niedziela, 27 grudnia 2015

Do zrobienia w życiu

Z końcem roku zawsze nachodzi mnie chętka na podsumowania  - co zdziałałam, czy był progres, co zamierzam robić w roku nadchodzącym. Pewnie większość tak ma i jakby nie krytykować noworocznych postanowień, te mocno są zakorzenione w naszych umysłach. Tej jesieni, w poszukiwaniu inspiracji przeglądałam pojawiające się na blogach listy „do zrobienia przed śmiercią” – słowo „śmierć” nadaje sprawie należytej powagi, ale dzisiaj wolę trochę tej powagi ująć i przewrotnie nazwać swoją listę „Do zrobienia w życiu”. 

Odważyłam się tutaj napisać o wszystkim, co sprawi mi radość, bez oceny jaką mam szansę na realizację niżej wymienionych marzeń, bo tego dzisiaj nie wie nikt. Miło jest wierzyć, że wszystko zależy ode mnie. A więc jedziemy z listą:

1) Zaprojektować i stworzyć własny ogród na wsi. Będą w nim rosły kwiaty, ale przewiduję też miejsce na warzywa. A z tych warzyw oczywiście będę robiła przetwory na zimę. Na pewno będzie w moim ogrodzie miejsce na hamak, huśtawkę i ognisko – pyszny jest smak ziemniaków pieczonych w ognisku, ciągle pamiętam to z dzieciństwa.

2) Jak najdłużej utrzymać fryzurę z długich włosów, które będą wyglądały pięknie i zdrowo. Wiele kobiet po 40-stce rezygnuje z długich włosów – z wygody albo z konieczności, w tym wieku nie każda z nas ma szansę na utrzymanie włosów w dobrej kondycji, różne czynniki o tym decydują.

3) Nauczyć się w końcu wstawać codziennie o tej samej porze, powiedzmy o 6 rano. Spotkałam się z twierdzeniem, że nauczenie się spać – powiedzmy – 8 godzin na dobę, polega właśnie na codziennym wstawaniu o tej samej porze. Czyli przykładowo: nie koniecznie chodzimy spać codziennie o 22-giej, ale koniecznie wstajemy o 6-stej.

4) Zobaczyć swoją książkę(i) w księgarni. Ciągle piszę wytrwale i odpowiedziałam sobie na pytanie czy tego naprawdę chcę twierdząco. Więcej ani słowa - żeby nie rozpraszać energii ;-)

I dalej na szybko:

5) Wyjeżdżać na wakacje z Ajurwedą.

6) Przebiec się boso po śniegu albo i zostać morsem.

7) Zaprzyjaźnić się z końmi, nauczyć się jeździć konno, a może nawet mieć konia...

8) Zwiedzić Włochy jak najdokładniej.

9) Udekorować dom fotografiami rodzinnymi, a co się z tym wiąże – przykładać większą wagę do robienia zdjęć! Ile chwil umknęło mi na zawsze, bo nie chciało mi się wyjąć aparatu, a dzisiaj myślę – szkoda…

10) Zobaczyć na własne oczy zorzę polarną, najlepiej na specjalnie zorganizowanej wyprawie pt. „Polowanie na zorzę polarną”. W sieci można sobie w takich wycieczkach przebierać. Równie chętnie odwiedzę Petersburg w czasie białych nocy (maj - lipiec).

11) Pisać do gazety, albo i szerzej – zarabiać na życie pisaniem, mimo że w naszym kraju wydaje się to dość trudne.

12) Zwiedzić Polskę rowerem.

13) Brać udział w organizowanych biegach długodystansowych, na razie nie wspominam nawet o półmaratonie.

14) W swoim domu mieć pomieszczenie na bibliotekę, będące jednocześnie miejsce pracy, a co się z tym wiąże – wyremontować dom na wsi tak jak sobie wymarzyłam.

15) Stworzyć drzewo genealogiczne.

16) Biegle władać językami: włoskim, rosyjskim, angielskim.



I jak tam moja lista - chyba nie za bardzo zwariowana? Czy któreś punkt zwróciły Waszą uwagę? Jeszcze tylko dodam, że czuję się wspaniale wyobrażając sobie, że te wszystkie sprawy już istnieją w moim życiu, a czy zaistnieją naprawdę...? Na pewno nie warto z marszu odpowiadać "NIE, NIE MA SZANS". Wszystko się może zdarzyć :-)

czwartek, 24 grudnia 2015

Spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia!

źródło obrazka

Wesołych Świąt! 
Życzę Wam, żebyście spędzili ten czas tak jak lubicie, w zgodzie za sobą i ze światem. Ja zdecydowałam się na świąteczny urlop od Plantacji, co nie oznaczy, że nie wpadnę do Was w odwiedziny - w wolnej chwili :-)

niedziela, 20 grudnia 2015

Osobowość ofiary



źródło obrazka
Ofiary to ludzie, którzy użalają się nad sobą, często używają stwierdzeń w stylu: „Dlaczego to zawsze przytrafia się mnie” lub „Nic mi nigdy nie wychodzi”. Zwykle mają wrażenie, że wszyscy są przeciwko nim, lub że pewne osoby są nastawione do nich źle. Czują się bezradni i pozbawieni kontroli nad własnym życiem. W głębi duszy czują się też gorsi i tak naprawdę sami siebie nie cenią. Twierdzi się, że ludzie stają się najczęściej ofiarami w okresie dzieciństwa, kiedy wychowują się w rodzinach dysfunkcyjnych.



