poniedziałek, 29 września 2014

By energia lata została na dłużej

Lato w tym roku zakończyło już swoją działalność, zostały po nim zdjęcia, wspomnienia oraz tak zwane "naładowane akumulatory". 

Dzielę lato na dwa etapy:
  • pierwszy upalny, wtedy zanika u mnie wszelka aktywność, cieszę się, że w pracy mam klimatyzację i mogę tam spędzić 8 godzin, w domu ciągle pracuje wiatrak, a okna zamykamy tylko na czas burzy,
  • drugi umiarkowany, wtedy wracam do życia, zaczyna się on około 15 sierpnia i jest to dla mnie ulubiony czas na urlop - mogę wypoczywać aktywnie nie kąpiąc się we własnym pocie, podczas drugiego etapu rozpoczynam również przerwane przez upały bieganie czy jazdę rowerem.
Pomimo, że nie lubię upałów, to staram się nie narzekać i spędzam ten czas tak, żeby jak najmniej mi dokuczały. Dużo odpoczywam, leżakuję na plaży - ale najczęściej w półcieniu, chodzę boso i cieszę się z powiewu wiatru czy boskiego wieczornego powietrza oraz rześkich poranków. Czas płynie wolno i leniwie, nie pędzę nigdzie, w nosie mam napięty terminarz, po prostu nie mam na to siły. Wcale się nie dziwię, że niektóre kraje, gdzie klimat jest gorący, kultywują zwyczaj sjesty - popołudniowej przerwy w pracy na zjedzenie posiłku, odpoczynek czy krótką drzemkę. Dopiero kiedy w połowie sierpnia temperatura zaczyna spadać, z każdym dniem mam więcej energii.

Boso ;-)
Mimo pewnych niedogodności kocham lato i myślę, że moje akumulatory (cokolwiek to oznacza) o tej porze roku naprawdę się ładują. Teraz, kiedy możemy już obserwować pierwsze oznaki zbliżających się zimnych i ciemnych pór roku, myślę o tym jak sprawić, by dobrego samopoczucia i energii wystarczyło mi jak najdłużej. Dość mam już bycia niedźwiedziem marzącym tylko o tym, żeby przetrwać sezon jesienno-zimowy w jakimś przytulnym, ciepłym miejscu, a najlepiej zwinięta w kłębek pod ciepłą kołderką.

Już wspominałam, że nie przepuszczę żadnej huśtawce?
Niestety mój fotograf trochę nawalił  (ujęcie huśtawki oczywiście!)

Każdy ma swój sposób na zatrzymanie energii lata - robienie przetworów, mrożonek, kompozycji z suszonych kwiatów, pielęgnacja opalenizny by trwała jak najdłużej czy zakładanie kolejnego albumu ze zdjęciami z wakacji. Zależy co komu odpowiada. Ja ze swojej strony polecam kilka czynności, które spowodują, że ponura aura zejdzie na dalszy plan, gdyż w nasz umysł zajęty będzie zupełnie czym innym.

Tygrzyk paskowany - nie łatwo znaleźć go na łące, ale mi się udało.

Wychodźmy jak najczęściej z domu, rozglądajmy się dookoła i z uwagą kontemplujmy złoto-czerwony obraz jesieni, jeśli mamy w pobliżu las idźmy tam poprzytulać się do drzew, albo po prostu pobyć wśród nich. Natura odpręża i uspakaja, odwrotnie działa ulica czy blokowiska.

Efekt jednego krótkiego spaceru dookoła podwórka u mamy
A u nas po Bydgoszczą grzybowa posucha...

Bądźmy dla siebie dobrzy, nie odmawiajmy sobie przyjemności, nie podejmujmy wyzwań ponad siłę, w przeciwnym wypadku surowość obyczajów w połączeniu z surowością aury może ściągnąć na nas jesienną chandrę, a przynajmniej na mnie na bank tak to działa.

Nagradzajmy się nawet za drobne sukcesy, nagroda zawsze poprawia humor. Ja  na przykład nagradzam się za bieganie, nie przypuszczałam, że taki mały podstęp może  zdziałać cuda - moja ostatnia nagroda to książka Reginy Brett "Bóg nigdy nie mruga".

Kogut ze swoim stadkiem - nieodłączny element wsi.

Żyjmy pięknie - na przekór jesiennej szarudze za oknem - niech nasz dom będzie jasny, przytulny i ciepły. Odpowiednie oświetlenie, w tym świece, pomogą nam wytworzyć taki klimat. Do tego dołóżmy ulubione zapachy (kiedy wiosną ociepla się na dworze, świeczki i woski tracą dla mnie swój urok) i może jakieś nowe ciekawe ozdoby do domu. Od grudnia można już powoli wprowadzać świąteczne klimaty, co też odwróci naszą uwagę od szaro-burej rzeczywistości późnej jesieni.

Konik polny, ale jakiś taki blady...

Wychodźmy z domu by spotykać się z ludźmi i realizować swoje marzenia. Towarzystwo i śmiech są niezastąpionym antidotum na brak energii i przygnębienie. Nawet jeśli początkowo nie mamy ochoty opuszczać czterech ścian, bo ciemno, zimno i mokro, to gdy już się przemożemy i to zrobimy, z pewnością poczujemy się fantastycznie.

W ogóle wychodźmy jak najczęściej, w każdą pogodę, bo jak mówią - nie ma nieodpowiedniej pogody, są tylko nieodpowiednie ubrania. Łapmy jak najwięcej światła i ruszajmy się. Ruch wyzwala endorfiny, wyraźnie to czujemy po każdym wysiłku. Wraz z powrotem z urlopu znów rozpoczęłam bieganie (tak to szumnie nazywam!), mam nadzieję, że regularne przebywanie na świeżym powietrzu wzmocni mój system odpornościowy i naładuje energią.

Długie zimowe wieczory to też czas na realizację marzeń na które latem brakowało nam czasu (więcej czasu na blogowanie, czytanie książek, a może kurs jogi...). Czynności wykonywane z pasją sprawią, że mniej się będziemy skupiać na nieprzyjaznej aurze, bo kto najczęściej rozmawia o pogodzie? Ci którzy nie mają innych tematów!

Ach te letnie klimaty!

