niedziela, 29 czerwca 2014

Tabletka dobra na wszystko

źródło
Tej zimy miałam wrażenie, że mój organizm zbuntował się na dobre: kaszel trwający od roku tak się nasilił, że nie mogłam już normalnie funkcjonować, dodatkowo wykańczał mnie niemalże ciągły obrzęk śluzówki nosa połączony z bólem głowy. Leki nosiłam reklamówkami do domu, w tym także antybiotyki. Prawdziwe załamanie - łykałam tabletki i stękałam "byle do wiosny!".

Któregoś dnia otworzyłam apteczkę i nawiedziła mnie straszna myśl: co by się ze mną stało, gdyby hipotetycznie wybuchła wojna i nie miałabym pełnego dostępu do lekarza, czy apteki albo po prostu straciłabym wszystko? Umarłabym z powodu zatkanego nosa?

Na pierwszej linii królował antybiotyk, jak antybiotyk to i probiotyk, wiadomo! Dalej leki wykrztuśne, od alergii (podejrzenie lekarza, które się nie potwierdziło), coś do ssania na podrażnione gardło, leki od przeziębienia oraz udrażniający nos Cirrus, bez którego ani rusz, ewentualnie Ibuprom Zatoki (jeśli ból głowy dokuczał) i rutinoscorbin. Trwało to prawie dwa miesiące, a po skończeniu kuracji potrzebne były jakieś witaminki, żeby odbudować straty, tran. Musiałam sięgnąć po magnez, bo w łydkach miałam potworne skurcze, no i włosy wypadały na potęgę, więc jakiś mega krzem by się przydał, a po tych wszystkich tabletkach wypadałoby także wspomóc wątrobę... Było tego dość dużo i brakowało chyba tylko tabletki z tasiemcem na błyskawiczne odchudzanie!

A swoją drogą ta tabletka to już chyba szczyt ludzkiej pomysłowości. Pierwszy raz usłyszałam o niej w amerykańskim serialu dokumentalnym "Śmierć na tysiąc sposobów", zszokowana i zaciekawiona łaknęłam więcej informacji na jej temat. Otóż kupuje się ją na internetowych serwisach aukcyjnych, jednak wcześniej warto dowiedzieć się, w jaki sposób pozbyć się tasiemca kiedy nie będzie już potrzebny, bo to wcale nie jest takie proste. W ciele człowieka tasiemiec osiąga długość 15 metrów, odchudzenie następuje podobno bardzo szybko, ale w zamian mamy: wymioty, bóle głowy, biegunka, awitaminoza, wycieńczenie, a nawet śmierć.

źródło
Nie wiem jak wyglądają Wasze apteczki, czy lubicie łykać popularne i reklamowane suplementy diety, ale skoro mówi się, że każdy Polak na dwóch rzeczach zna się na pewno - piłce nożnej i leczeniu oraz zakładając, że statystyki nie kłamią, to można wysnuć ogólne stwierdzenie, że nie ja jedna swego czasu znalazłam się w takim położeniu. Szacuje się, że 80% Polaków leczy się sama, to bardzo łatwe, gdyż wiele preparatów dostaniemy dzisiaj w sklepie spożywczym, kiosku, na stacji benzynowej. Reklamy zachęcające do bycia zdrowym są niezwykle kuszące, a apteki przypominają luksusowe drogerie. Nic dziwnego, że jest wielu chętnych, by kupić sobie zdrowie i dobre samopoczucie w pigułce. Masowo łykamy suplementy diety, nadużywamy leków przeciwbólowych, zajadamy się preparatami z rutyną uważana za antidotum na przeziębienie.

Zdrowi, piękni i zrelaksowani chcemy być szybko, bez wysiłku, bez względu na to, jakie konsekwencje poniesiemy jutro - liczy się tylko teraz, dzisiaj. W ten sam sposób podchodzimy nie tylko do leczenia, ale także do bezmyślnego brania kredytów w 5 minut na dowód, żeby tylko spełnić marzenie o wyjeździe na wymarzone wakacje czy urządzenia wystawnych świąt dla całej rodziny, albo wchodzenie w kolejne raty do spłaty, bo właśnie musimy kupić nowy, większy telewizor. Tak samo podchodzimy do środowiska w jakim żyjemy, już dzisiaj lejemy wodę bez umiaru, wyrzucamy masę jedzenia, bo teraz nas stać, zatruwamy środowisko wyrzucaną byle jak chemią, spalanymi w piecach plastikami. 
Tacy jesteśmy, bo chcemy żyć coraz szybciej, coraz intensywniej. A może czasami lepiej spróbować pokonać chorobę bez leków, oczywiście w granicach rozsądku, bo nawet dobre leki nie pozostają bez wpływu na organizm. Mówi się, że recepta na zdrowie w pigułce, to zamiast garści tabletek - jedzenie 3/4 kilograma warzyw i owoców dziennie, tym bardziej, że witaminy w formie naturalnej są wchłaniane łatwiej niż ich syntetyczne odpowiedniki. Jeśli czasami mamy wrażenie, że specyfiki w tabletce działają, to możemy mieć do czynienia z efektem placebo, czyli czujemy się lepiej, bo mamy wrażenie, że dbamy o zdrowie. Niektórzy badacze twierdzą, że nawet jedna trzecia wszystkich leków z apteki działa na zasadzie placebo, a firmy farmaceutyczne robią badania gdzie w co się wierzy.

Co jeszcze możemy zrobić, żeby ograniczyć tabletkowe zapędy?

