poniedziałek, 14 września 2015

Jedzmy żeby żyć, nigdy odwrotnie


Czy zdarzyło Wam się zamówić w restauracji danie obiadowe i zaraz potem na Wasz stół wjechał półmisek o zawartości dwóch wypełnionych do końca płytkich talerzy? Tak, takie restauracje istnieją naprawdę, chociaż sama nie wiem, czy to dobrze…

Mnie się zdarzyło, podołałam połowie swojej porcji,  resztą próbowałam nakarmić męża, ale ten też miał dość. W innej restauracji zamówiłam na szybko bigos i dostałam, tak na oko, litrowy garnek tej potrawy. Nie dało się tego zjeść do końca, znów zostało dużo do wyrzucenia. Zmierzam do tego, żebyśmy zauważyli ile w takiej restauracji zostaje tzw. resztek i co dalej z nimi. Bigos pewnie z powrotem zgarnęli do gara (oby nie!), ale inne niedojedzone potrawy mogą wylądować na śmietniku. A ile jedzenia marnuje się w hipermarketach? Te, działając pod presją kupujących, starają się mieć dostępne świeże pieczywo w różnych odmianach, które rzadko jest sprzedane w 100%, zresztą do wywalenia idzie oczywiście przeterminowana żywność, której w skali hipermarketu trochę się nazbiera. Na pewno sklep  z częścią tego potrafi coś zrobić, np. pieczywo przerabia na bułkę tartą.

W dodatku, my konsumenci też bywamy nie wiele lepsi: „W Polsce do wyrzucania niespożytej żywności przyznaje się 35% badanych (Millward Brown SMG/KRC na zlecenie Federacji Polskich Banków Żywności, wrzesień 2014 r.). Znacząco częściej żywność wyrzucają osoby pracujące, mieszkające w dużych miastach.” W Europie i Ameryce Północnej jedna osoba średnio marnuje 95-115 kg jedzenia rocznie. 

Jest taka ciekawa strona - niemarnuje.pl, gdzie osoby zainteresowane racjonalnym wykorzystaniem dostępnej żywności dowiedzą się wszystkiego na ten temat, a dodatkowym „bonusem” jest lista przepisów żywnościowych na mało wymagające potrawy. Ktoś zapyta - dlaczego mamy oszczędzać żywność? Kiedy wbijałam ten nawyk do głowy swoim dzieciom, te odpowiadały: „Mamo, ale co to da, że ja nie wyrzucę tego czy tamtego, jaki to ma związek z tym, że ludzie w Afryce głodują? Przecież nie zapakuję im tego w paczkę i nie wyślę.”. No tak, logika czysto dziecięca… Faktycznie, biedny „murzynek” nie dostanie mojego nieświeżego kotleta, ale są inne powody (oprócz etycznych) dla których warto kupować jedzenie z głową na karku:


- zasoby naszej planety nie są niewyczerpane, a produkcja żywności jest bardzo energochłonna, co przyspiesza zmiany klimatyczne, również zużycie wody jest bardzo znaczące – skoro zakręcamy kran myjąc zęby, to dlaczego wyrzucamy - na przykład - wołowinę, do produkcji której potrzebujemy wcale nie mało wody;

Przy produkcji jednego samochodu zużywa się 379 000 litrów wody.
Do wyprodukowania bochenka chleba trzeba zużyć 462 litry wody.
Aby ''wyhodować'' szklankę soku pomarańczowego, potrzeba 50 szklanek wody.
Do wyprodukowania 2,2 kg wołowiny potrzeba 9500 litrów wody.
Wyprodukowanie 1 kg papieru wymaga ok. 250 litrów wody.
Do wyprodukowania 1 litra piwa potrzeba 8 litrów wody.
Wyprodukowanie 1 kg stali wymaga ok. 300 l wody.
Wyprodukowanie 1 kg nawozów azotowych - 600 l wody.
Rafinacja 1 tony ropy naftowej - 15 000 l wody.
Do wyprodukowania 1 kg ziaren pszenicy potrzeba 1000 litrów wody, a ryżu - prawie 3 razy więcej.


