środa, 30 września 2015

Sposoby na październik

Październik jest w opinii wielu ludzi najpiękniejszym miesiącem roku. To przez kolory - okazuje się, że drzewa nie koniecznie muszą być pokryte zielenią, żeby prezentowały się dobrze. No i ten dywan z szeleszczących pod stopami liści. Gęba sama się śmieje :-)

1. W słoneczny weekend pójdźmy na spacer i przy okazji nazbierajmy darów natury. Kolorowe liście na bukiet i kasztany na odpromienniki - trzymane przy urządzeniach elektronicznych pochłaniają szkodliwe dla człowieka promieniowanie elektromagnetyczne. Swoją zdolność neutralizacji zachowują do miesiąca, po tym czasie należy je zastąpić nowymi. Ale nie przesadzajmy z ilością kasztanów, bo może się to negatywnie odbić na naszym zdrowiu! Nie zapomnijmy o dyniach, które mogą być naszym pożywieniem lub ozdobą, co kto woli.

2. Niektórzy już w październiku zaczynają odczuwać smutek duszy. Na niedostatek światła każdy reaguje po swojemu, jednak możemy chociaż trochę podkręcić energię, tak by na co dzień czuć radość życia - ta niczym słońce promienieje na otoczenie. Sposobów na podładowanie akumulatorów jesienią jest bez liku, wystarczy chcieć. Jeśli chcenie nie pomaga, to być może dzieje się z nami coś, co wymaga wizyty u lekarza. Radość życia jest sekretem urody, stanowi magnes, który działa na wszystkich. Nawet ładna kobieta nie będzie pociągająca, jeśli obnosi się ze złym humorem, to chyba wystarczający powód by nie poddawać się jesiennej chandrze. Macie swoje sprawdzone sposoby na tę sezonową dolegliwość?

3. Ostatnie dni października delikatnie zwiastują nieuchronne nadejście zimy. Żegnamy się na kilka miesięcy z lekkimi bluzeczkami, wieczorami na balkonie i pogawędkami przed domem z sąsiadami. Ale za to możemy się wreszcie nacieszyć swoim mieszkaniem. Zaczyna się sezon świeczuszek i wosków, ciepłych pledów, grzanego wina i nadrabiania zaległości w czytaniu. Lubię długie, ciemne wieczory i zawsze, kiedy nadchodząca wiosna coraz bardziej ten wieczór rozjaśnia, to w pierwszym odruchu żałuję, że to już na razie koniec przytulności jedynej w swoim rodzaju.

Zgodzicie się ze mną, że październik nie jest taki zły?

sobota, 26 września 2015

Zabawy filozoficzne

Dzisiaj przedstawię Wam książkę INNĄ niż wszystkie. Wpadła mi w oko, ponieważ zawiera niebanalne propozycje na spędzenie wolnego czasu. Ponieważ koniecznie chcę Was zapoznać z wszystkimi zawartymi tam pomysłami, to w tym wypadku uznałam, że najlepszym wyjściem będzie sfotografowanie spisu treści. Sprawdźcie, czego to ludzie nie wymyślą.

"101 zabaw filozoficznych" Rogera-Pola Droit z pewnością dla niektórych może wydać się zwariowana, ale dla mnie to akurat dodatkowy atut. Chociaż przejrzałam ją z prawdziwą przyjemnością, to niestety, nie znalazłam czasu ani chęci na taką zabawę. Może nie byłam w nastroju? A może powinnam wcześniej wypić pół butelki wina?

Wybrałam dla Was dwie, budzące skrajne uczucia, zabawy. Na początek zapraszam do...

...BIEGANIA PO CMENTARZU
Czas trwania: godzina
Materiały: sportowe obuwie, duży cmentarz
Efekt: pobożny

Cmentarz to strefa ciszy i spokoju, wedrując jego alejkami mamy wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał. Wiem, że są tacy, którzy lubią tam spacerować, ale czy ktoś kiedyś próbowal biegać wśród grobów??? Biegacz międzygrobny z pewnością nie byłby najlepiej przyjęty przez otoczenie.

