niedziela, 21 czerwca 2015

Jedzenie zgodnie z porą roku - lato



Wiele osób deklaruje chęć bycia bliżej natury, sama przywiązuję do tego dużą wagę, ale kiedy zadałam sobie pytanie, czy moje życie toczy się zgodnie z prawami przyrody, dotarło do mnie, że tak naprawdę to jestem z tym „w polu”. Bo przykładowo, co u mnie słychać w kwestii dopasowania menu do poszczególnych pór roku? 

Przyznaję, że niewiele – mój naturalny rytm z pewnością jest zachwiany i w zasadzie posiadam „całoroczne stałe menu”, na które składają się np. serki białe i żółte, jogurt, pieczywo, wędliny, mięso, ziemniaki oraz warzywa i owoce z Lidla czy Biedronki, dostępne tam przez cały rok. Mam ochotę na świeżą cukinię w styczniu, to ją kupuję, a że za zdrowymi buraczkami i marchewką nie przepadam czy może nie wyrobiłam sobie nawyku jedzenia tych warzyw, to i rzadko goszczą one w mojej kuchni.  

Tymczasem, bycie bliżej natury to także - oprócz codziennych spacerów czy wzorowej eko-postawy - życie w rytmie natury, odżywianie się stosownie do pory roku, z uwzględnieniem sezonowych produktów.
Żeby uporządkować sobie ten temat, nakreślę reguły, jakimi powinniśmy się kierować, komponując posiłki w trakcie poszczególnych pór roku. A że lato lada moment nas ogarnie, to czas najwyższy na przypomnienie, jak powinniśmy odżywiać się latem.

Latem zwykle jest gorąco, a więc jedzenie powinno chłodzić – jemy warzywa, grzyby, duszone pomidory, sałaty liściowe, kiełki, owoce. Podczas upałów żywność którą lubimy może nagle wydawać się nieapetyczna, a zjedzenie ciężkiego posiłku spowoduje, że staniemy się zmęczeni i ospali. Picie dużych ilości zimnych napojów i jedzenie lodów, które są mieszanką lodu, mleka i cukru (a  ostatnio również toksycznych i  wyziębiających związków chemicznych), również nie jest dobrą odpowiedzią na nadejście lata. W gorącu organizm reaguje szczególnie wrażliwie na silnie wychłodzone potrawy i napoje. Wywołują one gwałtowne ochłodzenie żołądka i śledziony. Filiżanka gorącej herbaty owocowej lub wody z cytryną może w pierwszej chwili wywołać falę gorąca, ale potem upał stanie się znośniejszy.


Aby pomóc sobie, powinniśmy w tym gorącym czasie zmienić listę zakupów i zwyczaje żywieniowe. Oto kilka prawd wartych zapamiętania:

  • sałatki z gotowanych warzyw są lżej strawne niż z surowych,
  • ale z kolei surowe owoce i warzywa zawierają dużo wody i świetnie pomagają utrzymać nawodnienie organizmu, odświeżają i lekko chłodzą,
  • gorące potrawy i napoje pomagają lepiej znosić upał ponieważ zmniejszają różnicę temperatur między wnętrzem i zewnętrzem organizmu,
  • maliny, jagody i truskawki zmniejszają stan zapalny i zmniejszają efekt poparzenia słonecznego,
  • ostra papryka chłodzi, mieszkańcy Azji, Afryki i Indii zajadają się ostrymi pokarmami od wieków, pikantne potrawy pobudzają pocenie się, poprawiają krążenie co uruchamia naturalny mechanizm chłodzenia ciała,
  • po wypiciu kawy, należy wypić szklankę wody – kawa odwadnia,
  • zimne piwo orzeźwia, ale odwadnia podobnie jak kawa – należ uzupełniać wodę,
  • unikajmy napojów takich jak cola czy pepsi – ze względu na ich skład,
  • mięta wywołuje naturalny efekt chłodzenia i obniża temperaturę ciała w czasie upałów, może być dodawana do prawie wszystkiego, od zimnych sałatek do zup, lemoniady lub herbaty,
  • latem jak nigdy smakują nam chłodniki - podczas upałów, te zupy są doskonałym rozwiązaniem, ponieważ pomagają utrzymać nawodnienie organizmu i są lekkostrawne, najbardziej znane to hiszpańska zupa “Gazpacho” czy polski barszcz z młodych buraczków na zimno,
  • unikajmy dużych, naładowanych białkiem posiłków - mięso jest ciężkostrawne i może podnieść temperaturę ciała, ponadto, wszystkie produkty białkowe, takie jak mięso i przetwory, jaja, duże ilości orzechów będą powodować senność, dlatego w okresie letnim warto jest je ograniczyć.

