niedziela, 27 grudnia 2015

Do zrobienia w życiu

Z końcem roku zawsze nachodzi mnie chętka na podsumowania  - co zdziałałam, czy był progres, co zamierzam robić w roku nadchodzącym. Pewnie większość tak ma i jakby nie krytykować noworocznych postanowień, te mocno są zakorzenione w naszych umysłach. Tej jesieni, w poszukiwaniu inspiracji przeglądałam pojawiające się na blogach listy „do zrobienia przed śmiercią” – słowo „śmierć” nadaje sprawie należytej powagi, ale dzisiaj wolę trochę tej powagi ująć i przewrotnie nazwać swoją listę „Do zrobienia w życiu”. 

Odważyłam się tutaj napisać o wszystkim, co sprawi mi radość, bez oceny jaką mam szansę na realizację niżej wymienionych marzeń, bo tego dzisiaj nie wie nikt. Miło jest wierzyć, że wszystko zależy ode mnie. A więc jedziemy z listą:

1) Zaprojektować i stworzyć własny ogród na wsi. Będą w nim rosły kwiaty, ale przewiduję też miejsce na warzywa. A z tych warzyw oczywiście będę robiła przetwory na zimę. Na pewno będzie w moim ogrodzie miejsce na hamak, huśtawkę i ognisko – pyszny jest smak ziemniaków pieczonych w ognisku, ciągle pamiętam to z dzieciństwa.

2) Jak najdłużej utrzymać fryzurę z długich włosów, które będą wyglądały pięknie i zdrowo. Wiele kobiet po 40-stce rezygnuje z długich włosów – z wygody albo z konieczności, w tym wieku nie każda z nas ma szansę na utrzymanie włosów w dobrej kondycji, różne czynniki o tym decydują.

3) Nauczyć się w końcu wstawać codziennie o tej samej porze, powiedzmy o 6 rano. Spotkałam się z twierdzeniem, że nauczenie się spać – powiedzmy – 8 godzin na dobę, polega właśnie na codziennym wstawaniu o tej samej porze. Czyli przykładowo: nie koniecznie chodzimy spać codziennie o 22-giej, ale koniecznie wstajemy o 6-stej.

4) Zobaczyć swoją książkę(i) w księgarni. Ciągle piszę wytrwale i odpowiedziałam sobie na pytanie czy tego naprawdę chcę twierdząco. Więcej ani słowa - żeby nie rozpraszać energii ;-)

I dalej na szybko:

5) Wyjeżdżać na wakacje z Ajurwedą.

6) Przebiec się boso po śniegu albo i zostać morsem.

7) Zaprzyjaźnić się z końmi, nauczyć się jeździć konno, a może nawet mieć konia...

8) Zwiedzić Włochy jak najdokładniej.

9) Udekorować dom fotografiami rodzinnymi, a co się z tym wiąże – przykładać większą wagę do robienia zdjęć! Ile chwil umknęło mi na zawsze, bo nie chciało mi się wyjąć aparatu, a dzisiaj myślę – szkoda…

10) Zobaczyć na własne oczy zorzę polarną, najlepiej na specjalnie zorganizowanej wyprawie pt. „Polowanie na zorzę polarną”. W sieci można sobie w takich wycieczkach przebierać. Równie chętnie odwiedzę Petersburg w czasie białych nocy (maj - lipiec).

11) Pisać do gazety, albo i szerzej – zarabiać na życie pisaniem, mimo że w naszym kraju wydaje się to dość trudne.

12) Zwiedzić Polskę rowerem.

13) Brać udział w organizowanych biegach długodystansowych, na razie nie wspominam nawet o półmaratonie.

14) W swoim domu mieć pomieszczenie na bibliotekę, będące jednocześnie miejsce pracy, a co się z tym wiąże – wyremontować dom na wsi tak jak sobie wymarzyłam.

15) Stworzyć drzewo genealogiczne.

16) Biegle władać językami: włoskim, rosyjskim, angielskim.