Wszystkie prezentowane tu zdjęcia zrobiłam latem. Teraz, kiedy je oglądam, wspomnienia faktycznie odżywają, oby to działało jak najdłużej, ponieważ mam jedno postanowienie - nie zamierzam w tym roku narzekać na zimę!

czwartek, 25 września 2014

Ostatnio przeczytane

Znajdź czas na pracę - jest to cena sukcesu. 
Znajdź czas na zadumę - jest to źródłem siły. 
Znajdź czas na zabawę - jest to tajemnica wiecznej młodości. 
Znajdź czas na czytanie - jest to studnia wiedzy. 
Znajdź czas, aby być wesołym - jest to droga szczęścia. 
Znajdź czas, aby marzyć - jest to dotknięciem gwiazd. 
Znajdź czas, aby kochać i być kochanym - jest to przywilejem bogów. 
Znajdź czas, aby się rozejrzeć - bowiem dzień jest zbyt krótki, aby być zapatrzonym jedynie w siebie. 
Znajdź czas, aby się śmiać - jest to muzyka duszy.
przysłowie Irlandzkie

W trakcie urlopu miałam więcej czasu na czytanie niż zazwyczaj i to właśnie wtedy pochłonęłam wszystkie prezentowane dzisiaj książki. Natomiast w ciągu dwóch tygodni od powrotu do domu nie przeczytałam ani jednej. Tym razem to ja zostałam pochłonięta i to przez banalne, codzienne życie. 

"Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głosy dziecięce" 
 Swietłana Aleksiejewicz


Na książkę składają się rozmowy z osobami, które w momencie wybuchu II wojny światowej były dziećmi w wieku od kilku do kilkunastu lat. Przedstawiają w niej swoje wspomnienia z pierwszego dnia wojny oraz okrutne obrazy z jej trwania. Większość rozmówców twierdzi, że wojna na zawsze zabrała im radość życia, ciągle nie potrafią się beztrosko uśmiechać. Niektóre wspomnienia są wspólne dla większości rozmówców:
  • kolumny uchodźców i krążące nad nimi niemieckie samoloty, siejące śmierć,
  • śmierć widziana dookoła, śmierć rodziców na oczach dzieci i dzieci na oczach rodziców, śmierć spowszedniała,
  • ukrywanie się przed nalotami - na cmentarzu, bo nie będą tu bombardować, a jednak...
  • pobieranie krwi od kilkuletnich dzieci dla niemieckich żołnierzy (wierzono, że krew dziecka szybciej przywraca zdrowie), takie dzieci zwykle umierały,
  • okrutna pacyfikacja wsi,
  • głód.
Książka wywołała u mnie lawinę emocji, tym bardziej, że praktycznie tuż obok, za  wschodnia granicą toczą się walki. Poczułam gniew na ludzi będących u steru władzy, którzy często bardzo łatwo skazują swoje kraje na stan wojny, na agresorów myślących tak naprawdę o swoim ego i swoich interesach. Zazwyczaj ci wszyscy  decydenci-pieniacze w czasie wojny siedzą bezpiecznie ukryci w swoich ciepłych norkach i niczego im nie brakuje, a prości obywatele realizują ich ambitne plany,  przelewają krew, poświęcają całe swoje życie ojczyźnie. Tak samo drażnią mnie "bohaterskie" wypowiedzi niektórych polskich polityków. 
Wojna to samo zło, obyśmy go nigdy nie doznali.









"Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii"
Rafał Tomański


Książka po prostu o Japonii, którą z przyjemnością przeczytałam, kolejna - po "Japońskim wachlarzu" Joanny Bator i "Życiu jak w Tochigi na japońskiej prowincji" Anny Ikeda. A. Ikeda prowadziła zresztą ciekawego bloga o Japonii (wygląda na to, że we wrześniu br. został przez nią skasowany...). Żałuję, że "Chryzantemę i miecz" Ruth Benedict oddałam do biblioteki ledwie zaczętą, ale takie wtedy nadeszły na mnie czasy, niesprzyjające czytaniu. Lubię dowiadywać się ciekawych nowinek o Japonii, aczkolwiek nie wiem, czy chciałabym w tym kraju kiedykolwiek zamieszkać...

"Kasia Bosacka cudnie chudnie. Żegnaj pulpecie"
Katarzyna Bosacka

Kto nie zna Kasi Bosackiej i jej programu "Wiem co jem i wiem co kupuję"? Z ciekawością wzięłam do ręki książkę o walce Kasi ze swoimi nadprogramowymi kilogramami i przeczytałam ją, ale bez większych zachwytów. Niczego nowego  z niej się nie dowiedziałam, a momentami wręcz mnie nudziła. Rozdział o wodzie wydaje się trochę niespójny, a może tylko ja odniosłam takie wrażenie... W mojej opinii książka może zachwycić osoby, które o odchudzaniu albo zdrowym odżywianiu jeszcze zbyt wiele nie przeczytały.






"Tajemnica wody - sekret młodości" Howard Murad


Książkę tę chciałam przeczytać od czasu, kiedy to pracowałam  nad postem "Przesuwamy granicę młodości". Jej autorem jest cieszący się światową renomą dermatolog i autorytet w dziedzinie procesów starzenia się organizmu. "Pokazuje, że najlepszym sposobem uzyskania zdrowia oraz bardziej młodzieńczego wyglądu  jest poprawa zdolności błony komórkowej do zatrzymania wody." Książka jest w zasadzie programem H. Murada mającym na celu przeciwdziałanie procesów starzenia.
Ileż tego typu książek przewija się przez nasze ręce, nawet niektórzy stracili już cierpliwość do serwowanych nam rewelacji i postanowili w nic więcej nie uwierzyć. Podchodzę do takich lektur niezmiennie z ciekawością pomieszaną ze sceptycyzmem. Nie zamierzam wierzyć we wszystko, co jest w niej napisane, ale niektóre patenty może warto zaadaptować do swego życia... Książki nie da się streścić w takim poście, dziś przedstawię jedynie Program Tajemnicy Wody w dziesięciu prostych krokach - skrótowo. Myślę, że w przyszłości poświęcę jeszcze trochę czasu ciekawostkom w niej zawartym, jak nie na blogu do na FB.

