środa, 28 maja 2014

Wkurzam się, bo...

źródło
W ubiegłym roku zastanawiałam się nad wprowadzeniem na blog cyklu pod tytułem To mnie wkurza (TUTAJ), zebrałam nawet dość obszerny materiał - nie było trudno - ale po głębszym zastanowieniu zrezygnowałam z tego pomysłu. W sumie nie miałam ochoty co tydzień psuć sobie nastroją analizą ciemnej strony naszej polskiej rzeczywistości.

Po kilku miesiącach moje notatki do cyklu ponownie wpadły mi w ręce i postanowiłam je wykorzystać, robiąc  z nich jeden wpis, czyli wszystko co mnie wkurza w pigułce. Bo chyba każdego coś wkurza i bardzo dobrze, bo daje to szansę na walkę z tym co uwiera, co powinno zostać zmienione. Zaś walka daje szansę na zwycięstwo. Uwaga! Rozpoczynam wyliczankę (zobaczymy, co z tego wyniknie), wkurzam się, bo:

  • większość rozmówców się na coś skarży i już nie wiadomo, kto ma najgorzej, bo trudno wyłonić zwycięzcę tej niekończącej się licytacji, a głównie to wszyscy nie mają pieniędzy i czują się chorzy,
  • wynagrodzenia rzeczywiście mogłyby być większe ;-)
  • do lekarzy specjalistów kolejki są wielomiesięczne, a kiedy wreszcie się doczekam, mam wrażenie, że lekarz mnie olewa i nie ma dla mnie czasu,
  • dziewczyny nie powinny przeklinać, za to powinny dużo (być miłe, umieć gotować, sprzątać, koniecznie zostać matką, dobrze się prowadzić itd.), a jakoś nie wpadają mi w ucho podobne wymagania dotyczące chłopaków,
  • wszyscy chcą wszystkich i wszystko wykorzystać np. poznaję kogoś i słyszę "o fajnie, on jest lekarzem, może będzie mógł ci coś załatwić", wszędzie zero bezinteresowności,
  • kobiety wkoło tylko sprzątają, a potem narzekają, że są zmęczone i nie mają na nic czasu,
  • nie wygrałam ciągle w lotka, a bardzo by mi się przydały gratisowe pieniądze,
  • kierowcy ścinają zakręty,
  • mężczyźni głównie mówią i myślą o seksie, a nie wyjątkowo nie znoszę "zmysłowych" uwag od kogoś, kto ciut piękniejszy jest od diabła, a uważa się za boskiego adonisa,
  • musimy być tolerancji dla wyznawców islamu na swoim terenie, a oni dla nas u siebie wcale nie są,
  • w filmach akcji wszyscy wszystkich zabijają i wydaje się to takie proste,
  • ważni ludzie oczekują, że reszta będzie się im podlizywać,
  • funkcjonują głupie stereotypy, których nie idzie wyplenić,
  • mówi się z wyższością o tym, że ktoś jest mały, gruby, rudy i jakie to ma znaczenie,
  • czasami nie mam siły się ruszyć albo lenia mam ogromnego,
  • że babcie ciągle oczekują od młodych zdobycia partnera i urodzenia dzieci, jakby ci niczego innego nie mieli do zrobienia, tylko od razu musieli się rozmnażać,
  • mam za mało czasu na to, co dla mnie ważne,
  • PiS może dojść do władzy,  
źródło
Niektóre z punktów mogą być wspólne dla większości ludzi, inne zaś być może pozostaną tylko i wyłącznie moją bolączką. Da się też łatwo zauważyć, że na część z nich mogę mogę w jakiś sposób zareagować, np. przerwać beznadziejną rozmowę o tym, że moja koleżanka przybrała na wadze i wygląda teraz jak hipopotam, mogę przeorganizować swój czas w taki sposób, żebym w efekcie miała go więcej na rozwijające czynności, a część obowiązków domowych przydzielić dorosłej córce, żeby również miała swój udział w życiu domowym.

