czwartek, 20 listopada 2014

Trzykrotnie odnotowane - listopad, listopad, listopad

To pewnie z powodu listopadowej aury mam ochotę dzisiaj zastanowić się nad emocjami negatywnymi. Złość, lęk czy smutek często nas przerastają kiedy są wyrażane przez innych, ale też kiedy sami je odczuwamy. Myślę, że patrzymy na nie przez krzywe zwierciadło wyobrażeń, tym bardziej, że dużo wcześniej, kiedy byliśmy dziećmi, być może dorośli przekazali nam, że te emocje nie są w porządku.

Samej również zdarza mi się czuć zmieszanie, kiedy wybuchnę złością, albo kiedy odczuwam lęk, który za jakiś czas wyda mi się zupełnie bezpodstawny. A że nie lubię czuć się podle, zaraz znalazłam przemawiające do mnie wyjaśnienia tego stanu rzeczy. Ciekawa jestem, czy do Was również przemówią:

Złość - tak naprawdę służy do wprowadzania zmian, ponieważ kiedy pod wpływem tej emocji budzi się w nas wyraźna myśl, że nie jest tak, jak chcemy, to jednocześnie z tą myślą powstaje w nas siła, energia, żeby ten stan zmienić. Złość pomaga nam również w wyznaczaniu granic, których inni ludzie nie powinni przekraczać. Kiedy nie umiemy sobie radzić ze złością, staje się ona agresją.

Lęk - możemy porównać do bólu, który uczy co jest dla nas szkodliwe. Lęk to taki ból występujący w sferze psychicznej: mobilizuje nas do ucieczki albo do ataku, poczuciem dyskomfortu ostrzega przed staniem w miejscu i znoszeniu niszczących  nas okoliczności.

Smutek - zazwyczaj towarzyszy stracie: człowieka, pracy, czegoś dla nas istotnego. Dzięki niemu zwalniamy, zastanawiamy się co powinniśmy zmienić w swoim życiu. Smutek pozwala nam na moment refleksji, zbadania w jakim punkcie życia się znajdujemy. Z drugiej strony jest sygnałem, żeby takiej zasmuconej osobie udzielić wsparcia, ponieważ kiedy widzimy kogoś zasmuconego czy płaczącego zwykle uruchamiają się w nas pokłady współczucia, dobitnym przykładem jest widok płaczącego dziecka.


Emocje mogą nam dużo powiedzieć. Małe dzieci jeszcze umieją je wyrażać: przestraszone płaczą, zezłoszczone krzyczą. A dorośli? Albo stają się agresywni, albo coraz lepsi w tłumieniu uczuć myśląc, że w ten sposób je kontrolują. Osoby reagujące emocjonalnie są odbierane jako co najmniej dziwne, nie potrafiące nad sobą zapanować, a w środowisku zawodowym - jako nie posiadające profesjonalnego podejścia do tematu.

Tak więc nie powinniśmy dusić w sobie emocji, ale też ich nadmierna ekspresja może powodować, że inni odsuną się od nas. Myślę, że najskuteczniejszą metodą radzenia sobie z negatywnymi emocjami jest zauważenie ich, uświadomienie sobie co tak naprawdę czujemy i co to może dla nas oznaczać (patrz - pierwsza część artykułu).

Cytuję: "W buddyzmie stosuje się metodę znaną jako "trzykrotne odnotowanie". Jeśli pojawia się problem emocjonalny, np. jeśli ktoś poczuje nagle... gniew - należy trzy razy potwierdzić jego istnienie" (źródło). Mówimy - gniew, gniew, gniew. Pozwoli to na uświadomienie sobie obecności w nas trudnej emocji i tym samym zdystansowania się do niej, a im więcej w nas świadomości, tym mniej pretensji do świata.

Pamiętajmy, że to my wybieramy co myślimy, mówimy, a nawet - jak się czujemy. Nikt oprócz nas nie jest za to odpowiedzialny. Zatem wybierzmy szczęście! Proste, prawda?


56 komentarzy:

  1. Dziękuję za kilka pozytywnych słów w ten jesienny dzień :)
    Miłego dnia Ci życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też to było potrzebne... Dziękuję i wzajemnie!

      Usuń
  2. W chwili obecnej najchętniej wybrałabym łóżko i sensen, jestem nieprzytomna. Z wyrażaniem emocji nie mam problemów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i świetnie :-) Sensen... każdego ranka jedna myśl krąży mi po głowie - zadzwonić do szefa i powiedzieć, że biorę urlop na żądanie.