- oszczędzamy pieniądze - kupując z głową na karku, po prostu kupujemy, co nie oznacza, że czegoś nam brakuje;


- generujemy mniej śmieci – co ma olbrzymi wpływ na środowisko w którym żyjemy;


Do racjonalnego gospodarowania żywnością potrzebny nam będzie przede wszystkim plan posiłków na wybrany przez nas okres oraz wykonana na podstawie niego lista zakupów, oprócz tego należy trzymać się trzech poniższych zasad:


kupujmy tyle, ile potrzebujemy, przy czym wyróbmy sobie nawyk zwracania uwagi na termin przydatności do spożycia;

nie pozbywajmy się "resztek", które nadają się do spożycia – przeważnie da się z nich zrobić jakieś danie typu „śmietnik”;

nadmiar produktów starajmy się mrozić, np. bezpiecznie zamrozimy mięso, ryby, dania gotowe, warzywa, pieczywo, wędliny, ciasta, jogurty, owoce, sery twarde i topione i mnóstwo innych produktów;

Od lat robię zakupy żywnościowe na nadchodzący tydzień w sobotę (zwykle), a w tygodniu uzupełniam wyłącznie pieczywo i nagłe braki w lodówce. Kwoty końcowe na paragonach mówią mi ile korzyści dają zakupy „systemowe”, a nie przypadkowe - umiejętne zakupy przynoszą naprawdę duże oszczędności w miesiącu, w zależności od podejścia do sprawy. Nie wyrzucam jedzenia i Was zachęcam do przemyślenia tematu, im więcej nas będzie tym lepiej dla wszystkich, ale także dla naszych osobistych portfeli.

64 komentarze:

  1. Sama coraz częściej łapię się na tym, że zastanawiam się czy ta ekologia i ochrona środowiska ma sen :/ Z przykrością zauważam, że osoby zamożne mają w nosie oszczędność wody, żywności, kwestie śmieci itd. Ta dziedzina jest domenom przede wszystkim ludzi biednych, gdy tylko zaczyna się powodzić idee ekologiczne znikają wraz z troskami finansowymi :(
    My z mężem nauczeni jesteśmy oszczędności spożywczej już od dziecka właśnie z biedy, bo się w domu nie przelewało. Jako dziecko miałam nawet świnę morską, która właśnie oprócz właściwości futerkowo-przytuleniowych, miała za zadanie zjadać pewne resztki z kuchni, była pewnego rodzaju miejskim kompostem. Tutaj mam kury i kaczki z podobnego powodu i inne zwierzęta. U mnie się nic nie marnuje. Ale wiele osób jest skupiona na własnych potrzebach i własnej wygodzie i uważa, że jak ma zmywarkę to już włożyła swój wkład w ekologię a poza tym to ,,niech inni oszczędzają jak mają taką potrzebę".
    Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam rodzinę na wsi i tam widzę, jak zagospodarować można resztki. Tak jak piszesz: a to pies, a to kurki. W bloku zostaje zdrowy rozsądek, a przynajmniej dla mnie, bo nie posiadam zwierzątek domowych. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  2. Poruszyłaś Grażynko ważny problem.
    Ponieważ pochodzę z niezbyt zamożnej rodziny, nauczono mnie w domu, oszczędnie gospodarować żywnością.
    I staram się tak robić nadal. Ale dla współczesnych- dobrze zarabiających ludzi, czasami to odległy problem!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, nie mam na imię Grażynka, już raz się przedstawiałam ;-) A poza tym drobiazgiem, uważam, że masz rację - Ci, którzy muszą oszczędzać i przy tym mają głowę na karku, nie wyrzucają jedzenia, bo to tak, jakby wyrzucali pieniądze.

