sobota, 19 lipca 2014

Moje terytorium

Pewnego razu rozmawiałam z mamą o jej (moim zdaniem) przesadnie altruistycznej postawie, przez którą czuje się ona nieustannie zobowiązana do dogadzania wszystkim dookoła - wszystkim, tylko nie sobie. Mama troszczy się tak samo o mego ojca czy o sąsiadkę z dwójką małych dzieci, a nie chce myśleć ani o własnej wygodzie, ani o odpoczynku. Ona bez przerwy czuje się zobowiązana.

Próbowałam jej otworzyć otworzyć oczy na drugą stronę medalu: często pozwala się wykorzystywać, nawet tego nie zauważając, ma już swoje lata i powinna bardziej o siebie zadbać czy wreszcie cytując przykazanie miłości "Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego". No i okazało się, że jej rozumienie tego przykazania zupełnie rożni się od mojego. Mama była mocno zdziwiona usłyszawszy, że wg mnie najpierw należy zaspokoić swoje potrzeby, żeby móc skutecznie pomagać innym ludziom. Jak to? Przecież to właśnie jest grzech, zawsze najpierw powinno się myśleć o innych!

Mama należy do pokolenia kobiet wychowywanych w duchu opiekowania się innymi i posłuszeństwa. Od dziecka zachęcało się je uczynności, skromności i dbania o potrzeby pozostałych członków rodziny. Siłą rzeczy doprowadziło to do tego, że jako dorosłe kobiety całą uwagę skupiają na innych. Zachowują się trochę tak, jak gdyby nie były świadome własnych potrzeb, uczuć czy wartości. I co ciekawsze - sprawiają wrażenie, jakby było im z tym dobrze.

Ja byłam wychowywana podobnie, ale czasy zaczęły się zmieniać i gdzieś podpatrzyłam, że można inaczej. Swoją córkę wychowywałam już w poszanowaniu osobistych praw i granic, zresztą myślę, że obecnie wszyscy właśnie tak wychowują  dziewczynki. Mam wrażenie, że skończyło się raz na zawsze z postrzeganiem kobiet poprzez ich służebną rolę w społeczeństwie.

Próbuję sobie wyobrazić jak to jest - przeżyć życie i nie zrobić dla siebie niczego, co nie wiązałoby się z poczuciem winy. Jak można zasiąść bezczynnie z ulubionym czasopismem, kiedy w tym czasie można wykonać jakąś pożyteczną czynność dla domu i rodziny? Kiedy podczas urlopu mieszkałam przez tydzień czy dwa z teściową i jej córką, starym zwyczajem zabierałam się po śniadaniu za lekturę "Twojego Stylu" w towarzystwie filiżanki kawy. Najpierw słyszałam troskliwe - nie szkoda marnować oczu? Po pewnym czasie dowiedziałam się, że to nie o moje oczy chodzi, a o te pół godzinki spędzone na hołdowaniu własnym przyjemnościom. To nic, że przez cały dzień byłam do ich dyspozycji - chciały żebym oddała także te pół godziny, bo one sobie nigdy na taki luksus nie pozwalały. Przecież w domu jest coś zawsze do zrobienia!

Mimo zmian w mentalności społeczeństwa, obecnie również twierdzi się, że z dwojga płci to kobiety mają większy problem z mówieniem NIE nawet w banalnych, codziennych  sytuacjach. Gdy istnieje zagrożenie zranienia czyichś uczuć przeciętna kobieta prędzej ugnie się niż odmówi. Asertywność kobiet w tym chęć dbania o własne potrzeby jest często utożsamiana z zadufaniem w sobie, pychą i traktowana jest jako zachowanie sprzeczne z postawą (rolą) kobiety, podczas gdy asertywni mężczyźni z reguły są chwaleni.

Tak wcale nie musi być! Każda z nas powinna walczyć o swoje "terytorium" - prawo do jego posiadania i obrony, a jeśli drzemie w nas duch walki, możemy też walczyć z przedpotopową świadomością tych z naszego otoczenia, którym się wydaje, że mogą  sami wyznaczać granice innym ludziom, innymi słowy próbują dyktować co ktoś ma robić. Że muszę koniecznie zrywać ogórki w momencie, kiedy potrzebuję swojej porannej kawy - jakby ogórki przez pół godziny mogły uciec z ogrodu.

