niedziela, 29 listopada 2015

100 sposobów motywowania siebie

"Czegokolwiek zdołaliśmy się nauczyć, nauczyliśmy się dzięki działaniu, na przykład ludzie stali się budowniczymi dzięki budowaniu, posiedli umiejętność grania na harfie dzięki graniu na niej. Tym sposobem, pracując rzetelnie, staliśmy się rzetelnymi pracownikami... dokonując czynów śmiałych, staliśmy się odważni." - Arystoteles.

Podczas życia nasz umysł zajęty jest wieloma sprawami: trwamy w przywiązaniu do własnych myśli, przeżywamy urazę wywoływaną w nas przez innych ludzi, pragniemy dowieść, że słuszność jest po naszej stronie, osądzamy innych, czujemy się zawiedzeni, że nas odtrącono itd. Trwa to przez całe życie, a wyobrażam sobie, że traci wszelkie znaczenie w chwili śmierci.

O co zapytalibyśmy siebie w tej ostatniej chwili przytomności? Może o to, czy zaistniała w świecie jakaś zmiana dzięki nam... Zostanie po nas to, czego dokonaliśmy, a wiec najlepiej jest przeżyć życie w sposob czynny, dokonując w nim zmian. Ja tego dokonać? Jak zmotywować siebie samego do działania? Może nam w tym pomóc książka "100 sposobów motywowania siebie" Steva Chandlera. To kolejna inspirująca książka, która pobudzi naszą wyobraźnię i może nawet wyniknie z tego coś dobrego... Zerknijmy na spis treści, żeby sprawdzić jakie sposoby na zmotywowanie się proponuje nam Chandler:





Same tytuły rozdziałów niewiele nam powiedzą, jednak mogą stanowić motywację, by sięgnąć po książkę ;-) Tak samo, do każdego naszego działania musimy być odpowiednio zmotywowani inaczej nie ujedziemy z tym koksem za daleko! Do biegania, do odchudzania, do nauki języka obcego, do pisania. Jeśli motywacja ulatuje, praca staje w miejscu, żeby tak się nie stało musimy nauczyć się sztuki motywowania się - nasz cel przez cały czas powinien wydawać się równie atrakcyjny jak na początku. Możemy: przebywać w towarzystwie inspirujących ludzi, zaangażować się w działanie, stać się częścią grupy ludzi myślących w podobny sposób, albo po prostu wyobrażać sobie co wieczór przyszłe efekty swoich działań

MOTYWACJA JEST WAŻNA, NIE TRAĆMY JEJ Z OCZU.



środa, 25 listopada 2015

Sezamie otwórz się!

Zapewnie każdy z nas zapewne ma jakieś marzenia, ale kto traktuje je poważnie? Często ludzie reagują śmiechem na słowo "marzenia". Nawet nie zabłysła w ich głowach iskierka wiary, że mogą mieć to, o czym marzą.

Zauważyłam, że spełniam swoje marzenia - pod warunkiem, że je mam. W ostatnich latach nie poświęcałam zbyt wiele czasu czasu na projektowanie fantastycznej przyszłości. Coś tam sobie wymyślałam, jednak zbyt wiele czasu tej czynności nie poświecałam. Zwykle też nie zawracałam sobie głowy szczegółami projektu, nie czułam tego dreszczyku emocji, jaki często twarzyszył mi w dzieciństwie, kiedy kreśliłam w myślach swoje mające się wydarzyć życie. Działo się tak na skutek mego lenistwa, a nie braku wiary. Teraz staram się to zmienić, ponieważ uświadomiłam sobie, że marzenia to zbyt poważna sprawa, by tak je lekceważyć. Wiedzieliście, że istnieje nawet specjalna technika, pozwalająca na ich zmaterializowanie? 

Po pierwszenależy uświadomić sobie, czego chcemy, dlaczego jest to dla nas ważne i co ma z tego wyniknąć.

