sobota, 22 sierpnia 2015

Mówisz i masz



Słowa mają moc. Jeśli żyjemy uważnie, szybko zaobserwujemy jak wpływają na nasze emocje – potrafią uskrzydlać, ale i odbierać energię. Wystarczy, że powiemy sobie „mam problem” i od razu czujemy, że nad nami właśnie coś zawisło.

Tym bardziej, że niektórzy nawet najdrobniejszą niedogodność nazywają problemem i głośno rozważają jak bardzo skomplikowało się ich życie. Zamiast mielić językiem, lepiej jest po prostu robić swoje,  czyli to, co w danej chwili możemy zrobić, żeby uratować sytuację – bez zbędnych słów i emocji.  Mówi się, że nie istnieje prawda obiektywna – wszystko jest względne, zależne od naszej interpretacji, ta zaś wypływa z ust w postaci potoku słów.

Przykład z własnego podwórka: wychowywanie małych dzieci. Wychowaliśmy z  mężem dwójkę, praktycznie bez babcinej pomocy. Pamiętam, że dzieci, od kiedy zaczęły chodzić, przestały sprawiać mi większe problemy, a kiedy wreszcie poszły do szkoły, to poczułam się naprawdę lekko. Wszyscy w rodzinie bardzo mi współczuli, bo ich zdaniem musiało być mi ciężko z ta dwójką na karku, pracą i nauką. Na pewno było ciężko, jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby pojmować posiadanie dzieci jako problem, więc tym samym nie czułam się nigdy ich obecnością przytłoczona, po prostu robiłam to, co wtedy do mnie należało, a zresztą dzieciaki były kochane i grzeczne. Ostatnio znów usłyszałam, jakie to muszę mieć problemy, bo dzieci ciągle się uczą. Ale o co chodzi? Nie zrozumiałam. Przecież są na studiach, dlaczego miałabym się martwić, że poszły na studia…? W odpowiedzi usłyszałam, że dzieci to zmartwienie na całe życie, a teraz powinnam się martwić, żeby dobrze im szło, czy głodne nie chodzą, czy narkotyków nie biorą i nie piją. Tak jakby głośne martwienie się było wyznacznikiem rodzicielskiej miłości. 

Te same osoby, kiedy tylko ich odwiedzimy i zadamy sakramentalne pytanie: „u was wszystko w porządku?”, od razu słyszymy: „tak, tylko te dzieci!”. „Ale co dzieci, przecież to już duże dzieci (8 i 9 lat)?”. „Tak się wydaje, ale co to za niegrzeczne dzieci!”.


Podsumowując tę część  artykułu, mogę stwierdzić, że kiedy coś nam się przytrafia, zwykle o tym mówimy, nie zdając sobie często sprawy z faktu, że tym samym podjęliśmy właśnie decyzję, jak chcemy postrzegać daną sytuację, co chcemy czuć. A czy ktoś chciałby się czuć zły, sfrustrowany, niepewny? Wątpię. To my decydujemy o tym, jak zaklasyfikujemy dane zdarzenie,  zatem używajmy takich słów, które sprawią, że nasze samopoczucie się poprawi.

Podobnie jak bieżące zdarzenia, kwalifikujemy  swoją przeszłość. Na pewno nie poczujemy się lepiej nieustanne rozdrapując stare rany i litując się nad sobą czy snując opowieści o tym,  jak to straszliwie doświadczyło nas życie, czy skrzywdzili ludzie. Zwykle przekaz ten jest nasycony „ciężką energią”, która nawet przypadkowego słuchacza może przyprawić o chwilowe odrętwienie, a co się dzieje, kiedy jesteśmy skazani na stały kontakt z taką „ofiarą losu”?

I tu pojawia się pytanie: jak takie „ofiary losu” nazwałyby życie? Może piekłem? I pewnie jeszcze większość (ta pozostająca przy kościele) się łudzi, że skoro tyle wycierpiały, to po śmierci pójdą do nieba. Moim skromnym zdaniem, lepiej jest żyć tak, żebyśmy swoje niebo mieli już tutaj na ziemi. Tak może żyć każdy, nawet osoby zmagające się z chorobami czy trudną sytuacją życiową, wiele z nich prowadzi blogi, gdzie pokazują nam - zdrowym i pełnosprawnym, sytym i bezpiecznym - co to znaczy „być szczęśliwym”. Kiedy czytam teksty pisane przez te osoby, czuję się malutka…


