niedziela, 20 grudnia 2015

Osobowość ofiary



źródło obrazka
Ofiary to ludzie, którzy użalają się nad sobą, często używają stwierdzeń w stylu: „Dlaczego to zawsze przytrafia się mnie” lub „Nic mi nigdy nie wychodzi”. Zwykle mają wrażenie, że wszyscy są przeciwko nim, lub że pewne osoby są nastawione do nich źle. Czują się bezradni i pozbawieni kontroli nad własnym życiem. W głębi duszy czują się też gorsi i tak naprawdę sami siebie nie cenią. Twierdzi się, że ludzie stają się najczęściej ofiarami w okresie dzieciństwa, kiedy wychowują się w rodzinach dysfunkcyjnych.



Ileż to razy w życiu myślałam jak ofiara, mówiłam jak ofiara i zachowywałam się jak ofiara, nawet nie podejrzewając, że mogę przejąć nad swoim życiem kontrolę. To zawsze ktoś inny był odpowiedzialny za moje niepowodzenia, bo ja przecież nie mogłam nic zrobić w danej sytuacji (!).  Bogu dzięki w którymś momencie wreszcie mnie olśniło i co się okazało? Po uznaniu pełnej odpowiedzialność za swoje życie zniknęły wszystkie kołaczące się po głowie pretensje do całego świata, przez które (między innymi) uciekała ze mnie energia.


Odczuwając bezsilność, frustrację i złość, narzekając na kogoś, zrzucając na kogoś odpowiedzialność za swoje życie i samopoczucie utwierdzamy się tylko w postawie ofiary. Procesy stawania się ofiarą można pokrótce przedstawić tak:

Najpierw są błędne decyzje czy destrukcyjne działania, po którym następują bolesne skutki, w wyniku czego pojawia się frustracja będąca oznaką energii i gotowości na zmianę. Jednak większość ofiar wyrzuca tą energię na zewnątrz, agresywnie atakując otoczenie  (winiąc je za skutki swoich działań) albo narzeka.

Możemy też oczekiwać, że świat spełni nasze oczekiwania, chociaż zwykle sami nie wiem czego chcemy, albo też możemy manipulować ludźmi, opierając się ona założeniu (nie wypowiedzianym, ani nie uzgodnionym), że skoro my coś komuś dajemy, to ten ktoś w zamian ma nas uszczęśliwić. 


Żeby przerwać to błędne koło, należy w końcu zrobić coś innego – przestajemy być ofiarą, gdy bierzemy odpowiedzialność za własne życie, w tym za swoje samopoczucie i reakcje. Najlepiej zrobić to od razu, bo żal każdej chwili życia w roli ofiary. Najważniejsze pytanie, które powinniśmy sobie często zadawać brzmi: czego naprawdę chcemy?”. Bo jeśli naprawdę czegoś chcemy, to do tego dotrzemy - nic nas nie zatrzyma. Jeśli czegoś nie chcemy albo po prostu nie wiemy czego chcemy, to stańmy przed lustrem i spójrzmy sobie w oczy: koniec wymówek w postaci trudnego dzieciństwa, braku pieniędzy, szkoły, do której było pod górkę i całego świata który się sprzysiągł przeciwko nam. Zamiast opowiadać sobie i innym dlaczego nie możemy czegoś osiągnąć, zapytajmy siebie – „czego naprawdę chcesz?”.
 

No tak! Miało być dzisiaj o książce ostatnio przeczytanej, ale wstęp wyszedł za długi. W każdym razie polecam książkę pisaną przez życie, która znakomicie wpisuje się w temat dzisiejszego posta: „Strefa cienia. Trzy lata z psychopatą – historia prawdziwa” Wiktorii Zender. Przeczytałam tę historię jednym tchem. Jest to opowieść kobiety, której życie brutalnie pokazało, co oznacza być ofiarą. Wyszła z tego, ale w pewnym sensie cenę za to doświadczanie płacić będzie do końca życia. Uchylę rąbka tajemnicy… jest to historia krótkiego związku między 18-stolatką a 64-letnim mężczyzną, w wyniku którego ta młoda i piękna dziewczyna dosłownie straciła twarz.

Mam nadzieję, że chociaż trochę Was zaciekawiłam… A może ktoś już przeczytał „Strefę cienia”?


53 komentarze:

  1. Bardzo, bardzo mnie zaciekawiłaś. Czuję, że historia tej kobiety bardzo by mnie zaintrygowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też zaciekawiłaś tą książką :) Chętnie sobie ją przeczytam.

      Usuń
    2. Ja natomiast już widzę podobne historie w świątecznej ofercie Biedronki, mam nadzieję, że uda się upolować.

