środa, 28 października 2015

Sprawa ostateczna

Zbliżają się dni poświęcone zmarłym, a więc książka, którą dzisiaj zaprezentuję, niejako wpasowuje się w atmosferę zadumy. Ciężkie lektury mnie nie przerażają, a raczej chętnie po nie sięgam, ponieważ poruszają moje emocje i w pewien sposób uczą życia.

Książka "Zanim umrę" Jenny Downham była właśnie taką lekturą. Jej bohaterka, szesnastoletnia Tessie, opowiada nam o ostatnich miesiącach swego bardzo młodego życia, opowieść trwa aż do momentu wydania jej ostatniego tchnienia i zapewniam Was, że te ostatnie minuty życia są opisane nad wyraz wiarygodnie i bez patosu. Moment odejścia Tessie wydaje się nieskomplikowany dla niej samej, za to poruszający dla bliskich, którzy są przy niej obecni w tej chwili. Czytając to, mimo woli myślisz: "Tak naprawdę wygląda śmierć???" 

Tessie od początku opowieści wie, że umiera na raka i to jest nieodwołalne - jak amen w pacierzu. Bawi się co prawda w wypatrywanie znaków typu "jeśli teraz zobaczę w oknie ptaka, to nie umrę", jednak znaki dają wyłącznie kruchą nadzieję, w tym wypadku jest to rzeczywiście matka głupich. Bo stan Tessie pogarsza się w szybkim tempie i to całe opadanie z sił oraz tracenie kilogramów i młodzieńczej świeżości, autorka również odtwarza precyzyjnie, zupełnie jakby przed pisaniem książki obserwowała umierającą na raka osobę.

Tessie, na kilka miesięcy przed śmiercią, przygotowuje listę 10 rzeczy, które chce zrobić przed śmiercią, na pierwszej pozycji umieściła seks (wszystko jedno z kim!). Właściwie to każda z zaplanowanych czynności niesie w sobie pierwiastek szaleństwa, np. przez jeden dzień wykonywanie wszystkich poleceń jakie usłyszy - wszystko jedno od kogo, złamanie prawa, prowadzenie samochodu (choć nie zdążyła zrobić nawet kursu na prawo jazdy).


Listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią są bardzo popularne w blogosferze - sprawdziłam zainspirowana książką. Sama też kiedyś spisałam taką listę jeszcze przed powstaniem tego bloga, to całkiem dobry sposób, by nie spocząć na laurach, ale ciągle rozwijać się i spełniać marzenia. Samo spisanie planów przybliża nas do ich realizacji, a jakaś forma upublicznienia planów to rodzaj zobowiązania się, stanowiący silną motywację.

Wreszcie, książka  przypomina też, by nie zostawiać niedokończonych spraw w naszych związkach czy relacjach z innymi ludźmi. Nie pozwólmy, by nasi bliscy domyślali się, co do nich czujemy, mówmy im często, że ich kochamy i cenimy. Bo nadejście jutra wcale nie jest takie oczywiste dla nas i dla tych, których kochamy...


sobota, 24 października 2015

Odpuśćmy sobie czasami

Znacie modlitwę o pogodę ducha? "Boże, użycz mi pogody ducha, żebym godziła się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, żebym zmieniała to, co mogę zmienić, i mądrości, abym umiała odróżnić jedno od drugiego". Modlitwa leczy z perfekcjonizmu, zalaca odpuszczanie sobie działań, które są wyłącznie marnowaniem naszej energii. 

Jeśli coś nas męczy, wyniszcza, gubi - odpuśćmy to. Koniecznie odpuśćmy sobie też przejmowanie się innymi i interpretację ich zachowań. Odpuśćmy sobie przeżywanie bez końca traumatycznych doświadczeń z przeszłości, chyba, że mamy sprytny plan tłumaczenia sobie w ten sposób swoich dzisiejszych porażek.

Odpuśćmy sobie chęć posiadania racji w każdej dyskusji, gdyż z racją jest jak z d..ą, każdy ma swoją. A także odpuśćmy sobie chęć sprawowania kontroli nad poczynaniami innych ludzi - pilnujący bardziej się zmęczy niż więzień.

