piątek, 3 października 2014

Po co nam wyzwania

Wyzwania kuszą mnie od dawna, lubię je podejmować i zaraz na starcie jestem bardzo podekscytowana i pełna zapału do działania. Myślę, że to dla mnie dobra zabawa. 

Chętnie śledzę je na blogach czy na portalu http://www.hellozdrowie.pl/wyzwania - tu mamy do dyspozycji całą masę wyzwań do realizacji, na przykład:
  • przesiądź się na rower,
  • piękna figura w 60 dni,
  • zrób sobie detoks,
  • trenuj silną wolę,
  • wyśpij się wreszcie
i wiele innych. Podzielone są na stopnie trudności: łatwe, średnie i trudne.
Podobna zabawa czeka nas na stronie http://www.activia.pl/cele .

Jak wspomniałam, chętnie podejmuję się nowych wyzwań, ale nie wszystkie udaje mi się ukończyć. Najczęściej tłumaczę sobie porażkę tym, że wyzwanie nie było dla mnie, albo wręcz pytam samą siebie po przebyciu połowy drogi ", a właściwie to po co mi to, po co się męczyć, co mi to da?" Wiadomo, odpowiedź nasuwa się od razu jedna: mogę  świetnie obyć się bez tego wysiłku. Niby w porządku, bo nie wszystko musi być dla nas, może tylko lepiej zadać sobie to pytanie zanim podejmiemy wysiłek, a nie przerywać w połowie - to nie najlepsze dla naszego morale..

Ale wyzwania to nie tylko zabawa, to także okazja do nauczenia się samodyscypliny, nie wspominając już o oczywistych korzyściach dla ciała i ducha jakie niesie za sobą ich realizacja.



Samodyscyplina to prostymi słowy umiejętność zmuszenia się do zrobienia tego co musimy, pomimo braku chęci. Prosty przykład: rano, zaraz po przebudzeniu, zawsze mam ochotę zadzwonić do szefa i poprosić o dzień urlopu na żądanie, a mimo to biorę się w garść i wychodzę do pracy. Z jednej strony dyscyplina kojarzy się z brakiem wolności, przymusem, obowiązkami, z drugiej - prowadzi do efektywności działań, ponadprzeciętności, osiągnięć oraz kontroli nad własnym życiem. Mimo wrodzonej skłonności do wygodnictwa muszę przyznać, że samodyscyplina nie jest taka zła, na jaką wygląda.

Nawet jeśli w tym momencie życia moja samodyscyplina nie jest wysoka, to nic straconego, ponieważ można się jej nauczyć. Praca nad samodyscypliną polega między innymi na:

  • nie odkładaniu czynności na później (warto ćwiczyć na czynnościach domowych), wykorzystajmy samodyscyplinę do zarządzania czasem,
  • wyznaczanie sobie realnych celów (wyzwań), coraz trudniejszych, z konkretną datą do realizacji,
  • nawet w przypadku nauki samodyscypliny ważna jest odpowiednia ilość snu, ponieważ wypoczęty i zregenerowany organizm łatwiej poradzi sobie z trudami dnia,
  • dobrym pomysłem jest prowadzenia dziennika samodyscypliny, który pomoże w ustalaniu priorytetów oraz zaplanowaniu odpowiedniej ilości czasu na realizację zadań, ułóżmy plan dnia, nie zapominając o tym, że poślizg jest rzeczą naturalną, a odpoczynek między zadaniami - niezbędną.
Samodyscyplina jest jak mięsień, im bardziej trenujemy, tym silniejsi się stajemy, tak więc jeśli stwierdzimy, że nasza jest słaba to czas zająć się treningiem. Musimy zacząć z ciężarami/wyzwaniami, które w danym momencie zdołamy udźwignąć. Błędem jest wymaganie od siebie zbyt wiele na raz, kiedy nasza samodyscyplina jest dopiero w budowie, jednak z czasem wyzwania powinny być coraz większe. 

