sobota, 30 stycznia 2016

Niespodzianka ukryta w wyzwaniu

Ubiegłorocznej jesieni podjęłam osobiste wyzwanie czytelnicze: PRZECZYTAĆ CAŁĄ CHMIELEWSKĄ! Jako, że oprócz tych wesołych kryminałów czytam też inne książki, to statystycznie "zaliczam" jedną książkę Joanny Chmielewskiej miesięcznie, a więc do chwili obecnej przeczytałam: "Babski motyw", "Pech", Bułgarski bloczek" oraz "Dwie głowy i jedna noga".

I właśnie w tej ostatniej natknęłam się na niespodziankę: autorka podaje nam przepis na bujną czuprynę! Z rycyną w roli głównej - odtwarzam wiernie fragment książki:
"...przed myciem głowy nalewasz sobie trochę rycyny na spodeczek, spodeczek ustawiasz na filiżance z gorącą wodą, żeby ta rycyna była ciepła, bierzesz starą szczotkę do zębów...
- Mogę wziąć nową?
- Możesz. Rozdzielasz włoski co centymetr i w ten przedziałek wcierasz rycynę szczotką. Raz koło razu cały łeb. Sama czujesz, jak ci się robi ciepło w głowę. Następnie okręcasz całość suchym ręcznikiem frotte, najlepiej wyjętym z brudów...
- A może być czysty?
- Może, ale go szkoda. I tak trzymasz najmarniej pięć godzin. Niechby nawet osiem, więcej idzie na straty. Następnie myjesz głowę normalnym szamponem, mocno ciepłą wodą, jedna moja przyjaciółka myła letnią i pyskowała, że jej się źle zmywa, jasne, letnią źle, musi być dobrze ciepła, nie ukrop, który ci zedrze skórę, ale porządnie ciepła...
...I tak co tydzień. Skutki pojawiają się po trzech miesiącach, ale za to jakie...! Jeśli wytrzymasz rok, przez następne dwadzieścia lat budzisz okrzyki zachwytu i paroksyzmy zawiści.
- Skąd wiesz?
- Znałam dziewczynę, która wytrzymała rok. Przedtem była łysa. Osobiście trzy razy wytrzymałam po cztery miesiące, gdyby nie to, zapewniam, że polubiłby mnie Cyrankiewicz. Z usuwania włosów z głowy garściami przeszłam do utraty przy najgorszym szarpaniu, jednego albo dwóch pojedynczych włosków...

...Ewa słuchała z wielką uwagą, nie przerywając mi.
- Czegóż, do cholery, cała ludzkość tego nie stosuje?
- Z dwóch powodów, jak sądzę. Primo, spróbuj. Tydzień w tydzień kotłować się z tym smarowaniem, człowiek nie ma czasu, sił mu brakuje, tych ośmiu godzin nie ma z czego wydłubać i tak dalej. A secundo, może mniej ważne i tylko dla blondynek. Włosy od tego ciemnieją. Wyraźnie widać, to co od głowy odrasta jest ciemniejsze...
- Uzasadnione biologicznie. Ciemne włosy są mocniejsze...
...Wygrywają kobiety inteligentne! I wytrwałe! Nie tylko w tym, sama pomyśl, ile zabiegów wymaga czasu, żeby osiągnąć skutek długofalowy!..."

Oczywiście, pani Joannie pewnie chodziło o olej rycynowy. Próbowałam stosować go do rzęs i paznokci, niestety systematyczność w pielęgnacji skóry i jej wytworów nie jest moją mocną stroną, tak więc efektów nie doczekałam. Mimo to, kupiłam właśnie nową buteleczkę tego oleju i znów startuję. Wy również macie jakieś doświadczenia z olejem rycynowym?

A to już moje zakupy w Organeo. Może ktoś się zainspiruje?


Sante Pasta do zębów z wit. B12 bez fluoru, codzienne uzupełnianie wit. B12 - przy codziennym myciu zębów 2 x dziennie przez 4 tygodnie organizm jest zabezpieczony w 60% zapotrzebowania na witaminę B12. Pasta ma konsystencję żelu z dodatkiem soli morskiej i mineralnych środków czysczących naturalnego pochodzenia. Podobno doskonale usuwa kamień nazębny i bakterie z powierzchni zębów oraz pielęgnuje śluzówkę jamy ustnej.

