niedziela, 30 sierpnia 2015

31 sierpnia - Dzień Blogów



Jutro – 31 sierpnia – Dzień Blogów. Podobno światowa blogosfera liczy obecnie około 160 milionów blogów, potraficie taką liczbę objąć umysłem? Nigdy nie będziemy w stanie zapoznać się ze wszystkimi…

Często bawię się w błądzenie po blogosferze, tzn. zamiast odwiedzać te przeze mnie znane i lubiane, klikam w pierwszy lepszy link w komentarzach, który wzbudził moją ciekawość i wchodzę w nieodkryty wcześniej świat. Potem klikam w kolejny i kolejny. Zdarza się, że zapędzam się w takie rejony, gdzie nie widzę ani jednej znajomej twarzy. To bardzo odświeżające doświadczenie, coś na kształt zabłądzenia w obcym mieście – bez strachu, z przyjemnym oczekiwaniem na coś, co nas zadziwi.

W Dniu Blogów, zachęcani jesteśmy do wyszukania pięciu ciekawych blogów i poleceniu ich swoim czytelnikom, więc i ja coś przygotowałam. Podczas typowania przyświecała mi jedna zasada: pokazać coś, czego być może nie znacie. Żeby nie tworzyć atmosfery nominacji, postanowiłam nie wskazywać na blogi zaglądających tu miłych czytelników, ale zaproponować coś zupełnie nowego i mam nadzieję – ciekawego. Oto moje propozycje:

http://smakowitychleb.pl/ bardzo chrupiący blog. Coraz bardziej interesuje mnie samodzielne wypiekanie pieczywa i wiem, że w przyszłości na pewno do tego dojrzeję, po prostu jestem osobą, która długi „chodzi w ciąży” ze swoimi pomysłami (niczym słonica!). Każdy, kto kiedykolwiek zastanawiał się nad składem chleba dostępnego w „podręcznych” sklepach, zrozumie dlaczego chciałabym sama piec pieczywo dla siebie i swoich najbliższych. Jest co czytać na tym blogu pisanym od 2012 r., znajduje się tam 790 wpisów. Prawdziwa kopalnia wiedzy o zdrowym pieczywie.

http://www.wolnymbyc.pl/ - blog o niezależności finansowej, finansach osobistych, a także o tym, że mniej znaczy więcej, znajdziemy tu mnóstwo praktycznych podpowiedzi, jak zatrzymać część pieniędzy w portfelu. Każdemu, kto chce panować nad swoimi finansami i nie hołduje życiu tzw. „pełną gębą” ten blog przypadnie do gustu. Autor co prawda nieraz sprawia wrażenie, jakby jego życiowym celem było wyłącznie ciułanie każdego grosza, taki trochę liczykrupa (co akurat nie jest moim ideałem życia), ale pomijając ten drobiazg i tak blog nazywam kopalnią praktycznej wiedzy, przystępnie podanej.

http://tropieniewampirow.blogspot.com/ to blog już nie aktualizowany, jego autorem jest „psycholog z wykształcenia, obserwator z zamiłowania”. Blog porusza tematykę wampiryzmu energetycznego oraz szeroko pojmowanej manipulacji. Jeśli podejrzewacie, że „ktoś” z waszego otoczenia wysysa z Was energię, zachęcam do kliknięcia w link.

http://realny-minimalizm.blogspot.com/ - po prostu świetny blog o minimalizmie praktycznym, takim idealnie skrojonym na potrzeby przeciętnie zarabiających osób. Bez szumnych i wyświechtanych haseł, za to z podpowiedziami „jak żyć” oraz inspirującymi ciekawostkami.

http://www.praktycznyebiznes.pl/, na końcu bardzo fachowy blog o zarabianiu w internecie, a więc bez rannych pobudek i ruszania tyłka z domu. Ilu z nas o tym marzy po cichu?...