Każdy człowiek  ma takie same prawa i może z nich korzystać dotąd, dopóki nie zaczynają ograniczać praw innych - to podstawowe założenie asertywności, która w rzeczywistości wywodzi się z biblijnej zasady "Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego", a ta, jak widać na wstępie, różnie jest interpretowana.

Prawa człowieka zawierającego istotę asertywności określił doktor psychologii Herbert Fensterheim:

  • masz prawo do robienia czegoś, dopóty nie rani to kogoś innego,
  • masz prawo do zachowania swojej godności poprzez asertywne zachowanie - nawet jeśli rani to kogoś innego - dopóty, dopóki twoje intencje nie są agresywne lecz asertywne,
  • masz prawo do przedstawiania innym swoich próśb dopóty, dopóki uznajesz, ze druga osoba ma prawo odmówić.
  • istnieją takie sytuacje między ludźmi, w których prawa nie są oczywiste, zawsze jednak masz prawo do przedyskutowania tej sprawy z drugą osobą i wyjaśnienia jej,
  • masz prawo do korzystania ze swoich praw.
źródło

Korzystajmy ze swoich praw, dbajmy o granicę swego terytorium - obszaru, który należy tylko do nas. Wręcz musimy to robić, bo inaczej cała ludzkość wejdzie nam na głowę, bo stres nas wykończy, bo istnieje limit spraw,którymi możemy się zająć. Musimy poczuć, że kiedy czasami mówimy NIE, to jednocześnie mówimy TAK dla swoich potrzeb i uczuć i to TAK jest ważne, bo z pustego i Salomon nie naleje.



79 komentarzy:

  1. Zawsze twierdzilam, ze zdrowy egoizm nie jest grzechem. Myslec o sobie, byc dobrym dla siebie, dbac o siebie, lubic siebie - o tym nie zapominajmy, Usciski letnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, od zawsze czułam, że nie należy się zatracać dla innych, dla domu dla spraw. Aczkolwiek na początku nie było to aż tak oczywiste, mama przecież starała mi się przekazać swoje wartości, co właśnie okazało się moją słabością po wejściu do nowej rodziny, gdzie królowała teściowa.

      Usuń
  2. miałam również taki moment, że próbowałam pomóc wszystkim dookoła, aż w końcu ktoś powiedział mi, że wszystkim nigdy nie dogodzę i powinnam najpierw zająć się sobą. wtedy mnie to nie ruszyło, ale po jakimś czasie zrozumiałam dosadny sens tych słów, to właśnie to, o czym piszesz. nauczyłam się zdrowego egoizmu i przyznaję, wcale nie jest mi z nim źle! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy już się przyzwyczaimy do zdrowego egoizmu życie staje się piękne, na początku to trochę uwiera, z każdego kąta wyglądają wyrzuty sumienia :-)

      Usuń
  3. U nas niestety wciąż matki wg wielu powinny myśleć o sobie na końcu. A przykazanie miłości wiele osób chyba tak rozumie, zupełnie umyka im część 'jak siebie samego'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Mama w dodatku jest osobą regularnie chodzącą do kościoła i też częściowo stamtąd wyniosła to przekonanie, że o sobie należy myśleć na końcu. Kiedy usłyszała, jak ja interpretuję to przykazanie, to tylko ze zgorszeniem pokręciła głową...

      Usuń
    2. Nie demonizowałabym Kościoła, mi akurat kiedyś ksiądz zwrócił uwagę na prawdziwe znaczenie tych słów. Bo ja, jak pewnie większość kobiet w PL, a tym bardziej matek, też mam skłonności do przekładania potrzeb innych nad własne.
      Ciekawe, że tatusiowie nie mają takich problemów....

      Usuń
    3. Nie będę demonizowała, ksiądz księdzu jednak bywa nie równy - tak ze wszystkimi bywa. Lekarze, nauczyciele, politycy - jeden taki, drugi inny, więc rzeczywiście może bez uogólnień. Ostatnia uwaga jak najbardziej trafna, rzeczywiście, dziwnym trafem ich ta przypadłość w znakomitej większości omija. A przynajmniej ja nie znam pana totalnie zakręconego na tupanie po domu i usługiwaniu rodzinie.

