niedziela, 1 czerwca 2014

Za prętami złotej klatki

źródło
Strefa komfortu - miejsce bezpieczne, przytulne, zaciszne, w którym funkcjonujemy na co dzień, wykonując te same znane i dobrze opanowane czynności oraz folgując swoim nawykom. Symboliczna złota klatka, za prętami której, czekają nieodkryte przestrzenie, pola niezliczonych możliwości. Kiedy odważymy się klatkę opuścić możemy spełnić swoje marzenia...

W jednym z komentarzy pod tekstem "Silna kobieta" napisałam, że abym mogła czuć spokój i siłę w ciężkich chwilach, ważna jest dla mnie wiara w to, że wszystko jest i będzie dobrze i zawsze spadnę na przysłowiowe "cztery łapy". Wierzę, że Wszechświat mi sprzyja. Prawdopodobnie przekonanie to wtłoczyłam sobie poprzez wcześniejszą,  dość systematyczną pracę z afirmacjami, nieważne. Najważniejsze, że dobrze mi służy.

My dorośli, ponad miarę rozsądni ludzie często mamy tendencję do szufladkowania zachowań: podejrzliwy oznacza rozsądny, ufny - niedojrzały, bo przecież tak głupie są tylko małe dzieci.  Ale ufny nie równa się naiwny, nie zostawiam przecież na ulicy otwartego samochodu czy nie spaceruję samotnie po dzikich zaułkach licząc, że  Anioł Stróż wszystkiego dopilnuje. 

Wierzę w pozytywny obrót zdarzeń, ale nie pozwalam by one mną miotały. Podejmuję działania, ale nie trzymam się kurczowo rezultatów, bo zakładam, że cokolwiek się stanie będzie to z korzyścią dla mnie. Uda się - świetnie, nie uda - trudno, pewnie świat trzyma dla mnie coś lepszego w zanadrzu, a z doświadczenia zawsze mogę wyciągnąć naukę dla siebie na przyszłość.

Zdaję sobie sprawę, że szczególnie dla sceptyków, powyższy opis wydawać się może zbyt wyidealizowany. Rzeczywiście, pułapki codzienności wyzwalają we różne emocje, nie zawsze od razu jest tak cudnie, jednak to rozwiązanie jest zawsze jak spokojna przystań, do której prędzej czy później trafiam poprzez zwyczajne poddanie się nurtowi życia.

Ewa Foley w swojej książce "Powiedz życiu tak!" napisała: Płyń z prądem. Życie nie polega na tym, żeby wyrwać się prądowi, ale na tym, jak z nim płynąć. A jak to się ma do wyjścia ze strefy komfortu? Odpowiedź brzmi: żeby wyjść za próg złotej klatki należy zaufać, że świat dostarczy w każdej chwili naszego życia wszystko, a nawet więcej, niż potrzeba nam do życia. To jednocześnie bardzo proste i skomplikowane. Kto już tego spróbował ten wie, że tak naprawdę do nas należy decyzja, jaką wizję świata przyjmiemy za swoją: miejsca nieustannej walki i rywalizacji, czy może miejsca bezpiecznego, w którym rządzi prosta zasada elastycznego i łagodnego podążania za zdarzeniami.

Felix Baumgartner. fot. www.extremetech.com/extreme

76 komentarzy:

  1. Dużo mądrych rzeczy pisze Foley w swojej książce, choc pamiętam, że było tam tez coś z czym się nie zgadzałam, ale juz nie pamiętam, co:) bardzo dawno czytałam tę książkę. Strefa komfortu - tak... Często bije sie myslami i mam ochote ja opuścić, a po namysle stwierdzam, że moj tak zwany swięty spokój i poczucie bezpieczeństwa nie są złe, po co to zmieniać, podczas gdy druga strona mojej osobowości pragnie i domaga się zmian. A dusza szepcze:"zaryzykuj". Z wiekiem nauczyłam się cierpliwiej poddawać przeznaczeniu, też czuję że okoliczności/wszechświat/Bóg mi sprzyjaja. proszę o niektore zmiany żarliwie, "wysyłam" żarliwą tę wiadomość-prośbę, a póxniej czekam, czuję jak okoliczności sie same układaja i podejmuje działanie dokładnie wtedy, gdy jestem już gotowa działać. Nie szarpię sie juz jak kiedyś, i nie krzyczę "chce już". Zrozumiałam stare mądre przysłowie:"Gdy uczeń będzie gotów, mistrz się pojawi" :) Miłej niedzieli zyczę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od Foley między innym zaczynałam swoją przygodę z rozwojem duchowym :) Pamiętam, kiedy zginął jej jedyny syn, to było takie smutne. Pomyślałam wtedy, że NIKT nie jest chroniony przed nowymi lekcjami, a wydawałoby się, że taka mądra i doświadczona kobieta już ich nie potrzebuje... Z tego co wiem, poradziła sobie i z tym doświadczeniem. Wzajemnie, miłej niedzieli :-)