Czas jedzenia jest prawie tak samo ważny jak to co jemy. Podczas upałów, należy jeść lekko i często, ale nie tuż przed pójściem do łóżka. Najlepiej ochłodzimy się, jedząc w cieniu lub chłodnych pomieszczeniach. Chociaż sama miłośniczką upałów nie jestem, to jednak nie mam serca życzyć nam wszystkich umiarkowanych temperatur. A co tam, niech nas porządnie przygrzeje chociaż przez te trzy miesiące!


82 komentarze:

  1. Miłego weekendu życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. I tu muszę przyznać, że długoterminowa prognoza sie sprawdziła do maja włącznie, a czerwiec mial być upalny, i co? Kilka dni jak na razie przygrzało. Jestem rozczarowana...;'-(

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Zdrowa żywność to jeden z moich koników, nawet zdarzyło mi się marzyć o sklepie ze zdrową żywnością, albo przynajmniej o posadzie sprzedawcy w naszym lokalnym sklepie, ale jak tu wygryźć aktualnego sprzedawcę... ;-)

      Usuń
  4. Nie wiedziałam, że po kawie należy napić się wody. A wczoraj znalazłam ciekawy przepis na koktajl z pokrzywy i truskawki z bananem, coś rewelacyjnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie skończyłam poobiednia kawkę i idę się napić wody. Dużo źródeł o tym wspomina, więc moze to być prawda, chociaż jeśli chodzi o kawę, to naprawdę różne opinie się słyszy. Ja wierzę w to co chcę czyli, że jest zdrowa :-)

      Usuń
    2. Ja słyszałam, że kawa wbrew pozorom jest zdrowa dla osób z alergią, bądź astmą i czasem niektórzy podają ja małym dzieciom, by złagodzić objawy astmy. Natomiast kawa podobno wypłukuje magnez, więc ważne jest, by osoby, które ją piją często uzupełniały swoją dietę o suplementy z magnezem :)

      Usuń
    3. To o wypłukiwaniu magnezu też słyszałam, ale o astmie pierwszy raz słyszę... Nie jestem jakimś kawoszem-wariatem - jedna filażanka o poranku mi wystarczy ;-) Nie zauważyłam, żebym bardziej ożywiona się po niej robiła, już bardziej guarana ożywia.

      Usuń
    4. Informację o tym, że kawa pomaga na astmę słyszałam już jakiś czas temu od pewnej pielęgniarki. Nie wiem na ile to jest potwierdzone, ponieważ tego nie słyszałam, ale z ciekawości chyba zajrzę na wujka Googla, może coś mi podpowie.

      Ze względu na to, że źle się czuję po kawie, bo wątrobę mam uszkodzoną po lekach, piję albo kawę zbożową z mlekiem, którą uwielbiam, albo taką rozpuszczalną z płaskiej łyżeczki, pół na pół z mlekiem. Taką jedynie toleruje moja wątroba i żołądek :)

      Usuń
  5. A ja tak lubię lody! chyba coś muszę z tym wreszcie zrobić:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię lody, ale już dawno temu słyszałam, że najłatwiej "załatwić się" lodami właśnie w upały :-)

      Usuń
  6. Jak zwykle u Ciebie jasno i na temat :)
    Muszę pamiętać o tej wodzie po kawie... z lodów nie zrezygnuję ale ostatnio jadam głównie te domowe więc bez świństw :) miłego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety nie podujmuję się robienia domowych lodów, może kiedyś, kiedy nie będę musiała spędzać 8 godzin w pracy... A zauważyłaś że do espresso podają wodę? Chociaż to pewnie przez smak. Ja piję naturalną kawę, więc nawet lubię potem napić sie wody, bo po kawie lekki kapeć w ustach sie czuje :-)

      Usuń
  7. Latem to może faktycznie jestem bliżej natury, bo spożywam więcej owoców, ale chyba nic więcej. :x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A typowe wczesnoletnie przysmaki typu: młoda kapusta, botwinka, fasolka? Mniam :-)

