poniedziałek, 24 listopada 2014

Kolejne siedem faktów o mnie

Zostałam nominowana przez nieidealną-perfekcjonistkę do Versatile Blogger Award - 7 faktów o mnie za co bardzo dziękuję.  Ponieważ raz już brałam udział w tej zabawie (TUTAJ), postanowiłam wzorować się na mojej poprzedniczce i również wyszperać w zakamarkach pamięci fakty, które można z powodzeniem uznać za  małe, nieszkodliwe dziwactwa. Oto i one, tylko mnie za bardzo nie obśmiejcie ;-)

1. Każdy kosmetyk muszę zużyć w 100%, moje słoiczki po kremach są wytarte do sucha, butelki szamponach wypłukane, a tubki po kremach rozcięte i opróżnione do czysta. Tak samo bardzo się staram, żeby nie wyrzucać żywności. Dopuszczam małe odstępstwa od tej reguły, kiedy zdarzy mi się kupić wyjątkowy bubel albo kiedy jedzenie mimo mojej uwagi jednak się przeterminuje. Takie podejście powoduje, że moje zakupy w tych kategoriach są przemyślane, zwykle robię je z listą, jeśli chcę coś kupić pod wpływem impulsu, pytam siebie czy na pewno tego potrzebuję. W szafie z ubraniami mój minimalizm się kończy...

2. Prawdopodobnie cierpię na nerwicę natręctw, ponieważ o wiele za często sprawdzam, czy gaz jest zakręcony, a drzwi zamknięte. Zwykle, kiedy wyjeżdżamy z domu  na kilka dni, proszę koleżankę, żeby tego dnia przyszła sprawdzić, czy w domu wszystko wyłączone, zakręcone i zamknięte. Niedawno ta koleżanka przyznała mi się, że ona też tak ma i dlatego kiedy wyjeżdża na urlop to do mnie wydzwania, czy u niej wszystko w porządku (podlewam u niej wtedy kwiatki). Absurdalna sytuacja, bo kiedy zamykamy czyjś dom to denerwujemy się podwójnie. Mam swoje patenty na opanowanie tej dolegliwości, np. mówię na głos, że drzwi są zamknięte.

3. Nie przepadam za pluskaniem się w wodzie, za wyjątkiem wylegiwania się w ciepłej i pachnącej kąpieli, ale ten rarytas jest dla mnie rzadko dostępny, ponieważ w domu mam tylko kabinę prysznicową. Tak wiec woda służy mi przeważnie do mycia, natomiast moczenie się w basenach czy jeziorach nie wydaje mi się wielką atrakcją. Wyjątkowo nie cierpię klasycznych basenów z chlorowaną wodą, ale i SPA też specjalnie mnie nie nęci. Podczas tegorocznego urlopu mieszkaliśmy w hotelu ze SPA i mąż codziennie wyciągał mnie na basen, och jak ja miałam już tego po dziurki w nosie! Jeszcze jacuzzi mogłam jakoś ścierpieć, ale włażenie w drugiej połowie sierpnia do dość chłodnej wody wywoływało u mnie silny opór i zupełnie nie rozumiałam co mąż widzi w tym fajnego.

4. Obwąchuję jedzenie mimo, że niektórzy twierdzą, że jest to niegrzeczne. Dla mnie to jednak podstawa, ponieważ zapach dużo mi mówi o danym produkcie czy potrawie. Jeśli zapach do mnie nie trafia to wiem, że i jedzenie nie będzie mi służyło czy po prostu nie będzie smakowało. Może to wiąże się z faktem, że od urodzenia byłam niejadkiem i rodzice mieli duże problemy z wykarmieniem mnie za pomocą produktów dostępnych na wsi w latach 70-tych. Wbrew obiegowym opiniom o zdrowym wiejskim jedzeniu, rzeczywistość była inna i wiem, że do dzisiaj w wielu domach na wsi serwuje się posiłki, które w niczym nie kojarzą mi się ze zdrowym jedzeniem czy nawet apetycznym wyglądem.

