środa, 10 lutego 2016

Moc zaklęta w bulionie

Dzisiaj będzie o rosole. Miało być inaczej, planowałam pisać o smacznych i zdrowych galaretkach owocowych, ale ostatecznie zdecydowałam się poświęcić zdjęcie tego dorodnego koguta, by ozdabiał rozważania o mocy zaklętej w bulionie... Cóż, życie jest brutalne.

Zaczęło się od wyczytania na jednym z blogów włosomaniaczek o akcji picia żelatyny: codziennie przez 3 miesiące po 2 łyżeczki żelatyny spożywczej. Dziewczyny, które piły żelatynę, już po miesiącu mogły się pochwalić piękną cerą, wzmocnionymi paznokciami i oczywiście zagęszczającą się czupryną. To mnie zachęciło - żelatyna jest tania i dostępna w każdym spożywczaku, a można z niej przyrządzić takie smakołyki jak różne galeretki owocowe czy drobiowe. Można też dodawać ją do jogurtów czy sosów, do mleka z płatkami, albo po prostu rozpuścić w owocowej herbatce. 

Właściwości żelatyny zachwyciły mnie, ponieważ ta:
  • poprawia trawienie, a nawet leczy jego zaburzenia,
  • jest doskonałym źródłem białka w diecie,
  • regularne spożywanie żelatyny wzmacnia włosy i zatrzymuje ich wypadanie,
  • dostarcza skórze kolagenu od wewnątrz przez co działa lepiej niż kremy przeciwzmarszczkowe,
  • wzmacnia paznokcie,
  • poprawia kondycję kości i stawów,
  • tłumi odczucie głodu, przez co wspomaga odchudzanie.
Co to jest żelatyna? Żelatyna jest mieszaniną białek i peptydów uzyskiwaną poprzez częściową hydrolizę kolagenu, który znajduje się w skórze, kościach i chrząstkach zwierząt i ludzi. Kolagen wzmacnia tkankę łączną, powodując jej elastyczność. Im jesteśmy starsi, tym nasz organizm wytwarza mniej kolagenu, przez co stawy stają się zesztywniałe, ścięgna i wiązadła mniej elastyczne a na skórze pojawiają się zmarszczki.

Byłam zachwycona i zdziwiona, że wcześniej nie wpadłam na pomysł picia żelatyny! Jako, że jestem z natury dociekliwa, zaczęłam szukać kolejnych informacji o tym cudzie, no i znalazłam. Jednak kiedy je czytałam mój zachwyt malał z minuty na minutę. Zwróćcie uwagę choćby na to, jak się produkuje żelatynę, a może też podzielicie moje wątpliwości:

Żelatynę wytwarza się z kolagenu znajdującego się głównie w odpadkach z rzeźni (skórach, kościach, chrząstkach, ścięgnach, rogach, kopytach, piórach). Części te są najpierw myte, następnie wapnowane, mielone i podgrzewane aż do wrzenia. Powstały wyciąg z białka filtruje się i zagęszcza w warunkach próżniowych, a na koniec suszy, proszkuje i pakuje. Produkcja żelatyny z kości wymaga dodatowo przeprowadzenia demineralizacji kwasowej (kwas solny) i ekstrakcji rozcieńczonym ługiem.

Wcześniej nigdy nie zastanawiałam się nad produkcją żelatyny, teraz pomyślałam, że pijąc żelatynę zjadamy poprostu odpady z rzeźni, niewiadomej jakości, tylko w sproszkowanej formie, a więc nie kojarzącej się z czymś wstrętnym... To coś jak MOM w parówkach!


A przecież mamy o niebo lepszy sposób na przemycenie kolagenu do diety (oczywiście lepszy nie dla wegetarian czy wegan) - wystarczy ugotować rosół. Ten spożywany regularnie również wpłynie odżywczo na kości, stawy, skórę i włosy. Możemy od razu ugotować kilka litrów, a następnie podzielić na porcje i zamrozić.

Pewnie każdy ma swój ulubiony przepis na rosół, ja do swojego dodaję trochę kaczyny - polecam! Taki rosół ma bogatszy smak niż ten z samej kury. Żeby rosół spełnił swoją rolę powinien być gotowany na mięsie z kośćmi.

