środa, 26 sierpnia 2015

Zasady minimalisty

Po usłyszeniu słowa "minimalizm", wielu pomyśli - to nie dla mnie, po co się ograniczać? Być może pomyśli tak dlatego, że słowo to brzmi tak... ascetycznie i kojarzy się z wyrzeczeniem. Tymczasem minimalizm nie musi być dla nas ani jednym, ani drugim. Możemy sami wybrać swoją drogę, która będzie do nas pasować.

Nie ma określonych szczegółowych zasad ani jednej właściwej drogi. Z reguły, w minimalizmie chodzi o to, by prowadzić proste życie bez zbędnego dobytku, rozpraszaczy, bałaganu i marnotrawstwa. Osobie dumnie zwącej się minimalistą powinno zależeć na oszczędnym, zrównoważonym i wolnym od długu życiu. 

Pozbycie się wszystkiego, czego nie potrzebujemy, by uzyskać schludne i proste otoczenie. Życie bez obsesji na punkcie dóbr materialnych i nadmiaru zajęć. To nie wielkie wyrzeczenia, a kiedy już uprościmy swoje życie, gwarantuję, że odczujemy ulgę i spokój. Innymi korzyściami płynącymi z minimalizmu są: mniejsze wydatki, mniejszy stres, mniej sprzątania, więcej czasu i łatwiejsza organizacja.

Oprócz wyżej wymienionych bezpośrednich korzyści, nasz minimalizm przynosi też korzyść Ziemi, dlatego im więcej z nas wybierze mniej rozbuchaną konsumpcje, tym więcej dobra uczynimy dewastowanej planecie.

Możemy:
- kupować mniej,
- jeść mniej, a już na pewno - jeść mniej mięsa,
- decydować się na mniej opakowań, 
- ograniczyć jazdę samochodem,
- wybrać mniejsze mieszkanie.

Chyba nie muszę nawet tłumaczyć dlaczego, ponieważ każdy z nas tak naprawdę czuje w czym rzecz. Wybierając się na zakupy żywności zróbmy listę i kupmy wyłącznie to, co jest nam potrzebne. Starajmy się później wszystko wykorzystać, żeby po upływie tygodnia nie wynosić jedzenia na śmietnik. Wielu z nas jada mięso, osobiście nie widzę w tym niczego złego - w naturze występują wiele łańcuchów pokarmowych i nie ma potrzeby kręcić na to nosem. Jednak chyba tylko człowiek zabija więcej niż mógłby zjeść. Wynika to z rozbudowanego przemysłu spożywczego - jako społeczeństwo musimy mieć zapasy, jednak jako jednostka, możemy pomyśleć, zaplanować i kupić tyle żywności, żeby mięso umęczonych w rzeźniach zwierząt nie walało się po śmietnikach.

Sama nie tak dawno mówiłam: "Minimalizm? To jakaś bzdura.". Teraz wiem, że minimalizm zawsze był dla mnie, po prostu wcześniej za mało o nim wiedziałam. Na pewno każdy z Was, jeśli dobrze się zastanowi, to odkryje, że w wielu sprawach już przejawia zamiłowanie do prostoty. Czy bardzo się w tym stwierdzeniu pomyliłam?

69 komentarzy:

  1. Ja miewam napady gdy robię porządki i pozbywam się zbędnych rzeczy. Staram się mieć mało bo jest z tym znacznie wygodniej. Zwłaszcza z szafą na ubrania mam teraz problem, z chęcią pozbyłabym się połowy ubrań ale wiem że niedługo tej połowy bym potrzebowała :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ubraniami też idzie mi najtrudniej, ale to dlatego, ze od zawsze z przyjemnością bawię sie strojem. Teraz osiągnęłam ten stan, że szafa moja jest zapełniona, ale nie przepełniona. Wyrzucam wg takich zasad, żeby za bardzo się nie zmuszać, bo to też nie jest przyjemne - niby wyrzucam, a serce krwawi ;-)

      Usuń
  2. Ja do tego jeszcze " nie dorosłam":-) może jak będę starsza:-))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, na siłę tylko szafę się przesuwa (spodobał mi się ten tekst z komentarza blogowej znajomej ;-)).

