wtorek, 14 lipca 2015

Wszyscy jesteśmy dziećmi



Na początku czerwca, na blogach pojawiły się okolicznościowe notki związane z Dniem Dziecka, w jednej z nich przeczytałam, że życzenia tak właściwie należą się nam wszystkim, bo WSZYSCY JESTEŚMY DZIEĆMI. Hmm… to prawda, nawet Jezus powiedział: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 18, 3-4).

I chociaż w ewangelii chodziło głównie o aspekt zaufania Bogu, tak jak małe dzieci ufają swojej matce, to jednak powiedzenie to może odnosić się również do innych cech posiadanych przez maluchy, które my utraciliśmy w miarę osiągania dorosłości. Małe, powiedzmy 2-letnie dzieci, są wolne od stresu, nikogo nie osądzają, nie próbują być perfekcyjne, nie są wobec siebie krytyczne, są za to kreatywne i nie myślą schematami, bo nie zdążyły ich jeszcze poznać.
                   
Tymczasem my dorośli przeważnie żyjemy zupełnie odwrotnie – trwamy w przekonaniu, że oczekiwania wobec nas stają się coraz wyższe (także sami stale podnosimy sobie poprzeczkę), toczymy ciągłą walkę, aby nie utonąć w zalewie napływających maili, staramy się nadążyć za nieograniczonymi wymaganiami ze strony pracodawcy oraz co chwila zmieniającymi się wytycznymi i zasadami. Na domiar złego, na zewnątrz dopada nas uliczny hałas i korki - coraz więcej czasu marnujemy na dojazdy. To wszystko sprawia, że czasu, który moglibyśmy poświęcić na spotkania z bliskimi, mamy do dyspozycji coraz mniej, a w dodatku znaczną jego część spędzamy zamartwiając się jak nadrobić zaległości. Nic dziwnego, że w konsekwencji część z nas czuje się skołowana – piszę „część”, bo wiem / słyszałam, że dla niektórych takie warunki to środowisko, w którym czują się jak ryba w wodzie, ale co tak naprawdę czuje ich ciało?...


Budzimy się rano i na myśl o konieczności pójścia do pracy, z trudnością zwlekamy się z łóżka. W sumie to nic nam się nie chce i chętnie zaczęlibyśmy od nowa – od czystej karty. W takich momentach energia naszego ciała jest na niziutkim poziomie. Bywa, że nawet kawa nie pomaga, a dopiero czekolada choć na chwile daje poczucie radości. Radości, którą w rzeczywistości powinniśmy emanować, bo przecież teoretycznie przychodzimy na ten świat jako czysta radość.



„Być jak dziecko” - spontaniczni, beztroscy, pełni radości, zanim nasłuchamy się zakazów i nakazów i zaczniemy ten ograniczony świat traktować jako normę. A potem już nie umiemy się bawić i śmiać beztrosko, nie umiemy wrócić do tego, co w nas pierwotne i szalone, w głowie krąży pytanie:  „czy to wypada?”, a w ciele - sztywność. 

Tak naprawdę często możemy znaleźć okazję by poczuć się lekko i radośnie jak dziecko, na przykład próbując się czymś zachwycić. Wyobraźcie sobie taką sytuację: spacerujemy z koleżanką i nagle widzimy chmurę o ciekawym kształcie. Natychmiast podskakujemy z zachwytu, próbujemy robić zdjęcia, a tymczasem nasza towarzyszka pyta malkontenckim tonem: „chmura jak chmura, chmury nigdy nie widziałaś/eś?”. Które zachowanie wydaje się Wam bliższe? Dziecko zachwyca się wszystkim, patrzy z rozdziawioną buzią na to, co nowe. A może tak My, dorośli i poważni ludzie, poszukajmy okazji do zachwytu i zabawy, spójrzmy na rzeczy, które już znamy od podszewki jak na coś, co widzimy pierwszy raz w życiu?

Od nowa zachwyćmy się aromatem kawy, kolorami i krojem sukienek noszonych przez mijające nas na ulicy dziewczyny, śpiewem ptaków, bliskością drugiej osoby, fajną rozmową. Śmiejmy się pełną piersią i bawmy się życiem, kiedy tylko nadarzy się okazja. Na pewno znajdzie się ktoś, kto zarzuci nam, że „jesteśmy jak dzieci” i co z tego?  Przecież nie pozwolimy się sterroryzować smutasom, prawda?        