      Usuń
  8. Bardzo słuszne rady :) Z tymi gorącymi napojami pitymi w upał to prawda, a funkcjonuje jakieś takie mylne przekonanie, że w upały najlepiej pić zimne. Ja sobie właśnie lubię herbatkę walnąć jak jest gorąc;D z cytrynką i miętą z ogródka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spójrzmy na takich Berberów, oni chłodzą się gorącą mietą właśnie. Kto jak kto, ale ten lud ma chyba doświadczenie z upałami :-)

      Usuń
  9. Latem zdecydowanie królują u nas owoce sezonowe. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz pora na moje najulubieńsze, czyli truskawki i czereśnie :-)

      Usuń
  10. ja od niedawna przerzuciłam się i rano zamiast kawy piję wodę z cytryną, a w ciągu dnia zieloną herbatę, w upały również i do tego mnóstwo owoców

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja pierwsza kawa ma miejsce zawsze po śniadanku, zieloną herbatę też pijemy, parzę duży dzbanek (taki z zaparzaczem), póxniej uzupełniam wodę, bo zieloną można kilka razy zalewać. No i na czystek się dałam namówić. Nie ma co, dużo piję ostatnio :-)

      Usuń
  11. ojej cos dla mnie spróbuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy czytalam o odżywianiu to dowiedziałam się, że w Polsce, z uwagi na 4 pory roku, każda z nich ma swoje prawa odnośnie odżywiania :-)

      Usuń
  12. Ja także jestem rozczarowana pogodą, bo lubię ciepło a tu wciąż trzeba pamiętać o swetrze i kurtce... No i gdzie te ciepłe, czerwcowe noce?
    Rady biorę sobie do serca, na pewno się przydadzą, jak już się pogoda poprawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet lawenda nie chce mi wykiełkować, może to przez te chłody! Pamietam jak moja babcia awsze powtarzala: nie ma zimy i lata nie będzie. Widać w przysłowiach ludowych faktycznie tkwi mądrość, bo w moich stronach, można powiedzieć, zimy nie było.

      Usuń
  13. moja teściowa też ma stałe menu.
    dla mnie
    sałatka jarzynowa (którą uwiellbiam :-)) i bigos latem to nieporozumienie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kapusty, tylko młodą kapustę lubię latem. Na bigosy jeszcze przyjdzie czas...

      Usuń
  14. Super rady, ale ja jestem tak mięsożerna, że nawet największe upały nie są w stanie zmienić moich nawyków!!!! Sama się sobie dziwuję:-))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja córka taka jest, więc sie nawet nie dziwię :-) Sama mogę nie jeść mięsa przez cały dzień, zupełnie nie mam na nie ochoty, a następnego dnia, już mnie nęci, wyraźnie czuję "mięsny" głód. Może mądry organizm sam sobie reguluje ilość potrzebnych składników?...

      Usuń
  15. Podziwiam wiedzę o zdrowej żywności. Ja także pragnę zdrowo się odżywiać, więc podpatruję tu ciekawostki. Niestety, warzywa i owoce mogę tylko gotowane. Lody można jeść w chłodne dni.Gratuluję rzeczowości, a rady wynotowałam. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z lodami, to jest tak, że na pewno w czasie upałów mogą zaszkodzić, ze względu na różnice temperatur - niezahartowany organizm może zareagować przeziebieniem. O składzie sie nie wypowiadam, bo wiadomo, z jednej strony bierzemy to pod uwagę, z drugiej - ja nie dorosłam jeszcze do tak rygorystycznej postawy, żeby zupełnie odmawiać sobie jedzenia kojarzącego się z przyjemnością ;-)

      Usuń
    2. Oj to ja też tak mam, że pomimo iż powinnam zachować rygorystyczną dietkę ze względu na zdrowie to nie potrafię sobie odmówić przyjemności smakowych i się kuszę, bo lubię dobre jedzonko i też jestem mięsożerna :)

      O lodach to słyszałam, że na anginę i po zabiegu wycięcia migdałków mają podobno lecznicze działanie. Coś w tym chyba musi być, bo jak czasem boli mnie gardło i zjem loda to potem mi przechodzi.