Autor jednak namawia nas, byśmy dali się wciągnąć w to przedziwne doświadczenie. Na początku będziemy odczuwać uporczywe zażenowanie naszym niestosownym zachowaniem, będziemy też myśleć o tych wszystkich szkieletach leżących w ponurych, ciasnych trumnach, jednak pozostanie w tej dysharmonii oraz próby cieszenia się nią, mogą okazać się pożyteczne.

Uświadomimy sobie, jakimi szczęściarzami jesteśmy - żywi, zdolni do cieszenia się ruchem. A ONI, biedacy - nie. Są poza czasem i poza życiem, podczas gdy my poruszamy sie swobodnie. Biegając między grobami, nie dbamy ani o umieszczone na nich nazwiska, ani o konwenase, po prostu ich kochamy...


A teraz czas na kolejny zwariowany pomysł czyli
ZABIJANIE W MYŚLACH LUDZI
Czas trwania: 15 - 20 min.
Materiały: żadne
Efekt: przynoszący ulgę

Oczywiście, autor uważa, że zakaz popełniania zabójstw nie jest złą rzeczą, niemniej jednak - biorąc pod uwagę wielką liczbę podłości, których świadkami bywamy - czasami niewygodną.

Zatem ustalmy moment, miejsce i metodę. Wyobraźmy sobie scenę zabójstwa z najdrobniejszymi szczegółami, nie zapomnijmy zaplanować tego, co zrobimy ze zwłokami. Spróbujmy myśleć o tym wszystkim z satysfakcją i nie obawiajmy się wyzwolenia najgorszych instynktów, które mogłyby nas sprowadzić na drogę występku. Nic takiego się nie stanie, a wręcz przeciwnie - im bardziej zaakceptujemy naszą sekretną przyjemność, tym łatwiej przyjdzie nam (po dobrej zemście w wyobraźni), zaakceptować prawo sąsiada, ciągle całkiem żywego, do życia i do nietykalności cielesnej.

Ciekawostka: uważa się, że wybaczanie uwalnia nas od przeszłości, ale jak trudno jest czasami wybaczyć osobie, która nas mocno zraniła, ten wie ten, kto próbował szczerze uzdrowić swoje życie. Louise L. Hay w książce "Możesz uzdrowić swoje życie" proponuje ćwiczenie "Odwet". Niektórzy, zanim wybaczą, potrzebują odwetu, a raczej małe dziecko w nich tego potrzebuje. Ćwiczenie polega na wyobrażeniu sobie, co rzeczywiście chcielibyśmy zrobić osobie, która najbardziej zalazła nam za skórę. Louise również zaleca stworzenia w myślach sceny odwetu ze wszystkimi szczegółami. Trwajmy w tych myślach aż do osiągnięcia przesytu swoją zemstą. Wtedy przerywamy i kończymy z tym na zawsze. Nie należy napawać się tym ćwiczeniem, jednak wykonanie go raz, aby zamknąć jakąś sprawę, może mieć efekt uwalniający i ułatwi wybaczenie.

To były według mnie "najmocniejsze" ćwiczenia, a jak wiecie, mam tendencję do wyszukiwania różnych takich. Jednak książka zawiera jeszcze inne perełki jak np. pić siusiając, przyglądać się temu, który śpi, powałęsać się w nocy czy wyrwać sobie włos. Zresztą wszystkie brzmią nieprawdopodobnie, na dowód zamieszczam zdjęcia spisu stron. Miłej zabawy!


wtorek, 22 września 2015

Intuicja - wsłuchajmy się w siebie



Jak mogę swoimi słowami opisać intuicję? Myślę, że jako nagle olśnienie, przeświadczenie, że „to jest to”. Podczas przebłysku intuicji czuje się całą swoją istotą, że trafiliśmy na właściwą ścieżkę – nie ma wtedy miejsca na niepokój, napięcie czy wahanie. Zgadzam się w pełni ze stwierdzeniem, że intuicja zawsze podpowie nam, co robić, a nie, czego nie robić. 


Intuicja popycha do działania, a nie hamuje, ona po prostu wskazuje nam kierunek działania  (jeśli pozwolimy jej dojść do głosu), natomiast umysł często racjonalizuje i kalkuluje, trzyma się tego, co znajome i bezpieczne. Dziś naukowcy zachęcają, aby słuchać zarówno rozumu, jak i intuicji, bo tylko dzięki takiemu połączeniu, mamy szansę podjąć najlepszą decyzję.