5. Bardzo nie lubię, kiedy mówią mi co mam robić (nie mylić z uzasadnioną prośbą), nawet praca na etacie lekko mi uwiera. Z tego powodu, osoby władcze, które usiłują mną kierować, natrafiają na ostry opór. Zwykle (poza pracą oczywiście) wszelkie próby rozporządzania moją osobą kończą się tym, że mówię wyraźne i zdecydowane NIE, bo nie potrzebuję, żeby ktoś organizował mój czas. Myślę też nad zostaniem własnym szefem, ale to nie może być pochopna decyzja i wiem, że trzy lata etatu jeszcze przede mną - ideały są ważne, ale i pieniądze są potrzebne. Sama nie jestem typem władczym i uważam, że każdy normalny, zdrowy człowiek doskonale wie, co ma zrobić ze swoim czasem, stąd uwagi typu "co powinnam zrobić" oraz "w jaki sposób powinnam coś zrobić" szanowni kierownicy mogą sobie w stosunku do mnie darować, bo to się nie uda.

6. Myślę, że jestem indywidualistką. Nigdy nie zrobię czegoś, ponieważ "wszyscy tak robią", albo "bo tak się robi", muszę czuć, że moje działanie wynika z logicznej potrzeby. Właściwie to bardzo potrzebuję czuć pasję w każdym swoim działaniu, i myślę, że jest to możliwe - przecież nawet sprzątać można z pasją, jeśli odpowiednio się zmotywujemy. Jeśli chodzi o styl ubierania, to zwykle uciekam od mody popularnej na ulicach. Nie znoszę mieć ubrań takich jak wszyscy dookoła i tak było od najmłodszych lat. Do dzisiaj pamiętam rozmowę z koleżanką, która miała miejsce jeszcze w szkole średniej, a więc lata osiemdziesiąte. Tamten okres charakteryzował się między innymi tym, że większość mieszkańców nosiła te same dżinsy piramidy, sweterki Lacoste, białe trzewiki, sznurowadła w odblaskowych kolorach czy tzw. tureckie sweterki. To był kanon z którym na ogół nikt nie próbował dyskutować, cała klasa w tureckich sweterkach, oprócz mnie. Koleżanka nie mogła zrozumieć, dlaczego nie chcę nosić takiego swetra, moja odpowiedź, że nie noszę, ponieważ wszyscy noszą, bardzo ją zdziwiła. Stwierdziła, że według niej to jest właśnie fajne, że wszyscy noszą i dlatego należy taką rzecz koniecznie sobie kupić. Lepiej mi się także pracuje w pojedynkę, w swoim tempie, niż w grupie, kiedy pozostali za wszelką cenę muszą rywalizować - kto szybciej, kto więcej, kto lepszy.

7. Nudzą mnie rozmowy o niczym, a dosadniej mówiąc "o d...e Maryny", dlatego nie dzwonię do swoich znajomych codziennie, żeby zadać sakramentalne pytanie "co słychać". Rozmowa nasycona pasją, na konkretne tematy, rozmowa ciekawa, to prawdziwa uczta intelektualna. Myślę, że spotykając się w gronie znajomych zawsze możemy znaleźć interesujący temat do rozmowy, więc skąd ta cisza, która nieraz zapada na imieninowych spotkaniach? Bardzo sobie cenię żywą, wartką wymianę poglądów i stwierdzam, że aby takie rozmowy prowadzić jednak potrzebne jest jakieś minimalne oczytanie czy wiedza o otaczającym świecie. Dobrze jest też mieć wyrobione poglądy na różne tematy. Tymczasem dużo osób chce rozmawiać tylko o tym, jak to jest źle, co im dolega, jaką mamy pogodę albo obmawiać różne osoby z otoczenia.

Uwaga! Widzicie ten drewniany doklejony ganeczek?
To ówczesny kibelek, jak działał, łatwo się domyślić :-)

Każdy z nas ma jakieś cechy mniej lub bardziej zwariowane. Myślę, że te bardziej zwariowane dodają nam trochę kolorów, bo co to za frajda być takim samym jak wszyscy dookoła? Wywiązałam się z nominacji odsłaniając swoje "wnętrze", teraz rzucam wyzwanie kolejnym osobom - oczywiście mogą to być zwykłe fakty, ostatecznie to Versatile Blogger Award. Zasady TUTAJ.