      Usuń
    3. To prawda Gabuniu, jeden z lekarzy kiedyś mi zlecił lody jako lekarstwo gdy miałam anginę :)

      Usuń
    4. Zaczęłam drążyć teraz temat lody + angina = wyzdrowienie. Samej zdarzylo mi się złapać anginę po lodzie latem. Otóż tłumaczy się to tak: na pewno nie powinniśmy gardła szokować, bo może skończyć się to przeziębieniem, ale zjedzenie lodów w domu, pomalutku, ogrzewajac małe kęsy w ustach przed połkięciem, a wtedy nic nam nie grozi, a istniejący stan zapalny może zostać złagodzony. Czyli lody w upały powinniśmy jeść umiejętnie :-)

      Usuń
    5. Dokładnie i tak właśnie robię. Powolutku, ogrzewam i drobnymi kęsami :) moje gardło w ogóle jest jakieś słabe, bo nawet po gazowanym, którego piję sporadycznie, od razu mnie boli.

      Usuń
    6. To polecam pogryzanie goździków ;-) Ja noszę w torebce opakowanie goździków zamiast gumy do żucia. Od kiedy zaczęłam je zjadać, tzn. od czerwca 2014, nie wzięłam ani jedne tabletki na gardło, nie miałam też kataru. Wszystkim znajomym polecam, ale nikt nie jest w stanie ich polubić i stwierdza, ze to nie dla niego. A szkoda, bo tanie, naturalne i skuteczne. Poczytaj sobie w internecie o goździkach, no chyba, że Twój żołądek nie jest w najlepszej kondycji...

      Usuń
    7. Niestety żołądek mam mocno nadszarpnięty długoletnim i przewlekłym leczeniem głównie sterydami. Ten pomysł z goździkami jest dość ciekawy muszę sobie o tym poczytać koniecznie.

      Usuń
  16. Ostra papryka może pobudzać pocenie ale właśnie poprzez wzrost temperatury ciała, chłodzenie jest pośrednim efektem :-P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, czy nie tak właśnie napisałam? :-P

      Usuń
  17. czas jedzenia jest ważny jak piszesz , jak i to jak i z Kim jemy:):i jak podane:):
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, że w niechcianym towarzystwie to i jeść się odechciewa, albo w ponurej atmosferze. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  18. Przyznam się szczerze Gaju, że nie zagłębiałam się nigdy w ten temat, Co prawda zakodowało mi się aby lody i chłodniki jeść latem a tu proszę. Nie znałam jeszcze papryki i mięty od tej strony - tak więc miło mi je poznać :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lody jem też zimą :-) a latem jak najbardziej (myślę), tylko w czasie upałów mogą przynieść nieoczekiwany efekt. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  19. Zimą chętnie jem potrawy mięsne, z koli latem w ogóle nie mogę ich przełknąć. Bardzo często po zjedzeniu ciepłego posiłku w lecie mam problemy żołądkowe. Zdecydowanie lepiej czuje się po jakiś sałatkach, koktajlach itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy takiej pogodzie jaką mamy teraz, to jeszcze nie czuję różnicy, ale kiedy temperatura wzrasta powyżej 20 stopni to za nic nie przełknę "babcinego" obiadku. Ale i tak zwykle gotuję, bo reszta rodziny takimi zasadami się nie przejmuje, zwyczajnie im cieżkie jedzenie nie przeszkadza :-)

      Usuń
  20. Gaju, a co sądzisz o lodach? Ostatnio słyszałam dwie opinie pań dietetyk. Jedna uznała, że lody typu sorbet to fajna sprawa, aczkolwiek przemycamy owoce i nie zawierają tyle cukru co inne desery, a więc przyswajamy mniej kalorii. Druga pani nie zgodziła się i uznała, że im więcej lodów zjadamy latem, tym słabszą odporność mamy w porze jesienno-zimowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na opakowaniu lodów znajduje sie tabelka z kaloriami, sorbety faktycznie mają ich najmniej. Nie uważam, żeby zaszkodził nam lód zjedzony na deser, już pomijając jego skład (chociaż też możemy poczytać i wybrać najlepszy). Jednak jedzenie ich podczas upałów może okazać się zdradliwe. Niektórzy mogą załapać się np. na anginę... Możemy przy okazji wyziebić śledzionę, a ta przecież wspiera naszą odporność (m.in.).

