piątek, 19 lutego 2016

Po prostu siedź



Kto z Was próbował medytacji? Ja tak i przyznaję, że było to dla mnie dość frustrujące doświadczenie. Chcąc dostosować się do wszystkich zaleceń, usilnie starałam się siedzieć prosto i w bezruchu, głęboko oddychać, nie myśleć o niczym, ewentualnie przyglądać się swoim myślom (a myśli oczywiście płynęły i płynęły…). Przeznaczone na medytację 8 minut też płynęło, aczkolwiek woooolnoooo. Bardzo brakowało mi też ciszy – w domu zawsze coś się dzieje, zewsząd dochodzą dźwięki, a zdarza się nawet, że ktoś wchodzi do pokoju, chociaż wcześniej proszę by nikt mi nie przeszkadzał.

Mimo, że nie byłam zadowolona z moich prób medytacji, z powodów o których wyżej wspominam, to stwierdzam, że nawet te kilka minut przymusowego wyciszenia dobrze wpływało na moją kondycję psychiczną. Czułam się spokojniejsza i zrelaksowana. Wierzę, że gdybym bardziej się wysiliła i wprowadziła nawyk medytacji do mojego życia, to jego jakość wzrosłaby z pewnością.

Dzisiaj nawet sobie nie obiecuję, że to zrobię, za bardzo tkwię w zaklętym kręgu codziennych zajęć, by bez nerwowości i wyrzutów sumienia przysiąść na kilka minut w ciszy i po prostu nic nie robić. Myślę, że większość z nas, w tym ja sama, cierpimy na nawykową potrzebę aktywności. Wciąż w ruchu, wciąż mamy coś do zrobienia. Planujemy swój czas, a kiedy pojawia się jakaś wolna chwila, natychmiast myślimy jak ją „zabić” – telewizja, ploteczki, krzyżówki. Nasza kultura nie akceptuje zwykłego bycia, a szczególnie w połączeniu z elementami dość odległymi dla przeciętnego człowieka, jak właściwa pozycja do medytacji czy obserwacja oddechu.

Zastanawiam się, czy gdybym nie czuła wewnętrznego przymusu by medytację ubrać w sztywne ramy, to czy łatwiej byłoby mi się do niej przyzwyczaić? Czy medytacja musi być tylko na siedząco i to jeszcze w pewien konkretny sposób? Pamiętam, że latem porównywałam swoje bieganie do medytacji w ruchu, naprawdę świetnie zastępowało siedzenie plackiem na czterech literach.

Może, żeby skutecznie medytować, wystarczy odciąć się od bodźców zewnętrznych (telewizja, książki, komputer, towarzystwo), przyjąć względnie nieruchomą pozycję i pozostawać w ciszy i świadomości? I tak codziennie przez 20 minut. Możemy siedzieć na podłodze, w fotelu albo leżeć. Jeśli nam niewygodnie możemy się poruszyć – byle nie wstawać i nie chodzić. Oczy mogą być zamknięte, chyba że wolimy je otworzyć. Jeśli chcemy, możemy liczyć oddech czy powtarzać mantrę, a jeśli się rozproszymy na chwilę to też nic się nie stanie.


To podejście do medytacji to nie mój pomysł, ja mu tylko gorąco przyklaskuję, bo już dawno myślałam, że klasyczna medytacja nie współgra z moim charakterem, jednak nie sądziłam, że można trochę inaczej i to ciągle będzie się liczyło. Filozof Peter Fenner, autor kursu „Promieniującego umysłu” twierdzi: „Myśl, co myślisz, odczuwaj, co odczuwasz, doświadczaj tego, czego doświadczasz”. Zadbajmy tylko o spokojne miejsce, nastawmy budzik, żeby nie musieć zawracać sobie głowy pilnowaniem czasu, możemy też skrócić czas siedzenia czy włączyć muzykę medytacyjną. Po prostu czujmy się swobodnie!

Codzienna praktyka „po prostu siedzenia” pomoże dostrzec, że rzeczy, które „koniecznie musimy zrobić”, mogą poczekać, wcale nie są takie ważne. Ale w gruncie rzeczy Fennerowi chodzi o coś więcej - „po prostu siedzenie” to tylko środek prowadzący do zrozumienia, że w gruncie rzeczy żadna praktyka nie jest konieczna, że każdą chwilę i sytuację możemy kontemplować, otwierać się na nią. Jeśli kogoś zainteresował szerszy aspekt myśli Petera Fennera, proponuję sięgnąć po kurs (nie najtańszy: od 37 zł do 52 zł), ewentualnie doczytać sobie ogólne założenia w artykule dostępnym TUTAJ.

