czwartek, 18 lutego 2016

Przemoc w masce miłości



Nadopiekuńczość to forma przemocy wobec dziecka, przemocy w białych rękawiczkach, gdyż u jej podstaw leży bezgranicznej miłości rodzicielska. Niestety, ta miłość jest tak duża, że nie pozwala dziecku samodzielnie się rozwijać, a przecież każde, wraz z wiekiem, potrzebuje coraz większej samodzielności. Nadopiekuńczy rodzice sprawują kontrolę nad całym zachowaniem dziecka, wykonują za niego wszelkie czynności, którym mogłoby już ono samo sprostać. Nadopiekuńczość stanowi też pogwałcenie potrzeb i praw dziecka – dziecko jest człowiekiem, któremu należy się ochrona godności i praw oraz opieka stosowna do wieku. Prawa dziecka zapisane są m.in. w Konstytucji RP, więcej możemy się dowiedzieć na stronie Rzecznika Praw Dziecka (link). Wielu autorów uważa, że w postawie nadopiekuńczej zawarte są także elementy despotyzmu i potrzeby dominacji.


Sama spotykam wiele przejawów nadopiekuńczości wśród znanych mi rodzin. Oto kilka zachowań, których byłam naocznym świadkiem:


  • dziecko ośmioletnie spało w sypialni rodziców (łóżeczko ze szczebelkami ustawione w „nogach” łoża małżeńskiego) – dlatego, że bez przerwy się rozkrywało, a później chorowało, a tak mogło być w nocy pod kontrolą,

  • dziecko w wieku 10 lat było myte przez matkę, potem też matka goliła mu pachy,

  • dziecko w wieku 11 lat było upominane przez matkę, żeby nie biegało bo się spoci, żeby poszło się wysikać (bo samo nigdy nie pamięta), żeby wysmarkało nos (matka podchodziła z chusteczką), żeby się właśnie w tej chwili napiło (bo nie rozumie, że chce się pić).

  • to samo dziecko, już 12-letnie, po powrocie ze szkoły otrzymuje od matki komplet ciuchów (łącznie ze skarpetkami) do przebrania. Wcześniej było też ubierane wg uznania matki do szkoły, teraz może w tej kwestii dyskutować.

  • 9-cio letnie dziecko ciągle śpi w jednym łóżku z matką, broń Boże nie z powodu warunków socjalnych – powodem jest kręcenie się dziecka podczas snu. Matka może w ten sposób kontrolować, czy dziecku nie grozi upadek z łóżka lub czy się nie rozkrywa.

  • wyżej wymienione dzieci zawsze są na wszelki wypadek ubrane cieplej, żeby nie przewiał ich wiaterek, ale nie ma co się martwić o pocenie, matki co jakiś czas sprawdzają czy dzieci mają suche plecy i w razie potrzeby nakazują im przebranie się w suche ubrania.

  • dzieci w wieku 9 i 10 lat, mimo takiej możliwości, ciągle nie mają swego pokoju, bo wg matki, nie dałyby rady takiej  odpowiedzialności ogarnąć.


A przecież jest jeszcze sfera nauki z której przykładów nie będę już przytaczać. Zresztą ta sfera w wielu domach wygląda dziwnie, często bywa, że któreś z rodziców przerabia cały cykl nauki równolegle z dzieckiem, odrabiając z nim lekcje, czytając lektury szkolne, żeby w razie czego służyć pomocą latorośli. To matka pakuje książki i przybory szkolne, aby dziecko czegoś nie zapomniało, ona też pilnuje terminów dodatkowych zajęć czy przypomina nastolatkowi o spotkaniu z kolegą czy koleżanką (aprobowaną przez siebie). Znam matkę, która pilnuje terminów miesiączek swoich nastoletnich córek, ale też i taką która pilnuje kiedy będzie miała miesiączkę córka-studentka.



Twierdzi się, że przyczyny, które mogą kształtować nadopiekuńczą postawę matki to: neurotyczna osobowość, trudności prokreacyjne, wcześniejsza utrata dziecka, jedynactwo, zaburzone relacje małżeńskie, utrata partnera, samotne macierzyństwo, skłanianie matki przez męża lub członków rodziny do usunięcia ciąży, a także przekazy międzygeneracyjne - postawa rodziców, jakiej doświadczyło się w dzieciństwie powielana jest później we własnej rodzinie. 


