poniedziałek, 29 czerwca 2015

Kilka wstrząsających książek moim okiem

Coraz rzadziej wstawiam tu posty książkowe, co nie oznacza, że przestałam czytać! Po prostu, jeśli trafia mi się książka "nijaka", nie poruszająca, nie inspirująca, to nie mam ochoty o niej pisać, bo nic ciekawego nie mam wtedy do powiedzenia. Udało mi się jednak w maju trafić na warte uwagi lektury. Oto i one.

"Sekretna profesja" - Scarlett O'Kelly

Książka z lubianej przeze mnie  serii "Pisane przez życie", a więc tak jak oczekiwałam, znalazłam w niej kolejną historię kobiety, dla której życie przez jakiś czas było piekłem na ziemi. Bohaterka tej historii to wykształcona i zadbana czterdziestoletnia Irlandka, która  po urodzeniu trzeciego dziecka rozwodzi się z mężem, a chwilę później, traci pracę. Tymczasem w kraju panuje kryzys i znalezienie nowej pracy wydaje się niemożliwe, co zatem robić? Jak zdobyć pieniądze na utrzymanie trójki dzieci i domu, na spłatę kredytu? 

Nie widząc szans na znalezienie uczciwej pracy, postanawia otworzyć własny biznes, a jest nim świadczenie ekskluzywnych usług towarzyskich. Podchodzi do tego przedsięwzięcia bardzo profesjonalnie, dbając o najmniejszy szczegół podczas spotkania z klientem. Cenę za spotkanie ustala na tyle wysoką, by odsiać przypadkowych klientów - mierzy wysoko, liczy, że jej klientela dzięki temu będzie składała się z samych gentlemanów, ale nie raz się zawodzi. 

Za spotkanie z nią, zakończone zwykle stosunkiem seksualnym, klient musiał zapłacić 400 euro, a jeśli ten sam klient zechciałby spotkać się z nią ponownie, wówczas dostaje cenę dla stałego klienta - 300 euro. Miesięcznie zaliczała 12 - 16 klientów, a więc pieniądze dla nas wydają się bajeczne, a jej w tamtym okresie (rok wydania książki to 2013) ledwie wystarczało na życie. 

Nadeszła kolejna fala recesji i prostytutki zmuszone były obniżyć stawki, nie było już mowy o inkasowaniu 400 euro, kiedy klient u konkurencji płacił 100 - 150 euro. Kiedy sytuacja finansowa kobiety stała się na powrót dramatyczna, jeden z jej stałych klientów zaproponował jej dobrze płatną pracę w swojej firmie, twierdząc, że pomijając sekretną profesję, dostrzega w niej same mocne cechy i taką właśnie pracownicę chciałby mieć.

Książka jest o tyle interesująca, że możemy dużo dowiedzieć się o życiu i pracy "pani do towarzystwa" od kulis, pierwszy raz spotkałam się z tak szczegółowym instruktażem, można się wręcz nauczyć jak rozkręcić własny interes - w razie ciężkiego kryzysu ;-)


"Ciemno, prawie noc" - Joanna Bator

To książka o ponurym, mrocznym klimacie. Na pewno nie czyta się jej lekko, ale mimo wszystko nie da się jej porzucić w połowie przeczytanej, bo mimo wszystko wciąga. Dobra recenzja TUTAJ, od siebie dodam jedynie kilka słów dla zachęty. Otóż książka jest o poszukiwaniu prawdy o zaginionych dzieciach, a jej akcja toczy się w Wałbrzychu, nad którym króluje zamek Książ.

Reporterka Alicja o  ksywie Pancernik wraca do rodzinnego miasta, by napisać reportaż o trójce zaginionych dzieci. W czasie pobytu decyduje się zamieszkać w rodzinnym, opustoszałym już domu (rodzice i siostra już nie żyją), gdzie z każdego kąta patrzą na nią upiory przeszłości. Rozpoczyna śledztwo reporterskie, rozmawiając z opiekunami zaginionych dzieci oraz wszystkimi, którzy mogą coś o sprawie wiedzieć. Okazuje się, że każde z zaginionych dzieci miało "skopane" dzieciństwo. "Szukaj niekochanych" - tak brzmi tajemnicza wskazówka od jednej z osób i rzeczywiście, każde z zaginionych dzieci ma swoją smutną historię. Swoją smutną i tragiczną historię ma też rodzina Alicji.

