piątek, 11 lipca 2014

Sztuka ładnego mówienia

Jeśli chcesz być odpowiedzialny za swoje życie, stań się odpowiedzialny za swoje usta.
Louise L. Hay


Louise L. Hay, amerykańska autorka poradników samorozwoju i książek motywacyjnych uważa, że: "To, co mówimy, jest odbiciem naszych myśli. Jakie są pierwsze słowa, które mówisz do siebie rano, zaraz po przebudzeniu, a drugie, a trzecie? Większość ludzi mówi do siebie codziennie rano te same słowa. Jak wpływa to na ten dzień? Czy jest to pozytywny sposób mówienia, czy też gderasz, narzekasz i marudzisz, bo jeśli gderasz, narzekasz i marudzisz, to taki właśnie dzień będziesz mieć. Sam go sobie zorganizowałeś. A jaka jest twoja ostatnia myśl przed zaśnięciem? Właśnie w ten sposób kształtujesz swoją przyszłość. Czy są to myśli pełne mocy, czy niedostatku?".

Któregoś dnia zainspirowana powyższym cytatem, postanowiłam uważniej się posłuchać. Posłuchałam i osłabłam. Byłam przekonana, że jestem taka pozytywna, a okazało się, że tak naprawdę wciąż narzekam, krytykuję, osądzam, a nawet... plotkuję. Gdybym nagle przestała to robić, to pewnie okazałoby się, że nie mam nic do powiedzenia. Rano po przebudzeniu pierwsze słowa to: "jak mi się nie chce wstawać, iść do pracy", w trakcie: "praca jest nudna, a szef wredny, szwagierka wścibska i kłótliwa, a mąż nie do wytrzymania". Na szczęście przed snem niczego nie zdążyłam pomyśleć, bo usypiałam chwilę po położeniu się do łóżka, co a propos świadczy o przemęczeniu organizmu.


Od tamtej pory minął rok i trochę się u mnie zmieniło. Chociaż ciągle zdarza mi się gderać, różnię się od siebie z przed roku tym, że przeważnie po chwili uświadamiam sobie co robię i staram się zamknąć buzię, albo przekształcić wypowiedź tak, żeby zabrzmiała mimo wszystko pozytywnie i kiedy na przykład coś wkurza mnie w pracy mówię sobie, że skoro gadanie to wszystko na co mnie w tej sytuacji stać (bo nie ja tu rządzę), to nie warto psuć sobie nastroju kolejnym i pewnie nie ostatnim incydentem i lepiej się z tego pośmiać.

Bycie świadomym "mówcą" niesie za sobą kolejny stan rzeczy - zaczynamy źle się czuć w obecności osób, które trują słowami, a słuchanie narzekania staje się nagle strasznie męczące i już nie mamy ochoty uczestniczyć w nakręcaniu tej chorej spirali. W ostatni weekend zaczęłam nakręcać się faktem, że mój mąż i córka (z natury lubią sobie pomarudzić) ciągle miauczeli, ciągle coś im nie grało i tak naprawdę z ich skarg nic nie wynikało. Zrobiłam im kilka kazań na temat takiego zachowania, kilka razy próbowałam uciszyć, a ci znów od nowa. Pytam więc na głos syna (tak, żeby oni to usłyszeli), czy zauważył, że u nas w domu są dwie marudy, które trują od rana do wieczora? Na co on odpowiada: "Właściwie to są trzy marudy, oni marudzą, bo nie wiedzą czego chcą, a ty marudzisz, bo oni marudzą". Zaśmiałam się, bo sformułowanie było nad wyraz trafne i dużo mi o mnie powiedziało ;-)


Sztuka ładnego mówienia polega wg mnie głównie na pozytywnym, płynącym z serca przekazie. Są jeszcze inne czynniki, takie jak intonacja, nacechowanie wypowiedzi emocjami czy jej język. Nawet mowa ciała - gesty, których używamy, mogą powodować, że nasi rozmówcy będą uważali nas za dobre lub nieciekawe towarzystwo. Oczywiście, nie mam tu na myśli wypowiedzi publicznych (prezentacji), ale te codzienne, towarzyskie czy przyjacielskie pogawędki i dyskusje, poprzez które jesteśmy w jakiś sposób postrzegani przez otoczenie.