I tak matki neurotyczne swoją niepewność i lęk kompensują nadmierną opieką nad dzieckiem, analizują każdy jego oddech, poruszenie się, płacz. Najdrobniejsza niedyspozycja dziecka wywołuje u nich panikę i chaotyczne działania pomocowe. W miarę rozwoju dziecka i poszerzania pola jego działań, nadopiekuńcza matka z neurotycznymi cechami osobowości widzi coraz więcej zagrożeń, hamuje więc malca w naturalnych dla wieku działaniach poznawczych, chroni go przed zupełnie niegroźnymi eksperymentami, ograniczając tym samym rozwój ruchowy i poznawczy dziecka. Do tego dochodzą lękotwórcze przestrogi dotyczące działań i przedmiotów: "wyrzuć ten patyczek, bo możesz się zadrapać", „nie biegaj, bo kolki dostaniesz”, „nie wchodź do wody, bo się utopisz”  itd. Dziecku ukazuje się świat pełen niebezpieczeństw, od którego najlepiej uciec w bezpieczne ramiona matki, tracąc równocześnie wszystko to, co jest niezbędne do prawidłowego rozwoju.


Sama byłam właśnie podobnie wychowywana – jestem jedynaczką, a moja matka wcześniej straciła dziecko – tak więc problemu nadopiekuńczości doświadczyłam na własnej skórze i wiem „czym to pachnie”. W moim przypadku nadopiekuńczość matki (i babci) objawiała się głównie straszeniem przed światem, który wg nich wszędzie zastawiał pułapkę na nieostrożne dzieci. Bardzo też zwracano uwagę na to, żebym dużo jadła (pech chciał, że byłam niejadkiem) i bardzo ciepło się ubierała (czapka od września do maja!). W innych sprawach zostawiono mnie w spokoju, tak jakby cała uwaga dorosłych skierowana była na kwestię mojego przeżycia. Nie mogłam umrzeć tak jak pierwsze dziecko.


Nadopiekuńczość rodziców wpływa na dziecko różnie. Albo takie dziecko pozostaje niezaradne, niedojrzałe emocjonalnie, lękliwe, niepewne siebie, nie podejmuje wyzwań, a jeśli już, to się z nich wycofuje, albo też jest ono nadmiernie pewne siebie, awanturnicze, roszczeniowe. Twierdzi się, że częściej występuje typ pierwszy. Mogą też pojawić się późniejsze problemy z przerwaniem „pępowiny” – dorosłe dziecko nie umie emocjonalnie oddzielić się od tak kochającego rodzica, a tym samym nieustannie rani swego życiowego partnera, który wścieka się, że przecież ślubu z teściową nie brało. 


Spotkałam się też ze stwierdzeniem, że nadopiekuńczość to „polski problem”. W naszej kulturze oczekuje się od matki, że będzie taka nadopiekuńcza, wręcz trochę zaborcza, inaczej może być odbierana jako zła, nieczuła matka. Na pewno każdy miał okazję zaobserwować, kiedy jakaś babcia-starowinka na emeryturze odkłada każdy grosz dla dzieci, a jej jedynym marzeniem jest bycie im pomocną. Do ostatniego tchnienia żyje życiem swojego potomstwa, nie przyjmując do wiadomości, że to może być dla nich wręcz męczące.

Miałam pisać krótko, ale problem nadopiekuńczości bardzo mnie porusza, tym bardziej, że ciągle spotykam jej przykłady, wyszło więc jak zwykle. Kochane mamy, przyszłe mamy i nie tylko, czy zgadzacie się ze mną, że nadopiekuńczość jest zagrożeniem dla prawidłowego rozwoju odpowiedzialności oraz swoistą „patologią wolności w obszarze miłości”? – wolność to przecież jeden z atrybutów prawdziwej miłości. Jeśli kogoś naprawdę kochamy, dajemy mu wolność, a nie zniewolenie. Dajcie znać w komentarzach!

69 komentarzy:

  1. Mam takie nadopiekuńcze matki w szkole, które przybywają za swoimi gimnazjalistami przy każdej okazji...Reszty nie muszę pisać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, w szkole łatwo zauważyć to zjawisko. Wystarczy pobserwować, co dzieje się na zebraniach rodzicielskich :-)

      Usuń
  2. Nadgorliwość jest bardzo krzywdząca dla dziecka. Ciężko nauczyć się podejmować samodzielnie słuszne decyzje, po prostu żyć, kiedy obok jest nadopiekuńcza mamusia... kt wie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy patrzę na dzieciaki, które opisałam w tekście, to żal mi się ich robi. W dmu nie mogą zrobić kroku nie obserwowane przez czujne oko matki, i te komentarze do każdej czynności. Nie wyobrażam sobie takiego życia... Ale dzieci chyba przywykły, ostatecznie nie dzisiaj znają innego.

