niedziela, 31 maja 2015

Ubranie na całe życie

"Ubranie na całe życie" - tak mówi się o skórze i myślę, że to dobre porównanie. Pomyślmy, co zrobilibyśmy wiedząc, że mamy tylko jedną wyjściową sukienkę, a na drugą nie będzie nas stać... Na pewno pilnowalibyśmy jej jak oka w głowie! Tak samo należałoby podejść do skóry, bo troska o nią, to też troska o zdrowie.


Nasza skóra, jako największy narząd ciała, odzwierciedla stan jego zdrowia, świadczy też o stanie nawodnienia organizmu, który na początku swojej drogi życiowej składał się w 75-80 procentach z wody, jednak im więcej ma za sobą lat, tym wody zawiera mniej - po prostu się starzeje. Co się dzieje wewnątrz naszego ciała, można zaobserwować z zewnątrz: kiedy jesteśmy przeziębieni, wyglądamy na osobę chorą, mimo iż infekcja rozwija się w środku - jesteśmy bladzi, mamy ziemistą cerę z oznakami odwodnienia. I odwrotnie - zdrowa skóra pełni prawidłowo swoją funkcję ochronną i utrzymuje możliwie największą ilość wody wewnątrz komórek.

Tak ujmując sprawę, wyraźnie widać, że dbanie o urodę wcale nie musi się wiązać z próżnością, gdyż ładny wygląd to przede wszystkim przejaw zdrowia. Przede wszystkim każda skóra potrzebuje nawilżania, musi też tę wilgoć zatrzymać. Letnie upały, zimą - przegrzane i suche pomieszczenia, złe nawyki żywieniowe i wreszcie upływający czas, powodują, że wilgoć ze skóry nam ucieka. Przykładowe czynniki negatywne:

  • kawa - trwają dyskusje "odwadnia czy nie", niektórzy twierdzą też, że kawa szkodzi na cerę, gdyż zatrzymuje wodę w organizmie, co powoduje odkładanie toksyn, inni - że kofeina powoduje rozszerzanie porów oraz szarzenie i matowienie cery, więc na wszelki wypadek  lepiej kawą  delektować się, a nie opijać;
  • alkohol - odwadnia, wskutek czego szybko powstają zmarszczki, niezdrowy kolor i przebarwienia, wypłukuje z organizmu cenne składniki;
  • papierosy - palenie ich niszczy włókna kolagenu, a im mniej kolagenu, tym szybciej powstają zmarszczki;
  • nadmierne opalanie - również niszczy włókna kolagenowe;
  • zanieczyszczone środowisko - może ograniczać zdolność skóry do utrzymywania odpowiedniego poziomu nawilżenia, pył znajdujący się w powietrzu zatyka pory i zwiększa ilość bakterii na powierzchni skóry;
  • stresujący tryb życia bez chwili odpoczynku, zmęczeni wyglądamy na +10.

Niewłaściwe nawilżenie sprawia, że skóra staje się mało elastyczna, spada jej zdolność ochronna, a jest przecież naszą tarczą od zewnątrz i wewnątrz. Oto przykładowe działania pielęgnacyjne (nie wspominam o kosmetykach, gdyż mnóstwo blogów kosmetycznych podejmuje ten temat):
  • picie wody od 1,5 do 2 l (wspomaga usuwanie toksyn i szkodliwych produktów przemiany materii), jednak picie jeszcze większej ilości wody działa już niekorzystnie;
  • mgiełka w atomizerze - uwaga, pozostawienie na skórze wody do wchłonięcia przyspieszy przesuszenie skóry, dlatego nadmiar wilgoci po chwili zbieramy chusteczką;
  • skóra broni się przed utratą wody wytwarzając na swej powierzchni powłoczkę z tłuszczu i potu czyli sebum, zatem należy tak ją pielęgnować by nie zaburzać tego naturalnego procesu, np. stosując olejowe oczyszczanie twarzy, które hamuje nadmierne wydzielanie sebum i nie zaburza naturalnego pH skóry;
  • szczotkowanie skóry na sucho - sposób złuszczania skóry na całej powierzchni ciała, za wyjątkiem twarzy, za pomocą szczotki wykonanej z naturalnego włosia np. dzika lub z materiałów roślinnych, szczotkujemy ciało przed kąpielą, zawsze w kierunku serca, regularne szczotkowanie nie tylko usunie martwe komórki naskórka, ale też pobudzi krążenie krwi i zdolność układu limfatycznego do usuwania zgromadzonych toksyn (jestem fanką szczotkowania na sucho i każdemu polecam - naprawdę da się przyzwyczaić!)
Piling domowej roboty i kąpiel odtruwająca wg Murada:
Peeling - łączymy brązowy cukier z olejem (kartamusowym lub organicznym kokosowym) i grubo zmieloną kawą.
Kąpiel - ciepła z solą z Epsom (rozgrzewa mięśnie i likwiduje opuchlizny), po peelingu.
Po wyjściu z kąpieli wcieramy więcej oleju kartamusowego (zawiera kwas linolowy który m.in. wpływa na redukcję tkanki tłuszczowej i posiada właściwości antyoksydacyjne) w wysuszone partie skóry.

