środa, 13 maja 2015

Strony małżeńskiego medalu

14-letnia Agnieszka Osiecka napisała w pamiętniku: "W kobiecie takiej jak moja Mama namiętność wygasa, a pozostaje ślepe, psie przywiązanie do dzieci i domu, nawet do najgorszego męża. Ja nie będę nigdy taka jak Mama, ani taka jak ojciec. Z chwilą, gdy poczuję wstręt i nudę do symbolicznego domu, odważę się powiedzieć: dość, i pożegluję dalej w poszukiwaniu szczęścia i maksimum skoncentrowanego, pędzącego życia".

I konsekwentnie realizowała ten plan, jak stwierdziła jej córka Agata Passent. Z jednej strony, plan "niedojrzały", z drugiej strony - jeśli rodzice są ze sobą wyłącznie dla dobra dzieci, wbrew pozorom, nikomu to dobrze nie służy.  Kiedy rodzice męczą się ze sobą, dzieci doskonale wyczuwają napiętą atmosferę w domu, często obwiniając się za ten stan rzeczy lub czując się gorsze niż rówieśnicy z fajnych domów, co później negatywnie odbija się na ich rozwoju.



Druga strona medalu - tekst przysięgi małżeńskiej:"...ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci". Jeszcze będąc młodą dziewczyną buntowałam się przeciwko przysięganiu sobie miłości. A co, jeśli miłość nagle odejdzie? Jak będę mogła wywiązać się z przysięgi? Może po prostu przysięgę wymyślono po to, aby potomstwu zapewnić stabilny dom z kochającymi rodzicami? Dużo tych pytań, zakładam, że każdy znajdzie na nie własną odpowiedź.

Jak wiadomo, nic na siłę - "z niewolnika nie ma robotnika", w małżeństwie też. Co by o małżeństwie nie powiedzieć złego, większość młodych ludzi (a przynajmniej kobiet) marzy o tym stanie i konsekwentnie do niego dąży. Później bywa różnie. Pomijając patologiczne przypadki w rodzinach takie jak: alkoholizm, hazard, narkomania, skłonności do skoków w bok czy przemoc domowa (itd.) uważam, że jeśli już zdecydowaliśmy się na zawarcie małżeństwa, to mimo późniejszego opadania rąk, należy o nie równie konsekwentnie walczyć.

Jeśli chodzi nam po głowie rezygnacja, zatrzymajmy się w ciszy i przypomnijmy wszystkie piękne chwile w naszym związku. Przypomnijmy sobie, jak było na samym początku, co nas w partnerze zachwycało. Dlaczego wcześniej tak świetnie czuliśmy się w obecności partnera i dlaczego już tego nie czujemy? Czy szczerze rzecz ujmując, możemy stwierdzić, że wina leży tylko po jego stronie? I wreszcie: co my możemy zrobić, żeby związek odbudować. Może się zdarzyć tak, że już sama zmiana wyłącznie naszego podejścia to małżeństwo uratuje. Jednym słowem, wymagajmy zawsze najpierw od siebie, później od innych, bądźmy w porządku, nie oglądając się na profity - bo przecież...

...Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa,
które się skończą, choć zniknie dar języków i choć wiedzy [już] nie stanie...

Z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian (1 Kor 13, 1-13)

A każdy mądry wie, że lepiej zapobiegać niż leczyć, tak więc i miłość lepiej jest pielęgnować niż reanimować ;-)

70 komentarzy:

  1. Tak samo uważam jak Ty. Nie istnieją idealne związki, które widzimy w romansach i to też w do pewnego momentu. Dość wcześnie zaczęłam się zastanawiać na poszczególnymi księżniczkami i królewnami - co dalej? Smok wawelski zabity, szewczyk w nagrodę dostał królewnę za żonę... hip hip hura... I co dalej? Jak im się mogło ułożyć? - to taki przykład. Nie ma idealnych związków, nawet jeśli nam się tak wydaje to znaczy, że jedna ze stron mocno ulega drugiej... itd... Tak w nieskończoność zmieniać? Jestem za zrobieniem wszystkiego, nawet zaszywając się w swoich pasjach byle dom rodzinny jakoś funkcjonował, kiedy są dzieci, bo każdy konflikt, bądź rozstanie rodziców ma fatalny skutek dla nich. Co byśmy nie zrobili, jest to piętnem dla dzieci, które noszą już przez całe życie.
    Hihi tym razem ja się rozpisałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkodzi ;-) Myslę tak samo - dzieci bardzo przeżywają atmosferę w domu. Jeśli w rodzinie dzieci sie pojawiaja, wtedy zaciskamy zęby i pracujemy wszyscy dla dobra rodziny, bo tylko zdrowa rodzina jest w stanie wydać na świat normalne, radosne dzieci. Oczywiście, są ludzie, któzy potrafia kulturalnie się rozstać, bez wyrządzania większej krzywdy potomstwu, ale ilu takich znajdziemy? Jedyna co powtarzam w każdym niemal komentarzu - jeżeli jest przemoc, to lepiej spieprzać, wybrać mniejsze zło.

      Usuń
  2. Ideały są nudne a tak szczerze to ich w ogóle nie ma.
    Należę do ludzi którzy uważają iż wspólna męczarnia w imię...zasad, przyzwoitości, bo co ludzie powiedzą jest dziecinadą.
    Przeżywajmy życie po swojemu i jeśli mam wybrać z dwóch krzywd...mojej lub kogoś wybiorę tą drugą. To moje życie, moje przywileje i mam prawo wyboru. A życie aż do grobowej deski....czasem może okazać się jak przysłowiowe zesłanie na Sybir. Zimno, ciężko i żyć się odechciewa.
    A więc dziewczyny....na siłę to się szafę przesuwa :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, co ludzie powiedzą, to już w ogóle w rachubę nie wchodzi! Tym bardziej, że ludzie jak tylko zechcą, to zawsze coś powiedzą :-) Ja też twierdzę, że do takiej decyzji potrzebny jest nie tylko rozsądek ale i odwaga...

      Usuń
  3. Ja akurat mam dobre przykłady idące z góry - moi rodzice i rodzice męża bardzo się kochają i są ze sobą od wielu, wielu lat. Widzę, jak się troszczą o siebie, jak starają się o siebie każdego dnia to serce mi rośnie i staram się tak samo żyć z moim mężem. Czasem bardzo dobrze robi rozłąka, taka przerwa tydzień lub dwa, oj, jak potem jesteśmy stęsknieni za sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super mieć takie wzory w najblizszym otoczeniu, myślę że to bardzo inspirujace :-) Ja dodam też, że obserwując znajomych, łatwo można wypatrzeć osoby, które pochodzą z harmonijnej rodziny - to ludzie spokojni, zrelaksowani, uśmiechnięci, odważnie patrzący w przyszłość.

      Usuń
  4. Małżeństwo to sztuka wyborów i kompromisów. Po prostu trzeba się nauczyć żyć razem, ale też szanować czyjąś prywatność:) To przynosi wspaniałe efekty, lata pracy czynią mistrzem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapisałaś bardzo ważną myśl - sztuka kompromisów! Ile nieszczęść bierze się stąd, że niektórzy nie liczą się z prywatnością partnera. Jesteś MÓJ / MOJA kojarzy się z posiadaniem na własność ;-)

