wtorek, 28 lipca 2015

Jak sobie radzić ze zmęczeniem i wyczerpaniem

Tytuł tego posta jest także tytułem książki, którą dzisiaj prezentuję: "Jak sobie radzić ze zmęczeniem i wyczerpaniem" Fiony Marshall. Sięgnęłam po nią z ciekawości. Sama często czuję się jakby czołg po mnie przejechał i gdyby nie guarana, którą wypijam po powrocie z pracy, w moim terminarzu pewnie wiele spraw pozostałoby nieodfajkowanych.

A czasami nawet guarana nie pomaga, muszę zdrzemnąć się pół godzinki i dopiero wtedy nabieram energii. Jak podejrzewam, za ten stan rzeczy odpowiada u mnie przesiadywanie do północy, podczas gdy rano muszę wstać o 5:45. Można być sową, ale pod warunkiem, że rano możemy sobie pozwolić na luksus odespania straconych godzin.

Właśnie rozpoczęłam lekturę kolejnej książki, jest to popularny w blogosferze "Projekt szczęście" Gretchen Rubin. Jednym z pierwszych założeń prowadzącym autorkę do stanu szczęśliwości jest przesypianie zalecanych siedmiu, ośmiu godzin na dobę, ponieważ niedostateczny czas snu połączony ze stresem to dwa najważniejsze czynniki wpływające na nasz nastrój. Chociaż nauczyliśmy się radzić z uczuciem senności, to ograniczenie czasu snu i tak niekorzystnie wpływa na naszą pamięć, system odpornościowy czy metabolizm.

Ale brak snu, to tylko jeden z wielu czynników mogących wpływać na poziom naszej życiowej energii. Fiona Marshall wymienia ich wiele, włączając w to choroby, takie jak np.: anemia, zaburzenia pracy serca, cukrzyca, nieprawidłowe ciśnienie krwi czy problemy z tarczycą, które na wstępie pracy nad przywróceniem sił witalnych należałoby wyeliminować. Podsuwa również wiele rozwiązań (oprócz przebadania się, pod kątem występowania określonych chorób). Interesująca lektura, na podstawie której mogłabym napisać jeszcze wiele postów.

"Zmęczenie to cicha epidemia, odbierająca wszelką radość z życia", ale zmęczenie nie jest czymś nieuniknionym, możemy znaleźć na nie sposób, a książka Fiony Marshall na pewno nam nam w tym pomoże. Książka "okaże się pożyteczna dla wszystkich, którzy odczuwają zmęczenie przez cały czas, lecz żaden lekarz nie potrafi zdefiniować ich zaburzenia. Pomoże także każdemu, kto jest zdrowy i dość dobrze daje sobie radę w życiu, a jednak z niewytłumaczalnych powodów ciągle czuje się zmęczony".

I niewykluczone, że jeszcze coś na podstawie tej książki naskrobię, a na razie, po raz kolejny (o matko, ile razy ja to sobie postanawiałam!), zaczynam realizować wyzwanie pod tytułem: uczę się chodzić spać o 22-giej! A to oznacza, że o 21:30 muszę zameldować się w łazience i to bez wymówek. Martwi mnie, że to oznacza co najmniej półtora godziny mniej każdego wieczora na pisanie i czytanie, ale może z czasem nauczę się inaczej rozkładać zajęcia. Niby taki drobiażdżek, a ciągle nie mogłam (celowo czas przeszły) nad nim zapanować. Może tym razem się uda :-/


poniedziałek, 20 lipca 2015

Takie tam lanie wody


I znów mamy kolejny suchy rok, widać to chociażby po kurczących się zbiornikach wodnych czy wyschniętych na pieprz trawnikach. Patrząc na to zadałam sobie pytanie: czy ktoś w naszym pięknym kraju, korzystając z wody myśli, żeby robić to oszczędnie?
 
Korzystamy z wody codziennie w różnych celach: do picia, prania, kąpieli, sprzątania domu, podlewania ogródka, mycia samochodu, a ogromne jej ilości zużywane są przez przemysł i rolnictwo. Dla większości z nas swobodny dostęp do wody pitnej jest czymś oczywistym.
 