Próbowaliście medytacji? I jak Wam poszło? Ja może spróbuję metody Fennera, zamieniając swoje drzemki, które czasami ucinam sobie po pracy, na „po prostu siedzenie”.

89 komentarzy:

  1. medytacja - dla mnie - to bycie tu i teraz. cokolwiek robię, gdziekolwiek to robię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, jak masz dobrze. Ja z kolei rozumiem to i czuje, staram sie, ale muszę dużo pracować. Myślę, że mimo wszystko dużo się we mnie zmieniło przez te ostatnie 3 lata :-)

      Usuń
  2. Gaju, mam dokladnie tak samo jak Ty. Tez odbieram to jako frustrujace, by usiasc, siedziec i nic nie robic. Nie potrafie. Tzn potrafie tak wyciszyc sie, ale na lonie natury i myslac o czyms przyjemnym. W trakcie przygotowania do rodzenia chodzialam na seansce sofrologii, i mimo dobrych wysilkow i fajnej instruktorki w trakcie medytacji, gdzie inne uczestniczki prawie dostawaly orgazmu, je nie czulam nic. Nie wiem, moze po prostu medytacja to nie dla mnie. Niczego nie warto robic na sile? Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka klasyczna na pewno nie dla mnie, to wiem. Wiele razy próbowałam i nie mogę się przyzwyczaić. Cóż widać nie jestem człowiekiem Wschodu ;-) Aczkolwiek podejście Fennera już wydaje mi sie przystępniejsze, istnieje tylko zagrożenie, że kiedy będę tak sobie leżała, to w końcu jednak usnę. Myślę, że nic na siłę, owszem na początku, ale kiedy wyraźnie nam nie idzie, to można spasować. Sama nieraz myślę o sobie: nie robię tego czy tamtego, może powinnam, by to takie normalne w dzisiejszym świecie. Lecz w końcu dochodzę do wniosku, że naprawdę świat nie stanie sie piękniejszy od mego zniewolenia czyli robienia czegoś na siłę.

      Usuń
  3. Kiedyś spróbuję chociaż mi to trudno wyciszyć sie i usiedzieć w jednym miejscu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie kiedyś i medytacja stanie Ci na drodze, wszystko przecież przychodzi do nas we właściwym czasie (podobno) :-)

      Usuń
  4. Gaju, chyba mam dokładnie tak jak Ty. Próbowałam, ale "zawsze coś". Jak już okiełznam domowników, to myśli przeszkadzające się pojawiają. Nagle tysiące spraw, wyrzutów sumienia, ze ja tu sobie tak bezproduktywnie, a gdzieś coś nie zrobione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po kolejnym wieczorze bez medytacji myślę sobie: a czy moje zdrowie nie jest ważne??? Póki co próbuję wyciszenia o którym mowa w tekście, bo wiem, że siedzenie w lotosie i żadne takie u mnie się nie przyjmą. A już niedługo będę mogła biegać, robi się wiosna ;-)

      Usuń
  5. Probuje,ale ciagle cos mnie rozprasza. Poza tym musze trafic na odpowiednia chwile,a ta z reguly jest pozno wieczorem kiedy juz mi nic sie nie chce... nawet siedziec prosto I gleboko oddychac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to nie może być na koniec wieczora odkładane. Po intensywnym dniu jesteśmy zbyt zmęczeni i co najwyżej zaczniemy usypiać :-)

      Usuń
  6. Nigdy nie próbowałam medytacji, może kiedyś spróbuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie raz na muzykoterapii robili nam takie seanse, wyciszenia i wiem, że bardzo dobrze się po tym czułam. A tu w domu jak siedzę bez czynnie to zaraz jest mi smutno, mam jakieś przykre myśli...więc staram się coś robić, coś nucić, słuchać aby nie pozwolić myślom się rozbujać.
    Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może uda Ci sie jeszcze kiedyś trafić do takiej grupy?...

      Usuń
  8. Mnie tam pomaga metoda jacobsona - nie dość, że zmniejsza stres, to jeszcze zmniejsza moje wzmożone napięcie mięśniowe. A i plus jest taki, że można ją wykonywać w każdej pozycji(chociaż tą najbardziej zalecaną jest leżąca)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.samadi.republika.pl/rart107.htm - znalazłam tutaj i przypomnialam sobie, że już o tym czytałam, ale wydało mi się to takie... dość żmudne.