Podobno człowiek to istota stadna - lubi być częścią grupy, czuć bliskość innych ludzi, a rozmowa jest jednym z narzędzi służącym zaistnieniu w towarzystwie. Dlatego pamiętajmy, po pierwsze - nie truć! A po drugie, czasami warto zamilknąć, bo jeśli chcemy dogadać się z ludźmi, musimy też umieć ładnie słuchać.


82 komentarze:

  1. oj ze mnie maruda straszna, ale wynika to z mojej potrzeby, żeby było lepiej, nie podoba mi się to i to - mówię o tym, a w zasadzie marudzę i na pewno dla otoczenia jest to uciążliwe, ale taki mam charakter, chociaż czasami mówię sobie czy warto? czasem jednak zdarza mi się utrzymać język( słowa) w ryzach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie ja jestem tego rodzaju marudą i to chyba nawet widać po tej historii z synem. Wydaje mi się, że jak będę o czymś mówić, to może ktoś się zreflektuje, zechce się zmienić - na lepsze? No właśnie - na lepsze, czyli tak jak JA chcę. W sumie nieźle kombinuję ;-)

      Usuń
  2. być może czasami narzekamy, bo wydaje nam się, że kiedy to z siebie wyrzucimy, będzie trochę lepiej, łatwiej :) nie zastanawiałam się nad tym wcześniej, ale po przeczytaniu tego, co napisałaś, uświadomiłam sobie, że ostatnio każdego dnia budzę się ze słowami: "jak pięknie słońce świeci!" i chyba rzeczywiście - pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie słowa na początku dnia naprawdę dużo dobrego przynoszą! Każdego ranka, dnia, wieczora staram się o tym pamiętać. Staram się, bo gdzieś tam w głębi duszy drzemie we mnie mały smutas, który wychodzi, kiedy tylko zapomnę na chwilę. To z czegoś wynika, ale każdy ma swoją historię :-)

      Usuń
  3. To Cię synek podsumował. ;) Ja nie marudzę bez powodu. Gdyby nie było powodu, to bym nie marudziła. Ale czasem macham na to ręką, bo nie warto sobie języka strzępić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi też o to, żeby w kontaktach z innymi ludźmi nie wypływała z nas ta lawa niezadowolenia. Jak często ludzie wybierają do rozmowy temat pt. To mi się nie podoba, tu mnie boli.

      Usuń
    2. Zazwyczaj staram się być obiektywna. Myślę wtedy dwustronnie i wypowiadam się w ten sposób. Staram się stawiać w sytuacji innych, by właśnie jakiejś gafy nie strzelić.

      Usuń
    3. Tak też działają osoby, która posiadają duże zasoby empatii. Będziesz świetną mamą :-)

      Usuń
  4. Dobrze, że zwróciłaś na to uwagę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo naprawdę widzę w tym potencjał. Czy komuś zdarzyło się spotkać człowieka sukcesu (dużego, małego - nieważne), który jednocześnie byłby marudą?

      Usuń
  5. Oo. Bardzo chętnie przyjrzę się temu co do siebie mówię. Pewnie też wyjdzie, że cały czas narzekam. Bardzo fajny post, skłonił mnie do myślenia :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie sprawy są po prostu niezauważalne, kiedy nie zwracamy na nie uwagi, dopiero uwaga - przynajmniej na początku - pokazuje jakie jest nasze prawdziwe oblicze ;-)

      Usuń
  6. Mam czasem taki dzień, na szczęście rzadko się to już zdarza. Częściej mam po wstaniu tzw. "wewnętrznego nerwa". Niby nic mnie nie zdenerwowało, a jednak bez kija nie podchodź :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to! I to od momentu otwarcia oka już wiem, że coś nie gra, zwalam to na PMS :-)

      Usuń
  7. Bardzo bliskie jest mi to co napisałaś. Zgadzam się, że to co myślimy i mówimy ma wielki wpływ na nas samych, na to jak funkcjonujemy. Ja jestem w trakcie pracy nad sobą, przyglądam się sobie. Coraz mniej ględzę i jakoś plotkowanie nie przynosi mi tyle satysfakcji co kiedyś. Myślę, że niestety narzekanie to taki nasz narodowy sposób na życie. Widzę, że powoli to się zmienia, ale dużo przed nami. Kiedyś byłam bezwzględnym sędziom, ale odkąd jestem łagodniejsza dla siebie, mam więcej wyrozumiałości dla innych. Nie chcę być zgorzkniała i widzieć świat w czarnych kolorach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale w pewnym momencie, coś musiało człowieka tknąć, żeby zatrzymać się i spojrzeć na siebie. Prawdziwy jest ten fragment z Biblii "A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego". A co, niech będzie na wzniosło ;-)

