sobota, 28 marca 2015

Tej pasty do zębów jeszcze nie znacie!

(A przynajmniej taką mam nadzieję!) Ciągle szukam nowych, ciekawych kosmetyków, a swoje odkrycia prezentuję na blogu. Nie ukrywam, lubię przeczytać w komentarzach, że pierwszy raz widzicie na oczy taki kosmetyk. Dlatego, kiedy otrzymałam od Rafała Luberackiego - niezależnego partnera firmy RL Health & Baeuty - propozycję przetestowania Aloe Vera Żelu Do Zębów, zgodziłam się bez zastanowienia. Po pierwsze - to zupełnie nowy dla mnie produkt, po drugie - aloes budzi zaufanie. 

Co może aloes w paście do zębów?
1. Jego miąższ posiada właściwości antybakteryjne i łagodzące, co powoduje złagodzenie stanów zapalnych i zapobiega nawracającym infekcjom.
2. Aloesowa pasta do zębów jest łagodna dla szkliwa. Miąższ aloesu, bogaty w enzymy ma właściwości czyszczące, jego składniki penetrują wszelkie zakamarki między zębami, nawet tam, gdzie nie dociera szczoteczka.
3. Ponadto skutecznie zwalcza przykry zapach z ust (dzięki właściwościom bakteriostatycznym), a regularne używanie pasty wzmacnia dziąsła. Moje dziąsła są wymagające, często krwawią, dlatego zawsze starannie dobieram pasty do zębów. Podczas szczotkowania z Żelem Aloe Vera krwawienie dziąseł nie wystąpiło.

Aloe Vera Żel Do Zębów ma jasnozielony kolor i delikatnie pachnie i smakuje miętą. Na szczoteczkę nakładałam małą kulkę żelu (coś jak ziarnko grochu), szczotkowałam zęby około 2 minut. Żel dobrze się pieni, ma łagodny smak (nie wypala buzi) i naprawdę świetnie odświeża. Zęby wydają się idealnie doczyszczone.

Dla zainteresowanych podaję skład Żelu: Aloe Barbadensis Gel, Sorbitol, Hydrated Silica, Aqua (Water), Glycerin, Sodium Lauryl Sulfate, Cellulose Gum, Aroma (Flavor), Echinacea Purpurea Extract, Propolis (Propolis Cera), Alcohol, Sodium Saccharin, Sodium Benzoate, Caramel, Cl 19140 (Yellow 5), Cl 42090 (Blue 1).

Wszystko pięknie, tylko z dostępnością trochę gorzej, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. Swoją pastę otrzymałam od Rafała Luberackiego - niezależnego partnera firmy RL Health & Beauty. Firma ta sprzedaje kosmetyki i suplementy diety, które można zamówić między innymi u Pana Rafała. Jest też możliwość zamówienia katalogu, w którym znajdziemy więcej kosmetyków LR.

Cena katalogowa Aloe Vera Żelu Do Zębów to 24,90 zł, ale pastę można nabyć z 30-procentowym rabatem, czyli za 17,43 zł, spełniony musi być jednak warunek: kupujący musi zostać klubowiczem, wtedy również pozostałe artykuły firmy LR otrzymamy z 30-procentowym rabatem.

Tu możemy znaleźć / zamówić Aloe Vera Żel Do Zębów:
e-Mail: rafal.luberacki@gmail.com
https://m.facebook.com/morequality4yourlife?_rdr
Strona internetowa: http://www.lrworld.com/pl/

Ja ze swojej strony pastę polecam i niewykluczone, że do niej wrócę, a tym samym zakończę na jakiś czas przygodę z moją Dabur Red, której ostatnio od wielu miesięcy używałam.
A Wy znacie pasty do zębów z aloesem? Jeśli nie, to zachęcam do spróbowania, nie powinniście się rozczarować!


wtorek, 24 marca 2015

Szepty zmarłych czyli lubimy się bać

No dobrze, mówię za siebie - ja lubię się bać, co nie oznacza, że w realu lubuję się w sytuacjach zagrożenia zdrowia czy życia. Po prostu moje ulubione filmy i książki to kryminały i thrillery, a pierwsze miesiące tego roku upłynęły mi właśnie pod znakiem takiej lektury.