Rady dotyczące rosołu:

  • kości mogą być dowolne (wieprzowe, wołowe, drobiowe), można też użyć kości pozostałych z obiadu,
  • rosół powinien się gotować od 4 do nawet 72 godzin, w ten sposób stanie się esensją przyswajalnych minerałów i składników odżywczych tj. wapń, fosfor, magnez, potas, kolagen, kwas hialuronowy,
  • dla lepszego przyswojenia minerałów rosół powinien mieć lekko kwaśny odczyn, wystarczy dodać np. łyżkę octu jabłkowego,
  • kości na rosół warto kupować u lokalnych, ekologicznych producentów albo u znajomych rolników,
  • kości wołowe warto podpiec wcześniej w piekarniku (30-60 min. w 180 stopniach C) , co nada rosołowi bogatszego smaku i głębszego koloru,
Rosół ma też inne cenne właściwości: 
  • aminokwasy wytwarzane podczas gotowania rosołu zmniejszaja stan zapalny dróg oddechowych oraz pomagają w prawidłowej pracy centralnego układu nerwowego,
  • zmniejsza objawy alergii,
  • pełnowartościowy bulion wspomaga reminalizacę zębów,
  • dzięki dużej zawartości kolagenu poprawia metabolizm, co polepsza pracę tarczycy (zmniejsza się poziom cysteiny i tryptofanu), 
  • wspiera prawidłowe działanie układu odpornościowego.
I co, czy pyszny rosołek na obiad to nie lepszy pomysł niż pałaszowanie żelatyny? Wiem, wiem, o gustach się nie dyskutuje, ale jeśli czytają mnie zwolennicy rosołu to proszę, podzielcie się swoimi sposobami na tę potrawę. Ja jeszcze (oprócz kaczyny) dodaję podpieczoną na gazie cebulę, gałkę muszkatołową a podając posypuję natką pietruszki (albo lubczykiem). Ostatnio zamiast z makaronem, podaję rosół z pierożkami z mięsem - najlepiej wołowym!






75 komentarzy:

  1. Zastanawiam się czy musi być koniecznie gotowany na kości ? Wolałabym wrzucić pierś, ogólnie w tym tygodniu chcę zrobić domowe kostki rosołowe bo nie chcę używać tych sklepowych. O żelatynie wiem już od dawna ale jakoś wcinam galaretki owocowe bo samej żelatyny nie znoszę jej zapachu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wywnioskowałam, żeby miał właściwości o których wspominam, to musi być na kościach czy w ogóle na tych częściach, w których kolagen występuje. Też jadam galaretki owocowe i sama sobie wmawiam, że dzisiaj to lepiej nie wiedzieć, co z czego jest zrobione...

      Usuń
  2. Nie ma to jak prawdziwy i domowy bulion. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, kto raz spróbuje takiego, to już tego z torebki więcej nawet nie powącha!

      Usuń
  3. tajemnica mojego rosołu to mnóstwo warzyw :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszą być! Żadne vegety czy jarzynki nie zastąpią w rosole prawdziwych warzyw z krwi i kości.

      Usuń
  4. kocham rosołek jaki robi moja mama i mój mąż:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, jak zgaduję, jesteś ustawiona z gotowaniem?... ;-)

      Usuń
  5. Bardzo lubię rosołek. Masz rację z tą żelatyną. Taki proszek a nigdy nie wiadomo
    do końca co w tym "siedzi".
    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już miałam zabierać się za picie tego litrami... Bo wiesz, pokusa pięknych posiadania włosów czasami daje o sobie znać :-) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. zamiast żelatyny w proszku wszystkie rodzaje mięs które się rozklejają, sekret polega na długim gotowaniu i redukcji płynu
    do rosołu dodaję kawałek suszonego grzyba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuję z grzybkiem, aczkolwiek nie wyobrażam sobie smaku...

      Usuń
  7. Zupełnie nie znam się na gotowaniu, więc niestety żadnymi sposobami nie zaskoczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie musisz i nie lubisz. Ja muszę, a lubię średnio. Potraw mącznych nawet nie zaczynam!