      Usuń
  3. bardzo podobają mi sie te założenia. Myślę że każdy ma swoje potrzeby to co dla kogoś będzie potrzebą dla innej osoby zbędnym wydatkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo przecież nie chodzi o to, by negować swoje potrzeby - wtedy nie będziemy szczęśliwi, a ja bym tak nie chciała. Zaspokajanie potrzeb, ale z głową. Taki przykład: wychodzimy z pokoju hotelowego, a mój M. mówi - "Weź drugą kartę, po co wyłączać wszystko". "A po co ma zostać włączony telewizor?". "Przecież za to płacę." To chyba dobry przykład ;-)

      Usuń
  4. Masz absolutną rację, choć miałabym problem z zakupami ;). Od dawna wiadomo ż to co najprostsze - najpiękniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zakupy już opanowałam, chociaż ubrań mogloby być mniej, tylko żal się rozstawać z dobrymi rzeczami. Ale nie mam do siebie o to pretensji, taki mały minusik na tle wielkiego plusa ;-)

      Usuń
  5. Jestem minimalistką w wielu sprawach, ale w jednej nie potrafię, czyli oczywiści książki. Tutaj otaczam się nimi wszędzie, im więcej tym lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać każdy ma swoją piętę Achillesa :-)

      Usuń
  6. Uwielbiam minimalizm ale daleko mi jeszcze do określenia siebie minimalistką. Dla mnie to droga, na którą niedawno weszłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu skroiłaś sobie minimalizm na własną miarę ;-) Myślę, że chodzi o to, by przyświecały nam w życiu (np.) wspomniane wyżej zasady i wtedy jest dobrze.

      Usuń
  7. Gdy wybudowaliśmy dom i nim się do niego wprowadziliśmy obiecałam sobie że stawiam na minimalizm. Mniej gratów, mniej bibelotów itp.... to się naprawdę opłaca. Mimo że metraż dwa razy większy to ja i tak dwa razy szybciej sprzątam.
    Umiar to dobra rzecz, ale czasem trudno nad nim zapanować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umiar we wszystkim to dobra rzecz, a w mieszkaniu bardzo pomocny. I to nie tylko chodzi o sprzęty i bibeloty, ale też o żywność, gotowanie jak dla pułku piechoty, a co za tym idzie - przejadanie się. Wystarczy trafić na jeden dzień do tradycyjnej polskiej rodziny, a tam najczęściej słyszane słowa to "no zjedz coś".

      Usuń
  8. właśnie zrobiłam przestrzeń w salonie.
    cudnie się z tym czuję :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja po powrocie z urlopu zabieram się za wnętrza szaf i szuflad, bo coś mi się wydaje, że jest tam za dużo przydasi :-)

      Usuń
  9. Jakiś czas temu pozbyłam się większości niepotrzebnych i nieużywanych rzeczy, zakupy też robię takie jakie akurat potrzebuję, nie kupuje na zapas, bo nieraz coś leżało za długo w lodówce i się psuło, ale prawda taka, że minimalistka ze mnie żadna. Od kupowania ubrań powstrzymać się nie mogę, od jazdy samochodem też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież nie jeździsz samochodem do osiedlowego sklepu? Wiem, że dla wielu to ideał minimalizmu - wyrzec się samochodu. Ale wszystko zależy od sytuacji, bo nie sztuka podciać gałąź na której się siedzi w imię ideałów. Gdybym ja na swojej wsi zrezygnowała z samochodu, to niewyobrażam sobie, jak żyć. Autobusy tam nie jeżdżą, byle jaki sklep w sąsiedniej miejscowości, a taki porządniejszy w okolicy 8 km...

      Usuń
  10. Bo dla każdego minimalizm musi być uszyty na jego miarę, żeby czuł się z nim dobrze i dostrzegał korzyści, a nie ograniczenia. Ja z pewnych rzeczy zrezygnowałam, umniejszyłam i jest mi z tym dobrze, z innych zrezygnować mi trudno. Ale nic na siłę. Myślę, że na wszystko przyjdzie czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, ze nic na siłę. Musimy pamiętać, że sami nie możemy w stosunku do siebie być zbyt surowi - robić coś, czego kompletnie nie czujemu. Najważniejsze jest znalezienie się na właściwej drodze i podążanie nią w swoim tempie.