Opuściłam się w recenzowaniu wszystkich przeczytanych książek i ostatnio piszę tylko o takich, w których znalazłam coś godnego uwagi. Tak już chyba zostanie. Jeśli chodzi o książki z powyższego zdjęcia, to żadna z nich nie był kwintesencją grozy, ale czytały się dość dobrze. Najlepsza z nich to "Bez śladu" L. Barclay.  Od tej książki trudno było się oderwać. Zakończenie trochę "farbowane", szkoda, bo przez całą lekturę świetnie się bawiłam. Książka zaczyna się od opisu poranka, kiedy to nastoletnia bohaterka budzi się po ciężkiej nocy (poprzedniego wieczora upiła się porządnie) i stwierdza, że jest sama w domu. Wydaje się jej to dziwne, do tej pory nigdy rodzina nie zostawiała jej samej bez uprzedzenia. Ubiera się i idzie do szkoły, ale po kilku lekcjach pędzi do domu i stwierdza, że nic się nie zmieniło - rodzice i brat po prostu zniknęli. Sąsiedzi wzywają policję. Następnie akcja robi skok w przyszłość. Bohaterka wyszła za mąż i urodziła córkę, o którą bardzo drży, gdyż niewyjaśnione zniknięcie rodziny kładzie się ponurym cieniem na jej psychice. Wkrótce zaczynają dziać się coraz dziwniejsze rzeczy i akcja nabiera rozpędu, ale o tym sza... Zachęcam, żebyście sprawdzili sami!

Co do pozostałych dwóch książek - niby wszystkie "fakty" trzymają się kupy, ale widać, że mocno je naciągnięto, żeby do siebie pasowały, a zakończenie to już w ogóle jakby na siłę pisane. Jednym zdaniem: "Kamiennej ciszy" i "Szeptom zmarłych" zabrakło lekkości, naturalności, przez co ich atmosfera sztucznością trąci, więc jak tu się przestraszyć?

Zatem dalej będę szukała kryminałów, które trafią w mój gust. Oczywiście, mimo obiecanek sobie danych, nie kupiłam ani jednego kryminału naszej Gai Grzegorzewskiej (od jej imienia pochodzi mój blogowy pseudonim!) czy Marka Krajewskiego. Bardzo dobrze wspominam kryminały Alex Kava - polecam!


Zresztą bądźmy szczerzy - nawet najbardziej ponura akcja kryminału nie jest w stanie dostarczyć solidnej porcji adrenaliny, co najwyżej tak wciągniemy się w czytanie, że z książką zasiedzimy się do północy, ryzykując dobre poranne samopoczucie. Dopiero strrraszne filmy mogą dać odpowiednie efekty, bo tu w budzeniu grozy pomagają obrazy i złowieszcze dźwięki.

Jak na prawdziwego tchórza przystało, nigdy nie oglądam strasznych filmów sama. Najczęściej czekam, aż reszta rodzinki zechce mi towarzyszyć i wtedy włączamy coś po 22-giej. Obowiązkowo wyłączamy światło, a wszystkie mrożące krew w żyłach sceny oglądam po dziecinnemu przez szpary między palcami rąk. Na szczęście po zakończeniu filmu nie boję się aż tak bardzo, żebym musiała łykać tabletki uspokajające ;-)


Moje ulubione thrillery to takie, w których występują duchy ofiar domagające się ukarania ich zabójcy od bogu ducha winnych przypadkowych osób, lubię też wątki, kiedy wścibstwo bohaterów prowadzi do spotkania oko w oko z groźnym psychopatą. Horrory niechętnie oglądam. Za dużo tam flaków i filmy te przeważnie kończą się źle, a ja lubię, kiedy na końcu historii dobro zatryumfuje, wtedy oddycham z ulgą.