Ekomama Olejek lawendowy powstaje w 100% z naturalnych składników. Cechuje go intensywny zapach dzieki wysokiej koncentracji olejków (prawda!). Przede wszystkim łagodzi stany lękowe, bóle głowy, stres, ułatwia zasypianie, ale też (o czym rzadko się wspomina) ma silne właściwości bakteriobójcze. Stosowany bywa przy infekcjach górnych dróg oddechowych i płuc. Tym olejkiem pachnie moja sypialnia.

Neobio Szampon zwiększający objętość włosów z bio kofeiną i wyciągiem z brzozy. Mam wrażliwy skalp, a ten szampon w ogóle go nie podrażnia. Moje włosy po umyciu nim wyglądają miekko i gładko, nie potrzebują odżywki. Szczególnie polecany do włosów cienkich, łamliwych i pozbawionych witalności.

Orientana Mydło z masłem shea: miód, drzewo sandałowe do mycia twarzy, działa peelingująco. Dla ciekawych składu i bardziej szczegółowego opisu link. Na mojej twarzy sprawuje się idealnie - nie wysusza, ani nie podrażnia.

Pukka Herbata Three Ginger - rozgrzewa i podnosi na duchu. Skład: korzeń imbiru (51%), korzeń galangal (28%), korzeń lukrecji, korzeń kurkumy (4%), aromat olejku imbirowego 1%. Ma delikatny i orzeźwiający smak, blady kolor i rzeczywiście rozgrzewa.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Organizacyjnie

Teraz czuję moc, teraz czuję siłę
Pójdę własną drogą na sam szczyt
Tego chcę
"Mocna" - Marta Podulka

Słowa też mają moc zmieniania naszego życia. Słowa to wypowiedziane myśli, a od słów blisko bywa do czynów. Dlatego w minionym roku często ratowałam się podczas gorszych dni nuceniem fragmentów budujących piosenek. Spróbujcie choćby tylko wypowiedzieć na głos ten fragment "Mocnej" i zwróćcie uwagę jak się właśnie poczuliście.

Na wielu blogach ukazały się już podsumowania osiągnięć z 2015 r., zerknęłam i ja na swój ubiegłoroczny post z postanowieniami, by sprawdzić, czego to sobie naobiecywałam i jak to wygląda po upływie 12 miesięcy...

Ku mojej radości złożyłam tylko jedno postanowienie i to dość ostrożne, była to: próba pójścia inną drogą, która ma mnie zaprowadzić do 100% zgodności moich działań z moją wizją dobrego życia (link).

Rok 2015 był dla mnie łaskawy, uczył mnie lagodnie, o wiele łagodniej niż wszystkie poprzednie lata, za co jestem ogromnie wdzięczna. Okazuje się, że nie zawsze musi bardzo boleć. Mimo, że ciągle nie zmieniłam swojej pracy, to znalazłam sposób, by nie wpływała na mnie destrukcyjnie, a po pracy mam swoje życie, w którym rządzi pasja. Z radością konstatuję, że przytłaczające uczucie bycia ciagle do czegoś zmuszaną wreszcie się ulotniło. 

Jednak najważniejsze moje wewnętrzne postanowienie - praca nad ksiażką, ciągle jest aktualne. Niestety, nie udało mi się ukończyć tego przyjemnego zadania w rok, ale też czuję, że zawaliłam organizacyjnie. Co z tego, że wymądrzałam się publicznie w którymś z postów tu zamieszczonych, że jeśli na czymś naprawdę nam zależy, to sprawy związane z realizacją tego powinny stać się dla nas priorytetowymi. Ostatecznie pogubiłam się w swoich priorytetach, a w grudniu to już na poważnie zwariowałam na punkcie domu i rodziny i prawie nie pisałam. 

Wiem, że mogłam pisać więcej i wiem, że jednym z rywali mojej ksiażki była blogosfera oraz przymus codziennego gotowania (bo świeże jedzonko najlepsze).