Mam nadzieję, że dzięki powyższym linkom przeżyjecie ciekawe chwile, a z okazji Dnia Blogów życzę wszystkim prowadzącym blogi dużo pomysłów na ciekawe artykuły, niegasnącego zapału do pisania i satysfakcji (także finansowej) ze swojej pracy! 

środa, 26 sierpnia 2015

Zasady minimalisty

Po usłyszeniu słowa "minimalizm", wielu pomyśli - to nie dla mnie, po co się ograniczać? Być może pomyśli tak dlatego, że słowo to brzmi tak... ascetycznie i kojarzy się z wyrzeczeniem. Tymczasem minimalizm nie musi być dla nas ani jednym, ani drugim. Możemy sami wybrać swoją drogę, która będzie do nas pasować.

Nie ma określonych szczegółowych zasad ani jednej właściwej drogi. Z reguły, w minimalizmie chodzi o to, by prowadzić proste życie bez zbędnego dobytku, rozpraszaczy, bałaganu i marnotrawstwa. Osobie dumnie zwącej się minimalistą powinno zależeć na oszczędnym, zrównoważonym i wolnym od długu życiu. 

Pozbycie się wszystkiego, czego nie potrzebujemy, by uzyskać schludne i proste otoczenie. Życie bez obsesji na punkcie dóbr materialnych i nadmiaru zajęć. To nie wielkie wyrzeczenia, a kiedy już uprościmy swoje życie, gwarantuję, że odczujemy ulgę i spokój. Innymi korzyściami płynącymi z minimalizmu są: mniejsze wydatki, mniejszy stres, mniej sprzątania, więcej czasu i łatwiejsza organizacja.

Oprócz wyżej wymienionych bezpośrednich korzyści, nasz minimalizm przynosi też korzyść Ziemi, dlatego im więcej z nas wybierze mniej rozbuchaną konsumpcje, tym więcej dobra uczynimy dewastowanej planecie.

Możemy:
- kupować mniej,
- jeść mniej, a już na pewno - jeść mniej mięsa,
- decydować się na mniej opakowań, 
- ograniczyć jazdę samochodem,
- wybrać mniejsze mieszkanie.

Chyba nie muszę nawet tłumaczyć dlaczego, ponieważ każdy z nas tak naprawdę czuje w czym rzecz. Wybierając się na zakupy żywności zróbmy listę i kupmy wyłącznie to, co jest nam potrzebne. Starajmy się później wszystko wykorzystać, żeby po upływie tygodnia nie wynosić jedzenia na śmietnik. Wielu z nas jada mięso, osobiście nie widzę w tym niczego złego - w naturze występują wiele łańcuchów pokarmowych i nie ma potrzeby kręcić na to nosem. Jednak chyba tylko człowiek zabija więcej niż mógłby zjeść. Wynika to z rozbudowanego przemysłu spożywczego - jako społeczeństwo musimy mieć zapasy, jednak jako jednostka, możemy pomyśleć, zaplanować i kupić tyle żywności, żeby mięso umęczonych w rzeźniach zwierząt nie walało się po śmietnikach.

Sama nie tak dawno mówiłam: "Minimalizm? To jakaś bzdura.". Teraz wiem, że minimalizm zawsze był dla mnie, po prostu wcześniej za mało o nim wiedziałam. Na pewno każdy z Was, jeśli dobrze się zastanowi, to odkryje, że w wielu sprawach już przejawia zamiłowanie do prostoty. Czy bardzo się w tym stwierdzeniu pomyliłam?

sobota, 22 sierpnia 2015

Mówisz i masz



Słowa mają moc. Jeśli żyjemy uważnie, szybko zaobserwujemy jak wpływają na nasze emocje – potrafią uskrzydlać, ale i odbierać energię. Wystarczy, że powiemy sobie „mam problem” i od razu czujemy, że nad nami właśnie coś zawisło.

