wtorek, 24 lutego 2015

Moja życiowa lekcja na trudniejsze chwile

Dzisiaj, na początku zacytuję kilka wybranych lekcji na trudniejsze chwile w życiu z książki "Bóg nigdy nie mruga" Reginy Brett, a następnie opowiem jakiej lekcji mi udzieliło życie. Moja lekcja, czyli motywująca historia jest odpowiedzią na nominację Beatki z vademecumblogera.pl - dziękuję :-)
  1. Jeśli musisz utrzymywać związek w tajemnicy, nie powinieneś w nim być.
  2. Życie jest za krótkie, żeby się nad sobą użalać. Zajmij się życiem albo zajmij się umieraniem.
  3. Poradzisz sobie ze wszystkim, co cię spotyka, jeśli skupisz się na chwili obecnej, zamiast wybiegać myślą naprzód.
  4. Pisarzem jest ten, kto pisze. Jeśli chcesz być pisarzem, pisz.
  5. Kiedy walczysz o to, co w życiu kochasz, nie przyjmuj odmowy do wiadomości.
  6. Bądź ekscentryczny już dziś. Nie czekaj na starość, by ubierać się na fioletowo.
  7. Nikt prócz ciebie nie odpowiada za twoje szczęście. Jesteś menadżerem własnej radości.
  8. To nie twoja sprawa, co myślą o tobie inni.
  9. Czas leczy niemal wszystkie rany - daj mu tylko trochę czasu.
  10. UWIERZ W CUDA!

A teraz czas na moją historię, mam nadzieję, że okaże się motywująca, od niej wszystko się zaczęło...

Na początku września 2013 r. dodałam na bloga post pt. "Dlaczego nie zostałam wróżką", dzisiaj rozwinę temat trochę bardziej, żebyście mogli zrozumieć moje przesłanie.

Pamiętam wyraźnie, kiedy rozpoczęła się ta historia - tego dnia odbywały się uroczystości w związku ze śmiercią Jana Pawła II i nawet zastanawiałam się, czy wróżka zechce mnie przyjąć na umówioną wizytę, ale ta okoliczność nie stanowiła dla niej przeszkody.

A ja koniecznie chciałam otrzymać przepowiednię, nie mogłam czekać ani dnia dłużej. Moje życie wydawało się nie do zniesienia, małżeństwo praktycznie wisiało na włosku. Nie czułam się już ani trochę bezpieczna w swoim domu, a musiałam się przecież opiekować dwójką swoich dzieci (9 i 11 lat). Mimo wszystko wahałam się czy zakończyć ten etap życia, odpowiedzi miała mi udzielić wróżka.


Ku mojemu zaskoczeniu usłyszałam, że to jest mężczyzna mojego życia, że właśnie otrzymuję lekcję i chociaż jestem nieświadoma, to sama tę sytuację sprowokowałam. Zatem nie wskazane jest, żebym go opuszczała, bo nie osiągnę w ten sposób spełnienia, a jeśli wytrwam, to wkrótce sytuacja z roku na rok zacznie się poprawiać.

UWIERZYŁAM JEJ, ponieważ w trakcie spotkania padały z jej ust takie fakty o mnie, których ona nie miała prawa znać - widziałyśmy się pierwszy raz w życiu! Między innymi powiedziała mi nawet o takim szczególe jak fakt, że nasz samochód stał zepsuty u mechanika, a ten rzekomo był nieuczciwy i miał nas oszukać. Niedługo okazało się, że faktycznie oszukał!

Oprócz przepowiedni, które sprawdziły się później w 100 procentach, zostały mi w pamięci jeszcze inne słowa wróżki: wróżba nie jest nieodwołalna, jeśli zmienimy naszą energię, możemy "odkręcić" słowa przepowiedni. Oznacza to, że czy tego chcemy, czy nie, to my jesteśmy panami swojego życia, a wróżka posiada jedynie dar czytania przyszłości na podstawie naszego aktualnego wzorca myślowego.