      Usuń
    2. A co powiedzieć o dziadku, który wypisz, wymaluj robi to swoim wnukom?

      Usuń
    3. Mówią, że dziadkowie są od rozpieszczania ;-) Gorzej, jeśli przy tym próbują wychowywać po swojemu, nie licząc się ze zdaniem rodziców.

      Usuń
  3. Ja akurat byłam wychowywana zupełnie inaczej. Już od podstawówki sama szykowałam się do szkoły i do niej jechałam, często zostawałam sama na noc. Głównie wynikało to z pracy rodziców jednak z drugiej strony oni także chcieli, abym była zaradna i samodzielna. Dzięki temu kiedy wyjechałam na studia poradziłam sobie z faktem zamieszkania samej znacznie lepiej niż moi rówieśnicy. Moja kuzynka natomiast do końca podstawówki odprowadzana była za rączkę do szkoły przez moją ciocię mimo, że jej szkoła była naprzeciwko bloku, w którym mieszkały i dzieliła je jedna ulica która nawet średnio była przejezdna przez samochody. Dziewczyna ma już prawie 18 lat, a jej mama nadal ją szykuje do szkoły, pomaga się spakować i zawsze jest w domu kiedy ta wraca byle tylko nie siedziała sama. Niedługo powinna wyjechać na studia i sama twierdzi, że chyba będzie dojeżdżać bo nie jest gotowa na samodzielne mieszkanie. Takie wychowanie wynika z troski oczywiście, ale jest ogromnie krzywdzące. Dziecko musi nauczyć się samodzielnego działania, bo prędzej czy później nastąpi moment kiedy wyfrunie z gniazda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie zachowanie wynika z troski, ale to nie jest zdrowa troska :-( Najgorsze jest to, że trudno takim kobietom cokolwiek powiedzieć, one nie przyjmują do wiadomości żadnych uwag, to wszyscy inni w ich oczach postępują nieroztropnie.

      Usuń
  4. Dziecko mojej koleżanki ma chyba 4 lata a wciąż śpi z nią a jej mąż nie może nawet jej dotknąć, bo mały robi się agresywny i rzuca z pięściami na ojca ;) Dla mnie to też jest forma nadopiekuńczości, ale ja się nie znam xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością 4-latek może spać sam w łóżku i niczym mu to nie grozi. A to o czym piszesz to też ciekawa sytuacja ;-)

      Usuń
  5. Pełnia lata. Dzieci od 10-13 lat przebywają na naszym podwórku i najzwyczajniej się bawią. Przychodzi matka jednego z nich i bez zbędnych słów łapie dziewczynkę za rękę.(Dzieciaki trochę pstrykały się wodą wcześniej ale przebrały się potem w inne bluzeczki, które im dałam znając przewrażliwienie jednej z mam, więc były suche) Mama zabiera dziecko do domu a mnie informuje,że miało zimne rączki...Było ok 30 stopni ciepła a ta dziewczynka akurat nie przemoczyła się za bardzo latając z butelką wody , no ale cóż...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, to też znam. Pamietam, że kiedy dzieci były w wieku wczesoszkolnym, to zostawiałam je u jednej z babć. Żeby się nie nudziły kupiliśmy im basen. No i basen przez cały lipiec nie był używany, bo ciągle było zbyt zimno na kąpiel ;-)

      Usuń
  6. Kiedyś czekając w kolejce do sekretariatu na mojej uczelni byłam świadkiem takiej sceny: studentka pierwszego roku przychodzi z mamą i tatą, a oni noszą wielkie, ciężkie toboły za nią, dosłownie wszystko, pościel, poduszki, ciuchy... Potem tatuś z wielkim krzykiem, gdzie się załatwia stypendia. Ja miałam akurat to szczęście, że była moja kolej wejścia do sekretariatu, więc ominęła mnie "przyjemność" rozmowy z tym panem. Powiem tylko tyle, że jeszcze nie tak dawno temu, kiedy zaczynałam studia, to tę dziewczynę inni studenci zabiliby śmiechem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już słyszę śmiech moich dzieci, gdyby od nas usłyszeli propozycję takiej pomocy. Tzn. podczas przeprowadzki pomagaliśmy im, bo dużo tych pakunków, ale sprawy studenckie leżą wyłącznie w ich gestii. Na szczęście rozumieją, że robią to dla siebie.