Odpuśćmy sobie bezwzględną rywalizację, kiedy chcemy robić coś lepiej niż ktoś inny, albo przynajmniej tak samo dobrze jak oni.

Jest wiele spraw, które z powodzeniem możemy sobie odpuścić i przestać balansować na skraju wyczerpania, biorąc leki czy pijąc alkohol, po to, żeby się jakoś napędzić. Odpuszczając, pozwalamy aby napięcie opuściło nasze ciało. To takie cudowne - czuć luz. Czy ktoś lubi przebywać wśród osób, które uważa za "trudne" czy "sztywne"? Zakładam, że każdy z nas przebywając w takim towarzystwie, czuje w całym ciele nieprzyjemne napięcie. Jeśli dobrze się przyjrzymy reakcjom swojego ciała, to zauważymy, że podobne napięcie towarzy nam we wszystkich wyżej wymienionych działaniach, które powinniśmy sobie odpuścić. Zatem zróbmy to - odpuśćmy sobie czasami!

Nie odpuszczajmy jedynie wtedy, kiedy jesteśmy za coś odpowiedzialni: za konkretną pracę, dzieci, związek. Poza tym, zacznijmy doceniać to, co mamy i zaakceptujmy niedoskonałość siebie, innych i świata. Umiejętność odpuszczenia właściwych spraw, to jedna z cech szczęśliwych ludzi, warto więc nauczyć się modlitwy o pogodę ducha.

środa, 21 października 2015

I znów coś o mnie - LBA

Stąd pochodzi grafika...
Zostałam nominowana przez Alexandrę do Liebster Blog Award - dziękuję!

I tym razem wywiążę się jedynie z połowy zadania czyli odpowiem na pytania. Z nominacji wykręcam się stwierdzeniem, że WSZYSCY JESTEŚCIE WSPANIALI! I jak tu wybrać 11 osób? Naprawdę tak uważam i szczerzę lubię naszą blogosferę. 


1. Być czy mieć? O nie, żadnego "rybki albo akwarium" - i być, i mieć. 

2. Sposób na idealny poranek. Obudzić się wypoczęta i zdrowa i od razu zacząć myśleć o samych fajnych sprawach, uśmiechnąć się do swego odbicia w lustrze, zrobić Powitanie słońca przy otwartych drzwiach balkonowych. 

3. Co zawsze chciałeś/chciałaś zrobić, a nie miałeś odwagi? Jeździć konno. Ale uwaga, nie śmiać się... boję się koni. W dzieciństwie przeżyłam incydent z koniem w tle, może dlatego konie wydają mi się nieprzewidywalne... Działo się to na wsi. Ojciec koleżanki przyjechał na łąkę wozem, takim ciągniętym przez konia. Akurat ta koleżanka i ja bawiłyśmy tam się w łowienie ryb. Kiedy poszedł sypać nawóz, usiadłyśmy na wozie i koleżanka nagle oświadczyła, że umie powozić. Nie uwierzyłam jej, to mi udowodniła. Trzasnęła konia batem po zadzie, a ten spłoszony pognał przed siebie z nami przerażonymi i trzymającymi się kurczowo wozu. Trzęsło jak diabli. Boże, jak ja się wtedy bałam! W końcu zdecydowałyśmy się skakać z tego rozpędzonego wozu, co było skrajną głupotą, ale na szczęście nic poza strachem, nam się nie stało.