Wróżka powiedziała mi też, że dziwi się, że do niej przyszłam, ponieważ ona wyczuwa we mnie taki dar i powinnam dać sobie rady w tym temacie. W następstwie tych słów przez kolejne siedem lat zajmowałam się nauką Tarota, ale równolegle drążyłam inny temat - utkwiła mi w myślach informacja, że mogę wszystko, a skoro tak, to po co komu Tarot? Nie potrzebuję słuchać, co mnie spotka, bo sama każdego dnia mogę tworzyć swoją przyszłość taką, jaką chcę i uważam, że tego warto ludzi uczyć, zamiast stawiać im karty.


Latem, 2012 roku, rozstałam się z moimi kartami Tarota i nie planuję powrotu do tego zajęcia. Jednak kurs i praktyka Tarota były ciekawą przygodą i nie uważam jej za czas zmarnowany, a wręcz przeciwnie, był to raczej brakujący element mojej osobistej układanki.

Dzisiaj, każdego dnia przypominam sobie od nowa, że mam wpływ na swoje życie. Oczywiście po dniach chwały następują upadki, ale nie opluwam się już za chwile słabości, bo wreszcie do mnie dotarło, że tacy właśnie jesteśmy: wszyscy upadamy, ale najważniejsze jest to, że ciągle chcemy i potrafimy się podnieść. To jest istota człowieczeństwa - według mnie.

Do opowiedzenia swojej motywującej historii nominuję:
Izabela Kułaga z http://z-makiem-zasiana.blogspot.com/
Marin S z http://marin-memories.blogspot.com/
Tęczowa Dolina z http://kolorymegozycia.blogspot.com/
Życzę dobrej zabawy ;-)

(Zdjęcia piórek pochodzą z internetu, na każdym z nich jest znak z której strony pochodzą.)

piątek, 20 lutego 2015

Gdzie ci mężczyźni?

"Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy, mmm orły, sokoły, herosy!?
Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów,
Gdzie te chłopy!? - Jeeeee!"


Której z nas takie pytania nie przeszły chociaż raz przez myśl, a może nawet przez usta. Ja sama nie wierzę w istnienie mężczyzny idealnego, myślę, że lepiej jest dla nas jeśli zaakceptujemy mężczyznę, którego darzymy uczuciem, takim, jaki jest, i nie będziemy próbowali na siłę go zmienić. 

Zrozumieć taką postawę będzie łatwiej, jeśli spojrzymy na sprawę z drugiej strony: a czy my z całą pewnością chciałybyśmy, gdyby nasz partner usiłował nas ukształtować na podobieństwo kobiety idealnej? Bo przecież, tak jak część "babskiego rodu" ciągle poszukuje mężczyzny idealnego, tak i oni, nieraz brzuchaci i wyleniali, rozglądają się za sobowtórem Marylin Monroe z patelnią w ręce.

Tymczasem w życiu najlepiej się sprawdza zasada wzajemnej akceptacji słabości obu stron, uwaga - słabości nie mylić z patologią! Alkoholik i damski bokser to zdecydowanie nie są cechy, które powinniśmy akceptować.


"Dookoła jeden z drugim jak nie nerwus, to histeryk,
drobny cwaniak, skrzętna mrówa, niepoważne to, nieszczere.
Jak bezwolne manekiny przestawiane i kopane,
gęby pełne wazeliny, oczka stale rozbiegane.
Bez godności, bez honoru, zakłamane swoje racje
wykrzykuje taki w domu śmiesznym szeptem po kolacji,
śmiesznym szeptem po kolacji, śmiesznym szeptem po kolacji..."

Wyk. Danuta Rinn

Nie ma takiego mężczyzny, który idealnie zaspokoiłby nasze wszystkie potrzeby, im dłużej obserwuję świat, tym bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu - to po prostu trawa za płotem sąsiada wydaje się zawsze bardziej zielona. Polegajmy na rodzinie i przyjaciołach, nie odcinajmy się od bliskich nam osób, tylko dlatego, że rozpoczęliśmy nowe etap z obrączką na palcu. Kontakty ze starymi znajomymi są również potrzebne dla naszego dobrego samopoczucia i tylko "chory" partner wymusza na drugiej połowie zerwanie z przeszłością.

