czwartek, 18 grudnia 2014

Przyda-sie czy nie


Temat nasunął mi się przy okazji przedświątecznych porządków. Zbytnio w tej kwestii nie szaleję, ale przed Świętami, a właściwie przed Nowym Rokiem postanowiłam pozbyć się z zakamarków mieszkania wszystkich starych i niepotrzebnych przedmiotów, no i zaczęły się dylematy.

Czy te ręczniki nie wytrzymałyby jeszcze paru miesięcy? A ta bluza - do chodzenia po domu jeszcze się nada... Po otwarciu szuflad dopiero zakręciło mi się w głowie - a może jeszcze przydadzą sie te drobiazgi (mam tu na myśli np. kredki i flamastry - pamiątka po szkolnych czasach dzieci, jakieś notatki, jakieś wycinki z ciekawostkami, które miały mi się przydać do pisania artykułów)? STOP. Kobieto oprzytomniej, przydasie zazwyczaj nigdy się nie przydają. 

Zbieramy stare przedmioty, ubrania, koszyczki, bibeloty, bo nigdy nie wiadomo, może akurat kiedyś coś takiego będzie potrzebne. Za rok, za dwa, może z koszyczka zrobię kompozycję, stare szmatki przydadzą się na ściereczki do sprzątania, a ta śrubka na pewno od czegoś jest i kiedyś będę musiała ją wkręcić. Te rzeczy nie przydały się i pewnie się już nie przydadzą, bo przecież ze sklepów przynosimy ciągle nowe przedmioty, a nawet jeśli czegoś zabraknie, to bez problemu i z prawdziwą przyjemnością kupimy sobie coś nowego. Prawda jest taka, że przydasie zajmują cenne miejsce w naszym domu, zazwyczaj wymagają od nas cennej energii w postaci dbania, przekładania, odkurzania, a jednocześnie nasza przestrzeń mieszkalna staje się przez nie mniej przejrzysta.


Ale to jeszcze nie całe zło, które może wiązać się z przydasiami... Przydasie mają tendencję do rozmnażania, jeden powoduje, że staje koło niego następny. Kto ma piwnicę albo strych, to wie, że te pomieszczenia nazywane są ogniwem pośrednim między domem a śmietnikiem, ponieważ zdarza się, że tak od razu przydasia żal nam wyrzucić, z jakiegoś powodu jesteśmy do niego emocjonalnie przywiązani. Wtedy tak naprawdę zamiast patrzeć w przyszłość i żyć pełnią życia, my kurczowo trzymamy się przeszłości, która była taka piękna! Ponadto, przydasie należą do kategorii braku, zbieramy je z lęku, że czegoś nam zabraknie, natomiast zaufanie, że zawsze dostaniemy to, co jest nam potrzebne, należy do kategorii obfitości. A znane chyba każdemu prawo przyciągania zakłada, że to, na czym się skupiamy, rozrasta się. Nie wiem jak Wy, ale ja wolę jednak obfitość ;-) Dlatego pogrzebałam żal i wyciepałam z rozmachem swoje "skarby", co spowodowało, że od razu jaśniej się zrobiło w mieszkaniu i w głowie.


Ale to jeszcze nie całe zło, które może wiązać się z przydasiami... Otóż granica pomiędzy nadmiernym sentymentalizmem do starych przedmiotów a niebezpieczną obsesją może być bardzo cienka. Niewinne "kolekcjonerstwo" może wymknąć się spod kontroli i prowadzić do niebezpiecznego schorzenia, zwanego syllogomanią. Zaczyna się ona właśnie od - z pozoru niegroźnego - bałaganu. Chory nie może się powstrzymać przed kupowaniem czy wręcz przynoszenia ze śmietnika rzeczy, a starych nie potrafi się pozbyć, nie ma znaczenia, że są one już niepotrzebne albo uszkodzone. Przedmiotów przybywa, a z czasem chory nie może już sobie poradzić z ich nadmiarem. Zagracają mu mieszkanie, dezorganizują życie, przeszkadzają w pracy czy relacjach międzyludzkich.