Albert Einstein twierdził: „Myślenie bez intuicji jest puste, intuicja bez myślenia jest ślepa.”, Fizyka jest zasadniczo nauką opartą na intuicji i konkretnych faktach. Matematyka stanowi jedynie narzędzie dla zapisywania praw, które rządzą zjawiskami w przyrodzie.”, „Nie istnieje żadna logiczna reguła, według której można odkryć podstawowe prawa przyrody. Zdolna jest do tego tylko i wyłącznie intuicja.” Korzystajmy więc z obu tych opcji z właściwym sobie wyczuciem. Wykorzystując wiedzę można być bardzo dobrym pracownikiem czy naukowcem, jednak łącząc wiedzę z intuicją można być geniuszem - jak Einstein.


Wszyscy mamy intuicję, ale generalizując można stwierdzić, że w naszym racjonalnym świecie dominuje logika, pragmatyzm i materializm, co skutecznie spycha ją na dalszy plan. Zastanawiające bywa to, że niektórym ludziom wszystko przychodzi łatwo, podążają we właściwym dla siebie kierunku, są zawsze tam gdzie powinni być we właściwym czasie. Kiedy innym wszystko się udaje, a Ty być może musisz się o wiele bardziej napracować na swoje małe sukcesy, zastanów się czy przypadkiem nie płyniesz pod prąd, czy wystarczająco uważnie słuchasz swojej intuicji!


Intuicja to zaufanie do swojej wewnętrznej prawdy i mocy, ale by je poczuć, pewne warunki muszą zostać jednak spełnione. Nie usłyszymy głosu intuicji kiedy dookoła chaos, gwar i ciągła gonitwa. Nie sprzyja temu nieprzerwany potok myśli i słów. Żeby usłyszeć głos intuicji musimy bezwzględnie zatrzymać się na chwilę, uspokoić, wsłuchać się w siebie. Kiedy już to się uda – otwórzmy się na podpowiedź, nie analizujmy, uwierzmy! 


Sama często korzystam z intuicji i jeszcze nie żałowałam związku z nią. W każdej sytuacji pytam siebie, co czuję, jak reaguje moje ciało. Nikt mi nie wmówi, że powinnam wybrać opcję, na myśl o której, w mojej głowie trwa gonitwa myśli. Prawdopodobnie tak samo będę czuła się po dokonaniu wyboru, a kiedy przemawia moja intuicja czuję spokój i pewność, że jest tak, jak ma być. Po prostu to wiem. 


Słyszałam takie sarkastyczne powiedzenie, że intuicja jest jak GPS – czasami zaprowadzi nas na dno błotnistego bajora. Hmmm... podobno wszystko jest „po coś”, może więc po to lądujemy na dnie, żeby móc się z niego odbić i wypłynąć na powierzchnię – ale już jako inny człowiek?... 

sobota, 19 września 2015

Instrukcja obsługi mózgu



To o czym dzisiaj piszę jest próbą stworzenia linii obrony na przyszłość, bo chociaż dzisiaj jesteśmy młodzi czy bardzo młodzi, to starość kiedyś nadejdzie, a nasz mózg z wiekiem przestanie być tak sprawny, jak obecnie. Czy możemy spowolnić proces „kurczenia się” mózgu? Przykłady z życia dają nadzieję, że jest to możliwe, wystarczy przypomnieć sobie nieżyjącego już Władysława Bartoszewskiego, a wstępuje w nas nadzieja, że jednak się da. Jeśli zatem poczujemy, że umysł zwalnia, zastanówmy się, czy wystarczająco dobrze chronimy, gimnastykujemy i odżywiamy swój mózg. Zróbmy to, póki jesteśmy jeszcze wystarczająco bystrzy, by uprzedzić najgorsze.



Przydatne wskazówki dla zapobiegliwych:

* Pobudzajmy swój mózg regularnie, np. rozwiązując krzyżówki, zagadki, ucząc się języków obcych, czytajac powieści kryminalne.