      Usuń
  7. Ja jestem nadopiekuncza chociaz nigdy nie zaznalam utraty dziecka czy odrzucenia lub samotnosci. Mam kilka grzeszkow za uszami, bo np spie z chlopcami bardzo czesto I mowie glosno, ze mam z tym problem. A problem lezy gleboko w psychice, ja zwyczajnie sie boje.. Zawsze bylam wrazliwa osoba. Oplakiwalam zabite ptaszki, nie moge spac, gdy przeczytam jakas ludzka tragedie. Wiem, ze musze popracowac nad soba. Nie doszukiwac sie problemow I nie wyobrazac sobie czarnych scenariuszy. Dzieki Bogu maz jest zupelnie inny , niz ja. Pozwalam chlopcow na to by byli dziecmi, maja prawo wyboru, nie narzucam im nigdy nic, a pytam co chcieliby zjesc/dostac itp., w co chca sie bawic.
    Czytajac te artykul troszke przykro mi sie zrobilo, ze moge krzywdzic chlopcow nie zdajac sobie sprawy jak bardzo.
    A wracajac do tego jak my bylismy wychowywani. Inne czasy byly. Ja tez chodzilam od podstawowki sama nie dlatego , ze rodzice chcieli bym byla zaradna, a dlatego, ze obydwoje chodzili do pracy za dnia I nikogo nie bylo. Nikt mnie nie kontrolowal, bo nie bylo komorek I internetu, a nie dlatego, ze mi ufali. Inne czasy nastaly I ciezko ufac dzieciom we wszystkim co robia.
    Ostatnio w szpitalu na przeswietlenie przyszedl 5 latek, taki madry, takk samodzielny... z 20 centowka w zoladku, bo chcial sprawdzic czy wpadnie do brzuszka... dzieci maja duza wyobraznia I czasami trzeba ukradkiem ich kontrolowac..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kontrola zawsze jakaś musi być, z biegiem lat jednak coraz więcej powinniśmi im zostawiać prywatności i odpowiedzialności. Sama mam dzieci z 2-jką na przedzie, a więc też i jakieś doświadczenie za sobą. Pewnie zwróciłaś uwagę na przytoczone przykłady... To dopiero jest przemoc. Wg mnie, mogą się takie zachowania wiązać z wrażliwością, ale czy wrażliwość rodzi przymus obsesynej kontroli każdej chwili życia dziecka? Przecież wrażliwy człowiek musi zauważyć, że to nie jest dobre dla dziecka. Jestem też dość wrażliwa i zauważyłam, że przez to często myślę: "a jak ja bym się czuła po czymś takim?"... A Ty przecież piszesz, że zostawiasz im wolność codziennych wyborów.

      Usuń
  8. Też mam jedynaka, teraz już dorosłego i cały czas pilnowałam się, żeby nie być nadopiekuńczą.Ułatwił mi to jego charakter, silny za tatą. Prawdą jest, że potrzeba jest matką wynalazku, gdy syn zaczął studia w innym mieście odpępnił się , nauczył gotować, funkcjonuje na swoich zasadach i dobrze nam z tym, co nie znaczy, że gdy przyjeżdża, teraz z dziewczyną to ich nie dopieszczam, ale tylko trochę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo co robić, kiedy dziecko przyjeżdża w gości od czasu do czasu? Przecież na dzień dobry nie wręczysz mu odkurzacza ;-) Sama z okazji przyjazdu dzieci szaleję w kuchni, odświeżam ich pokoje. Są teraz w domu bardziej gośćmi...

      Usuń
  9. Na pewno nadopiekuńczość wpływa na samodzielność dziecka, a raczej jej brak w przyszłości. Dziecko uzależnia się od matki, potem nie potrafi podejmować decyzji, w ogóle ciężej mu się funkcjonuje, jest bardziej nieporadne?
    PS. Pisałaś o 9-cio latku.. Ja znam przypadek, gdzie dziewczynka 12-letnia spała z ojcem (bez podtekstów erotycznych). Dla mnie niewyobrażalne..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby bez podtekstów, ale "zdrowo" to akurat nie wygląda...