  • na odchudzanie najlepsza jest witamina JM, czyli jedz mniej. Na jesienny spadek odporności JZ - jedz zdrowo,
  • zamiast wydawać pieniądze na drogie suplementy diety, lepiej zafundujmy sobie tygodniowy urlop i porządnie wypocznijmy,
  • nauczmy się radzić sobie ze stresem,
  • zmiana ustawienia monitora czy fotela może sprawić, ze ustąpi ból kręgosłupa,
  • przy kłopotach z zatokami, czy niedrożnym nosem mogą pomóc inhalacje lub nawilżanie wysychającej śluzówki,
  • na bóle miesiączkowe - ziołowe kąpiele czy termofor na brzuchu.
Tabletkę możemy zastąpić masażem, spacerem, ćwiczeniami relaksacyjnymi, a jeśli już sięgamy po leki, to w pierwszej kolejności te jak najmniej obciążające organizm. I pamiętajmy - lepiej zapobiegać niż leczyć!

Te zasady są też moimi zasadami, marzy mi się całkowita wolność od tabletek. Udało mi się wyjść na prostą po zimowej "zapaści", aktualnie łykam jeszcze tylko ten nieszczęsny krzem, kupiony samodzielnie, bez przepisu lekarza, ale włosy rzeczywiście przestały już tak strasznie wypadać, więc skończę zaczęte opakowanie. Na zatkany nos na razie pomaga wcieranie rinopanteiny. Chciałabym utrzymać ten stan jak najdłużej, dbam o siebie bardziej niż rok temu: zdecydowanie lepiej się odżywiam, dużo czasu spędzam na świeżym powietrzu, jeżdżąc na rowerze czy spacerując szybkim krokiem, staram  się też regularnie odpoczywać. Może tym razem się uda, w każdym bądź razie nie zamierzam się poddać.

A-ha! I jeszcze jedno: tej jesieni nie będę już narzekała publicznie na nadchodzącą zimę, może nawet prywatnie postaram się ją polubić. Nie wykluczone, że moje kłopoty z początku roku to zemsta zimy, za to, że siałam do niej nienawiść na blogu TUTAJ ;-)






106 komentarzy:

  1. No niestety smutna prawda, że tabletkę traktujemy jako szybką pomoc. Co robimy jak boli głowa? Od razu po tabletkę. Bo szybko. Faktycznie słuszna analogia do obecnych czasów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... szkoda czasu na cierpienie, a czasami wystarczy się położyć, wyciszyć, zdrzemnąć, tyle że w tym czasie zawsze możemy coś zrobić .

      Usuń
  2. Ja korzystam z leków jak muszę, pierw idą na ostrzał domowe sposoby leczenia jak nie działają dopiero tabletki wchodzą w ruch...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ZA domowymi sposobami leczenia tyle, że styl bycia trochę to uniemożliwia, bo domowe sposoby to zapakować się do łóżeczka, wypocić, odpocząć. Trwa to zdecydowanie dłużej, a tu do pracy trzeba wracać :-/
      Ech, chyba lepiej zawalczyć o lepszą odporność po prostu...

      Usuń
  3. Ja mam w domu tylko leki na przeziębienie. Korzystam z nich sporadycznie, tylko jak naprawdę muszę. Nie łykam też żadnych suplementów itp... w ogóle nie pamiętam kiedy brałam jakiś antybiotyk może z 5 lat temu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety w lutym br. i teraz myślę, że gdybym wcześniej go wzięła zamiast próbować leczyć się na własną rękę, oszczędziłabym swoją wątrobę... Nie ma to jak dobra odporność, ale kiedy ta zaszwankuje, to nie ma co się wzbraniać przed antybiotykiem, bo słaby organizm nie da rady bakcylom.

      Usuń
    2. Pewnie, że jak jest konieczność to się bierze antybiotyk. Ale u nas jest taka tendencja, że lekarze przepisują antybiotyki jak cukierki. Gdy byłam jeszcze dzieckiem to bardzo często brałam antybiotyki, zawsze jak mama szła ze mną do lekarza to antybiotyk i antybiotyk. Teraz jak widzę, że mam zwykłe przeziębienie biorę jakieś odpornościowe leki, pije Theraflu i koniec. Jak nie przejdzie dopiero idę do lekarza. :)

      Usuń
    3. Rozmawiałam niedawno z Koleżanką z UK, u nich lekarze raczej nie przepisują antybiotyków, z innych źródeł wiem, że Polacy przyjeżdżają do kraju i w te pędy lecą do naszego lekarza, żeby coś przepisał, bo nasze przyzwyczajenia kontra tamta służba zdrowia to przykre zderzenie chyba...

      Usuń
    4. Też to słyszałam. Tam nie ma antybiotyków na katar i jakieś dziecięce przeziębiania. Zresztą oni mają chyba inne podejście do sprawy, widać to po tym jak ubierają dzieci. Nasze w czapkach, kurtkach, gdy tam przy podobnej temperaturze w sweterkach i z gołymi stopami. :D Mnie tam odpowiada to podejście, mam wrażenie, że my jesteśmy strasznie przewrażliwieni i zwyczajnie lubimy sobie 'połykać' różne specyfiki.

      Usuń
    5. Ja też jestem ZA takim podejściem. Myślę, że człowiek od najmłodszych lat powinien być tak "chowany", a nie izolacja od wszelkich czynników, które potencjalnie mogą zaszkodzić i obsesyjna wręcz walka z bakteriami.