      Usuń
  2. Gaju, czytając różne twoje posty mam wrażenie, że czytam o sobie...:) Choćby i teraz, gdy czytam o ofiarach- Boże, też taka kiedyś byłam! I też mnie kiedyś wreszcie olśniło! To było na Kursie Metody Silvy w 1994r- usłyszałam tam zdanie, które zaważyło na całym moim życiu- TWOJE MYŚLI TWORZĄ TWOJĄ RZECZYWISTOŚĆ. Usłyszałam i zrozumiałam, i od tej pory rozwój osobisty trwa. Bo on nigdy się kończy:)
    Pozdrawiam cię cieplutko- robisz kawał cholernie dobrej roboty pisząc tego bloga, dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, tym bardziej, że nawet o tym tak nie myślałam :-) Ktoś już mnie namawiał na ten kurs, ale ciągle mi było nie po drodze. Mnie z kolei ciągnęło do książek, do rozwojowych treści, ba, nawet kiedyś były ze mną karty Tarota. Każdy ma swoją historię, moja nie była najłatwiejsza, ale dzisiaj myślę, że nie żałuję. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  3. Oj, zaciekawiłaś bardzo. A co do ofiar: obserwuję takie osoby wokół siebie i zawsze staram się bardzo, by przywrócić im poczucie wartości i patrzeć z radością jak choć trochę się zmieniają. Są też niestety takie, które zmienić się nie chcą, to chyba leży w ich charakterze...
    Ja na ofiarę się nie nadawałam, bo byłam raczej pyskata i szłam pod prąd, co nie znaczy że nie miałam kompleksów, a w okresie dojrzewania i we władzy hormonów dużą trzeba stoczyć walkę by stać sie osobą pewną siebie, dużo też zależy od wychowania i czasów, w jakich się dorasta, obecne pokolenie jest bardziej pewne siebie i otwarte, niż moje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja byłam typową ofiarą i pewnie nie miałam szansy na coś innego (czasami tak się w rodzinie układa). Na szczęście gdzieś w głębi mnie zawsze drzemała ta iskra walki ;-) To odwalasz kawał dobrej roboty pomagając w ten sposób innym. Wiesz, że są też tacy, w których obecność ofiary wyzwala agresję. A dlaczego nie każdy chce się się zmienić? Trudno powiedzieć, ale wiem, że nie wszyscy. Może wiąże się to z wygodą albo z brakiem siły...

      Usuń
  4. Witam
    Tak siedzę i czytam i zastanawiam się czy kiedykolwiek byłam ofiarą ...? Raczej nie, choć miałam dużo pretensji do sporej grupy ludzi i to ludzi dla których powinnam być kimś bliskie.Mam zresztą te pretensji do dziś ale nie żyje nimi , bo najzwyczajniej w świecie przestałam uważać ich za ludzi sobie bliskich , za rodzinę. Jestem zbyt silną osobowością by być ofiarą a czasem chwiałabym poczuć się ofiarą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko można pozazdrościć. U mnie nie było tak łatwo. Latami obwiniałam osoby z otoczenia o swoją niemoc. To się wiąże z poprzednim postem o dojrzałości - musiałam dojrzeć do tego, żeby zobaczyć jak sprawy maja się w istocie. Był taki czas, że jeśli ktoś by mi powiedział w oczy, że mam moc, by coś zmienić, to bym go wyśmiała.

      Usuń
    2. Witaj
      Czytam swój komentarz wcześniejszy i zastanawia się czy pisałam go po pijanemu ha ha ha Ledwo się rozczytałam co tam napisałam. Zasadniczo wiele osób obwiniam za wiele z moich nie powodzeń ale nie z punktu poczucia ofiary lecz w wyniku trzeźwej oceny. Obwiniam te osoby i nigdy im nie wybaczę , cóż taki mam charakter :)

      Usuń
  5. Naprawdę zaciekawiłaś mnie tym tematem, ciężka sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się okazać, że każdy z nas czasami bywa ofiarą :-) Ale BYWA ma jakby mniejszą wagę... Po prostu zdarza się, chwilami.

      Usuń
  6. U mnie Gaju, podobnie jak w pierwszym komentarzu, z tym że momentem przełomowym była audycja Bożeny Figarskiej " jak pokochać siebie" . Przełomem było przypadkowe spotkanie na targach zdrowia. Ktoś mnie zatrzymał. spojrzał i powiedział "dziewczyno wyluzuj, bo zawał murowany". A wtedy nosiłam na plecach cały ciężar moich "win" - tego że kiedyś musiałam ratować siebie. I chyba było to widoczne bardzo... Te słowa zmieniły cale moje postrzeganie siebie i też dalsze moje życie, bo... przestraszyłam się zawału. Do tej pory nie wiem kto to był, może Anioł Stróż? Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - Bożena Figarska - też czytałam jej książki, nawet w domu coś mam. Pamiętam, że byłam bardzo zdziwiona, kiedy usłyszałam o jej samobójstwie, nie mieściło mi się w głowie, że będąc tak ,wydawałoby się, świadomym człowiekiem, można zdecydować się na odebranie sobie życia... Może rzeczywiście spotkałaś swego Anioła Stróża :-) Pozdrawiam :-)

      Usuń
  7. Nie czytałam, ale ta książka wydaje się być bardzo ciekawa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, jeśli nie zrażają Cię trudne lektury. Wiem, że część osób czuje się przytłoczona czytając coś takiego.