Jeżeli chcemy podnieść poziom swojej samodyscypliny, powinniśmy wiedzieć w jakim punkcie znajdujemy się teraz. Jak silna jest w tej chwili nasza dyscyplina? Jakie wyzwania są dla nas łatwe, a jakie praktycznie niemożliwe do pokonania?
Oto lista wyzwań które mogą dać do myślenia w kwestii aktualnego położenia (bez konkretnego porządku):
  • Czy codziennie bierzesz prysznic/kąpiesz się?
  • Czy codziennie rano wstajesz o tej samej porze? Włączając w to weekendy?
  • Czy masz nadwagę?
  • Czy jesteś od czegoś uzależniony (kofeina, nikotyna, cukier itd), od czego chciałbyś się uwolnić ale tego nie zrobiłeś?
  • Czy Twoja skrzynka mailowa jest teraz pusta?
  • Czy Twoje biuro jest czyste i dobrze zorganizowane?
  • Czy Twój dom jest czysty i dobrze zorganizowany?
  • Ile czasu marnujesz w ciągu typowego dnia? W weekend?
  • Jeżeli złożysz komusz obietnicę, jaka jest procentowa szansa, że jej dotrzymasz?
  • Jeżeli złożysz obietnicę sobie, jaka jest procentowa szansa, że jej dotrzymasz?
  • Czy byłbyś w stanie zrobić sobie jednodniową głodówkę?
  • Jak dobrze jest uporządkowany dysk twardy Twojego komputera?
  • Jak często ćwiczysz?
  • Jakie jest największe fizyczne wyzwanie, jakiemu kiedykolwiek sprostałeś, jak dawno temu to było?
  • Ile godzin skupionej pracy uzyskujesz w typowym dniu pracy?
  • Ile rzeczy na Twojej liście rzeczy do zrobienia jest starszych niż 90 dni?
  • Czy masz jasne, spisane cele? Czy masz pisemne plany ich osiągnięcia?
  • Gdybyś stracił pracę, ile czasu poświęcałbyś każdego dnia na poszukiwanie nowej i jak długo utrzymałbyś ten poziom wysiłku?
  • Ile telewizji aktualnie oglądasz? Czy mógłbyś nie oglądać telewizji przez 30 dni?
  • Jak wyglądasz w tej chwili? Co Twój wygląd mówi o poziomie Twojej dyscypliny (ubrania, uczesanie)?
  • Czy jedzenie wybierasz przede wszystkim z punktu widzenia wartości zdrowotnej, czy smaku/sytości?
  • Kiedy po raz ostatni wypracowałeś nowy pozytywny nawyk? Pozbyłeś się złego nawyku?
  • Czy masz długi? Czy uważasz że długi są wynikiem inwestycji, czy błędu?
  • Czy wcześniej zadecydowałeś, że będziesz czytać ten blog, czy tak po prostu wyszło?
  • Czy możesz powiedzieć mi, co będziesz robić jutro? W następny weekend?
  • W skali od 1 do 10 – jak oceniłbyś swój ogólny poziom dyscypliny?
  • Co jeszcze mógłbyś osiągnąć gdyby odpowiedź na ostatnie pytanie brzmiała 9 lub 10?
Lista pochodzi ze strony http://stevepavlina.pl/blog/10/samodyscyplina-akceptacja .



Udało mi się wprowadzić do mojego życia dużo pozytywnych nawyków, ale istnieją obszary, które ciągle opierają się zmianom. Np. od roku nie używam cukru, tylko stewię, ale co z tego, kiedy słodycze to ciągle dla mnie łakomy kąsek i często łamię swoją zasadę zjedzenia dziennie tylko jednej dawki tych śmieci w godzinach przedpołudniowych. Udało mi się również zrezygnować z białego, nadmuchanego pieczywa, teraz uważnie wybieram chleb - musi być pełnoziarnisty i na naturalnym zakwasie (mam nadzieję, że sprzedawcy aż tak często nie kłamią, bo chleba upiec raczej nie dam rady...) i zjadam go w ilości do 3 zwykłych kromek dziennie. Dość łatwo poszło mi z ograniczeniem soli i zastąpienie jej ziołami i przyprawami. Natomiast jak po grudzie idzie jedzenie śniadań jak król(owa), a to przez to, że równie trudno jest mi spać 8 godzin, a tyle potrzebuję, żeby po przebudzeniu mieć energię do działania. No i regularny wysiłek fizyczny też ciężko przychodzi, chociaż przyjęłam już bardzo liberalne zasady oraz wprowadziłam system nagród.

