, tłumacząc jej: „jesteś naszą matką, musisz dać nam jeść, jesteś za nas odpowiedzialna”. 

Rodzina miała jeden, bardziej „tłusty” okres w życiu, kiedy babcia (matka Rose Mary) umiera i zostawia w spadku córce dom i pieniądze. Oczywiście, okres prosperity nie trwał długo, wszystko zostało szybko przejedzone, chociaż mogło stanowić podstawę dobrobytu rodziny, jednak rodzice Jeanette otwarcie dobrobytem gardzili i nie dbali o wygody naśmiewając się z „mięczaków”. Bardzo starali się przekazać swoją filozofię życiową swoim dzieciom, te jednak dorastając, szybko zorientowały się, że nie o takim życiu marzą i jak najszybciej wzięły ster we własne ręce.


źródło
Czytałam kilka recenzji tej książki, w których rozwodzono się nad miłością, jaka kwitła w rodzinie, co jakoby miało częściowo usprawiedliwiać ekscesy nieodpowiedzialnych rodziców (?). W efekcie można by wysnuć wniosek, że i tak Jeanette miała szczęśliwe dzieciństwo - nie zgadzam się z takim spojrzeniem. To naturalne, że dzieci wychowywane w rodzinie czują się związane ze swoimi rodzicami. Nawet kiedy dzieje się im krzywda, one czują lojalność wobec rodziców. Jeśli dzieci nie zostały w jakiś wyraźny sposób skrzywdzone, a rodzice, mimo swojego zachowania powtarzają „kochamy was” (co miało miejsce w tym przypadku), to  dzieci zwyczajnie czują się skołowane. Jednak obowiązki rodziców to coś więcej niż mówienie „kochamy was, jesteście dla nas ważni”, to także dbanie o rozwój dzieci oraz zabezpieczanie ich (przynajmniej) podstawowych potrzeb, czego w przypadku rodziny Walls’ów (po lekturze książki) nie da stwierdzić.


Moja opinia wyda się może zbyt surowa (mniej surowa jest nawet sama Jeanette), ale żyję w przeświadczeniu, że sprowadzając na ten świat dzieci, nie mamy prawa myśleć już tylko i wyłącznie o sobie, bowiem jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby te bezbronne istoty ochronić od brudu, głodu, chłodu czy pośmiewiska. Dzieci Walls’ów doświadczyły każdej z tych rzeczy, a rodzice ich byli w pełni świadomi swoich czynów.

A oto streszczenia wybranych fragmentów książki:

Jeanette samodzielne gotowała parówki w wieku trzech lat, co zakończone zostało zapaleniem się sukienki od palnika i poparzeniem, po którym na zawsze zostały jej blizny. Mama Jeanette uważała, że dziewczynka jest dojrzała jak na swój wiek i często pozwalała jej samodzielnie gotować.

"Mama nie przepadała za gotowaniem. Po co spędzać całe popołudnie na gotowaniu czegoś, co zniknie w godzinę, skoro w tym samym czasie mogę namalować obraz, który będzie trwał wieki? - pytała nas. I dlatego mniej więcej raz w tygodniu w dużym żelaznym kociołku gotowała na przykład rybę z ryżem, a jeszcze częściej z fasolą... i tak przez calutki tydzień jedliśmy fasolę na śniadanie, obiad i kolację. Kiedy lekko skwaśniała, wsypywaliśmy dodatkową porcję przypraw..."

Kiedy dzieci podrosły, zaczęły zauważać biedę w jakiej żyją oraz domyślały się, skąd ta się bierze, a mianowicie zauważyły, że to ojciec alkoholik mocno destabilizuję ich rodzinę. Jeanette powiedziała mamie, że gdyby odeszła od taty, przysługiwałaby jej pomoc socjalna, do której teraz nie ma prawa, bo mąż jest zdolny do pracy. Przynajmniej nie głodowaliby wtedy. Jednak matka nie chciała o tym słyszeć. Korzystanie z pomocy społecznej - oznajmiła - powoduje nieodwracalne szkody w psychice dzieci. Od czasu do czasu bywacie głodni, ale jak się najecie, znowu jest dobrze - dowodziła. Pomarzniecie przez jakiś czas, lecz potem zawsze się rozgrzewacie... Jeanette wtedy oświadczyła, że skoro nie mogą korzystać z zasiłku, to mama powinna iść do pracy.  Na co mama westchnęła, że to pachnie jej okropnym życiem.