* Utrzymujmy sprawność fizyczną. Ćwiczenia powodują wytwarzanie przez mózg rodzaju białka zwanego neurotropowym czynnikiem pochodzenia mózgowego (BDNF), które pozwala budować nowe połączenia. Jednak nie każdy sport jest błogosławieństwem. Boks, wstrząsy towarzyszące np. skokom na nartach, łyżwach czy bungee wywołują mikrourazy w mózgu. Lekarze jeszcze do niedawna sądzili, że nieodczuwalne wstrząsy czy uderzenia w głowę nie są szkodliwe. Nowe badania pokazują jednak, że mogą one powodować zaburzenia uwagi czy pamięci, a także spowalniać myślenie. Takie problemy ma 80 proc. piłkarzy, którzy podczas meczów wykonują często tzw. główkowanie. Podobno groźne są nawet długie, wyczerpujące biegi, bo powodują „łomotanie o czaszkę mózgu zanurzonego w płynie”. Jeśli zatem chcemy, aby jogging przynosił mózgowi same korzyści, biegajmy z umiarem, po trawie, a nie po twardej nawierzchni. Wkładajmy też buty na miękkiej podeszwie, żeby zamortyzować wstrząsy. Generalnie zaś wybierajmy sporty, w których ryzyko mikrourazów jest jak najmniejsze.

* Nie zaniedbujmy życia towarzyskiego. Spotykanie się z ludźmi ma ogromne znaczenie dla utrzymania żywotności i aktywności mózgu.

* Uczmy się nowych rzeczy - młodzi ludzie muszą przez cały czas czegoś się uczyć, dlatego ich umysły są bystrzejsze - w ten sposób generują nowe komórki.

Starajmy się unikać długotrwałego stresu - może on wpływać na neuroprzekaźniki w mózgu i upośledzać jego funkcje.

* Nie żałujmy czasu na sen. Głęboki sen działa jak zawór bezpieczeństwa dla mózgu narażonego na chroniczny stres – dowodzi amerykański neurolog dr Larry McCleary w książce „Trening mózgu”. Nieustannie wytwarzany w organizmie kortyzol (hormon stresu) uszkadza komórki hipokampu, ośrodka pamięci. Gdy zapadamy w sen, stężenie kortyzolu spada, a mózg może naprawić wyrządzone przez niego szkody. Jeśli jednak śpimy za krótko albo za płytko, kortyzol zabija komórki nerwowe hipokampu. Cała struktura stopniowo się kurczy, a pamięć zaczyna zawodzić. Uszczerbki mózgu spowodowane niedosypianiem nie są na szczęście trwałe. Wystarczy, że zaczniemy więcej spać, a najpóźniej za kilka tygodni odczujemy poprawę – mózg będzie sprawniejszy, a pamięć lepsza.

* Jedzmy to, co dobre dla serca i mózgu - dużo owoców, warzyw i ryb. Ograniczmy spożycie tłuszczów nasyconych. Starajmy się, żeby w naszej diecie znalazły się pokarmy zawierające witaminy z grupy B (ziarna zbóż, groch, fasolę, mięso i warzywa, zwłaszcza zielone). Witamin z tej grupy organizm nie może magazynować, dlatego musimy dostarczać je systematycznie z pożywieniem albo w tabletkach. Jeśli są nieobecne w diecie, umysł przestaje wydajnie pracować.

* Nie objadajmy się słodyczami. Mózg zużywa najwięcej energii w organizmie i potrzebuje stałego dopływu glukozy. Jednak podwyższone stężenie glukozy we krwi osłabia pamięć, obniża zdolność koncentracji i szybkość myślenia. A dokładniej, zmniejsza aktywność specyficznego rejonu w hipokampie, tak zwanego zakrętu zębatego, odpowiedzialnego za pamięć – wykazał Scott Small, neurobiolog z Columbia University, porównując obrazy mózgu 240 pacjentów wykonane rezonansem magnetycznym. Tak więc nadmiar glukozy hamuje tworzenie nowych komórek nerwowych.

* Bądźmy młodzi duchem, bez względu na wiek - ludzie, którzy postrzegają siebie jako starych, częściej wykazują oznaki starzenia się.