Według mnie książka ma nam coś jeszcze do przekazania, aczkolwiek nie zauważyłam tego spostrzeżenia w innych recenzjach. Otóż dziecko skrzywdzone zostaje tak naprawdę skażone na zawsze, a kontakt z nim bywa szkodliwy dla innych, niedotkniętych krzywdą. Jeśli ktoś czytał tę książkę, proszę - niech potwierdzi lub zaprzeczy, że taki wniosek można wysnuć z jej treści. A w rzeczywistości? Czy nie jest tak, że skrzywdzone dzieci już zawsze będą miały pod skórą tę kroplę trucizny? Nigdy nie będą umiały pozostać prawdziwie beztroskie i ufne? 

Jeśli ktoś jest ciekawy, co stało się z zaginionymi wałbrzyskimi niekochanymi dziećmi, niech sięgnie po książkę Joanny Bator. Ręczę za to, ze zostanie zmuszony do niejednej refleksji.


"Sprzedane przez ojca" - Zana Muhsen


Historia prawdziwa, która wydarzyła się w latach 1980 - 1988, wpisując w google nazwisko autorki książki możemy uzyskać potwierdzenie. Dwie brytyjskie nastolatki zamieszkałe w Birmingham zostają sprzedane przez swego jemeńskiego ojca rodzinom zamieszkałym w zapadłej jemeńskiej wiosce, w celu zamążpójścia. Kiedy wyjeżdżały z Anglii były przekonane, że jadą na dwutygodniowe wakacje, na miejscu szybko okazało się, że to podróż w jedną stronę.

Opowieść snuta jest przez starszą z sióstr, która miała na tyle nieugięty charakter by nie poddać się niewolnictwu - bo do tego sprowadzało się tam ich życie, do tego sprowadzało się zresztą życie wszystkich kobiet w tej wiosce. W mieście kobiety korzystały z większej dawki wolności, jednak w zacofanych i brudnych wioskach, na prowincji, były usytuowane praktycznie poza prawem.

Zana, po ośmiu latach udręki i walki, wreszcie opuszcza Jemen, ale zostawia tam swego synka, co jest dla niej niezmiernie bolesne. Jej młodsza siostra nie wyjechała z nią i z tego, co mi wiadomo, zdecydowała się zaprzestać walki i wrosnąć w swoje nowe środowisko.

Takich książek opisujących prawdziwe dramaty kobiet jest bez liku, czytając je, za każdym razem dziękuję, że jestem kobietą urodzoną w Polsce.


"Gdy zabili naszego ojca" - Loung Ung


Również historia prawdziwa, kontynuacja wcześniejszej książki o dzieciństwie w kraju opanowanym przez Czerwonych Khmerów. Loung ma szczęście, wraz z bratem i bratową wyjeżdża do Stanów, gdzie na początku żyją z pomocy społecznej, ale z czasem wrastają w nowe społeczeństwo i zaczynają prowadzić życie jak wszyscy Amerykanie.

W tej opowieści znajduję potwierdzenie tezy wysnutej na podstawie książki "Ciemno, prawie noc" - skrzywdzone dzieci do końca życia zmagają się ze swoimi upiorami. Też i Loung, mimo że nowe życie było bezpieczne i beztroskie (w porównaniu z życiem w Kambodży to był raj), co chwila przeżywała w myślach obrazy z przeszłości i wszystkie jej bieżące przeżycia były zdeterminowane traumatycznymi doświadczeniami z dzieciństwa. Stale gościł w niej podskórny lęk, stale była gotowa do obrony.