      Usuń
  5. no tak, lepiej zapobiegać niż leczyć. Mimo wszystko nie wszystkie obietnice da się zrealizować i czasem lepiej się z tym pogodzić niż trwać w tym w imię kiedyś danej obietnicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Związki to i dla mnie bardzo skomplikowany temat. Jak widzisz, rzuciłam tylko garść refleksji, nie zajmujac właściwie konkretnego stanowiska. Szczerze czuję, że rozpad może często następować z winy obu stron, że można zwiazek naprawić, wzmocnić. Chyba, że nie można, bo jest ta trzecia osoba, albo partner ma problemy psychiczne (nałogi to też wg mnie problemy psychiczne). Uważam też że zmiana partnerów jak rękawiczki z powodów błahych nie jest dla nas dobre. Błahe problemy należałoby rozwiązywać w drodze dialogu. A kiedy są dzieci, to tym bardziej, choćby przez poczucie odpowiedzialności. Dzieciak sie na tym nie zna, chce po prostu i tatusia i mamusi.

      Usuń
  6. oj to prawda, zdecydowanie prawda! ja teraz reanimuję i wiem jaki to ciężki kawał chleba.


    weronikarudnicka.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem coś o tym... A najgorsze jest to, że zwykle jakieś "blizny" zostają.

      Usuń
  7. Zgadzam się z Tobą, o miłość trzeba stale walczyć (pielęgnować ją), a nie przy pierwszej lepszej okazji poddać się i odejść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej, że jeśli kilka lat temu czuliśmy z daną osobą jedność, to nie powinniśmy zrażać się niepowodzeniami, które zwykle się wszędzie pojawiają. Jeśli uciekniemy z jednego związku, to uciekniemy też z kolejnego. Ucieczka jest usprawiedliwiona zawsze, kiedy partner jest uzależniony. W takim wypadku nie ma sie po co bawić w samarytankę, szczególnie jeśli dzieci są.

      Usuń
  8. Zapobiegać i leczyć... Odejść jest najłatwiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem, czy najłatwiej... A może inaczej - dla niektórych najłatwiej, bo żeby odejść z łatwością, to trzeba mieć świadomość, że damy sobie rady, że dzieci nie ucierpią. Nie każdy ją ma, dużo osób / kobiet boi się cieżkiego okresu PO. A wiec nie tylko względy moralne, ale i wzgledy praktyczne dochodzą w takich wypadkach do głosu ;-)

      Usuń
  9. Teraz wiele par żyje bez ślubu. Moim zdaniem w małżeństwie czy nie jeśli się nie dba o związek to sama miłość nie wystarczy. Trzeba się nawzajem inspirować, mieć dla siebie czas, interesować potrzebami i problemami drugiej osoby, wspólnie je rozwiązywać, a nie absorbować się tylko problemami związanymi z domem, codziennymi troskami. Miłość to także wysiłek, jaki trzeba w nią włożyć, aby nie przerodziła się jedynie w przywiązanie. Pasję też trzeba w sobie podtrzymywać, aby nie przygasła. Pozdrawiam serdecznie, miłego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bez ślubu jest dobrze, jeśli związek udany. Ja akurat nie uważam ślubu za konieczność, ale ślub w naszym państwie wiele ułatwia, a także jest to trochę takie zabezpieczenie interesów poszczególnych członków rodziny. Wszystko co napisałaś to prawda, ja jeszcze dodałabym prawo do osobistej przestrzeni, co często (szczególnie w małżeństwach) jest zaniedbywane.

      Usuń
  10. Wszystko kiedyś się nudzi. Myślę, że trzeba po prostu ciężko pracować. W każdej dziedzinie życia, w małżeństwie też. Pracować nad swoim lenistwem, egoizmem, głupimi przyzwyczajeniami itd.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko lepiej, żeby to uczucie "ciężkości" w sferze zwiazków jednak nam nie towarzyszyło ;-)

      Usuń
  11. wiele jest dookoła małżeństw, które są ze sobą ze względu na dzieci, nie mam dzieci, więc nie wiem jakbym sama zrobiła, ale męczyć się bym nie chciała :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, trudno powiedzieć, jak by było... Jak to mówią "trudno w cudzych butach chodzić". Często sytuacja jest bardziej złożona niż z boku się wydaje. Dla mnie też zwiazek "na pokaz" jest absurdem, przy którym pewnie trzeba się namęczyć. Jeśli decydujemy się przy kimś trwać (może nawet dla dzieci), to musimy zmienić się dla sprawy. Jeśli nie damy rady się zmienić tzn. śpimy w jednym łóżku z osobą, której nienawidzimy, sami robimy sobie piekło na ziemi.