„Dziś Jeannette Walls ma 52 lata. Mieszka z mężem, też pisarzem, na farmie w Wirginii, w pięknym dwustuletnim domu. Mają konie, charty i pieniądze. Od kilku lat nie pisze już plotek o gwiazdach. Pisze książki. Po ''Szklanym zamku'' napisała również bestsellerowe ''Nieokiełznane'' o swojej babce Lily, która ujeżdżała konie, latała samolotami i wychowywała jej matkę. Napisała ją, jak mówi, po to, żeby zrozumieć, dlaczego mama jest, jaka jest.” Zacytowałam tu fragment wywiadu z autorką zamieszczonego w Wysokich Obcasach, (http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,13611552,Jeannette_Walls__dobrze_miec_paskudne_dziecinstwo_.html?disableRedirects=true), który gorąco polecam przeczytać, bo da wam przedsmak tego, co znajdziecie w książce. A może nabierzecie też ochoty na książkę (?), a najlepiej na obie książki, bo „Nieokiełznane” też warta jest przeczytania – czytałam, ale oczywiście nie wstrząsnęła mnie aż tak bardzo, jak „Szklany zamek”.

źródło
Jeanette pytana czy rodzice ją zaniedbywali, odpowiadała: „Moje rodzeństwo powiedziałoby, że owszem. Gdyby to oni napisali ''Szklany zamek'', to byłaby zupełnie inna, bardzo smutna historia. Ale ja uważam, że bardzo dużo dostałam od swoich rodziców. Ojciec nauczył mnie marzyć. Zaraził mnie miłością do nauki, ciekawością świata...

…Dobrze mieć paskudne dzieciństwo, bo potem wszystko wydaje ci się takie wspaniałe! Za każdym razem, gdy spuszczam wodę w toalecie, myślę: dzięki Panie! Codziennie się dziwię, że mogę iść do sklepu spożywczego i kupić, co tylko zapragnę. Robi się zimno? Podkręcam kurek! Życie potrafi być takie wspaniałe.

Myślę, że to dobrze, że Jeanette tak pięknie z tego wyszła, świadczy to o sile jej charakteru – nie stała się ofiarą, a wręcz przeciwnie, spartańskie dzieciństwo dało jej siłę. Innymi słowy, powiedzenie „co cię nie zabije, to cię wzmocni”, sprawdziło się w jej przypadku. Kobieta wzięła z życia, to co najlepsze, całą resztę zostawiając gdzieś po drodze. I to jest dobra lekcja, którą dla siebie możemy z lektury „Szklanego zamku” wyciągnąć. Bo przecież większość z nas walczy z jakimiś demonami przeszłości, które uparcie nie chcą się odczepić. Jeanette wiedziała jak je przegonić.

Na zakończenie złota myśl ze wspomnianego wyżej wywiadu, która wyjaśnia skąd ta książka: „Pewien mój przyjaciel powiedział mi kiedyś: ''Tajemnice są jak wampiry. Wysysają z ciebie życie, ale mogą żyć tylko w ciemności. Kiedy wystawisz je na światło dzienne, przez moment to horror, ale potem tracą swoją moc''. Święta prawda! Nie głód. I nie zimno. Największym problemem biednych jest wstyd. I ja za naszą rodzinę się wstydziłam.

Zachęcam do przeczytania "Szklanego zamku", a może już czytaliście i macie swoje przemyślenia?...

