środa, 20 stycznia 2016

Choroba małżeńska

"Kiedy rankiem 11 września dwa porwane przez terrorystów samoloty wbijają się w wieże World Trade Center, oboje czują w duchu dziką satysfakcję: Joyce jest pewna, że Marshall zginął w jednej z wież, gdzie pracował, a Marshall sądzi, że Joyce była na pokładzie samolotu, który rozbił się w Pensylwanii. Niestety, muszą przełknąć rozczarowanie: szczęśliwym trafem uszli z życiem... "
(fragment recenzji z okładki) 

Taką akcję zastajemy na początku książki, która opisuje perypetie małżeństwa nowojorczyków po trzydziestce, usiłujących się rozwieść, gdyż nie widzą już możliwości  bycia razem, ale tak naprawdę żadne z nich nie umie sprecyzować w duchu o co poszło. Każde z nich chce wywalczyć dla siebie jak najkorzystniejsze warunki rozwodu, a do czasu ostatecznego rozwiązania zmuszeni są zamieszkiwać w jednym mieszkaniu. Oczywiście nie przebierają w środkach, byle tylko dopiec czy zaszkodzić sobie nawzajem. Książka momentami śmieszy, aczkolwiek wbrew recenzjom - ja widziałam tam raczej dramat. Niemniej jednak, to ciekawe studium małżeństwa w stanie rozpadu czytało się dobrze. Podobno niektórym zdarza się rozwód kulturalny (tak głoszą plotki), jednak sama znam bliżej pewną rozwódkę i z jej opowieści wiem, że u niej jednak wyglądało to podobnie jak w "Chorobie małżeńskiej".



A nawiązując do tematu książki…

Młoda, zakochana para ślubuje sobie dozgonną miłość i oddanie, zwykle nie myśląc o problemach, jakie ją czekają w przyszłości - bycie zakochanym potrafi niektórych otumanić. Niestety blisko 1/3 małżeństw kończy się rozwodem, a wiele par, mimo że ciągle pozostają małżonkami, nie tworzą szczęśliwej rodziny. Wchodząc w związek małżeński idealnie byłoby zdawać sobie sprawę z tego, że założenie rodziny wiąże się z wieloma wyrzeczeniami, problemami dnia codziennego i wyzbyciem się egoistycznego podejścia do życia, co z pewnością zaoszczędziłoby w przyszłości wielu rozczarowań, ale – jak mówią – mądry po szkodzie….

Ludzie wiążą się ze sobą, ponieważ ponad wszystko pragną ze sobą być, jednak życie w małżeństwie to nie tylko słodkie patrzenie sobie w oczy, to coś więcej - para tworzy wspólną przestrzeń, która charakteryzuje się świadomością wewnętrznej jedności oraz odrębności rodziny. Partnerów łączy szczególny rodzaj więzi, pozostawiający wszystkie inne (np. z rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi) na drugim planie. Nie obejdzie się przy tym bez pracy nad sobą i pielęgnowania swojego związku z partnerem.

Spotkałam się ze stwierdzeniem, że małżeństwo to doskonałe ćwiczenie duchowe - żaden klasztor nie umożliwi tak wszechstronnego rozwoju duchowego, jak właśnie małżeństwo. Po dwudziestu 23 latach małżeństwa stwierdzam, że to prawda - klasztor z pewnością nie zapewniłby mi tylu wyzwań.

Nie ma dwóch takich samych ludzi, a więc nie ma również dwóch takich samych par, jednak mimo wszystko można pokusić się o sformułowanie ogólnych zasad, na których winna opierać się ta krucha budowla, jaką jest małżeństwo. Dobre zasady znalazłam w pierwszym numerze Przewodnika duchowego (przewodnikduchowy.pl)  – myślę, że warto je zapamiętać, choćby na przyszłość:


1. Zbudujcie wspólnotę opartą na intymności, pozostawiając sobie jednak nieco marginesu na zachowanie własnej autonomii.

2. Oddzielcie się emocjonalnie od rodzin, w których oboje wyrośliście – niezależność pozwoli wam budować własne życie, skoncentrowane wokół nowej rodziny, którą sami założyliście.