      Usuń
  8. Ze wstydem muszę przyznać, że zdarza mi się pomarudzić... Ze wstydem bo wiem jak źle się tego słucha, a jednak czasem się człowiekowi uleje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie pozytywnym osobom to jeszcze ujdzie, każdy ma przecież gorszy dzień. Ale są takie typy, że o niczym nie potrafią rozmawiać, jeśli to ma chociażby obojętny wydźwięk, koniecznie trzeba w rozmowie kogoś lub coś zjechać od góry do dołu. Jeśli wycieczka, to było za gorąco i hotel paskudny. Znajoma odniosła sukces? Udało się psim swędem, bo ona nic sobą nie reprezentuje itd. Tego to się dopiero źle słucha.

      Usuń
  9. Oj mi też często zdarza się marudzić. Ostatnio ciągle marudzę do dziadka, że za dużo pali...
    Zgadzam się w 100% z Tobą, że ględzenie wpływa na innych. Czasami muszę bardziej się kontrolować. Szczególnie ciężkie okresy to przemęczenie i PMS - wtedy bez kija jie podchodź. Dobrze, że nie trwa to długo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Źle wpływa, wręcz aż się słabo robi od patrzenia na osobę chodzącą ze spuszczonym nosem, zupełnie jakby zarażała tymi emocjami (bo emocje chyba są zaraźliwe?). Ale my robimy to tak rzadko, że możemy to sobie wybaczyć, co najwyżej bardziej będziemy uważać ;-)

      Usuń
  10. Uwielbiam Cię za te posty. Ten oddaje dokładnie to co praktykuję od kilku lat. Mówienie pozytywne i słuchanie siebie i innych. Tak niewiele, a jak bardzo zmienia nastawienie i życie. Jest w tym moc i trzeba z niej czerpać siłę.
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to co najprostsze często bywa najskuteczniejsze. Chociaż czy to jest najprostsze? Kiedy się słyszy stwierdzenie np. "Dobrze zacząć dzień" wydaje się nic prostszego, ale zacząć tak po prostu żyć to już jest sztuka, której chyba całe życie trzeba się uczyć...
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  11. Moje pierwsze słowa rano: chce kawyyyy hmm i nie wiem jak to interpretować, ale gadanie to może by dało się jakoś wyłączyć? szczególnie u Niuńka bo on gada nawet przez sen, więc nie wiem jakie są jego ostatnie słowa???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Chcę kawy" to na pewno pozytywnie, gdybyś wstała w zrzędliwym nastroju, to nie wiedziałabyś czego chcesz ;-) A Niuniek to pewno dziecko z fantazją, bo dużo mu się śni - i jak się podoba interpretacja? :-)

      Usuń
  12. Ja ostatnimi czasy byłam bardzo zrzędliwa, kiedy sobie to uświadomiłam i zaczęłam nad tym pracować, od razu jakoś mi lepiej. To tak chyba działa, kiedy my lepiej działamy na otoczenie - ono nam oddaje to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w tym dużo racji, tak się dziwnie składa, że ludzie podobni się przyciągają, albo tak jak piszesz - co posiejesz, to zbierzesz :-)

      Usuń
  13. Mam takie samo zdanie jak Ty- sztuka ładnego mówienia to słowa płynące prosto z serca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim :-) A najlepiej się wychodzi na byciu naturalnym!