Jednak jeśli nawet będę wzorowo prowadzić samochód, to nie wykluczy to całkowicie prawdopodobieństwa, że jakiś chojrak zetnie zakręt. Jeśli przestanę zupełnie oglądać filmy akcji, i tak będą powstawały nowe, w których trup ściele się gęsto, a młodzi ludzie oglądając go, gubią gdzieś poczucie znaczenia życia ludzkiego. Śmierć każdego człowieka może stanowić dla choćby garstki ludzi osobistą tragedię, stąd tak niefrasobliwe do niej podejście budzi mój sprzeciw.

Bardzo żałuję, ale na wiele spraw po prostu nie mam wpływu. 

Możemy być źli na rząd, chore społeczeństwo, nieszczęśliwe dzieciństwo, ale takie myślenie nie zmienia rzeczywistości i nie wprowadza żadnej akcji, a co gorsze, możemy stać się uciążliwi dla otoczenia, bo kto na okrągło chciałby wysłuchiwać naszego smętnego miauczenia?

Jest na to jedyna słuszna rada - skoncentrujmy się na rzeczach, na które mamy wpływ. Nie musimy od razu zmieniać wszystkiego wokół siebie, wystarczy jeśli skoncentrujemy się na aspektach problemu, a nie na problemie, np. nie mogę zmienić zachowania mojej mamy marzącej o wnukach, ale mogę postarać się opanować i zmienić swoją histeryczną reakcję, traktując mamusie z przymrużeniem oka. A co się tyczy niefrasobliwych kierowców, to pozostaje już chyba tylko modlitwa do św. Krzysztofa...


sobota, 24 maja 2014

Silna kobieta

źródło
Silne kobiety nie przyznają sobie prawa do żadnej słabości. Ich życie osobiste ma obowiązek być równie satysfakcjonujące jak życie zawodowe, a organizm powinien działać niczym szwajcarski zegarek - niezawodnie. Wszystko starannie zaplanowały i są gotowe ciężko pracować, by osiągnąć pożądany efekt. Za przywłaszczenie sobie męskiej siły często płacą wysoką cenę w postaci przewlekłych napięć, stresu wywołanego lękiem przed faktem, że z czymś nie zdążą, nie dadzą rady, problemami z tarczycą czy zaburzeniami miesiączkowania.

Pokaż mi człowieka, który doprowadza Cię do furii, a ja pokażę ci Twój cień, czyli wg psychologii jungowskiej - taką część naszej psychiki, która jest zepchnięta do nieświadomości, ale ma ogromny wpływ na nasze zachowania i emocje. Co lub kto drażni silne kobiety? "Słodkie idiotki" i "słabe dziewczynki", z wdziękiem potrafiące się poddać pod opiekę mężczyzny - jeśli spojrzymy na te typy kobiet obiektywnie i przyznamy im także pozytywne cechy, takie jak: łagodność, umiejętność leniuchowania, luz w ubieraniu się, to będzie właśnie to, czego potrzebują silne kobiety. Innymi słowy: uświadommy sobie, co w innych ludziach nas wkurza, załóżmy, że beztroskie chichotanie czy lenistwo, następnie odkryjmy i  zaakceptujmy te cechy w sobie.

Skąd się biorą silne kobiety? Często jest to pamiątka z domu rodzinnego. W dzieciństwie została im powierzona zbyt duża odpowiedzialność (zastępowały rodzica podczas nieobecności, przekazywano im, że będą kochane, jeśli staną się idealne, nauczono je takiego postępowania, które sprawia, że inni są zadowoleni). Kolejna przyczyna, to zacieranie się różnicy pomiędzy rolą kobiety i mężczyzny, współczesne media wręcz lansują model kobiety silnej, przedsiębiorczej, odpornej na wszelkie zawirowania. Tymczasem prawda jak zwykle leży pośrodku - kluczem jest znalezienie w sobie właściwych proporcji siły i słabości. Nie stajemy się gorsze przez to, że zapomniałyśmy zapłacić rachunek albo zgubiłyśmy telefon. Niczego nie tracimy okazując czasami przed mężczyzną słabość, prosząc go o pomoc czy wsparcie. Najlepiej jest zdjąć maskę silnej kobiety, co wcale nie oznacza utraty wewnętrznej siły, która bierze się właśnie ze zrozumienia swoich wewnętrznych potrzeb i zatroszczenia się o swoje szczęście. Naszą siłą są emocje (wszystkie!), symetryczne dawanie i branie oraz szczypta zdrowego egoizmu.