      Usuń
  4. No cóż. Jest nam kobietom potrzebna chwila dla siebie, to raczej wydaje mi się naturalne. musi być czas na książkę, na drzemkę czy cokolwiek innego, co sprawia, że regenerujemy siły. W domu zawsze jest coś do zrobienia, gdyby na to patrzeć to byśmy wypaliły się raz dwa. Poza tym, osoba , która potrafi o siebie zadbać, chętniej też pomoże i innym. Siły większe i uśmiech szerszy :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam :-) Nie rozumiem co nakręca kobiety, które istotę swojego życia postrzegają w byciu dyspozycyjną 24 h na dobę. Teściowa do dzisiaj się chlubi, że kiedyś to ona miała siłę. Ciastka do drugiej w nocy piekła, a piątej już musiała wstawać, ale cóż - u niej w domu miałoby nie być ciastek???

      Usuń
  5. Masz rację w każdym miejscu Twojego wpisu. Dobrze, że się zmieniło i się zmienia mentalność kobiet, oby nie w drugą stronę - totalnego egoizmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, we wszystkim umiar jest mile widziany :-)

      Usuń
  6. W swojej pracy jakbym chciała każdemu robić dobrze (wiem jak to brzmi ;) ) to by mi pacjenci wleźli na głowę. Inna sprawa, że ludzie nie doceniają czasami poświęcenia, więc nie wiem czy warto o się o to zabijać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie liczyłabym na to, że ktoś doceni moje poświęcenie, a z drugiej strony kiedy poświęcamy się z własnej woli, to na co tu liczyć? Każdy potem powie: ale czy ja ciebie o coś prosiłam(em)? Co innego, kiedy ulegamy wyraźnej prośbie :-)

      Usuń
  7. pomaganie innym nie jest niczym złym, ale pod warunkiem, że myślimy o sobie i o tym co dla nas byłoby dobre. Troszkę zdrowego egoizmu nie jest niczym złym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką zasadę, że nigdy nie żyłuję się w błahych sprawach - co innego, gdyby o czyjeś życie albo zdrowie chodziło, wszystko inne może zaczekać, kiedy będę miała czas i siły.

      Usuń
  8. Ale dobry tekst!
    W pełni się z Tobą zgadzam. Dbanie o swoje potrzeby jest podstawą naszego dobrego samopoczucia i daje nam siłę, żeby zadbać również o innych. Myślę, że Twoja spokojna asertywność zmienia podejście kobiet wokół Ciebie nawet bardziej niż walka. To co robisz i to, co piszesz jest wspaniałym świadectwem kobiety, która zna swoją wartość i dba o własne dobro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :-) Do napisania tego tekstu skłoniła mnie obserwacja kobiet z najbliższego otoczenia. Najdziwniejsze z tego wszystkiego wydaje mi się to, że one sprawiają wrażenie, jakby zupełnie nie potrzebowały przestrzeni tylko dla siebie... Bycie potrzebną to sens ich życia. Do dzisiaj pamiętam jak moja nieżyjąca już babcia skarżyła się smutnym głosem: nie jestem już nikomu potrzebna.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Wami obiema, mamy takie samo prawo do szczęścia i dbania o swoje dobro, jak inni, a ślepe poświęcanie się to taka droga donikąd.

      Usuń
  9. Bardzo dobrze napisane. Pewnie większość czytelników odczuwa podobne emocje. Mama też mnie tak wychowała i nadal stara się wychować: "Pomogłabyś mi (tzn. zrób to za mnie to, to i to). Za moich czasów musiałam swojej mamie pomagać". W końcu robię to o co mnie prosi, by przestała narzekać, a i tak narzeka. Boję się, że ze mną będzie tak samo. Na razie jest podobnie (na szczęście) i mam nadzieję, że wygram od życia poczucie swojego terytorium :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja już dała sobie z wychowywaniem spokój, ale kiedyś to było oparte głównie na wpojonej zasadzie: ze starszymi się nie dyskutuje, starszych bezwzględnie się słucha i szanuje. I jeszcze: dyscyplina musi być. Miałam te zasady wpojone tak bardzo, że już będąc dorosła miałam problem z byciem asertywną w stosunku do starszych ludzi, zresztą w ogóle miałam problemy z asertywnością. A kiedy zaczęłam się jej uczyć, ustanawiać swoje granice, dużo ludzi naprawdę czuło się oburzonych moich zachowaniem. Cóż jakby nie było, przez wiele lat ich oszukiwałam, nieświadomie, ale oszukiwałam - że jestem inna :-)