      Usuń
  4. Kurde to ja jestem odmienna w tym temacie, bo unikam leków jak ognia i przeważnie stosuję zasadę "przejdzie samo" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym tak chciała, ale ostatnio mi nie wychodziło :-/

      Usuń
  5. Od czasu jak mi wirus zniszczył wątrobę, wszelkich tabletek unikam jak zarazy. Mam tylko jedną niezbędną do życia, Eltroxin której moja tarczyca nie jest w stanie wytworzyć sama, mam tylko jej szczątek. O tej tabletce z tasiemcem pierwsze słyszę. ale jak widać, głupota ludzka nie zna granic. Ludzie nie szanują swojego zdrowia ani życia. :/ Miałam Interferon przez 24 tygodnie który też mnie odchudził kilka dobrych kilogramów, ale też pozbawił odporności. Przy okazji, koszt dobrych kilka tysięcy na miesiąc. Ja się modliłam żeby tylko poskutkował na wirusa i żeby już mi nie przedłużali leczenia. Skutki uboczne mam jeszcze 3 lata po skończeniu leczenia. :/ Nie rozumiem takich wynalazków jak z tym tasiemcem, to powinno być karalne. Póki co moje suplementy to powietrze i woda morska. :D Ściskam. :** :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świeże powietrze i woda morska, a może jeszcze chodzenie na boso to moje ulubione suplementy. I pomidory :)))
      Ty to się dopiero nałykałaś, ale dałaś rady i tak trzymać!

      Usuń
  6. A ja bardzo lubię zioła :) Niestety na większość chorób zioła nie pomogą np. na nadczynność tarczycy weźmiemy (lekarz nam przepisze) jakieś leki zawierające inhibitory wychwytu jodu. Z niedoczynnością jest łatwiej, bo możemy kurować się małą dawką morszczynu.
    Jeśli lubię zioła to nie znaczy, że z leków czy suplementów diety nie korzystam. Jak mnie wysypie na skórze przy jakiejś alergii to piję wapń, rozkurczowo przy dużym bólu biorę 1 No-Spę dla świętego spokoju. Gdy mnie boli głowa to nie biorę nic. Chyba, że tak boli aż płaczę, to biorę pyralginę (to samo mam z gorączką - jak płaczę i kręci mi się w głowie to biorę to samo co na ból głowy). Na zapalenie ucha zewnętrznego nic mi nie pomogło tylko Atecortin lub Cetraxal Plus. Jak widać - można brać leki, można stosować zioła, ale z umiarem. Nie warto się za bardzo przejmować byle przeziębieniem, ale np. grypy nie można bagatelizować, bo trzeba ją zwalczyć.
    Ale się rozpisałam... ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, nie każdą chorobę można ziółkami odpędzić. Zwykły ból głowy rzeczywiście da się przeczekać, wystarczy się odrobinę wyciszyć, może zdrzemnąć, może pooddychać. U mnie niestety czasami występują migreny, wtedy to już piguła obowiązkowa :-/

      Usuń
    2. Można też korą wierzby, ale to na słaby ból głowy

      Usuń
  7. to prawda że większość zbyt łatwo podchodzi do zwykłego chociażby bólu i od razu po tabletki sięgają, na szczęście ja nie mam z tym problemu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość moich znajomych (w tym i ja) ma takie podejście jak Ty. Mnie niestety zawsze łamie ból w pracy, nie potrafię pracować i jednocześnie cierpieć...

      Usuń
  8. ja unikam tabletek i wole domowe sposoby, choć czasami nie da się, ale jak już stosuje jedynie tabletki na przeziębienie lub przeciwbólowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, jeśli nie chorujemy przewlekle i nie musimy mieć tym samym konieczności stałego łykania pigułek. Oby tak było jak najdłużej :-)

      Usuń
  9. A ja właśnie unikam tabletek do samego końca, chwytam po nie w kryzysowych sytuacjach i wtedy kiedy naprawdę nie mam innego wyjścia.
    Ale czasami właśnie ta przysłowiowa tabletka ratuje nam życie.
    Są tacy, którzy łykają je jak cukierki...
    Wszytko jest dla ludzi, ale w odpowiednich ilościach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, nie można zakładać: nie jem leków, czasami zdarzają się sytuacje bez wyjścia, oby nas omijały :-)

      Usuń
  10. Ja na szczęście rzadko biorę leki. Obecnie łykam tylko tabletki na tarczycę i na zmiany skórne. Te tasiemce mnie powaliły jako nich usłyszałam. Czego to ludzie nie wymyślą... :/
    Ale prawda, jak tylko coś jest nie tak to zawsze w ruch wchodzą medykamenty. Osobiście najczęściej biorę tabletki na ból głowy.
    Przydałoby mi się jeść trochę więcej warzyw i owoców :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie najczęściej to ten Cirrus albo Ibuprom zatoki, niestety mądrzy lekarze nie wiedzą co dzieje się z moim nosem. Teraz osiągnęłam poprawę i główkuję intensywnie jak to utrzymać.

      Usuń
  11. Czasami tabletka naprawdę pomaga, nie wszystko przecież da się zwalczyć ziołami czy marchewką. Wszystko z umiarem - to najlepsza zasada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja - umiar podczas łykania leków jak najbardziej wskazany. Z leczeniem to wiadomo, a z suplementacją też nie warto na okrągło czegoś sobie dodawać. Nie wiadomo ile tego przyswajamy, a do organizmu przy okazji trafiają niepotrzebne śmieci.