      Usuń
  2. Zdjęcie Baumgartnera pod wpisem to kwintesencja, tak mi się wydaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku myślałam o zwykłym skoku ze spadochronem, ale później olśnienie na mnie spłynęło. Skok Baumgartnera jest jedyny w swoim rodzaju. Dziękuję :-)

      Usuń
    2. Racja, ale dobrze mu zapłacili i z pewnością ubezpieczyli na wypadek uszczerbku na zdrowiu czy śmierci.

      Usuń
    3. Pewnie tak było, ale dla mnie żadne pieniądze nie byłyby zachętą do takiego kroku - mam lęk wysokości ;-)

      Usuń
  3. wszystko jest nam tam gdzieś zapisane, to co się nam przytrafia nie przytrafia się bez powodu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno powiedzieć, jak to jest. Niektórzy twierdzą właśnie, że jest zapisane, inni, że sami kształtujemy swój los poprzez swoją postawę. Ja bardziej przychylam się do tej drugiej opcji, a przynajmniej, życzyłabym sobie żeby tak było. Kiedyś już wspominałam, że uczyłam się Tarota. W trakcie nauki odwiedziłam w Warszawie tarocistkę, której nigdy wcześniej nie spotkałam, ani ona mnie. Powiedziała mi dużo i wszystko się sprawdziło. Potrafiła rzucać szczegóły z mojej przeszłości. Ona też powiedziała mi, że wróżba nie jest wyrokiem, każdą odwracamy poprzez pracę z własną osobowością. Coś w tym jest. Tarotem już się nie zajmuję, to bez sensu dla mnie, ale niektóre słowa głęboko zapadły mi w pamieć. Pomyśl, czy nie brzmi to optymistycznie? Możesz zmienić swój los na lepsze, a nie tylko czekać co się wydarzy. W takim czekaniu ja osobiście wyczuwam fatalizm. Nie wiem, czy dobrze Cię zrozumiałam, bo może źle i niepotrzebnie tak się rozpisałam. W każdym bądź razie życiowe lekcje chyba nie zjawiają się bez powodu...

      Usuń
    2. raczej nie fatalizm, a realność, niestety złe rzeczy też ludzi spotykają, niestety na niektóre nie mamy wpływu

      Usuń
  4. Bardzo ciekawe i daje do myślenia. Ja obecnie jestem na takim etapie wychodzenia z klatki... daleka przeprowadzka od domu sprawiła że zamknęłam się w sobie i byłam w takiej bezpiecznej strefie bo bałam się wszystkiego a przede wszytki zmiany która już nastąpiła. Teraz powoli wychodzę i nie czekam aż życie przeminie tylko żyję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeprowadzki bywają trudne. Sama mam za sobą cztery, ale to ostatnia najbardziej dała mi w kość, nie przypuszczałam, ze aż tak będzie mi brakowało ludzi i znajomych kątów. Może dlatego, że zbiegła się ona z głębszym kryzysem w związku. Ale czuję, że to właśnie ostatnia przeprowadzka najwięcej dała mi do myślenia, może nawet mnie zmieniła :-)

      Usuń
  5. Nie wiem czy strefa komfortu jest klatką, czasem dla kogoś marzeniem może być osiągnięcie własnie takiego stanu w którym czujemy się dobrze i bezpiecznie. Mam swoją strefę jak każdy, ale często z niej wychodzę, mniej lub bardziej świadomie. I uważam, że jest to dobre.