      Usuń
  9. Przyznam, że sama cierpię na nawykową potrzebę ruchu, aktywności, działania. Gdy przez dłuższą chwilę "nic" nie robię, dziwnie się czuję... Próbowałam medytacji wielokrotnie, ale też różnie mi to wychodziło. Dlatego teraz mam swój patent na wyciszenie, które sprawia, że ten czas szybko płynie i jest bardzo przyjemny, a ja wyciszona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co to za patent, już nie zdradziłaś ;-) A jestem ciekawa!

      Usuń
    2. Moja mała słodka tajemnica :)

      Usuń
  10. Ja próbowałam medytacji ale to chyba nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to czujemy podobnie, aczkolwiek wyciszenie uznaję za bardzo pomocne i na pewno będę starało się je praktykować. Jednak klasycznej medytacji na razie mówię nie. Skłaniam się bardziej ku temu, co ogólnie zwie się mindfulness :-)

      Usuń
  11. Medytacji Twoim sposobem nie próbowałam, moim najlepszym medytowaniem jest przebywanie na łonie przyrody, nawet kilka minut na ławce ze śpiewem ptaków lub rechotem żab ładuje mi baterie, a gdy mogę wleźć na jakąś górę i podziwiać widoki, to czuję się jak w niebie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to ja mogę medytować - bardzo chętnie nawet :-)

      Usuń
  12. Moja medytacja to zapuścić się w pola w towarzystwie psa na kilka godzin. Tam zostawiam stres, frustracje i przygnębienie :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. Medytować nie potrafię, ale czasami się mocno zamyślam, aż tak, że się wyłączam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a to chyba chodzi o niemyślenie...

      Usuń
  14. jako tako medytacji w domu nie próbowałam, ale mam takie kilka minut dziennie totalnego wyłączenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i to wyłączenie też świetnie resetuje nasz mózg, który bez przerwy generuje nowe obrazy. Czasami aż głowa boli. We śnie też nie myślimy, w sumie nie wiem czym różni się sen od medytacji... Właściwie różnica jest, w medytacji świadomie się zatrzymujemy, a to też cenna praktyka :-) W tym temacie jestem laikiem, ale podskórnie czuję, że takie zatrzymanie jest ważne :-)

      Usuń
  15. Ja się zatapiam w modlitwie i wtedy mogę trwać w ciszy bardzo długo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne są formy medytacji, jak widać. Na pewno warto wybrać w zgodzie ze sobą. Klasyczna forma nie dla mnie to wiem :-)

      Usuń
  16. Mnie bardzo pociąga temat medytacji i próbuję wciąż od nowa ją oswoić. Wieczorem przed zaśnięciem zakładam słuchawki i odlatuję przy pomocy dzwięcznego głosu Ewy Foley 😊 Samemu trudno skupić się tak do końca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa FoleY :-) Miałam w życiu okres, kiedy dużo jej książek czytałam, zresztą ciągle o niej pamiętam. Fajna babka, powiedziałabym, że dla mnie stanowi autorytet, mimo, że nie przywiązuję się aż tak do autorytetów :-)

      Usuń
  17. U mnie jest tak, że im bardziej chcę się wyciszyć, tym bardziej przychodzą przykre myśli, strachy, martwienie się itd.
    Kiedyś byłem bardzo pobożny i gdy się modliłem, to zawsze trudno było mi się skupić na modlitwie, by myśli same zmierzały gdzie indziej.
    A co do medytacji, to lubię pomedytować, gdy idę na spacer albo ćwiczę;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pobożność minęła mi po uświadomieniu sobie, że Boga łatwiej spotkam w ciszy, pod pierwszym lepszym drzewem na przykład, niż w budynku zwanym kościołem. A modlitwą jest całe nasze życie, a już na pewno nie jest nią klepanie na okrągło bezmyślnie słó, których nawet się nie czuje czy nie rozumie. Ale to długa historia. Tak, medytować można w różnych formach, tyle, że nie wiem, czy to nazywa się dalej medytacją czy już jakoś inaczej, np. mindfulness. Zresztą nie ważna ta cała batalia o słowa. Jak zwal, tak zwał, efekt jest ważny! Pozdrawiam :-)

      Usuń
    2. Najbliżej mi obecnie do agnostycyzmu, a przeżyłem i głęboką pobożność, i antyklerykalizm.
      Teraz jestem pośrodku, nie jestem religijny, ale chyba większość ludzi potrzebuje czegoś nadprzyrodzonego. Jeden się modli, drugi medytuje, trzeci ćwiczy jogę, a czwarty przytula się do brzozy. I każdy ma rację:)

      Usuń
    3. Bez duchowości wnet stajemy się wypaleni, tracimy sens życia. Więc nawet niech będzie i ta brzoza, jeśli nadaje życiu sens. Niektórzy pieniądze uznają za sens życia, ale jakoś tak sie dziwnie składa, że tacy kończą nie najlepiej...