I jak tam moja lista - chyba nie za bardzo zwariowana? Czy któreś punkt zwróciły Waszą uwagę? Jeszcze tylko dodam, że czuję się wspaniale wyobrażając sobie, że te wszystkie sprawy już istnieją w moim życiu, a czy zaistnieją naprawdę...? Na pewno nie warto z marszu odpowiadać "NIE, NIE MA SZANS". Wszystko się może zdarzyć :-)

czwartek, 24 grudnia 2015

Spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia!

źródło obrazka

Wesołych Świąt! 
Życzę Wam, żebyście spędzili ten czas tak jak lubicie, w zgodzie za sobą i ze światem. Ja zdecydowałam się na świąteczny urlop od Plantacji, co nie oznaczy, że nie wpadnę do Was w odwiedziny - w wolnej chwili :-)

niedziela, 20 grudnia 2015

Osobowość ofiary



źródło obrazka
Ofiary to ludzie, którzy użalają się nad sobą, często używają stwierdzeń w stylu: „Dlaczego to zawsze przytrafia się mnie” lub „Nic mi nigdy nie wychodzi”. Zwykle mają wrażenie, że wszyscy są przeciwko nim, lub że pewne osoby są nastawione do nich źle. Czują się bezradni i pozbawieni kontroli nad własnym życiem. W głębi duszy czują się też gorsi i tak naprawdę sami siebie nie cenią. Twierdzi się, że ludzie stają się najczęściej ofiarami w okresie dzieciństwa, kiedy wychowują się w rodzinach dysfunkcyjnych.



Ileż to razy w życiu myślałam jak ofiara, mówiłam jak ofiara i zachowywałam się jak ofiara, nawet nie podejrzewając, że mogę przejąć nad swoim życiem kontrolę. To zawsze ktoś inny był odpowiedzialny za moje niepowodzenia, bo ja przecież nie mogłam nic zrobić w danej sytuacji (!).  Bogu dzięki w którymś momencie wreszcie mnie olśniło i co się okazało? Po uznaniu pełnej odpowiedzialność za swoje życie zniknęły wszystkie kołaczące się po głowie pretensje do całego świata, przez które (między innymi) uciekała ze mnie energia.


Odczuwając bezsilność, frustrację i złość, narzekając na kogoś, zrzucając na kogoś odpowiedzialność za swoje życie i samopoczucie utwierdzamy się tylko w postawie ofiary. Procesy stawania się ofiarą można pokrótce przedstawić tak:

Najpierw są błędne decyzje czy destrukcyjne działania, po którym następują bolesne skutki, w wyniku czego pojawia się frustracja będąca oznaką energii i gotowości na zmianę. Jednak większość ofiar wyrzuca tą energię na zewnątrz, agresywnie atakując otoczenie  (winiąc je za skutki swoich działań) albo narzeka.

Możemy też oczekiwać, że świat spełni nasze oczekiwania, chociaż zwykle sami nie wiem czego chcemy, albo też możemy manipulować ludźmi, opierając się ona założeniu (nie wypowiedzianym, ani nie uzgodnionym), że skoro my coś komuś dajemy, to ten ktoś w zamian ma nas uszczęśliwić. 


Żeby przerwać to błędne koło, należy w końcu zrobić coś innego – przestajemy być ofiarą, gdy bierzemy odpowiedzialność za własne życie, w tym za swoje samopoczucie i reakcje. Najlepiej zrobić to od razu, bo żal każdej chwili życia w roli ofiary. Najważniejsze pytanie, które powinniśmy sobie często zadawać brzmi: czego naprawdę chcemy?”. Bo jeśli naprawdę czegoś chcemy, to do tego dotrzemy - nic nas nie zatrzyma. Jeśli czegoś nie chcemy albo po prostu nie wiemy czego chcemy, to stańmy przed lustrem i spójrzmy sobie w oczy: koniec wymówek w postaci trudnego dzieciństwa, braku pieniędzy, szkoły, do której było pod górkę i całego świata który się sprzysiągł przeciwko nam. Zamiast opowiadać sobie i innym dlaczego nie możemy czegoś osiągnąć, zapytajmy siebie – „czego naprawdę chcesz?”.
 