Ja widać, na wiosenne miesiące wybrałam mimo wszystko lekturę pełną emocji, poważną, miejscami przytłaczającą. Zauważyłam, że ostatnio wciągają mnie takie właśnie życiowe historie i oczywiście na zakończenie każdej płaczę - za wyjątkiem książki Joanny Bator, bo jednak w mojej świadomości tkwiło, że to zmyślona historia. Ale mogła wydarzyć się naprawdę, bo na tej ziemi dzieją się okropności, o jakim nam - spokojnie śpiącym w swojej pachnącej pościeli - nigdy się nie śniło...

środa, 24 czerwca 2015

Nareszcie znam smak oskoły

W Biedronce, od pewnego czasu możemy się zaopatrzyć w sok z brzozy, zwany oskołą. Jest to naturalny sok z pnia brzozowego, nierozcieńczony wodą. Możemy kupić też oskołę wzbogaconą sokami (żurawina, malina - wtedy zawartość oskoły wynosi 70%) oraz miętą. Ponieważ interesują mnie naturalne i zdrowe produkty, więc i o oskole też kiedyś czytałam, a teraz - kiedy mam ją  pod ręką - wreszcie spróbowałam jak smakuje.


Oskoła działa wzmacniająco i uodparniająco, jeśli mamy skłonności do przeziębień, czy przebyliśmy przewlekłą chorobę, picie jej wzmocni i pobudzi naszą życiową energię, a także ureguluje przemianę materii. Dzięki zawartości naturalnych przeciwutleniaczy, oskoła  wspomaga także funkcjonowanie układu krwionośnego, m.in. zapobiega zakrzepicy i chorobom niedokrwiennym serca.

Skład oskoły: kwas cytrynowy, kwas jabłkowy, wapń, fosfor, potas, magnez, żelazo, witaminy z grupy B, miedź, związki żywiczne, garbniki.

Ale sok z brzozy pomaga przede wszystkim wydalić z organizmu niebezpieczne dla naszego organizmu jony sodu i chloru, które znajdują się w konserwantach i środkach chemicznych polepszających smak potraw. Ogólnie rzecz ujmując, wspiera procesy odtruwania organizmu i pozwala przywrócić jego równowagę i witalność. Wspomaga pracę dwóch organów odpowiedzialnych za usuwanie toksyn i odpadów z naszego ciała:
wątroby - ułatwia oczyszczanie krwi w wątrobie obciążonej przez toksyny, takie jak: nasycone kwasy tłuszczowe, alkohol, pestycydy czy sztuczne barwniki.
nerek - stymuluje proces filtracji układu moczowego, dzięki czemu usuwa piasek, złogi i inne odpady, takie jak: sól, kwas moczowy i lekarstwa, które znajdują się w przewodach moczowych.


Kuracje oskołą:

Kuracja młodości. Zaleca się spożywanie oskoły na czczo, każdego ranka przez 3 tygodnie. Kuracja ta polega na wypiciu co najmniej 3 litrów soku z brzozy w trakcie 21 dni (dawkowanie około 150 ml dziennie), a najlepiej 5 litrów (dawkowanie 250 ml dziennie).

Możemy też pić sok z brzozy przez 2-3 tygodnie, 2-3 razy dziennie. Soku z brzozy nie trzeba wypijać dużo, wystarczy ćwiartka szklanki każdorazowo. Dla osób szczególnie osłabionych można zastosować podwójną dawkę. Dla polepszania smaku możemy dodać odrobinę miodu lub soku malinowego.
Ze względu na składniki mineralne i witaminowe, soku z brzozy nie należy łączyć z niektórymi substancjami, szczególnie z:
- czarną herbatą,
- kawą,
- alkoholem,
- szpinakiem,
- czekoladą,
- szczawiem,
- w czasie kuracji ograniczyć ilość zjadanych wędlin.

Wymienione powyżej produkty zawierają w nadmiarze substancje, które mogą wchodzić w reakcje chemiczne i generować odkładanie toksyn w naszym organizmie lub po prostu działać niekorzystnie na ciało. Soku nie należy też podgrzewać, ani wystawiać na mocne działanie promieni słonecznych.