Po drugienazwijmy swoje marzenie, zapiszmy je na kartce, nie zapominając o szczegółach. Piszmy jakby marzenie już się spełniło, a jednocześnie wyznaczmy limit czasowy na jego realizację. Może powstać z tego na przykład taki dziwotwór: "Do końca 2016 r. napisałam i wydałam swoją pierwszą książkę".

Po trzeciewypowiedzmy swoje marzenie na głos, nadając mu w ten sposób moc. Energia marzenia podniesie się też, jeśli zwierzymy się z niego komuś, kto nas kocha i dobrze nam życzy.

Po czwarte: dobrze, jeśli naszemu fantazjowaniu towarzyszą emocję i wizualizacje. Poczujmy radość, wdzięczność czy zachwyt. Zobaczmy w myślach, jak nam się będzie żyło, kiedy marzenie się spełni, poczujmy się, jakbyśmy byli w środku tego obrazu.

Po piąte: uwierzmy, że to się spełni! Dziekujemy za wsparcie podświadomości, Bogu, Aniołom (stawiam na dowolność - zależy kto w co wierzy!) i przekazujemy sprawę "wyżej". Ufamy, ale odpuszczamy kontrolowanie. Oczywiście, nie siedzimy z założonymi rękami, tylko bierzemy się do pracy, lecz zapomnijmy o obsesyjnym wyczekiwaniu. Działamy, lecz mentalnie nie przywiazujemy się do rezultatu (nie boimy się o rezultat, przecież ufamy!). ZIARNO BOWIEM ZOSTAŁO ZASIANE.

Po szóste: w trakcie procesu manifestacji naszego marzenia nie niecierpliwmy się, nie twórzmy czarnych scenariuszy, nie rozmawiajmy o naszym marzeniu ze sceptykami, ale bądźmy otwarci i pogodni. Odczuwajmy akceptację, miłość, radość i spokój. Utrzymywanie "czystych" myśli to podstawa sukcesu w dziedzinie manifestacji marzeń.


Powyższa instrukcja spełniania marzeń została zaczerpnięta z książki Collina C. Tippinga "Radykalna Manifestacja Marzeń", aczkolwiek nie umiem powiedzieć, czy akurat ten autor jest jej twórcą, gdyż wcześniej spotkałam się z taką "recepturą" w wielu innych źródłach. Śmiem twierdzić, że TO NAPRAWDĘ DZIAŁA. 

Jak się okazuje, marzyć też trzeba umieć, zaś wymądrzanie się, że marzenia to zajęcie dla dzieci i "niebieskich ptaków" oraz wyłącznie twarde stąpanie po ziemi, pewnie nie da nam nic więcej poza twardą egzystencją zwykłego zjadacza chleba. Czy o to w życiu chodzi...? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

czwartek, 19 listopada 2015

Nie przejmuj się, najważniejsze, że sobie się podobasz!

http://2.bp.blogspot.com/-IV1lt6QtX3Q/VCE5MdxGhxI/AAAAAAAAAbY/97Boayaga9o/s1600/otylosc_infografika.jpeg
Źródło obrazka
"Dla mnie najważniejsze, że podobam się sobie i akceptuję siebie, a to, że mam za dużo kilogramów jest nieistotne, nie będę głodzić się, żeby wyglądać jak szkapa". Usłyszałam już nie raz, i nie od jednej osoby, kiedy rozmowa zeszła na temat utrzymania przyzwoitej figury, co wcale nie jest rzeczą prostą, kiedy metabolizm zwalnia.

Nie mogę wyjść z podziwu, jak wiele ludzi kojarzy posiadanie nadprogramowych kilogramów wyłącznie z wyglądem fizycznym, a chęć ich zrzucenia ocenia jako fanaberię - "ona chce wyglądać jak modelka!". A przecież otyłość to choroba (o numerze ewidencyjnym obesitas E66) i nieważne, że dzisiaj mamy zaledwie o 10 kg więcej - jeśli nic z tym nie zrobimy, to wkrótce będzie nas za dużo o 12, 15, 20 kg itd.