No tak! Miało być dzisiaj o książce ostatnio przeczytanej, ale wstęp wyszedł za długi. W każdym razie polecam książkę pisaną przez życie, która znakomicie wpisuje się w temat dzisiejszego posta: „Strefa cienia. Trzy lata z psychopatą – historia prawdziwa” Wiktorii Zender. Przeczytałam tę historię jednym tchem. Jest to opowieść kobiety, której życie brutalnie pokazało, co oznacza być ofiarą. Wyszła z tego, ale w pewnym sensie cenę za to doświadczanie płacić będzie do końca życia. Uchylę rąbka tajemnicy… jest to historia krótkiego związku między 18-stolatką a 64-letnim mężczyzną, w wyniku którego ta młoda i piękna dziewczyna dosłownie straciła twarz.

Mam nadzieję, że chociaż trochę Was zaciekawiłam… A może ktoś już przeczytał „Strefę cienia”?


wtorek, 15 grudnia 2015

Miara dorosłości

Jak łatwo można zauważyć miarą dorosłości nie jest wiek ani stanowisko, ale raczej sposób w jaki traktujemy siebie i innych, czyli tzw. dojrzałość.

Możemy powiedzieć, że ktoś jest dojrzały jeśli:
  • jest świadomy siebie - swoich pasji, marzeń, wie kim nie jest;
  • ma ukształtowane poczucie odpowiedzialności za siebie i innych, co oznacza na przykład, że opiekując się dzieckiem nie będzie spożywał alkoholu (o czym niemal codziennie  trąbią w TV);
  • jest gotowy do życia w związku;
  • posiada umiejętności społeczne;
  • posiada zdolność do przewidywania następstw swoich czynów;
  • umie rozsądnie myśleć i czerpać z doświadczeń;
  • ponosi konsekwencje za swoje czyny.
Dorosłość rzadko idzie w parze z dojrzałością, gdyż ta druga to proces, często trwający przez całe życie. Nieskończoną ilość razy wydawało mi się, że jestem już na 100% dojrzała, a jednak chwilę później musiałam zweryfikować swoje przekonanie i dzisiaj wiem, że ciągle jeszcze mogę nad czymś popracować. 

Dojrzałość to też bycie autentycznym, a to wynika z samoświadomości. W relacjach z ludźmi najlepiej sprawdza się właśnie autentyczność, ponieważ jeśli udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, osoby z naszego otoczenia zaraz wychwycą rozdźwięk pomiędzy prezentowanym wizerunkiem a stanem wewnętrznym i zareagują nieufnością.


W życiu każdego z nas pojawiają się sytuacje, które mogą stać się nowym początkiem, a dzięki którym możemy się rozwijać, a twierdzi się, że rozwój zwykle zaczyna się poza strefą komfortu. To właśnie dzięki tzw. szkole życia weryfikujemy swoje poglądy i postawę życiową, dojrzewamy. Czy jednak zawsze musimy sięgnąć przysłowiowego "dna" by stać się dojrzałym człowiekiem? Inaczej - czy możliwy jest rozwój bez bólu? Czy urodzenie się, dorastanie i dalsze życie w cieplarnianych warunkach zamyka nam drogę do wiedzy o życiu? Odwieczna zagadka...

piątek, 11 grudnia 2015

Zbyt zajęci

Ludzie często opowiadają jak bardzo są zajęci: nic tylko praca i skreślanie kolejnych obowiązków z niekończącej się listy. Opowiadając to, jednocześnie zerkają na swego rozmówcę, czy ta ich "zajętość" aby zrobiła na nim odpowiednie wrażenie. Bo dziwnym trafem zapracowanie bywa często powodem do dumy, chociaż nie wiem, co w tym chwalebnego - zachowujemy się jak roboty albo niewolnicy czegoś tam, najczęściej własnego ego.