      Usuń
  18. Medytacji nigdy nie próbowałam, ale jogę ćwiczyłam dość często co oczywiście też wymaga dużego skupienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od nowego roku znów zaczęłam robić powitanie słońca, w tygodniu staram się nauczyć się jednej asany, jakiejś prostej oczywiście, żeby sobie krzywdy nie zrobić. Nawet to minimum wniosło lepszą jakość w moje życie, pozciąganie powoli ustępuje. Fakt, kiedy się rozciagamy, to nie myślimy o niczym. Myślnie jakos automatycznie się wyłącza :-)

      Usuń
  19. Najgorsze są te drzemki po pracy ;)
    Lepsza byłaby medytacja.
    Tylko, czy zamknięcie oczu nie spowodowałoby natychmiastowego snu? ;)

    Dzięki za odwiedziny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wtedy nie zamykamy oczu ;-) Patrzymy sobie na jakiś kwiat czy obraz.

      Usuń
  20. Na pilatesie chciał mnie szlag trafić - bo za długo w bezruchu , bo za wolno bo...bo...bo... Jakoś nigdy nie próbowałam samej medytacji :) ale warto by opanować jakąś sztukę wyciszenia się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie koniecznie klasyczna medytacja (jak dla mnie!). Preferuję inne wyciszenie, bliższe mojej naturze, najlepiej na łonie natury :-)

      Usuń
  21. Medytacji jeszcze nigdy nie próbowałam, ale jestem zachwycona jogą.

    weronikarudnicka.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie joga na razie w szczątkowej formie. Właśnie utrwalam nawyk porannego Powitania Słońca. Raz w tygodniu opanowuję jakąś prostą asanę. W tym co robie bardziej chodzi o rozciąganie niż o filozofię :-)

      Usuń
  22. Medytacji nigdy nie próbowałam, z góry zakładając, że nie wysiedzę w ciszy i spokoju przez założoną ilość czasu. Wydaje mi się, że potrzebowałabym do tego absolutnej ciszy i pustki w mieszkaniu, a o takie chwile niestety ciężko. Ostatnio jednak wyciszam się przed pójściem spać poprzez liczenie tykania zegara - skojarzyło mi się to z wspomnianym przez ciebie liczeniem oddechów :) Pomaga mi to szczególnie, kiedy moje myśli kotłują się jak szalone, a sen nie nadchodzi. To liczenie pozwala mi się uspokoić, przestać myśleć o wszystkim i o niczym i w miarę szybko zasnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ja też marzyłam o prawdziwej ciszy i spokoju, ale też próbowałam raz z ciszą, kiedy M. wyjaechał i tak stwierdzam, że takie siedzenie w odpowiedniej pozycji zupelnie mi nie pasuje...

      Usuń
  23. Podobnie na początku miałam problemy z wyciszeniem się i skupieniem do medytacji. Dopiero po kursie SILVY nauczyłam się całej sztuki . Teraz bez medytacji nie wyobrażam sobie życia . Jestem zdrowsza, pogodniejsza i bardziej otwarta na świat . To co potrafi nasz mózg dzięki medytacji jest niesamowite...Polecam próbować dalej:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będę próbowała wyciszenia dalej, bo czuje, ze to działa, ale już nie poprzez siedzenie w odpowiedniej pozycji. Nie polubiłam :-(

      Usuń
    2. Można medytować na leżąco , biegając czy inaczej. Tutaj nie ma ścisłych reguł. Pozdrawiam

      Usuń
  24. Kiedyś sporo czytałam na temat medytacji i nawet zastanawiałam się czy nie wprowadzić jej w swoje życie. Na chwilę obecną jeszcze się nie zdecydowałam, ale myślę, że dobrze wyrobić w sobie taką umiejętność medytacji i bycia chociaż chwilę samym ze sobą, kontrolować swoje ciało, wyciszyć się i zrelaksować. Koniecznie muszę wrócić do tego tematu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że trzeba znaleźć formę wyciszenia taką, która najbardziej do nas pasuje. Bo co do tego, ze warto to robić, nie mam już najmniejszych wątpliwości - warto :-)