      Usuń
  11. Lista zakupów zawsze! Na początku po to, żeby o niczym nie zapomnieć, a teraz dla szybkości i po to, żeby nie szukać po półkach co się przyda (bo zawsze się coś przyda). A książki z biblioteki! jeżeli po przeczytaniu którejś stwierdzam, że nie mogę bez niej żyć, to wtedy dopiero ją kupuję. Tak mądrze napisałaś o minimalizmie, muszę i chcę coraz bardziej nad nim jeszcze popracować:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama jestem w temacie od niedawna, ale wsiąkłam po uszy. Ta postawa ważna jest nie tylko z uwagi na nas samych, ale też z uwagi na dobro Ziemi. Nasze rozpasanie zostawia na niej brzydkie ślady.

      Usuń
  12. W pełni popieram - mając zbyt wiele obowiązków i przedmiotów ( o które musimy dbać) stajemy się tego niewolnikami i gubimy się w tym - co rodzi niepokój i frustrację. Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, ze wspomniałaś też o obowiązkach, to również istotny aspekt minimalizmu. Ludzie biorący sobie zbyt wiele na kark, z reguły mają słabą znajomość samego siebie, a za tym idą kolejne minusy. Pozdrawiam również :-)

      Usuń
  13. a ja bym chyba wolała większe mieszkanie z mniejszą ilością rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym mieszkaniem chodziło o takie kwestie jak oświetlenie, ogrzanie itp. Przy dużej powierzchni idzie wszystkiego więcej. Aczkolwiek sama nie chciałabym mieć zbyt małego mieszkanka, bo lubię mieć swoją przestrzeń.

      Usuń
  14. Rower zamiast samochodu- od teraz a niewyrzucanie jedzenia- od zawsze- u mnie. Bałabym się cokolwiek wyrzucić..myślę w takich momentach o głodnych dzieciach, które oddałyby wszystko za ten chleb. Tak zostałam wychowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychowywałam się na wsi, a tam to już w ogóle był duży nacisk na nie marnowanie jedzenia, a w szczególności chleba, tak więc też mam to we krwi :-)

      Usuń
  15. Ciekawe to podejście minimalistyczne. Na pewno żyjemy w czasach, gdzie wszystkiego jest za dużo, niż tak naprawdę nam trzeba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale i tak podobno jest bieda ;-)

      Usuń
    2. Aaaa no na pewno nam brakuje trooochę do tych najbogatszych krajów.. ;)

      Usuń
  16. Mogę temu jedynie przyklasnąć. No, może tylko ostatni punkt jest nie po mojej myśli. Wolałabym mieć jednak większe mieszkanie. Rzecz jasna, nie stać mnie na to, więc jest jak jest:)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, opłaty czasami hamują nasze zapędy. Tak szczerze, to mieszkanie również wolałabym większe. Nie jakieś masakrycznie duże, ale żeby każdy członek rodziny miał w nim kąt tylko dla siebie :-)

      Usuń
  17. Oj przejawiam to zamiłowanie. Otworzyłaś mi trochę oczy na te zbyt duże ilości zjadanego mięsa. Jem mięso i nie przekonują mnie wegefilozofie. Ale to, że zabijamy więcej niż zjadamy. Trafiłaś w sedno.
    Na samy początku wpisu świetnie opisałaś minimalizm, utożsamiam się z Twoimi słowami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet dzisiaj na obiedzie w mieście (urlop!) jak zobaczyłam, jak olbrzymie burgery chcą nam podać, to poprosiłam o przecięcie jednego na pół i we dwie ledwie dałyśmy mu rady :-)

      Usuń
  18. To ja chyba jestem minimalistką. Nie lubię mieć dużo ubrań, nie lubię też za dużo rzeczy w mieszkaniu (zmieniło się to trochę od kiedy jest Mała i jej zabawki;)
    Ograniczyłam mięso, z czym czuję się o wiele lepiej i paradoksalnie czuję że mam więcej siły.
    Nie postawiłabym jednak znaku równości między minimalizmem a ascezą. to dwa różne nastawienia do życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, mnie też minimalizm nie wiąże się z posiadaniem określonego katalogu rzeczy w ściśle określonej ilości. Minimalizm tomoje nastawienie, przez które nie konsumuję obłędnie, bez opamiętania, a świadomie i w granicach zdrowego rozsądku.