Ileż to razy w życiu myślałam jak ofiara, mówiłam jak ofiara i zachowywałam się jak ofiara, nawet nie podejrzewając, że mogę przejąć nad swoim życiem kontrolę. To zawsze ktoś inny był odpowiedzialny za moje niepowodzenia, bo ja przecież nie mogłam nic zrobić w danej sytuacji (!).  Bogu dzięki w którymś momencie wreszcie mnie olśniło i co się okazało? Po uznaniu pełnej odpowiedzialność za swoje życie zniknęły wszystkie kołaczące się po głowie pretensje do całego świata, przez które (między innymi) uciekała ze mnie energia.


Odczuwając bezsilność, frustrację i złość, narzekając na kogoś, zrzucając na kogoś odpowiedzialność za swoje życie i samopoczucie utwierdzamy się tylko w postawie ofiary. Procesy stawania się ofiarą można pokrótce przedstawić tak:

Najpierw są błędne decyzje czy destrukcyjne działania, po którym następują bolesne skutki, w wyniku czego pojawia się frustracja będąca oznaką energii i gotowości na zmianę. Jednak większość ofiar wyrzuca tą energię na zewnątrz, agresywnie atakując otoczenie  (winiąc je za skutki swoich działań) albo narzeka.

Możemy też oczekiwać, że świat spełni nasze oczekiwania, chociaż zwykle sami nie wiem czego chcemy, albo też możemy manipulować ludźmi, opierając się ona założeniu (nie wypowiedzianym, ani nie uzgodnionym), że skoro my coś komuś dajemy, to ten ktoś w zamian ma nas uszczęśliwić. 


Żeby przerwać to błędne koło, należy w końcu zrobić coś innego – przestajemy być ofiarą, gdy bierzemy odpowiedzialność za własne życie, w tym za swoje samopoczucie i reakcje. Najlepiej zrobić to od razu, bo żal każdej chwili życia w roli ofiary. Najważniejsze pytanie, które powinniśmy sobie często zadawać brzmi: czego naprawdę chcemy?”. Bo jeśli naprawdę czegoś chcemy, to do tego dotrzemy - nic nas nie zatrzyma. Jeśli czegoś nie chcemy albo po prostu nie wiemy czego chcemy, to stańmy przed lustrem i spójrzmy sobie w oczy: koniec wymówek w postaci trudnego dzieciństwa, braku pieniędzy, szkoły, do której było pod górkę i całego świata który się sprzysiągł przeciwko nam. Zamiast opowiadać sobie i innym dlaczego nie możemy czegoś osiągnąć, zapytajmy siebie – „czego naprawdę chcesz?”.
 

No tak! Miało być dzisiaj o książce ostatnio przeczytanej, ale wstęp wyszedł za długi. W każdym razie polecam książkę pisaną przez życie, która znakomicie wpisuje się w temat dzisiejszego posta: „Strefa cienia. Trzy lata z psychopatą – historia prawdziwa” Wiktorii Zender. Przeczytałam tę historię jednym tchem. Jest to opowieść kobiety, której życie brutalnie pokazało, co oznacza być ofiarą. Wyszła z tego, ale w pewnym sensie cenę za to doświadczanie płacić będzie do końca życia. Uchylę rąbka tajemnicy… jest to historia krótkiego związku między 18-stolatką a 64-letnim mężczyzną, w wyniku którego ta młoda i piękna dziewczyna dosłownie straciła twarz.

Mam nadzieję, że chociaż trochę Was zaciekawiłam… A może ktoś już przeczytał „Strefę cienia”?


wtorek, 15 grudnia 2015

Miara dorosłości

Jak łatwo można zauważyć miarą dorosłości nie jest wiek ani stanowisko, ale raczej sposób w jaki traktujemy siebie i innych, czyli tzw. dojrzałość.

Możemy powiedzieć, że ktoś jest dojrzały jeśli:
  • jest świadomy siebie - swoich pasji, marzeń, wie kim nie jest;
  • ma ukształtowane poczucie odpowiedzialności za siebie i innych, co oznacza na przykład, że opiekując się dzieckiem nie będzie spożywał alkoholu (o czym niemal codziennie  trąbią w TV);
  • jest gotowy do życia w związku;
  • posiada umiejętności społeczne;
  • posiada zdolność do przewidywania następstw swoich czynów;
  • umie rozsądnie myśleć i czerpać z doświadczeń;
  • ponosi konsekwencje za swoje czyny.
Dorosłość rzadko idzie w parze z dojrzałością, gdyż ta druga to proces, często trwający przez całe życie. Nieskończoną ilość razy wydawało mi się, że jestem już na 100% dojrzała, a jednak chwilę później musiałam zweryfikować swoje przekonanie i dzisiaj wiem, że ciągle jeszcze mogę nad czymś popracować. 