Sok z brzozy możemy kupić w sklepie z ekologiczną żywnością, ale też jak wspominałam, np. w Biedronce czy w Tesco - uważajmy jednak, co wybieramy, ponieważ w sprzedaży dostępne są soki pasteryzowane lub soki brzozowe, który nie są sokiem roślinnym pozyskiwanym z pnia brzozy, ale wyciągiem z jej liści.


Najlepiej oczywiście pozyskiwać preparat samemu - niestety pasteryzacja niszczy część składników, ale po szczegóły dotyczące upuszczania soku z drzew, zainteresowanych odsyłam chociażby tutaj: http://lukaszluczaj.pl/kiedy-spuszczac-soki-z-drzew-kilka-waznych-informacji/ .

Świeży sok jest w stanie wytrzymać w lodówce do 4 dni. Aby jednak przedłużyć jego walory zdrowotne możemy dolać do niego odrobinę spirytusu. Taka nalewka podobno zachowa na dłużej wartościowe składniki mineralne.

Soki z brzozy najlepiej smakują schłodzone, z dodatkiem np. soku z malin, mięty, czy żurawiny. Sok bez dodatków wg mnie nie posiada zachęcającego smaku – taka zwyczajna woda z cukrem, z lekkim posmakiem czegoś bliżej nieokreślonego.

Pomijając wyżej wymienione kuracje oskołą, warto ten sok pić cały rok, gdyż korzystnie wpływa na zdrowie i można go spożywać w każdym wieku bez ograniczeń ilościowych.


Pisząc ten artykuł, korzystałam m.in. z takich źródeł jak poradnik zdrowie.pl, poczta zdrowia.pl.

niedziela, 21 czerwca 2015

Jedzenie zgodnie z porą roku - lato



Wiele osób deklaruje chęć bycia bliżej natury, sama przywiązuję do tego dużą wagę, ale kiedy zadałam sobie pytanie, czy moje życie toczy się zgodnie z prawami przyrody, dotarło do mnie, że tak naprawdę to jestem z tym „w polu”. Bo przykładowo, co u mnie słychać w kwestii dopasowania menu do poszczególnych pór roku? 

Przyznaję, że niewiele – mój naturalny rytm z pewnością jest zachwiany i w zasadzie posiadam „całoroczne stałe menu”, na które składają się np. serki białe i żółte, jogurt, pieczywo, wędliny, mięso, ziemniaki oraz warzywa i owoce z Lidla czy Biedronki, dostępne tam przez cały rok. Mam ochotę na świeżą cukinię w styczniu, to ją kupuję, a że za zdrowymi buraczkami i marchewką nie przepadam czy może nie wyrobiłam sobie nawyku jedzenia tych warzyw, to i rzadko goszczą one w mojej kuchni.  

Tymczasem, bycie bliżej natury to także - oprócz codziennych spacerów czy wzorowej eko-postawy - życie w rytmie natury, odżywianie się stosownie do pory roku, z uwzględnieniem sezonowych produktów.
Żeby uporządkować sobie ten temat, nakreślę reguły, jakimi powinniśmy się kierować, komponując posiłki w trakcie poszczególnych pór roku. A że lato lada moment nas ogarnie, to czas najwyższy na przypomnienie, jak powinniśmy odżywiać się latem.

Latem zwykle jest gorąco, a więc jedzenie powinno chłodzić – jemy warzywa, grzyby, duszone pomidory, sałaty liściowe, kiełki, owoce. Podczas upałów żywność którą lubimy może nagle wydawać się nieapetyczna, a zjedzenie ciężkiego posiłku spowoduje, że staniemy się zmęczeni i ospali. Picie dużych ilości zimnych napojów i jedzenie lodów, które są mieszanką lodu, mleka i cukru (a  ostatnio również toksycznych i  wyziębiających związków chemicznych), również nie jest dobrą odpowiedzią na nadejście lata. W gorącu organizm reaguje szczególnie wrażliwie na silnie wychłodzone potrawy i napoje. Wywołują one gwałtowne ochłodzenie żołądka i śledziony. Filiżanka gorącej herbaty owocowej lub wody z cytryną może w pierwszej chwili wywołać falę gorąca, ale potem upał stanie się znośniejszy.