Bo nie musimy być siłaczkami czy tytanami pracy, wystarczy jeśli zadbamy o swoją siłę psychiczną. Kobieta silna psychicznie:

  • szanuje siebie i nie dopuszcza braku szacunku u innych, 
  • poradzi sobie z własnymi humorami i humorami otoczenia, 
  • zna swoją wartość i nie oczekuje od partnera ciągłego dowartościowywania,
  • nie boi się uczuć.
Jeśli nie rozpoznajemy u siebie tych cech, nie traćmy ducha, podobno można je u siebie wykształcić. Warto, bo siła psychiczna jest ważna, jeśli nie najważniejsza! Inne formy siły przy niej bledną. Nie ważne w jakim wieku jesteśmy, albo na jakim etapie życia - na zdobycie siły psychicznej nigdy nie jest za późno. Na zakończenie kilka rad, jak zostać silną(nym) psychicznie, inaczej nie byłabym sobą ;-)

  • spędzajmy czas w towarzystwie ludzi, którzy nas inspirują, spędzając czas w towarzystwie cyników i negatywnie nastawionych, możemy stać się jak oni,
  • uczmy się na swoim doświadczeniu, błędy przestaną w naszym umyśle być błędami, jeśli zaczniemy wyciągać z nich wnioski, a pozytywne doświadczenia wzmocnią naszą dotychczasową wiedzę,
  • uwierzmy, ze nasza psychika jest silniejsza od lęku, nie pozwólmy aby lęki kontrolowały nasze życie,
  • uwierzmy w cokolwiek - dla wielu siła oznacza wiarę - w Boga, wszechświat, dobroć ludzi, naturalny bieg życia, yeti,
  • znajdźmy nasz własny sposób na radzenie sobie z problemami i stresem, nauczmy się odporności, elastyczności i spokoju,
  • niech naszym celem stanie się pozytywne i radosne nastawienie do świata, przejrzyjmy nasze myśli i zastanówmy się, co nam w tym przeszkadza, zmieńmy paradygmat.
I kogo odnajdujecie w sobie: silną kobietę, a może "tylko" kobietę silną psychicznie? A może obie na raz?...




wtorek, 20 maja 2014

Przerwij ten gniew

źródło
Sięgając pamięcią do czasu, kiedy odczuwałam gniew do kilku osób, które mocno namieszały w moim życiu, jeszcze dzisiaj czuję jak niewidzialna obręcz zaciska się na mojej głowie. Odczuwanie gniewu można też porównać do stania nad przepaścią w ciemną noc, albo do zamknięcia na klucz w czterech pustych ścianach.

Gniew nie przychodzi do nas tak po prostu, ale gdy się już w nas zagnieździ trudno go wyrzucić. Jego źródłem są: poczucie niesprawiedliwości, bycie wykorzystywanym czy długotrwale doświadczane frustracje i codzienne kłopoty, stąd świadomi tego stanu rzeczy, powinniśmy robić wszystko co w naszej mocy, żeby  nie nabawić się poczucia krzywdy. 

Gniew możemy łatwo rozpoznać poprzez reakcje, jakie wywołuje w naszym organizmie, emocje jakich w czasie jego trwania doświadczamy oraz poprzez nasze zachowanie. W naszych głowach, zamiast jasnych, czystych myśli, kłębią się wtedy ponure monologi, odbierające radość życia. I chociaż występują sytuacje, w których tzw. słuszny gniew bywa pomocny, gdyż skutecznie mobilizuje nas do działania, to jednak musimy pamiętać, że są to przypadki wyjątkowe - zdecydowanie częściej gniew przysparza nam problemów. Podkreślam NAM, bo ci, w stronę których gniew jest skierowany, przeważnie nic sobie z tego nie robią.