Moje ulubione filmy, powiem tak: trochę stare, ale dla mnie jare. Mogę oglądać je co rok, z niesłabnącymi emocjami:
"Co kryje prawda" http://www.filmweb.pl/film/Co+kryje+prawda-2000-1327#
"Niepokój" http://www.filmweb.pl/Niepokoj
"Okno na podwórze" http://www.filmweb.pl/film/Okno+na+podw%C3%B3rze-1998-32675
"Nostalgia anioła" http://www.filmweb.pl/film/Nostalgia+anio%C5%82a-2009-200209
"Nadprzyrodzony pakt" http://www.filmweb.pl/film/Nadprzyrodzony+pakt-2012-652832 (ten film raczej nie jest dobrze oceniany przez ogół, ja jednak trzęsłam się na nim ze strachu...)

Czy Wy również lubicie się bać, a jeśli tak, to co Was najbardziej przeraża? Może polecicie mi swoje ulubione strrraszne filmy? Dobre tytuły zawsze się przydadzą!

piątek, 20 marca 2015

Co należy pić

I znów powracam do książki Howarda Murada "Tajemnica Wody - sekret młodości", o której pisałam TUTAJ i TUTAJ. Podstawą teorii prezentowanej w książce jest stwierdzenie: NIE MUSIMY PIĆ OŚMIU SZKLANEK WODY DZIENNIE, im ściślej będziemy przestrzegali zaleceń zgodnych z koncepcją "Dzbana zdrowia" (kliknij w pierwszy link, a dowiesz się co to takiego), tym mniej wody będziemy musieli pić czyli nie będziemy musieli nosić wszędzie ze sobą butelki z wodą.

Co więcej sądzi na temat picia dr Murad? Oto porady zaczerpnięte z jego książki, które oddaję Wam do rozważenia:

1. Całkowicie albo chociaż w znacznej mierze należy ograniczyć spożycie napojów gazowanych (niegazowanych też, autorowi na pewno (?) chodziło o "gotowce" kupowane w plastikowych butelkach - moja uwaga) oraz alkoholu.

2. Jeśli lubimy soki owocowe, sięgajmy po te naturalne, nie dosładzane i rozcieńczajmy je wodą. Np. sok z granatów i żurawiny znajduje się wysoko na liście naturalnych przeciwutleniaczy.

3. Możemy pić śmiało kawę i herbatę, unikajmy jednak spożywania kofeiny po godzinie 14-stej, ponieważ mogą się wtedy pojawić problemy z zaśnięciem. Kawa - zarówna zawierająca kofeinę, jak i bezkofeinowa - stanowi źródło przeciwutleniaczy.

4. Jeśli mamy ochotę na alkohol, najlepsze jest czerwone wino w umiarkowanych ilościach, ponieważ zawiera ono naturalne przeciwutleniacze i minerały. "Umiarkowanie" oznacza w tym przypadku jeden 170-gramowy kieliszek wina dziennie dla kobiet i dwa kieliszki dla mężczyzn. Najlepiej jest pić wino do posiłków.

O sobie mogę powiedzieć, że do pierwszego punktu stosuję się bez problemów. Soków owocowych zwyczajnie nie lubię, już wolę zjeść świeże owoce, chociaż i w tym przypadku jestem wybredna, za to warzywa i soki warzywne lubię i chętnie jem i piję. A kawa? Nigdy nie uważałam, że kawa może szkodzić osobie zdrowej, nie rozumiem skąd ta nagonka... Przecież nie musimy pić jej hektolitrami, każdy produkt spożywany bez umiaru prędzej czy później nam zaszkodzi.


Na zakończenie proponuję KOKTAJL A'LA TAJEMNICA WODY - przepis pochodzi z książki "Tajemnica wody - sekret młodości":

1/2 filiżanki soku z borówek amerykańskich (niesłodzonego)
1/2 filiżanki mleka migdałowego
1/2 filiżanki malin świeżych lub mrożonych
1 łyżka lecytyny w granulkach
1/2 filiżanki pestek dyni
1 mały banan
3 - 4 kostki lodu (może być kruszony)
ekstrakt ze stewii do smaku

Wszystkie składniki umieścić w blenderze i zmiksować na gładką masę. Pestki sprawią, ze napój będzie lekko chrupiący. Lecytyna to substancja tłuszczowa stanowiący główny składnik błon komórkowych. Odbudowuje tkanki, pomaga organizmowi budować komórki z silnymi, wodoszczelnymi błonami, dzięki czemu narządy szybko się regenerują i są odpowiednio nawodnione. W lecytynę bogate są między innymi jaja.