Do zabawy nominuję mniejszą liczbę blogów niż w zasadach, ale przy 15-stu jest tyle pracy, a ja już raz się trudziłam...:

Athoualia z http://herbaceum.blogspot.com
Marzena T. z http://www.naturalniepiekna.info
Hutosia z http://hutosia.blogspot.com
Czerwona Filiżanka z http://czerwonafilizanka.blogspot.com
Monika D. z http://monika40.blogspot.com, czyli Życie zaczyna się po 40 (ja też tak twierdzę!)


82 komentarze:

  1. Z tym obwąchiwaniem to coś jest....ja nie tylko wącham jedzenie, ale jak sama gotuję, wącham produkty, nawet marchewkę. A nie daj Panie Boże abym sobie jakimś zapachem ubrudziła ręce....będę myć i myć i wąchać i wąchać. :)
    Co do Bobolic...kiedyś tych kibelków było więcej, niestety senator odrestaurował tylko jeden.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znasz każdy kamień w tych okolicach :-)

      Usuń
  2. Gaja, ja też wącham :-) ostatnio posunęłam się do głośnego skomentowania. i kilka osób zrezygnowało z zakupu. muszę się wziąć za siebie ;-)
    myślisz o byciu swoim szefem ? podziwiam. i trzymam kciuki.
    tymczasem: udanego tygodnia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wręcz o tym marzę, by w niedługim czasie skończyć z etatem, ale jak będzie? Zobaczymy... W każdym razie podwaliny już mam i to na pewno będzie związane z wsią :-)

      Usuń
    2. zaciekawiasz mnie ...

      Usuń
  3. Ja też "czyszczę" do końca wszelkie tubki po kosmetykach :)
    natomiast bardzo lubie pluskanie w wodzie :). Niestety z rozmowami jest u mnie zazwyczaj tak, że wolę kiedy ktoś mówi a ja odpowiadam lub po prostu tylko słucham. Nie jestem typem wylewnym. Jednak w sprawdzonym towarzystwie zdarza sie , że "gęba mi się nie zamyka" Niestety ludzie bardzo lubią gadac o innych, gdzie Ci "inni" są zazwyczaj po prostu źli. Wówczas po prostu wole uchodzić za "niemowę". Czasem zdarza mi sie "bronić" obgadywanej ale z zasady kończy to się tym, że myśla , że jestem taka sama. takiego towarzystwa staram sie unikać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te rozmowy, to też trochę w myśl zasady: nie czyń drugiemu, co tobie nie mile. Skoro nie chciałabym być negatywną bohaterką czyichś opowieści, więc sama takich nie opowiadam :-)

      Usuń
  4. Dzięki za nominacje.
    Ja też obwąchuję jedzenie:)) i nie tylko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zresztą zapach też na swój sposób daje miłe wrażenia :-)

      Usuń
  5. hahahahaha :)
    Ja też obwąchuję :) :)
    Widzę, że jest nas więcej! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widzę ;-) Czyli nie jest to takie dziwactwo, moim zdaniem bardziej odruch naturalny. Może i niegrzeczny, ale na pewno nie w każdej sytuacji :-)

      Usuń
  6. Tez nudza mnie rozmowy o niczym i tez wszystko sprawdzam po 10 razy (a ja myslalam ze to z braku pewnosci siebie). Trzymaj sie cieplo. pOzdrawiam serdecznie BEata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje sprawdzanie pasuje jak ulał do nerwicy, a już najbardziej histeryzuję podczas wyjazdu na wakacje. Nie raz przez pół drogi wydaje mi się, że nie wyłączyłam żelazka! Potrzeba matką wynalazku - zaczęłam robić wszystko w taki sposób, żeby jak najmniej się denerwować. Bardzo pomaga ćwiczenie uważności, to właściwie podstawa. Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Tym bardziej, że np. w takich tubkach wyrzucamy kosmetyk, który na kilka dni by nam wystarczył!

      Usuń
  8. no proszę, a ja z opcji probasenowej i doskonale Twojego męża rozumiem:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja to jak kot, prycham, kiedy niechcący zamoczę futerko, hehe ;-)

      Usuń
  9. Bardzo ciekawe fakty :) Pod wieloma sama mogłabym się podpisać, poza tym o wodzie - uwielbiam się pluskać, pływać i w ogóle powinnam się chyba rybą urodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze swoim stosunkiem do wody to chyba jestem wyjątkiem...

