wtorek, 7 października 2014

Moje pierwsze "ambasadorowanie"

Moje pierwsze "ambasadorowanie", spadło na mnie niespodziewanie ze strony Rekomendujto.pl . Zarejestrowałam się na tej stronie i prawie natychmiast o tym zapomniałam, a tu niespodzianka - na początku września dotarła na mojego maila informacja, że szukają ambasadorek Rodzinnych Zup Winiary.

Mogłam z czystym sumieniem przystać na propozycję, gdyż i tak dość często korzystam z zup Winiary w kuchni, kiedy chcę  szybciej ugotować posiłek. Ponadto zupa w torebce dodana do wywaru nadaje pożądaną przeze mnie konsystencję potrawy i nie używam wtedy mąki do zagęszczania. Jednym słowem, lubię niestety kiedy moja zupka jest lekko zawiesista. Dla osób preferujących zdrowe odżywianie sensu stricto wklejam zdjęcie z składem zupy, nie jestem wielkim znawcą etykiet, ale mimo wszystko staram się je czytać -  zupy Winiary chyba nie wypadają najgorzej?...


Rodzinne Zupy Winiary gotowałam tak jak zwykle to robię, a więc przede wszystkim nigdy nie na skróty czyli zupa z torebki + woda = 10 minut czekania i gotowe. Zawsze wcześniej przygotowuję wywar z włoszczyzny, czasami dodaję skrzydełka, czy jakąś mięsną "wkładkę" z uwagi na mężczyznę w domu, dodaję również więcej przypraw i zieleninę, czasami łyżkę śmietany. Muszę przyznać, że takie zupy smakują dobrze i dość naturalnie. I jeszcze jedno: Rodzinne Zupy Winiary wystarczają na co najmniej 6 talerzy.

Do przetestowania od Winiary otrzymałam 5 zup w tradycyjnych smakach, każdą można wzbogacić dodatkowymi produktami kierując się radami zawartymi w otrzymanych ulotkach czy po prostu intuicją. Do zup możemy dodać np.:
  1. Barszcz biały - pół szklanki tartego parmezanu, 3 łyżki gęstej śmietany, jajka, 1 marchewka, 2 duże ziemniaki (według mnie zbędne), biała kiełbasa, majeranek, ząbek czosnku, liść laurowy.
  2. Kartoflanka - 300 g gotowanych dużych krewetek, 2 łyżki sosu sojowego, 200 ml mleka kokosowego, dwa duże ziemniaki, 1 marchewka, świeża natka kolendry lub pietruszki, tymianek, liść laurowy, kiełbasa węgierska z papryką lub zwykła wiejska lekko podsmażona.
  3. Krupnik - 4-6 suszonych kalifornijskich śliwek, pół szklanki kremowej śmietanki, świeża szałwia, natka pietruszki, ząbek czosnku, lekko przesmażone pieczarki (albo leśne grzyby) z dodatkiem cebulki.
  4. Grochówka - szczypta curry, 1 pierś z kurczaka podsmażona, wędzony boczek,  preferowana kiełbasa, 1 marchewka, 1 pietruszka, ziemniak, majeranek, ząbek czosnku, natka pietruszki.
  5. Żurek - 2 duże ziemniaki, 1 marchewka, 1 pietruszka, 1 łyżka chrzanu, 1 łyżka soku z cytryny, śmietana, 400 g łososia (filet), i znów kiełbasa, jajka, majeranek, czosnek.
Kartoflanka
Zupy mają naturalny smak i szybko się je przygotowuje, w pół godziny nadają się do spożycia, oczywiście tempo można jeszcze bardziej podkręcić i zjeść zupę w po 15 minutach, ale wg mnie posiłek przygotowany z większą uwagą, taki "dopieszczony", bardziej smakuje. 

W kuchni nie używam już od dłuższego czasu sosów czy innych dań z torebek i słoików, z jednego powodu - te w przeciwieństwie do zup zwykle trącą sztucznością i żeby je odpowiednio podrasować i tak muszę dodać mnóstwo składników ze swojej kuchni, po co więc dopłacać do posiłku, skoro danie obiadowe można szybko, prosto i smacznie przyrządzić ze znajdujących się w domu komponentów.

Kolejnym powodem dla którego ograniczam korzystanie z takich półproduktów jest podjęte w tym roku postanowienie stopniowego wprowadzania w swoje życie zasad zdrowego odżywiania. Ponieważ robię to stopniowo, a nie drastycznie, mam nadzieję, że "za rok, może dwa" moja dieta będzie kumulacją wszystkich małych, zdrowych zmian przeprowadzonych w tym czasie. Jednak przy tych szczytnych założeniach nie zakładam, że zrezygnuję całkowicie z popełniania od czasu do czasu tzw. małych grzeszków, gdyż na tym etapie nie wyobrażam sobie życia bez kawałka pysznego ciacha do porannej, niedzielnej kawy.