      Usuń
  10. Mnie co prawda rodzice jeszcze w dorosłym życiu pomagali np. zapiąć ostatni guzik od koszuli(czyli ten najwyższy), wynikało to jednak z moich pewnych ograniczeń, niż z lenistwa, albo nadopiekuńczości rodziców. Tak samo z nalewaniem zupy, czy też krojeniem chleba(tego ostatniego do dzisiaj nie opanowałam, na szczęście można kupić go krojonym). Nie wyobrażam sobie jednak jak dziecko ośmioletnie może spać w łóżeczku ze szczebelkami. Przecież musi być mu strasznie niewygodnie. Albo jak matka może sprawdzać, kiedy dorosła córka ma okres... Przecież to taka prywatna sprawa. Przypomina mi się też sytuacja, kiedy matka kazała córce iść na ten, a nie inny kierunek studiów. A potem mówiła jej w co ma się ubrać, bez możliwości sprzeciwu ze strony dziewczyny. Ciekawa jestem, czy męża też jej wybierze. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówię Ci, mi to pachnie despotyzmem - "musi być wszystko jak ja chcę!", a przynajmniej takie aspekty jak dokonywanie wyborów o których piszesz i Ty i ja w tekście. No bo co ma nadopiekuńczość do konkretnej pary skarpetek, które dziecko jest zobowiązane przez taką mamuśkę założyć?...

      Usuń
  11. Z tym goleniem pach to naprawdę masakra jakaś. Nie mogę w to dosłownie uwierzyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze mówienie o tym, jakby to było coś normalnego. Bo przecież znam ten fakt z opowieści "mamuśki".

      Usuń
  12. Bardzo ciekawy temat poruszyłaś. Osobiście nie spotkałam się z przypadkami aż takiej nadopiekuńczości jak ta w opisanych przez Ciebie przykładach, ale mam świadomość, że takowa też istnieje. To naprawdę niebezpieczne dla dziecka, ale i dla matki. Ta wolność, o której wspominasz powinna być jak najbardziej respektowana przez rodziców, którzy będąc nadopiekuńczymi w stosunku do dziecka pozbawiają go wyposażenia w cechy i umiejętności, bez których niestety w przyszłości będzie miało zapewne problemy. Z perspektywy czasu muszę podziękować szczególnie mojej mamie, która zawsze dawała mi dużo tej "zdrowej" wolności. Byłam samodzielna, sama robiłam sobie śniadanie, kolację, kanapki, herbatę, ubierałam się, chodziłam do szkoły itd. i to była dobra samodzielność, która wiele mnie nauczyła i dzięki temu teraz widzę różnicę między moim zachowaniem, a zachowaniem moich rówieśników, w którym pokazują się skutki nadopiekuńczości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że nadopiekuńczość występuje w wielu rodzinach, w wiekszym bądź mniejszym stopniu. Znam dużo mamusiek i słyszę ich opowieści o dzieciach. A z szkołą to już w każdym chyba domu pełne szaleństwo... Nie rozumiem tego, widocznie dużo się zmieniło w edukacji przez ostatnie kilka lat, bo ja jeszcze nie musiałam tak wariować, a już na pewno nie przerabiałam każdej ze szkół razem z dziećmi. Kontrola była sprawowana, wiadomo - czy lekcje są odrabiane, czy spakowane plecaki, ale tez nie codziennie, tylko wyrywkowo. I mimo wszystko dzieci bez problemu dostały się na wymarzone studia, więc chyba można i tak...

      Usuń
  13. Skąd ja to znam. Często rodzice nie rozumieją, że dziecku można pomóc, wytłumaczyć jak np ogolić te pachy, ale nie robić tych czynności za nie. Przykre to jest, ale bolesne dla obojgu kiedy przyjdzie taki dzień jak np szkoła z internatem, czy coś innego, a nie daj Boże śmierć rodzica, że trzeba będzie tą pępowinę przeciąć...będzie bolało!

    Ty masz zawsze bardzo ciekawe tematy! Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, może tacy rodzice nie mają innych zainteresowań więc jakoś ten czas chcą wytopić... Pomyśl, to nie tylko dla obu stron destrukcyjne zachowanie, ale tez dla rodzica bardzo upierdliwe! Po co robić za dziecko te wszystkie rzeczy? W tym czasie można zjąć się czymś bardziej pożytecznym, a dziecko i tak da sobie radę. Przynajmniej powinno. Zapomina sie wysikać? To jak długo taka mama zamierza myśleć za dziecko? Właśnie - nawet myśleć za nie próbują. Co do tematów, to interesują mnie takie właśnie lekko dziwne ;-)

      Usuń
  14. Przypadki, które wymieniłaś są przerażające. Ja też jestem jedynaczką i moi rodzice byli (i nadal są) nadopiekuńczy. Jednak u mnie wyglądało to inaczej. Moi rodzice dbali o to, żebym była samodzielna, uczyła się sama załatwiać różne sprawy, nikt nie mówił mi jak mam się ubierać, ani nie robił nic za mnie. Za to miałam dużą kontrolę. Rodzice zawsze chcieli wiedzieć gdzie idę, z kim idę, o której wrócę, itd. Osobiście sama boję się, że mogłabym stać się nadopiekuńczą matką, ale mam nadzieję, że tak nie będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wspominałam w tekście, w moim przypadku rodzice skupiali się - moim zdaniem - przesadnie, na to bym siebie nie uszkodziła, natomiast w innych dziedzinach było normalnie. Nie miałam żadnych forów jako jedynaczka. Musiałam dużo pomagać, organizować swój czas, uczyć się samodzielnie i w ogóle żadnego cackania się.