Tym bardziej, że niektórzy nawet najdrobniejszą niedogodność nazywają problemem i głośno rozważają jak bardzo skomplikowało się ich życie. Zamiast mielić językiem, lepiej jest po prostu robić swoje,  czyli to, co w danej chwili możemy zrobić, żeby uratować sytuację – bez zbędnych słów i emocji.  Mówi się, że nie istnieje prawda obiektywna – wszystko jest względne, zależne od naszej interpretacji, ta zaś wypływa z ust w postaci potoku słów.

Przykład z własnego podwórka: wychowywanie małych dzieci. Wychowaliśmy z  mężem dwójkę, praktycznie bez babcinej pomocy. Pamiętam, że dzieci, od kiedy zaczęły chodzić, przestały sprawiać mi większe problemy, a kiedy wreszcie poszły do szkoły, to poczułam się naprawdę lekko. Wszyscy w rodzinie bardzo mi współczuli, bo ich zdaniem musiało być mi ciężko z ta dwójką na karku, pracą i nauką. Na pewno było ciężko, jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby pojmować posiadanie dzieci jako problem, więc tym samym nie czułam się nigdy ich obecnością przytłoczona, po prostu robiłam to, co wtedy do mnie należało, a zresztą dzieciaki były kochane i grzeczne. Ostatnio znów usłyszałam, jakie to muszę mieć problemy, bo dzieci ciągle się uczą. Ale o co chodzi? Nie zrozumiałam. Przecież są na studiach, dlaczego miałabym się martwić, że poszły na studia…? W odpowiedzi usłyszałam, że dzieci to zmartwienie na całe życie, a teraz powinnam się martwić, żeby dobrze im szło, czy głodne nie chodzą, czy narkotyków nie biorą i nie piją. Tak jakby głośne martwienie się było wyznacznikiem rodzicielskiej miłości. 

Te same osoby, kiedy tylko ich odwiedzimy i zadamy sakramentalne pytanie: „u was wszystko w porządku?”, od razu słyszymy: „tak, tylko te dzieci!”. „Ale co dzieci, przecież to już duże dzieci (8 i 9 lat)?”. „Tak się wydaje, ale co to za niegrzeczne dzieci!”.


Podsumowując tę część  artykułu, mogę stwierdzić, że kiedy coś nam się przytrafia, zwykle o tym mówimy, nie zdając sobie często sprawy z faktu, że tym samym podjęliśmy właśnie decyzję, jak chcemy postrzegać daną sytuację, co chcemy czuć. A czy ktoś chciałby się czuć zły, sfrustrowany, niepewny? Wątpię. To my decydujemy o tym, jak zaklasyfikujemy dane zdarzenie,  zatem używajmy takich słów, które sprawią, że nasze samopoczucie się poprawi.

Podobnie jak bieżące zdarzenia, kwalifikujemy  swoją przeszłość. Na pewno nie poczujemy się lepiej nieustanne rozdrapując stare rany i litując się nad sobą czy snując opowieści o tym,  jak to straszliwie doświadczyło nas życie, czy skrzywdzili ludzie. Zwykle przekaz ten jest nasycony „ciężką energią”, która nawet przypadkowego słuchacza może przyprawić o chwilowe odrętwienie, a co się dzieje, kiedy jesteśmy skazani na stały kontakt z taką „ofiarą losu”?

I tu pojawia się pytanie: jak takie „ofiary losu” nazwałyby życie? Może piekłem? I pewnie jeszcze większość (ta pozostająca przy kościele) się łudzi, że skoro tyle wycierpiały, to po śmierci pójdą do nieba. Moim skromnym zdaniem, lepiej jest żyć tak, żebyśmy swoje niebo mieli już tutaj na ziemi. Tak może żyć każdy, nawet osoby zmagające się z chorobami czy trudną sytuacją życiową, wiele z nich prowadzi blogi, gdzie pokazują nam - zdrowym i pełnosprawnym, sytym i bezpiecznym - co to znaczy „być szczęśliwym”. Kiedy czytam teksty pisane przez te osoby, czuję się malutka…