      Usuń
    2. Czyli jednak coś jest w słowach, że lody lepiej jeść zimą :)

      Usuń
    3. A latem umiejętnie, czyli nie w pełnym słońcu i nie łapczywie ;-) Zresztą, jeśli ktoś ma dobrą odporność, to pewnie takie drobiazgi jak jedzenia lodów w upał takiej osobie nie zaszkodzą. Widać ile osób na plaży zajada się lodami, a ile z nich zachoruje?

      Usuń
  21. Ja w lato jakoś nie mam ochoty na mięsa. Ale do ciepłych posiłków nadal mnie ciągnie zwłaszcza zup. Myślę, że zupy to świetne rozwiązanie na okres letni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę, ale nie grochowa czy fasolowa - te u mnie latem odpadają :-)

      Usuń
    2. Preferuję bardziej warzywne. :) Kalafiorowa, kalarepowa, jarzynowa itd. :)

      Usuń
  22. W mojej letniej diecie jest zdecydowanie więcej owoców sezonowych i warzyw, a mniej mięsa i ziemniaków. Teraz objadam się czereśniami i truskawkami. Są przepyszne i jakie zdrowe :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moje ulubione owoce :-) Chociaż tak naprawdę za owocami nie przepadałam to postanowiłam się przestawić i jadłam jeden posiłek dziennie owocowy, no i przyzwyczaiłam się. Tylko różnego rodzaju śliwek, brzoskwini, nektarynek nie polubiłam - za słodkie.

      Usuń
  23. Bardzo cenne rady - ja staram się korzystać z sezonowych produktów, ale też nie zawsze mi to wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi właśnie też. Jednak również zamierzam sie starać :-)

      Usuń
  24. Dużo ludzi promuje jedzenie tylko sezonowych i regionalnych owoców i warzyw, a zimą chyba zostają przetwory i to, co można przechowywać w piwnicach. Przekonują mnie takie argumenty ale dla mnie to za duże poświęcenie.
    Za to na upał polecam zimną miętę z limonką (dużo!) i dodatkiem naturalnego miodu, dla tych którzy lubią sobie dosładzać. Gasi pragnienie idealnie i dodaje energii. Zazwyczaj przygotowywuję dużą ilość takiego napoju, trzymam w lodówce i w każdej chwili mogę się napić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten post i komentarze skutecznie zachęciły mnie do mięty, do tej pory nie za wiele jej piłam. Co do sezonowości, to faktycznie trudna sprawa. Mnie dopiero teraz olśniło, że może bym spróbowała odżywiać się bardziej sezonowo, jednak wiem, że zimą i tak nie wytrwam w czystości postanowienia, bo nie mam piwnicy na przetwory... A zresztą, czy np. dżemy są takie zdrowe? Przecież tam jest masa cukru powszechnie używanego za białą śmierć... Kiszoną kapustę i ogórki uwielbiam, buraki, marchew i białą czy fioletową kapustę możemy zimą kupować, jabłka też. Są jeszcze mrożonki. Hmmm... A może nie bedzie tak źle...

      Usuń
  25. W letnie upały powinniśmy jeść ciepłe potrawy z produktów wychładzających organizm takich jak np kasza. Zjadanie czegoś zimnego daje nam tylko złudne wrażenie ochłodzenia. Zaraz po takim posiłku nasz organizm się nakręca aby to ogrzać i mamy efekt odwrotny od zamierzonego. A jeśli zjemy coś ciepłego, organizm musi się wychłodzić aby schłodzić posiłek... a o to nam przecież chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ta prosta mądrość dotarła do mnie dość późno :-/ Przecietny człowiek, który nie interesuje sie zdrowym odżywianiem może wcale na to nie wpaść. Myśli po prostu - muszę napić sie czegoś zimnego bo jest mi gorąco. Moj M. ciągle przechowuje podczas upałów wodę w lodówce. Zresztą zauważ, jak chętnie ludzie latem kupują wręcz oszronione butelki z napojami :-)

      Usuń
  26. Mięta to absolutny numer jeden lata!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie za wiele jej piję i błąd.