Oto przykłady kilku sprytnych zamienników, które zmniejszają intensywność odczuwania negatywnych uczuć:
Mówimy zamiast…
„Jestem zła” - „JESTEM ROZCZAROWANA”.
„Boję się” -  „CZUJĘ SIĘ NIEPEWNIE”.
„Nie wiem, jak się zachować” -  „PODCHODZĘ DO TEGO Z DYSTANSEM”.
„Cierpię z tego powodu” - „TROCHĘ MI TO PRZESZKADZA”.
„Jestem poirytowana” -  „MAM DUŻO ENERGII”.
„Jestem głupia” - „JESZCZE SIĘ UCZĘ”.
„Umieram z wyczerpania” – „MAM OCHOTĘ SIĘ ODPRĘŻYĆ”.
„Muszę” – „MAM DO ZROBIENIA”.
W krytycznym momencie – „SPOKOJNIE, TO TYLKO PRZEŁOM”.
„Strach” – „WYZWANIE”.
„Niepowodzenie” – „DOBRA SZKOŁA”.
„Rozleniwienie” – „GROMADZENIE ENERGII”.
„Nienawidzę tego” – „WOLĘ COŚ INNEGO”.



Na zakończenie, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na słowo „powinnaś”. Jest to co prawda temat rzeka i warto poświęcić mu kolejna notkę, jednak dzisiaj (przy okazji) chcę podkreślić to, jak często – być może nawet niezauważalnie - to słowo wyrządza nam krzywdę, szczególnie kiedy  słyszymy je od innych.

Słowo „powinnaś” oznacza dla nas, że ktoś inny wie lepiej, co jest dla nas dobre, co powinniśmy robić, a czego nie, w czym jesteśmy dobrzy, a za co nie powinniśmy się zabierać. Tym samym, żyjąc wśród osób, które „wiedzą lepiej”, z czasem nabieramy przekonania, że sami nie damy rady decydować o swoim życiu, bo na pewno zrobimy coś nie tak. Strzeżcie się tych, co lepiej wiedzą, bo są jak zaraza. Pod ich miażdżącym wpływem  nie sposób się rozwijać, jedynym ratunkiem jest zdecydowane postawienie sprawy – „wybacz, ale to moja sprawa i to ja podejmę decyzje”. Gorzej bywa z nieświadomymi niczego dziećmi, będącymi pod opieką "wszystkowiedzącychlepiej"…

Jestem przekonana, że jak mówimy, tak mamy. Słowa niosą ze sobą energię – wykorzystajmy jak najlepiej ten fakt.

53 komentarze:

  1. Dużo tu mądrych rzeczy Gajo i bociany piękne, zaglądnij do Maxa, bo on ogłosił bocianią zabawę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje bociany jeszcze z maja, kiedy w ostatnią niedzielę jechaliśmy na swoją wieś, to na polach widziałam prawdziwe zgrupowania bocianów, ale mąż tylko się śmiał, kiedy prosiłam, żeby zatrzymał się na zdjęcie, bo akurat chciał mi zrobić na złość. Tym samym trzy stada bocianów mignęły mi przed oczami :-)

      Usuń
  2. bardzo ciekawie. tym bardziej, że ostatnio przyglądam się słowom

    OdpowiedzUsuń
  3. Powinnaś...gdy to słyszę pierwsze co mi się rzuca na usta...nic nie powinnam. :)) Tak to już jest, że jesteśmy przekorni z natury ludzkiej.
    A co do ptaków....widać te sejmiki, te zgrupowania...już nas zaczynają opuszczać . Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że to tylko przekora? A może umiłowanie wolności?... No bo jakim prawem, ktoś ciągle wie lepiej, co POWINNAM? Zadajmy też sobie kolejne pytanie - czy my też wiemy lepiej, co powinien ten czy tamten? Zdecydowanie nie darzę sympatia tego słowa. Pozdrawiam ;-)

      Usuń
  4. są ludzie , którzy we wszystkim widzą problemy, wiecznie na coś narzekają, nie wiem z czego to wynika, czy myślą, że tak powinni robić, czy rzeczywiście są wiecznie niezadowoleni? to prawda, że o dzieci będziemy się martwić zawsze, taka jest nasza matczyna natura :) ale są nasza radością, dumą, sensem życia!
    fajne zamiennik, dobrze, że mi je przypomniałaś! :)

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś czytałam, że takie bojaźliwe martwienie się dodatkowo niesie za sobą złą energię i najgorsze co możemy zrobić, to wyobrażać sobie różne problemy, które mogą dotknąć naszych bliskich.