Twierdzi się, że osoby chore na syllogomanię budują swoje poczucie bezpieczeństwa poprzez przechowywaniem w swoim otoczeniu różnych rzeczy. Oto jak usprawiedliwiają one swoje zbieractwo:

  • obawa przed wyrzuceniem czegoś, co przyda się w bliżej nieokreślonej przyszłości,
  • poczucie bezpieczeństwa zapewniane przez posiadanie określonych przedmiotów,
  • obawa przed pozbywaniem się czegoś, co jest jeszcze użyteczne,
  • emocjonalny stosunek do gromadzonej niekiedy latami kolekcji.
To może być żart, albo przykład syllogomanii (źródło), ale po wpisaniu tego hasła w wyszukiwarkę, możemy zobaczyć naprawdę koszmarne wnętrza!

I tak od niewinnych przydasiów dotarłam do rozważań o zdrowiu psychicznym. Żeby  nie doszło do katastrofy, postanowiłam reagować na bieżąco i odgruzowałam się przed Nowym Rokiem, żeby energia w moim mieszkaniu swobodnie przepływała - zgodnie z zasadami Feng Shui, porządkowanie, sprzątanie i wyrzucanie to inaczej robienie miejsca czemuś nowemu! Pewnie sami zwróciliście uwagę co dzieje się z Waszym samopoczuciem, kiedy przebywacie w pokoju zagraconym. 

Jeśli kogoś dręczą jeszcze cienie przydasiów, niech sięgnie po wypróbowane metody walki z nimi. Ja zaczytuję się ostatnio w blogu Leo Babauty (Zenhabits.net) i tam też znalazłam kilka przydatnych rad:

  1. Nie musimy wszystkiego zrobić w jeden dzień, jeśli nie cierpimy sprzątania (tak jak ja), to pewnie lepiej będzie, kiedy odgruzujemy się w małych kawałkach - każdego dnia poświęćmy 15 min. na uprzątnięcie 1 półki, a potem otrąbmy tryumf.
  2. Wyrzućmy wszystko z półki czy szuflady, przetrzyjmy ją, posegregujmy wyłożone rzeczy i włóżmy do środka tylko te, które chcemy zachować.
  3. Sortujmy swój stos - bierzmy do ręki po jednym elemencie i podejmujmy szybką decyzję: kosz, albo powrót na półkę.
  4. Bądźmy dla siebie bezlitośni, prawda jest taka, że nigdy nie będziemy używać większości tych rzeczy, z których nie korzystaliśmy z nich przez rok. Wyrzućmy je, ewentualnie oddajmy komuś, kto zechce z nich korzystać. Wyrzućmy też rzeczy, których na pewno nie naprawimy. 
  5. Szczególną uwagę zwróćmy na papiery. Czasopisma, katalogi, stare rachunki, notatki, prace zabierają tylko cenne miejsce na półce, a nigdy się nie przydają.
  6. Jeśli naprawdę pęka nam serce na myśl o wyrzuceniu jakiegoś przedmiotu, bo może przydać się w przyszłości, włóżmy go do pudła z napisem MOŻE. Takie pudełko zaklejmy i opiszmy, a następnie gdzieś je przechowajmy. Jeśli minie rok i swego pudełka nie otworzymy, to znaczy, że tym razem NA PEWNO wywalamy je na śmietnik (albo oddajemy zainteresowanym).
  7. Stwórzmy system zatrzymania bałaganu wynikającego z gromadzenia przedmiotów - regularne sprzątanie, odkładanie rzeczy na miejsce.
  8. Pamiętajmy, aby zawsze świętować swoje osiągnięcia, nieważne jak małe. Nawet uprzątnięcie 1 szuflady możemy po swojemu uczcić :-)


Odgruzujmy się łatwo i przyjemnie przed Nowym Rokiem, niech nowa energia napełni nasze domy i przyczyni się do ruszenia naszego życia z kopyta, w kierunku sukcesu. Poczujmy to!





84 komentarze:

  1. Pod fotelem kolekcjonerskie czasopisma oraz książki czekają na wywiezienie. Nie potrafię się pozbyć włóczek, natomiast ciuchy wyrzucałam masowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z ciuchami najgorzej, jakoś wszystkie wg mojej oceny wyglądają "zbyt dobrze", żeby wywalić na śmietnik, więc z reguły nawet jeśli pozbywam się z domu, to staram się żeby trafiły w drugie ręce. Generalnie, na chwilę obecną nie potrafię bez żalu, bezproblemowo odgruzować szafy :-)