4. Czego chciałabyś się nauczyć? Aktualnie języka włoskiego, tańca brzucha oraz jogi.

5. Co najbardziej wkurza Cię w blogowaniu? Wyłącznie to, że zawsze mam na tę czynność zbyt mało czasu i czuję niedosyt.
6. Gdy mam chandrę to? Śpię.
7. Co zjadł(a)byś gdybyś wiedział(a), że za chwilę nastąpi koniec świata? Wątpię, czy wiedząc o rychłym nadejściu końca świata w ogóle odczuwałabym apetyt... 
8. Dlaczego zaczęłaś blogować? Z pasji pisania. Dobrze jest mieć pasję, a nawet powiem więcej - uważam, że każdy powinien mieć pasje - dla własnego dobra. Nic tak nie doda smaku naszemu życiu, jak pasja. Ewentualnie jeszcze zakochanie ;-)
9. Co dobrego dziś Ci się zdarzyło? (Dzisiaj, czyli w dniu pisania posta!) Byłam zdrowa, czułam się energetycznie i radośnie. W takim stanie wszystko wydaje się dobre :-)
10. Książka, która w jakiś sposób wpłynęła na Twoje życie. "Rozmowy z Bogiem" Neale Donald Walsch. Książka ta otworzyła mi oczy na życie, odmieniła moje myślenie i postawę życiową. Mam ochotę na powtórkę tej lektury. 

11. Twój autorytet/życiowa inspiracja? To trudne pytanie, bo na co dzień nie myślę o autorytetach. Rozglądam się i biorę od każdego, to, co wydaje się dobre i dla mnie. Pamiętam, że kiedyś bardzo podziwiałam Ewę Foley. Kiedy zginął w wypadku jej jedyny syn, a ona dalej robiła swoje, pomyślałam, że jest naprawdę silną i dojrzałą kobietą.



W zanadrzu mam jeszcze jedną nominację od Sylwii W. - dziękuję :-), ale na nią odpowiem w listopadzie.


sobota, 17 października 2015

Wszyscy nasi przyjaciele

Według mnie, po tym można poznać przyjaciela, że spotykając się z nim po latach niewidzenia, czujemy się, jakbyśmy rozstali się wczoraj i wracamy do dopiero co przerwanej rozmowy.

Wpadła mi w ręce typologia toksycznych przyjaciół:
  • typ symbiotyczny - chce mieć nas na wyłączność, wciąż obecny, osacza, złości się, gdy się, gdy spędzamy czas z innymi przyjaciółmi;
  • typ ofiary - zajmuje sobą dużo przestrzeni, wciąż czegoś potrzebuje: pieniędzy, ubrania, opieki, jeśli odmówimy - obraża się i wpędza nas w poczucie winy;
  • typ marudy - wciąż narzeka, ale nie chce nic zmienić w swoim życiu, tak naprawdę nie potrzebuje realnego wsparcia, chce tylko, żeby ktoś wysłuchał jego jęków;
  • typ gwiazdy - potrzebuje nas do potwierdzenia swojej niezwykłości;
  • typ interesowny - udaje przyjaźń ze względu na profity, jakie czerpie ze znajomości;
  • typ ratownika - wszystkim wokół pomaga, często na siłę, przeważnie nie ma swojego życia, daje za dużo, a potem pozostaje z poczuciem krzywdy;
  • typ mędrca - zawsze ma rację, ale nie odkrywa się emocjonalnie, taki bardziej ekspert niż przyjaciel;
  • typ wścibski - wszystko chce wiedzieć, nie szanuje naszej przestrzeni i prywatności, lubi plotkować, natomiast o sobie mówi niewiele;
  • typ rywalizujący - wciąż chce udowodnić, że jest od nas lepszy - jako pracownik, żona, matka;
Wielu ludzi przewinęło się przez moje życie, ale żadna gwiazda, rywal, ofiara czy inna trucizna, miejsca długo w nim nie zagrzała, bo żal mi każdej minuty spędzonej na gruncie prywatnym z kimś takim. Przyjaciel to dla mnie ktoś wyjątkowy. Wolę mieć jednego przyjaciela, ale takiego z prawdziwego zdarzenia, niż cały orszak przyjaciół na pół gwizdka (toksycznych) - ci pozostaną dla mnie co najwyżej kolegami czy znajomymi. 

Otaczajmy się ludźmi, którzy ciągną nas w górę, a nie w dół. Takimi, którzy nas inspirują, a nie dołują. OTACZAJMY SIĘ LUDŹMI, KTÓRZY POMAGAJĄ NAM ŻYĆ PEŁNIĄ ŻYCIA, na innych szkoda naszego zdrowia i czasu. NIE POZWÓLMY NIKOMU MIESZAĆ W NASZYM WSPANIAŁYM ŻYCIU!