Cieszmy się więc życiem i miłością z naszymi partnerami, ale nie rezygnujmy dla nich z całego swojego dotychczasowego życia, bo żaden mężczyzna nie jest w stanie zastąpić nam całego świata, a tego czasami od niego nieświadomie wymagamy, marząc o idealnym facecie.

poniedziałek, 16 lutego 2015

(Ukryta) potęga bielizny

Po przeczytaniu książki "Francuzki nie sypiają same" Jamie Cat Callan (moja recenzja TUTAJ), ani przez moment nie uwierzyłam w to, że wszystkie opisane tam przymioty dotyczą wyłącznie Francuzek, co jednak nie zdyskwalifikowało w moich oczach niektórych "cennych" uwag tam zamieszczonych. Dzisiaj wpis poświęcony sprawie wyjątkowo kobiecej, a jednak, przez wiele z nas zaniedbywanej - potędze dobrze dobranej, ładnej i wygodnej bielizny.


Bo ile z nas na co dzień wkłada seksowny biustonosz i figi, dobrze do siebie dobrane?
Bywa, że dbamy o to wyłącznie wtedy, kiedy spodziewamy się randki, a na co dzień zakładamy najchętniej coś wygodnego, bawełnianego, o prostym czy sportowym kroju. Dół i góra - każde z innej parafii, co wg autorki tak wygląda "jakby mieć jeden but brązowy, a drugi czarny".

Co tu się długo rozwodzić, najlepiej do każdego biustonosza dokupić od razu przynajmniej 3 pary dobranych fig i nie robić tego tylko z myślą o mężu czy kochanku, lecz także o sobie. Dobra bielizna sprawi, że poczujemy się seksowne i pewne siebie w każdym miejscu, więc szkoda ją trzymać na specjalne okazje. Zresztą podobnie niemądre wydaje mi się oszczędzanie innych pięknych rzeczy na szczególne wydarzenia. Znam całkiem dużo osób, które w domu noszą ubrania nie nadające się do wyjścia na ulicę, albo przysłaniają kanapy i fotele narzutami, żeby nie zniszczyć obicia codziennym użytkowaniem.


Otaczanie się rzeczami pięknymi to sprawdzony sposób na podniesienie poczucia wartości, a więc i pewności siebie. Jeśli mamy na sobie piękną bieliznę, to jesteśmy tego świadome, choć nie widać jej pod ubraniem. Tak samo zresztą wpływają na nasze samopoczucie pozostałe części garderoby - autorka twierdzi, że jeśli na co dzień będziemy się ubierały tak, jakbyśmy miały romans, to tym samym włączymy swoją zmysłowość do życia i zaczniemy chodzić "innym krokiem".

Mówi się, że nie szata zdobi człowieka, ale czy to do końca prawda? Świat jest trochę jakby... sceną, czy tego chcemy czy nie, jesteśmy oceniani przez mijających nas ludzi i to właśnie bardzo często na podstawie ubioru. Jesteśmy dla innych przykładem bycia w świecie, a kto wie, może nawet pełnimy funkcję mentorki dla jakiejś kobiety? To kolejny powód aby wyglądać dobrze i czuć się swobodnie - w każdym calu.

Czy przemawia do Was taki sposób na podbudowanie swojego poczucia wartości? A może przykładanie zbyt dużej uwagi do stroju, a już szczególnie do bielizny, uważacie za przejaw trywialności? Ja widzę w tej koncepcji same plusy, a Wy?

czwartek, 12 lutego 2015

Naostrz piłę

Znam krótka przypowieść, mającą przestrzegać nas przed wprzęgnięciem w codzienny kierat...
Idziemy lasem i widzimy, że ktoś tępą piłą próbuje ściąć drzewo. Mówimy: "Człowieku, naostrz piłę", a on na to: "Nie mam czasu, bo ścinam drzewo".

Jak często, wędrujemy przez życie z "tępą piłą", zapisując swoje terminarze od góry do dołu czynnościami do wykonania, wśród których brak czasu na prawdziwy odpoczynek, na rozwój, na więzi z bliskimi osobami? Zdarza mi się uczestniczyć w rozmowach, z których wynika, że kiedyś to było inne życie, ludzie odwiedzali się wzajemnie bez anonsowania, wpadali do siebie a to po sól, a to po ocet, by później paplać o niczym przez godzinę bez najmniejszych wyrzutów sumienia.