Dojrzałość to też bycie autentycznym, a to wynika z samoświadomości. W relacjach z ludźmi najlepiej sprawdza się właśnie autentyczność, ponieważ jeśli udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, osoby z naszego otoczenia zaraz wychwycą rozdźwięk pomiędzy prezentowanym wizerunkiem a stanem wewnętrznym i zareagują nieufnością.


W życiu każdego z nas pojawiają się sytuacje, które mogą stać się nowym początkiem, a dzięki którym możemy się rozwijać, a twierdzi się, że rozwój zwykle zaczyna się poza strefą komfortu. To właśnie dzięki tzw. szkole życia weryfikujemy swoje poglądy i postawę życiową, dojrzewamy. Czy jednak zawsze musimy sięgnąć przysłowiowego "dna" by stać się dojrzałym człowiekiem? Inaczej - czy możliwy jest rozwój bez bólu? Czy urodzenie się, dorastanie i dalsze życie w cieplarnianych warunkach zamyka nam drogę do wiedzy o życiu? Odwieczna zagadka...

piątek, 11 grudnia 2015

Zbyt zajęci

Ludzie często opowiadają jak bardzo są zajęci: nic tylko praca i skreślanie kolejnych obowiązków z niekończącej się listy. Opowiadając to, jednocześnie zerkają na swego rozmówcę, czy ta ich "zajętość" aby zrobiła na nim odpowiednie wrażenie. Bo dziwnym trafem zapracowanie bywa często powodem do dumy, chociaż nie wiem, co w tym chwalebnego - zachowujemy się jak roboty albo niewolnicy czegoś tam, najczęściej własnego ego.

Wiem, że wiele osób właśnie w takim trybie życia rozkwita, jednak sama zwykle muszę racjonalnie gospodarować swoją energią, by wystarczyło jej na rzeczy ważne. Nauczyłam się nie czekać z odpoczynkiem, aż stanę się zbyt zmęczona by sie ruszać, chociaż było to trudne, bo my kobiety chyba mamy nawyk robienia różnych rzeczy, dopóki nie padniemy. Z biegiem lat coraz trudniej nam się zregenerować i ważne staje się znalezienie odpowiedniego rytmu dnia inaczej znużenie będzie sie naszym nieodłącznym towarzyszem.

Znużenie niesie ze sobą ważne przesłanie - uzmysławia nam, że nie jesteśmy w stanie zrobić WSZYSTKIEGO i że powiedzenie czasami NIE może być najlepszym sposobem powiedzenia TAK temu, co ma dla nas prawdziwe znaczenie. Jeśli czujemy znużenie, a najlepiej - zanim je poczujemy:

1. Zaplanujmy codzienny odpoczynek. W dni robocze może to być półgodziny (albo dłuższy) przerywnik pomiędzy pracą zawodową a resztą dnia, w soboty znajdźmy swój własny rytm tak, żeby weekend kojarzył się nam nie tylko z nadrabianiem zaległości w domowych obowiązkach.

2. Czas odpoczynku powinien być wyłącznie nasz! Bez zakłóceń - czytajmy, rozmyślajmy, snujmy przyjemne plany albo słuchajmy muzyki.

3. Niektórym pomaga krótka drzemka, która odbuduje zapasy energii.

4. Nie lekceważmy napadu senności - może być sygnałem przemęczenia. Spróbujmy wtedy położyć się do łóżka wcześniej niż zazwyczaj.

5. Nie mamy czasu na odpoczynek, chociaż jesteśmy zmęczeni? To niedopuszczalne. Przejrzyjmy swój terminarz, na pewno moglibyśmy coś z niego usunąć, żeby znaleźć wolne pół godziny. Zastanówmy się, bez wykonania jakiej czynności nasz świat nie legnie w gruzach?


Zapracowanie jest prawdopodobnie jednym z najpowszechniejszych powodów zmęczenia, szczególnie wśród kobiet. W dodatku życie w ciągłym biegu powoduje, że narasta w nas stres. A więc jeśli mamy przepełniony zadaniami terminarz i wydaje się nam to nawet uskrzydlające (przecież tyle sie dzieje, nasze życie nie stoi w miejscu!), to i tak zastanówmy się, czy mimo wszystko nie potrzebujemy spowolnienia, może w ferworze walki nie zauważamy, że energia nam wycieka. Zróbmy krótki test, jeśli na co najmniej pięć pytań odpowiemy twierdząco, to znak, że jednak powinniśmy zdjąć nogę z gazu...

1. Czy zerkasz na zegarek częściej niż inni?
2. Gdy ktoś zbyt długo dochodzi do sedna sprawy, masz ochotę go popędzać?
3. Czy często jako pierwszy kończysz przerwę obiadową?
4. Gdy idziesz ulicą, denerwujesz się, ponieważ utknąłeś między ludźmi?
5. Czy zaczynasz się denerwować, gdy przez pół godziny nic nie robisz?
6. Czy wychozisz z restauracji lub sklepu, gdy widzisz przed sobą choćby krótką kolejkę?
7. Gdy utkniesz w korku denerwujesz się bardziej niz inni kierowcy?
(Test pochodzi z książki "Jak radzić sobie ze zmęczeniem i wyczerpaniem" Fiony Marshall)





poniedziałek, 7 grudnia 2015

Rozłóż porażkę na łopatki

Porażka nie kojarzy się dobre, a szkoda, bo wcale nie jest taka zła!