Co gniew przynosi nam w prezencie? Same przykre i niepotrzebne doświadczenia:
  • czujemy się niespokojni, coś nam dolega, ale trudno sprecyzować co,
  • nie możemy usiedzieć spokojnie,
  • nasza twarz przybiera nieprzyjemny wygląd (z ciekawości zerknijcie kiedyś w takich chwilach w lusterko), tym samym jesteśmy gorzej odbierani przez otoczenie,
  • nie mamy apetytu, nie czujemy smaku,
  • gorzej śpimy,
  • mamy zniekształcony umysł - trudno w takim stanie podjąć prawidłową decyzję,
  • niszczy przyjaźnie, rani najbliższych,
  • sprawia, że czujemy się nieszczęśliwi,
  • odpycha od nas ludzi,
To chyba wystarczający powód, by postarać się odpuścić sobie i innym i nie przechowywać w pamięci żywych obrazów sprzeczek, krzywd, niesprawiedliwości. Im dłużej nimi żyjemy, tym potem trudniej je wyprosić. 

Z drugiej strony, jeśli już dopadnie nas gniew, to nie powinniśmy udawać, że go nie ma. Rozwój duchowy skupia się na takich uczuciach jak miłość, spokój, opanowanie. Łatwo można się zapętlić, uznać, że odczuwanie gniewu nie jest w porządku. Jednak nie dawanie sobie prawa do gniewu nie jest dobrym sposobem na radzenie sobie z nim. Postępując w ten sposób skazujemy się na większe cierpienie niż to, które niesie ze sobą gniew. Rozpoznajmy go zatem i nie dopuśćmy by nie wyrażony tkwił w nas. To toż uczucie, a uczuć tłumić nie należy. Nie musimy przecież od razu zabijać, wystarczy, że nazwiemy rzeczy po imieniu, poinformujemy właściwą osobę, co myślimy o danej sytuacji, rozwiążemy konflikt jak najszybciej i jak najszybciej o nim zapomnimy. Unieśmy się "słusznym gniewem" i zróbmy co trzeba, a potem odejdźmy w poczuciu, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy zrobić, żeby sytuację uzdrowić. 

Warto zapamiętać, że cierpienie najczęściej tkwi w naszych umysłach i to my musimy podjąć jedyną słuszną decyzję, że nie chcemy tak dłużej żyć.
I życzę wszystkim, aby to było tak proste do wykonania, jak napisanie tych wszystkich mądrości.

A teraz małe ćwiczonko. Jednym z sygnałów zbliżającej się fali gniewu jest przyspieszone oddychanie - fizyczna reakcja organizmu na stresującą sytuację. Korekta oddychania może rozwiązać problem pobudzenia organizmu. W miarę możliwości znajdźmy miejsce, w którym nikt nie będzie nam przeszkadzał, byłoby idealnie, gdybyśmy się mogli na czas treningu położyć.

Przepis na trening oddechowy:
  1. Weź wdech i pomyśl "1".
  2. Wypuść powietrze i pomyśl "spokojnie".
  3. Weź wdech i pomyśl "2".
  4. Wypuść powietrze i pomyśl "spokojnie".
  5. Powtarzaj do 10, a następnie odliczaj do tyłu, do 1.
  6. Skoncentruj się tylko na oddychaniu, kolejnych numerach i słowie "spokojnie".
  7. Oddychaj przez chwilę normalnie (10 - 12 oddechów na minutę), robiąc wdechy przez nos i wypuszczając powietrze ustami.
  8. Oddychaj przeponą - podczas wdechu twój brzuch się unosi, a klatka piersiowa pozostaje nieruchoma.
  9. Podczas wydech wciągasz brzuch, pierś pozostaje nieruchoma.
Jeśli czujesz się źle (czujesz oszołomienie) - przerwij, coś poszło nie tak (może bierzesz zbyt głębokie oddechy).
Żeby ta metoda zadziałała w sytuacji stresowej, należy ją regularnie ćwiczyć na sucho.

Przepis na trening oddechowy pochodzi ze strony strefyrozwoju.pl


piątek, 16 maja 2014

Opowieść o pięknej kobiecie

źródło
"Była raz sobie piękna kobieta. Jej największe marzenie sprowadzało się do tego, by żyć szczęśliwie z księciem z bajki. 