71 komentarzy:

  1. Spontaniczność u dorosłych czasem całkowicie zanika....chyba, że chodzi o niewyparzony jęzor. Wtedy część ludzi nietakt nazywa spontanicznością, a dla mnie to kolosalna różnica. Kiedyś byłam ze znajomą na takim wiosennym spacerze i za laskiem było słychać motolotniarzy....mówię do niej...choć pobiegniemy zobaczymy jak startują ( a było ich tam sporo, więc widok godny zobaczenia) a ona mi na to....biegnij sama ja dojdę wolno. Pytam ale dlaczego? Ja nie będę biegła bo mi się loki od wstrząsów wyprostują...pobiegłam, ale marnie mi to szło bo ze śmiechu opadłam z sił. :((( Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak historia o kobiecie, która nigdy się nie śmiała ze strachu przed zmarszczkami: http://www.tvp.info/18692857/na-jej-twarzy-nie-ma-zmarszczek-bo-nie-usmiecha-sie-od-40-lat

      Usuń
  2. Prawda! nie dajmy się sterroryzować smutasom! (czasem bywa cienko z radością, ale nie obnośmy się z tym i nie psujmy innym dnia, też przecież nie idealnego...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, odkiedy to pojęłam, staram się częściej uśmiechać i nie jęczęć przed innymi. To naprawdę psuje humor, wystarczy, że przypomnimy sobie taką "dorosłą", a od razu włos się jeży :-)

      Usuń
  3. Oooo lubię takie pozytywne wibracje :) Smutasom mówimy stanowcze nie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nie jest ich tak dużo, mamy nad nimi przewagę ;-)

      Usuń
  4. ze mnie często wychodzi dusza dziecka i wariatki i nie za bardzo przejmuje się opinią innych, ważne, że sama się dobrze z tym czuje i ze znajomymi dobrze się bawimy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I świetnie! O sobie twierdzę, że momentami bywam za poważna. Sama to widzę i mam nad czym pracować :-)

      Usuń
  5. To ja zdecydowanie skaczę jak widzę chmurę:). nawet teraz, siedzę sobie koło okna, piszę i co chwilę gapię się na ciemna chmurę z jasnym obramowaniem i patrzę jak krople deszczu spadają na moje okno połaciowe i w myślach gratuluje sobie, że go nie umyłam, bo i tak zaraz będą maziugi od deszczu;). Życie jest piękne. dzisiaj deszcz, a wpiątek ma być 32 C:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A lubisz może robić zdjecia chmurom? Ja zawsze wypatruję dziwnych kształtów, albo bajkowych zachodów czy wschodów słońca. Przyznaję,ze trudno jest trafić na coś niepowtarzalnego (po tylu latach...) ale i tak to najpiękniejszy spektakl jaki można zobaczyć :-)

      Usuń
  6. Od dziecka trzeba się nauczyć bezustannej radości! One potrafią człowieka tak wiele nauczyć. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam! Przypominamy sobie ile utraciliśmy i pewnie te dzieciaki też utracą... Ale warto ciągle przyblizać sie do ideałów, zamiast odpuszczać :-)

      Usuń
  7. Warto o tym pamiętać, by nie chodzić smutnym. Każdego dnia powinniśmy dostrzegać powody do bycia szczęśliwym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś czytalam, że jeśli czujemy się tak po prostu smutni i bez energii to sygnał, żeby przyjrzeć sie sobie bliżej. Z prostej przyczyny - człowiek ogólnie zdrowy jest szczęśliwy, radosny.

      Usuń
  8. O tak, mniej myślenia na zapas, więcej życia tu i teraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taka fajna afirmacja: przeszłość minęła, przyszłość jeszcze nie nadeszła, jest tylko chwila obecna... nie pamiętam dalszego ciągu niestety ;-)

      Usuń
  9. Oj tak, powinniśmy się od dzieci uczyć radości! Ja je zawsze obserwuję z fascynacją. Nawet rozmawialiśmy o tym ostatnio z kolegą - dzieci się spotykają i od razu biegną się bawić, śpiewają, biegają. Są tu i teraz, nie martwią się jutrem, tylko cieszą bieżącą chwilą. :) Zachwycają się światem, zamiast siedzieć i marudzić. Dorośli, żeby poczuć radość i zacząć śpiewać potrzebują sporej dawki etylowego... :) Przygniatają nas za bardzo problemy i zmartwienia i nie umiemy sobie z nimi radzić. To z nas wysysa radość życia. Właśnie dziś czytałam w książce Dale'a Carnegie "Jak przestać się martwić i zacząć żyć" rozdział o tym jak zmartwienia i stres doprowadzają do chorób.
    A co zarzutu, że 'jesteśmy jak dzieci' to oj, nieraz go słyszałam! :D
    Pozdrawiam Cię Gaja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ja już zdążyłam taki "zarzut" o byciu "nienormalnym rodzicem" usłyszeć od własnej dopiero co dorosłej córki. Mam nadzieje, że to był tylko taki żarcik z jej strony, bo inaczej byłoby to smutne ;-)

      Usuń
  10. Fajnie być jak dziecko i nie mieć żadnych problemów, szkoda tylko że w dorosłym życiu jest tak mało możliwości aby nim być...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę Ci z przykrością przyznać rację, trudno o beztroskę mając na głowie tak wiele :-/ Uparcie wierzę, że jest to możliwe, ale sama przez długi czas nie pamietałam, co to beztroska...