Fakt, kiedy porażka nawiedzi nasze życie czujemy się paskudnie, ale powinniśmy czuć się inaczej, ponieważ....

Porażka jest w rzeczywistości jednym z elementów, który składa się na nasz sukces. Wielu ludzi intuicyjnie to rozumie, np. naukowcy, którzy eksperymentują - dla nich nieudany eksperyment wskazuje drogę do sukcesu! Porażka to po prostu doświadczenie.

Zatem kiedy porażka nawiedzi nasze życie, nie rozpaczajmy i nie osądzajmy siebie źle. Spójrzmy jej prosto w oczy , a zniknie. Wg teorii prawa przyciągania: umacniamy to, przed czym się bronimy. 

Kiedy dopadnie nas znów przeświadczenie przegranej, natychmiast dajmy sobie pstryczka w nos: "Jaka porażka??? To po prostu kolejny szczebel do sukcesu."

(I na miłość Boską - nie zapomnijmy w to uwierzyć!)


czwartek, 3 grudnia 2015

Miesiąc cudów

Spotkałam się z określeniem grudnia miesiacem cudów - czekają na nas tradycyjne obyczaje i uroczystości, mnóstwo choinkowych błyskotek, które rozjaśnią długie wieczory oraz wiele dni spędzonych z myślą o prezentach dla bliskich nam osób. 

Dzięki temu grudzień mija jak jedna chwila, a potem to już z górki - dzień staje się dłuższy i dłuższy...

Czy ktoś potrzebuje rad na grudzień? Chyba tylko takich, jak przetrwać przygotowania do świąt bez uszczerbku na zdrowiu czy też jak nie przejeść się w święta. Hmmm... Spróbuję wymyśleć coś oryginalnego... A więc:

Po pierwsze. "Jeśli stale grabisz swój warzywniak, nic tam nie bedzie mogło urosnąć" czyli bywają sytuacje gdy zamiast rozmowy o problemach bardziej wskazane byłoby milczenie. Tym bardziej, że problemów życiowych nie rozwiążemy, ograniczając się do mówienia o nich. Nie psujmy sobie radosnych dni truciem i paplaniem, lecz nauczmy się milczeć i zachowywać spokój. Lepiej jest słuchać i działać, niż ciągle mówić. Zresztą nie tylko zmartwień lepiej jest nie wałkować na okrągło, są też przeżycia, które tracą na wartości, jeśli rozpowiadamy o nich na prawo i lewo. sprawy, które powinny być chronione w naszym wnętrzu.

Po drugie. W okresie świąt często skarżymy się na przejedzenie i przemęczenie. Zapewne wszyscy wiedzą, że jest na to jedna prosta rada: róbmy wszystko świadomie i z umiarem! Kawałek czekolady sprawia przyjemność, ale cała jej tabliczka w brzuchu z pewnością już nie. Analogicznie jest ze spacerem po sklepach: pół godziny takiej wędrówki może być atrakcją, ale gdy poczujemy, że zaczynają boleć nas nogi, lepiej wracajmy do domu.

Po trzecie. Zastanówmy się, co oznaczają dla nas święta Bożego Narodzenia. Powinniśmy obchodzić je zgodnie ze swoim podejściem do nich. Możemy cieszyć się na nie, bo są to dni wolne od pracy - w takim wypadku weźmy urlop i spędźmy je po swojemu. Jeśli Boże Narodzenie to dla nas świeto rodzinne, spędźmy je w gronie rodzinnym. Wreszcie, jeśli święta kojarzą nam się z refleksja i spokojem, możemy pójść do kościoła, a potem w domu zafundować sobie lampkę grzanego wina i słuchanie kolęd przy rozświetlonej choince. Ważne, by to co wybierzemy na świeta rzeczywiście coś dobrego dla nas znaczyło. Zamiast ulegać presji tradycji czy ogólnej atmosfery panującej w tym okresie, zróbmy coś, co w naszych oczach ma sens.

Boże Narodzenie to symbol narodzin pokoju i radości na świecie, a jedno i drugie mają swój początek w naszych własnych sercach.

To już ostatnie spotkanie ze złotymi radami z książki Christine Wagener-Thiele "Zadbajmy o siebie. 365 porad i złotych myśli na każdy dzień roku". Jak co miesiąc i dzisiaj wybrałam rady, które równie dobrze mogłyby wyjść również i z moich ust :-)

niedziela, 29 listopada 2015

100 sposobów motywowania siebie

"Czegokolwiek zdołaliśmy się nauczyć, nauczyliśmy się dzięki działaniu, na przykład ludzie stali się budowniczymi dzięki budowaniu, posiedli umiejętność grania na harfie dzięki graniu na niej. Tym sposobem, pracując rzetelnie, staliśmy się rzetelnymi pracownikami... dokonując czynów śmiałych, staliśmy się odważni." - Arystoteles.