      Usuń
  3. to nie jest takie proste, psychika jest bardzo skomplikowana i pomimo logicznego wytłumaczenia sobie pewnych sytuacji emocje nie odpuszczają i wracają :(

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wracają, a my je znów łopatą po głowie i tak w kółko, aż pewnego pięknego dnia da się zauważyć, że wróciły, ale już bardzo osłabione :-)

      Usuń
  4. Emocje przerabiałam jeszcze u siebie na studiach (...) dzieciaki też potrafią być agresywne. I to jak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, w tekstach posługujemy się często uogólnieniami, bo nie sposób rozwodzić się nad każdym wyjątkiem. Też znam agresywne dzieciaki, z moich obserwacji wynika, że to skutek wychowania, stosunków panujących w domu rodzinnym. Nie w każdej rodzinie jest sielsko i anielsko, nie każdy rodzic jest kochający i czuły. Dzieci są okrzyczane, szarpane, nie rozmawia się z nimi, albo przesadnie rozpieszcza :-/

      Usuń
  5. Ech, też bym chciała panować nad negatywnymi emocjami, np. jestem na siebie zła, że czuję ogromną niechęć do ludzi z mojego otoczenia w pracy (którzy wciąż robią coś, żebym to czuła), a jak jeszcze przychodzi jesień to jest w ogóle źle... Niestety żadne tłumaczenia sobie samej i próby opanowania tych złych emocji nie działają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w pracy też nie łatwo - 4 kobiety w jednym pokoju, w tym dwie o władczej naturze (szkoda, ze nie ja). Atmosfera często tak gęsta, że siekierę można zawiesić w powietrzu. Jako, że jestem zwolenniczką prawa przyciągania i zaczytuję się tym, to wygrzebałam sobie poradę, która o dziwo zadziałała. Na początku miałam duże opory, ale w końcu powiedziałam sobie, że nie mam nic do stracenia, przecież się nie zwolnię, bo koleżanki mi nie pasują. Sztuczka polega na tym, że zaczyna się tworzyć w głowie pozytywne obrazy takich irytujących osób, zauważać ich pozytywne cechy, choćby lekko naciągane. Staramy się codziennie myśleć o tych osobach w ten właśnie sposób, po pewnym czasie gwarantuję ustabilizowanie emocji, a dokuczliwi ludzie - o dziwo - zaczynają wzbudzać naszą sympatię. Może i to samooszukiwanie się, ale liczą się efekty, statecznie NIC NIE JEST WAŻNIEJSZE OD NASZEGO DOBREGO SAMOPOCZUCIA!

      Usuń
  6. Tylko negatywne emocja są zazwyczaj reakcja po czymś. Jeśli inni ludzie nie ułatwiają nam życia, wręcz kładą kłody pod nogi, to nie da się być szczęśliwym.
    A dzieci bywają okrutniejsze od dorosłych, bo czują się bezkarne. Rodzice dadzą szlaban, ale on minie, itd. Nie znają większych konsekwencji, jak np sąd czy więzienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie patrz w ten sposób... wiadomo, taka reakcja przychodzi jakby z automatu, ale na mnie zwykle działa najlepiej jedna myśl - ten czy tamten nie będzie decydował jak mam się czuć, ponieważ u siebie rządzę JA. Nawet jeśli ktoś umyślnie dołuje, to zwykle puszczę sobie w myślach czy na głos krótką wiązankę i odpuszczam, szkoda zdrowia tracić z powodu głupków, którzy zaczepiają innych bo nie mają swojego życia :-) O dzieciach pisałam wyżej, teraz masz własne, masz więc szansę zaobserwować jak to wygląda w praktyce, myślę, że uda Ci się wychować naprawdę słodkiego aniołka, bo to jest możliwe. Dziecko niesie nieraz przez całe życie plecak, do którego cegły wkładają mu dorośli.