      Usuń
  25. Tak sobie myślę - doba ma 24 godziny. A my potrzebujemy tylko 8 minut dziennie... mi też trudno je wygospodarować - ale chyba zacznę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myśląc o tym krzywo się uśmiechałam - to naprawdę dziwne, ale prawdziwe... Cóż, pozostaje mi pokornie przyznać, że nawykowa potrzeba aktywności to widocznie i mój problem :-/

      Usuń
  26. W kwestii medytacji warto poczytać Osho, który pisze i udowadnia, że medytacji nie praktykuje się tylko w nienaruszonej pozycji:) Można choćby...tańczyć. Albo suficcy derwisze- przecież dla nich właśnie medytacją jest ich wirujący taniec. Albo sami buddyści- usypywanie mandali jest formą medytacji. Skupienie na szczególe. Tak naprawdę, do wyboru mamy setki wręcz rodzajów medytacji, które pozwalają nam się wyłączyć i wyciszyć:) Każdy na pewno znalazłby coś dla siebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tylko ja niemądrze upierałam się przy tej klasycznej, bo naczytałam się o niej różnych mądrości. Już wcześniej wspominałam o podobnym stanie, który towarzyszy mi podczas biegania. Bardzo chciałam spróbować siedzenia w lotosie, spróbowałam i przekonałam się jak to jest. Wszystko należy dobierać pod kątem osobowości zamiast na siłę wciskać się w sztywne ramy - to nauka jaką wyciagnęłam z próby :-)

      Usuń
  27. Uwielbiam medytować, to mnie odpręża i daje poczucie wolności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, a Tobie udaje się siedzenie! Czy może również inną formę wybrałaś?

      Usuń
  28. nigdy nie próbowałam medytacji ;) może czas to nadrobić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy podobno tego nie potrzebują, ale wg mnie, warto spróbować, żeby się o tym przekonać :-)

      Usuń
  29. Hehe, mnie pewnie podczas medytacji non stop chciałoby się śmiać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiech to też zdrowie, więc nie byłoby źle :-)

      Usuń
  30. Pracując na produkcji łapałam się na tym, że często zdarza mi się nie myśleć. Wykonywałam kilkadziesiąt wyuczonych ruchów przy montażu poszczególnych części ale w moim umyśle panowała cisza. Cisza albo przebiegające myśli, które nie miały żadnego znaczenia. Nauczyłam się wyłączać i wyciszać - odpoczywać. Szkoda, że jak próbuję zastosować to w domu - nigdy nie wychodzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nie przeszkadzało Ci to w pracy, tzn. te ruchy pozostały nie zmącone. Aż trudno mi to sobie wyobrazić.

      Usuń
  31. Mnie udało się wprowadzić codzienny nawyk medytacji i teraz mam wrażenie, że wręcz tego potrzebuję. W ogóle mam wrażenie, że odkąd zaczęłam regularnie ćwiczyć jogę i dawać sobie chwilę na medytacje i od czasu do czasu na techniki relaksacyjne zaczęły dziać się magiczne rzeczy. Jestem o wiele spokojniejsza, niewiele rzeczy potrafi mnie wyprowadzić z równowagi,łatwiej mi się skoncentrować, patrzę bardziej przychylnie na siebie. Czuję, że zaczynam powracać do równowagi. Wcześniej też wymigiwałam się brakiem czasu i nadmiarem obowiązków. Teraz wiem, że chwila dla siebie jest niezwykle ważna. Prawda jest taka, że jeśli non stop coś robimy nie jesteśmy efektywni. Te działania zabierają czas, ale nie dają wymiernych rezultatów. Dlatego warto dawać sobie te chwile dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że tak powiem - święte słowa. Muszę zapanować nad swoim nakręceniem. Też zauważyłam, że medytacja naprawdę działa, też nie zamierzam się poddawać, ale wybieram formę bardziej mi odpowiadającą, widocznie siedzenie z wyprostowanym kręgosłupem, w określonej ściśle pozycji, nie za bardzo zgodne jest z moją naturą :-)

      Usuń
  32. Tradycyjna medytacja nie jest dla mnie. Nie ma mowy o niemyśleniu, siedzeniu plackiem, ciszy wokół itd. Ale ta druga metoda, czemu nie? Chwilka oddechu zawsze się przyda :)))