      Usuń
  8. I takim ludziom jest wiecznie mało, bo inni mają więcej. Ja cieszę się tym co mam bo to przecież drobiazgi tworzą całość. Pozdrawiam Bożenko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że liczy się to co mamy, od tego zawsze należy wychodzić. Podobno nie dostaniemy nic więcej, jeśli nie będziemy wdzięczni za to, co mamy. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  9. Czesto bywalam ofiara w dziecinstwie, ale od kiedy stalam sie odpowiedzialna za swoje zycie juz nigdy nie pozwolilam siebie stlamsic.
    Dzis jestem w miare silnie psychiczna kobieta, ktora wie czego chce I potrafi to osiagnac sama.
    A ksiazka - boje sie takiej tematyki :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, że mogłabym się cofnąć do starych czasów i lepiej sobie tego nie wyobrażać ;-) A mnie do takiej tematyki właśnie ciągnie... Tak jakbym chciała zrozumieć każdy najdrobniejszy szczegół ludzkiego cierpienia. Nie wiem jeszcze po co, ale faktycznie - jeśli coś czytam, to raczej jest to cięższy kaliber.

      Usuń
  10. Ja się wyrwałam z toksycznego związku, może nie tak traumatycznego, ale ślady też zostały, więc do takich książek mnie już nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcesz sobie niczego przywodzić na myśl, rozumiem. Sama nie wiem, skąd moje zainteresowania, bo też w życiu różnie bywało.

      Usuń
  11. Uwielbiam historie prawdziwe - z chęcią przeczytam tę książkę. Sama kiedyś uważałam się za wielką ofiarę i wydaje mi się, że trochę winny był temu system, w którym żyliśmy. Dzisiaj wiem czego chcę, głośno o tym mówię i cieszę się z każdego drobiazgu i rzeczy, na które składa się codzienne życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że możemy się zmieniać :-)

      Usuń
  12. Zaintrygowałaś mnie tą książką. ;)
    A co do wstępu, to uważam, że dążąc do celu powinnyśmy oddać całą siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I oddajemy, jeśli to nasz cel, tak myślę... Czasami bierzemy się za coś tak jakby bez serca, na pół gwizdka, w połowie drogi nam się odechciewa i od razu wiadomo, że to nie dla nas. A jeśli czegoś naprawdę chcemy, to przeszkody łatwo omijamy. Każdy miał pewnie w swoim życiu taką sytuację, że dążył do celu jak lodołamacz :-)

      Usuń
  13. Niby wszystko pięknie, ale są też różne relacje z innymi osobami, które powinniśmy uwzględnić w naszych decyzjach, ludzie, od których nie możemy się w jakiś sposób odciąć, bo coś jesteśmy im winni, a którzy nas sobą ograniczają, zmniejszają nasze możliwości, by być szczęśliwym. Ech, wiele rzeczy jest wielowarstwowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może pozornie wielowarstwowych? Może to przez analizowanie ich wszystko komplikujemy?... Z doświadczenia wiem, że ludzie nas ograniczają, jeśli na to im pozwalamy. Spójrzmy na sprawę prosto i uczciwie - czy tak właśnie nie jest? W normalnych, zdrowych relacjach międzyludzkich nie ma miejsca na ograniczenia, co najwyżej na zdrowe kompromisy :-)

      Usuń
  14. Nie czytałam, ale za to na pewno mnie zaciekawiłaś. Ta książka byłaby miłą odskocznią od mojej ulubionej fantastyki, którą czytam na co dzień. Poruszasz jednak przy okazji trudny temat... Aż kazało mi się to zastanowić, czy sama przypadkiem nie jestem ofiarą? Po chwili refleksji dochodzę do wniosku, że może kiedyś, ale teraz na szczęście już nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę masz szczęście, że tak szybko to zrozumiałaś i nie będziesz męczyć się latami w sztucznych pętach :-)

      Usuń
  15. Pracowałam z takim człowiekiem. Narzekał, marudził, obwiniał za swoje błędy cały świat... Toksyczny człowiek.
    A książkę na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ofiary tak naprawdę są mniej lub bardziej toksyczne, trafne spostrzeżenie!