      Usuń
  7. Coś w tym jest, najczęściej kiedy sami wstaniemy lewą nogą, bo się nie wyspaliśmy, bo pogoda tragiczna, bo dużo zajęć itd..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo jest zepsuć sobie humor i wiadomo, trudno być na okrągło ćwierkającym wróbelkiem, ale świadomość wyrażanych przez siebie emocji jest ważna, bo czasami nie wiedząc o tym, zarażamy nimi innych ludzi, a te negatywne mają chyba większą moc rozprzestrzeniania się ;-)

      Usuń
  8. Buddystow zawsze przedstawiają, pokazują jako opanowanych ludzi, ich mądrość i spokój z nikąd się nie bierze :). Tysiace lat nauk i tradycji robi swoje, dzięki Gaja za ciekawe przedstawienie emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet bardzo długo myślałam o buddyzmie, że jest to jedyna pokojowa religia, ale okazuje się, że nie brałam pewnych faktów pod uwagę...: http://absurdydziennikarskie.bloog.pl/id,1632887,title,Absurd-nr-23-Pokojowy-buddyzm,index.html?smoybbtticaid=613d7a .

      Usuń
  9. błędy życiowe popełniłam pod wpływem strachu. gniew jest wg mnie wynikiem strachu. nie jest to dobra emocja. ale jest. bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że gniew posiada większą wagę niż złość, gniew potrafi być destrukcyjny. Ale złość mnie często ostrzega, kiedy czuję złość to wiem, że jest to obrona przed "gwałtem, jaki ktoś próbuje mi zadać" - sorki, że tak w przenośni, ale bardziej obrazowo ;-) Są tacy, którzy z pokorą dają wodzić się za nos cale życie, bo co tam, po co walczyć, nic mi się nie stanie jeśli ustąpię i tak ustępują i ustępują... a ich przestrzeń osobista kurczy się coraz bardziej, czego oczywiście nie zauważają, bo przecież są tacy dobrzy dla innych, a złość jest fuj.

      Usuń
  10. Wszystkie emocje, pozytywne i negatywne, pierwotne i wtórne są ważne w naszym życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę, to, że nazwana przez społeczeństwo złą, nie znaczy, że mamy ją wypierać.

      Usuń
  11. Ja raczej duszę w sobie, a potem wybucham...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, a podobno równomierne spuszczanie pary najbardziej nam służy ;-)

      Usuń
  12. Bardzo ciekawie to napisałaś i zgadzam się, ja nie potrafię dusić emocji w sobie, raczej od razu o nich mówię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w ten sposób na pewno następuje częściowe rozładowanie, ja też taka jestem, nie potrafię udawać, że jest OK, a wiem, że to nie wszystkim sprawia trudność. Tyle, że kiedy taka osoba UDAJE, to jednocześnie całe otoczenie jeszcze bardziej cierpi, bo jest ona często burkliwa, złośliwa, wyżywa się poniekąd na otoczeniu.

      Usuń
  13. "Pamiętajmy, że to my wybieramy co myślimy, mówimy, a nawet - jak się czujemy. Nikt oprócz nas nie jest za to odpowiedzialny. Zatem wybierzmy szczęście! " bardzo mądrze napisane!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Bo taka jest prawda, nie chcę mówić przez całe życie, że jestem taka bo ojciec, bo mąż, bo otoczenie. To dla mnie równoznaczne z okazywaniem bezsilności. To jak to jest, inni przez całe życie decydują jak mam się czuć, aż taka ofiarą mam być? To bardzo ważna kwestia :-)