Piękna zadbana skóra, włosy i paznokcie dodają nam urody i są oznaką dobrego zdrowia. Co prawda nie możemy zatrzymać upływającego czasu, ale możemy się z nim skutecznie ścigać, wystarczy wiedzieć, jak można o siebie zadbać. Myślę, że w tym dbaniu o siebie liczą się nie tylko kosmetyki, ale też prawidłowe odżywianie, wspomaganie się w razie potrzeby suplementami diety, ruch, relaks i sen. Jeśli zabraknie któregoś elementu skóra, włosy i paznokcie wyraźnie stracą na wyglądzie i niech to będzie dla nas sygnałem, żeby zabrać się do pracy nad sobą.

poniedziałek, 25 maja 2015

Apteka dla duszy




Znacie Osho? Ja od dawna patrzę na jego książki z zamiarem przeczytania, ale dopiero w tym roku po raz pierwszy sięgnęłam po jedną z nich, była to „ Apteka dla duszy. Zbiór medytacji i ćwiczeń relaksacyjnych”.  Zbiór, jak zbiór. Nawet dość uważnie go przejrzałam, ale w końcu stwierdziłam, że nie przepadam za takimi rytuałami – u mnie jak medytacja, to najprostsze bycie, to samo z oddychaniem (są różnego rodzaju techniki oddychania - na każdą dolegliwość - ale zwyczajnie nie mam ochoty ich ćwiczyć). Najciekawszy wydał mi się rozdział o szczęściu, ponieważ to jest mój nadrzędny życiowy cel. Oto co myśli na ten temat Osho:

Dlaczego ludziom z trudem przychodzi bycie szczęśliwymi? Ponieważ troski krystalizują nasze ego, w smutku jesteśmy wyjątkowi, nieprzeciętni – przyciągamy uwagę innych ludzi. Kiedy jesteś smutny ludzie zwykle współczują nam, troszczą się o nas, obdarzają miłością. Bo kto chciałby krzywdzić nieszczęśliwą osobę, kto chciałby takiej zazdrościć? Człowiek wtedy czuje, że nie jest sam, że ma rodzinę i przyjaciół. Natomiast kiedy jesteśmy szczęśliwi, ci sami przyjaciele zaczynają nam zazdrościć. (Wg Osho) nikt nie lubi ludzi szczęśliwych, ponieważ ranią oni ego innych ludzi, którzy wtedy myślą „o tak, jesteś szczęśliwy, kiedy my wszyscy tak bardzo cierpimy”.

Jako osoba szczęśliwa jesteś indywidualnością, jako ktoś zmartwiony jesteś częścią tłumu, bo cały nasz świat składa się z ludzi smutnych”.
Co to jest szczęście?  „Człowiek przestaje być częścią świata stworzonego przez umysł ludzki, przestaje być częścią przeszłości, paskudnej historii. Gdy jesteś naprawdę szczęśliwy, czas i przestrzeń zanikają”.

Przyjrzyjmy się swojemu nieszczęściu, a następnie szczęściu. Zauważymy kilka rzeczy. Gdy jesteśmy smutni społeczeństwu się to podoba, cieszymy się ogólnym szacunkiem, możemy zostać nawet uznanymi za "świętych", bo wszyscy "święci" cierpią. Ponieważ sami są smutni, są też przeciwni radości, a każdy rodzaj szczęścia utożsamiają z hedonizmem, a radość z grzechem. Tak naprawdę tylko w smutnym świecie mogli zostać uznanych za świętych, bo w świecie pełnym radości musieliby zostać poddani leczeniu. To przypadki patologii.
 