    *
    Dziękuję za komentarz u mnie. W odpowiedzi pragnę napisać, że wystarczy ten ogień rozniecić na nowo, bo na pewno coś tam się tli :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu z nas marzy spokoju i bezpieczeństwie, ale są jeszcze inne marzenia, po które warto sięgnąć. Chociaż coś takiego jak przymus w tej kwestii nie istnieje, jeśli komuś to pasuje, może spędzić całe życie na trasie dom-praca-dom, a wieczorem ciepłe kapcie i TV (opcjonalnie). Ja mam tak jak Ty. Lubię zacisze domowe, ale zwykłe życie to zdecydowanie za mało, mam plany, marzenia, nawet nie zamierzam myśleć, że to nie wypali. Małymi kroczkami opuszczam domowe zacisze, ponieważ chcę czegoś więcej.

      Odnośnie uczuć - czasami sprawy się komplikują, tzn. muszę najpierw dowiedzieć się, czego naprawdę chcę...

      Usuń
  6. Tak jest.Czujemy się bezpiecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie bezpieczeństwo jest kuszące, ale wiem, że są też tacy, dla których czuć przypływ adrenaliny oznacza szczęście, tacy to chyba nie mają problemu z wychodzeniem z klatki.

      Usuń
  7. Jeżeli się zawiedliśmy w przeszłości to nie bardzo chcemy wychodzić z naszej ostoi bezpieczeństwa- ja tak mam. Wolałabym jednak chyba być w tej drugiej grupie- nie przejmować się tym i dalej w świat z klatki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także nie jestem jakąś wielką ryzykantką, po prostu łatwiej mi uwierzyć w moje szczęście, ale to nie oznacza, że np. bez oporu skaczę na główkę. Poprzez ten tekst chciałam przekazać, że w życiu codziennym prościej jest, gdy towarzyszy nam takie właśnie zaufanie i zresztą bardzo długo na ten stan rzeczy pracowałam, można powiedzieć długie lata. Co to daje? Na pewno mniej się przejmujemy, boimy, stresujemy :-)

      Usuń
  8. Muszę tą książkę dopaść...ja twierdzę że dostajemy to na co zasłużyliśmy czy dobro czy zło zawsze do nas wróci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ją, jeśli przy swoich urwisach jesteś w stanie czytać książkę, to na dole jest formularz, po prostu wyślij mi swój adres :) A książka jest tak skonstruowana, że nie wymaga czytania "od deski do deski".
      Też myślę podobnie. Kto sieje wiatr, zbiera burzę - przysłowia mądrością narodów ;-) To akurat kojarzy mi się z sytuacją.

      Usuń
  9. z klatki wyjść się nie boję i nie uważam, że ufność to naiwność ale... z promu kosmicznego nie odważyłabym się chyba nawet nos wystawić na zewnątrz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, ze kiedy oglądałam ten skok w telewizji to aż mi się ręce spociły z wrażenia, taki ze mnie chojrak ;-)

      Usuń
  10. Chciałabym wierzyć że wszystko dobrze się skończy i że wszystko zależy ode mnie :)))niestety bardzo boję się ryzyka i przeraża mnie nieznane:))))Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie podejście można na początku praktykować w naszych codziennych potyczkach, a z czasem może apetyt wzrośnie ;-) Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Nasze życie to wypadkowa naszych wyborów. Ważne, żeby być świadomym czego chcemy. A świadomość, to dokładne poznanie siebie i swoich potrzeb.
    Ale wiem, obserwując i rozmawiając z ludźmi, że nie każdy potrafi wyjść ze znanego układu - tej złotej klatki, w której czuje się bezpiecznie, choć nie zawsze jest dobrze, w nieznane, ale może lepsze. Nie każdy potrafi spojrzeć na siebie z dystansu i zmienić to, co dobre nie jest.
    Cieszę się, że tu trafiłam.
    Może kawka któregoś dnia?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi, że takie wyjście jest niezmiernie trudne, szczególnie dla osób które kiedyś w życiu zdążyły się poobijać. U mnie sprawdza się metoda małych kroków, aczkolwiek do skoku na bungee jeszcze mi dużo brakuje :-) Pewnie, że może być kawka, daleko nie mamy, tylko musimy znaleźć, że tak powiem "sposobność" ;-) (Bo ja pracująca kobieta jestem)

      Usuń
    2. Chcieć to móc :) Po 14.06 jestem otwarta na wszelkie propozycje i dostosuję się :)
      Wiesz, poobijałam się nieźle w tym moim życiu, ale ciągle ufam sobie i ludziom. I mojej intuicji.