      Usuń
  14. U mnie od marudzenia jest mąż, nie znoszę tego i to strasznie. Najgorzej rano jak wstanę, toaleta, śniadanie, kawa i jeszcze nie jestem na obrotach, a on ma 100 pytań do....i co robię? Przemilczam. :)
    Ps... syn ma podobnie do mnie, rano słowo kupić. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak u mnie, każdego rana zaraz po pobudce słyszę słowa "Nie chce mi sięęęę", a czy mi się chce wstawać o szóstej i lecieć do pracy? Kiedy słyszę jego jęki, to słabnę jeszcze bardziej. Chyba mamy mężów podobnie nastrojonych ;-)

      Usuń
  15. Wszystko zależy od naszego podejścia :) Pierwsza moja myśl " Jeszcze pięć minut", druga :" Muszę wstać bo nie zjem śniadania". A trzecia :" Dobra wstaje bo się nie wyrobie ". :) Gdy coś nie idzie po mojej myśli to staram się w danej sytuacji znaleść jakiś plus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle zbyt długą przesiaduję wieczorami, więc gdy słyszę budzik o szóstej, to w ogóle nie myślę, tylko jeszcze nieprzytomna wstaję i idę do biurka, żeby go wyłączyć. Gdyby leżał na szafce nocnej pewnie wiele razy spóźniłabym się do pracy :-)
      Masz rację dobre podejście do nadchodzącego dnia, może jeszcze jakiś cel, dla którego warto się starać.

      Usuń
  16. Kurczę nigdy się nad tym nie zastanawiałam :)
    Od jutra wprowadzam to w życie :)
    Piękne zdjęcia :)
    Czy to Myślęcinek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to Myślęcinek, to wzgórze przypomina mi Włochy :-) Wszyscy latają tam z aparatami, a mi się już chyba opatrzył. Teraz duże nadzieje zdjęciowe wiąże z wyjazdem wakacyjnym :-) Ale chmury to zachód słońca widziany z mego balkonu.
      Kiedy się nad tym nie zastanawiałam, to nawet wszystko co mówiłam, czy w jakich rozmowach uczestniczyłam, wydawało się normalne, dopiero kiedy zaczęłam przepuszczać to przez cenzurę olśniło mnie. Bo przecież, to, że negatywnych treści nie zauważałam, nie oznaczało, że na mnie nie wpływały.

      Usuń
  17. jak się obudzę to pierwsza myśl - to co mi się śniło? jak mam fajny sen to od razu mam dobry humor; czasami jest to bardzo tajemniczy sen a czasami tak poplątany, że trudno cokolwiek o nim powiedzieć. Ale raczej nie narzekam, chyba, że mnie za wcześnie budzą - tego nie lubię ;)

    http://lamodalena.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. raczej nie narzekam, chyba, że za wcześnie mnie budzą wtedy jestem zła ;(

    http://lamodalena.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze rano przypominam sobie sny :-) Bo rzeczywiście się sprawdzają, więc analizuję po swojemu, bardziej przyglądam się jakie emocje im towarzyszyły, bo symbole senne to może tylko takie najbardziej popularne mi się sprawdzają, typu: kiedy widzę jak moja zmarła babcia wstaje z trumny to kłopoty gwarantowane ;-) Serio!
      I też nie znoszę porannych pobudek, a do emerytury jeszcze tak daleko...

      Usuń
  19. Sobie samemu mówię po przebudzeniu raczej dużo dobrych i ładnych rzeczy. tak samo ludziom:)
    Akurat jestem dobrym mówcą...a to dlatego, że się jąkałem jako dziecko. Wiele lat po prostu pracowałem potem nad wymową, nad intonacją właśnie, nad panowaniem nad głosem i stylem wypowiedzi nieraz. Więc ze złego zmieniło się w dobre:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokonać jąkanie, to chyba musiało być trudne... Ostatnio czytałam fajny tekst na nowo odkrytym blogu Alkaliczny styl życia, autorka udowadniała, że najmniejsza podjęta przez nas praca nad sobą np. w zakresie odżywiania, siłą rzeczy pociąga za sobą inne pozytywne zmiany. Kiedyś śmiałam o sobie twierdzić, że jestem już taka obkuta na cztery łapy jeśli chodzi o rozwój duchowy, na szczęście KTOŚ na górze nie pozwolił mi tkwić w tym błędzie i teraz wiem, że przez całe życie się rozwijamy czy doskonalimy. I to mi się nawet podoba, bo przynajmniej nie ma nudy ;-)