55 komentarzy:

  1. Zapowiada się bardzo interesująca pozycja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przeczytałam ją jednym tchem :-)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawa jest ta książka, te ostatnie słowa jakie prawdziwe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się! Ukrywanie wstydliwych tajemnicnie pozwala na normalne życie. To pilnowanie się, by prawda nie wyszła na jaw. Też myślę, że lepiej raz przecierpieć i mieć ten koszmar za sobą :-)

      Usuń
  3. Czytałam o tej książce w Wysokich Obcasach,kojarzę wywiad z autorką, przypomniałaś mi o niej,koniecznie przeczytam,bo historia zrobiła na mnie wrażenie.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam od razu drugą książkę autorki "Nieokiełznane" - to historia babki autorki. Obie historie składają się jednak na całość :-)

      Usuń
  4. Może być naprawdę ciekawa. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zależy od upodobań, dla mnie rewelacyjna :-)

      Usuń
  5. Autobiograficzne powiesci dobrze sie czyta, wiec sprobuje poszukac tej ksiazki.
    Mysle ze rodzice Jeanette byli orginalami dosc egoistycznymi, wiec bardzo skoncentrowani na sobie, a dzieci to byl taki dodatek w ich zyciu. W domu bylo biednie, brak jedzenia, brud, ale chyba bylo cos, moze troche jak przygoda, no i chyba jakis rodzaj milosci, ze dzieci wyszly na ludzi. No i tak jak ona pisze, ojciec zaszczepil w niej ciekawosc swiata, nauczyl marzyc, zarazil miloscia do nauki, taki ojciec jest nawet lepszy od takiego co dobrze nakarmi a jest zimny, daleki, bez uczuc do dziecka. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając książkę poznajemy całą gamę uczuć autorki - takie słodko gorzkie życie, z przewagą na gorzkie wg mnie, szczególnie im dzieci były starsze, tym bardziej buntowały się przeciw takiemu życiu i przestawały im wystarczyć słowa i obietnice bez pokrycie sewowane przez ojca.

      Usuń
  6. Dawno nie czytałam książek :) Mam nadzieję że uda mi się to nadrobić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo ten czas tak pędzi, a szczególnie teraz! Sama też zakręciłam się w ostatnich dniach, ta podróż służbowa w tygodniu przed świętami spowodowała, że nawet bloga sobie odpuściłam.

      Usuń
  7. Taka lektura powinna być obowiązkowa dla wszystkich rodziców. Ilu takich rodziców funkcjonuje i dziś, łatając budżet z pomocy państwa, sprowadzają na świat kolejne dzieci, bo kochają duże rodziny, tylko nie przewidują, z czego te dzieci będą utrzymywać. Mało się mówi w mediach o rodzicach nieodpowiedzialnych, ale medialne jest odbieranie dzieci z powodu biedy, tylko skąd ta bieda powstała i czy tylko o biedę chodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzina z tej książki była zbyt honorowa na korzystanie z pomocy społecznej, ale czytając o tym, jakoś nie mogłam zrozumieć, jak można głodzić dzieci w imię ideałów.

      Usuń
  8. hmm nie wiem czy to książka dla mnie i czy by mnie wciągnęła, ale spróbować można :)

    zaczarowana-oczarowana.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię historie pisane przez życie :-) Autentyzm mnie przyciąga. Emocje wydaja sie prawdziwsze niż powieściach.

      Usuń
  9. Nie znam tej książki, może kiedyś po nią sięgnę.
    Pozdrawiam wiosennie!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapowiada się niesamowita książka. Najbardziej poruszył mnie wątek, że jest wdzięczna rodzicom i dzięki trudnemu dzieciństwu teraz tak wiele docenia... To temat wart większej uwagi, a ta powieść może wiele nauczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przez całą ksiażkę naprawdę byłam zła, że mozna tak nieodpowiedzialnie podchodzić do wychowywania dzieci i nie rozumiałam, dlaczego J. tak bardzo jest wyważona w swych ocenach mimo drastycznych opisów różnych scen. Przecież ten kochający tatus w pewnym momencie, żeby zdobyć kasę na alkohol, był gotów na to, by kochaną córkę przeleciał jego obleśny koleżka. Na szczęście tej udało się sprytnie wywinąć, dzieki bliznom od poparzenia w dzieciństwie (wspomniane gotowanie parówek).