Czasami chęci i starania nie zawsze wystarczają, prowadzimy zdrowy styl życia, a kilogramy w najlepszym przypadku stoją w miejscu. Przyczyną takiego stanu rzeczy może być stan naszego metabolizmu lub też choroba, ale nawet taka sytuacja nie może usprawiedliwiać "nicnierobienia". 

Bo otyłość to podstępna bestia, jest jak palenie papierosów - nie niszczy od razu, nie zabija bezpośrednio, ale za pomocą swoich "towarzyszy", którzy zawsze się pojawiają: cukrzyca typu II, nowotwory, nadciśnienie tętnicze, miażdżyca naczyń, choroba wieńcowa i... zawał serca.

Oprócz w/w poważnych problemów zdrowotnych, człowieka z nadwagą trapi mnóstwo codziennych utrudnień, do których zwykle się przyzwyczaja: ciężkość w poruszaniu, problemy ze schylaniem, kupowanie coraz większych ubrań, zacieranie się ud latem. Kto doświadczył, ten wie, jaki to dyskomfort, jednak - co dziwne - jakże łatwy do zaakceptowania. 

Patrzymy codziennie w lustro i nie zauważamy jak nasze ciało się zmienia, dopiero niedopinające się spodnie i żakiety zapalają nam lampkę w głowie, bywa, że tylko na moment - zaraz machamy ręką i lecimy do sklepu po większe ubrania. Bo przecież nie ma po co włosów rwać z głowy - wielkie rzeczy takie małe fałdki tu czy tam. "Nie dajmy się zwariować". 

W moim przekonaniu, wagę należy kontrolować od dzieciństwa. Tłuste dziecko wcale nie wygląda uroczo i zdrowo! Nikt tłusty nie wygląda tak naprawdę uroczo i zdrowo, a raz "wyhodowane" komórki tłuszczowe nie znikną nigdy, a ponadto mogą zwiększać się pod względem wielkości i ilości w określonych sytuacjach życiowych, takich jak:
- późne dzieciństwo, wczesne dojrzewanie,
- ciąża,
- u osoby dorosłej, której przybywa kilogramów,
czyli musimy uważać przez cały czas. Komórka tłuszczowa nie spali się podczas ćwiczeń, a jedynie uwolni tłuszcz, przez co stanie się mniejsza (mądry artykuł TUTAJ). 

Mam wrażenie, że my, blogerzy dbamy o siebie i wiemy, co należy robić, by zachować zdrowie, więc pewnie ten artykuł nikomu oczu nie otworzy, ale może chociaż zmotywuje do jeszcze większej dbałości o siebie. A napisałam go, prawdę mówiąc, pod wpływem rozmów z różnymi znanymi mi "nie-blogerami" usiłującymi wmówić mi, że powinno się zawsze siebie akceptować. Zgoda, jestem za samoakceptacją, to podstawa dobrego samopoczucia i zdrowia psychicznego, jednak akceptacja powinna być punktem wyjścia do koniecznych zmian, inaczej kiedyś nie zmieścimy się w ulubionym fotelu i będziemy sobie żartować, że mąż ma teraz dużo nas do kochania, a następnie zanosząc się śmiechem z udanego żartu, zejdziemy na zawał.

wtorek, 17 listopada 2015

Złota reguła

"Nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe", to złota reguła etyczna, obecna również w Biblii - jeśli się dokładnie tej ksiedze przyjrzymy, to znajdziemy tam więcej perełek, których znajomość zrobi dobrze każdemu, bez względu na jego wiarę.

Zatem Jezus powiedział: "Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie". Jakie to wydaje się proste i prawdziwe. Wyobrażam sobie, że gdyby każdy na świecie tak postępował, nie potrzebne by nam były: wymiar sprawiedliwości, policja i wojsko. Złota reguła to recepta na udane życie, także społeczne, a wszystkie problemy na świecie biorą się z jej nieszanowania. 

Na świecie, a czasami tuż obok, codziennie rozgrywają się chore historie, co podważa naszą wiarę w człowieka. Pojawia się automatycznie myśl - nie warto być dobrym czy szlachetnym. Z zawiści, złości czy pychy potrafimy źle traktować innych ludzi, to z kolei powoduje u nas samych stres i frustrację, ponieważ to co dajemy naprawdę do nas wraca i bardzo łatwo zaobserwować to nawet w ciągu jednego dnia uważnej samoobserwacji.