Oto przykłady kilku sprytnych zamienników, które zmniejszają intensywność odczuwania negatywnych uczuć:
Mówimy zamiast…
„Jestem zła” - „JESTEM ROZCZAROWANA”.
„Boję się” -  „CZUJĘ SIĘ NIEPEWNIE”.
„Nie wiem, jak się zachować” -  „PODCHODZĘ DO TEGO Z DYSTANSEM”.
„Cierpię z tego powodu” - „TROCHĘ MI TO PRZESZKADZA”.
„Jestem poirytowana” -  „MAM DUŻO ENERGII”.
„Jestem głupia” - „JESZCZE SIĘ UCZĘ”.
„Umieram z wyczerpania” – „MAM OCHOTĘ SIĘ ODPRĘŻYĆ”.
„Muszę” – „MAM DO ZROBIENIA”.
W krytycznym momencie – „SPOKOJNIE, TO TYLKO PRZEŁOM”.
„Strach” – „WYZWANIE”.
„Niepowodzenie” – „DOBRA SZKOŁA”.
„Rozleniwienie” – „GROMADZENIE ENERGII”.
„Nienawidzę tego” – „WOLĘ COŚ INNEGO”.



Na zakończenie, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na słowo „powinnaś”. Jest to co prawda temat rzeka i warto poświęcić mu kolejna notkę, jednak dzisiaj (przy okazji) chcę podkreślić to, jak często – być może nawet niezauważalnie - to słowo wyrządza nam krzywdę, szczególnie kiedy  słyszymy je od innych.

Słowo „powinnaś” oznacza dla nas, że ktoś inny wie lepiej, co jest dla nas dobre, co powinniśmy robić, a czego nie, w czym jesteśmy dobrzy, a za co nie powinniśmy się zabierać. Tym samym, żyjąc wśród osób, które „wiedzą lepiej”, z czasem nabieramy przekonania, że sami nie damy rady decydować o swoim życiu, bo na pewno zrobimy coś nie tak. Strzeżcie się tych, co lepiej wiedzą, bo są jak zaraza. Pod ich miażdżącym wpływem  nie sposób się rozwijać, jedynym ratunkiem jest zdecydowane postawienie sprawy – „wybacz, ale to moja sprawa i to ja podejmę decyzje”. Gorzej bywa z nieświadomymi niczego dziećmi, będącymi pod opieką "wszystkowiedzącychlepiej"…

Jestem przekonana, że jak mówimy, tak mamy. Słowa niosą ze sobą energię – wykorzystajmy jak najlepiej ten fakt.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Woda strukturyzowana - smaczna i zdrowa



Od czterech miesięcy piję tzw. wodę strukturyzowaną, jednak nie potrafię stwierdzić, czy to własnie wpływa pozytywnie na mój organizm, gdyż prowadzę zbyt wiele „eksperymentów" na raz ;-) Zdecydowałam się na to pod wpływem opinii entuzjastów tego napoju - może i zawierają ziarno prawdy? Pomyślałam, że nic nie stracę wypijając dziennie małą butelkę takiej wody.
 
O wodzie strukturyzowanej dowiedziałam się dawno temu z książki Michała Tombaka „Droga do zdrowia”, jednak jej przygotowanie wtedy wydawało mi się zbyt absorbujące. Dla chcącego nie ma nic trudnego – wystarczy naprawdę chcieć! Dzisiaj uważam, że to bardzo proste. Potrzebuję do tego celu dwóch małych butelek po wodzie mineralnej i trochę miejsca w zamrażarce. Wrzucam tam jedną butelkę z wodą, a kiedy zamarznie, wyjmuję ją i rozmrażam, a w to miejsce od razu wstawiam drugą napełnioną wodą butelkę. Pamiętajmy, że woda zamarzając zwiększa swoją objętość. 