      Usuń
    2. Owszem, choć moje było typowo na tle nerwowym zasadniczo, sprawa psychologiczna, więc..jakoś się udało. Pewnie dlatego mam tak wielkie płuca- mówienie na jednym wdechu i tak dalej jako ćwiczenie, żeby się nie zaciąć XD
      Bo rozwój duchowy polega na tym, że nie można w nim nawet mówić o doświadczeniu, bo wtedy człowiek się zatrzymuje...a jak się zatrzyma to zaczyna się cofać:)
      Otóż to:) Nudzie też mówimy precz XD

      Usuń
  20. U Ciebie jeszcze sztuka ładnego pisania, buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, mało kto potrafi tak pięknie pisać :)

      Usuń
    2. Dziękuję, bardzo mi miło to czytać :-)

      Usuń
  21. Muszę nad tym popracować, bo też za często skupiam się na tym, co złe. Lubię sobie pomarudzić, bo to właśnie powoduje u mnie ujście złych emocji, ale czasami jest tego wciąż za dużo i to trzeba zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swój sposób (a nawet - powinien mieć) na rozładowanie negatywnych emocji, jedni tłuką talerze, inni idą zmęczyć się na siłowni inni lubią sobie wiązankę puścić. Ja też zazwyczaj wkurzona - nakręcona, tak z pół godziny sobie pokrzyczę, spuszczę parę i jest mi lżej :-)

      Usuń
  22. Bywam czasem marudą ale umiarkowaną :)) mój Małż. jest u nas od marudzenia i narzekania i strasznie mnie to męczy i wkurza....w ciągłym marudzeniu nie ma nic pozytywnego i dobrze wróżącego na przyszłość, takie ciągłe narzekanie męczy wszystkich dookoła ale też sprawia, że sam marudzacy staje się gnuśny i nieznośny....
    Zdjęcie Myślęcinka (?) piękne.... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to Myślęcinek, mieszkam po sąsiedzku ;-) i już mi się opatrzył, ale pamiętam to oszałamiające pierwsze wrażenie, kiedy siedem lat temu po raz pierwszy tam przyszłam. U mnie też Tatuś maruda i jeszcze córcia - krew z jego krwi. A rano to obowiązkowo usteczka w podkówkę.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  23. Oj, zamiast napisać komentarz, wysłałam go we wiadomości. :D Wybacz mi roztrzepańcowi. :D Ja też marudzę, dobrze że mi o tym przypomniałaś. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co mam wybaczać, sama czasami jestem niezłym zakrętem, tłumaczę sobie że to cecha geniuszy ;-) Mów tak sobie, pomaga. Co prawda kręcisz się dalej tak samo, ale jakoś lżej się robi na duszy...

      Usuń
  24. Wiesz co mysle - mowie rano- co to dzisiaj kurna mam zrobic ??? Chyba zbyt malo pozytywnie, czas to zmienic !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że w ogóle chce Ci się cokolwiek robić. Znam takich, co budzą się rano z jękiem "nic mi się nie chce" :-)

      Usuń
  25. Coś w tym jest, podobają mi się słowa tej autorki ;)
    A zdjęcie przeczytałam, że w Myślęcinku robione - cudne jest :) Tyle razy tam byłam, ale tą "górę" zapamiętałam nieco inaczej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się ująć jej "włoski" charakter ;-)
      Też z TYCH stron?....

      Usuń
  26. Staram się nie truć ale czasami się zapominam i bardzo marudzę. Taka nasza natura, czasami naprawdę musimy sobie ponarzekać. Nie ulega jednak wątpliwości, że powinno się z tym walczyć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli gderanie służy od czasu do czasu rozładowaniu napięcia, to nic złego jeszcze się, gorzej jeśli staje się naszym stylem wyrażania się, powiem więcej - stylem bycia :-)

      Usuń
  27. Bardzo lubię L.L. Hay i już nie pierwszy raz przekonuję się, że tak wiele prawdy jest w tym, czego ona nas na swój sposób "uczy" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie z pozoru proste prawdy, ale samodzielne ich odkrycie czasami zabiera pół życia :-)

      Usuń
  28. Bardzo motywujace. Dotychczas zastanawialam sie nad tym o czym mysle przed zasnieciem i staralam sie, by bylo to, co pozytywnego.Ale zupelnie nie wiem jaka jest moja pierwsza mysl po przebudzeniu. Musze sie na tym zlapac. Pozdrawiam Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z przebudzeniem było najciężej, zawsze rano odzywały się gorzkie żale (przeszłe, teraźniejsze i przyszłe). Praca nad sobą przynosi efekty, ale nigdy nie ma końca ;-)