      Usuń
  12. Temat trudny, ale dość istotny w dzisiejszych czasach. Z jednej strony niefajnie patrzeć na pary, które przy pierwszym kryzysie biegną do sądu po rozwód. Nie chce im się zawalczyć, próbować choćby odbudować, naprawić.
    Z drugiej strony nic na siłę. Czasem coś się kończy, pojawiają się takie przeszkody, których pokonać się nie da. Męczyć sie do końca życia? Raczej nie.
    Rozwiodłam sie po 18 latach małżeństwa i 8 walki o przetrwanie i uratowanie go. Teraz niestety żałuję, że zmarnowałam tyle lat na darmo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście trudno posegregować kto ma powód, a kto go tak naprawdę nie ma, a rozwodzi się, bo kieruje nim niedojrzałość. Może kwestia cierpienia, ewidentny brak radości z życia jest też takim sygnałem. Czasami spotyka nas przemoc, a czasami po prostu okazuje się, że to nie ten mężczyzna. To już każdy sam ocenia. Rozwód to też w moim przekonaniu akt odwagi, bo wiadomo, chwilę to nie trwa i dużo stresu wnosi w nasze życie. Moja znajoma omal nie wpadłą w alkoholizm, bo te stresy po cichu zapijała. Ale żałować nie warto, takie żałowanie to jak kamień u szyi. Mogłam zrobić to inaczej :-/ Ale niestety zawsze robimy to, na co w danej chwili nas stać.

      Usuń
  13. hymn nieodmiennie mnie wzrusza. bo to taka piękna miłość.
    ogromne wrażenie zrobił na mnie film 'skazany na bluesa', gdzie ona była przy nim do końca. piękna, dojrzała miłość kobiety do mężczyzny. podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W hymnie miłość jest idealna - czy ktoś kiedykolwiek taką spotkał??? Zawsze jakaś zadra się robi. Na pewno hymn powinni znać wszyscy zakochani, żeby wiedzieli jaki cel ma im przyświecać :-)

      Usuń
  14. To co napisałaś jest piękne i mądre. To fakt, że miłość może ulec zmianie i nie warto sztucznie trwać dla dzieci, bo one i tak wiedzą. Chyba o to chodzi, aby w miłości ulegać WSPÓLNIE zmianie i dać też drugiej osobie pewnego rodzaju wolność od siebie.
    Mój przypadek miłości w zdrowiu i chorobie jest okrutny. Jesteśmy kilkanaście lat po ślubie, mamy wspaniałe dzieci, ale czasami choroba robi ze mnie "wraka". My nie myślimy o wspólnym wyjściu czy spotkaniu ze znajomymi. Często mąż (pracując zawodowo) karmi mnie, przebiera, gotuje obiady na następny dzień, głaszcze po włosach i mówi, jak bardzo mnie kocha! Czasami pytam się, skąd u niego tyle siły i wytrwałości. Odpowiedź jest zawsze niezmienna: bo Cię kocham i postanowiłem z tobą być na dobre i na złe.
    Czasami płaczę i zastanawiam się, czy ja miałabym w sobie tyle siły i wytrwałości? W imię miłości? Nie chcę poznać odpowiedzi na to pytanie.
    Szanujmy się wzajemnie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć, że masz szczęście w nieszczęściu. Może kiedyś jeszcze wrócisz do zdrowia i będziesz w 100% szczęśliwa. Bardzo wierzę, że do wytrwałych optymistów zawsze w końcu los się uśmiecha :-)