      Usuń
  11. Świetny wpis i chociaż czytałam już takich wiele to będzie on na czasie dopóki wszyscy wokół nie zrozumieją jak dużo tracą tłumiąc w sobie wewnętrzne dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo też można spojrzeć z innej strony: każdy o tym słyszał, ale w końcu zapomniał i taki wpis znów na jakiś czas mu uświadomi, ile traci będąc tak przeraźliwie dorosły :-)

      Usuń
  12. 'W sumie to nic nam się nie chce i chętnie zaczęlibyśmy od nowa – od czystej karty. ' ile razy o tym myślę Gaju..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy by tak chciał... ale wiesz, raczej się nie uda. Nawet jeśli zaczniemy tzw. nowe życie, to i tak wszystko będzie w głowie. Bagaż życiowy - trzeba go przepakować, innego wyjścia czasami nie ma :-)

      Usuń
  13. Dzień dobry :)))
    To jest tzw. szukanie małego pozytywu wokół siebie. Może i tak ale ja nie do końca zgadzam się, że to ,,małe" bo widzenie piękna wokół siebie i czerpanie z niego radości i siły duchowej to jest coś ogromnego :))))) Ale ludzie nadal nie doceniają tego co ich otacza. Jeśli chodzi o bycie dziećmi, to mnie na religii uczono, że Bóg jest ojcem wszystkich ludzi, więc my jesteśmy jego dziećmi :))))) Perukowiec nie jest kłopotliwy, postaram się raz dwa skonstruować post o nim, bo nie wiem, czy jak napiszę Ci o nim tutaj to będziesz pamiętać. Albo napisz posta o swojej liście roślin i wtedy zawsze będzie można coś dopisać a Ty będziesz miała w jednym miejscu :))) Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, Ty lepiej napisz, bo ja o roślinkach - to może być słabe... A ja co jakiś czas zaglądam, więc na pewno ten post znajdę :-) Ale wyglądał fantastycznie, szkoda, że nie przyjrzałam mu się wiosną. W tym naszym ogrodzie botanicznym w Myślęcinku można co nieco podpatrzeć.

      Usuń
  14. Sama nie raz łapię się na tym, że odkąd mam dziecko sama trochę zdziecinniałam i bardzo mi z tym dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam dużo ludzi, którzy po urodzeniu dzieci stali się "śmiertelnie" poważni, bo wiesz, z dzieckiem to na okrągło jakieś zmartwienia ;-) Musisz być z natury pogodną osobą :-)

      Usuń
  15. Z całych sił staram się żyć z uśmiechem na ustach i pozytywnym humorem;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też staram się zachwycać różnymi rzeczami: chmurkami, ładnymi kwiatkami, czasem "bawię się" zabawkami w sklepie -piszczałki, trąbki itd. W sumie nie obchodzi mnie czy się to komuś podoba, czy nie. Nie mam zamiaru dostosowywać się do jakiś wymogów ze względu na wiek. Po prostu staram się cieszyć życiem, choć nie powiem, bo czasem dopadają mnie gorsze dni kiedy marudzę, narzekam i radości wtedy we mnie nie ma :) ale tak to chyba każdy czasami ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A lubisz sie pohuśtać na huśtawce, kiedy maluchów nie ma w pobliżu? Na takiej prawdziwej, a nie ławeczce dla dam ;-) To moje ulubione zajęcia, dlatego pilnuję wagi, żeby sie nie zerwać ;-)