Bez dwóch zdań - muszę skubnąć trochę czasu w jednym miejscu, by móc jednak więcej czasu poświęcić swojemu najważniejszemu postanowieniu. Między innymi skubnę trochę blogowaniu. Od początku tego roku posty publikowane są co cztery dni (wcześniej co trzy), a teksty tu zamieszczane będą krótsze, o ile uda mi się powsztrzymać gadulstwo... Też tak macie, że kiedy zaczniecie pisać to nie możecie skończyć?

W 2016 roku będę zatem więcej pisać, chociaż nie na blogu, co nie oznacza, ze pozwolę Plantacji zmarnieć, o nie! Mam też więcej planów, ale wolę się teraz rozpisywać, gdyż ich realizacja będzie zależała między innymi od tego jak będę stała z czasem. Pod koniec roku opowiem jak było. 

środa, 20 stycznia 2016

Choroba małżeńska

"Kiedy rankiem 11 września dwa porwane przez terrorystów samoloty wbijają się w wieże World Trade Center, oboje czują w duchu dziką satysfakcję: Joyce jest pewna, że Marshall zginął w jednej z wież, gdzie pracował, a Marshall sądzi, że Joyce była na pokładzie samolotu, który rozbił się w Pensylwanii. Niestety, muszą przełknąć rozczarowanie: szczęśliwym trafem uszli z życiem... "
(fragment recenzji z okładki) 

Taką akcję zastajemy na początku książki, która opisuje perypetie małżeństwa nowojorczyków po trzydziestce, usiłujących się rozwieść, gdyż nie widzą już możliwości  bycia razem, ale tak naprawdę żadne z nich nie umie sprecyzować w duchu o co poszło. Każde z nich chce wywalczyć dla siebie jak najkorzystniejsze warunki rozwodu, a do czasu ostatecznego rozwiązania zmuszeni są zamieszkiwać w jednym mieszkaniu. Oczywiście nie przebierają w środkach, byle tylko dopiec czy zaszkodzić sobie nawzajem. Książka momentami śmieszy, aczkolwiek wbrew recenzjom - ja widziałam tam raczej dramat. Niemniej jednak, to ciekawe studium małżeństwa w stanie rozpadu czytało się dobrze. Podobno niektórym zdarza się rozwód kulturalny (tak głoszą plotki), jednak sama znam bliżej pewną rozwódkę i z jej opowieści wiem, że u niej jednak wyglądało to podobnie jak w "Chorobie małżeńskiej".



A nawiązując do tematu książki…

Młoda, zakochana para ślubuje sobie dozgonną miłość i oddanie, zwykle nie myśląc o problemach, jakie ją czekają w przyszłości - bycie zakochanym potrafi niektórych otumanić. Niestety blisko 1/3 małżeństw kończy się rozwodem, a wiele par, mimo że ciągle pozostają małżonkami, nie tworzą szczęśliwej rodziny. Wchodząc w związek małżeński idealnie byłoby zdawać sobie sprawę z tego, że założenie rodziny wiąże się z wieloma wyrzeczeniami, problemami dnia codziennego i wyzbyciem się egoistycznego podejścia do życia, co z pewnością zaoszczędziłoby w przyszłości wielu rozczarowań, ale – jak mówią – mądry po szkodzie….

Ludzie wiążą się ze sobą, ponieważ ponad wszystko pragną ze sobą być, jednak życie w małżeństwie to nie tylko słodkie patrzenie sobie w oczy, to coś więcej - para tworzy wspólną przestrzeń, która charakteryzuje się świadomością wewnętrznej jedności oraz odrębności rodziny. Partnerów łączy szczególny rodzaj więzi, pozostawiający wszystkie inne (np. z rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi) na drugim planie. Nie obejdzie się przy tym bez pracy nad sobą i pielęgnowania swojego związku z partnerem.

Spotkałam się ze stwierdzeniem, że małżeństwo to doskonałe ćwiczenie duchowe - żaden klasztor nie umożliwi tak wszechstronnego rozwoju duchowego, jak właśnie małżeństwo. Po dwudziestu 23 latach małżeństwa stwierdzam, że to prawda - klasztor z pewnością nie zapewniłby mi tylu wyzwań.