      Usuń
  19. Kiedyś nie mieliśmy nic, może więc dlatego tak się zachłysneliśmy niektórymi rzeczami. Jednak już się nasyciliśmy i poszliśmy po rozum do głowy. Nadmiar wprowadza chaos w życie, ciężej jest się na coś zdecydować. Myślę, że ja też dojrzałam juz do bycia minimalistką:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MIEĆ. To ciągle sens życia dla niektórych. Znam taką kobietę, która zwykła pogardliwie się wypowiadać o ludziach: "a co on ma?". Tymczasem jest tak jak mówisz - za dużo rzeczy, spraw, to po prostu chaos :-)

      Usuń
  20. Nie pomyliłaś :) Osobiście lubię minimalizm czy to w wystroju wnętrz, czy też organizacji i zakupach. Jeśli chodzi o zakupy typowo spożywcze, po moim domu widzę dobry przykład kupowania ponad realne potrzeby. Sama chciałabym w przyszłości tego uniknąć i dokonywać świadomych wyborów, umieć zorganizować się tak, by później nie musie martwić się, że czegoś jest za dużo i co ja tak właściwie z tym zrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry przykład w domu rodzinnym to już coś. Ja miałam przykład hmmm... może skąpstwa? Tak więc musiałam to w swoim dorosłym życiu jakoś uregulować ;-)

      Usuń
  21. Muszę pamiętać o Twoim wpisie, przy następnych tygodniowych zakupach spożywczych. Mam wstrętną naturę i robiąc zakupy wydaje mi się, że ciągle czegoś mam za mało :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie, pewnie przez skąpstwo, którego doświadczyłam w dzieciństwie, też jest taki odruch "żeby nie zabrakło". Udało mi się sobie wytłumaczyć, że nie mieszkam na zagubionej wiosce i zdążę kupić kosmetyk czy środek czystości w momencie, kiedy stary właśnie zużywam. Ale zaglądając do lodówki lubię czuć obfitość. Za to, w każdy piątek przed dużymi zakupami robię przegląd zapasów i planuję dania z ich użyciem, dopiero po gotowaniu jadę po nową żywność do sklepu :-)

      Usuń
  22. Nic dodać nic ująć tylko wprowadzać w czyn :) póki co mój minimalizm objawia się w mieszkaniu ( w sensie mało mebli, bibelotów itp) i zakupach spożywczych...bo już ubrania i ,, skorupy,, do kuchni kupuję bez umiaru :/ ale będę nad sobą pracować, obiecuję ;) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, każdy ma jakieś grzeszki na sumieniu (w sensie, że ja też, ale oczywiście bardzo się staram ;-))

      Usuń
  23. W zeszłym tygodniu wzięłam się za planowanie tego co muszę wziąć do nowego mieszkania i co ew.dokupić i właśnie wtedy sobie pomyślałam, że czeka mnie pewnego rodzaju minimalizm. Tym bardziej, że czeka mnie przeprowadzka z domu do mieszkania, więc już sam metraż to wyzwanie ;-) A ostatnimi czasy postawiłam na minimalizm czynności w ciągu dnia, ale w wakacje można, prawda?
    Pozdrawiam! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie jestem na urlopie i żyję wg minimalistycznego rozkładu dnia. Bardzo mi z tym dobrze, ale wiem, że po zakończeniu urlopu to będzie musiało się zmienić. Na razie przynajmniej. A co do domów, to zauważyłam, że takie stare domy rodzinne to nieraz składowisko przedmiotów (także różnych pamiątek). Sama musiałam się kilkakrotnie przeprowadzać więc siłą rzeczy pozbywałam się rzeczy, które leżały nieużywane :-)

      Usuń
  24. Minimalizm jest cudowny. Wymaga poświęceń i czasu, ale staram się go wdrażać. Wolę mniej, bo jest mi z tym lepiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy już zaczynamy się do niego przyzwyczajać, chodzenie po sklepach staje się czynnością uciążliwą i niepotrzebną. Po co tam chodzić, kiedy wiem dokładnie czego potrzebuję? :-)