3. Uprawiajcie seks – regularnie i satysfakcjonująco dla obojga partnerów. W tej sferze egoizm nie popłaca. Na dłuższą metę prowadzi do niezadowolenia.

4. Wspierajcie się i pocieszajcie w trudnych chwilach – partnerzy zawsze powinni „stać za sobą murem” i bronić przed atakami z zewnątrz.

5. Wszystkie decyzje dotyczące życia rodzinnego powinniście podejmować wspólnie i z szacunkiem dla partnera. Czasami będzie trzeba iść na kompromis, ale przecież nie ma w tym nic złego.

6. Starajcie się, w miarę możliwości, zaspokajać potrzeby partnera. Każdy człowiek ma jakieś marzenia i oczekiwania względem swojego życia. Małżonkowie powinni pomagać sobie w realizowaniu tych marzeń. Nawet jeśli jest to coś mało interesującego dla ciebie, dla twojego partnera może okazać się ogromnie ważne.

7. Zachowajcie dobre poczucie humoru – bez niego szybko się sobą znudzicie i nie będziecie potrafili zachować dystansu do codziennych obowiązków.

8. W obliczu kłopotów – pokonujcie je razem. Nie poddawajcie się tylko dlatego, że coś jest trudne. Małżeństwo powinno pełnić rolę bezpiecznej przystani, w której partnerzy mogą schronić się i zregenerować siły.

9. Bawcie się dobrze ze swoimi dziećmi – wiem, to nie jest łatwe, kiedy człowiek chodzi ciągle niewyspany i przemęczony. Dobrze jest pamiętać, jacy sami byliście jako dzieci. Co robiliście i o czym marzyliście – pamięć o własnym dzieciństwie ułatwi wiele spraw.

10. Bądźcie romantyczni – kiedy mija pierwsza ekscytacja ukochaną osobą i pojawia się codzienna rutyna, warto pamiętać o początkach swojej rodziny. Utrzymujcie to piękne wrażenie nowości i ekscytacji. Od czasu do czasu wybierzcie się na randkę do ulubionej restauracji lub wypijcie wieczorem lampkę dobrego wina przy świecach. Spędzanie czasu tylko we dwoje wzmocni między wami więź.

Jeśli chcielibyście coś do powyższej listy dopisać, rozszerzyć brzmienie któregoś punktu, albo po prostu podzielić refleksjami na temat małżeństwa to zapraszam do komentowania.

74 komentarze:

  1. Niby wszyscy o tym wiedzą, ale zastosować trudno:-)
    Mam już prawie 34 lata doświadczenia i zaręczam, że da się pokonać wszystkie trudności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może czasami zbyt emocjanalnie podchodzimy do siebie? Ale to też podobno oznacza, że ciągle nam na sobie zależy. Podobno najgorzej jest, kiedy ludzie już nawet na siebie uwagi nie zwracają, to już początek końca.

      Usuń
  2. Małżeństwo i życie we dwójkę to naprawdę duże wyzwanie. Zawsze wzoruje się na moich rodzicach, którzy mają w tym roku 30 rocznicę ślubu. Da się, tylko trzeba chcieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We dwójkę jak we dwójkę, ale nieporozumienia i wzajemne pretensje wzrastają po pojawieniu się dzieci. Dobrze móc wzorować się na rodzicach. Kochający się rodzice to duża wartość w życiu dziecka, a jeśli coś u rodziców zgrzyta, dzieciaki od razu to przejmują.

      Usuń
  3. Pod wszystkimi punktami podpisuję się i starałam zawsze realizować (32 lata po ślubie). Najtrudniejszy i najbardziej skomplikowany jest p.2 i często prowadzi do rozbicia rodziny. Zdarza się że problemy z teściami lub innymi członkami obu rodzin rozwiązują się dopiero po śmierci stron konfliktu( straszne, ale prawdziwe)
    Znam wiele rozbitych małżeństw, ale nie znam takiego, które żyje w przyjaźni po rozwodzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - drugi jest trudny... Przechodziłam sama przez konflikt z teściową, która za żadne skarby nie chciała wypuścić syna spod swoich skrzydeł. W końcu syn dojrzał i sam ja trochę przystopował. Ale znam wiele takich czy jeszcze gorszych przypadków, bo zakończonych wręcz rozbiciem małżeństwa przez wnikliwych rodziców. Sama twierdzę - trudny, jeśli dorosłe dziecko nie potrafi przeciąć pępowiny to może i lepiej, że w końcu zostaje samo. To przecięcie pępowiny świadczy przecież o dojrzałości.