Aby pomóc sobie, powinniśmy w tym gorącym czasie zmienić listę zakupów i zwyczaje żywieniowe. Oto kilka prawd wartych zapamiętania:

  • sałatki z gotowanych warzyw są lżej strawne niż z surowych,
  • ale z kolei surowe owoce i warzywa zawierają dużo wody i świetnie pomagają utrzymać nawodnienie organizmu, odświeżają i lekko chłodzą,
  • gorące potrawy i napoje pomagają lepiej znosić upał ponieważ zmniejszają różnicę temperatur między wnętrzem i zewnętrzem organizmu,
  • maliny, jagody i truskawki zmniejszają stan zapalny i zmniejszają efekt poparzenia słonecznego,
  • ostra papryka chłodzi, mieszkańcy Azji, Afryki i Indii zajadają się ostrymi pokarmami od wieków, pikantne potrawy pobudzają pocenie się, poprawiają krążenie co uruchamia naturalny mechanizm chłodzenia ciała,
  • po wypiciu kawy, należy wypić szklankę wody – kawa odwadnia,
  • zimne piwo orzeźwia, ale odwadnia podobnie jak kawa – należ uzupełniać wodę,
  • unikajmy napojów takich jak cola czy pepsi – ze względu na ich skład,
  • mięta wywołuje naturalny efekt chłodzenia i obniża temperaturę ciała w czasie upałów, może być dodawana do prawie wszystkiego, od zimnych sałatek do zup, lemoniady lub herbaty,
  • latem jak nigdy smakują nam chłodniki - podczas upałów, te zupy są doskonałym rozwiązaniem, ponieważ pomagają utrzymać nawodnienie organizmu i są lekkostrawne, najbardziej znane to hiszpańska zupa “Gazpacho” czy polski barszcz z młodych buraczków na zimno,
  • unikajmy dużych, naładowanych białkiem posiłków - mięso jest ciężkostrawne i może podnieść temperaturę ciała, ponadto, wszystkie produkty białkowe, takie jak mięso i przetwory, jaja, duże ilości orzechów będą powodować senność, dlatego w okresie letnim warto jest je ograniczyć.

Czas jedzenia jest prawie tak samo ważny jak to co jemy. Podczas upałów, należy jeść lekko i często, ale nie tuż przed pójściem do łóżka. Najlepiej ochłodzimy się, jedząc w cieniu lub chłodnych pomieszczeniach. Chociaż sama miłośniczką upałów nie jestem, to jednak nie mam serca życzyć nam wszystkich umiarkowanych temperatur. A co tam, niech nas porządnie przygrzeje chociaż przez te trzy miesiące!


wtorek, 16 czerwca 2015

Liebster Biegany A co

Małgorzata Wrzesińska z Zakochanej w Bieganiu (blog biegającej po polach i łąkach) nominowała mnie do kolejnego Liebster Blog Award - Małgosiu dziękuję!!! Pewnie dlatego w pytaniach można zauważyć trochę biegania, z czego bardzo się cieszę i stąd tytuł posta. Zatem bez dalszych zbędnych rozważań przystępuję do odpowiedzi na pytania Zakochanej w Bieganiu...

1. Co Ci daje szczęście? Świadomość, że jestem we właściwym miejscu i zajmuję się właściwymi sprawami, czuję wtedy spokój, a to przekłada na się na bycie szczęśliwą. Nie gwałtowne emocje, ale raczej równowaga, spokój, harmonia, sprawiają, że czuję się lekko i radośnie.

2. Co Cię popchnęło do wykonania Twojego pierwszego kroku biegowego? Mój pierwszy krok biegowy, wykonany poza godzinami w-fu, miał miejsce w szkole średniej. Wtedy lekcji w-fu szczerze nie znosiłam, a szczególnie sportów zespołowych, a biegać po prostu lubiłam, tak samo jak pisać. Ale wtedy, ani jedna, ani druga czynność nie przerodziła się w szczerą pasje - za bardzo wciągało mnie burzliwe życie nastolatki.