  1. "Zjadaj" wodę, by zapełnić swoje komórkowe zbiorniki. Pamiętaj: utrata wody jest powszechną przyczyną wszystkich procesów starzenia, chorób i zmarszczek.
  2. Korzystaj z suplementów diety zawierających składniki wzmacniające komórki. 
  3. Więcej się ruszaj, aby zwiększyć poziom wody komórkowej w mięśniach.
  4. Odkrywaj siebie na nowo.
  5. Delektuj się snem, by zatrzymać młodość.
  6. Spróbuj czegoś nowego. Rozwijaj swoje pasje i talenty.
  7. Dawaj siebie.
  8. Dbaj o swoją skórę. Pamiętaj: zdrowa skóra jest świadectwem ogólnego dobrostanu.
  9. Zrelaksuj się. Pamiętaj: trzymamy się z daleka od lekarzy w równym stopniu dzięki spożywaniu owoców i warzyw, jak i odrobiny leniuchowania.
  10. Ciesz się życiem. Pamiętaj: przemień resztę życia w jego najlepszą część.
A generalnie autorowi książki chodzi o to, że wypijanie każdego dnia osiem szklanek wody to zwykły mit czyli - nie pijmy wody, jedzmy ją. Dostajemy też szczegółowe instrukcje, co należy jeść, aby nasz organizm był należycie nawodniony. Ciąg dalszy na pewno nastąpi, ponieważ w tej teorii jest wg mnie dużo ciekawych informacji i rad, ale jak też widać na przykładzie dziesięciu punktów, dużo zaleceń brzmi znajomo.

I wreszcie...
"Beatrycze" Anonim
Co tu owijać w bawełnę - to po protu zwykły pornol. I tak bywa czasami...


niedziela, 21 września 2014

Nieperfekcyjna Pani Domu

źródło
Anelise nominowała mnie do zabawy "Nieperfekcyjna Pani Domu". Coś nowego i bardzo się z tego cieszę. Zdecydowanie nie jestem perfekcyjną panią domu, co więcej - nie oglądam programu o podobnym tytule w TV, więc proszę o wyrozumiałość, ponieważ moje poglądy na temat prowadzenia domu mogą się wydać dość "prymitywne".

1. Dwa obowiązki domowe, które lubię wykonywać?
Prasowanie - bo relaksuje i lubię ubrania.
Gotowanie - lubię pichcić po swojemu, praktycznie do każdego przepisu wtrącam swoje trzy grosze.


2. Dwa obowiązki domowe, których nie lubię wykonywać?
Mycie okien i odkurzanie. Nie miałabym nic przeciwko zatrudnieniu pomocy domowej, jednak ciągle nie ten próg podatkowy ;-)

3. Czy lubię gotować? Jeśli tak, to jaka jest moja ulubiona potrawa?
Lubię gotować, może nie jest to moja pasja, ale kiedy mam odpowiedni nastrój i dobry humor, to chętnie gotuje. Ulubionej potrawy nie mam, w zamian podaję kilka znienawidzonych potraw - to będą te z ciastem w roli głównej (pierogi, pizza, i słodkie wypieki). Nie cierpię ich przyrządzać, chociaż nie powiem, całkiem chętnie je konsumuję.

4. Moje dwa triki a'la Perfekcyjna Pani Domu?
Jak już wspominałam - nie oglądam tego programu, kiedyś próbowałam, ale test białej rękawiczki w wykonaniu pani Rozenek skutecznie mnie odstraszył. Uważam, że dom jest od mieszkania, a nie od sprzątania i nie zamierzam z tej czynności robić wielkiego halo. W domu ma być czysto i swojsko czyli tak, żebym czuła się przytulnie. Samo sprzątanie rozchodzi się u nas po kościach i nigdy nie robimy z tej czynności akcji. Po prostu sprzątamy kilka dni w tygodniu, średnio po godzinie. Dzięki temu nie bawimy się w Wielkie Porządki. 

5. Dwóch ulubieńców domu?
Kadzidełka lub kominki - to na jesień, zimę i wiosnę. Wentylatory - to na lato.

6. Mieszkanie czy dom?
Obie wersje są dobre na swój sposób. Najchętniej wybrałabym mieszkanie w spokojnej okolicy, na zielonym osiedlu, koniecznie z balkonem. Wiem jednak, że w niedalekiej przyszłości czeka na mnie dom na wsi i z tej opcji również się cieszę, chociaż zdaję sobie sprawę, że posiadanie domu niesie za sobą więcej obowiązków.

7. Kto prowadzi domowy budżet?
Prowadzimy go wspólnie z mężem i naprawdę uzupełniamy się idealnie. Każdy zajmuje się tym co lubi - ja opłatami bieżącymi, rachunkami i zakupami codziennymi, mąż z kolei inwestuje to co pozostaje i prowadzi sprawy związane z naszymi ubezpieczeniami , umowami i samochodem.

8. Pedantka czy bałaganiara?
Gdzieś po środku, czyli ani jedno, ani drugie. Nie dałabym rady funkcjonować ani w idealnym ładzie, ani w rozmemłanych wnętrzach.

9. Jak wyglądałby mój wymarzony dom?
Byłby to drewniany dom - z bali, z gankiem i obszernym, ukwieconym tarasem, na którym piłabym poranną kawę. Dzikie wino pięło by się gdzieś obok. Na parterze otwarta przestrzeń, na górze - sypialnie, garderoba, łazienka. W ogrodzie koniecznie huśtawka!

10. Tradycja wyniesiona z domu, którą praktykuję do dziś?
Choinkę zawsze ubieramy w dzień Wigilii, pod nią leżą prezenty, które mogą zostać rozpakowane dopiero po kolacji Wigilijnej.

Do odpowiedzi na powyższe pytania zapraszam Małgorzatę M, Zdeterminowaną Anę, Nieidealną Perfekcjonistkę i Królową Karo.

Lustrzany przedpokój w Willi Uciecha w Nałęczowie.

    

środa, 17 września 2014

Nieśmiertelny Liebster Blog Award

Zostałam nominowana przez Networkerkę do LBA - dziękuję, bardzo mi miło!  Już chyba ze cztery miesiące nie pisałam takiego posta, więc przystępuję do zadania ze świeżym umysłem (te wyróżnienia często chadzają "parami"!).

Dla porządku przypomnę o co w tym wszystkim chodzi: Liebster Blog Award to zabawa polegająca na następujących zasadach: osoba która otrzymała wyróżnienie pisze o tym na swoim blogu, odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę od której otrzymuje nominację, a następnie przekazuje nagrodę 11 innym blogom. Nie mogą to być blogi z dużą ilością obserwatorów, gdyż zabawa co do zasady ma pomóc takim blogom zaistnieć w szerszych kręgach. Z uwagi na to, że nie wszyscy mają na swoich blogach gadżet "Obserwatorzy", nie mogłam tego warunku zastosować w każdym przypadku.