W tym miejscu najbardziej pasuje mi kadr z reklamy Ikei:


Macie cierpliwość dla gwiazd, ofiar czy mędrców? Może tylko ja jestem tak apodyktyczna? Może należy takim specyficznym przyjaciołom wykazać więcej zrozumienia dla ich wad? Dajcie znać w komentarzach!



piątek, 16 października 2015

Rozciągamy się

Rozciągam się od dzisiaj (proszę się nie śmiać!) i trzymam za siebie kciuki, ponieważ naprawdę warto to robić z kilku powodów.

Od zawsze podziwiam gibkie tancerki czy osoby ćwiczące jogę, nawet sama przez jakiś czas wykonywałam w domu łatwiejsze asany i pękałam z dumy, kiedy po wielu przymiarkach udał mi się wreszcie skłon do stóp w pozycji siedzącej. Potem przez lata nie robiłam w tym zakresie NIC i kiedy ostatnio znów postanowiłam, że będę rano wykonywać "Powitanie słońca", to okazało się, że straszna "sztywniara" ze mnie się zrobiła. Zdecydowanie powinnam przestać się dłużej oszukiwać, że samo bieganie wystarczy do utrzymania ciała w dobrej formie.

Zatem, rozciągajmy się. Nada to naszemu ciału wspomnianej gibkości i elastyczności. Rozciągajmy się jeśli:

  • chcemy być sprawni na starość - nierozciągnięte mięśnie spowodują szybsze zużywanie się stawów i będą nam coraz bardziej ograniczać ruchy;
  • chcemy zredukować napięcie wywołane stresem;
  • regularnie trenujemy, a szczególnie siłowo - po intensywnym treningu mięśnie naprężają się i kurczą, a regularny ciężki wysiłek bez rozciągania spowoduje sztywnienie i skracanie mięśni;
 

ROZCIĄGANIE: zmniejsza ryzyko kontuzji, poprawia sylwetkę, zwiększa zakres ruchu stawów i mięśni, uelastycznia więzadła, rozluźnia, a więc poprawia samopoczucie. 

Warto się rozciągać, jednak efekty, jakie możemy osiągnąć będą zależały od wielu czynników. Ogólnie:
  • im jesteśmy starsi, tym słabsze efekty;
  • mężczyźni z reguły osiągają słabsze efekty;
  • rozciągający się po raz pierwszy osiągną słabsze efekty;
  • im więcej mamy mięśni, tym słabsze efekty;
  • decydują wrodzone predyspozycje - w tej dziedzinie każdy z nas ma swoje granice - wiele osób po 20-stym roku życia, które nie rozciągały się od najmłodszych lat, nigdy nie zrobi szpagatu.
ALE KAŻDY Z NAS MOŻE ZWIĘKSZYĆ SWOJĄ GIBKOŚĆ I ZAKRES RUCHÓW.

Do tej pory temat rozciągania sobie odpuszczałam, ale motywująca okazała się wizja przyszłości - jak każdy, marzę o długich latach życia w idealnym zdrowiu i samopoczuciu, a coś w kościach czuję, że i tutaj bez pracy nie ma kołaczy...

Zanim zabiorę się za ambitną jogę, w pierwszej kolejności muszę trochę popracować nad zakresem ruchów, bo na razie - uwierzcie - wygląda to żałośnie. A kiedy uda mi się zrobić jakąś ambitniejszą asanę, na dowód opublikuję zdjęcie. 
A Wy rozciągacie się? A może taki trening by Wam odpowiadał?: http://www.treningrozciagania.pl

piątek, 9 października 2015

Bądźmy dobre dla siebie

"Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego" - bardzo długo żyłam wśród ludzi, którzy uważali, że miarą naszego człowieczeństwa jest chęć poświęcania się dla innych, bez względu na własne odczucia. Sąsiadka po raz kolejny prosi nas o kłopotliwą przysługę, więc lecimy jej pomóc, chociaż od niej nigdy nie doczekaliśmy się rewanżu i czujemy się wykorzystywane. Jednak szybko tłumimy w sobie negatywne odczucia, bo my przecież jesteśmy takie dobre...