Dobrze jest traktować samodyscyplinę jako pozytywny wysiłek, a nie rodzaj represji. Myślę, że nie ma też niczego złego w traktowaniu wyzwań mniej poważnie - jako rodzaj dobrej zabawy. Trochę jak w przedszkolu ale cel uświęca środki, a nauka nastąpi przez zabawę. Dochodzę do wniosku, że wszyscy ludzie sukcesu musieli coś poświęcić, żeby dojść do swoich osiągnięć, a do tego niezbędne jest jednak zdyscyplinowanie. 

Pozostawanie rozlazłym może spowodować, że nasze cele nigdy nie wyjdą poza strefę marzeń, tak więc podejmujmy wyzwania, bo one kształtują nasz charakter. A jak tam z Waszą samodyscypliną? Co mówią o Was odpowiedzi na pytania ze strony stevepavlina.pl?

70 komentarzy:

  1. Ja ostatnio narzuciłam sobie dietę i ćwiczenia. Chce jak najszybciej do formy wrócić. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem wytrwałości życzę! Wiem jak ciężko doprowadzić wyzwanie do końca mając pod opieką maleństwo :-)

      Usuń
  2. U mnie z samodyscypliną naprawdę bardzo różnie. Jedno co mi wychodzi to ćwiczenia ok 4-5 razy w tygodniu. Tyle, że nie zawsze ten sam czas. Jak bardzo zakwaszona jestem to skracam troszeczkę na drugi dzień. Sniadania jadam w biegu, staram się się usiąść o stałej porze i zjeść ale muszę mieć do tego książkę, ggazetę albo choćby jakiś film.
    A to ponoć niezdrowo :)
    Reszta moich chceń, zadań, baaaardzo różnie :) Pomyślałam, że warto trzymać się takiego małego regulaminu. Wszystko o stałej porze, tylko z tym jest akurat najtrudniej. U mnie chata zawsze otwarta, ludzie napływają, wybywam z domu i ja bo ktoś woła na kawę, czasami wyjazd, nagłe niespodzianki i czasami ze stałych godzin, rytmu codziennego , zostaję wybita. :) Tak więc z tym jest mi trudno. Planuję czystkę w szafach, czy choćby mycie podłóg i nagle wpadają ludzie na kawę i pogaduszki :)
    Tak więc wychodzi z tego, że ludzie są u mnie na pierwszym planie. Zmieniam wszystko pod ich kątem. Niech juz tak będzie. Przyzwyczaiłam się do tego. Pozostały czas jakoś organizuję, jest w miarę przejrzysty. Ale bywa czasami, że po prostu mam lenia, wypalę się i siadam w fotelu z książką. Wtedy niech się dzieje co chce, to mój czas i muszę zregenerowac siły :)
    Nie mam pojęcia czy działam tak jak powinnam ale do wszystkiego można się przyzwyczaić :)

    Bardzo fajnie piszesz Gaja, człowiek automatycznie zaczyna myśleć, zastanawiać się i odbiera Twoje posty pod kątem własnego życia :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Wiesz, myślę, że w naszym życiu wszystko jest w porządku, jeśli my czujemy się dopasowani do otaczającej rzeczywistości. Pełna chata? I świetnie jeśli stawiasz na kontakty z ludźmi - przecież robienie tego co kochasz jest gwarantem Twojego świetnego zdrowia, w tym psychicznego. Nie wszyscy ludzie muszą mieć w planach np. napisanie książki. Problem zaczyna się tworzyć, kiedy czujemy, że płyniemy pod prąd, nie jest tak jak byśmy chcieli. Stąd uważam, że wyzwania są OK, ale tylko takie, które mają dla nas sens. Nieraz widzę na blogach np. wyzwanie plastyczne - takie fajne, ale po co mi, kiedy nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek miała ochotę coś narysować tak od serca :-)