Póki co, na Zupy Winiary, nie tylko Rodzinne, od czasu do czasu sobie pozwalam, żeby  po prostu ułatwić sobie życie. To mój żelazny zapas w sytuacji braku czasu na: zaplanowanie posiłków, odpowiednie zakupy czy w końcu na dłuższe stanie przy garach. Jestem też ciekawa co Wy sądzicie o takim ułatwianiu sobie gotowania? Czy również Wam się to zdarza czy raczej jesteście przeciwnikami korzystania z takich "pomocników"? Piszcie!

88 komentarzy:

  1. Uważam, że takie pomaganie sobie jest super. Sama korzystam z sosów czy podobnych zup :).
    Gratuluję również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Czasami chciałoby się oszczędzić trochę czasu na gotowaniu i to jest jeden ze sposobów :-)

      Usuń
  2. zjadłam / wypiłam w życiu tyle takich zup, że kilka lat temu powiedziałam: stop.
    i od wtedy jestem na nie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i ja kiedyś tak zrobię, na razie nie mam deadline ;-)

      Usuń
  3. miłego tesrtowania:) fajna paczka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja jestem zarejestrowana w streetcom :)
    Kiedyś testowałam szczoteczkę elektryczną, innym razem soki i przetwory w kartonikach :)
    Super sprawa :)
    Udanego testowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też się zarejestrowałam. W sumie testowanie - niby nic wielkiego - a wnosi jakiś powiew ożywczy w codzienność ;-) Dzięki!

      Usuń
  5. Streetcom fajna rzecz, choć od dawna nic nie testowałam ;)
    A co do zup- czasem fajnie skorzystać, choć zazwyczaj wolę te naturalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, co naturalne to i lepsze, ale nie zajadamy się przecież zupami z torebek na co dzień ;-)

      Usuń
  6. Podobnie jak Ty często dodaje zupę w proszku do mojej zupy:)))Pozdrawiam i powodzenia życzę:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mam nadzieję, że nam jakoś szczególnie nie zaszkodzi ;-)

      Usuń
  7. nie umiem gotować zup, więc jak mam ochotę to tylko takie z torebki mi pozostają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ugotowanie zupy z prawdziwego zdarzenia na naturalnych składnikach wcale nie zajmuje chwili, czasami torebka się przydaje :-)

      Usuń
  8. Gratuluję :D Też sobie od czasu do czasu ułatwiam w taki sposób życie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Staram się jak najmniej korzystać z tam mocno przetworzonego jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również nie gotuję tak na co dzień :-)

      Usuń
  10. Uzywam czasem zurku i barszczyku. Zeby troche podbic smak moich zup:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do żurku czy barszczyku czasami też kupuję koncentrat w butelkach, sama jeszcze nigdy nie kisiłam, z lenistwa :-)

      Usuń
  11. Gratuluję i życzę smacznego :-) A kartoflanka całkiem smacznie wygląda, mniam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwona Filiżanka i Mstrzal - dziękuję :-))

      Usuń
  12. To dobre rozwiązania na przyspieszenie pracy w kuchni. Często bym nie korzystał,ale na pewno pomocne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tez często siegam po takie produkty które trochę pomogą mi w gotowaniu, np. Do spaghetti Bolognese używam świeżych pomidorów i przypraw ale dla zagęszczenia dodaje trochę sosu z torebki, ale nie cała :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że najważniejsze to nie popaść w rutynę gotowania z torebki, a przecież nasze ciało poradzi sobie z taka ilością zupki zjedzonej powiedzmy raz w tygodniu. A czy to tylko w zupach tkwi dzisiaj problem?....

      Usuń
  14. Ja raczej nie używam zup w torebkach...raczej...bo czasami mi się zdarzy:) Z Winiar to najczęściej zupa gulaszowa lub barszcz biały , jako końcowe uzupełnienie ...fajnie być taką ambasadorką :)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też się ucieszyłam. Z ambasadorowania to tylko frajda, bo przecież nie jakieś korzyści materialne - można sobie wyliczyć 10 zup x 1,89 zł (Biedronka), z tego część rozdajemy ludziom ;-)