      Usuń
  12. Tak to prawda lekarz i tabletka na pierwszym miejscu. Ostatnio czytałam artykuł nie o liczbie zgonów lecz o tym ile osób rocznie uśmiercają lekarze. Dla mnie to szok i radość , że zaczyna się o tym mówić oficjalnie. U nas lekarz i tabletka to ostateczność. Zaś witaminy to konieczność , a zioła niezbędne. Dzięki temu nie chorujemy. Rano codziennie na śniadanko jemy kaszę jaglaną ,która zawiera krzem. Polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dość długo rozglądałam się za kaszą jaglaną, w jednym ze sklepów to sprzedawca oświadczył, że nie sprowadza, bo nikt tego nie kupuje. Wreszcie w Almie namierzyłam (dosłownie w ubiegły wtorek), kupiłam, ale jeszcze niczego z niej nie robiłam. Mam taki plan, który już realizuję od kilku miesięcy, żeby maksymalnie uzdrowić swoje odżywianie. Tak w ogóle, to mniej więcej do połowy ubiegłego roku miałam zupełnie odmienne doświadczenia i pewnie stąd bunt mojego organizmu...

      Usuń
    2. Koniecznie spróbuj jaglanki, jest bardzo smaczna i można ją przygotować na tysiąc sposobów, internet jest pełen przepisów. Odkąd ją odkryłam zagościła na stałe w moim jadłospisie, a i kondycja włosów znacznie się poprawiła:)
      Całym sercem popieram eliminowanie tabletek tam gdzie tylko się da.

      Usuń
    3. Zobaczymy jak mi będzie smakowała, w każdym razie odezwę się co tam upichciłam ;-)

      Usuń
  13. Jak zawsze świetny post Gaja:) Ja odzwyczaiłam się od witamin i suplementów, kiedyś byłam przekonana o ich cudownym działaniu, ale teraz myślę, że to maszyna do robienia pieniędzy dla firm farmaceutycznych. Raz na rok robię sobie badania, całą chemię i zawsze mam pod dostatkiem żelaza, magnezu itd. Wyjątkowo bierzemy cerutin jesienią przy przeziębieniach, ale jeszcze lepiej działają herbatki z suszonego czarnego bzu i własnoręcznie zrobiony sok z malin. Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam duże wątpliwości co do niektórych suplementów, szczególnie dedykowanych odchudzaniu, cellulitowi, poprawie wzroku, nie wiadomo jak bywa z przyswajalnością syntetycznych witamin, jeśli coś połykam, to zawsze staram się to robić zaraz po posiłku. Niby po krzemie włosy przestały lecieć, ale jednocześnie stosowałam wcierki na bazie łopianu i pokrzywy. Lepiej, żeby lekarz sprawdził, czego nam brakuj. Po urlopie, czyli we wrześniu zaplanowałam sobie takie pierwsze badania od x lat. Mój pracodawca to niestety tylko badanie wzroku przeprowadza w ramach profilaktyki zdrowia...

      Usuń
    2. No i dziękuję :-)

      Usuń
  14. U mnie króluje aspiryna. I pyralgina. Ale tylko, kiedy są naprawdę potrzebne. Nie stosuję żadnych witamin w tabletkach, żadnych rzeczy, które mogę sama kupić na poprawę, tylko właśnie, poprawę czego? Skąd mam wiedzieć której witaminy mi brakuje? Żelaza? Magnezu? Branie czegokolwiek na chybił-trafił jest bez sensu.
    Nie zgodzę się z odchudzaniem. Bo na odchudzanie nie jedz mniej, a więcej się ruszaj. I nie o spacery chodzi, a o prawdziwy ruch.
    Do jutra :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinnam może napisać nie na odchudzanie, a na utrzymanie poprawnej wagi raczej, i w ogóle im więcej lat tym chyba więcej ruchu potrzebujemy, bo przemiana materii spowalnia. Ale dawka jedzenia też jest ważna, rozpychanie żołądka chudnięciu nie sprzyja.
      Do zobaczenia :-)

      Usuń
  15. Podoba mi się witamina JM - chyba jedyna skuteczna na odchudzenia. W zupełności się z Tobą zgadzam, że większość suplementów działa w naszej głowie. Natomiast nasze społeczeństwo jest takie - zobaczą coś w reklamie i od razu muszą mieć ten najnowszy suplement. Najbardziej śmieszą mnie reklamy jednej z firm farmaceutycznej, która ma dosłownie suplementy na wszystko :) Ja bardzo rzadko sięgam po jakieś tabletki, chyba, że naprawdę już nie daję rady. Na przeziębienie - aspiryna - w inne cuda nie wierzę. Dodatkowo na przeziębienie sprawdza mi się mikstura z imbiru, miodu i cytryny. Przyznam się na koniec, że obecnie łykam Aflavic, bo naprawdę stojąca praca prowadzi do niesamowitego bólu moich łydek :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej miksturze czytałam na jednym z blogów, muszę sobie przypomnieć i zrobić to na zimę. A mnie rozwala jeszcze to, że np. w reklamie mówią nam, że możemy jeść wszystko jak leci, bo przecież są środki, które nas postawia zaraz na nogi, że jeśli złapie nas przeziębienie, to nie mamy odpocząć, wygrzać się, tylko łyknąć pigułę i dalej w tango itd. Istne szaleństwo!

      Usuń
    2. Mikstura jest prosta, już daję przepis jak to zrobić: trzeba zetrzeć imbir, zagotować, dodać do tego miód i sok z cytryny. Czasem jak za mocne mi wyjdzie, to w tym wywarze z imbiru zaparzam zwykłą herbatę albo rozcieńczam z wodą :) Proste i bez chemii i stawia na nogi :)

      Usuń
    3. Dziękuję, wypróbuje! Już po powrocie z urlopu, czyli we wrześniu należałoby zacząć...