      Usuń
  4. Książka wydaje się być ciekawa.
    A Twoje rady są bardzo pomocne
    pozdrawiam serdecznie
    MARCELKA Fashion
    ♡♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W skali 1-5 oceniam na 4, za bardzo nie wciąga, ale czyta się dobrze. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  5. Książka dla małżeństw idealna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie wzbudza refleksje... Czasami ludzię zapominają co ich połączyło i tak jak bohaterowie książki nie wedzą już o co tak naprawdę poszło w sporze, przecież na początku tak bardzo się kochali :-)

      Usuń
  6. ech, gdyby jeszcze doba trwała dłużej niż 24 h - można byłoby się stosować do wszystkich punktów...
    w każdym razie zgadzam się z odcięciem od rodzin (nikt tak nie sączy jadu w ucho jak własna matka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tatusiowie też mają czasami za uszami, wybranek córki często wydaje im się nieudacznikiem, i od strony teściów czychają zasadzki. Odcięcie emocjonalne jest konieczne. Bliscy muszą zrozumieć, że w życiu dzieci pojawily się nowe bardzo ważne osoby :-)

      Usuń
  7. Wydaje mi się, że jesteśmy udanym małżeństwem i póki co rozwód nam nie grozi:D zbudowaliśmy trwałą relację przez lata i jasne, istnieje zasada "nigdy nie mów nigdy" i tak nie twierdzę ale...te zasady, o których piszesz spełniamy i chyba to też właśnie jest pewien klucz do szczęścia:)Z tym, że mam wrażenie, że choćby sztuka kompromisu czy pocieszania siebie nawzajem wynika też z naszych charakterów. A ludzie są różni, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - swoją rolę też grają charaktery, ale miłość cierpliwa jest ;-) itd.

      Usuń
  8. Każde małżeństwo rządzi się innymi prawami, ale wszystko co napisałaś powyżej to bardzo przydatne rady :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Punkt trzeci realizuję bardzo skrupulatnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu znów pojawienie się dzieci trochę zaburza. Zwykle. Wynika z Twego komentarza, że radzisz sobie znakomicie ;-)

      Usuń
  10. Bardzo wazne podpunkty. Z czasem wszystko sie "objada" I trzeba naprawde sie starac I pielegnowac milosc. Punkt 3 jest naprawde wazym schematem w zyciu pary. Im dluzej nie mamy czasu na siebie, tym bardziej jestesmy podbuzowani I nerwowi. Bliskosc zbliza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda i zresztą nie tylko seks, ale też codzienne przejawy czułości typu: buziak na powitanie, trzymanie się za rękę, obejmowanie. Z czasem bywa tego coraz mniej.

      Usuń
  11. Gaju, czy Ty jesteś po psychologicznych studiach? Przepraszam, że pytam, ale Twoje rady są bardzo mądre i ciekawe - fachowe. A książka bardzo interesująca, może będę miała okazję kiedyś przeczytać. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem po studiach psychologicznych, ale jeśli coś jest twoim konikiem przez 20 lat to można się trochę i samodzielnie wykształcić ;-) Pozdrawiam!

      Usuń
  12. ahhhhhh żeby tak sie dało tak idealnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istnieje w ogóle coś takiego jak ideał?... Tylko nam obserwatorom jakiejś sytuacji tak się wydaje, ale jak jest naprawdę?