* Nie bujajmy w obłokach. Osoby, które często oddają się marzeniom, powinny zdyscyplinować umysł. Zbyt częste bujanie w obłokach powoduje zmiany metaboliczne w mózgu mogące w przyszłości przyczynić się nawet do choroby Alzheimera – twierdzi neurobiolog Randy Buckner z Harvard University. Uczony porównywał aktywność mózgu osób zdrowych, ale skłonnych do mentalnych podróży w czasie, oraz chorych o różnym stopniu otępienia. Zauważył, że u obu tych grup nadmiernie pobudzony jest powiązany z korą przedczołową i hipokampem obwód mózgu nazywany siecią nieobecności. U każdego z nas włącza się on, ilekroć zaczynamy myśleć o niebieskich migdałach, i wyłącza, gdy angażujemy się w bieżące zadanie, na przykład zaczynamy czytać książkę. Okazuje się jednak, że u osób mających gonitwę myśli i skłonnych do marzeń sieć nieobecności gaśnie trudniej, natomiast u chorych na alzheimera nie wycisza się wcale. W trosce o sprawność mózgu trzeba trzymać myśli na wodzy.
*Czytam Wasze komentarze o bujaniu w obłokach i muszę przyznać, że też mam zastrzeżenia do tej wskazówki. Trudno mi przyjąć ją za swoją. Cóż, nie jestem naukowcem, ale marzenia - bo tak można też nazwać bujanie w obłokach - to chyba nic złego. Marzenia to siła napędowa, wystarczy ją umiejętnie wykorzystać. Przeczytajcie też, co odpisałam Marzenie T. (Edytowano 19.09.15. godz. 10:14)

Tekst powstał między innymi na podstawie artykułu „Mózg. Instrukcja obsługi” Jolanty Chyłkiewicz.

poniedziałek, 14 września 2015

Jedzmy żeby żyć, nigdy odwrotnie


Czy zdarzyło Wam się zamówić w restauracji danie obiadowe i zaraz potem na Wasz stół wjechał półmisek o zawartości dwóch wypełnionych do końca płytkich talerzy? Tak, takie restauracje istnieją naprawdę, chociaż sama nie wiem, czy to dobrze…

Mnie się zdarzyło, podołałam połowie swojej porcji,  resztą próbowałam nakarmić męża, ale ten też miał dość. W innej restauracji zamówiłam na szybko bigos i dostałam, tak na oko, litrowy garnek tej potrawy. Nie dało się tego zjeść do końca, znów zostało dużo do wyrzucenia. Zmierzam do tego, żebyśmy zauważyli ile w takiej restauracji zostaje tzw. resztek i co dalej z nimi. Bigos pewnie z powrotem zgarnęli do gara (oby nie!), ale inne niedojedzone potrawy mogą wylądować na śmietniku. A ile jedzenia marnuje się w hipermarketach? Te, działając pod presją kupujących, starają się mieć dostępne świeże pieczywo w różnych odmianach, które rzadko jest sprzedane w 100%, zresztą do wywalenia idzie oczywiście przeterminowana żywność, której w skali hipermarketu trochę się nazbiera. Na pewno sklep  z częścią tego potrafi coś zrobić, np. pieczywo przerabia na bułkę tartą.

W dodatku, my konsumenci też bywamy nie wiele lepsi: „W Polsce do wyrzucania niespożytej żywności przyznaje się 35% badanych (Millward Brown SMG/KRC na zlecenie Federacji Polskich Banków Żywności, wrzesień 2014 r.). Znacząco częściej żywność wyrzucają osoby pracujące, mieszkające w dużych miastach.” W Europie i Ameryce Północnej jedna osoba średnio marnuje 95-115 kg jedzenia rocznie. 