      Usuń
  16. Ja staram się, jak najmniej zażywać jakichkolwiek leków. Nawet, gdy boli mnie głowa, to rzadko zażywam tabletki przeciwbólowe.
    Gdy jestem przeziębiony, to stosuję babcine metody, a różne choroby wątroby wyleczyłem ziołami.
    Im mniej tabletek tym lepiej. Wystarczy uprawiać sport, jeść zdrowo, myśleć pozytywnie i będziemy zdrowi. Tylko to nasze lenistwo..
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko to nasze lenistwo, otóż to. Ale fakt, że dostrzegamy problem też się liczy. I w ogóle, super, że tylu komentujących ma właśnie takie pozytywne podejście do zdrowia. Czuję się zmobilizowana do dalszej pracy nad sobą :-) Pozdrawiam!

      Usuń
  17. staram się minimalizować zakupy w aptece :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jest jeszcze aspekt finansowy całej sprawy, w aptece można zostawić całkiem dużo kaski :-)

      Usuń
  18. Zasadniczo staram się używać jak najmniej tabletek, antybiotyków, wziewów i innych... ale czasem moje cebulowe syropy i mleko z miodem i czosnek nie pomaga i wtedy muszę złożyć wizytę lekarzowi i grzecznie udać się potem do apteki. I zaraz po takim leczeniu uzupełniam witaminy - również sztucznie - jestem zdrowa ale często po lekarstwach słaba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez pracę nie pamiętam kiedy leczyłam się naturalnie, zawsze leczę się na tempo, byle nie brać zwolnienia lekarskiego. Może czasami jednak zwolnienie jest konieczne... To, że organizm szwankuje przecież oznacza, że jest osłabiony.

      Usuń
  19. Biorę antybiotyki kiedy trzeba (a że mam niewielką skłonność do chorób uszu, najczęściej zapalenia...), ale nigdy nie w nadmiarze, tylko jeśli to konieczne. Normalnie, jak mi się przypomni, to rutinoscorbin na odporność... I to wszystko :) Na kaszel - herbatka z cytryną, na ból głowy - amol, na niestrawność - rozgotowana marchewka i pieczone jabłko. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie bywało lepiej, cóż stres i zaniedbania robią swoje, nie mam się co dziwić...

      Usuń
  20. Wszelkie możliwe tabletki staram się ograniczyć do minimum. Nie biorę suplementów diety, witaminki C i innych. A tabletki przeciwbólowe łykam jedynie wtedy gdy migrena mnie wykańcza, a i tak w sumie wolę przeczekać (choć to głupie, bo migrena sama nigdy nie przejdzie, ale nie lubię po prostu brać tabletek). Co do tych tabletek ,,na odchudzanie" (chyba portfela), to głupota... Na pewno nie pomoże nam to schudnąć w taki sposób w jaki chcemy, czyli zrzucić zbędne kilogramy, wyrzeźbić sylwetkę i cieszyć się zdrowiem. Odchudzanie, to przede wszystkim zmiana nawyków i trybu życia, a nie chwilowa katorga bez jedzenia i męczarnia na siłowniach. Tylko mało kto to rozumie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Migrena to również moja znajoma ;-) Oj nie da się jej przeczekać, kiedyś próbowałam, to do takiego stanu się doprowadziłam, że przestraszony małżonek na pogotowie chciał mnie wieźć, ale z łóżka nie mogłam się podnieść.
      Później sobie doczytałam, że nie powinno się migreny brać na przeczekanie, a wręcz przeciwnie, już na pierwsze symptomy wziąć tabletkę...

      Usuń
  21. Zdecydowanie domowa apteczka! Swoją drogą zapraszam do siebie, bo bardzo często nie wiemy jak myć "naszą domową apteczkę" ;)
    http://wenus-lifestyle.pl/2014/06/jak-prawidlowo-myc-owoce-i-warzywa/

    OdpowiedzUsuń
  22. Przypomniała mi się sytuacja z apteki
    Przychodzi młoda dziewczyna (na oko jakieś 20+) i ogląda preparaty na odchudzanie, a mieliśmy ich sporo - i te popularne, reklamowane i te mniej znane. Zatrzymała się akurat przy tych promocyjnych więc jej powiedziałam, że cena tego preparatu to tyle i tyle złotych normalnie kosztuje ileś tam. A dziewczyna odpowiada z oburzeniem:
    - Tu na pewno jest tasiemiec!!!!!!
    To była jedna z sytuacji kiedy nie chciało mi się dyskutować na ten temat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tasiemce w preparatach z yerbą/l-karnityną/garcinią cambogią? Co ci ludzie nie wymyślą XD

      Usuń
    2. Ale jaka podejrzliwa ta klientka :-)

      Usuń
  23. ____█████____███
    ___████__████_███
    __███____████__███
    __███_███___██__██
    __███__███████___███
    ___███_████████_████
    ███_██_███████__████
    _███_____████__████
    __██████_____█████
    ___███████__█████
    ______████ _██
    ______________██.. UŚMIECH
    _______________█ ..JEST JAK
    _████_________█ ...SŁONCE,
    __█████_______█ ...KTÓRE
    ___████________█ ...SPĘDZA
    ____█████______█ ...CHŁÓD
    _________█______█...Z LUDZKIEJ
    _____███_█_█__█ .....TWARZY.
    ____█████__█_█
    ___██████___█_____█████
    ____████____█___███_█████
    _____██____█__██____██████
    ______█___█_██_______████
    ________███___________██
    ________██_____________█
    _______█ ..ŻYCZĘ
    ______█ ...WSPANIAŁEGO
    ______█ ...RADOSNEGO
    ______█...DNIA
    ______ █...BUZIACZKI