Gdy opuściłam dom rodzinny i zaczęłam czytać dużo książek o rozwoju osobistym, odkryłam wspaniałą prawdę: najpierw powinniśmy zająć się sobą, potem innymi. Jednak żeby być dobrą dla siebie, musimy siebie pokochać. Bez miłości własnej nie ma rozwoju osobistego. Co za pożytek z ludzi, którzy siebie nie kochają? Nawet trudno jest czuć się dobrze w ich towarzystwie, a kiedy tacy coś z siebie dają z obowiązku, a nie ze szczerego serca, to chyba jest to sytuacja niekomfortowa dla obu stron - i dającego, i biorącego. 

Dzisiaj do naszej świadomości napływa z otoczenia dużo wzorów, z których dowiadujemy się jak NIE wyglądamy, kim NIE jesteśmy, czego NIE posiadamy. Niektórym trudno jest przejść obok tych obrazów obojętnie. Zaczynają myśleć, że są do niczego,  nie wiadomo kiedy znika miłość do samego siebie. Wszyscy znamy symptomy braku tej miłości:
  • nadmierne krytykowanie się,
  • trudności z pokochaniem innych,
  • robienie sobie "pod górkę", 
  • robienie czegoś, choć wiemy, że nie powinniśmy,
  • skrępowanie w różnych sytuacjach społecznych tj. wigilia w pracy, przyjęcie imieninowe,
  • trudności z przyjmowaniem komplementów,
  • brak radości z własnych osiągnięć,
  • niecenienie własnego czasu i priorytetów.

Jeśli zauważymy u siebie wyżej wymienione symptomy, to znak, że nasza miłość własna została zepchnięta do kąta i czas ją stamtąd wyciągnąć. Oto kilka rad z książki psychoterapeuty Wayne'a W. Dyera "Pokochaj siebie":

1. Zmień swoją reakcję na komplementy i prezenty od innych. Jeśli ludzie mówią nam, że pięknie wyglądamy albo chcą nam podarować jakiś drobiazg, a my czujemy się szalenie skrępowani w takich przypadkach, pamiętajmy, że wystarczy uśmiechnąć się i powiedzieć "dziękuję", zamiast wykręcać się i tłumaczyć, że to nie prawda, to niepotrzebne.

2. Wyeliminuj zazdrość ze swojego życia. Kiedy zazdrościmy, to tak naprawdę umniejszamy własną wartość, a przecież każdy z nas ma swoje wyjątkowe życie, które możemy kształtować według własnych upodobań. I wcale nie musimy być tacy jak ON/ONA, nie musimy mieć tego co oni mają.

3. Staraj się raz na jakiś czas spełniać swoje bardziej lub mniej szalone marzenia. Na przykład, w restauracji zamówmy coś, na co mamy naprawdę ochotę, nie zważając na cenę i nie żałując wydanych pieniędzy!

4. Po męczącym dniu zrób coś, co cię zrelaksuje. Jednych relaksuje drzemka, innych bieganie po parku. Zmęczenie, zdenerwowanie należy odreagować, inaczej po prostu się przemęczymy i dopadnie nas jakieś choróbsko albo opryszka wyskoczy.

5. Stań przed lustrem, najlepiej nago, i powiedz sobie, jak bardzo jesteś piękna. Akceptacja własnego ciała jest bardzo ważna, bo pozwala nam czerpać większą radość z życia, także seksualnego.

6. Nie bój się mówić "Kocham Cię". Oczywiście, jeżeli wyrażasz w ten sposób swoje prawdziwe uczucia. Wymaga to odwagi i pewności siebie, a te ma w sobie osoba, która też kocha i akceptuje siebie.