      Usuń
  10. Kiedy zgadzam się na coś wbrew sobie, to w środku coś się we mnie gotuje - taki wulkan co tylko czeka aby wybuchnąć :)
    Niestety zdarza mi się nie umieć powiedzieć "NIE", ale pracuję nad tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno takie ciągłe uleganie, właśnie prowadzi do wybuchu złości. Kiedyś czara się przelewa a wtedy, zamiast zachowywać się asertywnie - jesteśmy po prostu agresywni. U mnie wyjście z takiego pasywnego stanu to była waśnie taka agresja, fala buntu przeciwko wszystkim, którzy najmniejszą pierdołę chcieli na mnie wymusić. Wręcz czułam jak krew zaczyna mi się gotować. Myślę, że teraz na pewno umiem już odmawiać, ale ciągle pracuję nad "świętym oburzeniem". W sumie po co się wściekać? Róbmy swoje, nikt i tak nie może nas zmusić do uległości i dobrze jest to wiedzieć i czuć :-)
      Rozpisałam się, ale na tym polu też stoczyłam dużo walk...

      Usuń
  11. Ja uważam, że życie jest zbyt krótkie by nic nie zrobić dla siebie. Pomagam innym ale nie własnym kosztem :). Mam chwile dla siebie jak i dla innych. Równowaga musi być zachowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byCarol całkowicie się z Tobą zgadzam! Pomagam, ale nie kosztem siebie. Nie wiem co by się stało, gdybym stanęła przed jakimś dramatycznym wyborem, ale póki co, w nasze codzienne kłopoty nie wymagają aż takiego żyłowania i często ludzie zamiast zrobić coś samodzielnie, po prostu przyzwyczajeni są w wyręczaniu się innymi.

      Usuń
  12. Czasami trzeba pomyśleć egoistycznie :) Mnie życie nauczyło, że owszem- należy pomóc. Czasami jednak warto postawić siebie na pierwszym miejscu i zadbac o swoje potrzeby najpierw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście bardzo nie lubię czuć się wykorzystana, za to chętnie pomagam, jeśli widzę potrzebę i sens. Myślę, że uczucia z jakimi ruszamy do pomocy też są ważne. Ważne jest, żeby nie robić tego wbrew sobie - to tak jak innego typu pomoc czyli dawanie pieniędzy żebrzącym. Ważne jest, kiedy daję z pozytywnymi emocjami, nie żałuję, że wysupłałam 5 zł.

      Usuń
  13. To chyba nie jest egoizm, kiedy po dniu pracy kobieta usiądzie sobie przy kawce i poczyta gazetę, czy książkę...przecież to , co ma do zrobienia i tak zrobi a nie musi to byc koniecznie teraz i wlaśnie o tej porze. Moim zdaniem np. obowiązki domowe powinno się tak dzielic aby każdy znalazł dla siebie chwilkę na relaks czy inne przyjemności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę dokładnie tak samo! Co jak co, ale w pracach domowych same powinniśmy być swoimi szefami, ostatecznie za to nikt nam nie płaci.

      Usuń
  14. O tym, mniej więcej, rozmawiałam z fajną kobietą na moim szkoleniu. O roli i postawie kobiet, o świadomości, wolności. a facet, który stał obok skwitował to jednym: "Pani to bardzo nie lubi mężczyzn"....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie też by tak powiedział ;-) Nie lubię mężczyzn pasożytów, którzy uważają, że z racji swojej płci służąca im się należy. Kiedy "szkoliłam" swego M. (zresztą nie wiem, czy ten proces zostanie kiedykolwiek zakończony...) ten mi odpowiadał, ze ja i tak mam dobrze, bo rzekomo u niego w pracy niektórzy mężczyźni to nawet herbaty sobie nie potrafią zrobić, a pozmywać to już na bank, i nigdy w życiu nie przyrządzili samodzielnie posiłku. Żona wstaje przed nimi, żeby oni mogli zjeść śniadanie przed wyjściem do pracy. Zawsze wtedy odpowiadałam mu zimno: ale mnie to nie obchodzi, ja z nimi nie mieszkam i raczej nie zamieszkam, obchodzisz mnie ty.

      Usuń
  15. Aby być dobrym dla innych pierw trzeba być dobrym dla siebie. Inaczej się nie da. Egoizm w rozsądnych dawkach jest bardzo wskazany. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inaczej się nie da, a już na pewno nie na dłuższą metę. Taki człowiek w końcu sam ze sobą zaczyna mieć poważne problemy. Może przesadzam, ale godzenie się na nie kończące się ustępstwa, to forma gwałtu.