Wiem, że wiele osób właśnie w takim trybie życia rozkwita, jednak sama zwykle muszę racjonalnie gospodarować swoją energią, by wystarczyło jej na rzeczy ważne. Nauczyłam się nie czekać z odpoczynkiem, aż stanę się zbyt zmęczona by sie ruszać, chociaż było to trudne, bo my kobiety chyba mamy nawyk robienia różnych rzeczy, dopóki nie padniemy. Z biegiem lat coraz trudniej nam się zregenerować i ważne staje się znalezienie odpowiedniego rytmu dnia inaczej znużenie będzie sie naszym nieodłącznym towarzyszem.

Znużenie niesie ze sobą ważne przesłanie - uzmysławia nam, że nie jesteśmy w stanie zrobić WSZYSTKIEGO i że powiedzenie czasami NIE może być najlepszym sposobem powiedzenia TAK temu, co ma dla nas prawdziwe znaczenie. Jeśli czujemy znużenie, a najlepiej - zanim je poczujemy:

1. Zaplanujmy codzienny odpoczynek. W dni robocze może to być półgodziny (albo dłuższy) przerywnik pomiędzy pracą zawodową a resztą dnia, w soboty znajdźmy swój własny rytm tak, żeby weekend kojarzył się nam nie tylko z nadrabianiem zaległości w domowych obowiązkach.

2. Czas odpoczynku powinien być wyłącznie nasz! Bez zakłóceń - czytajmy, rozmyślajmy, snujmy przyjemne plany albo słuchajmy muzyki.

3. Niektórym pomaga krótka drzemka, która odbuduje zapasy energii.

4. Nie lekceważmy napadu senności - może być sygnałem przemęczenia. Spróbujmy wtedy położyć się do łóżka wcześniej niż zazwyczaj.

5. Nie mamy czasu na odpoczynek, chociaż jesteśmy zmęczeni? To niedopuszczalne. Przejrzyjmy swój terminarz, na pewno moglibyśmy coś z niego usunąć, żeby znaleźć wolne pół godziny. Zastanówmy się, bez wykonania jakiej czynności nasz świat nie legnie w gruzach?


Zapracowanie jest prawdopodobnie jednym z najpowszechniejszych powodów zmęczenia, szczególnie wśród kobiet. W dodatku życie w ciągłym biegu powoduje, że narasta w nas stres. A więc jeśli mamy przepełniony zadaniami terminarz i wydaje się nam to nawet uskrzydlające (przecież tyle sie dzieje, nasze życie nie stoi w miejscu!), to i tak zastanówmy się, czy mimo wszystko nie potrzebujemy spowolnienia, może w ferworze walki nie zauważamy, że energia nam wycieka. Zróbmy krótki test, jeśli na co najmniej pięć pytań odpowiemy twierdząco, to znak, że jednak powinniśmy zdjąć nogę z gazu...

1. Czy zerkasz na zegarek częściej niż inni?
2. Gdy ktoś zbyt długo dochodzi do sedna sprawy, masz ochotę go popędzać?
3. Czy często jako pierwszy kończysz przerwę obiadową?
4. Gdy idziesz ulicą, denerwujesz się, ponieważ utknąłeś między ludźmi?
5. Czy zaczynasz się denerwować, gdy przez pół godziny nic nie robisz?
6. Czy wychozisz z restauracji lub sklepu, gdy widzisz przed sobą choćby krótką kolejkę?
7. Gdy utkniesz w korku denerwujesz się bardziej niz inni kierowcy?
(Test pochodzi z książki "Jak radzić sobie ze zmęczeniem i wyczerpaniem" Fiony Marshall)





poniedziałek, 7 grudnia 2015

Rozłóż porażkę na łopatki

Porażka nie kojarzy się dobre, a szkoda, bo wcale nie jest taka zła!

Fakt, kiedy porażka nawiedzi nasze życie czujemy się paskudnie, ale powinniśmy czuć się inaczej, ponieważ....

Porażka jest w rzeczywistości jednym z elementów, który składa się na nasz sukces. Wielu ludzi intuicyjnie to rozumie, np. naukowcy, którzy eksperymentują - dla nich nieudany eksperyment wskazuje drogę do sukcesu! Porażka to po prostu doświadczenie.