Podczas życia nasz umysł zajęty jest wieloma sprawami: trwamy w przywiązaniu do własnych myśli, przeżywamy urazę wywoływaną w nas przez innych ludzi, pragniemy dowieść, że słuszność jest po naszej stronie, osądzamy innych, czujemy się zawiedzeni, że nas odtrącono itd. Trwa to przez całe życie, a wyobrażam sobie, że traci wszelkie znaczenie w chwili śmierci.

O co zapytalibyśmy siebie w tej ostatniej chwili przytomności? Może o to, czy zaistniała w świecie jakaś zmiana dzięki nam... Zostanie po nas to, czego dokonaliśmy, a wiec najlepiej jest przeżyć życie w sposob czynny, dokonując w nim zmian. Ja tego dokonać? Jak zmotywować siebie samego do działania? Może nam w tym pomóc książka "100 sposobów motywowania siebie" Steva Chandlera. To kolejna inspirująca książka, która pobudzi naszą wyobraźnię i może nawet wyniknie z tego coś dobrego... Zerknijmy na spis treści, żeby sprawdzić jakie sposoby na zmotywowanie się proponuje nam Chandler:





Same tytuły rozdziałów niewiele nam powiedzą, jednak mogą stanowić motywację, by sięgnąć po książkę ;-) Tak samo, do każdego naszego działania musimy być odpowiednio zmotywowani inaczej nie ujedziemy z tym koksem za daleko! Do biegania, do odchudzania, do nauki języka obcego, do pisania. Jeśli motywacja ulatuje, praca staje w miejscu, żeby tak się nie stało musimy nauczyć się sztuki motywowania się - nasz cel przez cały czas powinien wydawać się równie atrakcyjny jak na początku. Możemy: przebywać w towarzystwie inspirujących ludzi, zaangażować się w działanie, stać się częścią grupy ludzi myślących w podobny sposób, albo po prostu wyobrażać sobie co wieczór przyszłe efekty swoich działań

MOTYWACJA JEST WAŻNA, NIE TRAĆMY JEJ Z OCZU.



środa, 25 listopada 2015

Sezamie otwórz się!

Zapewnie każdy z nas zapewne ma jakieś marzenia, ale kto traktuje je poważnie? Często ludzie reagują śmiechem na słowo "marzenia". Nawet nie zabłysła w ich głowach iskierka wiary, że mogą mieć to, o czym marzą.

Zauważyłam, że spełniam swoje marzenia - pod warunkiem, że je mam. W ostatnich latach nie poświęcałam zbyt wiele czasu czasu na projektowanie fantastycznej przyszłości. Coś tam sobie wymyślałam, jednak zbyt wiele czasu tej czynności nie poświecałam. Zwykle też nie zawracałam sobie głowy szczegółami projektu, nie czułam tego dreszczyku emocji, jaki często twarzyszył mi w dzieciństwie, kiedy kreśliłam w myślach swoje mające się wydarzyć życie. Działo się tak na skutek mego lenistwa, a nie braku wiary. Teraz staram się to zmienić, ponieważ uświadomiłam sobie, że marzenia to zbyt poważna sprawa, by tak je lekceważyć. Wiedzieliście, że istnieje nawet specjalna technika, pozwalająca na ich zmaterializowanie? 

Po pierwszenależy uświadomić sobie, czego chcemy, dlaczego jest to dla nas ważne i co ma z tego wyniknąć.

Po drugienazwijmy swoje marzenie, zapiszmy je na kartce, nie zapominając o szczegółach. Piszmy jakby marzenie już się spełniło, a jednocześnie wyznaczmy limit czasowy na jego realizację. Może powstać z tego na przykład taki dziwotwór: "Do końca 2016 r. napisałam i wydałam swoją pierwszą książkę".

Po trzeciewypowiedzmy swoje marzenie na głos, nadając mu w ten sposób moc. Energia marzenia podniesie się też, jeśli zwierzymy się z niego komuś, kto nas kocha i dobrze nam życzy.

Po czwarte: dobrze, jeśli naszemu fantazjowaniu towarzyszą emocję i wizualizacje. Poczujmy radość, wdzięczność czy zachwyt. Zobaczmy w myślach, jak nam się będzie żyło, kiedy marzenie się spełni, poczujmy się, jakbyśmy byli w środku tego obrazu.

Po piąte: uwierzmy, że to się spełni! Dziekujemy za wsparcie podświadomości, Bogu, Aniołom (stawiam na dowolność - zależy kto w co wierzy!) i przekazujemy sprawę "wyżej". Ufamy, ale odpuszczamy kontrolowanie. Oczywiście, nie siedzimy z założonymi rękami, tylko bierzemy się do pracy, lecz zapomnijmy o obsesyjnym wyczekiwaniu. Działamy, lecz mentalnie nie przywiazujemy się do rezultatu (nie boimy się o rezultat, przecież ufamy!). ZIARNO BOWIEM ZOSTAŁO ZASIANE.