      Usuń
    3. OK :-) I całe szczęście. Najgorzej, kiedy człowiek przestaje wierzyć w siebie. To po 14-stym coś się ustali.

      Usuń
  12. Dziękuję bardzo za komentarz u mnie. Jeśli chodzi o sąsiadów, to ja z moimi świetnie żyję, odwiedzamy się, zapraszamy na imieniny, pijemy kawę na balkonach, grillujemy na działce u jednej z sąsiadek. Żyjemy obok siebie więc fajnie, że mamy dobre relacje i możemy na sobie polegać. Wszystko zależy od nas, relacje z sąsiadami też i ja się bardzo cieszę, że w sąsiadach mam dobrych znajomych a nie tylko ludzi, których pozdrawiam jak się mijamy. Z resztą ja gaduła jestem i szybko nawiązuję znajomości :), o ile oczywiście trafię na fajnych ludzi. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dla mnie obecnie nie do pomyślenia, w naszym bloku każdy żyje własnym życiem, tylko młode mamy trzymają się razem, ale pamiętam czasy (odległe), kiedy takie sąsiedzkie relacje były dla mnie normą. Jeszcze dzisiaj, kiedy przyjeżdżam do mamy, widzę, że tam nic się nie zmieniło i ludzie wpadają do siebie bez zapowiedzenia o różnych (niekiedy dziwnych dla mnie) porach ;-)

      Usuń
  13. Odkąd pamiętam żyję w przekonaniu, że Wszechświat mi sprzyja. Myślę, że koncentrowanie się na rzeczach pozytywnych ściąga na nas pozytywną energię. Pozdrawiam Serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę tak samo :-) I chociaż różne plagi egipskie czasami na mnie spadają, dzięki takiemu przekonaniu udaje mi się nie zwariować. Bo takie plagi spadają na raczej na wszystkich. Nam, obserwatorom, z boku czyjeś życie wydaje się mlekiem i miodem płynące, a tymczasem każdy walczy w samotności ze swymi demonami. Każdy w swoim stylu.

      Usuń
    2. Dokładnie ) Znowu nie pozostaje mi nic innego tylko zgodzić się z tekstem.
      Wydaje mi się, że tak musi być, naszym udziałem są różne zdarzenia, trudy. W jakiś sposób to stanowi jedną całość i sprawia, że jesteśmy prawdziwymi ludźmi.

      Usuń
    3. Chociaż czasami żałuję, ze nie urodziłam się księżniczką... Księżniczki mają jakieś problemy, bo nic nie przychodzi mi do głowy? ;-)
      Chociaż - mogą cierpieć przez konwenanse.

      Usuń
    4. jak byłam mała bardzo chciałam być księżniczką lub chociaż hrabiną :)
      Teraz czytam biografie postaci historycznych i stwierdzam, że życie kobiet z rodów królewskich było bardzo ciężkie. Były maszynką do rodzenia następców tronu, często bardzo nieszczęśliwe, bo wydane za mąż wbrew sobie.
      Ja tam twierdzę, że nie jest źle. Jest rożnie, ale przynajmniej możemy decydować o sobie.

      Usuń
    5. I tego się trzymajmy!

      Usuń
  14. staram sie pamiętać, że wszystko jest dobre. czasem nie jest łatwo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest łatwo i sukces nie jest dany raz na zawsze, chwila nieuwagi i bum. Dlatego ważne jest by mieć siłę wierzyć od nowa :-)

      Usuń
  15. W życiu nie jest łatwo. Wszystko zależy od naszego dystansu do trudu życia. Moją ulubioną afirmacją jest powiedzenie '' W Życiu Mam To Co Jest Mi w Danej Chwili Potrzebne""DZIAŁA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo i tak - obie metody prowadzą do jednego celu, poziom lęku zdecydowanie opada :-)

      Usuń
  16. A ja lubię cytat "Rzeczą człowieka jest walczyć, rzeczą nieba - dać zwycięstwo." :) Więc robię swoje z nadzieją i wiarą, że dobro do mnie wróci, a za upór zostanę w ten czy inny sposób wynagrodzona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dobre - motywuje do zmiany na lepsze :-)

      Usuń
  17. Czasami warto rzucić się na głęboką wodę - zaryzykować, ja jednak taka jestem, że gdy nie mam pewności, że będzie dobrze, to wolę podchodzić do tego czegoś z dystansem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o działania to również jestem ostrożna, ale często pojawia mi się taki przebłysk TERAZ i wtedy już się nie zastanawiam, tylko pytam siebie, co najgorszego może mnie spotkać, jeśli się nie uda i czy to takie straszne. Zauważyłam też, że równie często po prostu zbyt słabo chcę. Moja chęć jest ledwie ciepła i dlatego nie działam. Dlatego myślę, że należy się upewnić, czy to jest na pewno moje marzenie?