      Usuń
  14. Jak Ty mądrze piszesz. Jako dziecko nauczona byłam, że są uczucia dobre i złe. Za złe byłam karana. Później nauczyłam się chować te niby złe uczucia. Uczucie to energia, "schowane", "stłumione" jako energia pozostaje nadal w naszym energetycznym ciele, a to prowadzi do najróżniejszych chorób. Uczucia po prostu są. Takie jakie są.
    I zauważyłam, że to co napisałaś o "buddyjskim" sposobie jest bardzo pomocne. Czasami wystarczy zatrzymać się i nazwać to, co się czuje. Samo nazwanie uczucia już go niejako "wyzwala". Z tymi schowanymi głęboko ranami (uczuciami) jest gorzej, ale na bieżąco to działa. A już z dziećmi szczególnie. Gdy syn się na coś "wścieka" mówię:"o, widzę, że czujesz złość". A on dalej krzyczy, ale już inaczej:"Jestem zły!" Ja na to:"a chcesz mi opowiedzieć, jak bardzo jesteś zły?" I to czyni cuda. Robi się spokojniejszy, mówi, a ja nie oceniam. Mówię, no tak, to nie jest fajnie czuć się złym, ale czasami każdy czuje złość. Itd.
    Jestem ciekawa, jak to będą odbierać moje dzieci za kilkadziesiąt lat. Czy dzięki temu ich życie będzie łatwiejsze? Nie wiem.
    Ja dostawałam klapsa, gdy czułam złość lub strach, zostawałam z uczuciem, którego nie chciałam, z poczuciem winy, że czuję coś, czego nie powinnam czuć i z ogromnymi ranami. Ale to była jedyna droga, którą znali moi rodzice, nie winię ich za to.
    Uczucia po prostu są. Różne.
    Długi komentarz, bo gadułą jestem, ale dziękuję za ten post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam wychowywana podobnie, rozumiem, wtedy rodzice nie mieli możliwości uczyć się tak szybko jak dzisiaj, robili nam to, czego sami doświadczyli w dzieciństwie :-/ Ale jak ważne jest odpowiednie wychowanie mówią chyba wyraźnie wspomnienia, które nosimy. Ja na przykład ciągle pamiętam, kiedy przyszła do nas sąsiadka i powiedziała, że przyjeżdża do niej wnuczka (pięć lat młodsza ode mnie) i ona chciałaby wziąć od nas trochę zabawek. Na co moja wspaniałomyślna mama odparła - ależ proszę bardzo, nasza Bożenka już jest duża i ich nie potrzebuje, po czym spakowała prawie wszystko co było akurat pod ręką, nie licząc się zupełnie z moją smutną minką ośmiolatki. A w moim wnętrzu po prostu się gotowało, nie byłam gotowa na takie błyskawiczne rozstanie ze SWOIMI zabawkami. Tylko, że ja swoje doświadczenia zawsze starałam się wykorzystać podczas wychowywania własnych dzieci. Zawsze zastanawiałam się jak ja czułabym się na miejscu dzieciaków i to bardzo pomagało mi w podejmowaniu decyzji, chociaż często byłam krytykowana przez męża, ze jestem zbyt miękka. Jednak dzieciaki już dorosłe, a przez dzieciństwo przeszły bez problemów wychowawczych. Nigdy też nie musiałam stać nad nimi z batem, jeśli chodzi o naukę. Ja też jestem gadułą ;-)

      Usuń
  15. Staram się mieć szczęście w samej sobie. Dokładnie tak jak piszesz, to ja jestem odpowiedzialna za to jak się czuję. Odpowiednie reagowanie na emocje jest ważne, ale nikt nas tego nie uczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ tak, dopóki nie zechcemy wziąć odpowiedzialności za siebie, będziemy się migać stwierdzeniami - to nie takie proste, kiedy mam w swoim otoczeniu osoby,które mnie doprowadzają do szału. Tyle, że to ciągle nasz problem, a problemy należałoby rozwiązywać.

      Usuń
  16. oJ ostatnio lapie sie na negatywnych myslach (wlasnie mi to uswiadomilas), musze wyjsc na spacer i poodprezac sie, bo jestesmy tym czym sa nasze mysli. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy tym czym są nasze myśli - trafnie to ujęłaś:))

      Usuń
    2. I ja tak myślę :-) Ja na przykład teraz - mimo, że jest 2:30 w nocy - zajęłam się odpowiedzią na komentarze, gdyż nagromadzone emocje nie pozwalają mi spać i czuję się niczym skowronek o poranku. Mam więc przy sobie podwójną melisę, którą zaraz sobie strzelę, a wcześniej odreaguję, odwrócę swoje myśli w innym kierunku. Pozdrawiam!

      Usuń
  17. A ja powiem tak: uwielbiam listopad - genialna aura do biegania. I nie skomentuje nawet negatywnych odczuć ani myśli. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pogoda genialna! W TV straszą śniegiem, a u mnie cieplutka noc, prawie jak w maju :-)

      Usuń
  18. tłumienie uczuć nie jest dobre. Wiadomo, że nie wszędzie i nie w każdej sytuacji można je okazać, ale lepiej nie zbierać w sobie zbyt wielu problemów, szkoda nerwów i zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w KAŻDEJ materii, oprócz oczywistych wskazówek, wskazany jest przede wszystkim umiar :-)

      Usuń
    2. Mój tata jest cholerykiem, to okropna cecha nie umieć panować nad negatywnymi emocjami. Ja jak na razie listopadowo czuję się dobrze, ale chandra często dopada mnie w styczniu :(

      Usuń
    3. Dobrze, że ie mamy u nas nocy polarnej, a w sumie niewiele brakuje ;-)