Woda strukturyzowana wchodzi w skład świeżych owoców i warzyw, można ją też otrzymać ze stopniałego lodu lub śniegu. Właśnie taka woda – ze świeżo wyciśniętych soków lub ze świeżo stopniałego śniegu działa odmładzająco i leczniczo. Dlaczego? Ponieważ posiada cały szereg zakodowanych informacji. W tym miejscu dosłownie cytuję pewien artykuł z serwisu eioba.pl:

„Woda dysponuje informacjami o roślinie, z której wyciśnięto sok. Roślina z kolei posiada informacje, które napływały do niej ze świata zewnętrznego: o porze dnia i nocy, o porze roku, o zasobności, strukturze i zawartości gleby, o natężeniu pola magnetycznego, o położeniu słońca i gwiazd, nawet o ludziach, którzy uprawiali tę roślinę itd. Pijąc taką wodę lub sok wchłaniasz całą informację o danym miejscu i czasie. Czerpiesz z tego ożywczą energię. Adaptujesz się  więc w taki sposób do danego miejsca. Podobnie jest ze zwierzętami. Ich krew przechowuje wiele danych, często straszliwych: rozpacz, strach, przerażenie. A jak odbywa się ich ubój? Byłeś chociaż raz w rzeźni zakładów mięsnych? Jest to horror. Podczas uboju, kiedy jedne zwierzęta są ubijane, inne widząc to, usiłują się cofać, ale nie są w stanie uciec popychane przez następne tłoczące się zwierzęta. W tym momencie, na krótko przed śmiercią organizm zwierząt produkuje całą masę hormonów i innych substancji „faszerujących” komórki ciała potwornym stresem. Stan psychiczny zwierząt jest dokładnie zarejestrowany w strukturach wodnych. W rezultacie otrzymujemy mięso z trwałym śladem agonii. Teraz „faszerujemy” się tym wszystkim MY, ludzie. I struktury wodne naszego organizmu otrzymują odpowiednią informację. A później zaczynają się różnego rodzaju choroby... Czyżby zemsta zwierząt zza grobu?”

Jak wyżej wspominałam, woda z roztopionego lodu spowalnia proces starzenia się organizmu i powoduje, że czujemy się młodo i zdrowo. Dzieje się tak dlatego, że woda ta ma taką samą strukturę jak woda znajdująca się w naszym organizmie. Naukowcy udowodnili, że Jakuci, lud zamieszkujący na północy Rosji, którzy żyją średnio ponad 100 lat, zawdzięczają swoją długowieczność piciu wody z roztopionego lodu.


Picie wody strukturyzowanej np. rano na czczo, spowoduje poprawę samopoczucia i wyglądu zewnętrznego. Korzystne jest jej picie także dla osób w podeszłym wieku, ponieważ wypłukuje złogi i stare, martwe komórki, co jest wspaniałą profilaktyką przeciw różnym chorobom, także chorobom nowotworowym.

Przygotowanie wody strukturyzowanej w domu:
Zwykłą wodę z kranu gotujemy (by wyeliminować szkodliwe substancje) w garnku i odstawiamy do ostygnięcia. Następnie wkładamy ją do zamrażarki na minimum 2-3 godziny. Po tym czasu wyjmujemy ją i czekamy aż się roztopi. Taka woda podobno składem nie różni się od wody wewnątrz naszego organizmu. A smakuje bardzo dobrze. Kranówka z mojego kranu przed zamrożeniem wcale mi nie smakuje, natomiast po rozmrożeniu jest po prostu przyjemna w smaku. Sami spróbujcie zrobić takie doświadczenie w domu i oceńcie czy mam rację.



Dla zainteresowanych podaję ciekawostki o pamięci wody, które leżą u podstaw zainteresowania piciem wody strukturyzowanej:

A wszystko zaczęło się od badań nad pamięcią wody, ich był twórca homeopatii Samuel Hahnemann. Zagadnieniem zajmowali się również austriaccy badacze przyrody: Wiktor Schauberger, Johannn Grander oraz m.in. japoński naukowiec Masaru Emoto, Rosjanin S. Zenin i inni. Dla nas, przeciętnych zjadaczy chleba, raczej najbardziej znany jest japoński naukowiec Masaru Emoto, którego badania wykazały niezbicie że woda magazynuje uczucia i stany świadomości. Wiadomości na ten temat podaje książka „The Message from the Water” („Wieści z wody”) Masaru Emoto (tytuł niemiecki: „Die Botschaft vom Wasser” - „Posłannictwo wody”).