      Usuń
  3. Wczoraj w sumie przypadkiem, trafiłam na ranking najzdrowszych warzyw świata na TVN METEO ACTIVE. Przyznam, że mnie zaskoczyli. Nie były to wyrafinowane, egzotyczne produkty. W pierwszej 4 był: szpinak, burak, kapusta pekińska, rukiew wodna. Czyli to co na ogół jemy. Słuchajmy swojego ciała, a na pewno będziemy zdrowi.
    P.S. Szkoda że ciało mojego męża mówi nieustannie: kupmy kebaba, popijmy colą... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieci mogłyby pić wyłącznie colę. Hehe, może robią mi na złość? ;-)

      Usuń
  4. Dopiero jak zaczęłam segregować śmieci, zauważyłam ile sam mój dom generuje odpadów. Marnowanie żywności temat rzeka. Ja znalazłam na to sposób. Rzadziej jeżdżę do tych wielkich sklepów, staram się przygotować listę i wychodzi mi to coraz lepiej:). Tak więc polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie często się zdarza w dużych sklepach kupić za dużo, a szczególnie jeśli robię zakupy ze swoją młodzieżą i każdy coś dorzuca do koszyka, co koniecznie musi zjeść. Kiedy robię zakupy sama - jest lepiej, bo patrzę na listę i staram się za dużo rzeczy spoza listy nie wrzucać.

      Usuń
  5. bardzo staram się nie wyrzucać jedzenia, kiedy sąsiedzi mieli pieska było znacznie łatwiej, po prostu nosiliśmy im, kiedy mieszkała obok nas starsza sąsiadka dzieliliśmy się obiadem kiedy zostało, oszczędzam wodę, segreguję śmieci, ale daleko mi do perfekcjonizmu pod tym względem, najważniejsze, że mam świadomość

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, świadomość jest bardzo ważna. Jesteśmy świadomi, a więc możemy kontrolować sytuację. Chyba nikt nie jest perfekcyjny, chociaż niektórzy na takich pozują ;-) Gdyby człowiek nie musiał mieć tyle na glowie, to pewnie i stać by go było na perfekcję, a tak życie - zawsze wyskoczy jakaś niespodzianka.

      Usuń
  6. Ja często spotykam się z restauracjami, w których porcje są dla mnie za duże, dlatego, że generalnie mało jem. Wybieram wtedy porcje dla dzieci hehe i są zazwyczaj idealne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! U mnie w mieście jest chińska restauracja, w której jedna porcja starcza spokojnie dla dwóch osób. :)

      Usuń
    2. Tyle, że menu dla dzieci jest zwykle takie specyficzne... Faworki z kurczaka głównie widuję.

      Usuń
    3. Przypomniało mi się jeszcze, że czasami bierzemy jeden obiad na dwie osoby, jeśli córka się zgadza i restauracja nie ma nic przeciwko ;-)

      Usuń
  7. Porcje w naszych restauracjach są ponoć jeszcze małe w porównaniu z porcjami serwowanymi w USA. Najczęściej, gdy dostaję dużą porcję i nie mogę jej zjeść, zwyczajnie proszę kelnera o zapakowanie do domu- jeszcze nikt nie okazał zdziwienia;]
    sama stosuję podobną do siebie metodę - niedziela wieczór- planowanie posiłków na cały tydzień, automatycznie powstaje lista zakupów, zamawiam je przez internet i oszczędzając czas i energię swoją, dostaje je do domu, łącznie z wniesieniem na moje 4 piętro bez windy.
    A ja mam czas (na blogowanie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakupy przez internet - myślałam o tym. Niestety, reszta domowników protestuje, bo lubią chodzenie po sklepie i wybieranie produktów. Od października będzie nas w domu dwójka, może wtedy spróbuję...

      Usuń
  8. Sprawdza się system sprawdzania dat - nieraz trochę grzebię na półce w supermarkecie, aby zamiast produktu ważnego do jutra, kupić taki z datą do przyszłego tygodnia. Wtedy zwiększa się szansa, że zostanie zjedzony. Mało jedzenia wyrzucam, bo u nas często jest odwrotnie tzn. światło w lodówce jest zawsze i kilka innych drobiazgów, ale zazwyczaj kupuje się na bieżąco. Większe zakupy, które są robione przed weekendem starczają na 3-4 dni, a potem lodówka jest na bieżąco uzupełniana. Dla niektórych taki system jest męczący albo niewykonalny, ale u nas się sprawdza, bo np. w drodze z uczelni czy z pracy, zawsze przechodzi się przez miasto, to można kupić jakieś dwie rzeczy. Poza tym z zakupami z wyprzedzeniem jest jeszcze taki problem, że trzeba umieć zaplanować posiłki na kilka dni w przód. U mnie w domu to sie absolutnie nie sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się piątki poświęcić na takie planowanie. A jeśli wychodzą jakieś produkty w tygodniu, albo coś mi się po prostu przypomina, to od razu idzie to na listę weekendowych zakupów. Każdy system jest dobry, jeśli się sprawda :-)