      Usuń
  2. Wszystko sie przyda - to moj glowny problem i jedna zla tego konsekwencja : nic nie moge znalezc (bo gine w natloku niepotrzebnych rzeczy, ktore wiadom ... kiedys sie przyda). Ten post to chyba napisalas dla mnie. Ruszylo mnie, ale nie wiem, czy mam odwage cokolwiek wyrzucic, bo przeciez moze przyda sie Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie gromadzenie ubrań osiągnęło taka skalę, że po upływie sezonu okazuje się, że na pewno połowa ubrań nie została założona. A miejsce zajęte, brak przejrzystości. Tak więc w tej materii wyjątkowo muszę się pilnować, ale to może wynikać z faktu, ze bardzo długo nie stać mnie było na fajne rzeczy i zwykle kombinowałam z ubraniami jak koń pod górę, a to coś przerabianego, a to coś podarowanego, a dziewczyny w większości lubią być dobrze ubrane, to nawet powoduje, że możesz się czuć swobodnie w grupie rówieśników :-) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Coraz bardziej modny jest minimalizm - to chyba w tym nurcie walki z przyda sie. Z jednej strony mysle, ze odciazenie szafy, mieszkania bardzo ulatwi zycie, bo w koncu znajdziemy te wszystkie na prawde potrzebne rzeczy, z drugiej gdy bede potrafila wyjsc z domu z mala torebka (a nie dwoma ogromnymi z samymi najpotrzebniejszymi rzeczami) moze zabiore sie za wyrzucanie z domu tych wszystkich zbytecznych rzeczy. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, o minimalizmie dzisiaj wspomina się często, chociaż ja nie jestem jego 100-procentową zwolenniczką - porządek i przejrzystość tak, ale nie koniecznie cztery rzeczy na krzyż :-)

      Usuń
  4. ha :-) jak o mnie :-)
    ale odgruzowuję się okresowo :-)
    bardzo pomaga :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, też muszę zaplanować kolejne odgruzowanie. Ubrania najczęściej wyrzucam podczas wymiany sezonowej - w szafach nie mieszczą się oba sezony i jeden zwykle czeka w skrzyni kanapy na swoją kolej, więc jeśli coś się nie mieści ani tu, ani tu i nie założyłam tego od dłuższego czasu idzie precz :-)

      Usuń
  5. Ja jestem taki chomikiem;) Ale najwięcej rzeczy zostawiam bo się z nimi wiąże "emocjonalnie";p Muszę to zmienić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku sporo przedmiotów odpadło z powodu czterech przeprowadzek, wtedy zwykle dużo rzeczy wędruje na śmietnik, więc moje zbiory emocjonalnych przydasi-pamiątek są naprawdę małe :-)

      Usuń
  6. coś w tym jest.. Choć ja wiele rzeczy przerabiam, a to się przyda jak coś odetne, a tu coś doszyje. Do nałogowego zbierania mi daleko, ale mam mała kolekcję przydasi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku osób z tzw. złotymi rączkami to może i ma sens, u mnie zwykle te wszystkie wstążeczki, ozdobne pudełeczka, guziki, kartki nie mają drugiego życia :-)

      Usuń
  7. dla mnie najgorsze jest czyszczenie rozrastających się segregatorów z dokumentami, stare gwarancje, jakieś rachunki, tu jakieś pisma urzędowe, więcej tego już chyba być nie może i kurzem porasta, a strach wywalić, bo jednak niech ktoś coś chce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To po ubraniach drugi czuły punkt! Dobrze, że niektóre faktury przesyłane są elektronicznie, więc trzymam je na swoim koncie, ale nie wiem dlaczego tak trudno wyrzuca mi się te papiery, zawsze myślę, że może ktoś się przyczepi, będzie trzeba coś wyjaśniać, a przecież i tak nie płacę rachunków na poczcie i nie są to nawet potwierdzenia wpłaty. PITy to co innego.

      Usuń
  8. ja zazwyczaj robiąc porządki mówiłam sobie zostawię, bo z pewnością będę używać, a i tak leży wszystko kolejne miesiące bez użytku, dlatego w tym roku zrobiłam porządki i wszystko wyrzuciłam czego nie używam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej, że kiedy mieszka się w mieszkaniu, to nie ma tam zazwyczaj takiego miejsca, gdzie to wszystko można upchnąć, żeby nie przeszkadzało, ja to nawet piwnicy nie mam i to już naprawdę jest ciężko :-)

      Usuń
  9. Z tym akurat staram się być ostrożny. Nie lubię mieć zbyt wielu rzeczy zwłaszcza jeżeli ich nie używam, ale czasem wszystko jest mi potrzebne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u mnie inaczej, z reguły tylko mi się wydaje, że wszystko jest potrzebne, a nie jest :-)