      Usuń
  3. Wyzwania są ok. Czasem jednak mam podobnie. Nie jestem w stanie ukończyć, bo dochodzę do wniosku, że to nie dla mnie lub po prostu nie chce mi się.Interesujący wpis.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję :-) Zawsze w takich wypadkach zachodzę w głowę, dlaczego znów działałam pochopnie, zamiast pomyśleć na początku. Niestety bywa i tak, że szczególnie wyzwania z aktywnością fizyczną okazują się nie dla mnie... I znów myślę, że ćwiczenia owszem są potrzebne, ale bez rzucanie się na każdą nowość, tylko takie idealnie do nas dopasowane. Chodzenie na zumbę z moją niechęcią przebywania w mocno zaludnionych miejscach i wzorową inaczej koordynacją ruchową na pewno skończy się fiaskiem. Pozdrawiam!

      Usuń
  4. nie znam osoby, która nie jest od czegoś uzależniona :-) ja sama np. od słodyczy :-) i nie tylko ;-)
    a na sam dźwięk słowa dyscyplina dostaję gęsiej skorki ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również nazywam siebie hedonistką ;-) Jednak umiłowanie życia przyjemnego i bezpiecznego trochę blokuje moje marzenia, stąd powyższe przemyślenia :-)

      Usuń
  5. dobre pomysły, ja to bym się najbardziej chciała wreszcie wyspać, nienerowowo i nie na czuwaniu, że Mały zaraz się obudzi i to jest wyzwanie dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czasem ta sytuacja na pewno się poprawi :-) Moje wyzwania związane ze snem jak na razie padają jak muchy, sama sobie przeszkadzam w spaniu...

      Usuń
  6. Wyśpij się wreszcie - takie wyzwanie gotowa była bym podjąć :)
    Ale tak powazniej u mnie również różnie bywa z samodyscypliną.
    Ot drobnostka - prasowanie ubrań dla dziewczynek.
    Niby wiem i rozumiem,że powinnam zrobić to wieczorem bo rano mało czasu i szczerze mówiąc chęci nie ma. Ale i tak zdarza mi się że odpuszczam wieczorem i potem rano muszę to robić :)
    I prawdą jest że powinniśmy mieć jakieś cele do których będziemy dążyć mimo przeciwności i naszego "niechcemisię " :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę, ponieważ akurat należę do osób wygodnickich i muszę sama kopnąć się od czasu do czasu w tyłek ;-)

      Usuń
  7. Raczej nie mam problemów z samodyscypliną. Jednak "wpadki" się zdarzają. Jednym z większych osiągnięć było rzucenie palenia z dnia na dzień po 8 latach palenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też rzuciłam palenie, jednak w sytuacjach nerwowych pojedynczy papieros to dla mnie uspokojenie. Na szczęście to zdarza się naprawdę bardzo rzadko i za każdym razem obiecuję sobie, że to ostatni raz tak zareagowałam :-/

      Usuń
  8. Dla mnie wyzwanie to życie, ot tak po prostu, to lekcje, które odrabiam nie z niechęcią, ale z zaangażowaniem, zaciekawieniem. Wyzwania to nauka, najlepsza choć może bolesna, czasem brutalna, ale bez niej się nie rozwiniemy, nie dojrzejemy. Wyzwanie to wejście szczebelek wyżej... pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo życie bywa nie raz ciężkim wyzwaniem... Zauważyłam u siebie tendencję do traktowania kolejnych wyzwań jako ciekawej przygody, zabawy. Skądś mam awersję do obowiązkowości. Samo słowo obowiązek ma dla mnie negatywny wydźwięk i od razu mi się nie chce. Stąd moje wyzwania są często zakamuflowane. Muszę panować nad czasem? To przynajmniej niech mam fajowy organizer, do którego chętnie będę zaglądać :-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Mnie niestety brakuje samodyscypliny :(. Przez to nadal wyglądam jak kulka :D. Dobre pytania, jak podejdę do sprawy poważnie to mi pomogą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Myślę, że skłonność do samodyscypliny niektórzy wysysają z mlekiem matki. Ja nie wyssałam i teraz muszę się uczyć ;-)

      Usuń
    2. Do tego trzeba siły wytrwałości a nie każdy ją ma.