      Usuń
  15. Wiesz co chyba potrzebowałam przeczytać taki tekst :) Dzięki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daleka jestem od dawania gotowych recept, bo nie ma jednej uniwersalnej dla wszystkich, jednak warto zawalczyć, a najlepiej to od samego początku o siebie nawzajem dbać - tylko kto tu mądry? ;-)

      Usuń
  16. Masz rację, trzeba pielęgnować miłość, szczególnie po latach, gdy odchodzą pierwsze zauroczenia i nie ma już motyli w brzuchu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wtedy zaczynają się schody. Wzajemna irytacja i rozczarowania. Para musi sie dotrzeć i trwa to niekiedy latami. Pochodzimy przecież z różnych domów, różnie byliśmy wychowywani, mamy swoje bagaże życiowe, nawyki. Sztuką jest to wszystko zaakceptować, sztuką są kompromisy.

      Usuń
  17. No niestety ludzie mają to do siebie, że uwielbiają się wzajemnie niszczyć. Gdyby się dobrze nad tym zastanowić dojdziemy czasami do wniosku, że to nie wina partnera - a nasza.

    Z czego to się bierze. Nikt nie uczy nas jak postępować w związku, obserwujemy jedynie rodziców, znajomych i stąd czerpiemy. A skoro przykłady życia w związku nie są idealne, sami nie potrafimy takiego stworzyć. Warto czasami usiąść i przemyśleć, przypomnieć sobie euforię zakochania, spróbować to odtworzyć. To nie wymaga od nas zbyt wiele - jedynie chęci ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy zaczynamy analizę - dlaczego się zepsuło, często stwierdzamy, że sami nie jesteśmy bez winy. Często też właśnie rodziny wtrącają się i próbują mieszać nam w garnkach, pragnąc pewnie, by małżeństwo ich dziecka było szyte na miarę - ale ich miarę. To dość powszechny przypadek. Jeśli dziecko umie powiedzieć takiemu rodzicowi NIE i stanie po stronie partnera, okazuje się, że młodzi jakoś sobie ułożą to życie. Lepiej czy gorzej, bo o ideałach lepiej nie mysleć tylko żyć jak najlepiej.

      Usuń
  18. Szalenie mądre słowa, miłość raz na zawsze nie jest dana, trzeba o nią dbać i pielęgnować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwa miłość aż tak często się nie zdarza, więc jeśli mamy szczęście ją przeżywać, to róbmy wszystko, zeby jej nie stracić. Ile związków opartych jest wyłącznie na zauroczeniu, wyrachowaniu, strachu, by nie zostać samą, a przecież i w takich związkach rodzą się dzieci. I tak samo jesteśmy za nie odpowiedzialni.

      Usuń
  19. Ostatnie widze tak wiele rozpadów związków wokół siebie, że aż trudno mi coś powiedzieć. Nie jest łatwo utrzymac dobry związek, utrzymac miłość przez lata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest łatwo, to musi być taka prawdziwa miłość, a wiadomo, że nie wszystkich właśnie ona połączyła. Ale też trochę działa przykład otoczenia typu: szczęśliwi rodzice albo tak jak piszesz - rozwody wśród znajomych.

      Usuń
  20. Moim zdaniem tak egoistyczne osoby jak Agnieszka Osiecka nie powinny kusić się na ślub ani dzieci. Agata Passent musiała być smutnym dzieckiem, chociaż czytałam kiedyś z nią wywiad i zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to właśnie byłoby dobrym rozwiązaniem... A wiesz, że osobiście znam kobiet (!) dla których ani ślub, ani rodzenie dzieci nie stanowi życiowego celu. Oczywiście, zawsze jakaś Matka Polka na nich ząbki próbuje ostrzyć, ale z tym muszą się liczyć "czarne owce" ;-)