Jest taka ciekawa strona - niemarnuje.pl, gdzie osoby zainteresowane racjonalnym wykorzystaniem dostępnej żywności dowiedzą się wszystkiego na ten temat, a dodatkowym „bonusem” jest lista przepisów żywnościowych na mało wymagające potrawy. Ktoś zapyta - dlaczego mamy oszczędzać żywność? Kiedy wbijałam ten nawyk do głowy swoim dzieciom, te odpowiadały: „Mamo, ale co to da, że ja nie wyrzucę tego czy tamtego, jaki to ma związek z tym, że ludzie w Afryce głodują? Przecież nie zapakuję im tego w paczkę i nie wyślę.”. No tak, logika czysto dziecięca… Faktycznie, biedny „murzynek” nie dostanie mojego nieświeżego kotleta, ale są inne powody (oprócz etycznych) dla których warto kupować jedzenie z głową na karku:


- zasoby naszej planety nie są niewyczerpane, a produkcja żywności jest bardzo energochłonna, co przyspiesza zmiany klimatyczne, również zużycie wody jest bardzo znaczące – skoro zakręcamy kran myjąc zęby, to dlaczego wyrzucamy - na przykład - wołowinę, do produkcji której potrzebujemy wcale nie mało wody;

Przy produkcji jednego samochodu zużywa się 379 000 litrów wody.
Do wyprodukowania bochenka chleba trzeba zużyć 462 litry wody.
Aby ''wyhodować'' szklankę soku pomarańczowego, potrzeba 50 szklanek wody.
Do wyprodukowania 2,2 kg wołowiny potrzeba 9500 litrów wody.
Wyprodukowanie 1 kg papieru wymaga ok. 250 litrów wody.
Do wyprodukowania 1 litra piwa potrzeba 8 litrów wody.
Wyprodukowanie 1 kg stali wymaga ok. 300 l wody.
Wyprodukowanie 1 kg nawozów azotowych - 600 l wody.
Rafinacja 1 tony ropy naftowej - 15 000 l wody.
Do wyprodukowania 1 kg ziaren pszenicy potrzeba 1000 litrów wody, a ryżu - prawie 3 razy więcej.


- oszczędzamy pieniądze - kupując z głową na karku, po prostu kupujemy, co nie oznacza, że czegoś nam brakuje;


- generujemy mniej śmieci – co ma olbrzymi wpływ na środowisko w którym żyjemy;


Do racjonalnego gospodarowania żywnością potrzebny nam będzie przede wszystkim plan posiłków na wybrany przez nas okres oraz wykonana na podstawie niego lista zakupów, oprócz tego należy trzymać się trzech poniższych zasad:


kupujmy tyle, ile potrzebujemy, przy czym wyróbmy sobie nawyk zwracania uwagi na termin przydatności do spożycia;

nie pozbywajmy się "resztek", które nadają się do spożycia – przeważnie da się z nich zrobić jakieś danie typu „śmietnik”;

nadmiar produktów starajmy się mrozić, np. bezpiecznie zamrozimy mięso, ryby, dania gotowe, warzywa, pieczywo, wędliny, ciasta, jogurty, owoce, sery twarde i topione i mnóstwo innych produktów;

Od lat robię zakupy żywnościowe na nadchodzący tydzień w sobotę (zwykle), a w tygodniu uzupełniam wyłącznie pieczywo i nagłe braki w lodówce. Kwoty końcowe na paragonach mówią mi ile korzyści dają zakupy „systemowe”, a nie przypadkowe - umiejętne zakupy przynoszą naprawdę duże oszczędności w miesiącu, w zależności od podejścia do sprawy. Nie wyrzucam jedzenia i Was zachęcam do przemyślenia tematu, im więcej nas będzie tym lepiej dla wszystkich, ale także dla naszych osobistych portfeli.

czwartek, 10 września 2015

Nasze jesienne odżywianie



Jesienią gromadzimy energię niezbędną do przeżycia zimy, która naturalnie powinna być dla zmęczonego organizmu czasem wytchnienia i zwolnienia. Temu rytmowi powinno towarzyszyć odpowiednie do pory roku odżywianie, zapewniające organizmowi dostateczną ilość energii.

Już we wrześnie doświadczamy pierwszego po lecie, przenikliwego chłodu i szarych, deszczowych dni. Zazwyczaj też wtedy zaczyna się pierwsza fala przeziębień i najlepszym wyjściem staje się rozgrzanie organizmu i poprawa nastroju. Czymś takim - poza ciepłymi ubraniami i gorącą herbatą - jest właściwy sposób odżywiania, wzmacniający nasz organizm oraz chroniącym przez przeziębieniem i zmęczeniem (człowiek przemarznięty, to człowiek zmęczony i senny).