Jeszcze nie próbowałam tego koktajlu, ponieważ akurat nie miałam pod ręką wszystkich składników, ale uważam, że zapowiada się smacznie.

niedziela, 15 marca 2015

Istotny czynnik czasu

Moja nie żyjąca już babcia Anastazja w ostatnich latach swego życia często skarżyła się smutnym głosem: "nikt mnie nie lubi, bo nie jestem już nikomu potrzebna, nawet mojej renty nikt nie chce...". Dla babci istotą życia była praca, rozrywek - poza chodzeniem na pogaduchy - nie znała, a zastanawianie się nad sensem istnienia, prawdopodobnie w jej przypadku nigdy nie miało miejsca. Toteż, kiedy nie mogła już pracować i kiedy koleżanki - jedna po drugiej - umierały, babcia miała coraz bardziej smutną twarz. Nie umiała sobie znaleźć miejsca w nowej sytuacji.

Ta historia dała mi do myślenia. I dzisiaj nie brakuje ludzi, którzy żyją w przeświadczeniu, że są godni miłości tylko wtedy, kiedy robią dla nas coś istotnego lub dokonali czegoś szczególnego w przeszłości. Prawdopodobnie siebie sami również wyłącznie z tego powodu kochają.

Niektórzy znowu wierzą, że tylko wtedy godni są miłości, gdy stale traktują innych z miłościa i uwagą. Całą swoją uwagę kierują na innych, ponieważ nie nauczyli się zajmować sobą, albo boją się, że to grzech.

Tymczasem prawda jest taka, że bycie kochanym za to, kim się jest, jest chyba najpiękniejszą rzeczą, jaka może przydarzyć się człowiekowi. Chyba my wszyscy, nieświadomie lub świadomie, szukamy kogoś, kto obieca nam, że będzie nas kochał wiecznie, jednak nawet jeśli drugi człowiek kocha nas mocno, nie dostrzeżemy tej miłości, jeśli sami siebie nie zaakceptujemy i nie pokochamy takich, jakimi jesteśmy. 

Czy żyjemy samotnie, czy jesteśmy od wielu lat po ślubie, odnajdźmy w sobie prawdziwe źródło spełnienia, wtedy spojrzymy na innych ludzi zupełnie innym wzrokiem. Nie będą nam już do niczego potrzebni, a wtedy doświadczymy prawdziwej miłości, bezinteresownej. 

Jak odnaleźć to źródło? Po pierwsze znajdźmy w sobie gotowość do zmiany, po drugie - znajdźmy czas.

Czynnik czasu odgrywa tutaj bardzo ważną rolę. Większość z nas, wprzęgnieta w kierat obowiązków nie myśli, żeby zadbać o siebie. Mijają kolejne urodziny, a my - ciągle w ruchu - tak naprawdę nie bardzo wiemy kim jesteśmy. Czas przeznaczony wyłącznie dla siebie samych pozwala rozpoznać co jest dla nas dobre, a co nie. Popularny argument "nie mam czasu" powstrzymuje nas przed zrelaksowaniem się, cieszeniem się wolną chwilą czy wreszcie poznaniem siebie. Kiedy nadchodzi upragniony weekend, mamy ochotę naprawdę odpocząć, ale mówimy "najpierw obowiązki" i zanim się obejrzymy jest już poniedziałek rano i znów robota!


W zwiazku z powyższym, naprawdę postarajmy, by każdego dnia podarować sobie kilka minut, w ciągu których spotkamy się świadomie z własnym JA. Najczęściej spotykamy się z innymi ludźmi - z rodziną, kolegami z pracy, przyjaciółmi, znajomymi - i ofiarowujemy im swoją uwagę. Jak często sobie poświęcamy tyle uwagi?