Nie ma dwóch takich samych ludzi, a więc nie ma również dwóch takich samych par, jednak mimo wszystko można pokusić się o sformułowanie ogólnych zasad, na których winna opierać się ta krucha budowla, jaką jest małżeństwo. Dobre zasady znalazłam w pierwszym numerze Przewodnika duchowego (przewodnikduchowy.pl)  – myślę, że warto je zapamiętać, choćby na przyszłość:


1. Zbudujcie wspólnotę opartą na intymności, pozostawiając sobie jednak nieco marginesu na zachowanie własnej autonomii.

2. Oddzielcie się emocjonalnie od rodzin, w których oboje wyrośliście – niezależność pozwoli wam budować własne życie, skoncentrowane wokół nowej rodziny, którą sami założyliście.

3. Uprawiajcie seks – regularnie i satysfakcjonująco dla obojga partnerów. W tej sferze egoizm nie popłaca. Na dłuższą metę prowadzi do niezadowolenia.

4. Wspierajcie się i pocieszajcie w trudnych chwilach – partnerzy zawsze powinni „stać za sobą murem” i bronić przed atakami z zewnątrz.

5. Wszystkie decyzje dotyczące życia rodzinnego powinniście podejmować wspólnie i z szacunkiem dla partnera. Czasami będzie trzeba iść na kompromis, ale przecież nie ma w tym nic złego.

6. Starajcie się, w miarę możliwości, zaspokajać potrzeby partnera. Każdy człowiek ma jakieś marzenia i oczekiwania względem swojego życia. Małżonkowie powinni pomagać sobie w realizowaniu tych marzeń. Nawet jeśli jest to coś mało interesującego dla ciebie, dla twojego partnera może okazać się ogromnie ważne.

7. Zachowajcie dobre poczucie humoru – bez niego szybko się sobą znudzicie i nie będziecie potrafili zachować dystansu do codziennych obowiązków.

8. W obliczu kłopotów – pokonujcie je razem. Nie poddawajcie się tylko dlatego, że coś jest trudne. Małżeństwo powinno pełnić rolę bezpiecznej przystani, w której partnerzy mogą schronić się i zregenerować siły.

9. Bawcie się dobrze ze swoimi dziećmi – wiem, to nie jest łatwe, kiedy człowiek chodzi ciągle niewyspany i przemęczony. Dobrze jest pamiętać, jacy sami byliście jako dzieci. Co robiliście i o czym marzyliście – pamięć o własnym dzieciństwie ułatwi wiele spraw.

10. Bądźcie romantyczni – kiedy mija pierwsza ekscytacja ukochaną osobą i pojawia się codzienna rutyna, warto pamiętać o początkach swojej rodziny. Utrzymujcie to piękne wrażenie nowości i ekscytacji. Od czasu do czasu wybierzcie się na randkę do ulubionej restauracji lub wypijcie wieczorem lampkę dobrego wina przy świecach. Spędzanie czasu tylko we dwoje wzmocni między wami więź.

Jeśli chcielibyście coś do powyższej listy dopisać, rozszerzyć brzmienie któregoś punktu, albo po prostu podzielić refleksjami na temat małżeństwa to zapraszam do komentowania.

piątek, 15 stycznia 2016

Problemy z pasją blogowania



źródło obrazka

Internet odgrywa wielką rolę w naszym życiu, podobno coraz częstszym problem staje się uzależnienie od sieci, tylko gdzie leży ta cienka granica pomiędzy normalnością a uzależnieniem? Czy jeśli prowadzę bloga i poświęcam 1 - 3 godziny dziennie na pisanie tekstów, odpowiadanie na komentarze i czytanie innych blogów, to można mi zarzucić, że jestem uzależniona, gdyż praktycznie codziennie korzystam z internetu?
  
Tak się składa, że korzystam też z wirtualnych przepisów kulinarnych, sklepów internetowych, wirtualnej bankowości, poczty oraz oprócz blogów, czytam w sieci różne inspirujące artykuły. W sumie spędzam trochę czasu przed laptopem, aczkolwiek uzależniona się nie czuję (hehe, tak twierdzi każdy uzależniony), co niekiedy członkowie rodziny usiłują mi zarzucać. Taką mamy rzeczywistość, przez internet szybciej i łatwiej, więc dlaczego nie korzystać? 