      Usuń
  8. Witam. Nie wiedziałam jak jest produkowana żelatyna....jestem w lekkim szoku. W sumie używam ją bardzo rzadko więc nie jest źle. Jeżeli chodzi o rosół ja lubię dodatek wołowiny, dużo warzyw i oczywiście musi być pod koniec pęczek kopru. Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wołowinie słyszałam, aczkolwiek nie próbowałam, myślę, że jeszcze spróbuję. No i koper w rosole to dla mnie nowość. Jak widzę - jest mnóstwo sposobów na rosół o których pierwszy raz słyszę :-)

      Usuń
  9. Rosół jest u mnie bardzo często, zwłaszcza w porze chłodów. Moi synowie twierdzą, że gotuję najlepszy na świecie. Bazę stanowią porcje rosołowe z kury, pierwszą wodę po zagotowaniu odlewam, gotuję powoli, ledwie pyrka, cebula przyrumieniona na ogniu koniecznie, marchew, seler, pietruszka- korzenie i koniecznie ząbek czosnku- pycha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu widzę nowość - czosnek! Ja wody nie odlewam, tylko szum zbieram. Po co odlewać wodę? Czy może z uwagi na jakość kurczaków, że może coś złego z nich się wygotować?...

      Usuń
  10. Uwielbiam rosolek. Ja z reguly gotuje na udku z kurczaka. Wielka kucharka nie jestem, dodaje troche marchewkk, pietruszki I gotowe. Wiem, wiem... nic ambitnego, ale chlopcy jedza ochoczo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I taki rosołek będzie pyszny, ale jakbyś chciała oprócz smaku też wiecej wartości odżywczych, to trzeba więcej kości dorzucić. W sklepach (u nas) są porcje rosołowe. Oczywiście lepiej zdobyć kurkę "ekologicznie" chowaną, ale od biedy i te porcje się nadadzą.

      Usuń
  11. rosół to dla mnie esencja porządnego obiadu weekendowego:) uważam też, zgodnie z dawnymi wierzeniami, że jest niezawodny na przeziębienia, a najlepiej, gdy właśnie się zaczyna przeziębienie, a my dysponujemy esencjonalnym rosołem i nie pożałujemy sobie pieprzu na talerzu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zresztą, inne zupy robione na rosole też mają lepszy smak. Klasyki to pomidorowa, pieczarkowa, cebulowa...

      Usuń
  12. Rosół to podstawa. Ja m. in. dla dobrego rosołu parę lat temu nabyłam wolnowar. Teraz jak mi osiem godzin pyrka rosół w wolnowarze w nocy z soboty na niedzielę, to jest rano gotowy a jak pachnie,,, w dodatku jeszcze z kurczaka z wolnego wybiegu... można się zatracić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolnowar? Słyszałam tylko o szybkowarze... Dzisiaj dużo ciekawych rzeczy dowiaduję się z komentarzy :-)

      Usuń
  13. Ja lubię, gdy w rosole jest dużo warzyw. Wtedy jest najlepszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest też przecież rosół warzywny, dla wegetarian :-)

      Usuń
  14. Można też gotować wieprzowe nóżki. Bardzo długo, aż do gęstości. Ja lubię też rosół z pręgo wołowej, jest taki kleisty, chociaż niektórym przeszkadza brak odpowiedniej klarowności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie klarowność zupełnie nie gra roli, chociaż wiem, że dla niektórych, to coś w rodzaju punktu honoru. A nóżki też są dobre, ale rozumiem, że miasz tu na myśli galaretkę taką?

      Usuń
  15. 72 godziny gotowania rosołu, no nieźle :) Ja rosół jem głównie w zimie, latem trudno mi się do niego przekonać, ale może warto, skoro tak dobrze wpływa na nasze zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama gotuję najwyżej cztery godziny, jak pomyślę ile gazu bym zużyła w ciągu 72 godzin... Pewnie chodzi o wygotowanie się z kości wszystkich odżywczych składników, nic innego nie przychodzi mi na myśl.