      Usuń
  21. Nie jestem jeszcze mężatką (ale mam nadzieję kiedyś nią zostać), ale tak to już jest, że pierwsze zauroczenie i zakochanie mijają. Nie da się codziennie ekscytować związkiem i miłością, tak jak na początku. Przychodzi codzienność, trzeba pracować, sprzątać i gotować obiady, i tylko od nas zależy, czy znajdziemy w tym wszystkim miejsce na miłość, i czy zaakceptujemy to, jak się zmienia. Z szalonej i porywającej w spokojną i pewną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze, czy kiedy motylki z brzucha odlecą, nie zaczniemy dostrzegać w partnerze coraz bardziej irytujących cech. Mężczyźni na początku bardziej się pilnują, a po pewnym czasie np. wszędzie rozrzucają swoje brudne skarpetki ;-)

      Usuń
  22. Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) To lata praktyki swoje zrobiły...

      Usuń
  23. Kiedyś usłyszałam coś bardzo prawdziwego. Kiedyś to ludzie ślubowali sobie do końca swoich dni, a teraz do czasu, aż się sobie nie znudzą. Taka wymiana na lepszy model. "Nikt" nie chce walczyć o uratowanie małżeństwa, bo przecież na to potrzeba poświęcić zbyt dużo czasu - lepiej poszukać nowego partnera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ciekawe, metoda nowszy model też czasami się sprawdza. Na dobry związek jaka może być recepta? Miłość? A co kiedy będąc młodymi dziewczynami, niechcący pomylimy miłość z czymś prozaicznym? A kiedy emocje opadną widać jak na dłoni, że to pomyłka...

      Usuń
  24. Na prawdę świetne!:):*
    Kochana, poklikasz w linki? Bardzo proszę<3

    http://mylife-tasia.blogspot.com/2015/05/dresslink.html

    OdpowiedzUsuń
  25. Myślę, że obecnie słowa przysięgi dla wielu osób nie są aż tak ważne jak powinny być. Mały kryzys i od razu rozwód - bo po co walczyć... Nie jestem mężatką, ale jestem w związku ponad 4 lata i są takie chwile, że mam ochotę wszystko zakończyć. No ale przecież nadal kocham, wspominam cudownd chwile i walczę:) I myślę, że za szybko ludzie zawierają związki małżeńskie. Choć teraz chyba się to trochę zmienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten czynnik miłości jest istotny. Przy Zdeterminowanej Anie zastanawiałam, a co jeśli jednak miłość pomylimy z dajmy na to - zauroczeniem? Czy wtedy też walczyć? Widzisz, w trakcie dyskusji różne refleksje przychodzą do głowy. Bo co to za związek bez miłości? Nawet, jeśli są dzieci?...

      Usuń
  26. Jak zawsze madre przemyslenia, lepiej zapobiegac niz reanimowac. Warto pamietac o tym, by cos milego co jakis czas mowic swojemu partnerowi. Bo mala rzecz, a cieszy i dodaje skrzydel. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tym bardziej, że panowie naprawdę łakną naszych pochwał :-)

      Usuń
  27. Masz rację czasami trzeba się zatrzymać i przypomnieć sobie te wszystkie piękne wspólne chwile

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Codzienność, dzieci, kłopoty finansowe - sprawiają, że zapominamy, dlaczego jesteśmy z tym człowiekiem. Przypominanie sobie pięknych chwil i tworzenie nowych materiałów do pięknych wspomnień to podstawa udanego związku - żeby nam się kojarzył nie tylko z ciężką harówą :-)

      Usuń
  28. Bardzo mądry tekst.
    Ostatnio gdzieś przeczytałam, że prawdziwa miłość między dwojgiem ludzi może wydarzyć się tylko wtedy, kiedy żadne nie oczekuje niczego od drugiej strony. Są ze sobą na zasadzie: Biorę od Ciebie to co Ty chcesz mi dać. Na początku mi się to zdało mało romantyczne, ale myślę, że jest w tym jakiś sens. Wtedy nie będzie sytuacji, w której skończą się powody do kochania drugiej osoby i nie zostanie nic. Takie myślenie daje szansę na bycie ze sobą mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie powody do bycia kochaną! To co piszesz na pewno ma sens i bardzo przypomina mi słowa hymnu do miłości :-) Nie mam nic przeciwko takiej miłości.