      Usuń
  25. Minimalizm to jest coś! Więcej nie znaczy lepiej, a mniej znaczy lepiej..
    Pozdrawiam cieplutko!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej rzeczy i zadań, to więcej zawracania głowy :-)

      Usuń
  26. ja niestety nie jestem minimalistką... wszystko muszę mieć na już, na full, na maxa...

    na obecnym etapie życia nie potrafię przejść na minimalizm :<

    weronikarudnicka.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, jeszcze masz dużo czasu do namysłu - patrzę tu z mojej perspektywy ;-)

      Usuń
  27. Jestem minimalistką, ale nie w każdym aspekcie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, bo sama nie lubię sobie odmawiać na siłę. Muszę czuć, ze to ma sens :-)

      Usuń
  28. Moim zdaniem nie jestem minimalistką, ale nie lubię, gdy znajduje się zbyt wiele przedmiotów w moim otoczeniu, i lubię, gdy wszędzie jest czysto, przejrzyście i nic nigdzie nie zalega :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli teraz nie jesteś minimalistką, to zadatek na nią w takim razie masz :-)

      Usuń
  29. Oj nie, w życiu nie mogłabym być minimalistką. To nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i super, to dobrze, że świat jest różnorodny, byle nie szkodzić za bardzo Ziemi, bo oceany się podnoszą ;-)

      Usuń
  30. W niektórych kwestiach muszę nad sobą popracować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, całe życie człowiek musi nad sobą pracować ;-)

      Usuń
  31. zgadzam się, od zawsze byłam mininalistką, nie ortodoksyjną, ale taką, która stara się rozsądnie patrzeć na życie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy może być ortodoksem, sama wolę większą elastyczność, a sztywne zasady uwierają mnie jak kamień w bucie :-)

      Usuń
  32. Skrajna minimalistka nie jestem, daleko mi jeszcze. ale sa dziedziny mego zycia, w kto9rych swiadomośc minimalizmu zaczyna działac i daje mi to wspaniałe poczucie wolności :0 coś w tym jest....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skrajną i ja nie jestem, zresztą czy skrajności są takie dobre...?

      Usuń
  33. Oj tak, trafnie to ujęłaś. Minimalizm to - ja bym rzekła - takie pozytywne ograniczanie się, wyzwalające z niewoli posiadania. I obiema rękami podpisuję się pod idącym za tym dobrym wpływem na środowisko - mniej opakowań, mniej marnotrawienia jedzenia (i nie tylko). Jestem z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie znasz to uczucie - wchodzisz do sklepu i czujesz, że tak naprawdę niczego stamtąd nie potrzebujesz :-)

      Usuń
  34. Zgadzam się! Ja mięso jem ale już w małych ilościach, myślałam nawet o weganizmie (i tak już nie jem produktów mlecznych bo nie toleruję laktozy), ale mój mąż mocno protestuje, moja rodzina też by tego chyba nie zniosła. Nie chodzi o to, że zwierzęta cierpią, ja do tego rytmu, że człowiek hoduje zwierzęta by je zjeść przywykłam, dziadkowie na wsi mieli swoje zwierzęta, które też doglądałam, głaskałam i karmiłam a później jadłam... Tylko ogólnie uważam, że spożywanie dużej ilości mięsa nie służy naszym organizmom. A już tym bardziej wyrzucanie jedzenia mnie denerwuje. Tak samo jak ilości foliowych worków które się produkuje, opakowań i dupereli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wychowywałam się na wsi i ten proces "produkcji mięsa" jest mi znany. Osoby, które są zadeklarowanymi wegeterianami z reguły widzą tylko ostateczny produkt w sklepie. No cóż... zjadanie się jest podstawą łańcuchów pokarmowych i natura wcale nie jest ani delikatna, ani współczująca. To my - ludzie - staramy się stworzyć taki świat i dobrze, jednak niech nikt mi nie mówi, ze jedzenie mięsa jest sprzeczne z naszą naturą i nas zatruwa. Owszem, obżeranie się mięsem na pewno takie jest, ale jedzenie z umiarem chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Mam dokładnie takie samo zdanie, jak TY - w zakresie całego komentarza, bo tak w ogóle to może być różnie, przecież się nie znamy ;-)

      Usuń