      Usuń
  15. Bardzo ciekawie nazwałaś ten wpis. Ileż takich przemocy w masce miłości można by się doszukać... Mam akurat zupełnie inne skojarzenia ale to nie na temat... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, chyba wiem, co masz na końcu języka! Jak najbardziej, taka przemoc może istnieć w innym kontekście również. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  16. na pewno nadopiekuńcza to ja nie jestem:)
    w każdym razie ten przykład z nastawieniem do nauki jest niestety nagminny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też odnoszę takie wrażenie. Ale zapytani o to rodzice, jednogłośnie twierdzą, że podobno dzisiaj inaczej się nie da... Cóż, niby nie mnie się wypowiadać, bo ten temat już mnie nie dotyczy, ale widzę ogromną różnicę w porównaniu do "swoich" czasów, czy czasów moich dzieci. Z boku wygląda to na fiksację.

      Usuń
  17. Czasem ta miłość przesłania zdrowy rozsądek, a to co nam inni wytykają można traktować jako złośliwości. Jednak jest taka zasada...jak ci dwóch mówi, że jesteś pijany, nie kłóć się idź spać. I tu też. Żaden taki rodzic nie powie otwarcie, że jest nadopiekuńczy, ale warto się zastanowić nad swoją postawą. Przypomnieć sobie jak to było ze mną...co ja odpowiadałam rodzicom gdy mnie tak miłościmie tłumili?
    Takie pogmeranie w pamięci jest bardzo pomocne. Nigdy nie spałam z dzieckiem,choć mąż pracował w delegacji. Ja miałam się dobrze wyspać, wypocząć a nie leżeć w jednej pozycji i wiecznie czuwać. Nie nauczyłam dzieci huśtania ani noszenia, choć były kolki. Oczywiście teściowa miała odmienne zdanie, ale ja zamiast nosić głaskałam po brzuszku, a później zwyczajnie głaskałam po buzi i też uspokajało. I czasem spałam na podłodze z ręką w łóżeczku, ale nie robiłam kilometrów i później nie musiałam się wyzbywać złych nawyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, takie nadopiekuńcze mamuśki zawsze jakoś się wytłumaczą. Zauważyłam, że głównie przez te wszystkie zapobiegawcze czynności jakby starały się uciszyć swój strach o dziecko. Teraz mi się przypomniało, że jedna z nich długo prasowała (a może i nadal prasuje...) majtki córki, żeby ta nie złapała jakichś bakterii.

      Usuń
  18. Świetny wpis ale wiem, że niektórzy są w ogóle nieświadomi jaki wpływ mają ich czyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszą być nieświadomi, bo inaczej dlaczego tak bardzo ograniczaliby swoje dzieci?

      Usuń
  19. Nadopiekuńczość niesie za sobą wiele przykrych dla dziecka konsekwencji, które ujawniają się w życiu dorosłym, jak np. brak pewności siebie czy też nieumiejętność odnalezienia się w świecie, gdzie trzeba zawalczyć o swoje, a nie wszystko podane jest na tacy. Czasem rodzicie nie rozumieją tego, że takim zachowaniem wcale dziecku nie pomagają, ale tylko je krzywdzą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie wybiegają myślami w przyszłość, nie potrafią wyobrazić sobie swego dziecka w odłączeniu od swojej opieki. Znajomy potarza o swoim rozpieszczonym małym bratanku: "on z tego wyrośnie, zrozumie i będzie inny".

      Usuń
  20. Moja mama swoją nadopiekuńczością wyrządziła ogromną krzywdę mojej starszej siostrze, która pomimo wieku prawie 40 lat ma dwie lewe ręce i zero życiowych ambicji..bo przecież w razie W to mamusia wszystko załatwi. Ja jestem zdecydowanie bardziej samodzielna, ale dlaczego- pewnie to również kwestia charakteru. Jestem uparta i lubię dużo rzeczy robić sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno, kiedy dziecko ma silny charakter to próbuje się z tego wyrwać, a szczególnie w okresie dojrzewania może się zbubtować, jeśli potrafi dostrzec dyskomfort swojej sytuacji...