      Usuń
    2. Ja mam tak samo - czasami czuję, że po prostu za słabo chcę i dlatego za mało się staram..

      Usuń
  18. Żeby spełniać marzenia musimy trochę pocierpieć. Na przykład, żeby wejść na wysoką górę, musimy ciężko trenować przynajmniej kilka miesięcy.
    Żeby znaleźć lepszą pracę musimy się dokształcić albo zmienić branżę, oprócz tego wysyłać setki CV.
    Wielu ludzi wybiera wygodę zamiast chwilowego cierpienia, które później daje radość. Niektórzy przez całe życie nie wychodzą ze złotej klatki.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście zgadzam się z Tobą, wygodnictwo obok lęku przed utratą aktualnego statusu także mocno trzyma nas w miejscu :-)

      Usuń
  19. Tak, to prawda, wszechświat nam sprzyja.... czasami wystarczy czegoś bardzo pragnąć, a nawet nie wiadomo jak i kiedy się ziści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I chyba też należy w tę prawdę uwierzyć, przynajmniej troszeczkę ;-) Często powtarzam, że mamy to w co wierzymy...

      Usuń
  20. Po prostu nie użalasz się nad sobą, przyjmujesz życie jakim jest i nie narzekasz na to co Cię spotyka. Mi się zdarza narzekać, zwłaszcza teraz ;), ale się nie użalam nad sobą. Trzeba brać się w garść i iść do przodu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią "alleluja i do przodu" ;-)

      Usuń
  21. Co do tego prądu, to są akurat różne teorie :) jedni uważają, że trzeba się nauczyć płynąć pod prąd, bo tylko wtedy można osiągnąć sukces. Inni, tak jak Ty wspomniałaś - że trzeba płynąć umiejętnie z prądem. jeszcze inni uważają, że płyniemy z prądem by znaleźć gdzieś przy brzegu "swoje miejsce", ale i tak warto je kilka razy w życiu zmieniać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wiem, ale do mnie przemawia fakt, że z opcją płynięcia z prądem po prostu się utożsamiam, to takie naturale, w wodzie również łatwiej poruszać się z prądem. Mówi się, że natura nie marnuje energii i nie ma skłonności do intryg, a my przecież jesteśmy częścią natury :-)

      Usuń
  22. Ja mam czasami rozdwojenie jaźni, ponieważ uważam, że z jednej strony każdy jest kowalem swojego losu, ale z drugiej, że i tak wszystko jest tam u góry zapisane i co ma być to będzie... Bądź tu mądry i pisz wiersze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I znów dwie opcje... Ta z zapisanym na górze zupełnie do mnie nie przemawia, gdybym w nią wierzyła, czułabym się jak owad nabity na szpilkę, przebierający nóżkami. Z kolei druga opcja, też nie jest dopracowana, co z chorobami małych dzieci? Już zdążyły na nie zapracować? Jakie zło do nich wróciło? Jednak myśl o byciu kowalem bardziej do mnie przemawia :-)

      Usuń
  23. Najważniejsze nie użalać się nad sobą, nawet jak coś nie wyjdzie to...spinam pośladki pierś do przodu i idziemy dalej... :))
    A co do ciasta z fasoli, polecam wypróbować sama byłam bardzo mile zaskoczona. Z takiej fasoli wychodzą nie tylko smaczne kotlety ale również...bajaderki, muffiny i wiele innych cudeniek. Mam w kolejce do opublikowania kopiec kreta wykonany właśnie z takiego ciasta. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W żadnym wypadku nie użalamy się nad sobą, to takie...żałosne?... Zawsze staram się robić tak jak Ty :)
      PS. W sumie czerwona fasola ma taki smak, że może i się nadaje...