  • Widziałem wielu świętych, przyglądałem się ich życiu. 99 na 100 to ludzie nienormalni – neurotyczni lub nawet psychotyczni. Ale cieszyli się szacunkiem. I pamiętaj – szanowano ich za to, że cierpią.”

  • „Przez lata wypracowaliśmy sobie pewien mechanizm: powstrzymujemy radość, wyrażamy smutek. Musimy nauczyć się być szczęśliwym, szanować szczęśliwych ludzi, zwracać na nich większą uwagę (szczęście przyciągnie więcej szczęścia).”

  • „Nie współczujmy tym którzy cierpią. Pomagajmy im, ale nie współczujmy. Nie pozwólmy im myśleć, że smutek jest opłacalny. Pomagajmy wyjść tej osobie ze smutku, bo smutek jest zły. Niech ta osoba też to poczuje. Bycie nieszczęśliwym to nic szlachetnego.”

  • Bądźmy szczęśliwi, szanujmy szczęście, pomóżmy ludziom zrozumieć, że jest ono celem w życiu. „Gdziekolwiek jest szczęście tam jest też Bóg. Gdy widzisz kogoś szczęśliwego, szanuj go, on jest święty. A gdy widzisz radosne zgromadzenie myśl o nim jako o świętym.”
Ktoś tu nie pasuje do reszty...?

Co ja myślę o powyższym… Przede wszystkim, im dłużej żyję, tym coraz mniejszą mam ochotę generalizować, dlatego nie podoba mi się stwierdzenia typu: nikt nie lubi ludzi szczęśliwych, nasz świat składa się z składa się z ludzi smutnych. Kiedy czytam takie stwierdzenia to od razu czuję bunt – „co ta osoba chce mi wmówić???”.  
 
Wolę patrzeć inaczej, albo w ogóle nie patrzeć, chociaż na pewno po naszej planecie stąpają bardziej lub mniej uduchowione smutasy lubujące się w rozdrapywaniu ran, czasami da się ich dostrzec tuż obok, a w mediach to już na pewno! I dlatego uważam, że nie powinniśmy pozwolić się zarazić takim podejściem.

Tekst wyróżniony kolorem to wg mnie dobra rada. Smutek, jako ból duszy w pewnych wypadkach jest nieunikniony, musimy go przeżyć, musimy przetrwać swoją żałobę, ale taplanie się w tej żałobie ponad miarę staje się szkodliwe dla zdrowia duszy i ciała.

„Apteka dla duszy. Zbiór medytacji i ćwiczeń relaksacyjnych” Osho to książka mądra, ale nie rozrywkowa, na pewno spodoba się miłośnikom uduchowionych klimatów.

piątek, 22 maja 2015

Nie dajmy się wampirom

Na nasze samopoczucie i zdrowie w głównej mierze wpływamy sami, za pomocą właściwego odżywiania, pozytywnego nastawienia do życia, aktywności fizycznej czy pielęgnowania pasji, ale czasami, mimo dobrych chęci i działania, nie wszystko idzie tak, jakbyśmy sobie życzyli. Wtedy przyjrzyjmy się ludziom, którzy nas otaczają, oni też mają udział w naszych wzlotach i upadkach.

Przyjaźnie oraz dobre kontakty, oparte na wspólnych zainteresowaniach i poczuciu bliskości należy szanować i pielęgnować. Tacy ludzie zachęcą nas do rozwoju, zainspirują do zmian, będą wspierać w potrzebie i powiedzą nam prawdę w oczy, kiedy zbłądzimy. To prawdziwy skarb, jednak należy go uważnie wybrać z towarzystwa, które do nas przylgnęło siłą przyciągania.

Zatem nie zostawiajmy przypadkowi składu naszego towarzystwa, ponieważ ludzie, z którymi spędzamy czas, mają na nas znaczący wpływ. Spójrzmy z dystansem na swoje związki z ludźmi:
  • czy osoby, z którymi często się spotykamy, pomagają nam się rozwijać, czy może spowalniają, sprawiają trudności, wysysają emocjonalnie i duchowo?
  • czy ich podziwiamy i szanujemy? 
  • czy ważne są dla nas te same wartości?
Jeśli tak, to świetnie! Jeśli nie, tzn. jeśli odnosimy wrażenie, że ludzie z otoczenia nas spowalniają, sprawiają trudności, wysysają emocjonalnie i duchowo - warto rozważyć, czy nie powinniśmy spędzać razem mniej czasu, gdyż istnieje ryzyko, że takie znajomości oddalą nas od założonych celów i wprowadzą do naszego życia niepokój.