      Usuń
  29. Gaju bardzo lubie Twojego bloga. Tyle tu dobrych inspiracji. Dziekuje Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) W ten sposób sama też pracuję nad sobą, bo do "świętości" jeszcze mi daleko ;-)

      Usuń
  30. Generalnie, nie powinno się wylewać swoich żalów i narzekań nowo poznanym osobom. Wszyscy wtedy będą uważać nas za marudy, nawet jeśli tylko delikatnie ponarzekamy.
    Ja staram się jednak narzekać tylko przy osobach, przy których mogę. :D Albo czasem sama do siebie. :D

    A co do ładnego mówienia. Powinni uczyć tego w szkole i powinien być osobny przedmiot!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed nowymi broń Boże! Od tego mamy przyjaciół - jeśli jeszcze chcą nas słuchać ;-)
      W szkole życiowych przedmiotów niestety nie uświadczysz, ani zwracania uwagi na prawidłową życiową postawę...

      Usuń
  31. bardzo mądrze napisane! również staram się nie narzekać, z plotkowaniem gorzej, chociaż zawsze staram się nikogo nie osądzać!
    a przerażają wulgaryzmy, używane jako przecinki w zdaniu, matki przeklinające przy dzieciach -szok, uszy mi więdną... mi przekleństwo zdarza się raz na tydzień jak gdzies czymś przywalę i mnie boli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak w ogóle to często mam wrażenie, że trudno nam rozmawiać na "obojętne" tematy typu filmy, dowolna sytuacja na świecie, książki czy innych zainteresowaniach. Przeważają właśnie opowieści o trudnościach, niesprawiedliwości, ludziach z otoczenia.

      Usuń
  32. ja wiele razy próbowałam w sobie pokonać narzekanie, ale z marnym skutkiem, co widać po moim blogu :) Chętnie poczytam coś więcej na temat jak Ty sobie z tym poradziłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od zawsze interesowałam się rozwojem duchowym, dużo książek o tej tematyce pochłonęłam, a i tak nie uchroniło mnie to przed "upadkiem". Na tyle poważnym, że korzystałam z profesjonalnej pomocy. Kiedy już się zaczęłam podnosić, pewnej bezsennej nocy (rok temu w maju) postanowiłam sprawdzić jakąś pierdołę w internecie i tak trafiłam na pierwszy blog. Zaczęłam czytać go od deski do deski, wchodziłam z ciekawości na inne i stwierdziłam, że mam tu całą masę motywacji i inspiracji, chciałam z nich korzystać i robiłam to. A za kilka miesięcy założyłam swój blog, żeby spisać na nim wszystko to, co w życiu uważam za istotne, żebym już nigdy o tym nie zapomniała. I to się w moim przypadku sprawdza, zresztą wiele ludzi tak ma, że jeśli mówi o czymś publicznie, to łatwiej wywiązuje się z postanowień. Ten blog jest dla mnie czymś w rodzaju napisania siebie na nowo :-)
      Ufff... trochę długie to objaśnienie, ale jeszcze jednym zdaniem: ja ciągle sobie z tym radzę, każdego dnia od nowa...

      Usuń
  33. Tak, my Polacy lubimy narzekać...ja z natury jestem pogodna i nie marudzę, lubię też rozmawiać z innymi...np. sąsiadka za płotem, to wdzięczny partner do rozmów o pogodzie i codziennych problemach :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Tak mnie to zafascynowało, że postanowiłam spojrzeć uczciwie wstecz i zastanowić się nad moimi porankami i wieczorami. No i wychodzi mi tak: rano marudzę. Nie podoba mi się to, tamto, siamto, że trzeba wstać, ze głowa boli, że muszę zrobić cośtam, jechać gdzieśtam... Natomiast wieczorem idę spać szczęśliwa. Cieszę się z całego dnia, nie ważne czy był udany, czy nie. Jestem szczęśliwa, że dane mi go było przeżyć i idę spać z nadzieją, ze następny dzień będzie jeszcze lepszy i w jeszcze mniejszym stopniu zmarnowany. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje ranki też zwykle bywają gorsze od wieczorów, myślę, że trochę na to wpływa pobudka o 6 rano. Gdybym tylko dawała rady wcześniej kłaść się spać, ale nie! Wieczorem wszystko wydaje się takie ciekawe i w ogóle mam więcej energii. A rano jak zwykle cierpię na deficyt snu.
      Pozdrawiam :-)

      Usuń
  35. I ja powinnam pomyśleć nad tym by mniej gderać, marudzić itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia :-) Siła tkwi właśnie w takich prościznach. Niby nic wielkiego, a jak się zmienia jakość życia.