      Usuń
  11. Wiele mądrości przeczytałam :))) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Powiem Ci, że bardzo zaintrygowałaś mnie opisem historii, z jaką można się zapoznać sięgając po tę książkę. Zawsze intrygowało mnie zwyczajne życie ludzi w jakiś sposób "naznaczonych", ponadprzeciętnych, szczególnie uzdolnionych, o talentach artystycznych i ich zmagania z rzeczywistością, do której nijak nie umieją się wpasować. I to jak niejednokrotnie ich górnolotność przegrywa z rozsądkiem i odpowiedzialnością. Sięgnę po nią na 100% i wyprze moje lektury obowiązkowe, które będą jej musiały ustąpić miejsca. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej, że książkę szybko się czyta! Pozdrawiam :-)

      Usuń
  13. Nie czytałam tej książki, ale już sam Twój opis skłania do refleksji nad życiem, nad dzieciństwem i nad jego wpływem na nasze życie. Wspaniale byłoby, gdyby każdy miał takie podejście do życia jak Jeanette i potrafił czerpać korzyści i siłę z trudnych doświadczeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja też chciałabym mieć takie podejście, niestety, długo musiałam pracować nad tzw. "demonami przeszłości". Dlatego podziwiam J. bo z ksiażki wyczuwa się, że dziewczynie jakby obcy był żal i złość z powodu przeszłości.

      Usuń
  14. Nie czytałam, ale przyznam, że mnie zainteresowała. Zapisuję sobie ten tytuł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę sie, że mogłam Ciebie czymś zaskoczyć :-)

      Usuń
  15. Nie znam tej książki i nie znam historii Jeannette Walls, ale faktycznie raczej nie miała kolorowego dzieciństwa. Również uważam, że decydując się na dzieci powinniśmy brać za nie pełną odpowiedzialność. Dbać o nie, troszczyć się, pomagać, zapewniać byt. Szkoda, że wielu ludzi podchodzi do tego w tak beznadziejny sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, rodzice często nie pamietają, że świat dzieci jest brutalny. Ochoczo wyśmiewają i terroryzują każdego INNEGO (też gorzej ubranych, dzieci pijaków, biedaków). Wystarczy, ze matka uprze sie by dziecko nosilo niemodną kurtkę, a to już ma przechlapane wśród rówieśników.

      Usuń
  16. Nie czytałam, ale dziwię się, że niby atmosfera miłości ma rekompensować prawie wszystkie niedostatki. Jak nie ma co do garnka włożyć, to nie ma i koniec...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze rozumiem, że nie ma pracy, ale kiedy rodzice nawet nie szukają pracy, bo jedno pije, drugie nie chce, a na dodatek opieka społeczna też śmierdzi... Tutaj zasłanianie się miłościa trochę dziwi. Przecież miłość powoduje, że chcemy dla obiektu miłości jak najlepiej.

      Usuń
  17. Faktycznie intrygująca książka...

    OdpowiedzUsuń
  18. Z cyklu trudna literatura... ale warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko dobre, co sie dobrze kończy...? Tak mówią.

      Usuń
  19. Myślę, że mi też by się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to bardzo prawdopodobne :-)

      Usuń
  20. Ciekawie napisane jak zwykle na Twoim wspaniałym Blogu, tej książki jeszcze nie czytałam ale już widzę po Twoim opisie, że to jest coś co mnie ciekawi.
    Optymistyczne jest to że autorka książki mimo ciężkiego dzieciństwa wyszła z tego i żyje normalnie a ile dorosłych DDA nie daje sobie rady, to jest trudne ale jak ma się wsparcie można z tego wyjść ale niestety nie da się wymazać z pamięci...
    pozdrawiam
    dobrycoach.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, przecież była DDA. Może to zależy od stopnia wrażliwości? Przecież nie jesteśmy wszyscy wrażliwi w jednakowym stopniu... Pozdrawiam ;-)