Co możemy zrobić dla siebie i dla świata? To proste. W ciągu dnia spotykamy wielu ludzi, mijamy się z nimi, rozmawiamy, załatwiamy z nimi interesy. Spróbujmy w każdym spotkanym człowieku zobaczyć siebie. Wyobraźmy sobie, że znajdujemy się na ich miejscu i traktujmy ich tak, jakbyśmy chcieli by nas traktowano w tej sytuacji. Na przykład: kiedy widzimy kogoś nieśmiałego, kto ma problemy ze znalezieniem się w towarzystwie, zamiast odwracać się od takiej osoby plecami (czasami krytykować: "jaka to niewydarzona ta Anka"), pomóżmy jej przełamać pierwsze lody i sprawmy by poczuła się pewniej.

Złotą regułę stosujmy wobec każdego, nie dzieląc ludzi na: sympatycznych i niesympatycznych, młodych i starych, pięknych i brzydkich, przyjaciół i nieprzyjaciół, rodaków i obcokrajowców. To tylko etykietki. Kiedy przestaniemy je do poszczególnych osób przylepiać i wszystkich potraktujemy po prostu z miłością, ta miłość do nas wróci i rozświetli listopadowy mrok.


Nie jestem święta. Napisanie tego tekstu i we mnie poruszyło kilka strun. Mam nadzieję, że nie na próżno i będę to drżenie pamiętać spotykając jutro na swojej drodze tych, którym przylepiłam pewne etykietki...


piątek, 13 listopada 2015

Idą święta czyli co z naszą dobroczynnością

ROBÓTKA 2015

Istnieją trzy rodzaje interesowności. Pierwszy, kiedy czynimy coś, co sprawia nam przyjemność. Drugi, kiedy pozwalamy sobie na przyjemność sprawiania przyjemności innym (nie powinniśmy być z tego dumni!). W końcu mamy trzeci typ (najgorszy), kiedy robimy coś dobrego tylko po to, by uniknąć złego samopoczucia, jednak nie daje nam to przyjemności, a wręcz przeciwnie, wywołuje w nas negatywne uczucia. Drugi i trzeci typ zwany jest też potocznie DOBROCZYNNOŚCIĄ ;-)

Święta Bożego Narodzenia już widać na ulicach i na ekranie telewizora, my też wkrótce zaczniemy się rozkręcać: będziemy pucować nasze domy oraz kupować ozdoby, prezenty i zapasy jedzenia na ten rodzinne świąteczne spotkania. A kto pomyślał o zrobieniu w tym czasie czegoś dobrego dla innych, dla potrzebujących, tak zupełnie bezinteresownie, za to ze zwyczajnej miłości do ludzi i świata?

Jeśli nie macie pomysłu na taki właśnie czyn, albo macie więcej możliwości niż pomysłów, proponuję ROBÓTKĘ 2015. To już szósty raz Kaczka i Bebe organizują przedświąteczną akcję zbierania życzeń i (lub) prezentów dla mieszkańców Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci w Niegowie. Kliknijcie, proszę, w baner Robótki 2015, a tam przeczytacie o szczegółach akcji. 

Należę do grona szczęściarzy, którzy nie oglądają na co dzień biedy czy innego nieszczęścia, ale zdaję sobie sprawę, że to istnieje naprawdę. Dlatego przyłączam się do Robótki 2015, tak samo jak w ubiegłym roku przyłączyłam się do Robótki 2014, i cieszę się, że będę miała swój mały wkład w wywołaniu uśmiechu na czyjejś twarzy podczas nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. 