3. Co Cię motywuje do biegania lub innych uprawianych przez Ciebie dziedzin sportu? Trzy rzeczy. Co prawda, bieganie zawsze najbardziej lubiłam z wszelkich aktywności fizycznych, ale dopiero zwolnienie przemiany materii po 40-stce, kiedy kilogramy zaczęły przybywać praktycznie od oddychania (nigdy wcześniej tak bardzo nie uważałam, na to, co jem!), zobaczyłam, że to nie przelewki i grozi mi nadwaga, jeśli nie wezmę się za siebie. Kolejne dwie, to chęć poprawy kondycji fizycznej oraz odporności. Bieganie naprawdę działa, ale trzeba postawić na bycie systematycznym, co zawsze sprawiało mi problem. 

4. Tutaj zrób sobie przerwę... Dziękuję! W tym miejscu chciałabym zachęcić wszystkich do poczytania sobie o slow joggingu, np. tutaj. Nie dość, że ta forma biegania sama w sobie jest korzystna dla naszego organizmu, to dodatkowo może stanowić dobry fundament pod zwykły jogging (dla osób mniej wysportowanych), gdyż praktycznie bezboleśnie poprawia naszą kondycję.

5. Twoje ulubione miejsce – do którego powracasz. Mój dom na wsi. Tam czas płynie inaczej i mamy z moim M. nadzieję, że za kilka lat będziemy mogli tam wrócić na stałe, chociaż niektórzy nie rozumieją naszej euforii.

6. Góry czy morze? W Polsce zdecydowanie góry, nigdy nie mam z powodu tego wyboru rozterek. Chociaż Mazury też są urocze... Nasz Bałtyk za zimny.

7. Twoje ulubione motto życiowe? "Jeśli sądzisz, że potrafisz to masz rację. Jeśli sądzisz, że nie potrafisz - również masz rację" H. Ford, zresztą powiedział on wiele mądrych zdań, aż zacytuję jeszcze jedno: "Każdy, kto przestaje się uczyć, jest stary, bez względu na to, czy ma 20 czy 80 lat. Kto kontynuuje naukę pozostaje młody. Najwspanialszą rzeczą w życiu jest utrzymywanie swego umysłu młodym".

8. Co byś zmienił/zmieniła w swoim życiu? Po prostu pracę. Jeszcze kiedyś to zrobię, na razie bardzo mi się nie spieszy.

9. Za co lubisz swojego bloga? Że prowadzę go tak, jak chcę, nikt mi niczego nie narzuca. Mam może i badziewny szablon, ale nie przepadam za grzebaniem w szablonach i stąd to opóźnienie w rozwoju. Wiem jednak, że mogę to zrobić albo nie - jestem tutaj swoim szefem i to bardzo mi odpowiada.

10. Jaki jest Twój ulubiony gatunek muzyczny? Power metal, ale nie tylko. Od najmłodszych lat jest ze mną muzyka Depeche Mode.

11. Jak znosisz porażki? Najpierw powściekam się głośno przez - powiedzmy - 3 godziny, potem zaczynam walczyć z myślami i tłumaczyć sobie, co oznacza dla mnie ta sytuacja, co dobrego i co złego z niej wynika. Wyciągnę jakąś lekcję na przyszłość, np. nie angażuj się emocjonalnie w układy w pracy. I żyję dalej. Zwykle nie trwa to dłużej niż 24 godziny (w zależności od wagi porażki).