      Usuń
  13. U mnie do małżeństwa jeszcze daleka droga i boję się tego, że nam nie wyjdzie. Nie jest to strach paraliżujący, ale od czasu do czasu, gdy słyszę, że jakaś wspaniała para się rozstaje, mam wątpliwości. Ale to czas pokaże...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno na siłę wchodzić w związek nie należy, tylko dlatego, że w końcu kiedyś trzeba. Ja swój tak dawno zawarłam, dzisiaj pamiętam, że wcale nie myślałam jak to będzie, po prostu nie wyobrażałam sobie życia bez Niego. Czy lepiej by było, gdybym wszystko przemyślała? Tego nie wie nikt. Często mówimy, że do jakiegoś kroku pcha nas intuicja, choć w przypadku związków... może zaślepienie ;-)

      Usuń
  14. Bardzo nie lubię tych statystyk dotyczących rozpadających się małżeństw. Nie wiem skąd one się biorą... Jeżeli chodzi o te zasady to zgadzam się ze wszystkimi, bardzo dobrze napisane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, lepiej jest takim danym za bardzo się nie przyglądać, ja tam wierzę w prawo przyciągania :-)

      Usuń
  15. Zawsze trzeba leczyć to co się psuje w małżeństwie, chociaż łatwiej byłoby machnąć ręką i pójść na łatwiznę, odejść. Jeśli nam jednak na sobie zależy, trzeba walczyć :)
    Dużo daje wypracowanie u siebie cierpliwości i tolerancji . Nie szukać wad i niedociągnięć tylko u swojej połowy ale najpierw u siebie. Trwa to latami ale warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w chwilach zwątpienia pomagało też cofnięcie się myślami do początków związku :-)

      Usuń
  16. Za mną 25 lat małżeństwa. Udaje nam się może dlatego, że, nieświadomie, stosujemy w/w zasady. Mamy ze sobą niezły baw, wspólne i osobne pasje, nasze dorosłe dzieci mówią, że mają fajnych rodziców a ich znajomi lubią u nas bywać w domu.
    Myślę, że trzeba też w małżeństwie umieć wybaczać. Nasze potknięcia, zawody, oczekiwania sprawiają drugiemu ból, ale trzeba umieć postawić się na miejscu drugiej osoby i spojrzeć na sytuacje od tej drugiej strony- wtedy wybaczanie przychodzi łatwiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, wybaczanie jest ważne. I nie wyolbrzymianie problemów, podchodzenie z dystansem. Też uświadomienie sobie, że może sama nie jestem idealną żoną mimo wszystko. Nasze dzieci nie powiedziały nam w oczy, że jesteśmy fajni, ale że odstajemy od rodziców ich znajomych, bo brakuje nam powagi rodzicielskiej - czasami mam wrażenie, że nas karcą ;-)

      Usuń
  17. Bardzo ładnie napisane :) Choć mi małżeństwo zdecydowanie nie grozi to jednak w dłuższym związku chciałabym być i wszystkie umieszczone przez Ciebie rady uważam za bardzo ważne :)
    I w sumie to bardzo smutne, jak można nienawidzić drugiego człowieka, by liczyć na śmierć tej osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś słyszałam żarcik, że nie ma takiej żony, która by siebie nie wyobrażała w stroju żałobnym ;-) Jak najbardziej, związek nie musi być małżeństwem, nie wg mnie :-)

      Usuń
  18. Oj, małżeństwo to niezły dyplomatyczny popis - czasem jak balansowanie na linie... Myślę, że każda para jest inna, ale jedno jest wspólne - nad małżeństwem, jak nad każdym związkiem, trzeba pracować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzebna umiejętność chodzenia na kompromis, tylko kompromisy są w stanie utrzymać związek dwojga ludzi o odrębnych potrzebach. Na pewno nie zapominanie o swoich potrzebach, tu szczególnie kobiety przodują, a nie można (sama się na tym przejechałam!), tylko każde ustępuje po trochę.

      Usuń
  19. Ze wszystkich powyższych punktów "autonomię" w związku uważam za najważniejszą. Będąc z kimś nie przestawajmy myśleć o sobie. O własnych potrzebach i marzeniach. Ich nierealizowanie (bo przecież każdy je ma) na dłuższą metę prowadzi do frustracji. Nawet w związku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkałam porównanie związku dwojga ludzi do drzew rosnących obok siebie. Jeśli rosną zbyt blisko, nie rozwiną się jak należy, może nawet któreś zmarnieje.