      Usuń
  5. Skąd ja znam słowo "powinnaś". Dla mnie to temat rzeka. I praktycznie co dziennie słyszę "powinnaś". Któregoś dnia byłam tak tym zirytowana, że się spytałam "Ale o co ci chodzi? Przecież to moja sprawa". W odpowiedzi usłyszałam "A nic, nic". I często jest tak, że jeśli postawimy się takiej osobie, to okazuje się, że ona nagle nabiera wody w usta. Nie potrafi wytłumaczyć się ze swojego, niewłaściwego postępowania względem nas.
    A jeśli chodzi o negatywne uczucia. Sama nie wiem co o tym myśleć, bo jestem w tym trochę zagubiona obecnie. Wiem, że wynika to bardziej z niedomówień, ale trudno jest porozmawiać na dany temat np. z mężem, bo on od razu rzuca "znowu zrzędzisz". Po takim tekście mi odechciewa się wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy byłam młoda dziewczyną, ludzie uwielbiali mi mówić co powinnam, a ja zagryzałam usta i miło się uśmiechałam, a w środku aż kipiałam ze złości i ta złość kiedyś eksplodowała i nie było już tak miło, niektórzy przestali mnie lubić. Dlatego super, że od razu pokazujesz "wszystkowiedzącymnajlepiej", gdzie jest ich miejsce :-)

      Usuń
  6. Z ludzmi o których piszesz w pierwszej części tekstu starałabym się zmniejszyć kontakt. Dla mnie to toksyczne relacje. Podobnie jak ostatni przykład. Gorzej jeśli to rodzina tak się odzywa (mówię o 2 sytuacji, pierwszą bym przeżyła).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak postępuję w stosunku do takich ludzi - zmniejszam dystans, nawet jeśli to rodzina. Jeśli widać, że stosunki oparte na bliskości zachęcają innych do "napaści", to lepiej chronić swoją osobistą przestrzeń przed zarazą. Zawsze mam na uwadze, ile dla naszego zdrowia znaczy życie bez stresu.

      Usuń
  7. Zamienniki są naprawdę sprytne, co za cudowne słowa: spokojnie, to tylko przełom... Oj, znam taką osobę z ciężką energią, a jaką krzywdę sobie same tym wyrządzają, jakiś zamknięty krąg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Przełom" najbardziej mi się podoba :-) Jak w piosence "A po nocy wychodzi dzień, a po burzy spokój..."

      Usuń
  8. Dzieci to dar, dar miłości. Uczymy się wspólnie. One uczą nas, my uczymy życia nasze maleństwa.
    A narzekanie, cóż, czasami fajnie sobie troszkę marudzić, może lepsze byłoby , gdyby z kimś porozmawiać. Jednak szukanie we wszystkim problemu, to przesada.
    Dzieci to radość, chociaż i kłopoty ale to od nas zależy, jak podejdziemy do życia :)
    Gaja, masz wspaniałą energię w sobie , i to udziela się innym. Nawet czytającym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim dzięki z a miłe słowa, jeśli jest tak jak piszesz, to czego chcieć więcej :-) A dzieci - to tak naprawdę duża odpowiedzialność, rodzice muszą miec świadomość, że każde ich słowo to pakowanie bagażu życiowego takiego dzieciaka. Ale jak spakować plecak dziecka, kiedy w swoim kamienie :-)

      Usuń
  9. Moja mama jest właśnie takim typem martwiącym się, szczególnie o moją siostrę, która wyjechała na studia do innego miasta. Bo ja to jestem na miejscu, a do tego starsza, więc o mnie nie musi się martwić.
    A zamienniki są sprytne, choć myślę, że nasze postrzeganie sytuacji zależy od pierwszej reakcji na nią, a jeśli jest to jakaś stresowa sytuacja to pierwsze wrażenie zawsze będzie negatywne.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to też zależy od tego, jak długo ćwiczymy taką postawę... Np. z doświadczenia wiem, że można nauczyć się pozytywnego myślenia, zachowywania czystego umysłu.