      Usuń
  16. Racja, czas z kawą to dla mnie moje chwile i nikt nie ma prawa mi ich zepsuć albo przeszkodzić, robota nie zająć nie ucieknie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie ma obawy, będzie czekać na nas cierpliwie i raczej nikt nam jej nie ukradnie, choć mógłby ;-)

      Usuń
  17. Zgadzam się z tym co piszesz. Przykre jest jednakże, że często zdarza się tak, że w wielu rodzinach panuje opinia, że to kobiety powinny stać przy garach i dbać o ognisko domowe. A facet to ten, który najlepiej jeśli tylko pracuje, a w domu potrzebuje praczki, sprzątaczki i służącej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może takie rodziny to już nie norma, ale ciągle jeszcze istnieją - tzw. "tradycyjne" rodziny (jak siebie nazywają) z "tradycyjną" rolą kobiety. Nawet w pracy da się zauważyć pewną prawidłowość: kawę pijemy wszyscy, ale to kobiety pierwsze rzucają się do zmywania.

      Usuń
  18. Mój partner wyniósł z domu taki wzorzec kobiety, o jakim piszesz w przypadku Twojej mamy. Moja mama też całe życie poświęcała się dla innych, ja jestem kobietą dość niezależną, która stara się walczyć o swoje ja. Oczywiście, że czasem mam poczucie winy, chociaż nie powinnam, ale nie daję się za nic wtłoczyć w rolę Poświęconej Matki Polki. Chcę być Matką Polką Szczęśliwą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to rzeczywiście mamy podobną sytuację. Moja rodzina taka była, ale i rodzina męża - może jeszcze bardziej. Dlatego myślę, że mamy ciężej, bo wyłamanie się z rodzinnych norm nie przychodzi łatwo, czasami pojawiają się koszty. Mnie to nawet drażni sformułowanie Pani Domu, bo wiadomo co się za tym głównie kryje...

      Usuń
  19. Też taka byłam, i chyba trochę mi tego zostało, ale często tacy ludzie nie potrafią dostrzec kiedy pomoc przeistacza się w wykorzystywanie. Ja tak np. miałam...
    Robiłam wszystko za wszystkich, bo wydawało mi się że tak trzeba.
    Zazwyczaj takie sytuacje miały miejsce na studiach...
    Kawę uwielbiam, ale nie taką w biegu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta sytuacja z teściową to też z dawnych czasów, teraz już u niej nie nocuję i to od dawna. Co najwyżej wpadam na kawę ;-)

      Usuń
  20. coś w tym jest, mnie też jest ciężko odmawiać, choć przecież zupełnie innym pokoleniem jestem
    za to w pewnym momencie się nazbiera i kończy się ten altruizm mega awanturą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się przez lata zbierało i też skończyło się mega awanturą i zresztą myślę, że to normalna reakcja u zdrowego człowieka ;-)

      Usuń
  21. jakbym czytała o swojej mamie :) no, może nie do końca - ona to taka wersja light w porównaniu z Twoją ;)
    ale często muszę jej przypominać, że ona jest tak samo ważna jak inni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja już się chyba nie zmieni, w każdym razie podczas ostatniej rozmowy jej nie przekonałam ;-)

      Usuń
  22. niestety wiele kobiet tak ma- muszę zrobić to, trzeba itd. z jednej strony racja zdrowy egoizm jest potrzebny, ale z drugiej strony lepiej zrobić wszystko to co się zaplanowało, by na drugi dzień móc usiąść w spokoju i napić się kawy, niestety takie mamy czasy, problem jest wtedy gdy jest nam z tym źle, moja Mama wykorzystuje w 100 % czas na obowiązki , ale Ona mówi, że to sprawia Jej radość, a siedzenie i nic nie robienie to nie jest w Jej stylu i wtedy nie czuję się sobą- można więc i tak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, że są osoby, które w całodziennej gonitwie znajdują sens życia - ich sprawa - skoro lubią... Ale tu nie do końca też o to chodziło, może bardziej o uleganie wpływom, prośbom innych, a w efekcie odwalanie roboty za kogoś, kto tak samo ma dwie zdrowe rączki. A wręcz o usługiwaniu innym przez kobiety.

      Usuń
  23. Ja bardzo szanuje swoje potrzeby i swoją przestrzeń. Mimo wszystko widzę, że taka postawa niektórym bardzo się nie podoba. Niektóre kobiety nadal uważają, że nasze miejsce jest przy garach, mamy pilnować ogniska rodzinnego i usługiwać swoim mężom, chłopakom, partnerom. Szczególnie taką postawę zauważam jeśli chodzi o teściowe lub przyszłe teściowe. Niektóre uważają, że mamy usługiwać ich synom i poświęcać się dla nich na każdym kroku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mimo, że wydawałoby się, jest dużo zmiana, to w szeregu gospodarstw domowych nie zmieniło się nic, a instytucja strażniki domowego ogniska w wersji hard ciągle ma się doskonale.