A Wy, przyłączycie się? A może bierzecie już udział w innej akcji? Podzielcie się swoimi opiniami o tzw. dobroczynności. Bo chyba jest potrzebna, prawda? Tutaj znów sypnę cytatem z Biblii (nawiasem mówiąc - dużo w niej mądrości, twierdzę tak, mimo że religijna nie jestem): „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie” (Łk 12,39-48).
 

wtorek, 10 listopada 2015

Poznajmy się jeszcze bliżej

Dzisiaj odpowiem na kolejne jedenaście pytań - tym razem od Sylwii W., która jakiś czas temu nominowała mnie do Liebster Blog Award  - dziękuję!

liebster-blog-awards-2
Obrazek pochodzi stąd
1. Co Cię wyróżnia? 
Trudne pytanie... Na pewno w otoczeniu ludzi z którymi pracuję, chyba ja jedna uwielbiam pisać i jak mówią - posługuję się "kwiecistym" językiem, co pewnie wynika z mojego zamiłowania do słowa pisanego. A wyróżniam się, ponieważ tak się złożyło, że pracuję w gronie umysłów ścisłych i rzeczywiście, nieraz wyglądam na ich tle jak ktoś, kto właśnie przyleciał z kosmosu ;-)

2. Co sprawia Ci wielką przyjemność/co lubisz robić?  
Cóż, jestem molem książkowym, ale lubię też biegać, lubię oglądać straszne filmy w dobrym towarzystwie, lubię ubrania i sklepy ze zdrową żywnością, wędrówki górskie, koty i wieś. Wymieniłam to, co najszybciej przyszło mi na myśl, ale ta lista bynajmniej nie jest zamknięta.

3. Jaka jest Twoja największa pasja?

Z całą pewnością pisanie. Od zawsze chyba...

4. Co najbardziej Cię relaksuje?

Chwile z książką, slow jogging, latem - wylegiwanie się na kocyku pod chmurką. Koty i drzemka.

5. Co najbardziej motywuje Cię do działania?

Wizualizacja sukcesu.

6. Co sprawia, że się uśmiechasz?

Widok kochającego taty czy dzieci radośnie dokazujących (nie skażonych jeszcze zmartwieniami), inna uśmiechnięta buzia.

7. Jaki jest Twój sposób na zły dzień?

Zaprzestanie wykonywania obowiązków i zajmowanie się samymi relaksującymi czynnościami. Bo nic innego mi nie wychodzi, kiedy mam zły dzień.

8. Jakie jest Twoje miejsce na wymarzoną podróż?

W pierwszej kolejności chciałaby pojeździć po Włoszech.

9. Najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłaś lub chciałabyś zrobić w swoim życiu?

Robiłam kiedyś różne szalone rzeczy, jednak zbyt szalone, by ich opisy upubliczniać. Teraz, jeśli miałabym zrobić coś szalonego, to byłoby to "szaleństwo" typu - podroż rowerem dookoła Polski. Na mocniejsze numery ochota już mi minęła. 

10. Jakiej cechy charakteru najbardziej w sobie nie lubisz i dlaczego?

Ostatnio przeszkadza mi moje moje uporządkowanie, za dużo tych punktów w terminarzu, liczenia każdej minuty, spinania się, żeby wszystko było cacy. Jestem za modnym obecnie nurtem SLOW, uważam, że to zdrowe podejście do życia, jednak sama sobie wydaję się spięta. Cóż, obecnie nie wiem jak inaczej pogodzić pracę zawodową, prowadzenie domu i rozliczne pasje (większe i mniejsze). Ale myślę nad tym, co by tu poprzestawiać w swojej dobie.

11. Co blogowanie zmieniło w Twoim życiu?

Przez blogowanie mój dzień jest bardziej napięty, a i tak spędzam na tej czynności mniej czasu, niż bym sobie życzyła. Ale czerpię z tego wielką satysfakcję i nie wyobrażam sobie dzisiaj, że mogłabym nie prowadzić bloga. Tematów mam w zapasie na wiele lat, a ciągle rodzą się nowe ;-) 
Poprzez bloga wyrażam swoją pasję pisania, a także zaspokajam potrzebę wymiany zdań z interesującymi ludźmi na ciekawe tematy. W pracy tego mi brakuje. Osiem godzin spędzam zamknięta w biurze z tymi samymi ludźmi, z którymi nie zawsze nadajemy na tych samych falach. To bywa frustrujące. Blogosfera to kontakty wirtualne, tak często krytykowane - bo przecież żyć należy w świecie rzeczywistym - jednak dla mnie satysfakcjonujące. Gdybym chciała wieść tak bogate życie towarzyskie w realu, to raczej nie miałabym czasu pomieszkać w domu.