      Usuń
  20. Ja nie jestem osobą stworzoną do małżeństwa, przynajmniej tak myślę na razie. Może za jakiś czas się to zmieni, ale dobrze mi jako singielce :))) Twoje rady wydają mi się bardzo trafne i na pewno jeśli wszyscy by się do nich stosowali nie byłoby tyle rozwodów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie jestem jakąś zagorzałą fanką pobierania się, chociaż mam wrażenie, że niektórzy czuja wewnętrzny przymus, albo zewnętrzny - rodzina spokoju nie daje. Rozumiem, że ktoś nie koniecznie chce być w trwałym związku, tak samo jak to, że można nie chcieć urodzić dziecka. W ogóle życie wg oczekiwań społecznych jest do d..y.

      Usuń
  21. Choć do małżeństwa mi jeszcze daleko jestem w związku i te wszystkie rady są kwintesencją tego jak powinno się budować związek dwójki ludzi. Jednak coraz częściej mam nieodparte wrażenie, że ludziom się nie chce. Nie chce im się budować cudownej relacji, dbać o nią i jej pielęgnować, a potem budzą się z przysłowiową ręką w nocniku i mają żal do całego świata, że im się nie udało. Niestety albo stety ale związek to ciągła praca, doskonalenie i świadomość tego, że o drugiego człowieka trzeba dbać i kochać. Samo nic się nie zrobi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jest tak jak piszesz - ludzim się nie chce. Teraz mamy takie czasy, że jeśli się nie uda, to odchodzimy od partnera i zaczynamy od nowa, ponieważ wiemy, że ze strony społeczeństwa nie spotka nas ostracyzm. Myślę, że kiedyś rozwody nie następowały tak często, bo ludzie bali się reakcji otoczenia... Ale też nie możemy wykluczać, że ktoś po prostu woli być sam i to też jest w porządku. Bardziej w porządku niż małżeństwo na siłę :-)

      Usuń
  22. W moim przypadku małżeństwa jeszcze na horyzoncie nie widać, ale jestem w związku. Ewentualnie może je widać, ale ja nic nie wiem, to akurat zależy od mojego chłopaka ^^ Uważam jednak, że rady te są bardzo cenne na każdym etapie znajomości, każdym etapie związku. Bycie z kimś to wcale nie taka prosta sprawa i ja codziennie dowiaduję się o tym na nowo. Cieszę się jednak bardzo, że znalazłam tego kogoś, z kim chce spędzić resztę życia :) Długa droga jeszcze przed nami, ale wierzę, że razem damy radę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że rady dotyczą także "nie zarejestrowanych" związków! Kiedyś nawet uważałam, że bycie w takim zwiazków to jest dopiero prawdziwa miłość - bez żadnych przysiąg, które są tak beznadziejne. Jednak życie zweryfikowało moje przekonania. Dzisiaj uważam, że zawarcie małżeństwa to zawsze jakaś ochrona prawna sytuacji majątkowej naszej i dzieci. Miłość jest piękna, ale prawo gwarantuje ochronę tylko zarejestrowanym :-)

      Usuń
  23. nie wydaje mi się żeby małżeństwo było dla mnie, ale pewnie jeszcze zmienię zdanie. wydaje mi się że wielu ludzi robi to "na pokaz"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pokaz, byle rodzina już nie ględziła. Aczkolwiek w parze łatwiej jest utrzymać dom ;-)

      Usuń
  24. Zgadzam się z każdym słowem. :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jedno jest pewne: bycie w związku zwyczajnie nam się opłaca;)
    Faceci mają darmowy seks, a kobiety pieniądze, za które mogą kupić fajne ubrania i kosmetyki. Poza tym jest do kogo się przytulić w nocy albo ponarzekać na szefa z pracy;)
    Dbajmy więc o nasze związki, by były jak najbardziej udane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie łatwiej też jest utrzymać dom. Moja rozwiedziona koleżanka co chwila wzdycha: "ty masz dobrze". Ale każdy dokonuje wyborów, których konsekwencje ponosi. Ona ponosi, bo się rozwiodła, ja też jakieś ponosiłam czy wciąż ponoszę (jak wspominałam, małżeństwo to piekielnie dobre ćwiczenie duchowe!)