Prace japońskiego naukowca dotyczyły m.in. badania stanu, zachowań, ułożenia cząsteczek itp. wskaźników wody poddawanej działaniu np. muzyki, słowa mówionego, pisanego, zanieczyszczeń. Jedna z metod badawczych polegała na obserwacji skutków tych działań na sposób zamarzania wody. Okazało się, że woda pozbawiona zanieczyszczeń (czysta) zamarza tworząc wspaniałe kryształy - gwiazdki jak płatki śniegu. Okazało się, że woda pozbawiona zanieczyszczeń (czysta) zamarza tworząc wspaniałe kryształy - gwiazdki jak płatki śniegu, natomiast woda zanieczyszczona nie tworzyła takich wspaniałych form po zamarznięciu - tworzyła chaotyczne, nieuporządkowane struktury. W swoich doświadczeniach zamarzająca wodę poddawał również działaniu słów pozytywnych i negatywnych, różnemu rodzajowi muzyki czy telefonu komórkowego.

Jeszcze innym niesamowite doświadczenie to krystalizacja przy zamarzaniu brudnej wody  pobranej do badań z rzeki zanieczyszczanej ściekami i poddanej godzinnemu oddziaływaniu modlitwy. Tak, jakby modlitwa miała moc oczyszczania wody. Można określić to jako totalną bzdurę, ponieważ zawsze można właśnie w taki sposób określić to, co odbiega od przyjętych przez nas stereotypów, czy  to czego jeszcze nie rozumiemy, historia zna mnóstwo takich przypadków. Kiedy jednak głęboko się zastanowimy, to może dojdziemy do wniosku, że „coś w tym jest”…

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Sen mara - Bóg wiara

"Sen mara - Bóg wiara!" - powtarzała moja babcia, kiedy opowiadałam jej swoje koszmarne sny. Po latach obserwacji zauważyłam, że część snów z całą pewnością rysuje mi przyszłe wydarzenia. Dzisiaj, kiedy budzę się, a w pamięci ciągle przesuwaja mi się wyraźne kadry ze snu, to wiem, że COŚ się wydarzy.

Mój pierwszy "proroczy" sen miał miejsce tuż przed maturą ustną z biologii. Mieliśmy do nauczenia coś około 150 zestawów pytań, a nauka szła mi opornie, bo ponad wszystko kochałam imprezować. W efekcie na blaszkę miałam wykute pierwsze 30, a reszta... modliłam się, żeby nie wpadły w moje ręce. W nocy przed maturą śni mi się, że wchodzę na salę i widzę stolik na których leżą zestawy pytań, słyszę głos "weź trzeci od brzegu" i ja w tym śnie go wyciągam. Kiedy nadszedł czas losowania pytań już w realu, weszłam do klasy, a tam leżą te pytania poukładane jak we śnie, z młodzieńczą beztroską myślę "biorę trzeci od brzegu, co mi tam!". Otwieram swój zestaw i okazuje się, że to jeden z pierwszych na liście, a więc odpowiedzi mam wyuczone na piąteczkę. I tak właśnie zdaję tę maturę z biologii. 