To nie musi być wiele, wystarczy - wspomniana już kiedyś na blogu - filiżanka kawy czy herbaty wypita w spokoju, świadomie i bez pośpiechu, czy wieczorne 10 minut wyciszenia przed pójściem spać. Dzięki uwadze, którą poświęcimy sobie, spotkamy spotkamy się z piękną i fascynującą osobą, która w nas mieszka. Może nawet uda nam się ją pokochać?  Czy w obliczu tej perspektywy "bycie potrzebnym" ciagle wydaje się takie istotne?


czwartek, 12 marca 2015

Ekologia po polsku

Kiedy pod koniec lutego odwiedziłam rodziców, ojciec postanowił oprowadzić mnie po naszym lesie. Ruszyliśmy i na początku było w miarę porządku, jeśli nie liczyć śladów kradzieży drzew.

Jest to oczywiście bulwersujące, bo złodzieje mając wszystko w nosie, wycinają co grubsze w obwodzie drzewa, sprawiając, że las wygląda po prostu marnie. Ale złodzieje u nas zawsze byli, są i będą - czas przywyknąć!

Idąc głębiej w las, nagle stanęłam jak wryta, nie wierząc własnym oczom... Na około 60 metrach kwadratowych jakiś mądrala urządził sobie prywatne wysypisko śmieci! Widać było jak na dłoni, że swój niecny proceder uprawiał systematycznie przez dłuższy czas - worki z różnej maści śmieciami, leżały gęsto obok siebie. 

Po prostu zatrzęsłam się z wściekłości!!! Co za buraki żyją wokół nas? To, że otoczenie każdego parkingu w lesie, jest zarzucone zużytym papierem toaletowym i co tu dużo kadzić, po prostu obesrane (przepraszam za wulgaryzm, ale dzisiaj muszę to z siebie wyrzucić) zdążyło mi się już opatrzyć, na przerwę w podróży wolę zatrzymać się na stacji benzynowej, przynajmniej czysto, a to g...o i papier w lesie za jakiś czas się rozłoży. Jednak nie rozumiem jak można tak dewastować przyrodę! Bo w głębi lasu niczego nie widać, to już wolno? O ile mi wiadomo, dzisiaj nawet na wsi jest obowiązek segregacji śmieci i ich wywożenia do miejsc dla nich przystosowanych.

Ekologia po polsku, śmiać się chce. Wystarczy pójść na spacer po najbliższym terenie zielonym, a można się już lekko podłamać. Zaraz za moimi blokami jest mały sosnowy lasek, niestety nie da się tam wejść, jeśli ma się odrobinę wrażliwości. Dosłownie cała ziemia pod drzewami pokryta jest pustymi flaszkami, puszkami i butelkami plastikowymi. 

Generalnie ludzie też mają w tyle segregację śmieci tłumacząc, że i tak nikt tego nie robi, więc ich udział (jako jednostki) w tym przedsięwzięciu nie ma sensu. Niektórzy pewnie stwierdzą, że w ogóle to nie warto przejmować się ekologią, ponieważ fabryki produkują takie tony zanieczyszczeń, że starania pojedynczego człowieka niczego w tej kwestii nie zmienią. 

Jak ja nie cierpię tego typu argumentacji! Właśnie każdy powinien być ekologiem na taką miarę, na jaką może. Zamiast oglądać się na innych, najpierw popatrzmy sobie na ręce. W domu też możemy wiele zdziałać, a w dodatku zaoszczędzić pieniądze - oszczędzając energię elektryczną czy wodę możemy być ekologiczni i ekonomiczni zarazem. Warto też dzieciom wpajać szacunek do środowiska naturalnego, to na pewno zaprocentuje w przyszłości. 

Pamiętam, że kiedy chodziłam na spacery do lasu ze swoimi kilkuletnimi wtedy dziećmi, zawsze pokazywałam im śmieci i pytałam, czy taki widok jest przyjemny. Pilnowałam by papierek po zjedzonym w czasie spaceru batonie został schowany do kieszeni, jeśli w okolicy nie było kosza. Dzisiaj, kiedy przed praniem sprawdzam kieszenie dżinsów mojego już ponad dwudziestoletniego syna, wściekam się, bo znajduję w nich śmietnik, a zaraz potem dociera do mnie, że moja nauka jednak nie poszła w las (szkoda tylko, że o oprożnieniu kieszeni już zapomina...).