      Usuń
  10. Nie wiem jak teraz bym reagowała na porady i teksty typu "powinnaś". Kiedyś jednak prawie z nożem szłam na takie osoby, choć sama nie wiedziałam co chcę robić. Choć może to jest klucz, teraz wiem czego chcę i spływa po mnie to co inni mówią chyba, że zapytam ich o zdanie.
    Zamienniki fajne. Samej udało mi sie strach zmienić na wyzwanie i o dziwo jemu podołałam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego też uważam, że najgorzej mają dziaciaki takich najmądrzejszych rodziców. Dziecko wzrasta przy takiej osobie i zamiast pewności siebie, decyzyjności, nabywa przeświadczenia, że inni wiedzą lepiej.

      Usuń
  11. Zastanowiwszy się chwilę nad tym postem, dochodzę do wniosku, że jest dokładnie tak, jak mówisz. A najbliższym przykładem takiego zachowania, który mam pod ręką, jestem ja sama ;) Niestety, mam tendencję do nakręcania się i często z błahej sprawy robię wielką przeszkodę, pomyślałby kto, na własne życzenie. Ostatnio się nad tym zastanawiałam i teraz pomalutku, ale konsekwentnie staram się zmienić mój sposób myślenia. Przede wszystkim, zamiast narzekać, po prostu zrobić, co mam do zrobienia. I często powtarzam sobie, że dam radę, że to przecież nic takiego i już kiedyś gorsze sprawy rozwiązałam. Mam nadzieję, że za jakiś czas zapomnę, co to znaczy robił z igły widły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zamiast martwienia lepsze jest działanie :-) Sama nauczyłam się, że kiedy łapię się na myśli "mam problem", to bardzo pomaga ułożenie planu działania. Praktycznie od razu zaczynam się uspokajać :-)

      Usuń
  12. Fajnie że o tym napisałaś... sama nieraz zapominam jak wielką wagę mają słowa i jak warto używać tych odpowiednio dobranych.
    A słowa "powinnaś" nie znoszę, choć jego jeszcze paskudniejszym odpowiednikiem jest "powinno się". To dopiero manipulacja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A rzeczywiście, prawdziwy majstersztyk :-)

      Usuń
  13. I po tym poście Cię po prostu pokochałam ;) daje do myslenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;-) Zasady są na pierwszy "rzut oka" proste - jak mówisz, tak masz. Ale każdy wie, ile z tym bywa w życiu problemów.

      Usuń
  14. Nauka trudna... ale z czasem wdrożona w życie owocuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauka trudna, ale wszystko co ważne zwykle wymaga odrobiny wysiłku :-)

      Usuń
  15. w Polsce mam wrażenie, że panuje podejście "dzieci = problem". niby nie mówi się tego głośno, ale wszystko się do tego sprowadza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dużo matek nie chce przestać matkować, nawet kiedy już nie ma takiej potrzeby :-)

      Usuń
  16. Niektórzy ludzie uważają, że skoro im by było ciężko/trudno w jakiejś sytuacji, to znaczy, że wszystkim tak jest. Oni nie rozumieją, że każdy jest inny, że każdy lubi coś innego i że dla każdego coś innego może być trudne. Jeden powie: "O Boże, dzieci? nigdy w życiu, problem na całe życie", a drugi powie, że dzieci, to najlepsze co go w życiu spotkało :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu masz rację! Sama ostatnio złapałam się na podobnej reakcji. Ponieważ nie prowadzę samochodu już od lat, często, kiedy jadę z córką czy mężem, martwię się różnymi sytuacjami na drodze. Ostatnio puknęłam się w czoło - kobieto, to co dla ciebie wydaje się trudne, dla nich jest po prostu czymś normalnym. Tak samo rzecz się ma w innych tematach :-)

      Usuń
  17. Odpowiedzi
    1. I najlepiej powiesić w widocznym miejscu :-)

      Usuń
  18. niestety chyba to mamy w naturze, że zamiast odpuścić martwimy się przez całe życie. Przecież zawsze będzie coś o co można się pomartwić i nigdy nie będzie idealnie.. najlepiej cieszyć się z małych rzeczy :)

    świetny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Nie wszystkich stać na otwartą postawę wobec życia, mnóstwo ludzi po prostu boi się co dalej, to chyba ze strachu wynika taka postawa...

      Usuń
  19. Przeczytałam jednym tchem i przyznaję Ci rację:)))bardzo fajne i mądre posty piszesz:))))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale świetne te zamienniki!!! :) A co do dzieci...to nie rozumiem takich stwierdzeń, że dziecko to ogromny problem itd. To jest wręcz przykre, że tak mówią Ci rodzice. Dzieci to skarb, jeśli rodzice kochają swoje dzieci, to nie są żadnym problemem.