Sygnałem świadczącym o tym, że tkwimy w relacji, która nam nie służy, będzie nasze samopoczucie po spotkaniu z daną osobą - podenerwowanie, wyraźny spadek energii życiowej, kompulsywne odruchy by zjeść coś słodkiego albo napić się alkoholu. Generalnie mamy poczucie zmanipulowania czy poniżenia, z ciała też mogą płynąć symptomy takie jak: ból głowy, brzucha, mdłości czy duszność. Warto słuchać swojego ciała, takie obserwacje mogą nas doprowadzić do ciekawych odkryć na temat relacji z ludźmi.

Wypisz - wymaluj samopoczucie jak po spotkaniu z wampirem, oczywiście takim energetycznym. Kiedy zauważyłam u siebie podobne objawy po spotkaniach z niektórymi ludźmi i skojarzyłam jak bardzo przystają do powyższego opisu, byłam w szoku!
Ja odbijam się w lustrze! ;-)
Wampir energetyczny to osoba, w towarzystwie której nasze myśli są zmącone, zaczynamy odczuwać negatywne emocje, często po spotkaniu czujemy osłabienie, zniechęcenie do życia. (Definicja pochodzi stąd.) Swoimi słowami powiedziałabym: to osoba, która świadomie lub nieświadomie gra na naszych niższych emocjach, co jest dla nas męczące tak bardzo, że często musimy spotkanie z nią po prostu odespać. Z taką osobą u boku daleko nie zajedziemy, chcąc nie chcąc musimy zacząć się bronić, a jeśli się da, to i uciekać jak najdalej od niej. I chociaż ciągle uśmiecham się z niedowierzaniem widząc / słysząc słowo "wampir", to jednak da się zauważyć, jak wiele stron internetowych ten temat podejmuje. I już nawet nie chodzi mi o nazwanie takich ludzi tak czy siak, po prostu faktem jest, że z niektórymi jest nam wyraźnie nie po drodze. Niby są blisko nas, ale zachowują się jak kotwica - nie możemy przy nich odpłynąć, zawsze czujemy "spięcie pośladków", nadmiernie kontrolujemy się i trudno nam być w pełni sobą.

Do czego zmierzam: życie mamy jedno i w efekcie zawsze wydaje się za krótkie. Mamy za mało czasu na wszystko, co naprawdę chcielibyśmy robić, dlatego nie marnujmy czasu na wampiry, niech idą pożywić się gdzie indziej. Jeśli nie damy im swojej uwagi, wtedy będą musiały poszukać nowej ofiary, ale to już ich problem, my przecież chcemy się rozwijać i spędzać czas dany nam na ziemi jak najprzyjemniej. A więc ciągnijmy do swoich, bo tylko z ludźmi nadającymi na tych samych falach możemy stworzyć coś dobrego, pięknego czy wielkiego.

Nie będę tu wpisywała porad typu: jak poradzić sobie z wampirem, jeśli kogoś ten temat szerzej interesuje, to wujek Google na pewno doradzi. Pewnie każdy ma swego wampira, więc może podzielicie się swoimi doświadczenia z tymi, wcale nie fikcyjnymi, stworzeniami?

niedziela, 17 maja 2015

Kilka informacji o mnie czyli czas na LBA

Zostałam nominowana przez Veronme do Liebster Blog Award (http://veronme.blogspot.com/2015/04/cos-o-mnie-czyli-liebster-blog-award.html) - Dziękuję :-). Nominacje zawsze są - przede wszystkim - czymś dla mnie miłym, tak więc bez przedłużania przystępuję do odpowiedzi na pytania...

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Pytania od Veronme:
 
1. Twoje największe zainteresowania?
Rozwój osobisty, zdrowy styl życia (odżywianie, aktywność fizyczna, kosmetyki) i jeszcze kilka tematów pokrewnych, tj. minimalizm, racjonalne gospodarowanie pieniędzmi, zarządzanie czasem.