      Usuń
  10. Ja też bardzo nie lubię jak ktoś mi mówi co mam robić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej, że ja np. nigdy nie mam ochoty by komuś rozkazywać i zupełnie takich ludzi nie rozumiem, dlaczego nie wolą zająć się sobą.

      Usuń
  11. Miło się czytało, tym bardziej, że większość z tych punktów jest mi bliska;) oj a te rozmowy o niczym też mnie dobijają czasem...tylko narzekanie, tylko gadka o pracy, o innych... Ale masz rację, wielu ludziom brakuje zainteresowań, nie czytają książek...to o czym mają rozmawiać?
    Mam jednego przyjaciela na szczęście, z którym potrafimy prowadzić takie dyskusje na abstrakcyjne tematy, że czasem zabraknie dnia i kończymy rozmowę nad ranem. Tyle, że oboje mamy też sporo zainteresowań i dużo czytamy, więc są i tematy do rozmowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki przyjaciel to skarb! Mnie jeszcze trochę irytują typy, dla których pewne tematy są tabu. Powiesz coś i widzisz zgorszoną, zdegustowaną minę ciotki-klotki ;-)

      Usuń
  12. Jeśli chodzi o jedynkę, mogłabym wiele się od Ciebie nauczyć. Ja zazwyczaj nie mogę się doczekać kiedy wypróbuję nowy kosmetyk, no i zdarza się że zaczętego nie kończę.
    Ale w punktach od 5 do 7 przybijam Ci piątkę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co najdziwniejsze, to pkt 5 wykształcił mi się po trzydziestym roku życia dopiero. Byłam wychowywana w atmosferze dyscypliny i przez długie lata nie umiałam powiedzieć nie. na szczęście trafił mi się mąż, który zaczął ten fakt wykorzystywać i w pewnym momencie czara się przelała (zresztą jego mamusia też sobie nieźle poczynała!). Dobrze, że dzisiaj obydwoje możemy się z tego śmiać, obyło się bez większych "skaleczeń", a te stare szczęśliwie się zabliźniły :-)

      Usuń
  13. Natura kobiety - nie lubi gdy mówi się jej co ma robić, denerwują ją rozmowy bez sensu. Wcale nie jest tak źle, jest nas więcej ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że żyjemy w takim kraju, w którym możemy być sobą...

      Usuń
  14. Zabawnie opisałaś swój minimalizm w kosmetykach. Chyba mam tak samo :) U mnie w szafie też te reguły nie obowiązują i co rusz coś nowego mi potrzeba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię ubrania i czasami sobie myślę, że mogłabym też w razie czego przynajmniej jakiś sklepik internetowy prowadzić. A już szczególnie specjalizuję się w znajdowaniu perełek za grosik ;-)

      Usuń
  15. Jestem z tych,, wąchaczy,, :) z wodą też jestem na bakier ale nawet dobrze mi z tym tzn. wanna, prysznic i jacuzzi mi wystarczą :)
    Co do pkt. 1 to powinnam zacząć brać z Ciebie przykład, bo niestety czasem resztki kosmetyków lądują w koszu...wstyd mi :(
    Do przytoczonych przez Ciebie,, ulubionych,, tematów rozmów dodałabym jeszcze te z cyklu,, kupiłem... nowy samochód, zrobiłam.... remont, gdzie to my nie byliśmy na wakacjach...,, itp. itd. Albo narzekania albo przechwałki.... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jesteśmy przynajmniej dwie, jeśli chodzi o wodę ;-) W kupie zawsze raźniej!
      No właśnie, tylko osobiste tematy :-/

      Usuń
  16. Ja wącham ubrania pod pachami, a na basen nie chodzę, bo się wstydzę rozbierać.