      Usuń
  15. Nie jestem wybitnym znawcą tematu, ale dzisiaj wiele firm ukrywa pod nazwą ekstrakt drożdżowy... glutaminianin sodu, który to sprawia, że tak nam smakują zupy i sosy z torebek...obym się myliła w tym przypadku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten problem rzucił też autor(ka) bloga Kulisy Istnienia (kilka komentarzy niżej). Nie wiem jak jest w tym przypadku - ale podobno jest jakaś różnica pomiędzy jednym a drugim składnikiem. "W składzie ekstraktu drożdżowego wchodzi naturalnie występujący kwas glutaminowy lub glutaminian sodu." Ten glutaminian to zmora naszych czasów, ale w książce "Krzesło kontra Tatami", którą ostatnio czytałam, autor zastanawia się dlaczego Japończycy jako miłośnicy nudli są długowieczni i statystycznie zdrowsi od nas :-)

      Usuń
  16. Ja gotuję głównie zupy i głównie właśnie na tych proszkach z Winiary :P Oprócz pomidorowej i ogórkowej to same winiary gotuję :P I powiem, że są bardzo smaczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomidorowa najlepsza wg własnego przepisu, ale ich ogórkową też zdarzało mi się do swojej zupy dodawać do smaku - moja nie wydawała mi się tak smaczna ;-)

      Usuń
  17. Zup z proszku nie robię i nie mam ich w domu. Jakoś nie mam zaufania do tych "gotowców". Jakis czas temu używaliśmy sosów z proszku, ale teraz już też nie. Jedynie bardzo awaryjna sytuacja może doprowadzić, że je kupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteś w stosunku do mnie wiele kroków do przodu :-) Myślę jednak, że stosowane z umiarem nie zaszkodzą...

      Usuń
  18. Ja też pierwszy raz zostałam ambasadorką, ale zupy mąż zabrał w trase :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Wszystko dozwolone również w mojej kuchni zdarza się że coś przekombinuję żeby było szybko. Jestem zdziwiona że skład jest bez wzmacniaczy smaku, bez konserwantów i barwników. Jest do zaakceptowania.

    OdpowiedzUsuń
  20. Barszcz czerwony z buraczkami suszonymi z Winiar - często korzystam, a podaję z ziemniaczkami i jajkiem na twardo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten barszcz i uważam, że ma świetny smak, na szybko idealny :-) Tam dosłownie pełno buraczanego suszu.

      Usuń
  21. Ja nie korzystam z tego typu dań. Tak z zasady, nigdy nie korzystałam i nie czytałam składów. Ale w sumie widzę po składzie, że faktycznie nie jest źle.
    Mój syn zauroczył się reklamą zupy grochowej bodaj Winiar własnie i za każdym razem wrzuca mi ją do koszyka. A mi jak na złość maszyna do mielenia grochu padła. Może się skuszę więc na tego gotowca. Z tym składem raz nie zaszkodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie grochowa wyszła im smaczna, nie wiem, czy samej udałoby mi się taki smak uzyskać, ale to pewnie zasługa ekstraktu drożdżowego...

      Usuń
  22. Ekstrakt drożdży to nic innego jak glutaminian sodu, czyli jedna z megatrucizn wszechczasów. Szczerze odradzam, lepiej upichcić coś samemu.
    Polecam www.akademiawitalności.pl - wiele cennych informacji n/t zdrowego odżywiania.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam, lubię i często zaglądam na akademię witalności, dużo wiedzy stosuję w praktyce, jednak to jeszcze ciągle nie mój poziom ;-) Aktualnie dużo produktów zawiera wątpliwe składniki, jeść czy nie jeść - każdy rozstrzyga indywidualnie. Nie od razu Kraków zbudowano i żeby dojść do diety idealnej trzeba dokonać mnóstwo pojedynczych zmian w swoim życiu. Inaczej rzeczywistość łatwo nas przytłoczy. Wg mnie składy Winiary są do zaakceptowania dla ludzi, którzy nie są zakręceni tak do końca w temacie zdrowego odżywiania - wiadomo jakie są ideały...
      Wszystko co wiem na ten temacie opiera się na wiedzy zaczerpniętej z internetu. Niektórzy twierdzą tak jak Ty, czyli ekstrakt drożdżowy = glutaminian sodu, są też bardziej liberalne definicje... Podaję niżej dwie z nich i strony internetowe:
      "Kodeks Chemii Żywności (The Food Chemical Codex) definiuje ekstrakty drożdżowe jako produkty składające się z rozpuszczalnych w wodzie składników komórek drożdżowych, przede wszystkim aminokwasów, peptydów, węglowodanów i soli. Ekstrakty drożdżowe podstawowe wnoszą do potraw charakterystyczną nutę mięsną, natomiast ekstrakty drożdżowe smakowe mogą wzbogacić produkt również w inne smaki np. kurczaka, wołowiny, grzybów leśnych." (http://ulicaekologiczna.pl/zdrowe-jedzenie-odzywianie/sekrety-vegety/)
      I kolejna informacja: "Ekstrakt drożdżowy jest naturalnym autolizatem komórek drożdżowych. Posiada w swoim składzie peptydy, sole mineralne oraz aminokwasy. W przemyśle spożywczym wykorzystywany jest jako źródło glutaminianu sodu. W składzie ekstraktu drożdżowego wchodzi naturalnie występujący kwas glutaminowy lub glutaminian sodu. Wielu producentów żywności zastąpiło bowiem glutaminian sodu ekstraktem z drożdży. Nie wymaga on bowiem oznakowania symbolem E. Niektórzy jednak często mylą ekstrakt drożdżowy z glutaminianem monosodowym. Oba te składniki jednak różnią się od siebie. Ekstrakt drożdżowy zawiera w swoim składzie białka, witaminy oraz aminokwasy. Natomiast glutaminian monosodowy składa się tylko i wyłącznie z soli i glutaminianu. Poza tym nie posiada on własnego smaku." (http://www.ciam.pl/przemysl-fermentacyjny/skladnik-ekstrakt-drozdzowy).
      Widzę między jednym, a drugim małą różnicę.