Ktoś może powiedzieć - to zbieg okoliczności, ale takich zbiegów pamiętam całkiem dużo, nie będę ich tu opowiadać, bo na pewno każdy z Was ma swoje ciekawe sny do opowiedzenia i zastanawia się co mogą one oznaczać. Powstało wiele senników, a w nich znajdziemy szczegółowo opisane znaczenia symbolów sennych. Matkę widzieć płaczącą = nieszczęście. Ujrzeć matkę gdy jeszcze żyje = szczęśliwe zdarzenie. Kłócić się z matką = najwyższy czas, abyś zaczął decydować o sobie. Tak, zapewne są symbole o uniwersalnym znaczeniu dla wszystkich, nie będę się z tym spierać, jednak dla mnie najważniejszym wskaźnikiem do interpretacji snu są emocje, które odczuwam.

Jeśli budzę się i pamiętam bardzo wyraźnie sen oraz emocje mu towarzyszące, to znak, że wydarzy się coś - negatywnego lub pozytywnego - w zależnosci o moich odczuć. Mogą mi się przyśnić straszne obrazy, ale jeśli odczuwam spokój czy ulgę, to wiem, że to był dobry sen.


Nie każdy sen coś oznacza. Te nijakie, które ledwie pamiętam i z którymi nic mi się nie kojarzy, to naprawdę "mara". Twierdzi się, że najważniejsze są sny powtarzające się, sny w postaci serii, oraz sny śniące się w momentach przełomowych. Podobno można nauczyć się śnić świadomie, znalazłam nawet bloga, na którym znajdują się szczegółówe wskazówki (elementami nauki świadomego śnienia są m.in. dziennik snów czy wypowiadanie przed snem specjalnych afirmacji), TUTAJ podaję do niego link.

W każdym razie uważa się, że sny są niezbędne dla zachowania zdrowia psychicznego. Śnienie, to takie nocne sprzątanie zapracowanego w dzień mózgu - wyrównuje dysproporcje między stroną logiczną - lewopółkulową mózgu, a stroną kreatywną - prawopółkulową. Sny są niezbędne dla zachowania zdrowia psychicznego, dr Abram Hoffer stwierdził, że pacjenci cierpiący na depresję, lęki czy napady paniki najczęściej nie pamiętają swoich snów. Takie osoby zwykle też cierpią na niedobory witamin z grupy B (szczególnie B6). Nawet jeśli jesteśmy zdrowi, a przez długi okres nie pamietamy swoich snów to oznacza, że brakuje nam tych właśnie witamin.


Macie podobne do moich doświadczenia ze snami? Opowiedzcie o tym! A dla wszystkich sennych sceptyków mam słowa Ferdka Kiepskiego: "są na tym świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły" ... ;-)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Sierpień - lato powoli słabnie

Jak ten czas leci - już sierpień! Niby to ciągle lato, ale już jakby słabsze, wieczory krótsze, noce chłodniejsze... Za to możemy cieszyć się do woli owocami lata, wakacjami, urlopami (ja na przykład!). Kto może niech zasuwa na łono natury, choćby na sobotę i niedzielę, jeśli urlop już za nim, by korzystać z jej kojącego wpływu.


Na sierpień wybrałam dla Was z książki "Zadbaj o siebie. 365 porad i złotych myśli na każdy dzień roku" Christine Wagner-Thiele kilka rad:

1. Latem lemoniada jest niezastąpiona. Zamiast coli, fanty i innych tego typu słodkości, przygotujmy sobie lemoniadę wg klasycznego przepisu:
- 1,5 litra niegazowanej wody źródlanej;
- 2 cytryny;
- 4 łyżki cukru (lub do smaku), ja zamiast cukru dodaję stewię;
- kilka listków mięty;
- lód.
Wodę przelewamy do dzbanka, słodzimy, a następnie dodajemy do niej sok wyciśnięty z jednej cytryny. Dodajemy lekko zgniecione listki mięty (żeby były bardziej aromatyczne) oraz lód. Drugą cytrynę dokładnie myjemy i kroimy w plasterki, a następnie także dodajemy do dzbanka. I gotowe!