Dlaczego w ogóle powinniśmy oszczędzać wodę? Na pierwszy "rzut oka" nie widzimy deficytu w tym obszarze, a okazuje się, że jednak Polska ma bardzo skromne zasoby wody, i pod tym względem nasz kraj ma zbliżone warunki do Egiptu. Jesteśmy zaliczani do państw o ubogich zasobach wody, które szacuje się na ok 187 mld m3, co w przeliczeniu na jednego mieszkańca daje 1800 m3 rocznie (22 miejsce w Europie).


Kiedy mieszkałam na wsi, jeszcze przed włączeniem jej do sieci wodociągu, nieraz byłam zmuszona oszczędzać wodę, bo nasza studnia od czasu do czasu przeżywała kryzys. Dzisiaj i na wsi, i w moim mieszkaniu w mieście, korzystam z wodociągu i raz tylko zdarzyło mi się nie mieć wody w pełni lata – posiadacze działek w czasie suszy troszczyli się o swoje rośliny. Jednak to, że większość z nas ma na co dzień pod dostatkiem wody, nie zwalnia nas z myślenia podczas codziennych czynności z jej użyciem.


A wiec, wodę możemy oszczędzać ze względu na obniżenie rachunków, ale też mając na uwadze nasze środowisko naturalne. To, że teraz mamy wody pod dostatkiem, nie oznacza, że mamy jej nie szanować - warto zapamiętać, że wiele osób na świecie nie ma dostępu do bieżącej wody i że nam również kiedyś może jej zabraknąć…





PORADNIK - JAK OSZCZĘDZAĆ WODĘ?




W pierwszej kolejności sprawdźmy stan instalacji wodociągowej w naszym domu:


- zlokalizujmy i zlikwidujmy przecieki; aby sprawdzić czy przecieki są, odczytajmy stan liczników wody przed i po dwugodzinnym nie korzystaniu z wody;


- zlokalizujmy i naprawmy kapiące krany i nieszczelne spłuczki, które można sprawdzić dodając do zbiornika barwnik spożywczy - jeżeli występuje przeciek barwnik pojawi się w ciągu 30 minut;


- zamontujmy dodatkowe urządzenia ograniczające zużycie wody, jak np. perlatory i spłuczki w toalecie z funkcją spłukiwania 3/6 litrów;




W DOMU:


- nie wylewajmy niepotrzebnie wody, kiedy można ją użyć np.: do podlewania kwiatów, ogrodu, czy sprzątania;
 
- przygotowując posiłki czy wodę na kawę, herbatę, starajmy się używać tyle wody, ile to jest konieczne (moje dzieci nieprzypilnowane potrafią zagotować pełny czajnik wody na kubek herbaty!), w czasie gotowania używajmy pokrywek, co zapobiega parowaniu;


- gdy gotujemy jajka, schłodzoną wodę możemy wykorzystać do podlania kwiatów – substancje uwolnione ze skorupek podczas gotowania dobrze zrobią naszym roślinom;


- unikajmy zbędnego spłukiwania toalety - chusteczki, owady i inne tego typu śmieci wynieśmy raczej do kosza na odpadki, niż do toalety;


- bierzmy szybki prysznic - zastąpmy natrysk wersją oszczędnościową, z małym strumieniem;


- do kąpieli napełniajmy wannę w 1/3, a przedtem zatkajmy odpływ korkiem - początkowy napływ zimnej wody może być ogrzany przez dodatnie później gorącej;


- zakręcajmy kran, kiedy myjemy zęby, (kiedy mężczyźni się golą) lub myjemy twarz, do mycia zębów można przygotować wodę w kubku, do płukania maszynki w zlewie;


- używajmy zmywarki i pralki tylko wtedy, gdy są pełne lub ustawmy program oszczędnościowy, zużywający wodę w ilości adekwatnej do wielkości załadunku;