      Usuń
  24. I ja staram się myśleć pozytywnie i nawet kiedy coś idzie nie tak, wiem że dzieje się to po coś, że przyniesie coś dobrego. nie miotam się już tak jak kiedyś,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie płynięcie z prądem, kiedy się nie miotamy, jest nam o wiele lżej, ja np. zdecydowanie mniej się denerwuję.

      Usuń
  25. pozytywne myślenie jest najważniejsze, w końcu ... kiedyś musi być dobrze:) Każdy ma prawo do marudzenia i jęczenia, ale.. trzeba umieć wdziać na twarz uśmiech w niektórych momentach i iść śmiało przez życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, po nawet najczarniejszej nocy w końcu wstaje dzień, tą myślą też się również pocieszam nieraz...

      Usuń
  26. Coraz bardziej zdaję się sprawę z tego, że zamykam się w czymś w rodzaju złotej klatki i mam coraz większą ochotę wprowadzić w życie ideologię z filmu "Yes man" ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Yes man" co prawda nie oglądałam, ale wiem mniej więcej o co tam chodzi. Też czasami wydaje mi się, że powinnam częściej mówić "tak", ale dzisiaj w komentarzach ciągle słyszę o kilku opcjach, więc i ja powiem swoją - w pewnych okolicznościach warto też mówić "nie" :-)

      Usuń
  27. Bardzo ciężko wyjść poza strefę komfortu w dzisiejszych czasach... poza tym ta strefa robi się coraz mniejsza i mniejsza... czasami mozna odniesc wrazenie, ze jedyne bezpieczne miejsce jest w nas samych. Nauczenie sie ufnosci do swiata to piekna umiejetnosc, ja ciezko nad nie pracuje, ale chyba jeszce dluga droga...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę umiejętność wymogły na mnie opały w jakich się swego czasu znalazłam, dzięki niej udało mi się wyjść w miarę dobrze ze swoich problemów i nie znam lepszej recepty na trudności życiowe. Myślę, że równie dobrze sprawdza się w momencie opuszczania strefy komfortu, dzięki zaufaniu otwieramy się na każde doświadczenie, wyzwalamy się z rutyny. Myślisz, ze kurcząca się strefa komfortu to znak dzisiejszych czasów?... Nie wiem, co o tym sądzić...

      Usuń
  28. Biore to zycie, jak leci.
    Nakopalo mi w tylek -solidnie.
    Ale plyne dalej. W klatce zamknac sie nie dam.
    Oboje z moim Wu. podejmujemy decyzje, ktore u naszych bliskich powoduja, co najmniej pukanie sie w czolo. Ale jakos dajemy rade;) I jest ciekawie. Choc koszty sa niemale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, ostatnio wspominałam, że zamierzamy przeprowadzić się na wieś, rodzina - od kiedy się o tym dowiedziała - zaczęła pukać się w czoło. Teraz postawili sobie za cel jak najbardziej zohydzić nam ten pomysł ;-)

      Usuń
  29. Lubie ryzyko, zlota klatka by mnie znudzila. Uwielbiam tez wyzwania, one mnie motywuja do dzialania.I zmiany, zmiany, to zmiany dodaja mi sil.

    OdpowiedzUsuń
  30. a ja uwielbiam wychodzic poza swoja strefe komfortu. lubie pracowac, trenowac i zyc na granicy... to dla mnie jak katharsis - swoiste oczyszczenie. poznanie siebie, wiecej swiadomosci... poza tym, tylko przesuwajac ciagle swoje granice jestesmy w stanie osiagnac cos wiecej niz tylko konstans :) u mnie dzis o 12 malenkich kroczkach, ktore zmienia zycie na zdrowsze :) buziale

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również lubię, kiedy życie jest dynamiczne - ale nie szalone! Gdzieś w tym wszystkim lubię się zatrzymać, odetchnąć, posłuchać jak ptaszki śpiewają :-)

      Usuń
  31. A ja wiem, że warto wyjść - nawet jeśli ma się wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli czujemy, że chcemy czegoś więcej to też uważam, że warto! Inaczej resztę życia spędzimy zgorzkniali, z poczuciem niespełnienia i bezsensu.

      Usuń
  32. Witam ja często mam złe nastroje le co zrobić ja próbuję zrelaksować się przy was tu na blogu.Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, blogowanie jest relaksujące, pomimo, że nieraz napracować się trzeba :-)

      Usuń