      Usuń
  21. Znam chłopaka, który w wieku 13-14 lat posługiwał się łyżeczką, żeby posmarować chleb - noża się bał dotknąć, bo się pokaleczy, a wtedy niestety sam był w domu, więc nikt nie mógł zrobić mu kanapki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, typowy przykład! Wszędzie czycha zagrożenie.

      Usuń
  22. Na połowinkach kolega chciał zjeść mandarynkę, ale nie bardzo wiedział jak ją obrać. Wziął plastikowy nożyk i się z nią męczył. Nasze dziwne spojrzenia i uwagi skwitował tekstem "No co? Mama mi zawsze obierała"... Wolę nie myśleć jak sobie radzi na studiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dobre! Widać przykładów mnóstwo dookoła :-D

      Usuń
  23. Również jestem jedynaczką :) Kiedy jednak w rozmowie z różnymi osobami ten temat samoistnie wypływa na wierzch, zawsze słyszę coś w stylu: "Naprawdę?! Nie widać!". Wydaje mi się, że moja mama nie była nadopiekuńcza. Wręcz zawsze pchała mnie w świat, od małego przesiadując ze mną na placu zabaw, gdzie ja biegałam z rówieśnikami, a ona siedziała na ławeczce. A z czasem, gdy podrosłam, już jej na tej ławeczce nie było :) Mogłam też liczyć na jej wsparcie. W przypadku nauki mama nie robiła niczego za mnie, a przynajmniej sobie tego nie przypominam, ale kiedy miałam problem, siedziała ze mną i cierpliwie wszystko tłumaczyła. Nie pakowała tornistra - sprawdzała tylko, czy wieczorem przed spaniem był on spakowany. Pisząc ten komentarz, aż się do siebie uśmiecham i cieszę się, że zostałam tak dobrze wychowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać, ze jedynactwo to niekoniecznie powód do nadopiekuńczości, do tego czasami musi dołączyć neurotyczna osobowość matki.

      Usuń
  24. Bogu dziękuję i swoim rodzicom, że chcąc nie chcąc zostawiali mnie czasami na pastwę losu, samą w domu, więc szybko nauczyłam się troszczyć sama o siebie. I na dobre mi to wyszło, więc podobnie robiłam z moimi dziećmi- dawałam i dużo swobody, ale też uczyłam ich odpowiedzialności. Też na dobre to wyszło, bo mam wspaniałe dzieciory, które nie siedzą mi na głowie i mówią daj, daj,...
    A jak patrzę na teraźniejsze wychowanie, te bezstresowe i nadopiekuńcze to mnie krew zalewa, jak sobie pomyślę, że te dzieci będą kiedyś dorosłe, i ze mogą nawet próbować nami rządzić... (czemu nie?)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu nie? Wystartują w wyborach, zwyciężą i pozamiatane :-)

      Usuń
  25. mądrze napisane, są jakieś granice przyzwoitej opiekuńczości, choć nie uważam, że znaczenie ma to czy mamy jedynaka czy też więcej dzieci, znam osoby, które mają kilka dzieci, a nadopiekuńczość jest na porządku dziennym
    dobrze, że spanie z Twojego przykładu dotyczy starszych dzieci, mój 5 letni syn śpi w swoim łóżku, ale notorycznie po północy włazi do naszego, a ja nie mam serca go wyrzucać, na co mąż reaguje oburzeniem, bo wiadomo, że się nie wyśpimy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, przecież to naprawdę niewygodne, ale widoć taka MIŁOŚĆ potrawi taki drobiazg zignorować :-)

      Usuń
  26. Bardzo mądry post, i taki prawdziwy, znam wiele osób które mają rodziców nadopiekuńczych, a później przekłada się to na związki i życie, i z bajki robi się horror.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie też zauważyłam - późniejsze problemy w zwiazkach. I to nie tylko z partnerem-niedorajdą, ale też z jego nie dającą się odczepić mamusią.

      Usuń
  27. Nie cierpię nadopiekuńczości, uważam, że jak się nie sparzysz to się nie nauczysz, ale nie mam też własnych dzieci więc nie mogę się wypowiadać :) Może będę taka sama :(...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale na razie założenia masz dobre :-) To prawda, dziecko też najlepiej uczy się na własnych doświadczeniach. Ja jestem zdania, że (na przykład) powinniśmy mu pozwolić od czasu do czsu na nieodrobienie lekcji i poniesienie z tego tytułu pełnej konsekwencji. Bez żadnej ochronki. Wiem, ze to zabrzmi może niezbyt dobrze, ale mimo wszystko się odważę: ilekroć mijałam z córką babcię klozetową, powtarzałam jej, że jeśli nie będzie dobrze się uczyć, to taki zawód czeka ją w przyszłości. Dzisiaj mówi mi, że rzeczywiście to do niej trafiło ;-)

      Usuń
    2. W sensie, że dobrze sie uczy, oczywiście! Bo zabrzmiało to...