      Usuń
  10. Jakże ważny temat poruszyłaś. Od jakiegoś czasu dosyć się tym trapię. Chyba toczy mnie taka choroba:))). Nie potrafię rozstać się z ulubionymi przedmiotami.
    Gdy sporadycznie zdarza mi się w stół przysłowiowy walnąć i z wielkim hukiem coś do śmietnika wrzucić, miast ulgi trapi mnie noc bezsenna. Nareszcie idę do kosza i wyciągam z niego tę "wspaniałość", po czym spokojnie już zasypiam.
    Cóż, moja przypadłość jest rodzinna i raczej nieuleczalna. Co ciekawe, z trzech sióstr, ja jedna jestem jej kontynuatorką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, a syllogomania jest prawdopodobnie dziedziczna... Moja mama z pewnością ma jej zaczątki, wiesz jakie rzeczy ona zbiera? Wszystkie woreczki foliowe po produktach, bo przydadzą się do zamrażania produktów, tyle, że tych worków to ma już wór do pasa! Nie wyrzuci starego garnka, ostatnia znalazłam u nie pordzewiałą patelnię, która miała się przydać. Ubrania to ja jej wyrzucam, chociaż ze swoimi ledwie sobie radzę ;-)

      Usuń
  11. Ja mam tak samo. Przyda się, przyda się, przyda się... w końcu jak zmianiałam ostatnio meble zobaczyłam ile takich drobnostek miałam w szafach i szufladach. Wyrzuciłam 6 czy 7 worków :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I życie toczy się jakby nigdy nic, świat się nie zawalił ;-)

      Usuń
  12. Ja akurat nie mam zbyt duzo "przydasiow", bo mam male mieszkanie i nie mam juz gdzie czego wcisnac. Z drugiej strony zawsze znajdzie sie cos niepotrzebnego, ale bardzo mi jest zal sie tego pozbyc, gdyz sentymentalna jestem:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mieszkanie też mnie mobilizuje do działania, bo po nim szybko widać jak się zagraca. Przy domu łatwiej upchnąć przydasie :-)

      Usuń
  13. Gratuluję wzięcia się za takie porządki! Ja co pewien czas, też zwykle przy okazji świątecznych lub wiosennych porządków, pozbywam się takich rzeczy, jednak jest mi również ciężko - zostałam nauczona oszczędności i wyrzucenie przedmiotu nadającego się do użytku wywołuje u mnie poczucie winy ;) Ale walczę z tym, bo zdaję sobie sprawę, że nie jest to zdrowe ani rozsądne podejście

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze mówisz o tej oszczędności. Ja również wychowywalam się w domu, gdzie przedmioty miały drugie życie, bo nie mieliśmy pieniędzy w nadmiarze i też zwykle przed wyrzuceniem myślę, że może przyda się do czegoś. Taki nawyk, ale już nie potrzebny, bo dzisiaj np. mamy mopy i nie musimy używać starych ręczników do mycia podłóg.

      Usuń
  14. Super wpis Gaju :) ja mam niestety też z tym problem: muszę zabrać się za takie porządki ( teraz to dobry czas....) i pozbyć się wielu rzeczy. Z drugiej zaś strony przestać kupować w nadmiarze: czasopisma, porcelanę itp itd...tylko jak to zrobić?
    Tych 8 punktów może okazać się pomocne....:) a fotki to wnętrza Twojego domku...? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to nie z mojego domu, to wnętrze willi w Nałęczowie, w której podczas tego urlopu nocowaliśmy :-) To zbieranie czasopism tak w gruncie rzeczy nie ma sensu i nie wiem, czy nie wywodzi się ono z czasów dzieciństwa, gdzie kolorowe magazyny to było coś ;-) Sama aktualnie zbieram SENS, tłumaczę sobie, ze znajduję tam dużo ciekawych tematów, które mogę wykorzystać na blogu. Z drugiej strony wiem, że wystarczy zapisać pomysł na posta, a materiał pomocniczy zawsze znajdziemy w necie. Pozdrawiam!