      Usuń
  17. Ostatnio miałam już tak, jak napisałaś - wstanie z łóżka było przykrym obowiązkiem, bo zapowiadało kolejny dzień nauki. Więcej nauki, więcej stresu, więcej "dorosłego" i zdecydowanie za mało "dziecka". Na szczęście, nie utraciłam go całkowicie. Przed ostatnim egzaminem, spacerowałam po rynku i nagle mówię mamie: "chcę zdjęcie!", dałam jej aparat a sama w podskokach pokonałam pół placu rynkowego i miałam w nosie to jak wyglądam - po prostu przez chwilę byłam szczęśliwa i musiałam dać temu wyraz :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja też dzisiaj postawilam na spontan: wracam biegiem ze sklepu i mijam pięknie rzeźbioną w drewnie bramę. Setki razy chciałam zrobić jej zdjęcie, ale przecież po południu cenna każda minuta, nie ma czasu na pierdoły. A dzisiaj mówię sobie - no nie, a co do cholery się stanie, jeśli stracę tu nawet pięć minut??? Spokojnie, dzieci nie płaczą. Tak więc ten tekst jest też ważny dla mnie, jak każdy tekst na tym blogu. Tak jakbym rozwijałam się razem z moim pisaniem :-)

      Usuń
    2. Coś w tym jest, że pisanie bloga rozwija jego autora :-) Też tak często mam, że albo odkrywam na nowo koło, albo dzięki jakiejś notce zmieniam sposób myślenia.

      Usuń
  18. Ostatnio często wracam myślami do dzieciństwa. Ależ to melancholijne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie mów, aż łza się kręci w oku. Można się domysleć dlaczego tak kochamy piosenki z lat pierwszej młodości ;-)

      Usuń
  19. codziennie gdy patrzę na nasze córy, cieszę się, że są małe i mogę wkroczyć w ich niesamowity świat. bardzo mi to pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Ja już nie mam w domu dzieci i kiedy patrzę na kobiety, które jeszcze się nimi zajmują, to po cichu im zazdroszczę. Jednak u mnie to już przeszłość i muszę od nowa nauczyć się mieszkać tylko z mężem ;-)

      Usuń
  20. Bardzo spodobał mi się ten tekst :) Piękny

    OdpowiedzUsuń
  21. Lubię czasem zachowywać się jak dziecko - to bardzo uwalniające uczucie! ;)
    Niestety wielu ludzi daje sobie wmówić, że w pewnym wieku po prostu nie wypada zachwowywac się w określony sposób, co odbiera im radość codziennośći, a przy okazji starają się i nam tę radość odebrać. Warto jednak nie poddać się takiej presji i czasem pozwolić sobie na dziecięcą radość, nawet przypłacając to zdziwionymi spojrzeniami znajomych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja nie znoszę słowa "nie wypada"! Nie chodzi mi oczywiście o takie sprawy jak spanie na ławce w parku w stanie upojenia alkoholowego, ale zwykłe zachowania, kiedy musimy udawać kogoś innego niż jesteśmy rzeczywiście. Zdaję sobie sprawę, że w życiu tak już jest, że np. mamy pracę, w której coś wypada, albo nie i musimy się uginać, ale unikam sytuacji i ludzi, które/rzy rządzą się zasadą "to nie wypada".

      Usuń
  22. Wiele lat tęskniłam za hulajnogą. A że już mam swoje lata to nie wypada mi już jeździć bo by się śmiali. Ale niedawno sobie pomyślałam a co mi tam. Żyje się raz. Kupiłam hulajnogę dla dorosłych... Niektórzy się składają ze śmiechu ale ja mam radość... nie wolno się ograniczać. Ciągle jesteśmy młodzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dusza nie wie, co to pesel ;-) Ja mam tak z huśtawką, zawsze tylko wypatruję czy dzieciaków w pobliżu nie ma chętnych.

      Usuń
  23. Ja lubię od czasu do czasu odnaleźć w sobie dziecko i dać mu się cieszyć - uwielbiam skakać i bawić się ze swoim synem i radośnie wznosić ręce do góry podczas biegania i podśpiewywać :) Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zabrzmi to banalnie, a w takich chwilach naprawdę czujemy, że jesteśmy wolnymi ludźmi :-)

      Usuń
  24. Mi często jest to wytykane, że zachowuję się jak dziecko (beztrosko, wszystko się uda itd) i co słyszę: nie znasz życia, przejedziesz się itd. Jednak ja się tym nie przejmuję,czuję się szczęśliwa, wolę z uśmiechem patrzeć w przyszłość i mi z tym bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie taka "beztroska" - w sensie nie narzekanie, nie płacze i publiczne rwanie włosów z głowy, ale uśmiech pozwoliły mi przetrwać najgorszy etap mojego życia. Oczywiście tak jak i wTwoim przypadku zarzucano mi brak poważnej oceny sytuacji, nawet od lekarza zdarzyło mi się usłyszeć, ale niech się tak Pani nie uśmiecha, bo tu nie ma do czego. Zrozumiałam, że traktuje mnie jak idiotkę i nawet wytłumaczyłam sie, ze to mój sposób na zachowanie zdrowych zmysłów. Wątpie, by zrozumiał :-)