Po szóste: w trakcie procesu manifestacji naszego marzenia nie niecierpliwmy się, nie twórzmy czarnych scenariuszy, nie rozmawiajmy o naszym marzeniu ze sceptykami, ale bądźmy otwarci i pogodni. Odczuwajmy akceptację, miłość, radość i spokój. Utrzymywanie "czystych" myśli to podstawa sukcesu w dziedzinie manifestacji marzeń.


Powyższa instrukcja spełniania marzeń została zaczerpnięta z książki Collina C. Tippinga "Radykalna Manifestacja Marzeń", aczkolwiek nie umiem powiedzieć, czy akurat ten autor jest jej twórcą, gdyż wcześniej spotkałam się z taką "recepturą" w wielu innych źródłach. Śmiem twierdzić, że TO NAPRAWDĘ DZIAŁA. 

Jak się okazuje, marzyć też trzeba umieć, zaś wymądrzanie się, że marzenia to zajęcie dla dzieci i "niebieskich ptaków" oraz wyłącznie twarde stąpanie po ziemi, pewnie nie da nam nic więcej poza twardą egzystencją zwykłego zjadacza chleba. Czy o to w życiu chodzi...? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

czwartek, 19 listopada 2015

Nie przejmuj się, najważniejsze, że sobie się podobasz!

http://2.bp.blogspot.com/-IV1lt6QtX3Q/VCE5MdxGhxI/AAAAAAAAAbY/97Boayaga9o/s1600/otylosc_infografika.jpeg
Źródło obrazka
"Dla mnie najważniejsze, że podobam się sobie i akceptuję siebie, a to, że mam za dużo kilogramów jest nieistotne, nie będę głodzić się, żeby wyglądać jak szkapa". Usłyszałam już nie raz, i nie od jednej osoby, kiedy rozmowa zeszła na temat utrzymania przyzwoitej figury, co wcale nie jest rzeczą prostą, kiedy metabolizm zwalnia.

Nie mogę wyjść z podziwu, jak wiele ludzi kojarzy posiadanie nadprogramowych kilogramów wyłącznie z wyglądem fizycznym, a chęć ich zrzucenia ocenia jako fanaberię - "ona chce wyglądać jak modelka!". A przecież otyłość to choroba (o numerze ewidencyjnym obesitas E66) i nieważne, że dzisiaj mamy zaledwie o 10 kg więcej - jeśli nic z tym nie zrobimy, to wkrótce będzie nas za dużo o 12, 15, 20 kg itd.

Czasami chęci i starania nie zawsze wystarczają, prowadzimy zdrowy styl życia, a kilogramy w najlepszym przypadku stoją w miejscu. Przyczyną takiego stanu rzeczy może być stan naszego metabolizmu lub też choroba, ale nawet taka sytuacja nie może usprawiedliwiać "nicnierobienia". 

Bo otyłość to podstępna bestia, jest jak palenie papierosów - nie niszczy od razu, nie zabija bezpośrednio, ale za pomocą swoich "towarzyszy", którzy zawsze się pojawiają: cukrzyca typu II, nowotwory, nadciśnienie tętnicze, miażdżyca naczyń, choroba wieńcowa i... zawał serca.

Oprócz w/w poważnych problemów zdrowotnych, człowieka z nadwagą trapi mnóstwo codziennych utrudnień, do których zwykle się przyzwyczaja: ciężkość w poruszaniu, problemy ze schylaniem, kupowanie coraz większych ubrań, zacieranie się ud latem. Kto doświadczył, ten wie, jaki to dyskomfort, jednak - co dziwne - jakże łatwy do zaakceptowania. 

Patrzymy codziennie w lustro i nie zauważamy jak nasze ciało się zmienia, dopiero niedopinające się spodnie i żakiety zapalają nam lampkę w głowie, bywa, że tylko na moment - zaraz machamy ręką i lecimy do sklepu po większe ubrania. Bo przecież nie ma po co włosów rwać z głowy - wielkie rzeczy takie małe fałdki tu czy tam. "Nie dajmy się zwariować". 

W moim przekonaniu, wagę należy kontrolować od dzieciństwa. Tłuste dziecko wcale nie wygląda uroczo i zdrowo! Nikt tłusty nie wygląda tak naprawdę uroczo i zdrowo, a raz "wyhodowane" komórki tłuszczowe nie znikną nigdy, a ponadto mogą zwiększać się pod względem wielkości i ilości w określonych sytuacjach życiowych, takich jak:
- późne dzieciństwo, wczesne dojrzewanie,
- ciąża,
- u osoby dorosłej, której przybywa kilogramów,
czyli musimy uważać przez cały czas. Komórka tłuszczowa nie spali się podczas ćwiczeń, a jedynie uwolni tłuszcz, przez co stanie się mniejsza (mądry artykuł TUTAJ). 