    OdpowiedzUsuń
  24. Unikam tabletek bardzo, może dlatego że od dziecka mam problemy z połknięciem tabletki. Wypijam całą szklankę wody, a tabletka pozostaje na języku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak moja szwagierka, antybiotyki wysypuje z plastikowej osłony :-))

      Usuń
  25. O tasiemcu tez słyszałam i jakoś nie mogę wyjść ze zdziwienia. Głupota, desperacja? Naprawdę ? Przypomniało mi się, jak mój równie gadatliwy jak ja sąsiad, zaczepił mnie i mówi: Sąsiadeczka słyszała w telewizji mówili o takich ludziach co tasiemca połykają, da Pani wiarę :):) Nie mogła chłopian wyjść, ze zdziwienia , że takie cuda na tym świecie teraz się dzieją. Ja boję się tabletek, doraźnie łykam tylko magnez. Staram się mieć zieloną lodówkę, dużo warzyw i owoców, które lubię. To chyba działa , bo rzadko choruję.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były lata (nawet ostatnie), kiedy się zapuściłam i pewnie teraz zebrałam swoje żniwo. Nic w przyrodzie nie ginie.

      Usuń
  26. To już dla mnie przesada żeby łykać tabletki z główką tasiemca. Aż mnie dreszcze przeszedł, brrr...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? Jak żyć ze świadomością, że robal w nas mieszka???!!! Może i jakiś mieszka, ale przynajmniej nie wiem tego na pewno ;-)

      Usuń
  27. tabletka do dla mnie ostateczność, dziecku najpierw podaję herbatkę ziołową, smaruję delikatnie maścią w zależności od przypadłości, czasem jednak np ostatnio tak bolaly mnie stawy, że musiałam wziąść tabletkę przeciwbólową, bo musiałam wyjść z domu, a nie umiałam tak mnie połamało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieci też się dzielnie trzymają i zauważyłam, że również mają odruch obronny przed lekarstwami, czasami aż głupi, ale cieszę się, że stać je na własne zdanie :-)

      Usuń
  28. Przyznam się, że nie mam apteczki jako takiej. W szafce stoi woda utleniona i plaster. Na szafce, pod ręką za to witaminy, o których zapominam i tabletki Ibuprom. to wszystko. Czasami na ból głowy wezmę, średnio 2-3 razy w miesiącu, to wszystko. Witaminy po sniadaniu, jak nie zapomnę.
    O tabletce z tasiemcem nawet nie chcę myśleć :))) Będzie mi się jakiś obcy w jelitach węgował, nie nie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie od maja mam podobnie: krzem i ewentualnie ibuprom zatoki (głupi nos!!!) Chcę tak jak najdłużej! Tabletka z tasiemcem to chyba najdziwniejszy specyfik o jakim słyszałam, i najgłupszy...

      Usuń
  29. Na odporność dobrze jest chodzić na basen. Nawet zimą. Lub biegać na świeżym powietrzu. :) Moim jedynym suplementem przed ciążą był skrzyp na włosy. A przeziębienia leczyłam sama, zazwyczaj po ibupromie zatoki mi przechodziło. Jednak w ciąży dowiedziałam się, że na nosek dobrze działa sól fizjologiczna. A na gardło herbatka z miodkiem lub cytryną oraz ciepłe łóżeczko.
    Często jest tak, że przez przeziębienie lub np. wypadanie włosów organizm chce nam dać znać, żeby trochę zwolnić.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że napar z lipy też ładnie nawilża, nie wiem co z moim nosem się dzieje, lekarze na razie też, ale sól to dla niego za mało :-(
      Też czuję, że mój organizm daje znaki, ale może jeszcze da się coś zrobić, z żywieniem znacznie się poprawiłam, gorzej ze snem ;-) Pozdrawiam!

      Usuń
  30. extra :DD


    www.blogspot.com/casprzet

    OdpowiedzUsuń
  31. Dziwne wirusy i obniżona odporność to dziś codzienność. A my bez tabletek nie umiemy już żyć. Ale liczę na to, że za kilka dni słońce nie będzie już nas opuszczać, a nasze ogrzane i wygrzane ciała nie będą przyjmować żadnych zarazków :)

    Pozdrawiam,
    http://messsinspirations.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obniżona odporność alarmuje, że coś z nami jest nie tak, należy znaleźć przyczynę, a nie maskować skutki... Np. takie słońce, też mówi się o jego szkodliwości, a myślę, że to też kwestia umiarkowanego podejścia, bo słońce to przecież witamina D :-)

      Usuń
  32. Aż nie do wiary że nasze mamy potrafiły bez tego wszystkiego żyć:)))po przeczytaniu Twojego posta muszę sprawdzić swoją apteczkę:)))bardzo dobre rady:)))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, przecież nawet 50 lat wstecz nie było takiego parcia na leki, zresztą wtedy takich cudeniek też nie było... Cieszę się, że się rady przydały, pozdrawiam!