Obecnie takie zjawiska rzadko już można spotkać w realu. Szukamy w terminarzach wolnej godziny na spotkanie z przyjaciółmi, w domach każdy siedzi w swoim pokoju zajęty własnymi sprawami, a kobitki w wolnej chwili jeżdżą na mopie. To, że życie towarzyskie zamiera, wydaje się całkiem naturalne, bo co możemy ofiarować drugiej osobie, jeśli cały czas jesteśmy zmęczeni?


Jak możemy sobie pomóc? Przecież my nie mamy czasu! A zresztą, nawet nie potrafimy siedzieć bezczynnie - to nie dla nas. Machamy ręką i ruszamy dalej przez dzień. Takie jest życie... Zresztą, sama jestem przykładem osoby z przeładowanym kalendarzem i odczuwam wyraźną potrzebę by dać sobie więcej luzu.  Szukając sposobu na uwolnienie się z kieratu, wróciłam myślami do trendu, na który zwróciłam uwagę już jakiś czas temu, ale wtedy uznałam, że to nie do końca dla mnie, a mowa o ... minimalizmie.

Minimalizm jest sposobem na odrzucenie tego, co zbędne i skoncentrowanie się na tym, co naprawdę ważne. 

Pozbywamy się zbytku, żeby stworzyć coś pięknego w swojej klasycznej prostocie.
Pozbawiamy się zbyt wielu zobowiązań, żeby móc spędzać czas z bliskimi.
Pozbawiamy się hałasu, żeby skoncentrować się na wewnętrznym spokoju i własnych myślach.

Jednym zdaniem: życie minimalistyczne polega na używaniu prostych narzędzi, posiadaniu prostej garderoby, życiu lekko i noszenia ze sobą minimum. W konsekwencji możemy żyć w mniejszym stresie, mniej wydawać i mniej sprzątać.


Oczywiście, to co napisałam wyżej na temat minimalizmu, to sama "kwintesencja esencji", istnieje cała masa blogów i książek poświęconych minimalizmowi. Jedną z nich aktualnie przeglądam, jest to "Książeczka minimalisty - prosty przewodnik szczęśliwego człowieka" autorstwa Leo Babauty (blog Zen Habits).

Jak wygląda harmonogram minimalisty? Wg Leo, na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, ale minimalista z reguły koncentruje się na tym, by mieć mniej zajęć i luźniejszy terminarz, lecz żeby wszystkie zajęcia były dla niego istotne. Minimalista nawet nie musi prowadzić terminarza, jeśli nie ma dużo do zrobienia w ciągu dnia - może żyć chwilą lub co rano podejmować decyzję czym będzie się zajmować.

Oczywiście minimalista oszczędza też dużo czasu dzięki mniejszemu bałaganowi i mniejszej liczbie posiadanych przedmiotów. A kiedy już będziemy mieli ten upragniony czas, to może wreszcie porządnie "naostrzymy piłę"?

Czy wy również zastanawialiście się kiedyś jak to jest być minimalistą?

niedziela, 8 lutego 2015

Podstawa sukcesu

Często zastanawiam się, czym dla mnie jest "sukces". Dla wielu kojarzy się on z osiągnięciami zawodowymi, ale uważam, że jego pojęcie jest znacznie szersze. Sukces dla każdego może oznaczać coś innego, jednak by go osiągnąć, powinny być spełnione określone warunki - bez tego nasze życie można porównać do dryfowania w łódce po morzu. Jaką mamy szansę na dopłynięcie do portu?


Przede wszystkim, potrzebujemy wewnętrznego spokoju i planów. Brak pierwszego czynnika nie pozwoli nam się skoncentrować na planach, nawet jeśli będziemy takowe mieli, a powinniśmy je mieć, bo bez planów nie spełni się nic dobrego w naszym życiu. Powinniśmy planować, co chcemy osiągnąć: w pracy, w związkach, w domu i rodzinie, w hobby. Jeśli żyjemy bez planu, to nasze życie jest dość przypadkowe. Nie uświadamiamy sobie czego oczekujemy, np. chcemy pracy, ale dokładnie jakiej? 

Kolejnym warunkiem jest osiągnięcie równowagi między pracą, rodziną i czasem wolnym, dzięki czemu czujemy szczęście i wewnętrzny spokój. Często od kobiet wymaga się, by cały swój czas poświęcały rodzinie i prowadzeniu domu, odmawiając im niejako prawa do wyluzowania - przecież kobietą, żoną i matką jest się cały czas, a nie tylko się bywa. Taki model życia, w niektórych rodzinach wpajany jest dziewczynkom od "małego" tak, że później nie są one w stanie samodzielnie dostrzec swojej, tak naprawdę dramatycznej, sytuacji. 