MOJE ODPOWIEDZI:

1. Twój ulubiony zwierzak domowy to... Oczywiście kot! Ze wszystkimi cechami jego charakteru, nawet takimi jak złośliwość czy mściwość. Mój kot za otrzymaną burę nasikał mi następnej nocy do kapci (kot ukradł rybę przygotowana na obiad!), sikanie do kapci to był jego popisowy numer, mężowi też zrzucał drobiazgi z szafki.

2. Jak lubisz spędzać wakacje - aktywnie czy biernie? Dlaczego? Aktywnie, dlatego też w Polsce zawsze wybieram kierunek na południe. Raz w życiu wybrałam się na wypoczynek plażowy i myślałam, że nuda mnie zniszczy. Dzień w dzień to samo: wędrówka na plażę, rozkładanie kocyków, nakładanie kremików, smażenie się, a potem schładzanie, no i ganianie a to po piwo, a to po loda. Trzeciego dnia rozpoznawałam już twarze ludzi, którzy co dzień robili to co ja... Nigdy więcej.

3. W czym uważasz, że jesteś dobra? Dlaczego tak sądzisz? Trudne pytanie, bo zawsze ciężko mi się mówi o sobie. Może w pisaniu? Jakoś ciągnę tego bloga, od czasu do czasu ktoś pochwali za styl, w pracy też moje pisma są nieźle oceniane...

4. Jaki był powód, dla którego założyłaś bloga? Chęć wyjścia do ludzi ze swoim pomysłem na życie. Wcześniej zaliczyłam prawdziwe potknięcie, doła i kopniaka w jednym. Potem była "męska" decyzja - kończę z beznadzieją. Tyle się w życiu naczytałam i naumiałam, ale od samego czytania nie zmieni się nic, potrzeba jeszcze przekuć wiedzę w praktykę. Jedna z pułapek samorozwoju polega na tym, że człowiek czyta i czyta mądre treści, odkrywa coraz to nowe blogi, książki, kursy, a nie znajduje czasu na życie wg wyuczonych na pamięć reguł.

5. Twoje ulubione miejsce/miasto/wieś w Polsce to...? Dlaczego? Naprawdę nie mam swego ulubionego miejsca, gdzie się znajdę tam po kilku dniach się zadomawiam (no chyba, że warunki są beznadziejne, a ludzie to wampiry). Na stałe miejsce zamieszkania marzy mi się wieś, albo jakieś inne ciche miejsce blisko natury. W porównaniu do energetycznego, ruchliwego i głośnego miasta - spokojne, zielone okolice działają na mnie jak balsam.

6. Co chciałabyś w sobie zmienić? Pozbyć się niepotrzebnych i głupich lęków, które gdzieś tam jeszcze we mnie drzemią i są chwile, kiedy podnoszą powieki (typu: latanie samolotem). 

7. Książka, o której nie możesz zapomnieć to... "Rozmowy z Bogiem" - Neal Donald Walsch. Jej przeczytanie było dla mnie jak iskra rzucona w suchym lesie. "Książka ta porusza odwieczne zagadnienia życia i miłości, celu i funkcji, ludzi i związków, dobra i zła, grzechu i winy, przebaczenia i odkupienia, ścieżki do Boga i drogi do piekła", a wszystko utrzymane w konwencji dialogu autora z Bogiem, przy czym autor słyszy słowa Boga w myślach, bo dlaczego nie? Kiedy czytałam te "dialogi", utożsamiałam się z każdym słowem, równie dobrze sama mogłam to wszystko powiedzieć, to były moje myśli i przekonania, które po raz pierwszy ogarnęłam w całości.

8. Jesteś optymistką czy pesymistką? Dlaczego tak sądzisz? Optymistką, bo ciągle jeszcze chce mi się żyć "pełną gębą", bo zawsze mam na myśli szczęśliwe zakończenia, bo się nie zamartwiam (czego pojąć nie mogła - lub ciągle nie może - pewna osoba z rodziny, twierdząc nawet, że coś ze mną nie halo).

9. Jakich ludzi podziwiasz i dlaczego (za wygląd/charakter itd.)? Za wygląd może nie, chociaż z drugiej strony wygląd jest zwykle wykładnikiem kondycji psychicznej... Podziwiam ludzi za umiejętność zachowania równowagi, spokoju, rozwagi w każdej sytuacji. Mnie zdarza się często nakręcać na widok głupoty i niepotrzebnie tracę czas i energię na irytację.

10. Czy jesteś osobą wierzącą? Tak i na tym poprzestanę. Tego tematu nie lubię poddawać dyskusji - jest wg mnie zbyt osobisty.

11. Z kim najbardziej lubisz spędzać wolny czas? Z każdym, kto nie wydaje mi się toksyczny. Nie mam ulubieńców, wszyscy są dla mnie w tym wypadku równi: mąż, dzieci, matka, przyjaciółka, fajna koleżanka, nowo poznana sympatyczna osoba.