Mam wrażenie, że my, blogerzy dbamy o siebie i wiemy, co należy robić, by zachować zdrowie, więc pewnie ten artykuł nikomu oczu nie otworzy, ale może chociaż zmotywuje do jeszcze większej dbałości o siebie. A napisałam go, prawdę mówiąc, pod wpływem rozmów z różnymi znanymi mi "nie-blogerami" usiłującymi wmówić mi, że powinno się zawsze siebie akceptować. Zgoda, jestem za samoakceptacją, to podstawa dobrego samopoczucia i zdrowia psychicznego, jednak akceptacja powinna być punktem wyjścia do koniecznych zmian, inaczej kiedyś nie zmieścimy się w ulubionym fotelu i będziemy sobie żartować, że mąż ma teraz dużo nas do kochania, a następnie zanosząc się śmiechem z udanego żartu, zejdziemy na zawał.

wtorek, 17 listopada 2015

Złota reguła

"Nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe", to złota reguła etyczna, obecna również w Biblii - jeśli się dokładnie tej ksiedze przyjrzymy, to znajdziemy tam więcej perełek, których znajomość zrobi dobrze każdemu, bez względu na jego wiarę.

Zatem Jezus powiedział: "Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie". Jakie to wydaje się proste i prawdziwe. Wyobrażam sobie, że gdyby każdy na świecie tak postępował, nie potrzebne by nam były: wymiar sprawiedliwości, policja i wojsko. Złota reguła to recepta na udane życie, także społeczne, a wszystkie problemy na świecie biorą się z jej nieszanowania. 

Na świecie, a czasami tuż obok, codziennie rozgrywają się chore historie, co podważa naszą wiarę w człowieka. Pojawia się automatycznie myśl - nie warto być dobrym czy szlachetnym. Z zawiści, złości czy pychy potrafimy źle traktować innych ludzi, to z kolei powoduje u nas samych stres i frustrację, ponieważ to co dajemy naprawdę do nas wraca i bardzo łatwo zaobserwować to nawet w ciągu jednego dnia uważnej samoobserwacji.

Co możemy zrobić dla siebie i dla świata? To proste. W ciągu dnia spotykamy wielu ludzi, mijamy się z nimi, rozmawiamy, załatwiamy z nimi interesy. Spróbujmy w każdym spotkanym człowieku zobaczyć siebie. Wyobraźmy sobie, że znajdujemy się na ich miejscu i traktujmy ich tak, jakbyśmy chcieli by nas traktowano w tej sytuacji. Na przykład: kiedy widzimy kogoś nieśmiałego, kto ma problemy ze znalezieniem się w towarzystwie, zamiast odwracać się od takiej osoby plecami (czasami krytykować: "jaka to niewydarzona ta Anka"), pomóżmy jej przełamać pierwsze lody i sprawmy by poczuła się pewniej.

Złotą regułę stosujmy wobec każdego, nie dzieląc ludzi na: sympatycznych i niesympatycznych, młodych i starych, pięknych i brzydkich, przyjaciół i nieprzyjaciół, rodaków i obcokrajowców. To tylko etykietki. Kiedy przestaniemy je do poszczególnych osób przylepiać i wszystkich potraktujemy po prostu z miłością, ta miłość do nas wróci i rozświetli listopadowy mrok.


Nie jestem święta. Napisanie tego tekstu i we mnie poruszyło kilka strun. Mam nadzieję, że nie na próżno i będę to drżenie pamiętać spotykając jutro na swojej drodze tych, którym przylepiłam pewne etykietki...


piątek, 13 listopada 2015

Idą święta czyli co z naszą dobroczynnością

ROBÓTKA 2015

Istnieją trzy rodzaje interesowności. Pierwszy, kiedy czynimy coś, co sprawia nam przyjemność. Drugi, kiedy pozwalamy sobie na przyjemność sprawiania przyjemności innym (nie powinniśmy być z tego dumni!). W końcu mamy trzeci typ (najgorszy), kiedy robimy coś dobrego tylko po to, by uniknąć złego samopoczucia, jednak nie daje nam to przyjemności, a wręcz przeciwnie, wywołuje w nas negatywne uczucia. Drugi i trzeci typ zwany jest też potocznie DOBROCZYNNOŚCIĄ ;-)

Święta Bożego Narodzenia już widać na ulicach i na ekranie telewizora, my też wkrótce zaczniemy się rozkręcać: będziemy pucować nasze domy oraz kupować ozdoby, prezenty i zapasy jedzenia na ten rodzinne świąteczne spotkania. A kto pomyślał o zrobieniu w tym czasie czegoś dobrego dla innych, dla potrzebujących, tak zupełnie bezinteresownie, za to ze zwyczajnej miłości do ludzi i świata?

Jeśli nie macie pomysłu na taki właśnie czyn, albo macie więcej możliwości niż pomysłów, proponuję ROBÓTKĘ 2015. To już szósty raz Kaczka i Bebe organizują przedświąteczną akcję zbierania życzeń i (lub) prezentów dla mieszkańców Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci w Niegowie. Kliknijcie, proszę, w baner Robótki 2015, a tam przeczytacie o szczegółach akcji. 