- kiedy zmywamy naczynia ręcznie napełnijmy jedną komorę zlewu, a następnie spłukujmy szybko pod niewielkim strumieniem bieżącej wody;


- nie używajmy bieżącej wody do rozmrażania mięsa lub mrożonek - odmrażajmy jedzenie przez noc w lodówce lub mikrofalówce;


- rozważmy zainstalowanie natychmiastowego podgrzewacza wody do kuchni, aby nie odkręcać wody, czekając na jej podgrzanie;


- zamontujmy baterie jednouchwytowe - kran jednouchwytowy reguluję temperaturę  wody natychmiast;




W OGRODZIE I NA PODJEŹDZIE:


- trawnik podlewajmy oszczędnie, trawa potrzebuje podlewania latem co 5 - 7 dni, obfity deszcz eliminuje konieczność podlewania nawet do 2 tygodni;


- podlewajmy trawniki wczesnym rankiem lub późnym wieczorem, kiedy temperatura
i prędkość wiatru są najniższe - to redukuje straty wynikłe na skutek parowania;


- nie moczmy ulicy, podjazdu i chodnika - ustawmy zraszacz tak, aby podlewać tylko trawnik i kwiaty, a nie miejsca wybetonowane;


- unikajmy zbyt dużej ilości nawozów, gdyż zwiększają one zapotrzebowanie trawy na wodę, stosujmy te, które zawierają wolno uwalniające się nierozpuszczalne w wodzie formy azotu;


- okrywajmy ziemię korą dla zachowania wilgotności, a dodatkowo możemy kontrolować chwasty, które konkurują z roślinami o wodę;


- niektóre trawy, skalniaki, krzewy i drzewa nie potrzebują zbyt częstego podlewania i zazwyczaj mogą przetrwać okresy suszy bez podlewania, grupujmy razem rośliny o podobnym zapotrzebowaniu na wodę.

- nie myjmy wężem wjazdu czy chodnika - używaj szczotki i wiadra z wodą, co zaoszczędzi setki litrów wody;

- nie zostawiajmy węża i zraszacza bez obsługi, używajmy chociażby przypomnienia w telefonie, aby przypominać sobie o wyłączeniu podlewania trawnika;

- myjmy samochód w myjni, która stosuje recykling wody, a jeśli wykonujemy to na swojej posesji - wykorzystajmy wiadro z wodą i gąbkę zamiast bieżącej wody z węża;

- jeśli mieszkamy w domu jednorodzinnym, zastanówmy się nad założeniem zbiornika na wodę deszczową - z powodzeniem można ją wykorzystywać do podlewania ogródka.
 
Jeśli będziemy myśleć o naszej ziemi z miłością, wtedy te wszystkie, wymienione wyżej czynności przyjdą nam naturalnie, bez wyrzeczeń. Bo do czego w końcu doprowadzi życie w stylu „liczę się ja, a po mnie choćby potop”?...

wtorek, 14 lipca 2015

Wszyscy jesteśmy dziećmi



Na początku czerwca, na blogach pojawiły się okolicznościowe notki związane z Dniem Dziecka, w jednej z nich przeczytałam, że życzenia tak właściwie należą się nam wszystkim, bo WSZYSCY JESTEŚMY DZIEĆMI. Hmm… to prawda, nawet Jezus powiedział: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 18, 3-4).

I chociaż w ewangelii chodziło głównie o aspekt zaufania Bogu, tak jak małe dzieci ufają swojej matce, to jednak powiedzenie to może odnosić się również do innych cech posiadanych przez maluchy, które my utraciliśmy w miarę osiągania dorosłości. Małe, powiedzmy 2-letnie dzieci, są wolne od stresu, nikogo nie osądzają, nie próbują być perfekcyjne, nie są wobec siebie krytyczne, są za to kreatywne i nie myślą schematami, bo nie zdążyły ich jeszcze poznać.
                   