      Usuń
  28. Już raz się wypowiedziałam na temat, ale cóż....kota można zagłaskać na śmierć. Bożenko zapraszam na knedle ze sosem wiśniowym, prosto i smacznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zwierzaka też można "zmarnować"! Też znam panią z pieskiem tak rozpieszczonym, że nie opuszcza swojej Pani nawet na chwilę, wiecznie w oczy jej zagląda, głowę na kolanach kładzie, domaga się miziania.

      Usuń
  29. Niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy jaką krzywdę robią dziecku, znajomi rodziców stracili pierwsze dziecko i przydrugim okna musiały być zamknięte, wszystko podgrzewane, żadnnych lodów, na dwór nie mogła wychodzić itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziecko pewnie ma zerową odporność, każdy wietrzyk o zapalenie płuc przyprawia. I takie wnioski w głowie rodzica się nie pojawią, nie są w stanie dostrzec, że teraz też stwarzają mu w pewnym sensie zagrożenie...

      Usuń
  30. Wiem o czym piszesz...Ja również jestem jedynaczką, moi rodzicie również stracili pierwsze dziecko...Walczyłam z ich nadopiekuńczością i muszę powiedzieć, że sporo mi się udało. Serdecznie Cię ściskam i pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja szczególnie tę nieszczęsna czapkę pamiętam ;-) Wszystkie dzieci już dawno bez, a ja... Szybko sie zchytrzyłam i czapka była na głowie tylko w zasięgu wzroku mamy. Pozdrawiam!

      Usuń
  31. Ja byłam czwarta z kolei (pewnie z wpadki, bo raczej nie planowana) ale czapka musiała oczywiście być :-) teraz sama wychowuję i dbam o to by dziecku było ciepło, ale bez przesady, za to Babcia wiecznie narzeka, że za mało warstw na niego ubieram. A tak zupełnie serio, odrywając się od rzeczy przyziemnych - mam nadzieję, że nigdy nie będę nadopiekuńcza. Moja dziecko ma swoje życie i ja za niego tego zycia nie przeżyję, mało tego kiedyś mnie w nim zabraknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcie oczywiście zawsze tak mówią. Już nawet wysnułam swoją teorię dlaczego. Otóż niewątpliwie starszym ludziom jest zawsze bardziej zimno niż młodszym. Już nawet ja czuję, że o wiele bardziej jestem wrażliwa na zimno niż powiedzmy, 20 lat temu. A że nie zapominają o tym co bylo kiedyś, to muszą podręczyć trochę młodzież, bo w ich odczucie, ta chodzi prawie naga. Innymi słowy: zapomniał wół jak cielęcem był ;-)

      Usuń
  32. Sama wychowywałam swoje dzieci i często łapałam się na nadopiekuńczości. Na szczęscie miałam świadomość, że nie prowadzi ona do niczego dobrego. Obecnie moje dzieci są pełnoletnie. Córka wyprowadziła się z domu w wieku lat 19, przeniosła się do chłopaka, 200 km od domu. Bardzo ją w tym dopingowałam i choć drżałam o to jak sobie poradzi, wiedziałam, że samodzielne życie wyjdzie jej tylko na dobre. Już widzę dobre skutki tej decyzji. Ale przyznam, że dookoła słyszałam głosy, zwłaszcza matek: i puściłas ją?ja bym nie puściła. Też obserwuję, że w Polsce nadopiekuńczość jest modna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A te trwożliwe głosy z boku - też nie wiem - czy do końca potrzebne. Tzn. wtrącanie się, wszem, kiedy widzimy, że jest ta przemoc, tyle, że w takich przypadkach głosy konsekwentnie milczą - lepiej się nie wtrącać w rodzinne sprawy. Ale do niepotrzebnego nikomu pouczania to chętni szybko się znajdują.

      Usuń
  33. Biedne dzieci takie ograniczanie to robienie kaleki i pokazywanie że sie do niczego nie nadaje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez to nie wiedzą jak się zachować w najprostszych sytacjach, tylko oglądają się, co mama powie, bo bez tego na pewno zrobią coś nie tak i znów się oberwie. Trochę smutne takie dzieciństwo z mego punktu widzenia...

      Usuń