      Usuń
  15. Jestem okropnym chomikiem :) coś strasznego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale może to jeszcze nie syllogomania? ;-)

      Usuń
  16. Ja mam całą masę takich przydasiów w piwnicy w pudłach, a dokładnie ciuchy to moja pięta Achillesowa jak to mąż mówi, ale ile razy jak je wyciągam to się cieszy, że nie trzeba znów kupować ciuchów to niezlicze. Nie wyrzuce ich tylko oddam bratu lub szwagierce ale wtedy będzie tak pusto :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z powodu ciuchów marzę o garderobie :-) Kiedy planujemy, jak będzie wyglądał nasz dom, to garderoba na pewno w nim będzie! Ale ubrania naprawdę bardzo lubię. Biżuteria mnie aż tak nie kręci (chociaż naszyjników też nie potrafie zliczyć...).

      Usuń
  17. tak zgadzam się w pełni, ale jest to trudne szczególnie jeśli ma się małe dziecko, czasem trudno mi coś usunąć, zbieram, zbieram, magazynuję, z moich rzeczy łatwiej mi zrezygnować, wyrzucić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do ubranek, to pomaga obecność mniejszego dziecka gdzieś w rodzinie, zawsze można je przekazać :-)

      Usuń
    2. ja noszę na spotkania blogerek, dziewczyny zbierają do domu matki i dziecka:):)

      Usuń
  18. Chyba zacznę dzielić sprzątanie na krótsze czaso-okresy, może nie będzie u mnie tylu zalegających "przydasiów".
    A swoją drogą to piękne i zabawne słowo stworzyłaś :) I oddaje całą powagę tego niby niewinnego gromadzenia niepotrzebnych już przedmiotów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam cierpliwości do sprzątania, to na pewno nie jest moja pasja i dlatego właśnie pracuję na raty. A "przydasia" to skądś zapożyczyłam ;-)

      Usuń
  19. Zdarza mi się przetrzymywać różne rzeczy. Jednak około trzy razu do roku robię gruntowne porządki i wtedy lądują one w koszu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też nie mają innego wyjścia, zawsze w końcu mam ich dość :-)

      Usuń
  20. Jak ja nienawidzę przydasi! Też tak miałam. Piwnica przydasi. Bo koszyczek się jeszcze przyda. Bo przedarty ręcznik na ścierkę przerobię. Wszystkiego się pozbyłam. Przestałam emocjonalnie przywiązywać się do rzeczy. Z jednym wyjątkiem. Dzieci mi przynoszą ze szkoły wyroby z gliny, zrobione lampiony-świeczniki i inne cudeńka z okazji Świąt, Dnia Matki. Rośnie ta kolekcja razem z dziećmi. To nawet nie są przydasie, bo się nie przydadzą. Ale jak wyrzucić? I kiedy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie te pamiątki po czasach, kiedy dzieci były małe są nie do ruszenia! Nawet teraz żałuję, że przez liczne przeprowadzki dużo mi poginęło...

      Usuń
  21. Kiedyś byłam strasznym chomikiem, ale ostatnio czerpię przyjemność z pozbywania się niepotrzebnych rzeczy właśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to prawdziwa przyjemność zobaczyć luz na półkach, jakoś tak lżej sie od razu robi :-)

      Usuń
  22. Niektórych rzeczy trzeba się pozbyć. Wyrzucić, sprzedać, dać komuś. No ale ja już tak od roku pozbywam się rzeczy nagromadzonych przez 9 lat mieszkania w swej dziu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *dziurze. I końca nie widać :D

      Usuń
    2. Dla mnie największym chomikiem jakiego znam jest moja mama, ona naprawdę NICZEGO nie wyrzuca, wszystko ląduje na strychu. Posiadanie domu rodzi nawyk zbieractwa? Ja nie mam takiego pośredniego miejsca...

      Usuń
  23. Ostatnio robiłam małe porządki przedswiateczne i też pozbyłam się kilku przydasiów. A że były to rzeczy mojej córki , do których czuje ona sentyment- szlafroczek o kilka lat za mały, prześcieradełko z jej łóżeczka... musiałam stoczyć mała batalię, by w końcu wylądowały tam, gdzie ich miejsce.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja córka czuła ogromny sentyment do kolekcji lalek Barbie, mimo, że każda miała już przerabianą fryzurę i własnoręcznie szyte ubranka, przekazała je kuzynce dopiero kiedy poszła do liceum ;-)

      Usuń
  24. ja z opcją przydasie w tym roku przed świętami zrobiłam generalny porządek, aczkolwiek do niektórych rzeczy mam słabość i je zostawiłam - sentyment