Tymczasem my dorośli przeważnie żyjemy zupełnie odwrotnie – trwamy w przekonaniu, że oczekiwania wobec nas stają się coraz wyższe (także sami stale podnosimy sobie poprzeczkę), toczymy ciągłą walkę, aby nie utonąć w zalewie napływających maili, staramy się nadążyć za nieograniczonymi wymaganiami ze strony pracodawcy oraz co chwila zmieniającymi się wytycznymi i zasadami. Na domiar złego, na zewnątrz dopada nas uliczny hałas i korki - coraz więcej czasu marnujemy na dojazdy. To wszystko sprawia, że czasu, który moglibyśmy poświęcić na spotkania z bliskimi, mamy do dyspozycji coraz mniej, a w dodatku znaczną jego część spędzamy zamartwiając się jak nadrobić zaległości. Nic dziwnego, że w konsekwencji część z nas czuje się skołowana – piszę „część”, bo wiem / słyszałam, że dla niektórych takie warunki to środowisko, w którym czują się jak ryba w wodzie, ale co tak naprawdę czuje ich ciało?...


Budzimy się rano i na myśl o konieczności pójścia do pracy, z trudnością zwlekamy się z łóżka. W sumie to nic nam się nie chce i chętnie zaczęlibyśmy od nowa – od czystej karty. W takich momentach energia naszego ciała jest na niziutkim poziomie. Bywa, że nawet kawa nie pomaga, a dopiero czekolada choć na chwile daje poczucie radości. Radości, którą w rzeczywistości powinniśmy emanować, bo przecież teoretycznie przychodzimy na ten świat jako czysta radość.



„Być jak dziecko” - spontaniczni, beztroscy, pełni radości, zanim nasłuchamy się zakazów i nakazów i zaczniemy ten ograniczony świat traktować jako normę. A potem już nie umiemy się bawić i śmiać beztrosko, nie umiemy wrócić do tego, co w nas pierwotne i szalone, w głowie krąży pytanie:  „czy to wypada?”, a w ciele - sztywność. 

Tak naprawdę często możemy znaleźć okazję by poczuć się lekko i radośnie jak dziecko, na przykład próbując się czymś zachwycić. Wyobraźcie sobie taką sytuację: spacerujemy z koleżanką i nagle widzimy chmurę o ciekawym kształcie. Natychmiast podskakujemy z zachwytu, próbujemy robić zdjęcia, a tymczasem nasza towarzyszka pyta malkontenckim tonem: „chmura jak chmura, chmury nigdy nie widziałaś/eś?”. Które zachowanie wydaje się Wam bliższe? Dziecko zachwyca się wszystkim, patrzy z rozdziawioną buzią na to, co nowe. A może tak My, dorośli i poważni ludzie, poszukajmy okazji do zachwytu i zabawy, spójrzmy na rzeczy, które już znamy od podszewki jak na coś, co widzimy pierwszy raz w życiu?

Od nowa zachwyćmy się aromatem kawy, kolorami i krojem sukienek noszonych przez mijające nas na ulicy dziewczyny, śpiewem ptaków, bliskością drugiej osoby, fajną rozmową. Śmiejmy się pełną piersią i bawmy się życiem, kiedy tylko nadarzy się okazja. Na pewno znajdzie się ktoś, kto zarzuci nam, że „jesteśmy jak dzieci” i co z tego?  Przecież nie pozwolimy się sterroryzować smutasom, prawda?        

piątek, 10 lipca 2015

Recepty na szybki powrót do stanu szczęśliwości



Nie warto zbyt długo się smucić i dołować, bez względu na wagę nieszczęścia w pewnym momencie trzeba się „pozbierać do kupy” i ruszać dalej. Zanim zaczniemy się zamartwiać, przyjrzyjmy się swemu nieszczęściu, może nadajemy mu z rozpędu zbyt dużą rangę? Niżej przedstawiam recepty na szybki powrót do stanu szczęśliwości na podstawie książki Osho –„ Apteka dla duszy. Zbiór medytacji i ćwiczeń relaksacyjnych. Spośród licznych propozycji Osho, wybrałam takie, które uznałam za najbardziej „praktyczne”, bo po co zaśmiecać sobie umysł niepotrzebną treścią.