      Usuń
  19. Hmm ciekawe, dziś bym sobie coś trzy razy powiedziała, ale po całym dniu nawet nie wiem jaka emocja u mnie dominuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę skuteczna metoda, ale przeważnie potrzebujemy przestawienia na inny sposób myślenia, a to wymaga czasu. Ja na razie się trzymam, ale też nie mam większych problemów, więc to żadna sztuka. Gorzej, gdyby coś poszło nie tak, a może... ;-)

      Usuń
  20. ciekawy tekst, trzeba będzie wypróbować metodę trzykrotną, tylko nie wiem czy będę o niej pamiętać kiedy wpadnę w szał gniewu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak na poważnie, to jeśli NAPRAWDĘ zdecydujemy (zaakceptujemy to), że to my jesteśmy odpowiedzialni za to co czujemy, to musi się udać! Od dawna jestem hmm... amatorką (bo nie profesjonalistką) rozwoju osobistego i wiem, że zmiany jakie z czasem następują są nie do ocenienia. Ale czas jest potrzebny.

      Usuń
  21. Najlepiej byłoby wybrać szczęście:))))ale ja niestety tak nie potrafię:)))przyznam że często odczuwam lęk zupełnie niepotrzebnie:jestem typem tłumiącym emocje ale kiedy wybuchnę niech nikt nie staje mi na drodze:nie wiem czy Twoje dobre rady coś we mnie zmienią:Pozdrawiam serdecznie:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znasz dużo cytatów, pewnie i ten H. Forda także: jeśli uważasz, że coś potrafisz lub że czegoś nie potrafisz, na pewno masz rację ;-)

      Usuń
  22. Masz całkowitą racje, to my decydujemy o naszych emocjach. Czasem jest to jednak bardzo trudne. Ja osobiście bym sobie nie poradziła, z trudnymi sytuacjami gdyby nie najbliżsi. To dzięki nim, znajduje powody do życia i moje emocje są bardziej pozytywne niż gdybym miała radzić sobie z nimi sama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, najbliżsi pomagają albo czasami... utrudniają ;-) Super, ze masz świetne z nimi relację chociaż ja też akurat nie narzekam.

      Usuń
  23. No tak uświadomienie sobie jest podstawą by móc świadomie podjąć decyzję co dalej:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zazwyczaj to wystarczy, żeby się trochę ogarnąć :-)

      Usuń
  24. Ciekawe rozważania, jeśli chodzi o listopad to może nie jest taki sam w sobie zły, ale ja najbardziej nie lubię jak muszę przebywać z ludźmi, którzy wszystkie swoje negatywne emocje przelewają na inne osoby, takie jak to się mówi, wampiry energetyczne? ich negatywna energia udziela się innym, a ja staram się być zawsze pozytywnej myśli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto nie zna takich wampirków, faktycznie, z nimi nie tak łatwo sobie poradzić, chyba, że uciekać, gdzie pieprz rośnie ;-)
      W listopadzie nauczyłam się robić swoje i nie oglądać się na pogodę, co łatwe nie jest, bo dookoła wszyscy o niej mówią. A słońce ostatnio widziałam 12 listopada...

      Usuń
  25. Emocje-najważniejsze, żeby dominowały te pozytywne, więc warto robić wszystko by tak było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zresztą nimi też można się "zarazić", pamiętam jak w sklepie obsługiwała mnie rozszczebiotana, uśmiechnięta ekspedientka. W pewnym momencie zauważyłam, że sama się uśmiecham, mimo, że tego dnia wstałam lewą nogą i śmiech nie był mi w głowie :-)

      Usuń
  26. Dokładnie, to My decydujemy, co rodzi się i kiełkuje w Naszej głowie, dobór właściwych myśli, odpowiedniego nastawienie to klucz do dobrego, spełnionego życia i zdrowy egoizm, o którym wspomniałaś na moim bloogu jest jak najbardziej wskazany i nie ma w tym nic złego, że dbanie o człowieka zaczynamy właśnie od siebie, to prawidłowa kolejność. Trzeba zadbać o siebie by móc pomagać, wspierać, budować relacje z innymi, a poza tym nikt za nikogo życia nie "przeżyje", nie zbierze cudzych doświadczeń, każdy odpowiada za siebie i przed sobą, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja bym wpadła pod koc i spod niego nie wychodziła...

    OdpowiedzUsuń