2. Jaka jest Twoja największa zaleta i największa wada?
Myślę, że moją największą zaletą i wadą jednocześnie jest to, że za dużo chcę na raz (za dużo: pomysłów w głowie, języków obcych, które chciałabym znać, książek do przeczytania, miejsc do odwiedzenia itd.), a kiedy mamy zbyt wiele na oku, to tak naprawdę trudno dużo zdziałać, bo nasza uwaga jest zbyt rozbiegana i w efekcie, w każdej dziedzinie robimy za mało. Ale grunt, że wróg rozpoznany.

3. Co w swoim wyglądzie lubisz najbardziej?
Tego pytania nie lubię, więc odpowiem wymijająco: łatwiej byłoby mi odpowiedzieć niestety, czego nie lubię, ale biorąc pod uwagę produkt finalny, czyli moje ciało w całości, to bez wchodzenia w szczegóły, myślę, że jest całkiem znośnie. Mam nadzieję, że tak to właśnie widzą mężczyźni ;-)

4. Jeśli miałabyś możliwość przeprowadzić się w każdy zakątek świata, gdzie by to było?
I tu objawia się w pełnej krasie moja zachłanność, bowiem jest nieskończenie wiele takich miejsc, więc najlepiej będzie, jeśli podam uogólnienie: gdzieś, gdzie nigdy nie pada śnieg i morze jest w zasięgu wzroku.

5. Jaki masz kolor... szczoteczki do zębów? :D
Odpowiadam całkiem poważnie: aktualnie biało-czerwony.

6. Czy dążysz do jakiegoś celu? Jeśli tak, do jakiego?
Dążę, do kilku nawet. Jednym z nich i głównym jest napisanie książki oraz znalezienie wydawnictwa, które je wyda, a potem następnej i następnej i następnej...

7. Gdy byłaś dzieckiem, kim chciałaś być z zawodu?
Haha - pisarką właśnie!

8. Na co najwięcej wydajesz pieniędzy?
Trudno powiedzieć... nie mam dziedziny, w którą ładuję kasę bez umiaru, zwykle robię zakupy przemyślane, z listą w ręku. Lubię mieć duży wybór butów, ale nie koniecznie najdroższych.

9. Jaka jest Twoja ulubiona forma spędzania wolnego czasu?
Albo robienie czegoś na "łonie natury" (bieganie, rower, spacer, kocyk), albo czytanie.

10. Czym kierujesz się w życiu: sercem czy rozumem?
Najczęściej intuicją, ale to chyba nie to samo, co serce... A może to samo. Po prostu tak to nazywam :-)

11. Jakie trzy rzeczy są dla Ciebie niezbędne?
a) wysypianie się (chociaż miało być rzeczy, więc powinno być "łóżko"),
b) smartfon,
c) karta płatnicza do pełnego konta (wtedy kupię sobie wszystkie inne potrzebne rzeczy).


Ponieważ ostatnio dość mocno zajmuje mnie temat organizacji czasu, moje pytania będą kręciły się wyłącznie wokół tego tematu, tak, żeby osoby nominowane odpowiadając na nie, opowiedziały w miarę "kompleksowo" o swoich przykładowych 24 godzinach:

1. Jaka jest Wasza praca? Absorbująca, męcząca, wymagająca wyjścia z domu, satysfakcjonująca, zabierająca zbyt dużo czasu, a może w ogóle nie musicie pracować? (Osobiście nie widzę w takim rozwiązaniu nic złego.)

2. W jaki sposób rozdzielacie w ciągu dnia godziny pracy zawodowej od godzin przeznaczonych na życie poza pracą? Rzucacie się bez chwili odpoczynku w wir obowiązków domowych czy siedzicie w fotelu przez kwadrans z ulubioną herbatką?