      Usuń
  10. Ja chyba nie mam samodyscypliny w ogóle...

    OdpowiedzUsuń
  11. Samodyscyplina...Coś dla mnie :) Wczoraj miała wyzwanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobry-przystanek wyżej wspomniał - życie jest wyzwaniem ;-)

      Usuń
  12. Najwyższy czas ją wdrożyć w życie. Jak na razie taka konieczność powiewa tylko na horyzoncie:)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet Ci zazdroszczę, ze nie odczuwasz tego przymusu, ja fanka słodkiego-miłego życia :-)

      Usuń
  13. ja też zaglądam na stronę hellozdrowie i podjęłam już kilka wyzwań, choć przy niektórych było mi ciężej niż zakładałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to o zmianie śniadania było beznadziejne - pięć dni pod rząd owsianka! A ja tak nie cierpię owsianki, no i mleka... Zrobiłam to wyzwanie po swojemu ;-)

      Usuń
  14. wyzwania to dobry sposób na sprawdzenie siebie i swojego charakteru, lubię je podejmować, ale muszę mieć do niego całkowite przekonanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że przekonanie jest niezbędne :-)

      Usuń
  15. Jestem tu pierwszy raz... napisałaś u zaprzyjaźnionej blondynki, że lubisz blogi które dają do myślenia... mądra osoba, pomyślałam rezolutnie i doszłam do wniosku że zajrze... no i jestem ... jeszcze nie zdążyłam się na dobre zagnieździć ale gratuluje bardzo pozytywnego i fajnego bloga, na pewno będę zaglądać.
    korzystając z okazji zapraszam Cie do siebie a ze blogi prowadze 3 to krypto reklamę zamieszczam tu:

    www.spiskownik.bloog.pl i okiemblondynki.blog.pl wybacz ten lans i że nie na temat ale naprawdę super blog "plantacja pozytywnych myśli" - genialne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tyle miłych słów :-) Kiedy tylko "złapię oddech" zajrzę na pewno!

      Usuń
  16. Witam serdecznie,
    To ciekawe i trafne co napisałaś. Od siebie dodałabym jeszcze żeby sobie nie wyznaczać zbyt wiele wyzwań bo wtedy ryzyko porażki rośnie i aby pracować nad poczuciem wartości bo to wysoki poziom poczucia wartości sprawia, że sami jesteśmy się zmotywować do zadań trudnych ...
    pozdrawiam i bardzo dziękuję za komentarz
    dobrycoach.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście masz rację - w tym wypadku lepiej jest mierzyć zamiary na siły :-)

      Usuń
  17. Mi wyzwania dają kopa! ;)
    Ostatni miesiąc mnie zachwycał pod tym względem. Wyzwanie mnie motywowało i dawało radość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też chyba wynika z charakteru wyzwań, te związane z aktywnością faktycznie działają jak dopalacze, ja mam od września powrót do biegania i też bardzo się zaangażowałam. Kiedy wiem, że nie dam rady wyjść, bo późno wracam do domu, to cieszę się, że przynajmniej dużo się nachodziłam :-)

      Usuń
  18. Nie mam samodyscypliny, za to mam pokaźny słomiany zapał:/
    Do poprawy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo może nie trafiłaś jeszcze na swoje prawdziwe wyzwanie, no wiesz, takie którego jesteś w 100% pewna :-)

      Usuń
  19. Wyzwania są ok, ale takie jak to ja je nazywam.....krótkodystansowe lub do przeskoczenia. Kiedyś gdy się odchudzałam nie narzucałam sobie .wielkich wymogów bo to przeraża i zniechęca. Ja sobie mówiłam....w lutym schudnę 2 kg. I chudłam, a jak na wadze było więcej niż dwa to był mój wielki sukces, mogłam więcej niż sobie narzuciłam. W moim przypadku metoda małych kroczków dużo lepiej skutkuje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim też, zbyt duże wyzwania zazwyczaj mnie zniechęcają, nie jestem skłonna do umartwień...