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie takie sentymentalne pamiatki to rękodzieła dzieci, albo prezenty od nich :-)

      Usuń
  25. A zauważyłaś jak szybko stosy niepotrzebnych rzeczy znów narastają?
    Zaraz po sprzątnięciu jestem zadowolona z siebie...a potem....wystarczy jeden papierek zaraz przyciąga kolejny i kolejny. Kartki, karteluszki, wizytówki paragony i od nowa trza walczyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo charakter zbieracza wypływa na wierzch ;-) U mnie też, mimo starań, zawsze sie naodkłada nie wiadomo kiedy. Tak ze dwa razy do roku walczę. Jeśli chodzi o ubrania, to czasami pilnuję, żeby tygodniowo wyrzucić jedną rzecz, która przestała mi się podobać lub jest zniszczona.

      Usuń
  26. Ciekawy wpis, sama zamierzam poruszyć ten temat:)) fajne ciekawe rady dajesz:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten temat to jeden z moich ulubionych, lubię czytać blogi o takiej tematyce. Nie powiem, żebym była mistrzynią GTD, ale kiedy się dużo na jakiś temat czyta, to coś tam zawsze w głowie zostaje :-)

      Usuń
    2. To prawda. Cenie ludzi skromnych.

      Usuń
  27. o matko jak ja nie lubię przebierać rzeczy! moja mama się śmieje, że ja od dziecka nie umiałam niczego wyrzucać. Do wszystkiego mam sentyment ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problemu większego nie ma, jeśli jest to gdzie upchnąć :-)

      Usuń
  28. Super temat poruszyłaś, szczególnie teraz w tym przedświątecznym amoku sprzątania. Ważne by jednak pozbyć się rzeczy zbędnych, nie gromadzić razem z nimi starych, negatywnych uczuć, emocji. Wyrzucając rzeczy zbędne robimy miejsce na nowe, lepsze, bardziej potrzebne... warto pożegnać się z tym, co już niepotrzebne, zatrzymujące Nas w przeszłości. Dziękuję za miłe słowa i piękne życzenia, również życzę Ci magicznych, wyjątkowych i bogatych w dobre emocje i uczucia świąt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Bo te starocie właśnie tak się kojarza - zastój. Po ich wyrzuceniu odrazu czuje się lekkość. Takie uczucie to zastrzyk energii.

      Usuń
  29. U mnie generalnie jest tak: w górnej szafce - rzeczy wyjściowe, jeśli w niech już nie chodzę to przekładam do dolnej szafki (a tam są rzeczy domowe), jeśli te z dołu układam, to połowa idzie do śmieci, bo już nie mam gdzie układać dalej. :D

    OdpowiedzUsuń
  30. był czas, że trudno było mi cokolwiek wyrzucić, nie wiem dlaczego, ale lubiłam chomikować, choć zupełnie nie było mi to do niczego potrzebne. teraz na szczęście wyrzucam bez skrupułów, oddaję czy przekazuję gdzieś indziej, dzięki temu zrobiło się luźniej i dwa razy w roku taki proces oczyszcza mój dom z niepotrzebnych rzeczy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. System jest konieczny, mieszkanie ma swoją pojemność. Mnie zawsze lekko przerażaja wizyty w rodzinnym domu, ile tam nagromadzono przez lata na strychach i w garażach. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale jak się przyjrzeć, to z niepotrzebnych gratów można można stos ułożyć i podpalić. Pewnie kiedyś tak zrobię...

      Usuń
  31. Mnie jest się ciężko rozstać z niektórymi rzeczami. Jestem dość sentymentalna ;] Także "przydasiów" mam sporo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja aż tak nie mam, posiadam naprawde nieliczne pamiątki, głównie związane z dzieciństwem dzieciaków :-)

      Usuń
  32. Mój mąż mnie opanowuje. Haha pewnie gdyby nie on, to bym zagraciła mieszkanie. Uwielbiam zbierać kartony, papierki itp.. rzeczy, które mogą się przydać w rękodziele. Gdy byłam nastolatką żyłam wg. zasady: "Jaki masz porządek w pokoju taki masz w głowie" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta zasada wg mnie jest prawdziwa ;-) A mój mąż pilnuje, żebym w szafie miała porządek!