      Usuń
  21. Od pewnego czasu chętnie sięgam po biografie choć z autobiografią jeszcze nie miałam nic wspólnego. Być może ta powieść będzie dla mnie przełomem. Post pochłonęłam w okamgnieniu, historia zdaje się być niezwykła bowiem z jednej strony pachnie patologią, a z drugiej opisuje życie marzycieli... Książka bardzo mnie zaintrygowała zwłaszcza, że opowieści miała miejsce w realnym świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie historie, mimo, że przygnębiające, jednak potrafią wciągnąć. Może lubimy przyglądać sie czyjejś biedzie...? Kiedyś czytałam, że na wycieczkach zapanował trend na zwiedzanie slumsów.

      Usuń
  22. ...Dobrze mieć paskudne dzieciństwo, bo potem wszystko wydaje ci się takie wspaniałe!... Jakież to smutne, ale zarazem prawdziwe. Chętnie przeczytam książkę,gdyż po takiej wyczerpującej recenzji nie sposób się nie skusić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pomyśl tylko, że za to też można być wdziecznym... Naprawdę podziwiam autorkę.

      Usuń
  23. Gaju, na prawde wciagnela mnie ta historia. Jedno jest w tym dobre, dzisiaj Jeannette potrafi dostrzec dobro i luksus w tylu rzeczach, bo w porownaniu z jej dziecinstwem wszystko jest lepsze. Trudno oceniac innych rodzicow. Ja powiem Ci cos z drugiej strony, gorzej jest na pewno ludziom, ktorzy maja wspaniale dziecinstwo (maja wszystko czego zapragna) i nagle w doroslym zyciu sie to urywa, bo zabraknie rodzicow, a wtedy nie potrafia stawic zyciu czola. Moze to syndrom mamy Jeanette i ona tez placi cene za swoje dziecinstwo? pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, ze po na pisaniu tego posta też pomyslałam, że po co to ocenianie, czy musimy wszystko oceniać? Jednak to było silniejsze, skoro historia stała się książką, więc każdy siłą rzeczy czyta i analizuje po swojemu. Różni są rodzice, różne dzieciństwa, a moje emocje pewnie wynikają po trosze z własnej, niezbyt radosnej historii...

      Usuń
  24. A wiesz Gaju, że prawdopodobnie ją czytałam? Było to dawno, więc nie jestem pewna, ale coś mi świta, ze tak, ze czytałam. Może samej treści nie bardzo pamiętam, ale emocje tak. Płakałam czytając. Z wściekłości, bezsilności, współczucia, ale też chwilami z zazdrości- ze mimo wszystko była miłość... Ale nie wiedziałam (nie pamiętam), że jest to powieść autobiograficzna! Mam ochotę poczytać jeszcze raz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a ja nawet nie potrafiłam myśleć o tej miłości i w trakcie czytania szczerze drażniło mnie, że autorka tak to wspomina - dlaczego, napisałam w poście. Natomiast po przeczytaniu zrozumiałam, że dzieki takiemu podejściu Jeanette mimo cieżkiego dzieciństwa wyszła z tego mniej pokiereszowana emocjonalnie, bo przecież nic tak nie niszczy nas jak pielęgnowana nienawiść i żal.

      Usuń
  25. Jestem ciekawa, jak potoczyły się losy jej rodzeństwa. I co sobie myślała jej matka, czytając tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Losy rodzeństwa zostały częściowo opisane w ksiażce, najmłodsza z rodzeństwa chyba raczej wyszła najsłabiej, natomiast matka - nie kojarzę, czy przeczytała książkę... Autorka wyjaśnia, że matka była jednak tzw. zbieraczką. Widać to na jednym ze zdjęć.

      Usuń
  26. Nie miałam okazji trafić na tę książkę, ale wydaje się całkiem interesująca. Zbieram sporo propozycji książkowych z Waszych blogów, dzięki! ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Hm, na 1 rzut oka wydaje się ciekawa, dodałem sobie na lubimy czytać do "chcę przeczytać".

    OdpowiedzUsuń