      Usuń
  20. oj nie będę skromna samodyscyplinę to ja mam:) jak trzeba to trzeba, nie ma zmiłuj, nie ma odkładania na potem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, niektórzy nie mają z tym problemów, tacy się zdyscyplinowani rodzą po prostu i to już w okresie dziecinstwa widać :-)

      Usuń
  21. Ojoj wyszło mi tak 50/50 a sądziłam, że taka zdyscyplinowana jestem...

    OdpowiedzUsuń
  22. Musze sie pochwalic- od dawna stosuje te zasady, rzadko odstepuje od nich, chociaz sie mi to tez zdarza, ale robotem przeciez nie jestem :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie podejście bardzo mi się podoba!

      Usuń
  23. Super notka. Zmotywowała mnie do zmiany kilku nawyków. Chociaż mam nadzieję, że w ostateczności uda się zrealizować choćby jeden.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super, trzymam kciuki! Pisząc ją sama się zmotywowałam ;-)

      Usuń
  24. U mnie z tą samodyscypliną jest różnie.. Do niektórych czynności (pomimo, iż są trudne, mogą wydawać się uciążliwe) nie trzeba mnie namawiać i potrafię się szybko zmobilizować. No, ale są też takie, do których muszę się przekonać ;] Chociaż rzadko jest tak, że odkładam coś na później, staram się robić większość rzeczy na bieżąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najczęściej sprzątanie odkładam, ale nie takie codzienne porządki tylko masakryczne mycie okien, drzwi itp. Odkładanie rzeczy na swoje miejsce i "powierzchowną" czystość mam we krwi ;-) Ciągle marzę o pomocy domowej, serio. Czy kiedyś to będzie możliwe???

      Usuń
  25. U mnie również jest różnie, potrafię się zdyscyplinować, jednak umiem też skutecznie zburzyć wszystko, tak już mam. Bardzo przydatna notka!

    OdpowiedzUsuń
  26. Kolejny fajny wpis Gaju :) no cóż z moją samodyscypliną bywa różnie, raz potrafię się zmotywować i osiągnąć cel: dieta zakończona spektakularnym sukcesem, całkowita rezygnacja z cukru i innych środków w kawie i herbacie, przejście na razowe pieczywo itp.itd a innym razem i to często w tych prostych sprawach.... klapa: bywa, że mam totalnie zawaloną skrzynkę mailową a obiecane dawno temu,, wietrzenie szafy,, i pozbycie się niepotrzebnych ciuchów wciąż czeka na..... kolejny kurs PCK.;)
    Pytania wyszły mi 50/50 więc jest jeszcze wiele do zrobienia...
    Miłej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie u mnie te "żywnościowe" wyzwania też ostatnio kończą się sukcesem, ale doszłam do wniosku, że to przez 100% przekonania o ich potrzebie. Od jakiegoś czasu zaczytuję się treściami o zdrowym odżywianiu, a wszystko zaczęło się od zatkanego nosa, na który lekarze nie widzą recepty (nawet pisałam o tym w poście "zaśluzowani") :-)

      Usuń
  27. Ja jestem z samodyscypliną za pan brat. Jest to tym łatwiejsze, że staram się zawsze widzieć na końcu mój cel, który chcę osiągnąć i od razu jest łatwiej:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra podpowiedź - wizualizacja celu, to jest to!

      Usuń
  28. Łatwiej się zdyscyplinować, mając motywację w postaci konkretnego celu. Sama nie odżywiam się źle, jem wiele wartościowych produktów, nie przejadam się, ale ciągle walczę ze słodkimi przekąskami. Udaje mi się ich nie jeść, jeśli mam motywację w postaci wakacji itp, jednak w porach takich, jak jesień, motywacji brakuje i cukru w diecie robi się za dużo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze słodyczami to chyba trochę "cięższy problem", dużo głosów śpiewa, że cukier uzależnia i na podstawie samoobserwacji twierdzę, że coś w tym jest...