Moi kochani, mam jeszcze jedną nominację do LBA - od Odchudzanie Motywacja Inspiracja - jest mi bardzo miło, dziękuję! Ta przyszła później i później na nią odpowiem, czyli w przyszłym miesiącu i wtedy pomyślę też nad pytaniami i dalszymi nominacjami. Dzisiaj wszyscy nie sympatyzujący z tym uroczym tagiem mogą odetchnąć ;-)

piątek, 12 czerwca 2015

Umysł bez tajemnic



Czy na pierwszy rzut oka nie przypomina H. Forda...?
W części "O mnie" możemy przeczytać, że wierzę w moc naszych myśli i robię wszystko, by nauczyć się nad nimi panować tak, by dobrze mi służyły. Z tych samych powodów lubię zgłębiać temat zagadek umysłu. Tutaj natknęłam się na ciekawy wywiad z z prof. Jerzym Vetulanim, wybitnym naukowcem, specjalistą w dziedzinie neurobiologii i biochemii. Niżej prezentuję wybrane myśli prof. Vetulaniego, zaś zainteresowanych odsyłam do oryginału.

To od mózgu zależy to, czy czujemy się szczęśliwi, atrakcyjni, mądrzy. To, jak się starzejemy i czy uda nam się zrobić karierę. Okazuje się, że dzięki odpowiedniemu stylowi życia możemy przedłużać jego sprawność i żywotność. Prof. Vetulani w wywiadzie podpowiada nam jak to zrobić, a ponadto przedstawia kilka zastanawiających ciekawostek:

1. W okolicach 40-stki zaczynamy zauważać u siebie problemy z koncentracją i pamięcią, pojawia się wrażenie, że nasz mózg nie pracuje już tak sprawnie jak kiedyś. W jaki sposób poprawić jego funkcjonowanie? Czy przestrzeganie jakiegoś konkretnego trybu życia pomoże nam zachować bystry umysł do późnej starości? Otóż są na to sposoby:

  • nie objadanie się na co dzień, warto też raz na jakiś czas zastosować głodówkę;
  • regularne picie niewielkich ilości czerwonego wina (kieliszek dziennie), co zwłaszcza w przypadku starszych kobiet, działa na mózg odmładzająco;
  • stosowanie diety bogatej w kwasy tłuszczowe omega-3, które stanowią budulec mózgu;
  • jedzenie owoców i warzyw, które zwierają powstrzymujące starzenie flawonoidy;
  • co najmniej pół godziny ruchu każdego dnia;
  • stymulowanie swojej pamięci poprzez różnego rodzaju aktywność, jak trening pamięci, nauka języków obcych, rozwiązywanie krzyżówek, czytanie, gry planszowe i grę w karty, czy też wyjście do teatru lub do opery (w wywiadzie nie wymienione, ale uważam, ze ważne);
  • każdego dnia w regularnych odstępach róbmy sobie małe przerwy na odpoczynek, nawet pięć minut potrafi zdziałać cuda (jak wyżej).

2. Mówiąc "sprawny umysł", zwykle mamy na myśli umiejętność analizowania czy logicznego rozumowania, jednak w życiu liczą się też inne umiejętności - te, które składają się na inteligencję emocjonalną, bo dopiero ona daje nam szansę na powodzenie w życiu. Możemy mieć wybitną inteligencję matematyczną, lingwistyczną, przestrzenną. Albo kinestetyczną, ruchową, którą powinien mieć doskonale rozwiniętą tancerz (to ona pozwala mu błyskawicznie zapamiętać sekwencję kroków). Podobnie rzecz ma się z inteligencją emocjonalną, w obrębie której wyróżniamy dwie zasadnicze części: intrapersonalną i interpersonalną.

Inteligencja intrapersonalna jest tym, co wiemy o sobie, własnych emocjach. Gdy zrozumiemy, co czujemy, łatwo możemy tak rozładować gniew, frustrację, smutek, żeby nami nie kierowały poza udziałem świadomości, czyli wyłączamy automatycznego pilota - jestem zły, więc nie będę podejmował ważnych decyzji, tylko pójdę na spacer i się zastanowię, jak poradzić sobie ze źródłem mojego gniewu. 
Natomiast inteligencja interpersonalna pozwala wnioskować, jak działa mózg naszego rozmówcy. Istnieje coś takiego jak teoria umysłu, dzięki której mogę przewidzieć, co zrobią i powiedzą inni ludzie. Osoba, która nie ma wykształconej teorii umysłu nie będzie mogła np. zrobić kariery w korporacji.