    OdpowiedzUsuń
  17. To PKSami byś jeździć nie mogła ;p Tam to się tylko o głupotach rozmawia :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mojej wsi jeździ prywatny bus i wszyscy w nim jadący zazwyczaj są zatopieni we własnych myślach :-)

      Usuń
    2. Tak to się zdarza, ale niektóre osoby to potrafią "zorać mózg" :D

      Usuń
  18. Ja też wącham jedzenie. Kiedyś nawet moi znajomi się śmiali, bo wąchałam dosłownie wszystko. Taki miałam odruch, że jak coś wzięłam do ręki, to automatycznie musiałam powąchać ;]

    OdpowiedzUsuń
  19. Trochę rzeczy nas łączy. Też kosmetyki wykorzystuje do końca, nie lubie jak ktoś mi coś narzuca oraz mam taką same netręctwa...Ja jak wychodze to sprawdzam po 3 razy wszystko :) Łącznie z prostownicą (którą rzadko używam ) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście :-) Tylko pewnie jak wszyscy uwielbiasz pluskać się w wodzie...

      Usuń
  20. A ja wącham jabłka. Po zapachu poznaję czy są słodkie czy kwaśne. I też sprawdzam kilka razy przed wyjściem gaz, wodę, żelazko, czy drzwi dobrze zamknęłam ... Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jabłka są dobrym przykładem, chociaż ja też po kolorze skórki i po dotyku potrafię jakimś cudem wyczuć... Pozdrawiam :-)

      Usuń
  21. Co do 5 punktu - mam podobnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż trafiają się sytuację, kiedy po głowie chodzi mi powiedzenie: pokorne ciele dwie matki ssie ;-)

      Usuń
  22. Ja też nienawidzę gdy ktoś mną kieruje. Pewnie też będę bardzo ciężkim pracownikiem, a może uda mi się pracować na swoim i ominą mnie te nieprzyjemne sytuacje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta cecha niestety nie ułatwia pracy. Jak pewnie się domyślasz, praca na etacie zwykle też obfituje w pewną liczbę absurdów, co dodatkowo zniechęca posiadaczy takiej cechy ;-)

      Usuń
  23. To widzę, że jesteś bardzo charakterną osóbką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tzn. na pewno nie mam dominującego charakteru, po prostu bardzo sobie cenię poczucie wolności :-)

      Usuń
    2. To całkiem podobnie jak ja :)

      Usuń
  24. Dziękuję bardzo za nominacje, z chęcią skorzystam :) Ja też jestem indywidualistką i nie lubię jak ktoś mi mówi co mam robić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie wyobrażam sobie, że można żyć inaczej. Wśród bliskich mam dwie osoby, które ciągle żyją pod dyktando i nie wyobrażają sobie, że można inaczej. Jedna, 43-letnia kobieta ciągle słucha swojej starej matki, a rodzeństwo decyduje za nią o wszystkich poważniejszych sprawach. Kiedy głośno dziwiłam się sytuacji, usłyszałam, że ja jako jedynaczka nie znam się na tym, a tymczasem w rodzinie to tak jest, w rodzinie nie ma miejsca na indywidualność, wszystko jest wspólną sprawą. OK, tylko dlaczego zawsze innym przypada decyzja?... Czy rodzina naprawdę musi być wrogiem indywidualności?

      Usuń
  25. bardzo fajnie się czyta. Ja miałam kiedys coś w podobie do nerwicy natręctw :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy odrobinie wysiłku każdy problem jest do opanowania, a kiedy mówimy "nie da się" to tak się dzieje :-)

      Usuń
  26. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale nie uważam, żeby z mojej strony był to jakiś szczególny akt odwagi ;-)

      Usuń
  27. O, widzę, że mamy wiele wspólnego, i nerwica natręctw, i wąchanie jedzenia (jak bez tego można w ogóle coś zjeść?) i kąpiele i rozmowy o niczym... Nazbierało się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miło :-) Zawsze fajnie jest wiedzieć, że jest nas więcej, chociaż akurat przestało mi już przeszkadzać, że w grupie zawsze się wyróżniam swoimi "dziwactwami" - tak właśnie widzą to ludzie z otoczenia!

      Usuń
  28. Podoba mi się Twój indywidualizm i Twoje podejście do życia, fajnie o sobie napisałaś tak szczerze....
    pozdrawiam
    dobrycoach.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo :-) Pozdrawiam!