      Usuń
  36. O łał, ale się u Ciebie pozmieniało w wyglądzie bloga! Dawno nie byłam, ale zmiana fajna, na plus ;)
    Co do narzekania, staram się nie narzekać, wychodzi różnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Marzą mi się kolejne zmiany, na rozpoczęcie drugiego roku działalności. Proste szablony mnie kuszą, ale żal się trochę rozstać z klimacikiem, który zdążyłam polubić...
      Ja też się staram i też wychodzi różnie, ale staram się i staram ;-)

      Usuń
  37. staram się. ale np. wczoraj miałam taki dzień, że co otworzyłam usta ... szkoda mówić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to rozumiem, bo wręcz intuicyjnie ględzeniem rozładowuję w.....e, nawet to i rzucę coś "grubszego", wyższa konieczność! Tak więc też mam nad czym pracować. Dobrze, że takie dni nie zdarzają się co dzień :-)

      Usuń
  38. :) syn pięknie Ci odpowiedział ;)
    mój chłopak narzeka częściej niż ja. najbardziej wkurza mnie sytuacja: spotykamy znajomego, z którym dawno nie mieliśmy kontaktu, znajomy pyta co słychać a mój M. odpowiada, że to jest beznadziejne, coś innego nie tak... Denerwuje mnie to, bo znajomy odbiera nasze życie negatywnie. Czuję się wtedy tak, jakbym to ja była jego największym życiowym nieszczęściem :D - choć nie narzeka na mnie.
    Uważam, że mamy szczęśliwy związek i życie ;) (nie licząc jakiś drobnych problemów dnia codziennego).
    Jeśli dochodzi do takiej sytuacji to trochę na niego "krzyczę" :), choć wiem, że nie miał nic złego na myśli. Chyba mówi już tak z przyzwyczajenia ;)
    Ale się rozpisałam... Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi ;) A może powinnam mieć gdzieś co inni pomyślą? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, chłopak widocznie lubi sobie pomarudzić, wygląda na to, że taka reakcja to u niego nawyk, skoro nie może zapamiętać, że Ciebie to drażni. Mnie chyba też by drażniło, miałam w starej pracy taką koleżankę. Jej pierwsze słowa na powitanie to właśnie - ale jest beznadziejnie.... A z drugiej strony to szczerze nie znoszę pytania co słychać, tak chętnie zadawanego przez większość. Bo niby co mam odpowiedzieć? W końcu doszłam do wniosku, że powinnam to pytanie traktować jako grzecznościowe i po prostu mówię dziękuję, wszystko dobrze:-)
      To, że się denerwujesz co pomyślą inni wydaje mi się naturalne, szczególnie jeśli zależy Ci na pozytywnym obrazie swego związku. Wiem, mówi się, że nie ważne co ludzie powiedzą i tak powinno być w rzeczywistości, jednak żeby tak było, musimy też tak czuć, nic na siłę - nasze uczucia też są ważne, a może nawet najważniejsze, jak mi się wydaje...
      Zawsze można spróbować zareagować w trakcie takiego "beznadziejnie...", obrócić to jakoś w żart, żeby wilk był syty i owca cała :-)

      Usuń
    2. też nie lubię pytania "co słychać?", ale sama je zadaję, chyba też z przyzwyczajenia ;)
      dziękuję za poświęcony czas na tak długą odpowiedz :)

      Usuń
    3. Chyba w każdym kraju są takie grzecznościowe, fajne pytanka. Np. how are you, ale oni chyba z zasady odpowiadają "I'm fine", ponieważ uważają, że odpowiedź, iż się źle czujesz, znaczy, że jesteś nie kulturalny, a u nas zauważyłam w takich sytuacjach próby streszczenia swego życia, sama (jak wcześniej wspomniałam) czuję się zawsze, jakby ktoś tego ode mnie oczekiwał ;-)

      Usuń