      Usuń
  16. Czasami łatwiej być ofiarą i narzekać niż wziąć się w garść i naprawiać swój świat. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwiej, na pewno. Działanie wymaga energii. Czasami ofiara sięga dna i jak to się obrazowo mówi - odbija się od niego :-)

      Usuń
  17. Nie czytałam ale mnie zainteresowalas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Ci kiedyś wpadnie w łapki, to nie wahaj się - jeśli nie poddajesz się przygnębieniu pod wpływem lektury. Niektórzy nie mogą czytać takich książek, gdzie bohater zmaga się z tragedią.

      Usuń
  18. Tak książka jest świetna!a czytałaś też drugą cześć- Strefę Światła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee - nawet nie miałam pojęcia, że istnieje druga część. W książce nie było o tym mowy... Zainteresowałaś mnie :-)

      Usuń
  19. Ciężki temat, ale chętnie sięgnę po taką lekturę. Dopiero po Świętach, teraz pora na lżejsze historyjki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak :-) Ja zwykle staram się przeplatać tematy, żeby nie tylko w trudnych emocjach sie taplać.

      Usuń
  20. W dzieciństwie sporo wycierpiałem, głównie od ojca. Takie rany zostają na całe życie.
    Ważne, by zdawać sobie z tego sprawę i coś z tym zrobić. Czasami samo powiedzenie o tym, czego się doświadczyło, pomaga pozbyć się przykrych myśli.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też ojciec był motorem. Mam nadzieję, że swoje rany już wygoiłam, chociaż długo z lubością je rozdrapywałam - całkiem bez sensu :-/ Kiedyś przeczytałam takie zdanie, mniej więcej leciało to tak: jesteśmy ofiarami ofiar. Przecież tacy rodzice też mieli swoje powody, by takimi się stać. Warto przyjrzeć się ich życiu, dzieciństwie. Innym dobrym sposobem na wygaszenie TYCH emocji jest znalezienie jak największej liczy pozytywów zwiazanych z problematyczną osobą. Pozdrawiam :-)

      Usuń
    2. Masz rację. Bardzo ciekawie było to pokazane np. w "Dniu świra", gdy Marek Kondrat mówił, że jego syn wychowywał się w piekle jego małżeństwa, tak jak on wychowywał się w piekle małżeństwa swoich rodziców.
      Musielibyśmy się cofnąć kilka pokoleń wstecz..
      W moim przypadku pomogła trudna rozmowa z ojcem. Zbierałem się do niej kilka lat, ale odważyłem się i byłem później z siebie zadowolony i spokojniejszy.

      Usuń
  21. Bycie ofiara jest chyba dla niektórych osób wygodne...po prostu tak łatwiej narzekać a nie robić nic, by rzeczywistość zmienić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może też ofiary myślą, że znajdują się w złożonej sytuacji, ale jest tak tylko w ich mniemaniu, bo ktoś "zdrowy" nie widziałby pewnie w niej nic złożonego i jednym cięciem rozwiązałby problem.

      Usuń
  22. Książki nie czytałam ale...chętnie przeczytam. Tym bardziej, że wręcz fascynuje mnie motyw osobowości ofiary przez to...że sama, jako dziecko alkoholika powinnam nią być. A jednak, można to pokonać, jak się okazuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, w moim przypadku trzeba było czasu. Ale co tam, mamy za to swoje doświadczenia, to też jest coś :-) Zresztą, wszystko jest po coś.

      Usuń
  23. Z przykrością stwierdzam, że i w moim życiu wiele było (i czasem jest nadal) zachowań i uczuć ofiary... I tutaj właśnie tak ważna jest świadomość odpowiedzialności za swoje życie i podejmowanie działań w kierunku tego, czego pragniemy.
    Książką bardzo mnie zaciekawiłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świadomość jest - że się tak wyrażę - kluczowa. Nikt nie jest doskonały, ale świadomość pozwala ten fakt zauważyć i uczynić punktem wyjścia do pracy nad sobą.

      Usuń
  24. Nie czytałam, ale zachęciłaś mnie tą książką. Dużo zależy od nas naszego nastawienia i odwagi. Każdy z nas ma wybór jak potoczy się jego kolejny dzień, może to być wspaniały, pełen ciekawych, rozwijających momentów, a może to być dzień przed tv, albo ciągłej złości. Mamy wybór i to jest piękne! :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybieramy codziennie - zdawałoby się - spośród prostych i nieistonych rzeczy, ale to one często rzutują na całokształt. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  25. Teraz zamiast ''dlaczego to przytrafia się mnie?'' wieczni narzekacze ciągle mówią, że to tamto i wszystko jest bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A rzeczywiście, da się zauważyć :-)

      Usuń