Dąb w Parku Zdrojowym w Nałęczowie

11 PYTAŃ DLA NOMINOWANYCH:

1. Czy uważasz, że ćwiczenia fizyczne są niezbędnym elementem zdrowego życia?
2. Slow life czyli życie w swoim tempie, czy życie w zawrotnym tempie czyli w pogoni za coraz szybciej kręcącym się światem? 
3. Czy potrzebujesz autorytetów, a może sam dla siebie nim jesteś? 
4. Gdybyś mógł/ mogła zrobić coś dla świata, to co to by było?
5. 5 przypraw, których nie może zabraknąć w Twojej kuchni? 
6. Znienawidzona potrawa z dzieciństwa?
7. Twój pomysł na idealne śniadanie...
8. Wierzysz w przesądy? 
Masz w swoim kulinarnym dorobku jakąś zabawną historię? 
2. Kiedy odkryłaś/-eś w sobie pasję kulinarną?
3. Czy jest w Twojej kuchni coś, czego nie cierpisz?
4. Jaka jest Twoja ulubiona przyprawa?
5. Jaki był/jest Twój ulubiony program kulinarny?
6. Czy jesteś za czy przeciw jedzeniu w łóżku?
7. Czym chętnie zajmujesz się w wolnym czasie - poza kucharzeniem? 8. Jaka byłaby Twoja wymarzona podróż kulinarna?
9. Jakie jest Twoje najprzyjemniejsze kulinarne wspomnienie?
10. Co myślisz o fast-foodach?
11. Jakie jest Twoje ulubione danie obiadowe? - See more at: http://smakinatalerzu.blogspot.com/2013/07/liebster-blog-award-po-raz-drugi.html#sthash.c9wysdgf.dpuf
Masz w swoim kulinarnym dorobku jakąś zabawną historię? 
2. Kiedy odkryłaś/-eś w sobie pasję kulinarną?
3. Czy jest w Twojej kuchni coś, czego nie cierpisz?
4. Jaka jest Twoja ulubiona przyprawa?
5. Jaki był/jest Twój ulubiony program kulinarny?
6. Czy jesteś za czy przeciw jedzeniu w łóżku?
7. Czym chętnie zajmujesz się w wolnym czasie - poza kucharzeniem? 8. Jaka byłaby Twoja wymarzona podróż kulinarna?
9. Jakie jest Twoje najprzyjemniejsze kulinarne wspomnienie?
10. Co myślisz o fast-foodach?
11. Jakie jest Twoje ulubione danie obiadowe? - See more at: http://smakinatalerzu.blogspot.com/2013/07/liebster-blog-award-po-raz-drugi.html#sthash.c9wysdgf.dpuf
9. Najdziwniejsze połączenie smaków/danie jakie jadłaś to…
10. Produkty spożywcze, których nie użyjesz w swojej kuchni to…
11. Twój patent na dobre rozpoczęcie dnia...

Pytania w dużej części "spożywcze", ale ostatnio wciągnęłam się w treści o zdrowym odżywianiu.


Nie dotknęłaby tego stworzonka za nic, ale chętnie się poprzyglądałam. Długość -  na oko nie mniej niż 5 cm. Chyba, ze urosło mi w oczach ;-)

I najtrudniejsza część zabawy - wytypowanie kolejnej "jedenastki". ;-) Zauważyłam, że niektórzy "obchodzą prawo" i mówią nam nominujcie się sami! Już widzę, jak wszyscy się nominują. I do czego dojdzie, jeśli wszyscy tak postąpimy? Nasz z pozoru nieśmiertelny LBA umrze śmiercią naturalną, apeluję - nie dopuśćmy do tego!!! ;-) Dlatego....

DO ZABAWY LIEBSTER BLOG AWARD ZAPRASZAM:

1) http://simplylifetime.blogspot.com
2) http://go-down-to-the-rabbit-hole.blogspot.com
3) http://najdzela.blogspot.com
4) http://loona-na-blogu.blogspot.com
5) http://testujeiopiniuje.blogspot.com
6) http://jaimojeurwisy.blogspot.com
7) http://herbaceum.blogspot.com
8) http://kolorymegozycia.blogspot.com
9) http://plaszczoobrosla.blogspot.com
10) http://dobry-przystanek.bloog.pl
11) http://mamdopowiedzenia.blogspot.com

Kochani nominowani, na pewno odezwę się do Was jutro w tej sprawie, dzisiaj już nie dam rady, zbyt późno wróciłam do domu.

PS. Mój wstęp do nominacji oznaczyłam mrugnięciami, mam nadzieję, że je zauważyliście i nie pomyślicie o mnie, że odjęło mi rozum...

sobota, 13 września 2014

Versatile Blogger Award czyli 7 faktów o mnie

Otrzymałam nominację Versatile Blogger Award od Kordiana Królika i postanowiłam się z niej wywiązać, chociaż nie uważam, żebym była chociaż w połowie tak ciekawą osobą jak on... Trudno "jestem jaka jestem" - powtórzę za panem, który kiedyś paradował w czerwonej fryzurce, bawcie się dobrze :-)

Na początku, dla porządku podaję zasady zabawy:
  • nominować 15 blogów do wyróżnienia,
  • poinformować wybranych przez siebie bloggerów o wyróżnieniu,
  • wyłonić o sobie 7 faktów,
  • podziękować Bloggerowi, który Cię nominował u niego na blogu,
  • zawiesić nagrodę na swoim blogu.
7 FAKTÓW O MNIE:
  1. Lubię przypatrywać się dziwnym sprawom czy przedmiotom, dyskutować na kontrowersyjne tematy. Wszystko co nieodgadnione, niespotykane czy wyglądające "inaczej" na pewno przyciągnie moją uwagę. Dałam ujście tym upodobaniom w takich postach jak: "Kanony piękna na świecie", "Pot i łzy, -droga do osiągnięcia piękna", "Najdziwniejsze potrawy świata".
  2. Mam prawo jazdy, ale prowadzenie samochodu zwyczajnie mnie nudzi, stąd kiedy tylko bycie kierowcą przestało być dla mnie niezbędne, natychmiast rzuciłam to zajęcie. Szczerze nie cierpię prowadzić i nie robię tego już od 7 lat. Wiem, że kiedy przeprowadzę się na wieś, ta sytuacja będzie musiała się zmienić.
  3. Jestem jedynaczką i nie wiem co o tym sądzić. Tak jak każdy kij ma dwa końce i  ta sytuacja ma swoje dobre i złe strony, jednak dla swego dziecka jedynactwa nie chciałam. Mam dwoje dzieci - syna i córkę, już dorosłych. Kiedy obserwowałam ich od niemowlaka do teraz, widzę wyraźnie ile mnie ominęło, sądzę również, że jedynym plusem bycia jedynakiem to głównie sytuacja "cała kasa idzie dla mnie". Zero sporów majątkowych, także podczas spraw spadkowych, które przecież także są częścią naszego życia. Sami oceńcie czy to dużo czy mało.
  4. Do dwudziestego roku życia mieszkałam na wsi, po czym uciekłam stamtąd jak oparzona, bo przytłaczały mnie bezruch i cisza. Tam NIC się nie działo, w tamtych latach nawet nie wiedzieliśmy, że można mieć internet. Jedyną formą rozrywki były spotkania na ploteczki i na kawkę oraz wiejskie dyskoteki. Kolejną dwudziestolatkę spędziłam w różnych miastach, a na kolejną planuję powrót na wieś - im więcej mam lat, tym bardziej podobają mi się sielsko-anielskie klimaty. Zresztą dzisiaj życie na wsi wygląda inaczej, chociaż pewnie młodzież - tak ja ja kiedyś - marzy o ucieczce.
  5. Moimi faworytami wśród zwierząt są bezdyskusyjnie koty. Aktualnie nie mieszka ze mną żaden kotek, po śmierci ostatniego zdecydowałam, że nie będę katować męża, który dzielnie cierpiał przez te wszystkie lata (biedak nie znosi kotów i źle się czuje z nimi pod jednym dachem). Rozumiem go, ponieważ ja z kolei nie wyobrażam sobie mieszkania pod jednym dachem z psem. Wiem, że psy są pupilami znakomitej większości społeczeństwa, ale ich przyjaźń i oddanie zupełnie do mnie nie trafia. Za to koci charakter mi pasuje w 100%.
  6. Marzę o napisaniu i wydaniu książki, a najlepiej kilku książek. Pisanie i czytanie to moje ulubione zajęcia, ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. To wręcz moja pasja. Piszę coś od małego. Pamiętam, że w szkole podstawowej bawiłam się w wydawanie własnej gazety dla siedmiu prenumeratorów (czyli koleżanek), oczywiście pisałam ją odręcznie! Każde siedem identycznych egzemplarzy. Takie wtedy były zabawy ;-) Nie liczyłam ile razy zaczynałam pisać swoją książkę, czasami pisałam po kilka miesięcy, żeby wreszcie spojrzeć na swoje dzieło innym wzrokiem, uznać je za dno i pięć metrów mułu, a następnie spalić w piecu u mamy. Kiedy rok temu zdecydowałam się pisać tego bloga, na początku też nie wierzyłam w to, że ktokolwiek zechce to czytać. Jednak bloga w przeciwieństwie do książki łatwo i szybko się publikuje. O dziwo, nigdy jeszcze nie miałam myśli, żeby go skasować ;-)
  7. I na koniec taki mały drobiażdżek - ten fakt wpadł mi do głowy wczoraj, podczas podróży pociągiem Warszawa - Bydgoszcz. Nie potrafię otworzyć drzwi do pociągu, to dla mnie prawdziwa trauma, szarpię się z nimi, nabijam sobie sińce i nic. A pociąg na mojej stacji stoi tylko minutę i bądź tu mądry wysiądź! Żeby podnieść się na duchu, że niby nie ja jedna jestem takim słabeuszem, zaczęłam wypytywać inne dziewczyny i okazało się, że wiele z nas ma ten problem. Jedna z dziewczyn opowiedziała mi swoją historię: miała wysiąść w Solcu Kujawskim, gdzie pociąg również stoi minutę, niestety nie dała rady otworzyć drzwi, więc musiała jechać do Bydgoszczy. W tym czasie konduktor wlepił jej karę 100 zł za jazdę bez biletu, gdyż jej tłumaczenie o drzwiach uznał za dziecinne - jego zdaniem powinna poprosić o pomoc kogoś silniejszego.
Wspomnienie wiosennej świeżości...
ZAPRASZAM DO ZABAWY:

1) http://pisanymyslami.blog.pl
2) http://modanabio.com
3) http://mysli-znad-filizanki-kawy.blogspot.com
4) http://dzixonafit.blogspot.com
5) http://anelisowo.blogspot.com
6) http://napiecyku.pl
7) http://mojeporanki.blogspot.com
8) http://ritaraga.blogspot.com
9) http://laviolettee.blogspot.com
10) http://wyjscie-z-jaskini-na-slonce.blogspot.com
11) http://kulinarnezapiskiolki.blogspot.com
12) http://malagosias.blogspot.com
13) http://mamao.pl
14) http://pierwsze-kroki.blog.onet.pl
15) http://paczucha.blog.onet.pl

Tagi nie są przez wszystkich witane z otwartymi ramionami, ale mimo wszystko zdecydowałam się nominować całą 15, może chociaż jedna osoba się ucieszy... Szczerze wyznaję - lubię czytać takie posty u innych, taka ciekawska jestem :-)


wtorek, 9 września 2014

Zaśluzowani

Dodaj napis
Śluz - bezbarwna, ciągliwa substancja wytwarzana przez gruczoły śluzowe zwierząt i człowieka występujące w błonie śluzowej (lub w jej sąsiedztwie) narządów wewnętrznych. Substancję tą organizm wytwarza po to, aby chronić powierzchnię śluzówek. Dlatego śluz pokrywa wszystko, co przełykamy, w tym wszystkie toksyny, które zdarza się nam wchłonąć. Staje się wtedy gęsty, lepki i mętny, aby móc je schwytać i wydalić z ciała.

Całkiem zgrabna teoria, prawda? "Zaśluzowaniem" zainteresowałam się na poważnie po mojej wiosennej batalii o drożność nosa (wspominałam o tym TUTAJ), kiedy to medycyna rozłożyła ręce, wydając werdykt, że niestety moją dolegliwość mogę jedynie wyciszać poprzez doraźne likwidowanie objawów, czyli: nie mogę oddychać i boli głowa - muszę połknąć kolejną pigułkę i zapuścić jakieś krople. Kiedy sytuacja robi się poważna - łykam antybiotyk.

Wiosna i lato przeminęły w tym temacie prawie bezboleśnie, popijałam herbatkę fix "Zatoki", czasami brałam coś na udrożnienie nosa albo coś przeciwbólowego, ale to wszystko była pestka. Jednak chłodniejsze dni są coraz bliżej. Skoro lekarze wyszli z tego po najmniejszej linii oporu, sama zaczęłam drążyć temat od innej strony. Przyznaję, że do takiego ujęcia problemu zainspirowały mnie teksty z blogu "Ania maluje", autorka miała trochę problemów zdrowotnych i w postach oznaczonych etykietą "zdrowie" pokazuje jak sobie z nimi radziła.

"Niech Twoje pożywienie będzie Twoim lekarstwem" 

Te m.in. produkty wpływają na wytwarzanie zbyt dużych ilości śluzu:

  • podgrzewany miód,
  • syrop glukozowo-fruktozowy
  • sardynki,
  • produkty pochodzenia zwierzęcego, a zwłaszcza wieprzowina,
  • mleko i produkty mleczne,
  • leki i substancje chemiczne,
  • cukier rafinowany,
  • orzeszki ziemne,
  • zboża i rośliny strączkowe
  • mąka kukurydziana
  • produkty głęboko smażone.
Zbyt duże ilości śluzu to idealne środowisko dla rozwoju bakterii, prowadzi do reakcji alergicznych, infekcji i problemów z oddychaniem. Wg G.P. Małachowa, człowiek nie podejrzewa, że człowiek może mieć w głowie 1-2 szklanki śluzu zgromadzonego w zatokach, które oczyszczają się po infekcjach wyjątkowo opornie. Śluz ten jest pożywką dla patogennej flory i stąd przewlekłe choroby. Na tę przypadłość nie ma żadnego leku chemicznego - po prostu trzeba oczyszczać organizm!