2. Wypróbujmy coś nowego, coś, na co mamy ochotę. Wystarczą drobne zmiany, aby nasze życie ruszyło żwawiej z miejsca. Zmieńmy wystrój mieszkania, ustawmy inaczej meble. Zdecydujmy się na inny kolor zasłon czy poduszek. Zastąpmy dotychczasowe fotografie na ścianie nowymi. Może mielibyśmy ochotę sprawdzić się w innym stylu ubrań? Albo poznać smak potrawy, której jeszcze nigdy nie mieliśmy w ustach? Zająć się nowym hobby? Zróbmy to koniecznie, jeśli mamy wrażenie, że nasze życie toczy się zbyt schematycznie, albo jeśli potrzebujemy zmian. Kto próbował, ten wie, że każda wprowadzana zmiana doda naszej codzienności nowego blasku.

3. W ciepły, letni wieczór usiądźmy z kieliszkiem wina na balkonie, w ogrodzie, a w ostateczności - przy otwartym oknie swojego mieszkania. Kwiaty o tej porze pachną szczególnie intensywnie, a powietrze jeszcze dość ciepłe i jednocześnie rześkie. Może na balkonie znajdzie się miejsce na lampion? Jeśli umieścimy w nim świecę o zapachu cytrynowym albo pomarańczowym to jest szansa, że komary uciekną. Proponuję, żeby w tej wieczornej scenerii poczytać jakąś pogodną książkę albo usiąść po prostu i odprężyć się, wyobrażając sobie, że jesteśmy na urlopie - zrelaksowani i wypoczęci.

4. Moje sierpniowe myśli krążą wokół relaksu w ciepłym, letnim powietrzu. Tym razem coś dla szczęśliwych posiadaczy ogrodów - hamak (chociaż widziałam też hamaki zamontowane na balkonie!). Uwielbiam w nim leżeć i myślę, że prawdopodobnie każdy uwielbia. Zatem, kto może, niech położy się na godzinkę w ogrodzie - najlepiej w hamaku! I bez wyrzutów sumienia pozwoli, by szare komórki zatankowały świeżą energię. Ostatecznie chwila bezczynności pobudza kreatywność.

5. Jeśli lato, to koniecznie pyszne, dojrzewające w słońcu pomidory. Takie prosto z krzaczka to już prawdziwa rozpusta! Nie dość że pyszne, to jeszcze wybitnie zdrowe. Czego to one nie mają - witaminy, minerały, kwas foliowy i oczywiście likopen. Gdyby ktoś chciał przypomnieć sobie pomidorowe szczegóły, to zapraszam choćby TUTAJ. Zamierzam się nimi objadać, zresztą pasują do wszystkiego, a nawet bez dodatków są pyszną przekąską. Pamiętajmy, że likopen lepiej się wchłania z pożywieniem zawierającym niewielkie ilości tłuszczu, np. oliwy z oliwek.


6. I ostatnia, ważna dla mnie rada... Kto może, niech oddziela pracę zawodową od czynności domowych, tworząc jako przejście coś w rodzaju rytuału czasu wolnego od pracy. Pozwólmy sobie na pół godziny spokoju, tak aby stres minionych godzin poszedł w niepamięć. Czekają na nas jeszcze inne obowiązki, ale teraz należy nam się ta chwila wytchnienia. Co możemy zrobić w ciągu pół godziny?
- nalać sobie lampkę wina i zastanowić się przy okazji, co przygotować na kolację,
- pobawić się z psem czy kotem,
- podlać kwiaty na balkonie i posiedzieć sobie chwilę w ich towarzystwie, będą zadowolone (niektórzy rozmawiają z kwiatami i twierdzą, że dzięki temu te lepiej rosną!),

A najlepiej wybierzmy sobie ten dobroczynny rytuał według własnych upodobań, a gwarantuję, że po upływie pół godziny każda z nas poczuje się znowu jak człowiek, a nie robot. Powrócą myśli, które rozpierzchły się po świecie.

Nasze ciało i dusza mówią nam, kiedy chciałyby wypocząć. Wsłuchujmy się w ten głos, a wyjdzie to nam na dobre.
Amy Dean