Bardziej złożone wydaje się szeroko pojmowane blogowanie, które w przypadku wielu z nas (także w moim przypadku) można nazwać pasją blogowania. Tutaj niektórzy twierdzą, że zbyt wiele czasu spędzają w sieci i dlatego ustanawiają dni bycia poza siecią – sama też ustanawiałam. Czy potrzebnie? Jako dzień odpoczynku od blogowania, uważam, że taki dzień jest absolutnie potrzebny dla higieny umysłu. Przerwa musi być, odpoczywać warto też od pasji, żeby później wrócić ze świeżym umysłem. Poza tym, taki dzień wydaje mi się równie przydatny jak dzień robienia sobie tzw. „święta lasu” czyli postanowieniem, że dzisiaj się nie kąpiemy. Przykładowo: jeśli w trakcie takiego dnia będę musiała wykonać przelew, to co? Muszę drałować na pocztę, bo akurat mam postanowienie?

Warto też uzmysłowić sobie, że każda pasja ma to do siebie, że zajmuje nam czas - pochłonięci ukochanymi czynnościami zapominamy na moment o istnieniu obowiązków czy innych ludzi.  Czy pasja blogowania jest w czymś gorsza od pasji wędkowania czy robienia zdjęć ? Czy tylko dlatego mam sobie robić wyrzuty, bo moja pasja wiąże się z korzystaniem z sieci?

źródło obrazka
Mamy więc za sobą szereg podchwytliwych pytań, jednak zanim zaczniemy wyrzucać sobie nadmierne bycie online, warto zastanowić się czy pojawiły się u nas może takie objawy jak m.in. irytacja, gdy ktoś przeszkadza nam w korzystaniu z internetu, poczucie winy, gdy spędzamy w sieci zbyt wiele czasu, izolacja od rodziny i znajomych, do jakiej prowadzi intensywna aktywność online oraz poczucie spełnienia, gdy jesteśmy online i paniki gdy jesteśmy poza zasięgiem sieci,  które mogą świadczyć o uzależnieniu. A bardziej profesjonalnie: 

„Kimberly Young z University of Pittsburgh (USA), pionierka badań nad uzależnieniem od komputera i sieci internetowej, stwierdziła, że osoby uzależnione spędzają przy komputerze średnio 35 godzin tygodniowo (poza obowiązkami wynikającymi z zatrudnienia). Wyróżniła też pięć podtypów uzależnienia związanego z komputerem, tj.:

  • erotomanię internetową (cybersexual addiction) – np. oglądanie filmów i zdjęć o charakterze pornograficznym, uczestniczenie w czatach o tematyce seksualnej itp. (zob. Cyberseks),
  • socjomanię internetową, czyli uzależnienie od internetowych kontaktów społecznych (cyber-relationship addiction) – np. korzystanie z chat-roomów i poczty elektronicznej, uczestniczenie w grupach dyskusyjnych, które zastępują kontakty z rodziną i przyjaciółmi, a nawet „wirtualne zdrady”,
  • uzależnienie od sieci internetowej (net compulsions) – np. uzależnienie od gier hazardowych (internetowy patologiczny hazard w kasynach sieciowych), od gier sieciowych (przeciwnik jest żywym człowiekiem, który również siedzi w tym momencie przy monitorze), od operacji giełdowych poprzez internet, od aukcji czy zakupów online,
  • przeciążenie informacyjne – czyli przymus pobierania informacji (information overload) – np. poszukiwanie nowych informacji, przeszukiwanie baz danych,
  • uzależnienie od komputera (computer addicion) – np. uzależnienie od gier komputerowych.

Do tych podtypów można dodać jeszcze uzależnienie od blogów polegające na śledzeniu cudzych historii życia opisywanych na stronach internetowych lub opisywaniu własnych historii. Jako formę uzależnienia od Internetu można także traktować hakerstwo. Specyficzną formą uzależnienia od Internetu jest coraz bardziej popularny wirtualny świat – Second Life

Kimberly Young, psycholog z University of Pittsbourgh (USA), w 1996 r. jako pierwsza zaproponowała, aby uzależnienie od Internetu potraktować jako chorobę, czym naraziła się zwolennikom poglądu, że uzależnić się można tylko od substancji chemicznych. Badaczka ta przedstawiła propozycję pytań ułatwiających postawienie diagnozy uzależnienia od Internetu (Internet addiction disorder). Zdaniem autorki, udzielenie twierdzącej odpowiedzi na pięć spośród ośmiu pytań przemawia za istnieniem patologicznego uzależnienia od Internetu. Oto pytania:

  1. Czy czuje się Pan/i zaabsorbowana/y Internetem do tego stopnia, że ciągle rozmyśla o odbytych sesjach internetowych i/lub nie może doczekać się kolejnych sesji?
  2. Czy odczuwa Pan/i potrzebę zwiększenia ilości czasu spędzanego w Internecie, aby uzyskać większe zadowolenie (mieć więcej satysfakcji)?
  3. Czy podejmował/a Pan/i wielokrotnie nieudane próby kontrolowania, ograniczania lub zaprzestania korzystania z Internetu?
  4. Czy odczuwał/a Pan/i wewnętrzny niepokój, miał/a nastrój depresyjny albo był/a rozdrażniona/y wówczas, kiedy próbował/a Pan/i ograniczać lub przerwać korzystanie z Internetu?
  5. Czy zdarza się Pani/Panu spędzać e Internecie więcej czasu niż było pierwotnie zaplanowane?
  6. Czy kiedykolwiek ryzykował/a Pan/i utratą bliskiej osoby, ważnych relacji z innymi ludźmi, pracy, nauki albo kariery zawodowej w związku ze spędzaniem zbyt dużej ilości czasu w Internecie?
  7. Czy kiedykolwiek skłamał/a Pan/i swoim bliskim, terapeutom albo komuś innemu w celu ukrycia swojego nadmiernego zainteresowania Internetem?
  8. Czy używa Pan/i Internetu w celu ucieczki od problemów, albo w celu uniknięcia nieprzyjemnych uczuć (np. poczucia bezradności, poczucia winy, niepokoju lub depresji)?

Osoby, u których spędzanie czasu przed komputerem lub w sieci stało się problemem, bardzo często mają za sobą nieudane próby kontrolowania swoich zachowań związanych z tą czynnością, odczuwają podniecenie podczas korzystania z tych urządzeń lub usług, zaniedbują rodzinę, przyjaciół, naukę, pracę itp., ograniczają sen, przeżywają uczucie wstydu, lęku, niepokoju, wycofują się z innych aktywności życiowych i przyjemności oraz odczuwają różne dolegliwości fizyczne spowodowane np. przyrostem lub utratą masy ciała, bólami głowy, bólami pleców wynikającymi ze zmian w kręgosłupie, tzw. zespołem cieśni nadgarstka itp.”

Te i inne ciekawe informacje na temat uzależnienia od komputera i sieci znajdziecie na stronie: http://psychiatria.mp.pl/uzaleznienia/show.html?id=74360

U mnie w tym temacie na razie w porządku, ale w razie czego będę się pilnować. U Was – mam nadzieję – również!

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Niezdrowa pogoda



źródło obrazka
Na pogodę niektórzy narzekają bez przerwy: za gorąco, spada ciśnienie, wieje wiatr, nadchodzi burza, leje deszcz. Aż ciśnie się na usta stwierdzenie, że to tylko wymówka przed byciem szczęśliwym albo usprawiedliwienie na lenistwo – jednak nie zawsze tak to działa. Nasz organizm faktycznie reaguje na niewidzialne ruchy prądów powietrznych, zmian ciśnienia i frontów atmosferycznych, taką cenę płacimy za oddalenie natury.


Mieszkamy w blokowiskach, oddychamy przesuszonym przez kaloryfery powietrzem, przebywamy w sztucznie oświetlonych pomieszczeniach (często klimatyzowanych), jeździmy klimatyzowanymi samochodami. Powietrze, którym oddychamy również jest zanieczyszczone w większym bądź mniejszym stopniu. To wszystko nie pozostaje bez wpływu na nasz organizm, według danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej na zmiany atmosferyczne reaguje od 50 do 70 proc. Polaków, naukowcy powołali nawet do życia specjalną gałąź wiedzy – biometeorologię, która obejmuje badanie wpływu typów pogody na człowieka.