Kiedy system samooczyszczania organizmu nie działa sprawnie, kiedy jelito, wątroba i nerki są niedrożne, wówczas uruchamiają się kolejne kanały wydalnicze: jama nosowo gardłowa (częste przeziębienia, katar, smarkanie i charkanie), następnie zatoki, kanał słuchowy, oczy, pochwa lub prostata. Jeśli i to nie wystarcza, a my dalej odżywiamy się bezmyślnie, to włączają się dwa ostatnie kanały oczyszczania: płuca (chrząkanie i mokry kaszel) i skóra (wypryski i ropnie). Podobno odbywa się to w takiej dokładnie kolejności.

Objawy nadmiaru śluzu:
  • częste przeziębienia,
  • dużo śluzowatej wydzieliny z nosa, pochwy czy odbytu,
  • problemy z okrężnicą, oskrzelami i płucami,
  • gruby nalot na języku,
  • cellulit,
  • uczucie ciężkości,
  • sucha, matowa, szorstka skóra.
Uwaga! Wymienione wyżej objawy + gazy są także objawem występowania pasożytów w jelitach. 


Jedyną skuteczną drogą do pozbycia się nadmiaru śluzu jest stosowanie odpowiedniej diety i oczyszczenia organizmu. Proces oczyszczania odbywa się naturalnie, zaraz po tym, kiedy przestaniemy dostarczać organizmowi szkodliwe pożywienie - nasz organizm to maszyna, która poradzi sobie sama z niemal wszystkim, jeśli tylko zapewnimy mu odpowiednie warunki.

Pokarmy wspomagające oczyszczanie ze śluzu:

  • cytrusy - rozrzedzają śluz, 
  • dynia i pestki dyni,
  • pieczarki,
  • seler,
  • sałata,
  • kasza jaglana,
  • surowy miód,
  • papaja,
  • chińska kapusta,
  • rzepa,
  • rzodkiew,
  • cebula,
  • czosnek,
  • imbir,
  • ostre smaki (kapsaicyna),
  • kalafior,
  • brokuły,
  • ocet jabłkowy,
  • szparagi,
  • ananas,
  • gruszki.

Receptura z ziół:


  • jedna część nasion kozieradki,
  • jedna część nasion lnu,
  • jedna część nasion kopru włoskiego,
  • 1/4 części korzenia lukrecji (jeżeli naszą miarą była łyżka stołowa, to 1/4 łyżki).
Zalać wrzątkiem i parzyć 10 minut. Pić gorące.
Co do szczegółów przyjmowania naparu, to natrafiłam na różne zalecenia i tak w jednej recepturze zaleca się picie naparu raz dziennie, aż do ustąpienia objawów, w innej znów picie w dwóch porcjach przez 12 - 14 dni, w kolejnej mowa o 4 tygodniach...  Naprawdę nie wiem jak się ustosunkować do tych różnic. Z uwagi na fakt, że składniki nie są szkodliwe dla organizmu, można chyba dokonać dowolnego wyboru.

źródło
Śluz w gruncie rzeczy nie jest niczym złym, organizm wytwarza go jako naturalną ochronę, także przeciw kwasom, jako sposób ich związania i wydalenia z ciała. Jeżeli dieta przez dłuższy czas jest nadmiernie kwasowa powstaje zbyt dużo śluzu - lepkiego i gęstego. Rezultatem tego jest złe trawienie, zimne stopy i dłonie, zawroty głowy, zatkany nos, przekrwienie płuc i ciągłe odchrząkiwanie. W przypadku nadmiernej kwasowości ciało nie jest odporne na zarazki. Podsumowując: dobry stan zdrowia zależy od równowagi kwasowo-zasadowej, a tę jest w stanie zapewnić jedynie odpowiednia dieta! Wiemy jakich produktów się wystrzegać, a jakie powinny znaleźć się w naszym jadłospisie. Spróbuję jeszcze bardziej się przyłożyć do prawidłowego odżywiania, chociaż zauważyłam, że wystrzeganie się produktów mlecznych, cukru, mąki i chemii obecnie wcale nie jest takie proste i wymaga dużej dozy świadomości...

Na zakończenie jedno małe praktyczne przypomnienie: śluz z nosa to objaw, a nie przyczyna. Katar jest mechanizmem obronnym organizmu, wspomagającym jego oczyszczanie. Zamiast łykać tabletki hamujące katar (śluz się przecież nie rozpłynie, tylko przemieści w inne miejsce), pijmy dużo wody - może być ze startym imbirem, jedzmy cytrusy i ostre papryczki. Najlepszym rozwiązaniem jest spowodowanie, żeby cały katar po prostu z nas "zszedł".


poniedziałek, 1 września 2014

Gdzie mieszka lęk

źródło
"Odwaga nie polega na braku lęku, ale na umiejętności działania mimo niego."  M. Juchnik

Lęk znają wszyscy, w zasadzie jest on częścią naszego świata, a życie ludzkie bywa przepełnione obawami, od których nie da się uciec. Jego niewielkie natężenie pomaga nam racjonalnie radzić sobie z życiowymi zadaniami, jednak lęk nieproporcjonalny do sytuacji lub nieustające zmartwienia wpływają negatywnie na normalne funkcjonowanie.

Lęk może budzić prawie wszystko: psy, węże, pająki, krew, bakterie, latanie samolotem, samodzielne podróżowanie, przebywanie w małych, zamkniętych pomieszczeniach czy bycie samemu w domu. Lęk to nadmierny, irracjonalny strach, nieproporcjonalny do przyczyny, która go wywołuje.

Jako, że lęk jest terminem wieloznacznym - o innym lęku mówią neurofizjolodzy, filozofowie czy choćby reprezentanci różnych szkół psychologicznych - nie będę tutaj podejmować jakichkolwiek dyskusji związanych z definiowaniem tego słowa, a skupię się na wyłącznie na objawach, które możemy u siebie zaobserwować w  związku z odczuwaniem lęku oraz sposobach na jego opanowanie. Jakby nie było, mam w tej kwestii trochę doświadczenia, niestety... Moje bogate w różnorodne doświadczenia życie, w pewnym momencie zaowocowało pogorszeniem stanu zdrowia, co pozornie wskazywało na różne dolegliwości, a okazało się objawami lęku uogólnionego, który wg statystyk dotyka około 10 procent populacji. 