Przede wszystkim jesienią powinniśmy spożywać więcej gotowanych niż surowych warzyw oraz zmniejszyć (lub nawet wyeliminować) ilość zjadanych owoców wychładzających organizm (cytrusy). Jest w nich dużo witaminy C ważnej w walce z przeziębieniem, jednak z powodzeniem możemy je zastąpić innymi produktami, które również zawierają znaczne ilości tej witaminy (np. papryka świeża, aronia, kapusta świeża, brokuły, brukselka oraz produkty kiszone).

Rozgrzeją nas gęste, pożywne zupy z dodatkiem roślin strączkowych, cebuli, pora i przypraw takich jak: imbir, curry, pieprz, goździki, ostra papryka, czosnek. Zupy warzywne i rosoły dostarczają energii oraz ciepła, które pozostanie w nas dłużej niż to z najgorętszej nawet herbaty.

Jesienią ciągle dostępne są  świeże zioła, tj. melisa, lubczyk, bazylia, oregano, szałwia, tymianek, majeranek, mięta, które podniosą nam smak i wartość posiłków. Generalnie rzecz ujmując - kolorowe, ciepłe zupy i gotowane warzywa zastępują surówki, a dieta staje się bardziej kaloryczna i treściwa niż latem. Wszystko po to, by nie dać się jesiennym chłodom i infekcjom. Modyfikacjom powinno ulec też śniadanie - jesienią lepiej jest zjeść rano coś na ciepło np. jajecznicę  czy ciepłą kaszę jaglaną z warzywami i rozgrzewającymi przyprawami. 

Ponadto dieta na jesień powinna też wspomóc naszą odporność (aż 80 proc. komórek odpowiedzialnych za tzw. odpowiedź immunologiczną organizmu znajduje się w jelitach), tak więc, na stole powinny znaleźć się produkty, w których znajduje się witamina D - jest ona ważniejsza dla naszej odporności niż witamina C! Witaminę D zawierają tłuste ryby morskie - najwięcej śledź i makrela, o połowę mniej łosoś, jeszcze mniej tuńczyk. Pewne ilości witaminy D znajdują się też w jajach i żółtym serze. Dostarczajmy witaminę D z pożywieniem, bo na kąpiel słoneczną pracujący człowiek o tej porze roku nie ma zbyt dużo okazji. Witamina C oczywiście też jest istotna, a także witamina A i jeszcze minerały - cynk, selen i żelazo. Ja z pewnością sięgnę po odpowiednie suplementy, chociaż wiem, że wiele osób suplementacji nie akceptuje, jeszcze niedawno sama do tej grupy należałam, ale zaryzykowałam i przekonałam się, że czasami trzeba – takie mamy dzisiaj realia.

Na zakończenie pyszny przepis znaleziony na stronie http://thepolkadotproject.blogspot.com/2014/09/zupa-idealnie-jesienna.html
czyli w sam raz na jesień…

Zupa krem soczewicowo - dyniowa
Składniki:
300 g czerwonej soczewicy
300 g dyni, obranej i pokrojonej
1 cebula
2 ząbki czosnku
3 łyżeczki koncentratu pomidorowego
3 suszone pomidory (opcjonalnie)
1 łyżeczka curry
1 łyżeczka ostrej papryki
pół łyżeczki wędzonej papryki
odrobina oliwy z oliwek
sól

Przygotowanie:
Cebulę i czosnek pokroić w drobną kostkę, na dno garnka wlać kilka łyżek oliwy, zrumienić cebulę i czosnek, wsypać soczewicę, wlać litr wody i dołożyć pokrojoną w kostkę dynię, dodać sól, wszystkie przyprawy i suszone pomidory, a gdy dynia i soczewica rozgotują się (do pół godziny) dodać koncentrat pomidorowy i zmiksować wszystko blenderem na gładko. Jeśli zupa będzie za gęsta, dolać trochę wody lub doprawić. Podawać z zieloną pietruszką, posypaną wędzoną papryką, z bagietką czosnkową lub chlebkiem naan.

Smacznego!