Każdy z nas odczuwa zmęczenie podczas upału czy lekki niepokój przed nadejściem burzy, natomiast meteoropata jest nadmiernie wrażliwy nawet na niewielkie wahania pogody, co przejawia się nieprawidłowymi reakcjami w jego sferze fizycznej i psychicznej. Utrudnia to m.in. prowadzenie samochodu, obsługę urządzeń, zaliczanie ważnych egzaminów.  


Meteoropata pod wpływem pewnych sytuacji pogodowych może mieć zły nastrój, brak chęci do pracy czy nauki, nadmierną nerwowość, ogólnie złe nastawienie do całego świata czy zaburzenia snu, nie wspominając już o całym szeregu dolegliwości fizycznych, które pojawią się, kiedy biedak dodatkowo jest już na coś chory (nadciśnienie, schorzenia serca, reumatyzm).


Na meteoropatię nie ma leków, sami musimy sobie radzić, przede wszystkim starając się  zbliżyć do natury (hartując się, jedząc dużo owoców i warzyw). Zalecenia są identyczne z tymi dla chcących prowadzić zdrowy tryb życia:


1. Unikanie stresujących sytuacji. Rozdrażnienie i podenerwowanie powodują nasilenie bólu głowy.
2. Długie spacery.
3. Zdrowe odżywianie się i unikanie odżywek.
4. Odpowiednie uzupełnienie diety w witaminy i substancje mineralne. Uzupełnijmy dietę w witaminę B i magnez (kasza, nabiał, warzywa strączkowe, orzechy, czekolada), cynk i selen (płatki owsiane, ciemne pieczywo, banany, otręby, cebula i pomidory).
5. Stosowanie różnych technik relaksacyjnych (joga, medytacja, słuchanie muzyki relaksacyjnej, prawidłowe oddychanie, wdychanie oparów olejków eterycznych).
6. Naprzemienny ciepły i chłodny prysznic, oraz wykonywanie delikatnego masażu okolic oczu i czoła.
7. Śmiejmy się jak najwięcej, to rozluźnia mięśnie, przywraca obiektywizm, ożywia umysł i ciało.
8. Śpijmy odpowiednio długo, zaplanujmy czas na rozrywkę, a także starajmy się unikać hałasu.
9. Odpowiednio nawadniajmy organizm.
10. Jeśli nie ma przeciwwskazań można stosować krioterapię lub saunę.


źródło obrazka

Najkorzystniejsze dla ludzkiego ustroju jest uspokojenie pogody po przejściu frontu, bez mgły i parności oraz średnio nasilona słoneczna pogoda. W Polsce okres od grudnia do marca faktycznie wpływa na nas wyjątkowo niekorzystnie, tak więc dochodzące w tym czasie ze wszystkich stron skargi na pogodę są w pewnym sensie usprawiedliwione.


Zwykle najbardziej dokuczliwe są tzw. fronty atmosferyczne  czyli efekt spotkania dwóch różnych mas powietrza. Chłodnym frontom towarzyszą zmiany ciśnienia, często powyżej bezpiecznej wartości 8 hPa /dobę, a także spadek temperatury czy wzrost prędkości wiatru. Największą liczbę wypadków drogowych czy wypadków przy pracy na dużych wysokościach obserwuje się na 24 godziny przed nadejściem frontu. Fronty atmosferyczne przemieszczają się nad Polską przez około 140 dni w roku. Podobnie niekorzystne są również wiatry fenowe (halny). W czasie ich występowania obserwuje się u ludzi wrażliwych zespół reakcji zwanych „chorobą fenową”. Przejawia się ona wzmożoną pobudliwością fizyczną i psychiczną, zaburzeniami układu krążenia, niepokojem, ogólnym osłabieniem, uczuciem lęku, depresją, bólami głowy. W czasie wiatru halnego obserwuje się również wzrost liczby samobójstw, bójek, wypadków drogowych. W krajach arabskich zwyczajowe prawo mówi o tym, że przestępstwa dokonane podczas Chamsinu (odpowiednik naszego halnego) nie podlegają karze.


Zatem chociaż może sami nie odczuwamy podobnych dolegliwości, to nie traktujmy narzekających jak hipochondryków, którym przeszkadza taka drobnostka jak gorsza pogoda, a raczej im współczujmy. I niech to będzie dla nas przestrogą, by zanadto nie oddalać się od „matki natury” - postęp cywilizacyjny swoją cenę ma.