      Usuń
  26. Wszystkie napisane rady są bardzo ważne i zgadzam się z nimi. Uważam też, że na siłę nie ma co tkwić w małżeństwie jeśli dwie osoby po próbie ratowania są nieszczęśliwe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak się zdarzyć, że nie ma co ratować - jeśli nie wyobrażamy sobie z kimś bliskości...

      Usuń
  27. Piękne zasady. Staramy się pamiętać o nich. Może i nie mamy wielkiego stażu z mężem, ale te 6 lat, które mamy za sobą przeżyliśmy pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sześć lat to już coś! Pamiętam, że kiedy mój związek miał sześć lat to byłam z siebie dumna :-) Bo tak to już jest, że każdy po cichu liczy ile już wspólnego życia mamy za sobą.

      Usuń
  28. Okropna ta historia, ze tez do tego stopnia, malzenstwo to proba wytrzymalosci, nie dla milosci, ale dla czlowieka, na ile jest w stanie sluzyc drugiemu czlowiekowi i do jakiego stopnia potrafi pojsc na kompromis. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnóstwo nie chce, nie potrafi i przyznaje się do tego. Rozumiem to, sama nie jeden raz zgrzytalam zębami. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  29. Heh, tytuł to dla obecnej władzy zapewne promocja homoseksualizmu i walka z tradycyjną rodziną :-P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im wszystko się jakoś w tym kierunku kojarzy :-/

      Usuń
  30. Każdy z tych punktów, to powód, dla którego mój związek nie wytrzymał próby wspólnego życia. I patrząc na to, to jednak dobrze, że nie wytrzymał, bo bym zwariowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że nie zawsze da się skleić, tym bardziej, gdy części do siebie nie pasują. Tak też bywa, życie :-)

      Usuń
  31. Wszyscy mamy tylko jedno zycie i chcemy je przezyc jak najlepiej. Najgorszy jest scenariusz gdy jedno ciagle kocha i to mocno, a druga osoba wrecz przeciwnie, nie sposob sie nie rozejsc, wiadomo ze nie obejdzie sie bez cierpien. Mam dobra znajoma, ktora rozeszla sie wiele lat temu i pamietam jak powiedziala mi, ze gdyby nie zrobili tego to oboje by zwariowali, dokladnie tak jak Krolowa Karo wyzej napisala. Ta kobieta jest starsza osoba, ale zdrowa, zadbana, wysportowana, nawet uprawia taki sport jak surfing, podrozuje po swiecie, ma mnostwo znajomych, naprawde jest szczesliwa, w zartach cieszy sie ze nie musi opiekowac sie mezem, ktory ma rozne dolegliwosci, ale nie musi tez martwic sie o niego bo on ma zone. Od czasu do czasu widuja sie na roznych rodzinnych imprezach, bo wspolnie maja dorosle dzieci i duzo wnukow, zawsze sa do siebie przyjacielscy (no moze za duze slowo przyjacielscy), ale od samego poczatku sa w porzadku do siebie, oboje chcieli tego rozwodu. Znam wiecej szczesliwie rozwiedzinych, oczywiscie dobrze jest kiedy nie dochodzi do tego i na pewno warto walczyc o szczescie malzenskie, ale nigdy na sile. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja przeciwnie, nie widziałam takiej rozwodowej sielanki. Były znajomej przy okazji rozwodu z nią wykreślił też z życiorysu swoje dzieci - "przecież płacę alimenty, czego więcej chcesz?".