Zatem kiedy porażka nawiedzi nasze życie, nie rozpaczajmy i nie osądzajmy siebie źle. Spójrzmy jej prosto w oczy , a zniknie. Wg teorii prawa przyciągania: umacniamy to, przed czym się bronimy. 

Kiedy dopadnie nas znów przeświadczenie przegranej, natychmiast dajmy sobie pstryczka w nos: "Jaka porażka??? To po prostu kolejny szczebel do sukcesu."

(I na miłość Boską - nie zapomnijmy w to uwierzyć!)


czwartek, 3 grudnia 2015

Miesiąc cudów

Spotkałam się z określeniem grudnia miesiacem cudów - czekają na nas tradycyjne obyczaje i uroczystości, mnóstwo choinkowych błyskotek, które rozjaśnią długie wieczory oraz wiele dni spędzonych z myślą o prezentach dla bliskich nam osób. 

Dzięki temu grudzień mija jak jedna chwila, a potem to już z górki - dzień staje się dłuższy i dłuższy...

Czy ktoś potrzebuje rad na grudzień? Chyba tylko takich, jak przetrwać przygotowania do świąt bez uszczerbku na zdrowiu czy też jak nie przejeść się w święta. Hmmm... Spróbuję wymyśleć coś oryginalnego... A więc:

Po pierwsze. "Jeśli stale grabisz swój warzywniak, nic tam nie bedzie mogło urosnąć" czyli bywają sytuacje gdy zamiast rozmowy o problemach bardziej wskazane byłoby milczenie. Tym bardziej, że problemów życiowych nie rozwiążemy, ograniczając się do mówienia o nich. Nie psujmy sobie radosnych dni truciem i paplaniem, lecz nauczmy się milczeć i zachowywać spokój. Lepiej jest słuchać i działać, niż ciągle mówić. Zresztą nie tylko zmartwień lepiej jest nie wałkować na okrągło, są też przeżycia, które tracą na wartości, jeśli rozpowiadamy o nich na prawo i lewo. sprawy, które powinny być chronione w naszym wnętrzu.

Po drugie. W okresie świąt często skarżymy się na przejedzenie i przemęczenie. Zapewne wszyscy wiedzą, że jest na to jedna prosta rada: róbmy wszystko świadomie i z umiarem! Kawałek czekolady sprawia przyjemność, ale cała jej tabliczka w brzuchu z pewnością już nie. Analogicznie jest ze spacerem po sklepach: pół godziny takiej wędrówki może być atrakcją, ale gdy poczujemy, że zaczynają boleć nas nogi, lepiej wracajmy do domu.

Po trzecie. Zastanówmy się, co oznaczają dla nas święta Bożego Narodzenia. Powinniśmy obchodzić je zgodnie ze swoim podejściem do nich. Możemy cieszyć się na nie, bo są to dni wolne od pracy - w takim wypadku weźmy urlop i spędźmy je po swojemu. Jeśli Boże Narodzenie to dla nas świeto rodzinne, spędźmy je w gronie rodzinnym. Wreszcie, jeśli święta kojarzą nam się z refleksja i spokojem, możemy pójść do kościoła, a potem w domu zafundować sobie lampkę grzanego wina i słuchanie kolęd przy rozświetlonej choince. Ważne, by to co wybierzemy na świeta rzeczywiście coś dobrego dla nas znaczyło. Zamiast ulegać presji tradycji czy ogólnej atmosfery panującej w tym okresie, zróbmy coś, co w naszych oczach ma sens.

Boże Narodzenie to symbol narodzin pokoju i radości na świecie, a jedno i drugie mają swój początek w naszych własnych sercach.

To już ostatnie spotkanie ze złotymi radami z książki Christine Wagener-Thiele "Zadbajmy o siebie. 365 porad i złotych myśli na każdy dzień roku". Jak co miesiąc i dzisiaj wybrałam rady, które równie dobrze mogłyby wyjść również i z moich ust :-)