      Usuń
  9. U mnie resztki jedzenia dojada pies, więc większego problemu z wyrzucaniem nie mam. Staram się kupować jedzenie na bieżąco, ale jeśli coś zaplanuję do ugotowania, zawsze to zrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam psa, ani kota. Kota miałam kilka lat temu i pamiętał, że nie chciał jeść wędliny - takiej przeciętnej. To chyba o czymś świadczy ;-)

      Usuń
  10. coraz więcej restauracji oferuje pakowanie na wynos resztek i przestaje to być czymś niezwykłym:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przyznaję, że o tym nie pomyślałam. W przyszłości - nic nie kosztuje zapytać :-)

      Usuń
  11. ja przyznaje, że czasem zdarza się wyrzucić jedzenie, ale ciągle nad tym pracuje. Jednak u mnie to nie jest kwestia rozrzutności, ale często nie ma kiedy zjeść tego wszystkiego i coś się psuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, te daty przydatności. U mnie bywa, że miałam zamiar gotować, a nie gotuję i przez to coś się przeterminuje :-/ Siła wyższa.

      Usuń
  12. ja to jestem mistrzem przetwarzania! Jestem normalnie smutna jak mam wyrzucić jedzenie do kosza, zawszę coś wymyślę! :D

    weronikarudnicka.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w piątki zazwyczaj, kiedy mam czas, przeglądam zapasy i kombinuję, co by tu można z nich sklecić :-)

      Usuń
  13. Świetnie, że zwróciłaś uwagę na te aspekty...tyle marnujemy na co dzień...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dużo ludzi po prostu lubi mieć na wszelki wypadek jedzenie w zapasie i przez to czasami są zrzuty :-)

      Usuń
  14. Jak zawsze życiowo Gaja!
    Nie mam wątpliwości co do tego, że wyrzucanie jedzenia to klęska krajów rozwiniętych i rozwijających się, podczas gdy na świecie jest tylu głodujących. W sumie jakby się nad tym jeszcze bardziej zagłębiać to w tym samym kraju są ludzie, którzy trwonią i tacy, którzy nie mają co do garnka włożyć.
    No ale POZYTYWNIEJ...planuję często zakupy, zwłaszcza te ciężkie(mleko, woda, proszek), higieniczne etc., dzielę się zawsze posiłkiem gdy tylko mam sposobność, a z lodówkowych resztek zawsze próbuję coś wymyślić, często wrzucam to na bloga; w barach, restauracjach prawie zawsze biorę na wynos to, czego nie przejadam (robię to odkąd pamiętam) i znowu obdarowuje kogoś, kto mógłby mieć na to ochotę, najpewniej ktoś bliski. :)

    Pozdrawiam. Miło się tu do Ciebie wraca! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) Równości w czystej postaci chyba nigdy nie było na świecie i zawsze będzie w jednym mieście ktoś biedny i ktoś nieprzyzwoicie bogaty i weź nakaż temu drugiemu dbanie o brata biedniejszego. Woli kupić buty za kilka tysięcy niż wspomóc kogokolwiek. Może i sama taka bym była, kto to wie... Na razie mogę mędrkować, bo takie drogie buty nade mną nie wiszą ;-) Ale jest jak mówisz, można pomagać tym, których mamy pod ręką i świat chociaż odrobinę staje się lepszy.

      Usuń
  15. Nie wyrzucam jedzenia - taki zwyczaj wyniosłam z domu. Staram się zawsze przygotowywać jedzenie na styk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też tak było w domu. A chleba to już pod żadnym pozorem nie można było marnować!