      Usuń
  27. Świetne rady Gaja :) w sumie trzeba się przestawić. Latem faktycznie jej znacznie więcej warzyw i owoców, ale to raczej aspekt ekonomiczny mnie do tego przekonał, bo wiadomo w sezonie można taniej kupić ulubione owoce. Przypomniałaś mi właśnie o arbuzach jeszcze w tym roku jakoś nie miałam okazji ich jeść, jutro kupię :) a co do mięty to pamietam z okresu dzieciństwa jak w ogrodzie u Babci zawsze pachniało, co roku sobie obiecuję, ze też posadzę i zapominam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, aspekt ekonomiczny też nie jest tu bez znaczenia :-) Ja również jakoś zupelnie nie pomyślałam o mięcie. Co prawda aktualnie mam tylko skrzynki na balkonie, a w nich ulubioną lawendę, koperek i bazylię, to na miętę też by się miejsce znalazło. W tym roku to już jednak za późno...

      Usuń
    2. Jakiś czas temu syn kupił miętę w doniczce. Podlewam ją i powiem, że dość się nawet trzyma :) Jednak listki ma małe, więc będę musiała poczytać jak ja pielęgnować, żeby się mi zabrała bardziej do życia :)

      Usuń
  28. Z tego co wyczytalam w literaturze naukowej nasz organizm potrzebuje zarowno gotowane jak i surowe warzywa. Np mozna zaczac obiad od surowej salatki (to rozbudza apetyt), ale nie zapominac o gotowanych warzywach np do miesa. No a latem jak piszesz duzo pic. Swietne sa tu owoce takie jak arbuzy. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy wręcz nie mogą jeść surowych warzyw (np. moja mama). Mi smakują i takie i takie. Do kaszy lekko podsażone i podduszone warzywka. Pychotka! Pozdrawiam :-)

      Usuń
  29. Ostatnio coraz więcej się mówi o sezonowości diety :). Ja staram się jeść naturalnie, a i powoli widzę, że jedzeniowo jestem coraz bliżej pór roku. Ostatnio królują u mnie truskawki i czereśnie. Do znudzenia opycham się bobem i fasolką szparagową. Nie dość, że smakują 100% lepiej niż takie mrożone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zmiany dokonywane powoli mają najwieksze szanse na wejście w życie :-)

      Usuń
  30. A ja już słyszałam, że lata ma nie być w tym roku, podobnie jak nie było zimy. No ale.. zobaczymy ;)
    Moja mama dostosowuje zupy do pory roku ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja babcia zawsze powtarzała to przysłowie i coś w tym jest. U nas zimy prawie nie było i co? Upalne dni (czy nawet po prostu przyzwoicie ciepłe) można policzyć na palcach obu rąk, chociaż już czerwiec nam mija. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  31. W kwestii żywności to zdecydowanie trzymam się pór roku. Pewnie dlatego, że owoce i warzywa kupuje się u mnie na targu. Dlatego siłą rzeczy je się to, co aktualnie sprzedają. Poza tym taka np. cukinia w styczniu mi nie smakuje, bo brak jej tego "czegoś" w smaku. A może to tylko ja jestem dziwna? Nie wiem, ale w tym aspekcie akurat mogę się pochwalić pełnym dopasowaniem do natury ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz dobrze, że u Ciebie targ w pobliżu, u mnie niestety na targ to zawsze wyprawa, a Biedronka pod nosem ;-)

      Usuń
  32. Ja słucham swojego organizmu a on niewątpliwie dostosowuje się do pór roku :) Mogłoby w końcu pogrzać :) ja lubię ciepełko :D Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, wystarczy nauczyć sie słuchać, a można usłyszeć, gdy wyrzucimy z kuchni śmieciowe żarcie, ewentualnie zostawiając sobie na deser jakiś mały grzeszek ;-)

      Usuń
  33. Moje dopasowanie do pór roku to przede wszystkim witamina D, tran i witamina C jesienią, a latem luteina, zeaksantyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, czyli w ten sposób do tego podchodzisz... A witaminka D to ze słońca czy z apteki? ;-)

      Usuń
  34. Piwo odwadnia? Naprawdę? Ja zawsze w największy upał własnie piwem się nawadniałam. Gasi pragnienie jak nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie biegasz więcej niż zwykle do kibelka? Dla mnie właśnie piwkowanie wiąże się z tą niewygodą.

      Usuń
  35. Korzystamy.ile się da z sezonu na świeże owoce i warzywa :)

    OdpowiedzUsuń