W tym poście miałam napisać o sposobach oszczędzania wody i energii, prowadzących do osiągnięcia znacznych oszczędności, jednak emocje poniosły mnie w innym kierunku. Może innym razem znajdę na to miejsce, bo sposobów jest mnóstwo, a wszystkie razem wzięte pozwolą zaoszczędzić trochę grosza. Na zakończenie kilka ciekawostek ekologicznych, dobrze działających na wyobraźnię:

1. Człowiek zdążył naśmiecić nawet w kosmosie. W przestrzeni okołoziemskiej dryfują rozmaite części statków kosmicznych i tym podobnych urządzeń. Niektóre kosmiczne śmieci są wielkości ciężarówki. Jeśli nie uprzątniemy kosmosu, mogą pojawić się problemy np. z łącznością satelitarną i lotami w kosmos.

2. Guma do żucia, którą wyplujemy na trawę, zniknie z powierzchni ziemi dopiero po 5 latach. Torebka foliowa będzie rozkładać się podobno kilkaset lat.

3. Puszczanie setek świecących lampionów wykonanych z biodegradowalnych materiałów wcale nie jest ekologiczne. Unoszące się lampiony są pięknym widokiem, dopóki nie znikną gdzieś w oddali. Romantyzm tego zjawiska kończy się wraz z wypaleniem nasączonej paliwem podkładki w lampionie, wtedy setki lampionów spadają w zupełnie nieprzewidywalne miejsca, np. do zbiorników wodnych, na teren zoo albo hodowli bydła, a zwierzę taki lampion może po prostu zjeść, co kończy się dla niego śmiercią.


niedziela, 8 marca 2015

Jak się nie wypalić?

Sekret szczęśliwego życia, to żyć tak jak pragniesz. Właśnie tak chciałabym żyć na co dzień i do tego dążę, jednak póki co, czasami przyplątują się nie lubiane uczucia: przygnębienie, niepokój, złość. Tak ma większość z nas, takie jest po prostu życie.

No dobrze, ale co począć z niechcianymi uczuciami? Drinki albo pigułki uspokajające pomagają na krótką chwilę, jeśli nie nauczymy się dość szybko reagować na pogorszenie nastroju i poddamy się myślom typu "wszystko idzie nie tak jak powinno, życie jest do d..y", wtedy te niezauważalnie zmienią się w apatię, od której dzielić nas będzie krok do stanu wypalenia.

Możemy powiedzieć, że człowiek jest "wypalony", kiedy nie widzi już sensu w tym co robi, a trudno jest dalej podejmować decyzje, kiedy działaniom nie towarzyszą emocje czy chęć walki. O wypaleniu najczęściej wspomina się w kontekście pracy zawodowej, ale myślę, że możemy się wypalić również na gruncie związku czy rodziny, czy w innej dowolnej dziedzinie. Wypaleniu sprzyja zmęczenie, znudzenie, zasiedzenie i teoretycznie "dolegliwość" ta może dopaść każdego, kto się zagapi.

Pierwsze objawy wypalenia, w porę zauważone, są bardzo ważnym sygnałem do zmiany podejścia do siebie i swojej postawy w związku, rodzinie czy pracy.  Lepiej jest na bieżąco ograniczać ryzyko wypalenia, stosując się na co dzień do kilku prostych zasad:

  • ocenianie, czy wymagania, które stoją przed nami, korespondują z naszymi celami;
  • analizowanie swoich możliwości w zakresie sprostania tym wymaganiom;
  • jeżeli odczuwamy nadmiar obowiązków, dokonajmy ich redukcji poprzez wycofanie się z pewnych zadań;
  • jeżeli kontakty z otaczającymi ludźmi kosztują nas zbyt wiele energii, postarajmy się zwiększyć dystans wobec otoczenia;
  • obrona przed nadmierną eksploatacją emocjonalną czy psychiczną - mamy do tego prawo;
  • usprawnienie swoich umiejętności w zakresie radzenia sobie ze stresem;
  • sprawdzanie, które obszary naszego życia (praca, rodzina itp.) generują stres, doprowadzenie do korzystnej zmiany, rozwiązywanie istniejących problemów, redukowanie stresu na bieżąco;
  • korzystanie z pomocy rodziny lub przyjaciół w uporaniu się ze stresem;
  • prowadzenie zdrowego stylu życia;
  • dbanie o odpowiednią ilość snu i wypoczynku;
  • zwracanie uwagi czy nasza dieta jest właściwa, zrównoważona, dostarcza nam niezbędnych składników;
  • bycie aktywnym fizycznie;
  • znalezienie odpowiedniego dla siebie hobby - to doskonale regeneruje umysł;
  • przyznanie sobie prawa do wypoczynku, relaksu, przyjemności.
Powyższe zalecenia pewnie każdy zna, ale czy aby na pewno zwracamy na nie dostateczną uwagę każdego dnia? Znać, a stosować to zupełnie różne pojęcia. Z reguły nic nie dzieje się przepadkiem, każda choroba, każde obniżenie nastroju z czegoś wynika. Mogę ze szczegółami wymienić powód swego wypalenia zawodowego oraz zaplanować zmiany, to samo może zrobić każdy, wystarczy chcieć. A czy można nie chcieć? Wypalenie to zaraz po depresji najbardziej destrukcyjny stan naszego umysłu (duszy?), zgadzając się na wypalenie odcinamy się od szczęścia, które jest najważniejszym celem każdego człowieka, bo bycie szczęśliwym warunkuje nasz rozwój.

Dla  ciekawych i chętnych wklejam prosty test - dotyczy on wypalenia zawodowego, ale w sumie każde wypalenie ma podobne objawy. To co, sprawdzamy się? ;-)

CZY GROZI CI WYPALENIE ZAWODOWE?

Przeanalizuj starannie dziesięć ostatnich miesięcy. Czy zauważyłeś jakieś zmiany u siebie lub w swoim otoczeniu? Traktuj wybraną liczbę jako stopień zmian, jakie zaobserwowałeś. Podsumuj i sprawdź wynik.
Zdecydowanie NIE - 1; Raczej NIE - 2; Czasami - 3; Raczej TAK - 4; Zdecydowanie TAK - 5


PYTANIA





1) Łatwiej się męczysz? Jesteś wyczerpany, bez energii?





2) Irytują cię ci, którzy mówią: "Nie wyglądasz najlepiej od jakiegoś czasu"?





3) Pracujesz coraz więcej, ale twoja wydajność/sprawność stale maleje?





4) Obserwujesz u siebie więcej cynizmu i czujesz się pozbawiony złudzeń?





5) Odczuwasz często melancholię/przygnębienie, którego nie potrafisz wyjaśnić?





6) Zapominasz czasem o spotkaniach, rachunkach, sprawach osobistych?





7) Jesteś bardziej poirytowany i reagujesz w sposób wybuchowy wobec swojego otoczenia?





8) Coraz rzadziej widujesz się z rodziną i serdecznymi przyjaciółmi?





9) Jesteś zbyt zajęty, aby regularnie zajmować się np. czytaniem sprawozdań, odpowiadaniem na telefony czy wysyłaniem kartek z życzeniami?





10) Cierpisz na dolegliwości fizyczne (boleści, ból głowy, uporczywy katar)?





11) Czujesz się zagubiony/przegrany, kiedy kończy się dzień pracy?





12) Masz wrażenie, że opuściły cię takie nastroje jak wesołość czy radość?





13) Jesteś niezdolny do zaakceptowania kawałów/dowcipów na swój temat?





14) Aktywność seksualna wydaje ci się raczej szkodliwym wysiłkiem niż źródłem przyjemności?





15) Odkrywasz, że nie masz nic do powiedzenia inny ludziom?








Jeśli osiągnąłeś wynik: 0-25: Wszystko w porządku.
26-35: Powinieneś zwrócić uwagę na niektóre aspekty twojego życia.
36-50: Jesteś kandydatem do wypalenia zawodowego.
51-65: Jesteś w trakcie zawodowego wypalania się.
66: Osiągnąłeś punk krytyczny - twoje zdrowie fizyczne i psychiczne jest zagrożone!



(Adaptacja z: H.J Freudenberger, La Brulure interne, Inedit, 1988.)