Pojawienia się w naszym życiu lęku nie powinniśmy lekceważyć, może on być sygnałem niebezpieczeństwa, dlatego warto jak najszybciej stawić mu czoło: znaleźć jego przyczynę i poszukać rozwiązania  problemu, który ów lęk wywołuje. Czasami też pojawia się lęk nieuzasadniony  -  męczy, nie pozwala czuć się bezpiecznie i szczęśliwie. Taki lęk bardzo nas osłabia, dlatego koniecznie należy się z nim uporać, czy to korzystając z dostępnej literatury psychologicznej, czy ze wsparcia psychoterapeuty. Pozwoli to na przepracowanie trudnych doświadczeń, ponieważ zazwyczaj przyczyna takiego stanu rzeczy tkwi właśnie w wydarzeniach z przeszłości, które skutecznie zasiały w nas ziarno niepokoju.



Wiele objawów, które pozornie kojarzą się różnymi chorobami, w rzeczywistości oznaczają, że dopadł nas lęk: 
  • przyspieszone bicie serca lub uczucie kołatania,
  • wzrost ciśnienia tętniczego,
  • poczucie omdlewania, zasłabnięcia,
  • zawroty głowy,
  • skrócenie oddechu,
  • trudności w przełykaniu, uczucie dławienia, ucisku w gardle,
  • suchość w ustach,
  • nudności, bóle brzucha, parcie na stolec,
  • częste oddawanie moczu,
  • pocenie się, mokre/chłodne ręce i stopy,
  • mrowienie i drętwienie
  • fale zimna i gorąca,
  • niepokój ruchowy, "miękkie nogi".
źródło
Żeby pozbyć się lęku tabletka nie wystarczy - ta może jedynie problem zagłuszyć, oddalić na jakiś czas. Mówi się, że aby pokonać wroga, najpierw należy go dobrze poznać, to samo odnosi się do lęku: niezmiernie ważne jest zrozumienie przyczyny jego powstania oraz systematyczna praca nad sobą. A ponieważ nasz lęk, jak większość emocji rodzi się z odpowiednich myśli (przekonań), więc znów musimy sięgnąć po sprytne sposoby pracy z umysłem. Oto kilka naprawdę skutecznych rad na jego opanowanie:

  • zaczynamy od rozpoznania automatycznych myśli - to one wyzwalają nasze emocje, a te wpływają na nasze działania, jeśli nauczymy się rozpoznawać które myśli wywołują u nas lęk i zamieniać je, tym samym wpłyniemy na pozostałe elementy układanki;
  • obawiamy się, bo nie jesteśmy pewni czy damy sobie z problemem radę - wystarczy uwierzyć w to, że uda nam się ze wszystkim poradzić, że jesteśmy bezpieczni, zawsze spadniemy na cztery łapy;
  • dla odczuwania pewności siebie ważne jest to, w jaki sposób się wypowiadamy: mówimy mogę, chcę, zamiast nie mogę (wtedy myślimy tylko o przeszkodach), mówimy decyduję się, zrobię, zamiast spróbuję (próbowanie oznacza furtkę a rezygnacje z celu), mówimy wynik, rezultat, zamiast porażka (porażka jest nacechowana negatywnie, zmniejsza motywacje, obniża nastrój), mówimy wybieram, chcę, zamiast poświęcam się, muszę (coś co nakazane powoduje wymówki i szukanie negatywnych cech zadania), nie mówimy zawsze, nigdy, nikt;
  • nastrój ma znaczenie - wydaje się nam, że w chwilach stresu możliwe są tylko uczucia negatywne, bo przecież nie pozytywne, tymczasem istnieje jeszcze stan neutralny czyli równowaga (spokój, relaks) i do tego stanu powinniśmy dążyć przeżywając lęk, możemy go osiągnąć poprzez metody kontroli oddechu czy relaksację;
  • duże znaczenie ma wizerunek siebie, zaakceptowanie swego ciała wraz z cechami, które wydają się nam wątpliwej urody, dzięki czemu wzrośnie nasza pewność siebie (znajomość swoich mocnych stron), która ma duże znaczenie w opanowaniu uczucia lęku, 
  • warto się zastanowić jakie koszty czy zyski ponosisz w związku ze swoim lękiem, one także mogą wpłynąć na naszą postawę w jego obliczu;
  • warto też być aktywną osobą, która wie, że rozwiązanie problemu należy do niej, nie czeka z działaniem, aż świat będzie dla niej bardziej przyjazny;
  • lęk odczuwają częściej osoby zestresowane, stąd ograniczenie czynników stresogennych jest kluczowe dla zachowania równowagi w każdym aspekcie życia;
  • większą tendencję do martwienia się mają perfekcjoniści - czy podołają wyzwaniu, czy wykonają zadanie idealnie;
  • gdy lęk niepokoi i utrudnia normalne życia pomaga rozmowa, nawet z samym sobą, wówczas emocje tracą na sile, skierowane na zewnątrz, rozchodzą się w przestrzeni i nie uciskają już tak bardzo duszy, wypowiedzenie swoich obaw na głos pozwala je uporządkować, przynosi ulgę, doświadczenie lęku zyskuje sens, albo go traci;
  • jeśli jesteśmy religijni, możemy swoje myśli czy słowa skierować do Boga;
źródło
Osoby martwiące częściej niż inni, tracą czas na analizowanie sytuacji, które tylko potencjalnie mogą nastąpić, opierając się na mało rzeczowych przesłankach. Nawet noszenia parasola w bezchmurny dzień może być dowodem na naszą lękliwą naturę. Mając dość życia z tym ponurym towarzyszem, podjęłam decyzję o wyzwoleniu i to była jedna z moich lepszych decyzji. Lęk przestał być bezładną, wszechogarniającą masą, został usystematyzowany, a kiedy się pojawia wiem, że potrafię go opanować. 

Lęk ogranicza, jeśli nauczymy się ograniczać lęk, wyjdziemy w końcu ze swego słoika  i zaczniemy żyć naprawdę (patrz: pierwsze zdjęcie mężczyzna w słoiku).
"Im większe w człowieku wewnętrzne rozbicie, poczucie własnej słabości, niepewności i lęk, tym większa tęsknota za czymś, co go z powrotem scali, da pewność i wiarę w siebie." - Antoni Kępiński