      Usuń
  25. Nie zawsze mi do śmiechu, zwłaszcza ostatni rok, ale staram się myśleć pozytywnie i uśmiechać się jak najwięcej. Czasami jest to śmiech przez łzy, ale jest. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, w takich sytuacjach trudno pielegnować w sobie dziecko... Cóż, trzeba wierzyć, że wszystko się poukłada. Pozdrawiam i wytrwałości życzę :-)

      Usuń
  26. O, ja zdecydowanie mam dziecko w sobie i pielęgnuję je, jak tylko mogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka postawa dodaje lekkości, kiedy zbyt poważnie podchodzimy do życia, to czujemy się tak, jakbyśmy nieśli na barkach ciężar :-)

      Usuń
  27. Ja mam w sobie wielkie dziecko, w sumie to bardzo mało we mnie dorosłego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym tak chciała, u mnie raczej przeważa dorosły i muszę sobie przypominać o byciu dzieckiem... Tak więc zazdroszczę :-)

      Usuń
  28. Ja należę do tych, którzy zachwycą się chmurką, kwiatkiem itd. Jestem estetą i wszystko, co piękne wprawia nie w zachwyt i odwrotnie...wszystko co szare i brzydkie napełnia mnie zniechęceniem. Nie wiem czy to dobrze, czy źle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachwyt zawsze jest wskazany, fajnie by było zawsze przebywać w przyjemnych okolicznościach :-)

      Usuń
  29. Ja w sobie na nowo odkryłam dziecko gdy przyszedł na świat mój synek, razem z nim na nowo odkrywam świat i to od niego się dużo uczę. Nauczyłam się śmiać gdy coś mnie rozbawi (wcześniej starałam się to robić dyskretnie, bo nie zawsze ponoć wypadało). Otóż wypada, wypada, trzeba tylko w sobie odkryć wielką moc. My jesteśmy nauczycielami naszych dzieci, ale od nich możemy się wiele nauczyć i czerpać na nowo proste mądrości: spontaniczność, radość, chęć nauki i poznawania. Uczmy się tego co najlepsze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby wszystkie mamy myślały tak jak Ty :-)

      Usuń
  30. ocywiście, że nie damy się smutasom:D

    OdpowiedzUsuń
  31. potrafię cieszyć się z drobiazgów jak dziecko, byc radosna i spontaniczna, niestety wiele osób tego nie rozumie, ne dostrzega i są sztywniakami! wiele tracą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy szybko potrafią sprowadzić na ziemię, nie ma co :-) Przypomniało mi się, jak kiedyś zimą całą rodzinką zjeżdżaliśmy z górki i mój M. tak śmiesznie walnął sankami w drzewo, że boki zrywać. Dla nas to było śmieszne, ale roześmiani opowiadamy swoją przygodę "mamuśce", a ta jak nie zacznie nas ochrzaniać. Że jesteśmy skrajnie nieodpowiedzialni, nie ma się z czego śmiać, ojciec dzieciom mógł zginąć i jak byśmy dalej żyli. Momentalnie zdjęła nam ten głupi uśmiech z twarzy ;-)

      Usuń
  32. Ja tam zawsze powtarzam, że jestem dzieckiem :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja staram się nim być bardziej, niż dotychczas :-)

      Usuń
  33. Niestety już jako dziecko nie czułam się dzieckiem :((
    Teraz uczę się tej dziecięcej beztroski i radości. Umiejętność zabwy całym sobą jest potrzebna w każdym wieku i wydaje mi się, że to najlepsze lekarstwo na odstresowanie. Mój mąż taki jest. Jak idzie grać w piłkę z dziećmi to sam staje się dzieckiem. Czasami mu tej cechy zazdroszczę :)) uczę się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwiej na pewno jest osobom, które wychowywały się w normalnych, zdrowych rodzinach, gdzie rodziców nie trapiły wieksze problemy... Ja takiego szczęścia nie miałam, więc teraz moze bardziej muszę się przykładać. Ale najważniejsze, że nie straciłyśmy celu z oczu :-)

      Usuń
  34. A z wiekiem coraz bardziej będziemy dziecinnieć, niestety. Oby nie przesadzić.Pozdrawiam, Gaju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mózg się kurczy, takie prawo natury... Pozdrawiam :-)

      Usuń
  35. Myślę, że każdy człowiek potrzebuje odrobiny luzu i uwolnienia przysłowiowego dziecka;-)

    OdpowiedzUsuń