I w moim odczuciu nie przesadzam z tym dramatem, gdyż to prawdziwy dramat, kiedy kobieta czyni sobie wyrzuty z powodu czasu poświęcanego dla siebie, a nie dla domu. Tymczasem czas dla kobiety jest wbrew pozorom czasem dla całej rodziny, bo gdy pani domu jest wypoczęta, radosna i szczęśliwa, obdzieli wszystkich swoją miłością i radością. Dlatego w interesie każdego domownika jest to, by kobieta miała czas dla siebie.

I jeszcze jedno - choć domyślacie się już pewnie co chcę w tym momencie dodać - właśnie takie szczęśliwe kobiety mają szanse na sukces!


A na deser mam dzisiaj dla Was odpowiedzi na pytania Liebster Blog Awards, do którego zostałam nominowana przez Mary - bardzo mi miło, dziękuję!

1. Co Ci pomaga w trudnych dniach, gdy masz chwile załamania? 
Zawsze myślę, że jutro będzie lepiej.

2. Jak radzisz sobie z pokusami, które czekają na sklepowych półkach?
Zakupy robię z listą, a nagłe "olśnienia" rewiduję za pomocą pytania "czy naprawdę jest mi to potrzebne?"

3. Co sprawiło że zaczęłaś pisać bloga?
Miłość do pisania, na którą cierpię od najmłodszych lat.

4. Co myślisz o listach z postanowieniami noworocznymi?
Uważam, że to dobry motywator do działania, ponieważ Nowy Rok niesie ze sobą duży ładunek energii, w sam raz na rozpęd.

5. Szklanka w połowie pełna czy w połowie pustka?- optymistka czy pesymistka?
Zdecydowanie optymistka, nie potrafię zobaczyć przyszłości w czarnych barwach, zawsze sobie powtarzam, że nawet w najcięższych czasach po ziemi chodzą farciarze i ja jestem jednym z nich.

6. Co Cię najbardziej relaksuje?
Czytanie.

7. Jaka była najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłaś z włosami?
Rozjaśnianie wodą utlenioną w szkole średniej.

8. Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk, bez którego nie umiesz żyć?
Jeden? Olej, aktualnie różany.
     
9. Jaki jest Twój ulubiony strój?
Swobodny i wygodny. Nie cierpię szykownych sukienek i kostiumów.

10. Czego się boisz?
Osób nadużywających alkoholu, albo innych środków odurzających.

11. Co kochasz?
Życie.

Nie przekazuję pałeczki dalej, ponieważ już wiele razy to robiłam i aktualnie nie czuję się na siłach, by dokonać po raz kolejny nowych wyborów spośród tylu świetnych blogów, które znam i odwiedzam :-) A blog Mary http://www.aktywnezycie.com/ szczerze polecam! Zamieszczone tam treści motywują do zmiany na lepsze i bije z nich taka energia, że od razu chce się coś fajnego w swoim życiu zdziałać!
  

środa, 4 lutego 2015

Zadbajmy o siebie w lutym

Luty - surowy, mroźny i biały, chętnie obeszłabym się bez niego i chociaż krótszy  od innych miesięcy, to odnoszę wrażenie, jakby zima miała się nigdy nie skończyć. Jednym słowem - luty to doskonała okazja do ćwiczenia cierpliwości!