      Usuń
  33. Ja bardzo rzadko biorę leki (nie licząc leków które muszę brać z powodu choroby). Jak wezmę dwie tabletki apapu na miesiąc to jest maksimum. Przeważnie melissa na ból głowy, mięta na ból żołądka, Żurawina na zapalenie pęcherza...I jestem z tego zadowolona bo nie niszczę lekami wątroby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meliskę piję też często wieczorem, żeby się wyciszyć. Lubię też lipę, wcześniej prawie codziennie ssałam pastylki, żeby zlikwidować "pochrząkiwanie", lipa doskonale je zastępuje, zresztą kiedy wyrzucam torebkę po zaparzeniu to widzę, że jest powleczona śluzem. Zdrowa jest też yerba mate i afrykańska rooibos :-)

      Usuń
  34. Nie mam wypasionej apteczki.... ale zawsze muszę mieć pod ręką przeciwbólowe, chociaż używam ich z umiarem ale są takie chwile kiedy muszę :))
    Tabletki z tasiemcem znam ze słyszenia i już na samą myśl o takim paskudztwie robi mi się słabo.... ale jak się okazuje głupota ludzka sięga dalej bo są jeszcze takie które
    ,, topią,, człowieka od wewnątrz.... i to czlowiek człowiekowi gotuje taki los... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, przecież ostatnio w mediach było też głośno o śmierci dziewczyny, która chciała się błyskawicznie odchudzić i łykała "szemrane" pigułki, które spaliły ją od wewnątrz.

      Usuń
  35. Ja przez 10 lat zmagałam się z takim jak Ty stanem.Błąkałam sie od lekarza do lekarza. Aż w koncu trafilam na kilka ksiażek szwajcarskiego naturopaty Christophera Vasey w tym jedną Jak przetrwac zime bez grypy. I zamiast biegac do lekarza zaczelam biegac wokoł domu, wypacac toksyny (zreszta po potliwym lecie - zimę mamy mniej chorowitą). Dzis na zimę mam naturalną apteczkę: olejki eteryczne Resistim, wyciąg z pestek grejfruta, no i na niepracujące dni (z wiadomych powodow) czosnek, czyli tzw rosyjską penicylinę. Tak, bo rosyjscy żołnierze w czasie II wojny leczyli się czosnkiem w Stalingradzkie mrozy. Pozdrawiam serdeczenie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Christophera Vasey widzę tylko "101 metod oczyszczania organizmu" w języku polskim... Ciekawa jestem ile czasu zajęło Ci przestawienie organizmu, uodpornienie go.

      Usuń
  36. Ale zaskoczyła mnie ta tabletka z tasiemca. Botoks to też trucizna. Chcesz byc piekna to cierp. Brrrr. Trzymam kciuki, by nastepna zima byla bezantybiotykowa. A jak nie to naturalne antybiotyki jak wyciag z pestek grejfruty, czosnek czy olejki eteryczne. Pozdrawiam Beata

    OdpowiedzUsuń
  37. A ja przyznam, że jestem daleka od łykania wszelkich tabletek, nawet i różnych suplementów. Trzymam się od nich z daleka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja droga była długa i kręta - tak w skrócie ;-) Tak naprawdę, mogę mówić o zmianie w przeciągu ostatniego roku, ale to ciągle mało się wydaje...

      Usuń
  38. rzeczywiście, jest bardzo wiele w tym co piszesz. tabletki stają się ukojeniem na całe zło, szybką pomocą na wszelkiego rodzaju dolegliwości, a że mamy (i ja sama również!) tendencję do narzekania, próbujemy jak najszybciej sobie pomóc. niestety nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że takim sposobem możemy też zaszkodzić. ale ja muszę się pochwalić, że od pewnego czasu tabletki biorą górę tylko wtedy, kiedy sytuacja jest naprawdę nie do zniesienia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam te wszystkie komentarze, w tym Twój i naprawdę super, że są wszystkie właśnie w takim duchu. Już samo to, że w swoim zasięgu mam ludzi tak właśnie myślących stwarza pozytywne wrażenie, że jestem na dobrej drodze. Bo podobno, taki widzimy świat, jacy sami jesteśmy, a ja teraz widzę całkiem fajny świat. Może to i pokrętna logika, ale jeśli mogę się pocieszyć to dlaczego nie? ;-)

      Usuń
  39. Kurde, niechcący napisałam komentarz w wiadomości zamiast tu. Napisze jeszcze raz:
    Polacy muszą wiedzieć jak leczyć się sami, bo na służbę zdrowia można liczyć coraz mniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda ;-) Weźmy takie suplementy, wypadało by wcześniej zbadać czego nam brakuje do szczęścia, ale uzyskanie skierowania i wykonanie badań bywa kłopotliwe, rozciągnięte w czasie i wymaga wolnego od pracy. Siłą rzeczy, do lekarza idę wtedy, kiedy zachodzi podejrzenie, że mogę się nabawić prawdziwych problemów.

      Usuń
    2. ja tak samo, a często nawet z poważnymi problemami potrafię odwlekać wizytę, bo nie chcę mi się czekać w tych kolejkach :/

      Usuń
  40. Odpukac nie choruje, brata mam farmaceute, wiec gdyby zaszla taka potrzeba to zawsze moge sie doradzic:))

    OdpowiedzUsuń
  41. Bardzo fajnie napisany post. Muszę się z Tobą zgodzić, że jesteśmy atakowani przez reklamy środkami farmaceutycznymi leczącymi wszystko po kolei. Ja staram się zażywać jak najmniej tabletek, zażywam te co muszę, ale czasami wspomagam się też witaminami, oprócz tego że zajadam się dużą ilością warzyw i owoców. Coś w tym jest, bo zażywając całą zimę codziennie rutinoscorbin nie zachorowałam, jak to się zdarzało każdego roku :) Jestem więc zdania, że można się suplementować, ale z umiarem! :) Co do domowych sposobów radzenia sobie z chorobami, to jak najbardziej je lubię i stosuję :) Na przeziębienia króluje u mnie czosnek, miód i inhalacje, a na bóle menstruacyjne piję rumianek :) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chętnie jadłabym czosnek nawet codziennie i w sumie przemycam go do różnych potraw, ale czytałam, że gotowany dłużej niż 5 min. traci bakteriobójcze właściwości, surowy - capi, a miedzy ludźmi się obracam. Więc nie jem go tyle ile się zaleca tj. 1-2 ząbki dziennie...