      Usuń
  16. Dowiedziono, że bulion ma właściwości zdrowotne, nasi przodkowie już to wiedzieli i podawali chorym oraz rekonwalescentom bulion. Gdy byłam mała mój tato chodził na jarmark i kupował gołąbki na rosół, oczywiście z kluskami własnej roboty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Potem ludzie zachłysneli się gotowymi produktami, któe można szybko i bez problemu przyrządzić - przecież do zupy dodaje się buliony w kostkach ze sklepu. A w ostatnich latach znów widać powrót do prawdziwego jedzenia. Zauważyłam, że nawet w reklamach poleca się prawdziwe parówki czy szynkę :-)

      Usuń
  17. Rzeczywiście, produkcja żelatyny nie zachęca do jej spożycia. "Produkcja" domowego rosołu zdecydowanie z nią wygrywa. Szczególnie teraz w zimie jest nie zastąpiony na przeziębienia. Rozgrzewa i łagodzi ból gardła. Pozdrawiam Gaju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jeszcze w ilościach potrzebnych do ustabilizowania galaretki to ujdzie, ale takie codzienne picie łyżkami jako kuracja... Trochę obrzydliwe :-/

      Usuń
  18. Hm, od zawsze wiedziałam, że żelatyna to sama sztuczność, ale czasem np do galarety drobiowej trzeba jej użyć.
    U mnie rosół je się często. Gotujemy na kurczaku (porcje rosołowe) do tego dużo warzyw, przyprawy. Jest pyszny. Choć wiem, że taki z dodatkiem innego mięsa jest jeszcze lepszy.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy jedno udko z kaczki i już lepszy smak. Pewnie, czasami żelatyny trzeba użyć, chociaż zamiast niej można używać agaru, czytałam, ze nawet mocniej żeluje, ale sama nie używałam.

      Usuń
  19. Ja sama nie mam talentu do rosołu, za to mój chłopak robi przepyszny. Jedyną rzeczą, nad którą jeszcze pracuje jest jego klarowność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie klarowność jakoś nie specjalnie przeszkadza. Ograniczam się jedynie do zdjecia szumu w pierwszej fazie gotowania i już wtedy nie jest źle :-)

      Usuń
  20. Dobry post i super blog!
    co powiesz na wzajemną obserwację?
    zapraszam do siebie --> LoViseta.blogspot.com
    like on facebook

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję :-) Na wzajemną obserwację powiem tak, że nie wchodzę w takie układy, bo po co? Obserwacja powinna wg mnie wynikać z zainteresowania tematem ;-)

      Usuń
  21. Masz rację Bożenko....rosół to świetna rzecz. Ja zawsze jesienią robię sobie takie wiązki z zieleniny...natka, liść pora selera i lubczyku. Mrożę w woreczku, a później wyciągam i wrzucam do gara. Ale nie wcześniej jak na ostatnie 20 min gotowania, bo zwyczajnie się zapach wygotuje i nie będzie w rosole , ale będzie się obijał po ścianach naszego domu. Daję także, łyżeczkę białej gorczycy która ma właściwości grzybobójcze i zupa może dłużej nam stać, a i walory smakowe podnosi, o podkręcaniu metabolizmu już nie wspomnę. Od kiedy zaczęłam dodawać gorczycę do rosołu o połowę mniej go solę. To też plus! Dodaję jeszcze suszonego grzybka i szczyptę kurkumy na kolorek. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo patentów, których wcześniej nie znałam tutaj mi sprzedajesz - dzieki, dobrze jest uczyć sie od profesjonalistki :-)

      Usuń
  22. mój sposób gotowania rosołu zmienił się jakiś czas temu; była to po prostu zupa na mięsie. Teraz dorzucam szczyptę wszystkiego, głównie z przepisu na rosół wg pięciu przemian, ale staram się i ząbek czosnku dodać. I dłużej gotowac próbuję...
    Czytam u poprzedniczki o gorczycy, chyba spróbuję też dorzucić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czosnku i ja nigdy nie dorzucałam. Wyglada na to, że rosół to nie jest zwykłe pożywienie, ale można go zaliczyc do superfoods :-)