      Usuń
  16. Świetny wpis! Bardzo pouczający i istotny. ;-)
    www.sercabiciem.blogujaca.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. A można i tak....jedz mniej bramy raju są wąskie :))
    Ja tam nic nie marnuję, wykorzystuję wszystko do minimum :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I coś z tym rajem jest na rzeczy - ostatecznie jednym z grzechów głównych jest nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu ;-)

      Usuń
  18. niby to takie oczywiste a czasem łatwo się w tym pogubić
    www.puffa.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to, co oczywiste, to nie zajmuje naszej głowy :-) Na rutynie najłatwiej się wyłożyć ;-)

      Usuń
  19. Staram się nie marnować... ale jeśli powiem, że zawsze mi się to udaje, to skłamię; cały ratunek w moich zwierzętach, bo mają dobre apetyty i nie odmawiają resztek z talerza:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ma kto uratować... Ale, jak to ujęła jedna z komentujących, świadomość jest i to najważniejsze ;-)

      Usuń
  20. Hmm.. byłam teraz w Krynicy Górskiej na obiedzie w jednej z restauracji. Na moim stole została postawiona waza z zupą na jak to mówię : "Pięciu chłopa" - oczywiście nie zjadłam wszystkiego a co dalej z tą zupą zrobili - nie wiem ...Mam nadzieję, że nie wlali innemu turyście. Masz rację Gaju- zbyt dużo żywności się marnuje dlatego też ważne jest rozsądne nią gospodarowanie.

    OdpowiedzUsuń
  21. No i gratuluję Ci nowego szablonu - tak orzeźwiająco i energetycznie teraz Gaju jest u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zieleń teraz dodaje mi wyjątkowo energii, znając swój zapał do grzebania w szablonie, pewnie będzie tutaj długo zielono :-)

      Usuń
  22. Mam ten komfort, że mam babcię na wsi i jak czegoś nie dojadamy w domu to ląduje to u kóz albo kur, więc jedzenia się u nas nie wyrzuca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wsi w ogóle panuje większa tzw. gospodarność. Też mam rodzinę na wsi :-)

      Usuń
  23. Chciałabym umieć gospodarować lepiej żywnością ale u nas niestety zawsze jest jej za mało, a jak kupię niby na zapas to zaraz też znika....a jakby cudem coś zostało to pies zje :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy, że jedzenia nie wyrzucasz :-) Tyle chłopa w domu, nie dziwię się. Wiem ile jedzą moi dwaj mężczyźni domowi. U Ciebie jak wszyscy urosną to dopiero będzie ;-)

      Usuń
  24. Staram się nie kupować zbyt dużo, często mam światło w lodówce, żeby nie mieć pokusy jedzenia i gotowania za dużo...Obserwuję klientów w sklepach i niestety zauważyłam, że większość kupuje za dużo, zwłaszcza jeśli pojawiają się promocje. Pół biedy, gdy są to produkty długotrwałe, ale większość sa to przeceny z powodu daty przydatności lub owoce,które potem trafiają na śmietnik. Ale prawdziwa tragedia to całe chleby, ciasta i mikołaje z czekolady po świętach, serce boli gdy widzi się takie ilości jedzenia na śmietnikach...Nie wiem ile kampanii społecznych musi powstać, żeby ludzie zmienili zwyczaje zakupowe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, u mnie było ciężko z marnotrawstwem. Kiedy mieszkają z tobą dorosłe dzieci, które mają swoje wymagania, trudno jest wprowadzić reżim w domu. Teraz córka wyjeżdża na studia i będę żyć na 100% po swojemu ;-)

      Usuń
    2. Marnotrawstwo czasem zdarza się mojemu synowi, jako student słoikowy pewnie coś przegapi, otworzy i nie zje, ale cóż, nie mogę wszystkiego kontrolować...Z drugiej strony lepiej jeśli wyrzuci, niż miałby się zatruć.