      Usuń
  33. Generalne porządki w swoich rzeczach robię dwa razy w roku, ale za każdym razem zajmuje mi to cały dzień. Rozczulam się nad każdą rzeczą przeznaczoną do wyrzucenia, bo z każdą wiążą się jakieś wspaniałe wspomnienia :)

    Stopery również by się przydały, bo idzie oszaleć momentami. Taką mam cudowną rodzinę, siostra maluje się o piątej rano w pokoju (przecież łazienka wcale do tego nie służy), a tatuś gwiżdże kiedy ja sobie smacznie śpię :) Najbardziej żywiołowe rozmowy w ciągu całego dnia odbywają się wtedy, kiedy chcę spać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoje porządki robię na raty, sprzątanie mnie wykańcza :-)
      U mnie spanie w stoperach powoli staje sie normą, najgorsze, że czuję, jakbym się do nich przyzwyczajała...

      Usuń
  34. Jeszcze nie mam z tym problemu, bo stosunkowo krótko mieszkam sama. Nie zdążyłam nagromadzić zbyt wielu rzeczy, chociaż jest ich coraz więcej. Mimo wszystko teraz modny jest minimalizm w pomieszczeniach, ludzie lubią jak wszystko jest pochowane, ja też to lubię dlatego nie zagracam sobie mieszkania. Na dzień dzisiejszy mam raczej wrażenie, że wielu rzeczy nam brakuje i jeszcze wiele trzeba dokupić żeby mieszkanie było w pełni wyposażone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja dążę do takiego minimalizmu w mieszkaniu (właściwie to chyba go mam), nie cierpię półek przeładowanych bibelotami, wolę 1 rzecz, ale zwracającą uwagę. Lubię zajrzeć do szuflady i wiedzieć na pierwszy rzut oka, co się w niej znajduje ;-)

      Usuń
  35. O kochana, masz świętą rację! :) Nie cierpię tego robić ale powywalam w najbliższym czasie co się tylko da. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami sobie mówię - 1 zniszczona czy bezużyteczna rzecz tygodniowo - i zawsze się coś znajdzie :-)

      Usuń
  36. Raz na trzy lata robię przesiekę przez szafę i wyrzucam wtedy co najmniej 1/3 zawartości :D (daję ciuchy znajomym).
    Ależ to jest przyjemne!

    OdpowiedzUsuń
  37. Uwielbiam takie porządki, zawsze po nich czuję niesamowitą ulgę i przestrzeń w otoczeniu, dlatego powtarzam ten gruntowny zabieg co kilka miesięcy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beata, Adrianna - też właśnie tak czuję! Nie ma to jak ład w zasięgu wzroku, świetnie robi na samopoczucie :-)

      Usuń
  38. Mam coś zupełnie odwrotnego. Pozbywam się wszystkiego bardzo łatwo. Nie jestem przywiązana do rzeczy. Niedawno miałam refleksję nad tym ile wydałam pieniędzy na głupoty, jak to kobietom się przydarza. Ostatnio zastanawiam się przed zakupem jakieś pierdoły co ona wniesie w moje życie, czy jest mi niezbędna itp Postanowiłam kupować mniej ubrań, bo czasem zalegają w szafie z metkami, bo albo się o nich zapomina, albo nie ma okazji do założenia i wychodzą z mody. Zaprzestałam kupowania wielkich ilości kosmetyków, zużywam to co obecnie posiadam. Wielka ilość rzeczy mnie przeraża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jestem na tej samej drodze. Z całą pewnością nie chcę przywiązywać się do rzeczy, być smutna czy rozdrażniona z ich powodu, bo to banał po prostu. Jednak z ubraniami idzie mi najgorzej ;-)

      Usuń
  39. przydasie to istna zmora, zagracają nie tylko pomieszczenie, ale i głowę... świetne te rady z zenhabits:) i to prawda, musimy być bezlitośni podczas sprzątania. ale potem można odczuć, że warto było - ja jeszcze chyba nigdy nie żałowałam, że się czegoś pozbyłam. prędzej żałowałam potem, że tak długo to trzymałam!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czasem coraz bardziej pasuje mi idea minimalizmu. Wcześniej uważałam, że to głupie i nikomu nie potrzebne - po co się ograniczać? Chociażby dla higieny psychicznej!

      Usuń
  40. Ja stosuje taka zasade ze jak przynosze nowego ciucha do domu -to z domu wychodzi stary ciuch od razu .Nie ma zadnego potem i w ten sposob sie nie zageszcza.

    OdpowiedzUsuń