Należę do grona szczęściarzy, którzy nie oglądają na co dzień biedy czy innego nieszczęścia, ale zdaję sobie sprawę, że to istnieje naprawdę. Dlatego przyłączam się do Robótki 2015, tak samo jak w ubiegłym roku przyłączyłam się do Robótki 2014, i cieszę się, że będę miała swój mały wkład w wywołaniu uśmiechu na czyjejś twarzy podczas nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. 

A Wy, przyłączycie się? A może bierzecie już udział w innej akcji? Podzielcie się swoimi opiniami o tzw. dobroczynności. Bo chyba jest potrzebna, prawda? Tutaj znów sypnę cytatem z Biblii (nawiasem mówiąc - dużo w niej mądrości, twierdzę tak, mimo że religijna nie jestem): „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie” (Łk 12,39-48).
 

wtorek, 10 listopada 2015

Poznajmy się jeszcze bliżej

Dzisiaj odpowiem na kolejne jedenaście pytań - tym razem od Sylwii W., która jakiś czas temu nominowała mnie do Liebster Blog Award  - dziękuję!

liebster-blog-awards-2
Obrazek pochodzi stąd
1. Co Cię wyróżnia? 
Trudne pytanie... Na pewno w otoczeniu ludzi z którymi pracuję, chyba ja jedna uwielbiam pisać i jak mówią - posługuję się "kwiecistym" językiem, co pewnie wynika z mojego zamiłowania do słowa pisanego. A wyróżniam się, ponieważ tak się złożyło, że pracuję w gronie umysłów ścisłych i rzeczywiście, nieraz wyglądam na ich tle jak ktoś, kto właśnie przyleciał z kosmosu ;-)

2. Co sprawia Ci wielką przyjemność/co lubisz robić?  
Cóż, jestem molem książkowym, ale lubię też biegać, lubię oglądać straszne filmy w dobrym towarzystwie, lubię ubrania i sklepy ze zdrową żywnością, wędrówki górskie, koty i wieś. Wymieniłam to, co najszybciej przyszło mi na myśl, ale ta lista bynajmniej nie jest zamknięta.

3. Jaka jest Twoja największa pasja?

Z całą pewnością pisanie. Od zawsze chyba...

4. Co najbardziej Cię relaksuje?

Chwile z książką, slow jogging, latem - wylegiwanie się na kocyku pod chmurką. Koty i drzemka.

5. Co najbardziej motywuje Cię do działania?

Wizualizacja sukcesu.

6. Co sprawia, że się uśmiechasz?

Widok kochającego taty czy dzieci radośnie dokazujących (nie skażonych jeszcze zmartwieniami), inna uśmiechnięta buzia.

7. Jaki jest Twój sposób na zły dzień?

Zaprzestanie wykonywania obowiązków i zajmowanie się samymi relaksującymi czynnościami. Bo nic innego mi nie wychodzi, kiedy mam zły dzień.

8. Jakie jest Twoje miejsce na wymarzoną podróż?

W pierwszej kolejności chciałaby pojeździć po Włoszech.

9. Najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłaś lub chciałabyś zrobić w swoim życiu?

Robiłam kiedyś różne szalone rzeczy, jednak zbyt szalone, by ich opisy upubliczniać. Teraz, jeśli miałabym zrobić coś szalonego, to byłoby to "szaleństwo" typu - podroż rowerem dookoła Polski. Na mocniejsze numery ochota już mi minęła. 

10. Jakiej cechy charakteru najbardziej w sobie nie lubisz i dlaczego?

Ostatnio przeszkadza mi moje moje uporządkowanie, za dużo tych punktów w terminarzu, liczenia każdej minuty, spinania się, żeby wszystko było cacy. Jestem za modnym obecnie nurtem SLOW, uważam, że to zdrowe podejście do życia, jednak sama sobie wydaję się spięta. Cóż, obecnie nie wiem jak inaczej pogodzić pracę zawodową, prowadzenie domu i rozliczne pasje (większe i mniejsze). Ale myślę nad tym, co by tu poprzestawiać w swojej dobie.

11. Co blogowanie zmieniło w Twoim życiu?

Przez blogowanie mój dzień jest bardziej napięty, a i tak spędzam na tej czynności mniej czasu, niż bym sobie życzyła. Ale czerpię z tego wielką satysfakcję i nie wyobrażam sobie dzisiaj, że mogłabym nie prowadzić bloga. Tematów mam w zapasie na wiele lat, a ciągle rodzą się nowe ;-) 
Poprzez bloga wyrażam swoją pasję pisania, a także zaspokajam potrzebę wymiany zdań z interesującymi ludźmi na ciekawe tematy. W pracy tego mi brakuje. Osiem godzin spędzam zamknięta w biurze z tymi samymi ludźmi, z którymi nie zawsze nadajemy na tych samych falach. To bywa frustrujące. Blogosfera to kontakty wirtualne, tak często krytykowane - bo przecież żyć należy w świecie rzeczywistym - jednak dla mnie satysfakcjonujące. Gdybym chciała wieść tak bogate życie towarzyskie w realu, to raczej nie miałabym czasu pomieszkać w domu.

Wam również życzę wiele satysfakcji z blogowania. Jeśli pisać to z pasją, pasja zawsze się obroni :-)