3. O której zwykle chodzicie spać i czy śpicie wystarczająco długo, żeby wypocząć? 

4. Wasz patent na skrócenie czasu spędzanego w kuchni?

5. Ludzie, którzy kradną Wasz czas - potraficie się od nich uwolnić, czy dajecie tyle ile chcą?

6. Jak dużo czasu jesteście w stanie znaleźć każdego dnia tylko dla siebie i co wtedy najchętniej robicie?

7. Czy czasami ucinacie sobie drzemkę?

8. Wasi najpoważniejsi złodziej czasu to...?

9. Od której godziny rano potraficie działać efektywnie?

10. Czy telewizor i komputer to samo zło? Ile czasu spędzacie przy tych urządzeniach?

11. Jesteście zwolennikami planowania przebiegu dnia czy idziecie na żywioł?

Do odpowiedzi na pytania zapraszam:
http://vademecumblogera.pl/
http://konwenanse.blog.pl/
http://megly.pl/
http://ankawirtualnakolezankafit.blogspot.com/
http://weronikarudnicka.pl/
http://szczesciewybieram.blogspot.com/
http://fitnazawsze.blogspot.com/
http://kobiecyzmysl.blogspot.com/
http://slow-your-life.blogspot.com
http://niedoskonaloscperfekcyjna.blogspot.com/
http://domnaobcasach.com/

Starałam się nominować takie osoby/blogi, do których tematyki "czas" dobrze się wpisuje i mam nadzieję, że dobrze trafiłam... W każdym razie przymusu odpowiedzi przecież nie ma, a chętnych zapraszam do podjęcia pałeczki LBA!

środa, 13 maja 2015

Strony małżeńskiego medalu

14-letnia Agnieszka Osiecka napisała w pamiętniku: "W kobiecie takiej jak moja Mama namiętność wygasa, a pozostaje ślepe, psie przywiązanie do dzieci i domu, nawet do najgorszego męża. Ja nie będę nigdy taka jak Mama, ani taka jak ojciec. Z chwilą, gdy poczuję wstręt i nudę do symbolicznego domu, odważę się powiedzieć: dość, i pożegluję dalej w poszukiwaniu szczęścia i maksimum skoncentrowanego, pędzącego życia".

I konsekwentnie realizowała ten plan, jak stwierdziła jej córka Agata Passent. Z jednej strony, plan "niedojrzały", z drugiej strony - jeśli rodzice są ze sobą wyłącznie dla dobra dzieci, wbrew pozorom, nikomu to dobrze nie służy.  Kiedy rodzice męczą się ze sobą, dzieci doskonale wyczuwają napiętą atmosferę w domu, często obwiniając się za ten stan rzeczy lub czując się gorsze niż rówieśnicy z fajnych domów, co później negatywnie odbija się na ich rozwoju.



Druga strona medalu - tekst przysięgi małżeńskiej:"...ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci". Jeszcze będąc młodą dziewczyną buntowałam się przeciwko przysięganiu sobie miłości. A co, jeśli miłość nagle odejdzie? Jak będę mogła wywiązać się z przysięgi? Może po prostu przysięgę wymyślono po to, aby potomstwu zapewnić stabilny dom z kochającymi rodzicami? Dużo tych pytań, zakładam, że każdy znajdzie na nie własną odpowiedź.

Jak wiadomo, nic na siłę - "z niewolnika nie ma robotnika", w małżeństwie też. Co by o małżeństwie nie powiedzieć złego, większość młodych ludzi (a przynajmniej kobiet) marzy o tym stanie i konsekwentnie do niego dąży. Później bywa różnie. Pomijając patologiczne przypadki w rodzinach takie jak: alkoholizm, hazard, narkomania, skłonności do skoków w bok czy przemoc domowa (itd.) uważam, że jeśli już zdecydowaliśmy się na zawarcie małżeństwa, to mimo późniejszego opadania rąk, należy o nie równie konsekwentnie walczyć.

Jeśli chodzi nam po głowie rezygnacja, zatrzymajmy się w ciszy i przypomnijmy wszystkie piękne chwile w naszym związku. Przypomnijmy sobie, jak było na samym początku, co nas w partnerze zachwycało. Dlaczego wcześniej tak świetnie czuliśmy się w obecności partnera i dlaczego już tego nie czujemy? Czy szczerze rzecz ujmując, możemy stwierdzić, że wina leży tylko po jego stronie? I wreszcie: co my możemy zrobić, żeby związek odbudować. Może się zdarzyć tak, że już sama zmiana wyłącznie naszego podejścia to małżeństwo uratuje. Jednym słowem, wymagajmy zawsze najpierw od siebie, później od innych, bądźmy w porządku, nie oglądając się na profity - bo przecież...

...Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa,
które się skończą, choć zniknie dar języków i choć wiedzy [już] nie stanie...