      Usuń
  23. Czasem można ugotować zupkę z torebki - ale nie za często :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również nie wyobrażam sobie, żeby to się stało normą :-)

      Usuń
  24. gratuluję współpracy:)
    Jednak co raz rzadziej sięgam po te wszystkie paczkowane produkty, sosy etc.. A zupy robię czasem bardzo gęste, ale napakowane warzywami raczej;)

    pozdrawiam ciepło
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Ja z innych produktów już jakiś czas temu zrezygnowałam, zbyt dużo zabiegów trzeba podjąć, żeby uzyskały domowy smak. To wszystko kwestia smaku, były czasy,kiedy wręcz uwielbiałam klopsy czy gołąbki ze słoika, teraz tego już nie jadam, coś się zmieniło - albo mój smak, albo jakość tych produktów.

      Usuń
  25. A ja tam myślę, że wszystko jest dla ludzi, pod warunkiem, że jest stosowana w racjonalnych proporcjach - sama też czasem pokuszę się o taką "zupę z tytki" jak to się u nas mawia - i jemy ze smakiem!
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałaś skład, nie ma tam strasznej mieszaniny chemicznej, a nasz "zakonserwowany" organizm z pewnością jakoś przeżyje sporadycznie podaną dawkę ekstraktu drożdżowego ;-)

      Usuń
  26. Ja nigdy nie robiłam zupy z torebki ;> może czas spróbować ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, przynajmniej będziesz wiedziała co tracisz nie korzystając z tych dobrodziejstw ;-)

      Usuń
  27. tej kartoflanki to bym spróbowała! co prawda nie z krewetkami, ale kiedyś jadłam u rodziny na wsi i do dziś pamiętam ten smak :) ja prawie nie gotuję zup, ale tę chyba przetestuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jeszcze z krewetkami muszę ugotować, chociaż muszę przyznać, ze udziwnienia nie zawsze są dobre. Np. pomysł na grochówkę z podsmażanym kurczakiem i curry nie przeskoczył tradycyjnej grochówki :-)

      Usuń
  28. Ja nie gotuję zup z torebki, ale sosy do spaghetti już tak. Zupy jakoś wolę robić sama, chociaż i tak robię je sporadycznie ale jak już to samodzielnie. Za to spaghetti jest u nas daniem maksymalnie szybkim, które zawsze robimy z torebki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sosy na bazie pomidorów do spaghetti robię sama, ale carbonara zawsze z torebki, bo smaczny mi się wydaje, szczególnie kiedy dodam podsmażony wędzony boczek i natkę pietruszki :-)

      Usuń
  29. Gratuluję ambasadorowania :) Twoja zupka wygląda pysznie i śliczny talerz :)))
    Czasem jak muszę coś na szybko ugotować to nie będę kryć ze też korzystam z zup Winiary ale robię to tak jak Ty: najpierw warzywka, jakieś mięsko, potem rzeczona zupa, śmietanka, zielenina.......od czasu do czasu chyba nie zaszkodzi....
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, nie uwierzysz, ale od kuchennych statków to jest u mnie mąż, w końcu musi się czymś zajmować ;-)
      Też myślę,że nie ma po co demonizować, jeśli ktoś żywi się zdrowo stricto - rozumiem, ale dzisiaj to naprawdę sztuka i nie od razu każdego na nie mentalnie stać. Ba, żeby tylko mentalnie, w czwartek byłam w sklepie ze zdrową żywnością i stwierdzam, że sama może bym się wyżywiła, ale kupowanie tam dla czteroosobowej rodziny to duże wyzwanie dla portfela :-/