      Usuń
  29. Myślę, że do punktu nr. 5 mogę się jak najbardziej przypisać. Jestem wolnym człowiekiem dlatego nienawidzę jak ktoś próbuje mi coś narzucić :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja też nie robię wszystkiego, ponieważ inni robią. Nie zwracam uwagi na to, że komuś może się nie spodobać moje zachowanie. Jeżeli sama uważam coś za słuszne, to nie interesuje mnie opinia innych. ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, ze jest nas więcej i że możemy się przynajmniej wirtualnie spotkać :-)

      Usuń
  31. Mój facet obwąchuje jedzenie. Na początku myślałam, że to wszystko mu nie smakuje, ale jednak to nie tędy droga. :D Po prostu tak ma. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz? Też na początku odebrałaś to negatywnie :-) Rzeczywiście, my wąchacze tak już mamy, nasze nosy są bardzo wyczulone. Zauważyłam, że czuję (nosem) więcej niż niektórzy.

      Usuń
  32. Moje 7 faktów o mnie będzie troszkę negatywne (tak coś mi się zdaje ;p), ale to przez zaniżoną samoocenę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś nie napisała wprost o tej samoocenie, nigdy bym nie wpadła na to, ze możesz mieć zaniżoną... No chyba, że tak jak piszesz, dzieje się to przez ambicję ;-)

      Usuń
  33. Odpowiedzi
    1. No bo po co wywalać do kosza pieniądze?

      Usuń
  34. Ja również pięć razy sprawdzam, czy zakręciłam gaz i wyłączyłam żelazko, a kosmetyki zużywam do końca. Kibelek jak się patrzy, ale zimą musiało być zimno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle taki zamek to raczej przytulny nie jest w środku, ale ludzie nie byli wtedy tak wydelikaceni :-)

      Usuń
  35. Ja te mam tendencję do wąchania jedzenia, nie wyobrażam sobie zjeść czegoś, co zaczyna się psuć :)


    Zapraszam do wspólnej obserwacji,
    rzetelne-recenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie to jest kolejny plus wąchania, możemy wyczuć coś, co zaczyna się psuć!

      Usuń
  36. 1,6,7 - tak, jakbym o sobie czytała. No może z wyjątkiem ubrań, bo zachowuję taki sam umiar jak przy jedzeniu czy kosmetykach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja z ubraniami zwykle przesadzam... Po każdym sezonie stwierdzam, że na pewno połowy z nich nie zdążyłam założyć. Mój M. cytuje wtedy mądre rady: nie założyłaś - wyrzuć! Ale jak? Wszystko w idealnym stanie i moje lubione ;-)

      Usuń
  37. to mamy wspólną cechę! :) ja chyba też mam nerwicę natręctw, i drzwi, i gaz, ale też czy telefon jest naładowany (sprawdzanie co 5 minut mu w tym nie pomaga...), czy kran nie cieknie, ale najgorszy jest pedantyzm - wszystko musi być równo ułożone. ot, takie małe dziwadło :)

    OdpowiedzUsuń
  38. czytałam ten tekst jakiś tydzień temu i byłam pewna, że podziękowałam za odpowiedź :)
    jak widać moja pamięć zawodzi ;) Tak więc dziękuję za odkrycie niektórych tajemnic :) jesteś bardzo mądrą kobietą.
    Jeśli chodzi o natręctwa to mieszkając w domu rodzinnym obsesyjnie sprawdzałam czy drzwi są zamknięte... nawet 10 razy wieczorem (idąc do kuchni, łazienki) sprawdzałam za każdym razem przechodząc koło nich. czasami leżąc już w łóżku myślałam o tym, czy na pewno zamknęłam (chodź były już wielokrotnie sprawdzone) i podnosiłam się, że sprawdzić enty raz. na szczęście już mi przeszło... Teraz już nie sprawdzam. pytam tylko jeden raz przed snem chłopaka, czy zamknął drzwi i gdy odpowiada "tak" to wierzę, że nie zapomniał :D

    OdpowiedzUsuń
  39. Simply Lifetime, Nieidealna Perfekcjonistka - nerwica natręctw zbiera swoje żniwa i potrafi nieźle wymęczyć, każdy sposób jest dobry, jeśli tylko można to cholerstwo trochę opanować. Ja też nieźle się wymęczyłam, teraz trochę lepiej, ale ciągle szukam sposobów, żeby "okiełznać" swój umysł, czasami również wyręczam się innymi, chociaż zauważyłam, że mój M. również dziwnie często interesuje się gazem ;-)

    OdpowiedzUsuń