      Usuń
  32. Przede wszystkim gratuluje imponującego stażu małżeńskiego! W dzisiejszych czasach to na prawdę powód do dumy :)
    Jak najbardziej zgadzam się z każdym podpunktem. Ale to fakt, że niektóre z nich mogą wydać się trudne do zaakcetowania - w końcu kultura masowa karmi nas obrazem samozadowolenia, stawiania swoich potrzeb na pierwszym planie. A prawda jest taka, że czasem warto przedłożyć szczęście ukochanej osoby nad własne...
    Co do rozwodów, to nie znam przypadku, gdzie przebiegłby on kulturalnie... Sama próbowałam tak zakończyc swoje nieudane małżeństwo, jednak mój były nie był w stanie zaakceptować stanu rzeczy i na wszelkie sposoby uprzykszał mi życie, by zmusić mnie do powrotu...
    Nauczona tymi doświadczeniami dodałabym jeszcze może, że przed ślubem należy zdać sobie sprawę z tego, że nic nie zmieni się po tym kroku na lepsze - jeśli partner twierdzi, że po slubie przestanie naduzywać alkoholu, kraść, czy cokolwiek innego jest problemem, to nie jest to prawdą. Wręcz przeciwnie: liczmy się z tym, że wszelkie wady przybiorą na sile.
    Jeśli więc akceptujemy wady partnera i czujemy sie gotowi na wspólne życie, wiążące się z kompromisami, to jest to decyzja o slubie może byc uznana za słuszną ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można też powiedzieć, że ma się szczęście, kiedy luby przed ślubem nie kreuje się na kogoś innego niż jest w rzeczywistości. Taki kwiatek to dopiero niespodzianka. Dlatego jestem za wspólnym zamieszkaniem przed związkiem na stałe. Idealnie by było, gdyby partner nie stawiał przed nami wyborów typu: twoje albo moje szczęście. Z miłością mało mi się to kojarzy... A mój staż? Trochę zawdzięczam go dzieciom ;-)

      Usuń
  33. Podpisuję się pod tymi zasadami obiema rękami. Szkoda, że tak wiele osób o nich nie pamięta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaginęły w ferworze walki, w wirze emocji...

      Usuń
  34. Hmm, to może być ciekawa lektura, jednak ja zostanę przy swoich seriach i je do kończę, bądź zacznę ☺

    OdpowiedzUsuń
  35. Rady bardzo trafne. Właśnie bardzo ważne to odcięcie emocjonalne..... , a niektóre matki nie mogą pojąć, że to już dorosła osoba i ma prawo żyć tak jak chce.
    Pozdrawiam Gajo. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to, że brakuje odcięcia to - przepraszam, że powiem wprost, ale tak myślę - najczęściej zasługa nadopiekuńczej mamusi. To ona pielęgnuje to przywiązany, nie pozwala na zwrócenie się ku założonej rodzinie, bo przecież "to obca dziewczyna/chłopak. My jesteśmy twoją prawdziwą rodziną" albo z kolej następuje próba stworzenia mafii rodzinnej (jak było w naszym przypadku), czyli: Jesteście naszymi dziećmi, nie ma waszych spraw - to wszystko nasze sprawy, nie ma odrębnych planów - wszystkie są uzgadniane wspólnie i akceptowane przez "starszyznę", nie ma waszych dzieci - to nasze dzieci, mamy prawo je również wychowywać po swojemu itd. Nasze czytaj - wspólne, całej rodziny. Taka relacja nie pozwala na zachowania odrębności, osoba nie przyzwyczajona czuje się jakby do sekty trafiła.

      Usuń
  36. A co jeżeli bardzo dobre, zgrane małżeństwo rozwala syn z pierwszego małżeństwa kobiety? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, ktoś z boku może się wypowiedać jedynie ogólnie. Sama nie mam pojęcia co bym zrobiła. Słyszałam, że dzieci często odmawiaja rodzicom prawa do nowego związku, nie akceptują nowego partnera, każą rodzicowi wybierać - nowy partner czy stare dziecko. Ryzyko, że zwiazek nie wypali istnieje zawsze, a co dopiero przy partnerze z odzysku, obarczonym bagażem życiowym... Tak mi się wydaje :-/

      Usuń
  37. Bardzo dobre rady, najważniejsze to traktować partnera (i siebie) z szacunkiem :)

    OdpowiedzUsuń