      Usuń
  24. Moja mama ma tak samo, niestety. Zawsze zatroskana o innych nie o sibie. Kiedy rozmawiamy, to ona wiecznie mówi o innych swoich dzieciach, znajomych. Gdy zapytam o nią jest kosnsternacja i cisza. Śmutne to, bo gdzie jest ona, jej potrzeby , pragnienia. Tak jak napisałaś w ten sposób wychowywano dziewczynki, żeby były pomocne dla innych. Ja tez miałam przebudzenie, usłysząłm kiedyś coś bardzo ważnego. Po pierwsze trzeba mówić innym czego się chce, bo nikt się nie domysli,po drugie stawiać granice i walczyć o siebie. Pokazywać ja i moje potrzeby też są ważne.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć "ale jest dobrze, one są z tym szczęśliwe". Na pierwszy rzut oka rzeczywiście, ale co to za szczęście? Połowiczne? Bo przecież ich pragnienia, potrzeby nie zostały nigdy nazwane. Co to za marzenie, żyć szczęściem innych? Dużo znaków zapytania, ale nie potrafię wczuć się w to ich "szczęście"...

      Usuń
  25. Niestety w niektórych miejscach, szczególnie małych mejscowościach, taki model nadal funkcjonuje: kobieta ma pomagać, wręcz służyć innym. Niepojte jest dla mnie to, że taki sposób myślenia przetrwał czasy PRL, które przecież zachęcały kobiety do pracy zawodowej, a mężczyzn- do zajęcia sę domem.
    Moja "prawie-teściowa" ma niestety podobne poglądy- oczekuje, żę będę pilnować mojego faceta jak dziecka, bo przecież mężczyzna umie iść do pracy, przynieść pieniądze... i tyle. Reszta jest na głowie kobiety, choć i ona pracuje, i również utrzymuje rodzinę.
    Ważne, by nie poddać się temu i walczyć o swoje - na początek choćby o tę kawę i lekturę kolorowego magazynu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie właśnie było podobnie, a potem doszło wręcz na jakiś czas do zerwania stosunków, tak bardzo nie pasowało "mamuśce", że nie stałam się jej kolejną poddaną. A oczekiwania były wielkie. Pamiętam jak kiedyś przybiega do mnie odrapującej jej okna ze starej farby, żebym schodziła z drabiny, bo jej synkowi trzeba zupę podać! Bo u niej tak się robi. (???!!!) Rzeczywiście omal z tej drabiny nie spadłam ;-)

      Usuń
  26. Chyba jeszcze nigdy nie zgrały mi się tak tematycznie notki jak teraz z Tobą. Dziś zrobiłam wpis na bardzo podobny temat. I w sumie u Ciebie znalazłam wiele odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.
    Kiedyś chyba tak własnie uczono, by być posłusznym, by stawiać innych na pierwszym miejscu, a dziś wiele kobiet najpierw zaspokaja swoje potrzeby, a dopiero potem myśli o innych. Nie wiem co jest lepsze, najlepiej chyba znaleźć złoty środek, bo przegięcie ani w jedną, ani w drugą stronę - nie jest chyba za dobre. W każdym razie tak, jak napisałaś - o ile komuś nie wyrządza się krzywdy, to nie ma problemu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złoty środek to zawsze najlepsze lekarstwo, ale jednocześnie trudne do osiągnięcia :-) Myślę, że nasze uczucia wyraźnie komunikują nam czy nie przeginamy w którąś stronę, poczucie bycia wykorzystywanym, złości, zmęczenia. Tylko co z taką osobą, która robi wszystkim za służącą, a przy tym twierdzi, że wszystko OK? Na siłę nikomu nie pomożemy raczej...

      Usuń
  27. Moja mama jest zupełnie inaczej wychowana i pochodzi z innego pokolenia, ale jest taka sama jak Twoja. Potrafi chora chodzić do pracy a do łożka połozy ją dopiero zapalenie płuc :/ Czasem się o nią mocno martwię, bo nie ma nawet czasu pójść do lekarza :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno powiedzieć, dlaczego niektórzy muszą być aż tak zapracowani, podobno bez tego nie potrafią funkcjonować... U mojej jeszcze ten czynnik poświęcania się i robienia sobie pod górkę. Jest na emeryturze i każdego dnia może wyjść do swego ogródka, bo poważniejszych planów przecież nie ma. A ona koniecznie musi iść kiedy co chwilę pada deszcz i rosa po pachy. I jak tu się nie martwić?...