      Usuń
  42. Leczenie na własną rękę bywa ryzykowne. Jednak ludzie uważają, że to jest szybko i wygodny sposób na pozbycie się dolegliwości. Nie musi stać w kolejce do lekarza, nie musi się o nic prosić, czasami i wstydzić. Jeśli chodzi o lekarstwa, to u mnie w domu jest ich cała szafka - od wszystkiego, dla każdego.. heh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się z kaszlu leczyłam, trwało to rok i byłam w coraz gorszym stanie, bo niestety jakaś upierdliwa bakteria się zagnieździła i dopiero po antybiotykach przeszło... Czasami nie ma wyjścia i trzeba wziąć lekarstwo jeśli brak dobrej odporności.

      Usuń
  43. Nawet ciężko sobie wyobrazić o jakie pierdoły ludzie pytają w aptece... I jak cenią zawartość swojego portfela a nie zdrowie! Ogólnie jestem przeciwnikiem suplementów diety, które przecież nie mają badań klinicznych (a jest ich ogrom na rynku!)... Większość leków powinna być dostępna wyłącznie na receptę a nie taka samowolka. Pchanie garści leków "dla zdrowotności"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie,suplementy to tak działają na słowo honoru i nawet w mediach się o tym mówi, a mimo to ludzie płacą ciężkie pieniądze, żeby o siebie "zadbać".

      Usuń
  44. Czego nietrudno się domyślić- nie jestem zwolennikiem farmakoterapii, wręcz przeciwnie. Często leki to dla mnie niepotrzebne oszukiwanie organizmu z jego obciążaniem..ale sam wiem, że nieraz trzeba, jestem akurat na etapie gdzie potrzebne są mi leki na serce więc cóż.
    Po prostu, leki jak wszystko, to obosieczny miecz. Używane rozsądnie pomagają, leczą. Używane w nadmiarze bywają niesamowitą trucizną, już nie tylko jednostki, ale i całego społeczeństwa....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak gdzieś już wyżej wspomniałam - super, jeśli jesteśmy młodzi i obdarzeni dobrym zdrowiem, wtedy to i herbata z miodem i cytryną postawi na nogi. Gorzej, kiedy to zdrowie z różnych przyczyn zaczyna się sypać (pewnie często z naszej winy), ale co zrobić, wtedy już tak wesoło nie jest i dla portfela także. Ty i tak jesteś dzielny :-) To chyba właściwe słowo.

      Usuń
  45. Bardzo cenne to co napisałaś. Żyjemy szybko i nie dbamy o siebie, chociaż zdrowy tryb życia to najcenniejsza inwestycja. Wszystko, co zaniedbamy teraz, to wyjdzie w późniejszym wieku - wiem po sobie. A cudownych pigułek niestety nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja po sobie wiem niestety też :-/

      Usuń
  46. Tabletki przeciwbólowe łykam naprawdę w potrzebie - w czasie gorączki, no i w czasie ostrych bólów menstruacyjnych. Inne tabletki, które muszę brać (niestety) codziennie, to na niedoczynność tarczycy i sama się zastanawiam, co by było gdybym tego nie brała i czy stan zdrowia by się pogorszył, póki co NIE SĄDZĘ, że one mi pomagają. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś miałam powiększony płat tarczycy, długo brałam tabletki i nic. Koleżanka mojej babci poradziła kurację mleko z kropelkami jodyny. Jednego dnia szklanka mleka z kroplą jodyny, drugiego z dwiema kroplami itd aż do trzydziestu, a potem z powrotem do jednej. Tarczyca się zmniejszyła. Zrobiłam badania i okazało się, że już w porządku.... Nie wiem czy teraz bym coś takiego zrobiła, wtedy to mama zdecydowała, że mam pić jodynę i jakimś cudem pomogło...

      Usuń
  47. Jak ognia unikam cudownych pigułek. W ostateczności, gdy naprawdę nie da się inaczej sięgam po antybiotyk, z bólem walczę do granic wytrzymałośc - hartuje ciało:) zadnych tabletek na bóle głowy, zeba, chyba, ze juz naprawdę po ścianach chodze. Jak dusza boli , zamiast depresantów - dziesiątki książek, szukam odpowiedzi na to co mnie gryzie... ale jak jestem u dentysty, chocby pani nie wiem jak mnie zapewniała, że nie bedzie boleć, muszę dostać zastrzyk bo inaczej wpadam w panikę. chyba psychoza na te wiertła... brrr....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też cierpię na fobię dentystyczną, teraz to już bez problemu dostaje się znieczulenie, ale kiedyś dla dentystów nie było to takie oczywiste. Twierdzili, że nie mogą wtedy porządnie wyleczyć zęba, a kiedy dzisiaj zapytałam o to dentystkę, to odpowiedziała: bzdura, zresztą zęba to ja nie mogę jak należy wyleczyć, kiedy pacjent co chwila podskakuje mi na fotelu.

      Usuń