Wam również życzę wiele satysfakcji z blogowania. Jeśli pisać to z pasją, pasja zawsze się obroni :-)


środa, 4 listopada 2015

Nieuniknione



Kto czyta Plantację regularnie, ten wie, że interesuje mnie działanie mózgu, sposoby na zwiększenie jego efektywności oraz przedłużenie młodości tego organu. Przedłużenie, ponieważ – trzeba powiedzieć sobie tę niewygodną prawdę – nieważne, jak bardzo dbaliśmy o siebie, mózg i tak w końcu zacznie słabiej pracować. Zdaniem psychologa Ulmana Lindenbergera, pierwsze problemy z wiekiem zaczynają się już około czterdziestki, a proces starzenia się przez wiele lat postępuje - na szczęście w sposób niemal niezauważalny. Tutaj natknęłam się na ciekawą rozmowę o mądrej starości:
http://www.marhan.pl/index.php/ciekawostki/zdrowie/362-starzec-zaczynamy-si-ju-w-koysce?tmpl=component&print=1&page=



Stawanie się starszym na początku oznacza jedynie upływ czasu, chociaż tak naprawdę starzeć się zaczynamy już w kołysce - ten proces trwa przez całe życie, zmienia się tylko jego ciężar gatunkowy. Jednak każdy we właściwym dla niego czasie zauważy objawy świadczące o tym, że znajduje się na równi pochyłej. Czego więc możemy się spodziewać po magicznej „czterdziestce”? Zapraszam do ciekawej lektury streszczenia wybranych fragmentów rozmowy…


Im jesteśmy starsi, tym trudniej przychodzi nam robienie kilku rzeczy jednocześnie. Możemy to udowodnić na przykładzie naszych ochotników, poddawanych testom w tzw. podwójnych zadaniach. Mają, na przykład, idąc po wąskiej ścieżce zapamiętać słowa w określonej kolejności. Okazuje się, że sprawność pamięci u osób po 40. roku życia zmniejsza się, jeśli muszą równocześnie uczyć się słów i stawiać ostrożnie jedną stopę przed drugą, zamiast siedzieć wygodnie na krześle. Ludzie w wieku dwudziestu i trzydziestu lat mają z tym znacznie mniej problemów.”

W eksperymentach prowadzonych na myszach można wykazać, że w niektórych rejonach mózgu przez całe życie tworzą się nowe komórki nerwowe. Działo się tak, gdy zwierzęta uczyły się czegoś nowego. Nazywa się to neurogenezą. Jeszcze 15 lat temu powiedzenie czegoś takiego graniczyłoby z herezją, dziś jednak wiemy to na pewno: u myszy w bardzo podeszłym wieku, które stale musiały na nowo odnajdywać drogę w labiryncie, tworzyły się neurony w hipokampie. Nie dość na tym - te zwierzęta potrafiły rozwiązywać skomplikowane zadania ze znacznie większą łatwością niż ich rówieśnicy, w których mózgach nie powstały nowe neurony. Analogicznie można więc założyć, że trening intelektualny i fizyczny sprzyja tworzeniu się nowych połączeń nerwowych również u ludzi.

Mózgi się kurczą. Naukowcy z uniwersytetu w Detroit zmierzyli mózgi osób w wieku od 20 do 70 lat. Okazało się, że proces ten postępuje już od 20. roku życia, jednak mózg nie kurczy się jednakowo we wszystkich regionach. U ludzi proces ten dotyczy głównie hipokampu oraz części przodomózgowia. Właśnie te dwa regiony mają jednak znaczny wpływ na ludzką osobowość. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że z wiekiem stajemy się innymi ludźmi i czasami tak się rzeczywiście dzieje. Generalnie jednak osobowość pomimo pewnych deficytów poznawczych pozostaje stabilna, podobnie jak zdolność logicznego myślenia.