      Usuń
    2. No cóż. Pozostaje liczyć na jej odporność :)
      Może po prostu tak robi bo chcę sama siebie przekonać do tego, że jeszcze na wiele ją stać?

      Usuń
    3. Tej opcji też nie wykluczam :-)

      Usuń
  28. Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak myślisz :-)

      Usuń
  29. To bardzo mądre i piękne,ale czasem trudne do zrealizowania:)))należę do osób podobnych do Twojej mamy:)))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dlaczego zaraz trudne? NIE ma tyle samo liter co TAK ;-)
      Coś mi się kiedyś obiło o uszy, że możesz mieszkać w moich rodzinnych stronach...

      Usuń
  30. Moja mama odkąd pamiętam, również zawsze czuła się zobowiązana, do tego jest przesadnie pedantyczna. Z asertywnością mam problemy, np. przymierzam sukienkę u krawcowej i widzę, że jest żle skrojona, pytam.... czy tak ma być ? Na odpowiedz, że tak, odpuszczam, a potem zanoszę sukienkę do innej krawcowej, do poprawki :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam duże problemy tego typu, ale u mnie sprawdziło się przysłowie - dopóty dzban wodę nosi... Już jakiś czas temu zbuntowałam się i powiedziałam NIE. To dobrze, lepiej późno niż wcale, ale ile złości się zemnie przy okazji wylało. Teraz to jestem chyba wręcz przewrażliwiona i wyczuję na odległość każdą próbę przekroczenia moich granic.

      Usuń
  31. Pomimo że jestem facetem i dotyczą mnie inne społeczne stereotypy, to momentami mam zapędy jak twoja mama. To pewnie przez wcześnie podjętą odpowiedzialność za rodzinę, rezygnację już z wielu planów życiowych przez chorobę mojej mamy czy konieczność przejęcia opieki prawnej nad rodzeństwem. Ale...ja na to nie narzekam. Może dlatego, że też właśnie znam granicę i teraz już, po wielu latach umiem rozgraniczyć pewne wybory jako konieczne i tyle:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak bardzo wydarzenia z dzieciństwa nas kształtują jest niepojęte. Mówi się - jak długo jeszcze będziesz zganiać winę na rodziców, jesteś dorosły i sam dokonujesz wyborów. No chyba nie do końca, nasze dorosłe postępowanie jest mocno determinowane przez wychowanie, doświadczenia z młodszych lat.
      A z wyborami koniecznymi to co innego, wiesz, że to Twoja działka, jesteś odpowiedzialny i działasz. Ale kiedy rzucasz się do pomocy na każde zawołanie, lekceważąc obrzydliwą pogodę, zmęczenie, złe samopoczucie, własne interesy - wtedy to już coś chyba nie tak! Zwłaszcza, że ludzie naprawdę łatwo do takiego zachowania przyzwyczaić i nie będą się wtedy zastanawiać, czy to dla ciebie nie kłopot...

      Usuń
  32. Mnie uczono, że najpierw obowiązki potem przyjemności. Oraz, jak można kogoś uszczęśliwiać, jak samemu jest się nieszczęśliwym. Na zasadzie... Najpierw naprawiajmy siebie, a potem innych. Można i trzeba pomagać innym, ale nic na siłę i bez przesady. Bo kiedyś może zabraknąć mamy, taty i trzeba sobie jakoś radzić samemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja też muszę najpierw załatwić co pilne, żeby moc się w ogóle zrelaksować? :-) We krwi to mam i staram się tak układać plany, żebym mogła codziennie skorzystać z czasu tylko dla siebie. Pewnie, że mama i tata do czasu pomagają, mi już dawno przestali, od dwudziestu lat mieszkam od nich bardzo daleko, teraz mogłabym pomóc im ale mogę tylko zadzwonić...