    OdpowiedzUsuń
  33. Nigdy medytacji nie próbowałam, a myślę że czasem przydałaby się bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, przydaje się, uczymy się panować nad emocjami :-)

      Usuń
  34. Próbowałam medytacji klasycznej, ale dostawałam szału, bo to ktoś zadzwonił, to mnie dupa bolała itp. Teraz stosuję ją prawie codziennie, ale po swojemu. Kiedyś nie miałam zmywarki, więc zmywanie było dla mnie medytacją. Teraz medytuję w drodze z/do pracy, w różnych miejscach, na stojąco, leżąco, płynąco, jeżdząco- byle skupić się na tu i teraz. I nie przeszkadzają mi zewnętrzne bodźce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, większość z nas woli medytować w trochę luźniejszej formie :-)

      Usuń
  35. Jestem na etapie uprawiania jogi, do której de facto musiałam dojrzeć. Niegdyś wydawała mi się mało dynamiczna i nudna. Obecnie czerpię z jogi to co najlepsze,a jak wiadomo ma wiele zalet :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmieniamy się. Ja na przykład kiedyś nie cierpiałam wsi, było tam dla mnie za cicho (jak w grobowcu), a dzisiaj aż się wyrywam, by tam wreszcie wrócić na stałe :-) A do jogi i ja powoli wracam. Pewnie nigdy nie będę joginką z prawdziwego zdażenia, ale na moje małe, prywatne potrzeby - wystarczy :-) To przede wszystkim rozciąganie i wyciszenie.

      Usuń
  36. Mnie by się to przydało.. Ja już od jakiegoś tygodnia obiecuję sobie ograniczyć trochę "tą całą elektronikę". W końcu cisza i spokój, to to, co lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najtrudniej zaczać i przyzwyczaić się. Przyzwyczajanie się rzeczywiście trwa około miesiąca. Po takim czasie zaczęłam z rana odczuwać potrzebę Powitania Słońca ;-) Dopóki się nie przyzwyczaimy to po prostu odbieramy sprawę jak kolejny upierdliwy problem do odfajkowania, a przynajmniej ja - chyba słodkie lenistwo wpisane jest w mą naturę...

      Usuń
  37. Ja niestety "medytuję" zdecydowanie za często...siedzę, rozmyślam, kontempluję się małymi chwilami..i nigdy nie mogę się z niczym wyrobić :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak "medydujesz"... ;-) To jeszcze tylko wyłączyć rozmyślanie i chyba będzie dobrze :-)

      Usuń
  38. "Nic nie zdarza się przypadkiem"- to książka Terzaniego, ale ja nie o książce chciałam. Jak więc zrozumieć fakt, że zaglądnęłaś do mnie,a ja z ciekawości zajrzałam do Ciebie.

    Brakuje mi bardzo pozytywnego myślenia. Jestem z rodzaju tych kobiet, które uważają, że inni wszystko robią lepiej niż ja sama.

    A wracając do Twojego posta - nie, nigdy nie medytowałam. Może czas zacząć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nawet nie miałam pojęcia, że to z książki, dzięki! Często tak z ciekawości zabłądzę i bardzo dobrze, bo nowe działa odświeżająco :-)

      Usuń
  39. Mnie chyba też by się przydało kilka takich minut dziennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nigdy nie siedziałam (i nie siedzę) więcej niż 10 minut, obiecywałam sobie, że z czasem się poprawię :-) Niestety, ciągle mam ten dziwny problem z szukaniem czasu :-/

      Usuń
  40. Medytacja nie jest dla mnie, albo przynajmniej tak mi się wydaję, prędzej się zirytuję niż zrelaksuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początki są dziwne, na pewno nie od razu się podoba, ale z ciekawości spróbowałam i takie wyciszenie umysłu, nie skupianie się na myślach, a raczej obserwowanie ich jak chmurki płynące po niebie to bardzo ciekawe doświadczenie (te chmurki to z instrukcji medytacji, ale myślę - trafne porównanie).

      Usuń
  41. Próbowałam medytacji. Słabo mi szło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mnie też żaden mistrz, ale doceniam te chwile i nie odpuszczam na razie ;-)

      Usuń
  42. Zamiast medytacji spaceruję sama i wtedy sobie myślę i odpoczywam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też dla nas, zakręconych na działanie lepsza / wygodniejsza forma - myśli stop, ale ciało dalej się rusza :-) Nie powiem, też tak bardzo lubię.

      Usuń