      Usuń
  25. Ja nie umiem robić zakupów raz na tydzień. Powiedz mi jak można się tego nauczyć? Może wpis na blogu ;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... wiele takich artykułów w sieci, nie chciałabym się powtarzać. Powiem w skrócie. Prowadzę listę zakupów. Kiedy coś przychodzi i na myśl, uzupełniam na bieżąco. W piątki ustalam jadospis na tydzień i od razu wpisuję potrzebne składniki na listę zakupów. W soboty, które są dla mnie wolne od pracy zawodowej, robię duże zakupy z tą listą i otwieram nową listę. Musisz wyrobić w sobie nawyk. Kładź listę w kuchni, w podręczym miejscu, tak, żebyś zawsze mogła coś dopisać. Mam akurat pomysł, który chcę zrealizować -zakup tablicy do kuchni, na której będe zapisywała różne takie :-)

      Usuń
  26. Staram się nie wyrzucać jedzenia, bardzo się pilnuje żeby się nie marnowało. Mam poczucie ogromnej straty, gdy jogurt "zdechnie" w lodówce, albo cokolwiek innego. Staram się też robić właśnie dania typu "śmietnik" gdy wiem, że coś się zmarnuje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja tak mam :-) Niby to grosze, ale bardzo mi to ciąży. Zwykle dzieje sie to przez moją obsesję na punkcie zapasów. Od października zostajemy we dwoje w domu, więc będzie można planować dokładniej :-)

      Usuń
  27. Jak zwykle u Ciebie pouczająco :) staram się nie marnować jedzenia, czasem mi się coś przeterminuje ale to sporadycznie. Chyba,, z domu,, wyniosłam szacunek do chleba i ten nigdy się u mnie nie marnuje; zimą można z niego zrobić tradycyjną śląską wodzionkę, grzanki, latem lody, a na święta upiec babkę :) jak już nic z tych rzeczy... to suchy z chęcią zje moja sunia. Natomiast patrzeć nie mogę jak wyrzuca się chleb po parkach pod pretekstem karmienia gołebi... i szczurów przy okazji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o tym chlebie dla ptaków to słyszałam, że to nie jest wcale dobre, bo ptaki nie są z natury przyzwyczajone do takiego pokarmu (biorąc pod uwagę, jaki mamy chleb...)

      Usuń
  28. Ja chyba mam na odwrót, a wagę mam w normie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jesz, żeby żyć, a nie odwrotnie :-)

      Usuń
  29. Ja prawie zawsze coś zostawiam w restauracji (nie jestem w stanie zjeść do końca podanej porcji) i oczywiście tak jak Ty wpycham mężowi ;D Z domu jestem nauczona, że jedzenia się nie marnuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mężowie mogą wiecej zjeść. Mojemu to już zresztą nie wskazane ;-)

      Usuń
  30. Tak jak napisałaś, szczególnie w miastach jest widoczne wyrzucanie jedzenia. Na wsi rzadziej się jedzenie marnuje, bo co nie zje człowiek to zjedzą zwierzęta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wsi, to w kuchni maja pojemniki na resztki dla zwierząt. My, mieszkający w blokach, tylko chleb suchy możemy oddać.

      Usuń
  31. Sama wielokrotnie spotykam się z takimi przeładowanymi porcjami w restauracjach i zwykle odnoszę wtedy wrażenie, że chyba jestem jakimś niejadkiem. W rzeczywistości jednak porcje są rzeczywiście o wiele większe niż to, co "na raz" potrafi zjeść przeciętna osoba.
    Kiedyś głośno było bodajże o zakładzie piekarskim, którego szef niesprzedane pieczywo oddawał chyba bezdomnym. Spotkała go z tego powodu kara finansowa, gdyż polskie prawo zabrania czegoś takiego. Osobiście uważam to za totalną głupotę. Zdaję sobie sprawę z tego, że wyprodukowanie żywności jest kosztowne i producenci nie liczą tylko na zwrot kosztów, ale też na zysk. Jednak gdyby taka "niechciana" żywność była oddawana potrzebującym, zniknęłoby wiele problemów.
    Stąd zgadzam się z tym, co przedstawiłaś w poście - obecnie zbyt dużo żywności jest marnowanej i wyrzucanej. Można powiedzieć, dość żartobliwie, że niektórym od dobrobytu w pupach się poprzewracało ;) Mamy jedzenie na wyciągnięcie ręki, więc po co je szanować? Mam jednak nadzieję, że z czasem konsumpcja stanie się bardziej świadoma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zauważ, że ciągle mówi się o biedzie w Polsce. Ja mam w głowie chyba inny obraz biedy.

      Usuń