    Moja mama wychowała czwórkę dzieci, w tym bliźniaków. Wszyscy jesteśmy dobrze wykształceni. Nie wyobrażam sobie, żebym w ogóle odczuła kiedykolwiek, że jesteśmy dla rodziców jakimś zbędnym balastem....

    Dla mnie rodzina bez dzieci jest jakaś taka niepełna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, ja akurat spotykałam się z taką postawą rodziny - dzieci=strach. Skąd im sie to wzięło? Nie wiem, ale wiem, że to nie jest postawa ododsobniona. Cieszę się, że sama mimo wszystko widzę to inaczej :-)

      Usuń
  21. Podobają mi się te zamienniki. Na pewno będę je stosować! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja będę sie bardziej pilnować. Wiedza jak to wiedza, a wystarczą stresowe sytuacje i misternie budowany plan zaczyna sie sypać ;-) Chociaż z czasem coraz lepiej mi idzie.

      Usuń
  22. Takie nagtywne określanie swoich doświadczeń to już chyba typowo polska specjalność... Czasem sama łapię się na tym, że "negatywnie kolroyzuję" swoje doświadczenia, że tak to określę, tzn. opowiadam swoje przeżycia, nadając im nieco negatywne zabarwienie. Jest to chyba spowodowane faktem, że moi wiecznie sfrustrowani życiem znajomi źle patrzą na moje pozytywne podejście do świata, na cieszenie się tym, co mam i patrzenie w przyszłość z nadzieją...
    Zdaję sobie sprawę, że w ten sposób dołuję i siebie, i ich. Staram się więc zarażać optymizmem, a gdy to się nie udaje - niestety pozostaje unikać takiego deprymującego towarzystwa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :-) Opowieści o problemach cieszą się dużą popularnością. Czasami wręcz licytujemy się, kto ma ciężej, kogo bardziej boli, kto jest najbardziej zapracowany. Zauważyłam, że np. jeśli opowiadamy komuś, że każdego dnia staramy się przez godzinkę mieć czas dla siebie. Zwykle wtedy spotykam się z naskoczeniem, że jak to? Czas dla siebie? Okazuje się, ze rozmówcy są zawsze bardzo zapracowani i o takim luksusie nawet nie marzą, a ja to mam dobrze i pławię się w luksusie. A nawet jeśli tak, to chyba dobrze prawda? Kto powiedział, że na tym świecie mamy się wyłącznie męczyć???

      Usuń
  23. Zawsze mnie to śmieszy, o mój boże, jak sobie poradzisz z dziećmi , przecież one takie malutkie, a Ty pewnie nie masz dla nich czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? Wielka rzecz, każda sobie w końcu radzi. Pewna znajoma to nawet z powodu urodzenia dwójki dzieci zamieszkała z matką, uznała, że sama (chociaż praktycznie nie sama,bo mąż jest, tylko pracuje jako kierowca) na pewno nie da sobie rady. 10 lat minęło, a oni dalej u matki, a mieszkanie wynajmują. A mamusia potrafi nieźle im truć i oni to znoszą, bo przecież rady sobie nie dadzą. Takie są przypadki :-)

      Usuń
  24. Masz rację, dziecko to nie problem, problemy stwarzamy sobie sami;)
    I to, w jaki sposób nazywamy rzeczywistość jest odzwierciedleniem tego, jak ją postrzegamy. Zauważyłam też u siebie jakąś zmianę, in plus. Dzisiaj włączył się alarm w moim samochodzie, mogłam go wyłączyć tylko otwierając maskę i przekręcając kluczyk - w tym sęk, że ta maska otwiera się specyficznie...nie zawsze mi się udaje. I po kolejnej nieudanej próbie, zamiast denerwować się, zaczęłam się śmiać z tego wszystkiego. Zdecydowanie poprawiło to mój nastrój, a maska otworzyła się bez problemu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I koło się toczy. Jak postrzegamy, tak mówimy. Jak mówimy, tak dalej mamy. Można spróbować mówić inaczej, zmienić podejście i co? Od razu inny świat :-)

      Usuń
  25. Genialny, genialny, genialny post! odkąd uświadomilam sobie jak wielka sprawcza moc mają wypowiadane słowa, a nawet myśli, staram się na nie uważać, choc nieraz jeszcze mi się nie udaje. ale ciągle się w tym ćwiczę, dzięki za ten post. kiste zamienników slownych tez wydrukuje i bede nosić w torebce :)

    OdpowiedzUsuń