1. Przechytrzyć rutynę umysłu. Gdy poczujesz smutek zrób coś innego, czego jeszcze nie robiłeś w tym stanie, np. spróbuj wziąć prysznic. Zrób cokolwiek, ale nigdy się nie powtarzaj, żeby nasz umysł nie przyzwyczaił się do tego i po czwartym prysznicu nie powiedział w porządku, jesteś smutny i dlatego bierzesz prysznic. Za każdym razem zaskakuj swój umysł.

2. Prawo afirmacji. Jeśli jesteś o czymś głęboko przekonany, to się urzeczywistnia. Właśnie dlatego ludzie są nieszczęśliwi zgodnie z prawem afirmacji bo wyobrażają sobie nieszczęście. Ludzie szczęśliwi mają świadomość tego co robią ze swoim życiem. Gdy potwierdzają istnienie radości, stają się radośni. Niech to będzie nasz cel, zacznij podkreślać rzeczy pozytywne, a po tygodniu zdziwisz się, że trzymasz magiczny klucz do szczęścia w swoich dłoniach. Wszystko zależy od naszego wyboru. I piekło i niebo tworzą nasze myśli. Człowiek jest taki jak jego myśli. Przenieś się z tego co negatywne do tego co pozytywne. To paradoks, ale łatwiej porzucić coś pięknego niż coś brzydkiego, bo brzydota pociąga. Łatwiej porzucić bogactwo niż biedę, przyjaciela niż wroga.

3. Wypowiedz to trzykrotnie. W buddyzmie stosuje się metodę „wypowiadanie po trzykroć. Jeśli pojawia się problem, należy trzy razy potwierdzić jego istnienie, np. gniew, gniew, gniew, aby zakodować to sobie i nie pozwolić uciec temu ze świadomości. Następnie wracamy do swoich zajęć nic nie robiąc z gniewem wystarczy trzykrotnie potwierdzić jego istnienie. I staje się cud: gdy uświadomisz sobie gniew i potwierdzisz jego istnienie, on znika. Nie może nami zawładnąć, ponieważ byłoby to możliwe tylko wtedy, gdybyśmy nie byli go świadomi. Wszystkie kultury i cywilizacje uczyły nas, żeby tłumić problemy. Tłumiąc je stopniowo stawaliśmy się ich nieświadomi, zapomnieliśmy o nich i wydaje nam się, że one nie istnieją, tymczasem właściwe postępowanie jest odwrotne: uświadom sobie problem, a ten się rozpłynie. (Wydaje mi się, że to dotyczy naszych emocji, a nie problemów egzystencjonalnych, bo czy uświadomienie sobie biedy spowoduje, że ta się rozpłynie…?)

4. Nie bądź smutny, zdenerwuj się. Smutek to pasywna złość, złość to aktywny smutek. Osobie pogrążonej w smutku trudno się zdenerwować. Jeśli się to uda, smutek natychmiast zniknie, i na odwrót. Jeśli jesteśmy w smutnym nastroju trudno jest przestawić się na bycie złym, ale wydobądźmy to z siebie, zagrajmy to. Jeśli nauczymy się przepływać między złością a smutkiem, obie emocje staną się równie łatwe i będziemy mogli je obserwować. Gdy dwie przeciwne energie są równie silne, wtedy łatwo się od nich uwolnić, ponieważ one walczą i eliminują się nawzajem a nas nic nie przygniata, możemy się wyśliznąć. Jest to jedno z podstawowych praw dotyczących energii zawsze utrzymywać przeciwstawne energie na równym poziomie, bo gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Nie mieszaj do tego rozumu. Niech to będzie nasze codzienne ćwiczenie, nie czekaj na sprzyjający moment. Każdego dnia będziesz musiał się zdenerwować to dość łatwe. Kiedy bez żadnego powodu będziesz potrafił wpaść w gniew, będziesz wolny. W innym wypadku gniew będzie zależny od sytuacji, a ty nie będziesz nad nim panował. Jeśli nie potrafisz go wywołać to jak mógłbyś się go pozbyć?