3. Umiejętność odczytywania emocji łączy się z inteligencją intra- czy interpersonalną. Chociaż jest mniej uzależnione od naszego doświadczenia. W rozpoznawaniu uczuć ważną rolę odgrywają tak zwane neurony lustrzane - na skutek ich działania ludzie mają tendencję do imitowania cudzych ruchów, także mimicznych. Istnieje związek pomiędzy naszą mimiką a nastrojem i jest to sprzężenie zwrotne: z jednej strony uśmiechamy się, bo mamy humor, z drugiej, sam uśmiech wywołuje uczucie zadowolenia, a to oznacza, że można poprawić sobie nastrój, uśmiechając się na siłę. Skłonność do powtarzania min i gestów, którą zawdzięczamy neuronom lustrzanym, pomaga nam także zbudować porozumienie z drugim człowiekiem.

4. Dowiedziono też, że istnieje silny związek pomiędzy długością palców - wskazującego i serdecznego - a temperamentem. Osoba, u której palec wskazujący jest dłuższy niż serdeczny, charakteryzuje się łagodnością. Jeśli jest odwrotnie, jest dosyć agresywna.

5. W każdym wieku, jeśli zrobimy w życiu miejsce dla sztuki, wszystko jedno, czy będzie to pisanie, rysowanie, czy branie udziału w przedstawieniach, wywrze to fantastyczny wpływ na nasz umysł. Bardzo wielu wybitnych uczonych miało i ma hobby artystyczne. Najczęściej jest to muzyka, ale też malarstwo.  Dzieje się tak dlatego, ponieważ sztuka angażuje naszą uwagę poznawczą. Gdy jesteśmy głęboko zaangażowani czy to w tworzenie, czy w analizowanie sztuki, skupiamy się na konkretnym przekazie intelektualnym, intensywnie myślimy, przetwarzamy informacje. Angażujemy pamięć roboczą, dzięki czemu cała wiedza się utrwala.
 
6. U mężczyzn ogólna żywotność silnie związana jest z poziomem testosteronu. Kiedy się kończy wiek reprodukcyjny i poziom hormonu spada, mężczyźnie przestaje się chcieć, kapcanieje. Na uniwersytetach trzeciego wieku może jest pięć procent mężczyzn, a może i mniej. Proces starzenia się możemy mierzyć ilością ginących neuronów. Pomiędzy 65. a 75. rokiem życia u mężczyzn wymiera ich około 30 procent. A u kobiet? Jeden procent! 

Jednak pewna rzecz działa na niekorzyść kobiet. Ze względu na ogólnie mniejszą masę ciała mają też mniejsze mózgi. I kiedy zachorują, choroba postępuje bardzo szybko. Mężczyzna jest w stanie znieść dużo większe straty. Dlatego gdy kobieta zapadnie na alzheimera, to zwykle jej stan pogarsza się w krótkim czasie. Ogólnie jednak kobiety starzeją się wolniej.

Jerzy Vetulani jest autorem książki "Bez ograniczeń", w której "w przystępny, zabawny, a czasami kontrowersyjny sposób opowiada dziennikarce Marii Mazurek o tajemnicach skomplikowanego i wciąż nie do końca poznanego organu: ludzkiego mózgu. Podejmuje pytania, takie jak: jak pomaga nam w poruszaniu się w przestrzeni? Czemu mężczyźni nie są monogamistami, a kobiety szukają na ogół jednego partnera? Co dzieje się w mózgu seksoholików? Co się dzieje w naszym mózgu kiedy śpimy? Co rządzi naszymi działaniami? Emocje czy rozum? W jaki sposób narkotyki uzależniają? Czy marihuana ma właściwości lecznicze? PO co nam ból? Czy w mózgu znajdziemy kiedyś odpowiedź na pytanie, czy Bóg istnieje? Czemu tak lubimy jeść, a nawet się opychać?  I po co nam właściwie mózg?".

W artykule wykorzystałam fragmenty wywiadu z profesorem Vetulanim, zamieszczonego na Styl.pl