Dbajmy o siebie, bo jeśli nie my, to kto? To dziecinne, zwalać takie sprawy na innych.



poniedziałek, 5 października 2015

Jak zacząć pisać czy realizować cokolwiek

TUTAJ możesz kupić!
Książka Katarzyny Krzan rozpoczyna się jakże trafionym cytatem: "...takich co mają chęci i talent, jest wielu, a mimo to większość z nich nigdy do niczego nie dochodzi. To tylko punkt wyjścia, by cokolwiek w życiu zrobić. Można urodzić się z większymi lub mniejszymi zdolnościami, ale nikt nie zostaje sportowcem tylko i wyłącznie dlatego, że urodził się wysoki silny i szybki. Tym, co czyni kogoś sportowcem lub artystą, jest praca, praktyka i technika. Wrodzona inteligencja jest tylko i wyłącznie amunicją. Żeby ją skutecznie wykorzystać, musisz przekształcić swój umysł w precyzyjną broń." Carlos Ruiz Zafon

Jakiś czas temu dyskutowałam z pewną blogerką, której imienia nie pamiętam, a powinnam, bo to ona otworzyła mi oczy na istotę pisania. Otóż ja upierałam się, że prawdziwy pisarz pisze wyłącznie pod wpływem weny, nigdy na siłę, ona - że pisanie to przede wszystkim codzienna, żmudna praca - z weną czy bez.  Jednak przemyślałam temat i przyznałam jej  rację. Od tamtej pory praca nad moją książką ruszyła z miejsca.

Ruszyła, ale z prędkością lodowca. I znów zmuszona byłam przemyśleć, co jest ze mną nie tak. Może tak naprawdę nie chcę napisać tej książki, bo przecież, jeśli ktoś chce czegoś bardzo, to zawsze znajdzie czas i środki na przedsięwzięcie...? Ale ja przecież chcę, tylko to moje życie - ciągle coś! W domu tyle do zrobienia, muszę chodzić do pracy i muszę spać. Kiedy wreszcie odhaczę wszystkie obowiązki na dany dzień, zwykle jestem już tak bardzo zmęczona, że o pisaniu nie ma już mowy. Pachnie mi wyłącznie poduszka. 

I tu pies jest pogrzebany: nieumiejętna organizacja dnia oraz niewłaściwie dobrane priorytety. Skoro marzę o pisaniu, to dlaczego codzienne gotowanie dla mężusia ciągle zajmuje pierwsze miejsce na liście priorytetów? Żeby jeszcze bardziej sobie temat przepracować, sięgnęłam po książkę "Zacznij pisać. Motywacyjny poradnik pisarza" Katarzyny Krzan i rzeczywiście się zmotywowałam. Pisanie znalazło swoje miejsce w wyznaczone dni i nie znajduje się już na końcu listy obowiązków, bo nie może się tam znajdować, jeśli to dla mnie takie ważne. Zresztą dzieje się tak z każdą wymarzoną pracą, która opiera się na naszych talentach - to, że mamy do czegoś "smykałkę", może nic nie oznaczać, jeśli nie zaczniemy ciężko i systematycznie pracować nad dziełem rąk i umysłów naszych!

Osiągnąć cel, to jak wędrówka po szczytach...
Przykładowo, chcemy pisać? OK, ale pamiętajmy, że:

Po pierwsze - na początku zawsze myślimy "napiszę książkę!" i wydaje się to niezwykle proste. Jednak już wkrótce dane nam będzie się przekonać, że napisanie i wydanie książki wymaga wielkiego wysiłku, ciężkiej pracy oraz wiedzy.

Po drugie - trzeba będzie pogodzić się z myślą, że pisarz to nie tylko nawiedzony mistyk, piszący wyłącznie pod wpływem boskiego natchnienia. Pisarstwo to zawód, któremu należy poświęcać codziennie czas, narzucając sobie dyscyplinę oraz szkolić się i uczyć się od mistrzów. Kurs pisarstwa? Czemu nie, ale rzemiosła można się też uczyć od najlepszych, po prostu czytając ich książki.

Czy ktoś tu jeszcze marzy o pisaniu? Zachęcam do podzielenia się swoimi sekretami w czynieniu postępów w tym zakresie. A może o czymś innym marzycie i też macie pod górkę? Zapraszam do komentowania, jestem ciekawa jak Wam idzie realizacja celów.