W tym surowym miesiącu dbajmy o siebie jeszcze mocniej niż zwykle. A oto porcja propozycji z książki o której mowa TUTAJ:
  1. Róbmy częściej przerwy w pracy, a stanie się ona lżejsza. Po 90 minutach nasza uwaga ulega znacznemu osłabieniu i nadchodzi czas na krótką przerwę (zaparzenie kawy, przewietrzenie się, pogawędkę z koleżanką). Zatem, o ile to możliwe, praktykujmy 15-minutowe przerwy co półtorej godziny pracy. 
  2. Nieduża poduszka zapachowa w łóżku zapewni słodkie i zdrowe sny. Poduszka zapachowa powinna zawierać wyłącznie komponenty pochodzenia naturalnego, takie jak: wawrzyn, rozmaryn, tymianek, różę, skórkę pomarańczy, kwiaty lawendy. Możemy wykonać ją samodzielnie lub kupić gotową w sklepie, np. TU.
  3. Zawsze możemy przypomnieć sobie o spotkaniu z przyjaciółmi. W dzisiejszym zabieganym świecie, takie spotkania to dla niektórych luksus.
  4. Dotyk uszczęśliwia i daje poczucie bezpieczeństwa. Obejmijmy swego partnera, przytulmy swoje dzieci czy rodziców. Bezinteresowny, neutralny dotyk to pigułka na smutek i stres - korzystajmy, kto tylko może. A jeśli możliwości brak, to można po prostu skorzystać z masażu.
  5. Wiele kobiet w swoich marzeniach koncentruje się na takich celach jak: partner życiowy, dzieci, mieszkanie i jakaś praca. Czy wszystkie jesteśmy szczęśliwe z tylko takimi marzeniami? I co się dzieje, kiedy już je osiągamy? Pamiętajmy, że za widnokręgiem, do którego docieramy istnieją kolejne krainy, bo życie to wielka, pasjonująca przygoda!
  6. Żyjmy zgodnie z porami roku, a te najbardziej widać na łonie natury. Postarajmy się tam znaleźć mimo mrozu, zachwyćmy się szronem na gałęziach, brodźmy w głębokim śniegu, a może nawet ulepmy bałwana. Ustawmy na balkonie karmnik dla ptaków i dokarmiajmy malutkich gości. Może uda się wtedy zachwycić "Jaka zima jest piękna!". Postarajmy się nie przegapić zimy, usadowieni w mięciutkich fotelach i przykryci puszystym pledem. Mimo wszystko nie jesteśmy niedźwiedziami... (A szkoda, hehe).
  7. Jedzmy jabłka, pomarańcze, grejpfruty, paprykę i kapustę kiszoną. Zawierają dużo witaminy C, której nasz organizm potrzebuje do obrony przed infekcjami.
  8. Pamiętajmy, żeby mimo pośpiechu znaleźć chwilę na poranną medytację pt. "Co dzisiaj sprawi mi radość?". To ważne byśmy myśleli o tym, co przynosi nam radość, w ten sposób otwieramy się na nią i staje się ona obecna w naszym życiu. Spróbujcie, a poczujecie nową jakość dnia!
  9. Jeśli jakaś niemiła sytuacja staje się codziennością w naszym życiu, pamiętajmy, że nie ma potrzeby, żebyśmy cierpieli w milczeniu, bo wszystko da się rozwiązać. Odważnie i grzecznie, ale stanowczo uświadommy wszystkim, na ile im pozwalamy, a może zyskamy też i respekt otoczenia.
  10. Po talerzu rosołu z drobiu z makaronem świat wygląda zupełnie inaczej :-) 
  11. Pamiętajmy: Podobnie jak ból fizyczny ostrzega nas przed dotykaniem gorącego pieca, tak ból wewnętrzny, zranione serce, uczy nas, by chronić własną duszę. Bo nabieramy sił nie tylko dzięki dobrym czasom, ale i dzięki ciężkim. Wszystko zależy od sytuacji.
  12. Gdy za oknem siarczysty mróz i metrowa warstwa śniegu, wizyta w saunie rozgrzeje każdego. A po saunie - kąpiel w zimnej wodzie. Już wspominałam o tym dobroczynnym zestawieniu w poprzednim poście. Napływ endorfin gwarantowany.
  13. Wiele kobiet odczuwa odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się wokół nich, tymczasem nie każdy problem, który się pojawia, musi być rozwiązany wyłącznie przez nas. Odczekajmy chwilę, zanim zawołamy "Ja to zrobię!" Niemal zawsze zawsze znajdzie się ktoś, kto świetnie załatwi tę sprawę ;-) Lepiej brać na swoje barki mniej, ale to czego się podejmujemy, wykonujmy solidnie.
  14. Nocą, zamiast przewracać się bezsennie w łóżku z myślą "Co mnie jeszcze czeka", powiedzmy sobie: "Wszystko będzie dobrze, wszystko mi się uda, bez względu na przeszkody".
To wszystko w temacie lutego, trzymajcie się cieplutko!