Z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian (1 Kor 13, 1-13)

A każdy mądry wie, że lepiej zapobiegać niż leczyć, tak więc i miłość lepiej jest pielęgnować niż reanimować ;-)

niedziela, 10 maja 2015

Skarby Maroka

Przedstawiam Wam moje małe, próbne zakupy w zrobione sklepie Skarby Maroka.pl. Sklep posiada szeroki asortyment „egzotycznych” produktów m.in. do pielęgnacji naszej urody, perfumy, biżuterię i produkty spożywcze - za tę mini reklamę mi nie płaci, piszę z własnej woli, ponieważ pomyślałam, że to ciekawe miejsce może jeszcze kogoś zainteresować czy zachwycić.

  
1. Patyczki Miswak do czyszczenia zębów (a konkretnie 1 patyczek o długości 13,5 cm – 11 zł).


„Od wielu stuleci miswak bedący korzeniem drzewa arakowego, używany jest do czyszczenia i naturalnego wybielania zębów, a także w profilaktyce wszelkich chorób jamy ustnej! Miswak stanowi bowiem naturalną szczoteczkę i pastę do zębów w jednym.
Nie wymaga użycia wody, pasty, a nawet spłukiwania po użyciu, gdyż wszelkie bakterie na jej powierzchni są niwelowane w naturalny sposób. Właściwości te czynią miswak niezwykle praktycznym w podróży, w szkole czy w pracy. Po jej użyciu zęby będą czyste i lśniące, a co najważniejsze, pozbawione bakterii, kwasów i zalegającego osadu. Długotrwałe stosowanie wybiela zęby, skutecznie chroni przed próchnica, paradontozą, kamieniem nazębnym i osadem niszczącym szkliwo. Ponadto aktywuje odnowę już uszkodzonego szkliwa.”
Owszem, czyszczenie zębów patyczkami daje efekt odświeżenia i oczyszczenia, ale o wszystkich cudownych właściwościach tego produktu ciągle się nie przekonałam, gdyż patyczek po prostu wydaje mi się bardzo nieporęczny w porównaniu ze szczoteczką do zębów, do której jestem przyzwyczajona. Z tego właśnie powodu nie wyrobiłam sobie nawyku czyszczenia nim zębów. Teraz zabrałam swój patyk do pracy i tam wycieram nim swoje ząbki (kiedy sobie o nim przypomnę).


2. Bio-szampon z glinką ghassoul i ekstratem z róż damasceńskich 200 ml (27 zł).

Mycie włosów tym szamponem to prawdziwy różany rytuał. Szampon przeznaczony jest to oczyszczania każdego rodzaju włosów. Delikatnie myje włosy, a ekstrat różany nawilża włos na całej jego długości. Glinka ghassoul zawarta w szamponie również oczyszcza skórę głowy. Jeśli Twoje włosy są pozbawione blasku i witalności ten szampon przywróci im równowagę i zdrowy wygląd. Szampon odświeża skórę głowy, wspomaga jej ukrwienie, łagodzi rany, podrażnienia i doskonale nawilża.”
A mnie po nim lekko swędzi głowa… (Ale mnie po wielu szamponach swędzi głowa, więc się nie sugerujcie). Składu nie mogę rozszyfrować, bo jest pisany „znaczkami”.


3. Naturalny olejek miętowy 30 ml (25 zł). I właśnie olejkowi miętowego poświęcę więcej uwagi, bo sama jestem zaskoczona co można z nim zrobić.
Kupiłam ten olejek po przeczytaniu artykułu na Poczcie Zdrowia (http://www.pocztazdrowia.pl/pozbadz-sie-bolow-glowy-dzieki-temu-olejkowi-eterycznemu/) z zamiarem wykorzystania go na ból głowy zamiast tradycyjnych pigułek przeciwbólowych.
„W przypadku bólu głowy nanosimy na palec wskazujący dwie krople olejku oraz wmasowujemy go w skronie i czoło. Trzeba przy tym uważać, by nie dostał się do oczu, ponieważ spowoduje podrażnienia (w takim wypadku obficie przemyj oczy zimną wodą i niezwłocznie skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą). Zwykle nie ma potrzeby rozcieńczania olejku z mięty pieprzowej. Jeśli jednak u osoby szczególnie wrażliwej spowoduje on podrażnienia, wystarczy rozcieńczyć go olejem roślinnym z dziurawca (w przypadku bólu głowy) lub stosowaną na co dzień oliwą z oliwek. Masaż wywołuje efekt rozszerzania naczyń krwionośnych: krążenie spowalnia, co działa uspokajająco. Już po kilku minutach pojawi się pierwsze wrażenie chłodu, a przede wszystkim ustąpi ból głowy.” W moim przypadku olejek nie likwiduje całkowicie silnego bólu (migrenowego), ale takie słabsze pobolewania uspokaja oraz pomaga na zatkany nos.