      Usuń
  29. Wpis, który idealnie pasuje do realnego życia. Co więcej mogłabym tylko dodać słowa M. Dziewieckiego, który tłumaczy, że przysięgamy sobie miłość, ale nie miłość jako emocje, jako uczucie, jako coś co mogłoby się za moment zmienić lub ukierunkować na inną osobę. Ślubujemy sobie miłość jako decyzję, będę przy tobie zawsze, na dobre i na złe, zrobię wszystko, aby nasze małżeństwo było trwałe. Miłego niedzielnego popołudnia Gaju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko, ciągle mam wątpliwości, czy powinniśmy przysięgać... Przysięgę traktuję jako element tradycji, ale prawdziwa miłość nie potrzebuje przysięgania. Taka jestem romantyczna - a co! ;-) Zresztą ja w ogóle mam takie podejście do przysiąg w jakiejkolwiek sprawie...

      Usuń
  30. W tym temacie nie jestem mocna :) Ale wolałam podjąć pewne decyzje niż trafić na pierwsze strony gazet jako ożywiający okładkę trup :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim wypadku też bym się nie zastanawiała! Ale ja też akurat w tym temacie mam mało sprecyzowane poglądy. Można je krótko sprowadzić do jednego: O miłość warto powalczyć. Jeśli coś nam w związku grozi (czy naszym dzieciom), olewamy "na dobre i złe" i chronimy własną skórę. Na pewno NIE dla jakiejkolwiek przemocy. Nawet w Avonie ostatnio kubek "nie dla przemocy" kupiłam, żeby wesprzeć szczytny cel :-)

      Usuń
  31. Ja sądzę, że nie ma się co męczyć i takie przyzwyczajenie do kogoś (a nie miłość) czasem rujnuje życie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie zauważyłaś, miłość w późniejszym okresie łatwo pomylić z przyzwyczajeniem. To już sama delikwentka musi osądzić, nikt za nią tego nie zrobi...

      Usuń
  32. Tak sobie myślę, że ten "pęd do ołtarza" jest najgorszą rzeczą, jaką młodzi ludzie mogą sobie zafundować. Decyzja o małżeństwie powinna być przemyślana - a przyszli małżonkowie dojrzali psychicznie do tej decyzji...o co czasem trudno.
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze twierdzę, że to dobrze, że wiek zawierania małżeństw przesunął się w górę, bo nie wszystkie 20-latki są dojrzałe do poważnego związku, a o mężczyznach to już nie wspomnę bliżej. Ale zaraz ktoś rzuca przykład - "a ta to czekała do 30-stki i też jest nieszczęśliwa!". Czyli co? Nie ma jednej recepty? Ja jednak mimo wszystko też myślę, że nie co się spieszyć. Najpierw należy osiągnąć sytuację taką, że wiemy kim jesteśmy, znamy swoje cele, mamy własne pieniądze.

      Usuń
  33. Mnie właśnie to trochę przeraża.. dziś jest dobrze, ale nie wiemy jak będzie za rok, dwa, trzy czy dziesięć lat i jak tu obiecywać sobie miłość na całe życie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przysięgać to ja mogę, ze oddam pożyczone pieniądze czy coś w tym rodzaju, ale takie rzeczy... I dlatego, mimo lat, ciągle mam duże wątpliwości związane ze ślubowaniem. Może po prostu za dużo myślę ;-)

      Usuń
  34. Przyjaźń i miłość :) Wg. mnie idealny związek jest taki, kiedy ludzie w przyjaźni i partnerstwie, nie zatracają miłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to prawda, że para musi mimo wszystko także być przyjaciółmi :-)

      Usuń