      Usuń
  33. Trzeba znaleźć w ciągu dnia czas dla siebie, chociaż chwilę. Zrobić sobie małą przyjemność, zadbać o siebie. To ważna dla zachowania równowagi i komfortu psychicznego :) Moja mama jest bardzo podobna, ciągle w biegu, cały czas coś robi, pomaga każdemu , a o sobie często zapomina. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy słyszę o takich osobach, co to usiedzieć na tyłku nie potrafią, na okrągło muszą się eksploatować, to przyznaję, nie chciałabym tak żyć za żadne skarby. Nie wiem, jak można nie chcieć mieć osobistej przestrzeni. Cóż - różni ludzie zamieszkują ten świat i na siłę nikogo uszczęśliwiać nie należy :-)

      Usuń
  34. Prawda, moja mama jest taka sama, ma na głowie już trzy sąsiadki-staruszki, wszystkie schorowane, jedna sparaliżowana, mama czasem płacze, kiedy coś jej nie wychodzi w terminie, ale nadal nie odmawia, robi im zakupy, sprząta itd.
    Nie wiem do końca, jak próbuje mnie wychować, może i podobnie, ale dla mnie już chyba nie starczyło tej jej dobroci i nie mam żadnych problemów z mówieniem "nie". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i dobrze... Ja też do swojej nie jestem podobna i hołduję stwierdzeniu, że życie ma być pasmem przyjemności, nie widzę w tym niczego niewłaściwego :-)

      Usuń
  35. Czasem egoizm nie jest wcale zły! Trzeba czasem odpocząć przecież.
    Myślę, że ciężko wyperswadować rodzicom niektóre "nawyki" czy też zachowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyperswadowanie jest chyba nierealne...

      Usuń
  36. Oj, jakbym o mojej Mamuśce czytała. Ale ja mam to chyba we krwi - po niej. Od jakiegoś czasu staram sobie wpoić taki zdrowy egoizm. Pomyslałam sobie, że nie uszczęśliwię innych, gdy pewnego dnia się wykończę. Dlatego właśnie postanowiłam zwolnić, postawić właśnie na tę poranną kawę, zamiast wiecznego biegu i być silniejsza - dla tych, których kocham. Koło zamknęło się w idealny sposób ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo zauważyć, że kiedy jesteśmy wykończeni, to trudno nam zachowywać się po prostu miło w stosunku do najbliższych, ja to zwykle odganiam się od nich jak od natrętnych much. Tak, w moim przypadku zdecydowanie lepiej jest najpierw zadbać o siebie, bo w przeciwnym wypadku łatwo tracę cierpliwość ;-)

      Usuń
  37. Bardzo mądre słowa. Moja mama zawsze zwracała uwagę, że zamiast czytać powinnam zrobić.... zamiast pisać listy powinnam.... zamiast siedzieć przed komputerem powinnam.... zamiast robić kartki powinnam..... Milion innych zajęć bardziej pożytecznych i jakże ważnych! Bo przecież ciągle jest coś do roboty. Jest, owszem, ale nie chciałabym całego życia spędzić na ganianiu ze szmatą po domu czy usługiwaniu innym! Owszem, lubię posprzątać, lubię pomóc ludziom, zrobić coś dla kogoś - ot tak, ale ważne jest zachować równowagę.
    Starsze osoby - moja babcia też - mają faktycznie zakorzenione w sobie, że głównie należy pomagać innym. Babcia odda ostatni grosz swojej wyrodnej córce, zamiast kupić coś sobie. Takich przykładów jest mnóstwo. Kiedy mówię do niej, aby pojechała z nami na działkę, odpoczęła, to ona znajduje wymówki - nie może, bo ma dom, bo musi sprzątać, bo musi coś zrobić. A czy to jest faktycznie najważniejsze? życie jest jedno, wydaje mi się, że często zamiast spędzić miło czas, pobyć z kimś bliskim, my wolimy sprzątać, grabić, prasować... pamiętamy o obowiązkach, a o przyjemnościach nie zawsze.. a czas przecieka przez palce..niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko "powinnam" nic "bo lubię", tak jakby robienie czegoś przyjemnego było zbrodnią przeciwko ludzkości. Moja mama dawno temu zrozumiała, że na mnie nie wpłynie, ale sama też nie zamierza się zmienić, natomiast teściowa bardzo długo myślała, że przerobi mnie na kobietę, która będzie się jej synem opiekować, teraz też jeszcze próbuje robić wtręty, ale już delikatnie.
      Dla mnie życie ma być przede wszystkim przyjemne, ma dawać radość. Wiadomo, będą i ciernie, ale to nie wstyd walczyć o lżejsze życie. Nie musimy dawać z siebie więcej niż chcemy dać.

      Usuń