      Usuń
  30. Raczej nie jem takich zup, ale trzeba przyznać, że jak trzeba zrobić coś na szybko to torebka jest dobrym wyjściem. Barszcz biały, czerwony czy jarzynowa dla mnie najlepsze. Tak samo jakieś sosy do makaronu albo mięs.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z czasem bywa różnie i nie zawsze mamy pod ręką wymarzone produkty, dlatego u mnie zawsze jakaś torebka zupy w kuchni się znajdzie :-)

      Usuń
  31. Moja mama czasami do białego albo czerwonego barszczu dosypuje tą z Winiary ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo gotowanie swojskiego barszczu czy żurku wymaga chyba zakwasu... Ja byłam do tej pory zbyt wygodna, żeby się w to bawić :-)

      Usuń
  32. Też tak czasami robię, ale nie tylko z zupami Winiary, zupka wtedy wygląda bardzo naturalnie i tak smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze Knorra zdarza mi się kupić, ale inne są niezbyt smaczne...

      Usuń
  33. Jak widzę jak w Kuchennych Rewolucjach p. Gessler wywala wszystko co z proszku rzucając przy tym odpowiednia wiązankę, to faktycznie jest to skuteczna antyreklama wszystkich rzeczy " z proszku". Przyznam się jednak, że w czasie wyjazdów w góry używam tzw. gorących kubków z Knorra, pocieszając się w duchu, że od czasu do czasu to można trochę zgrzeszyć i ułatwić sobie życie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, ze spokojnie możemy się z takich incydentów "rozgrzeszyć". Zresztą najlepiej jest jeść tak, żeby to pasowało do naszego aktualnego poziomu świadomość. Dla mnie to jeszcze nie jest ten moment, jeszcze nie piekę samodzielnie chleba i nie pogardzę ulubionym ciastkiem ;-)

      Usuń
  34. Pocałunki i uściski!
    Miłego piątku i całego weekendu.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  35. Zawsze, zawsze mam takie produkty jako koło ratunkowe pracującej kobiety! :) Nie uzywam ich na codzień, ale gdy "planning" nawali, gdy muszę w pracy dłużej zostać lum mam nagłą niedyspozycję - raz na jakiś czas ratują nasze domowe życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosłownie, koło ratunkowe :-) Ale zwróć uwagę na skład zupy, nie ma co przesadzać, gorsze rzeczy jadłam niestety.

      Usuń
  36. podoba mi się to, że wprowadzasz stopniowe zmiany :)
    jeśli chodzi o zupy z torebki, to czasami kupuję biały barszcz z Winiary. Ale tak jak Ty, gotuję wywar, a później torebką zagęszczam. Moja babcia jest zwolenniczką gotowania wszystkiego od podstaw, tradycyjnie, a właśnie ten barszcz jest takim wyjątkiem u niej w kuchni. I to od niej przejęłam ten zwyczaj ;)
    czasami zdarzy mnie się zgrzeszyć i dodać gotowy sos z torebki do makaronu (gdy np. wracam późno do domu i jestem strasznie głodna lub gdy mam 15 minut na obiad, a chcę zjeść coś ciepłego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu akurat biały barszcz zbyt kisielowaty jak na mój gust :-/ A co do zmian, to raczej lepszej recepty nie ma niż nie napalanie się na zdrowe odżywianie natychmiast, ale tak co tydzień coś nowego i już łapię się na tym, że w supermarkecie znakomita większość produktów przestała mnie interesować. Zakupy zabierają mniej czasu i rachunki niższe ;-)

      Usuń
  37. Faktycznie skład nie najgorszy jak na takie coś. Nie widzę nawet glutaminianu sodu :O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do glutaminianu sodu jest trochę podobny ekstrakt drożdży, ale jak wyczytałam, to jednak nie to samo :-)

      Usuń
  38. Ja też tak dosypuję, zaraz to inny smak!

    OdpowiedzUsuń
  39. Gratuluję :))
    Ja też czasem coś z proszku zrobię, na pewno się od tego nie umiera ;))

    OdpowiedzUsuń
  40. Barbara, Kasia - też tak myślę, nie jemy tak przecież na co dzień. Ja osobiście bardzo się pilnuję a i tak mam obecnie podwyższony cholesterol. Już nic nie rozumiem :-/ To chyba te obiady w stołówce w pracy, wiadomo - zbiorowe żywienie.

    OdpowiedzUsuń