      Usuń
  23. Intryguje mnie to gotowanie przez 72 godziny. To przecież 3 dni! Chyba trzeba wtedy gotować na jakimś małym ogniu, bo w przeciwnym razie chyba większość wykipi(przynajmniej na mój rozum). Ostatnio przymierzam się do ugotowania rosołu w samowarze, tylko obawiam się efektu końcowego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mnie też...W jakim celu? Czy po to, by z kości wygotowały się wszystkie dobroczynne składniki? No wiem czy cztery godziny nie wystarczy. Czasami coś jest tradycją tak długo, że nikt już nie pamięta z jakiego powodu tak należy postepować. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  24. U mnie w domu rosół jest trzy razy w tygodniu. Wszyscy go bardzo lubimy :) Także dodaję trochę kaczki, czasem jeszcze indyka. Prawdą jest, że rosół z samej kury tak dobrze nie smakuje. Co do żelatyny to czytałam kiedyś, że właśnie wcale nie jest taka zdrowa jak co poniektórzy uważają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u mnie rzadziej, ale myślę, że też nie zaszkodziłoby, gdyby był częściej. A co tam, dzisiaj ugotuję, a właściwie to taki rosół gotuje się sam, niewiele potrzebuje pomocy :-)

      Usuń
  25. Pamiętam jak u mnie w domu,, się mawiało,, że żelatyna jest dobra przy złamaniach, bo pomaga szybciej wrócić do zdrowia. Niemniej jednak sporo się teraz mówi o tym że żelatyna jest be.... wiele osób zastępuje ję agarem. Szczerze mówiąc to nie wiedziałam, że robi się ją z tych brzydkich resztek i w związku z tym też chyba z niej zrezygnuję. Ostatnio oglądałam na Fb filmik jak miele się ( dosłownie!) całe, małe żółte kurczaczki na MOM także o parówkach już też zapominam. Domowy rosół jest super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale MOM chyba nie jest w każdych parówkach?... Też czytałam wiecej o MOMie i teraz czytam sklady, gdzie się pojawia, to produkt nie dla mnie. Kiedyś lubiłam paszteciki w puszkach, ale tam jest właśnie MOM. Żelatyna dotąd nie miała u mnie szlabanu, o jej produkcji przeczytałam w lutym i też zaczęłam się jej brzydzić (tak to można nazwać). Jak już wyżej pisałam, chyba lepiej za dużo się nie interesować jak rzeczy są robione :-/ jeśli nie chce nam się robić tego samodzielnie w domu.

      Usuń
  26. Uwielbiam, gdy moja mama robi taką zupę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęściara, ja sama muszę zrobić, jesli chcę zjeść. Jakoś nikt w domu oprócz mnie nie przejawia miłości do gotowania :-)

      Usuń
  27. Z rosołem sprawa jest przedziwna - co gospodyni, to inny smak - a przecież każda dodaje właściwie takie same składniki. Ja do rosołu oprócz wymienionych przez Ciebie rzeczy, dodaję trochę suszonej papryczki chilli i imbiru, ma wtedy delikatnie pikantny smak. Odkąd gotuję w szybkowarze, rosół mam w 1,5h. Nie pomyślałam, aby rosół zjeść z pierożkami. Spróbuję dzisiaj!
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pierożkami wg mnie najlepszy! Ale też dlatego, że mamy danie "dwa w jednym" :-)

      Usuń
  28. Moja mama robi najlepszy rosół na świecie. Nikt jej nie przebije. A gotuje faktycznie bardzo długo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię gotować rosół, można powiedzieć, ze to danie dla zabieganych. Rosół sie gotuje, a my robimy co chcemy w tym czasie. Ostatnio kupiłam tzw. Cud Kuchenny z Tuuperware i teraz makaron też gotuję bez wiekszej uwagi. Wystarczy minutnik :-)

      Usuń
  29. Jestem wegetarianką i gotuję kilkugodzinne wywary warzywne, na których potem gotuję zupy. Ich smaki i ogrzewająca energia nie ma porównania do zupy z wody i kostki rosołowej. Ale wiem też, z racji zawodu dietetyka medycyny chińskiej, że rosół na kościach i to taki, jaki tu opisujesz to jest wręcz LEKARSTWO, które wzmacnia, leczy, dodaje sił:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego muszę częściej go gotować. Lubię różnorodność w kuchni, ale rosół obok zawsze moze sobie spokojnie pyrkotać :-)