Ponieważ olejek bardzo wolno mi schodzi, zaczęłam szukać informacji, co jeszcze mogę z nim zrobić, żeby w ogóle zużyć całą zawartość, bo przecież głowa nie boli mnie na okrągło. Oto co wyszperałam w czeluściach internetu:


  • Nieprzyjemny oddech, nudności i wszelkiego rodzaju problemy z trawieniem (wymioty, wzdęcia, niestrawność…) zwalczymy, nakładając 1–2 krople na chleb pełnoziarnisty i zjadając całość (nie przekraczaj 3 dawek dziennie). Daje to niemal natychmiastowy efekt i zapewnia świeży oddech przez kilka godzin – dłużej niż jakakolwiek „miętówka” czy dowolny inny środek.

  • W przypadku kaszlu możemy wmasować 2 krople olejku miętowego w klatkę piersiową, aby uwolnić wydzielinę oskrzeli w wyniku działania zawartego w nim mentolu.

  • Masaż z zastosowaniem olejku eterycznego z mięty pieprzowej przydaje się przy łagodnych urazach.

  • Dodawany jest do olejku arganowego. Taka mieszanka działa tonizująco, antyseptycznie, przeciwzmarszkowo i orzeźwiająco.

  • Olejek miętowy stosowany podczas inhalacji udrażnia zatkany nos i zatoki, łagodzi ból głowy, działa wykrztuśnie.

  • Kąpiel z olejkiem miętowym: Kilka kropli olejku miętowego mieszamy z łyżką miodu lub mleka w proszku i dodajemy do wody w wannie. Kąpiel z dodatkiem olejku miętowego działa relaksująco, antyreumatycznie i uspokajająco. Łagodzi ból mięśni i stawów. Wzmacnia organizm, wpływa korzystnie na układ oddechowy i system nerwowy.

  • Kąpiel z dodatkiem olejku miętowego do stóp: Do miski z ciepłą wodą  (temperatura kąpieli nie powinna przekraczać 38 stopni) dodajemy garść soli morskiej, łyżkę miodu i kilka kropli olejku miętowego. W tak przygotowanej kąpieli moczymy stopy przez 20 minut. Olejek miętowy działa przeciwgrzybiczo i antybakteryjnie. Skutecznie odświeża i chłodzi stopy. Niweluje uczucie zmęczenia po ciężkim dniu pracy.


Olejek miętowy w domowych porządkach:

  • Wypełnić butelkę ze zraszaczem 1l wody i 10-15 kroplami olejku miętowego. Dokładnie zmieszać. Spryskiwać miksturą roślinki lub wzdłuż chodników, aby pozbyć się insektów takich jak mrówki, mszyce, żuczki, chrząszcze czy wszy roślin.

  • Dodać kilkadziesiąt mililitrów olejku z mięty pieprzowej do puszki z farbą. Dokładnie zamieszać. Zapobiegnie to powstawaniu oparów z farby.

  • Zmoczyć olejkiem miętowym płatki kosmetyczne i porozkładać je w miejscach, w których mogą być myszy. Porozkładać je również w pobliżu okien czy drzwi, czyli w miejscach, którymi myszy mogą się do domu przedostać.

  • Dodać kilka kropel mięty do jonizatora, a świeży jej zapach rozniesie się po całym domu.

  • Odstraszanie komarów olejkiem miętowym: kilkanaście kropli olejku miętowego i cytrynowego wlewamy do butelki ze spryskiwaczem napełnionej wodą, rozpylamy aromaterapeutyczną mgiełkę na dywany, tapicerkę mebli, zasłony i firany.


Olejku miętowego nie stosować w przypadku dzieci oraz osób cierpiących na astmę. Stosowanie w przypadku ciężarnych wymaga konsultacji ze specjalistą. Raczej nie stosować bez rozcieńczania (mój olejek nadaje się do stosowania na skórę bez rozcieńczania).


Macie swoje doświadczenia z wyżej wymienionymi produktami? Zapraszam do komentowania!