      Usuń
  29. Ja mam słomiany zapał i szybko poddaje się różnym wyzwaniom ale za chwilę znów działam i w końcu po jakimś czasie coś wychodzi. Ważne,aby się nie poddawać mimo tego, że nie zawsze za pierwszym razem wychodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak ja ja z uporem maniaka podejmuję wyzwanie biegania - co polegnę, za jakiś czas zaczynam od nowa ;-)

      Usuń
  30. Same pozytywne rady! Uwielbiam takie wyzwania, najlepiej właśnie związane z fitnessem. Teraz idzie chłodniejsza aura- trzeba się na nią przygotować, aby nam się boczki z nadmiaru siedzenia i jedzenia nie zrobiły. Latem tak czy tak jest więcej ruchu. Najlepiej sobie postawić konkretny, jasny, określony cel i do niego dążyć. Ale warto się motywować :) nawet jeśli nie osiągniemy 100% celu to i tak zawsze jest satysfakcja, że choć się spróbowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas wyzwań fitnessowych (ja głównie biegam lub "marszobiegam") stosuję nagrody dla siebie - za wytrwałość :-)

      Usuń
  31. Świetny post i bardzo motywujące pytania. Cieszę się, że Cię znalazłam :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Gaju mnie tez wyzwania motywuja do przekraczania pewnych swoich limitow (i to chyba w kazdej dziedzinie), ale na kazdego dziala inny typ motywacji. Ja tez mam problem ze slodyczami (a raczej z nie sieganiem po nie). Do slodzenia uzywam syrop z agawy (kaktusu), ktory ma bardzo niski indeks glikemiczny (i dzieci uwielbiaja go), coraz czesciej zamiast slodyczy jadam suszone owoce np rodzynki, zurawine (i zwracam uwage na etykietach, by byly jak najbardziej naturalne, czyli nie chemicznie slodzone). Kiedys tez przestawilam sie (kilka lat temu) na "zdrowa diete" ale zrobilam to zbyt gwaltownie i z za duza przesada. A wszystko trzeba robic z umiarem i w swoim rytmie. Natura uczy nas cierpliwosci i pokory. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt gwałtownie się nie da, oczywiście też zaliczyłam zderzenie z tą prawdą ;-) Po kolei, małymi kroczkami, dać sobie czas na przyzwyczajenie się do nowego produktu, zanim wprowadzimy następny. Etykiety też są ważne, ale bywam w sklepie załamana, ponieważ okazuje się, że w każdym produkcie coś jest nie tak...

      Usuń
  33. Uwielbiam wyzwania, ale z samodyscyplina gorzej... jednak przynajmniej to jest dobre, że nie poddaję się mimo upadków. Polegne na jakims zadaniu, ale z uporem maniaka za jakiś czas do tego wracam - z różnym skutkiem. Moge powiedzieć śmiało i bez przesady, że moje zycie jest nieustanną walka z moimi ograniczeniami i ułomnościami. Raz ja jestem góra, raz one :) Tak na marginesie powiem, że twój blog jest naprawde ogromna skarbnica pozytywnych treści. ciągle czegoś nowego się od ciebie dowiaduję i ciągle trafiam dzięki tobie na jakies fajne stronki! dziękuję, że chcesz się z nami nimi dzielić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to czytać :-) Właśnie w czwartek myślałam o wyzwaniach w kontekście gry w kręgle. Nie lubię gier, chyba, że planszowe ;-) a wszyscy ludzie z pracy jak spotkanie to na kręgle, bo inaczej będzie nudnie, bo o czym mamy rozmawiać? Uległam już dwukrotnie demokratycznej większości, ale z kolei rzucanie ciężką kulą tak mnie nudzi i wykańcza, że już po pięciu rzutach ziewam. Koleżanka mnie próbowała nawrócić twierdząc, że powinnam podjąć wyzwanie, wziąć byka za rogi, ale ja nie wiem po co, skoro nie sprawia mi to przyjemności - żeby pokazać, że potrafię coś zbić? I co mi to da? Trochę rozwlekle, ale przed podjęciem wyzwania będę siebie pytać - po co? Czy ja tego chcę?

      Usuń