      Usuń
  30. Nigdy nie słyszałam o piciu żelatyny i zaskoczyłas mnie taką akcja i właściwościami. Dobrze, że jednak zwrocilas uwagę na drugą stronę medalu...
    Rosół bardzo lubię i zdecydowanie uważam za świetne źródło cennych składników :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagladam na blogi włosomaniaczek, a one zawsze mają jakieś swoje recepty na porost włosów :-)

      Usuń
  31. O roku gotuję zupy wyłącznie warzywne i na warzywach, zwykle zaspokajam się u Mamy lub Teściowej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałabym teraz rezygnować z mięsa. Jestem przeciwniczką objadania sie nim, ale kiedy zna sie swóje ciało, to ono samo potrafi dyktować apetyt :-)

      Usuń
  32. Uwielbiam rosołek :) Najlepszy taki z kluseczkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze gdyby się chciało zrobić samodzielnie takie kluski. Pamietam, że mama kiedyś robiła, ale to były czasy naprawdę podłych, rozgotowujących się makaronów :-)

      Usuń
  33. Ja nie miałam o tym pojęcia... W sumie dopiero zaczynam swoją kulinarną przygodę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedno jest pewne - jedzenie to nie tylko napychanie żołądka. Przecież jesteśmy tym co jemy :-)

      Usuń
  34. Ostatnio słyszałam,że mięso zalewać się powinno zimną wręcz lodowatą wodą. Ja dodaję imbiru i kurkumy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama wkładam mięso do zimnej wody i zaczynam gotowanie. Wrzątek spowodowałby, że mięso by sie zamknęło, a nam chodzi o to, by jak najwiecej z siebie oddało (tak gdzieś, kiedyś wyczytałam). O, tych przypraw nie stosowałam do rosołu nigdy... Wtedy pewnie ma taki bardziej orientalny smaczek :-)

      Usuń
  35. Ja najbardziej lubię rosół drobiowy z całego kurczaka, oczywiście najpierw rozebranego na części;) Ten z dodatkiem wołowiny mi nie smakuje, nie mówiąc o kaczce, której aromatu nie toleruję;)
    Co do żelatyny, to w sumie jak inaczej mieliby to pozyskać? ;) Pytanie tylko, czy faktycznie wydzielają i oczyszczają samą żelatynę, czy więcej odpadów tam zostaje sproszkowanych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie te mieszane rosoły najbardziej odpowiadają. Zgadzam się, na "masową skalę" nie da się pewnie inaczej pozyskać żelatyny, podobnie wygląda masowa produkcja wielu produktów i nie da się wykluczyć, że gdybyśmy przy tym procesie pojawiły się osobiście, to pewnie nigdy danego produktu nie wzięłybyśmy do ust, a tak to pokręcimy nosem, ale użyjemy. Jednak właśnie z tego powodu nie mogłam sobie wyobrazić tego codziennego picia żelatyny na włosy. Zbrzydziło mnie to jakoś :-/

      Usuń
  36. Dokładnie tak jak napisałaś jest produkowane żelatyna. jednak uwaga osób z dysfunkcjami nerek nie powinny używać zbyt dużo żelatyny.

    Co do rosołu to już też na swoim blogu pisałam, że najlepsza na przeziębienie jest cysteina, która pomaga zwalczyć przeziębienia. Potwierdzają to dane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli idealna zupa na tę porę roku, chociaż rosół o każdej porze roku chętnie zjem, a na przykład takiej grochówki już nie - latem zupełnie nie mam na nią ochoty :-)

      Usuń
  37. Też podpiekam cebulę na gazie. I jako, że u mnie gotowanie jest czynnością działającą relaksująco w stresie i złości, to zauważyłam, że im większy stres czy złość neutralizuję, tym lepszy rosół mi wychodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę - a u mnie odwrotnie! Im bardziej jestem zestresowana, tym gorsze jedzenie mi wychodzi... Nie mam wtedy serca do garów :-)

      Usuń