„U niektórych ludzi wzrasta z wiekiem upór, trzymają się wyuczonych schematów myślenia i postępowania. Ale być może jest to strategia kompensacji: w zależności od stopnia zmniejszenia własnej sprawności fizycznej człowiek mniej lub bardziej uczepiony jest tego, co sprawdzone. Ale są też osoby, które aż do późnego wieku szukają nowych doświadczeń, poddają stale w wątpliwość różne zjawiska i chcą dowiedzieć się rzeczy nowych. Zwłaszcza w starszym wieku różnice między ludźmi są szczególnie duże.”

Za charakterystyczną cechę starości uważany jest upór, ale często w obliczu własnego przemijania pojawia się wielki spokój. „Niektórzy zajmują się przyszłością swoich wnuków lub wspierają innych, znajdujących się trudnej sytuacji życiowej, służąc im radą. Przeżywają piękne strony swojego wieku, ponieważ udaje im się uporać z wyzwaniem uważanym przez psychologów za ostatnie zadanie rozwojowe człowieka: jest to zainteresowanie losem kolejnych pokoleń. Tacy starzy mężczyźni i kobiety często uważani są przez swoje otoczenie za mędrców.”

Kolejny stereotyp to mądrość starych ludzi. „Mądrość to rozumienie fundamentalnych problemów życia. Pomaga w tym doświadczenie życiowe, jednak refleksyjność, empatia i żywy umysł to czynniki niezbędne. Samo starzenie się jeszcze nie czyni człowieka mądrym.”

Istnieje jeszcze trzeci stereotyp, który często wiąże się ze starością: zgorzknienie. „To uwidacznia się najlepiej we spojrzeniu danej osoby na swoje życie. Czy wspomina tylko zaprzepaszczone szanse? Głównie narzeka?”


Mówi się, że obecnie żyjemy w czasach szaleństwa na punkcie młodości. Czy dziś rzeczywiście ludzie starzeją się wolniej? „Nie ma wątpliwości, że statystycznie rzecz biorąc, osoby starsze są obecnie bardziej sprawne niż kiedyś. Coraz więcej z nich dożywa bardzo późnego wieku, a jednocześnie duża część staje się coraz bardziej niedołężna pod względem fizycznym i psychicznym. Ale ta faza coraz bardziej się opóźnia. Dzisiejszy 85-latek czuje się tak, jak niegdyś 70-latek.”

Przykład wyznaczania nowych celów w kontekście starzenia się organizmu, które mimo słabnących sił dają radość życia: „młody człowiek przeprowadza selekcję mając do dyspozycji wiele możliwości, starszy zaś zmuszony jest dokonywać wyboru raczej poprzez straty. Tak jak w historii, jaką Orville Brim, badacz problemów starzenia się opowiadał o swoim ojcu, który kochał swój ogród, zawsze strzygł starannie trawnik i sadził rośliny. Kiedy się zestarzał, nie był już w stanie tego robić - założył więc niewielki ogródek różany. Pod koniec życia, gdy miał 103 lata, troszczył się już tylko o jeden jedyny kwiat stojący u niego w oknie. Wiedział, że musi dopasować swoją pasję do ubywających sił.”
 


I na zakończenie wisienka na torcie: 
„Mózg to nie okablowany na stałe komputer. Dobrze mu robi, jeśli od małego wymagamy odeń elastyczności. Ten, kto dopiero w wieku 70 lat zaczyna stawiać sobie zadania umysłowe, ma mózg niewytrenowany. Jeśli ktoś natomiast zawsze był aktywny intelektualnie, poszczególne rejony jego mózgu również w starszym wieku przejmują nowe funkcje. Oczywiście mózg nie dokona cudu, jeśli na przykład w wyniku udaru uszkodzony zostaje ośrodek mowy. Ale przez odpowiedni trening ów brak może zostać przynajmniej częściowo zniwelowany.”