Szukała go wszędzie: na uroczystościach, podczas podróży zagranicznych i na rozmaitych imprezach towarzyskich. Mijały lata, a ona wciąż nie mogła znaleźć swojego księcia. Wtedy, pewnego dnia, miała sen. Śniła, że jej wymarzony mężczyzna mieszka w jej sercu i tylko czeka na to, żeby go odkryła. Kiedy się obudziła, zdała sobie sprawę z symboliki snu i zrozumiała, że najpierw musi nauczyć się kochać samą siebie. To było ważniejsze niż odnalezienie wymarzonego mężczyzny - jeżeli on w ogóle istniał. Wówczas zrozumiała, że cała jej tęsknota za mężczyzną była tęsknotą za człowiekiem, który mógłby jej dać to wszystko, czego sama nie była w stanie sobie zapewnić.

Od tego dnia zaczęła poświęcać sobie możliwie dużo uwagi i kochać samą siebie. Nie stała się z tego powodu egoistką, ale zaczęła sobie uprzyjemniać życie tak, jak miałby to robić jej wymarzony książę. Zaczęła się o siebie troszczyć i dbać, tak jakby robiła to dla jakiegoś mężczyzny, którego kocha ponad wszystko. A im bardziej się o siebie troszczyła, wsłuchiwała w samą siebie i odkrywała własne możliwości, tym bardziej zapominała o mężczyźnie z marzeń.

Zaczęła doświadczać życia i innych ludzi w zupełnie nowy sposób. Już nie potrzebowała nikogo, kto mógłby jej sprawić przyjemność, ponieważ nauczyła się zaspokajać własne potrzeby. Mimo to była teraz o wiele bardziej zdolna do tego, by traktować innych ludzi otwarcie i z miłością. W międzyczasie zupełnie zapomniała o wymarzonym mężczyźnie. W życiu często zdarza się jednak tak, że w momencie, w którym coś sobie odpuszczamy, upragniona rzecz nagle znajduje się w zasięgu ręki. Tak też było w przypadku pięknej kobiety.

Kiedy zaczęła dobrze czuć się sama ze sobą, poznała tego mężczyznę. Pierwszy raz w życiu pokochała kogoś dla niego samego. Wcześniej angażowała się w taki czy inny związek, ponieważ nie chciała być sama. Bała się samotności w domu. Bała się też konfrontacji z mroczną stronę własnej osobowości. Udało się jej jednak pozbyć tego strachu.

Wcześniej angażowała się w związki dlatego, że potrzebowała drugiego człowieka, który wzmocniłby jej poczucie własnej wartości. Myślała zawsze, że nie jest warta miłości, jeżeli nie krążyło wokół niej co najmniej 5 mężczyzn, jak ćmy wokół źródła światła. Teraz nauczyła się doświadczać poczucia własnej wartości również bez tych zewnętrznych wyznaczników.

Ta piękna kobieta żyje dziś szczęśliwie ze swoim księciem z bajki. I chociaż najchętniej spędzają czas razem, oboje potrafią czasem funkcjonować osobno i - co najważniejsze - rozkoszować się życiem w samotności.
Życzę Wam, żebyście potrafili odkryć w sobie piękną kobietę i księcia z bajki, a także nauczyli się kochać samych siebie. Przecież już Oskar Wilde powiedział, że miłość własna jest początkiem dożywotnej namiętności."

Podpisuję się pod tym ochoczo!

Fragment pochodzi z książki Doris Iding "Rytuały dla samotnych" TUTAJ.



poniedziałek, 12 maja 2014

Ostatnio przeczytane

Co ostatnio przeczytałam? Zapraszam do recenzji - te książki dają do myślenia.

"Słodko-gorzka ojczyzna" - Necla Kelek
To książka bardzo ciekawa, ale zawierająca zbyt dużo szczegółów dotyczących polityki, co momentami stawało się nużące - nie znam historii Turcji, a w momencie rozpoczęcia lektury, o Ataturku pamiętałam tyle, że "dzwoni, tylko nie wiem w którym kościele". Za to fragmenty w których autorka opowiada o pozycji islamu w Turcji czy życiu tureckich kobiet, były niezwykle emocjonujące. Zresztą, żeby nie pisać powieści, zrobiłam zdjęcia bardziej zajmujących fragmentów o kobietach - skuście się na przeczytanie, ja byłam w szoku, że tak żyje się w Turcji. Myślę, że do tych fragmentów nie potrzeba komentarzy...

O zabójstwach honorowych.








PATRIARCHAT!!!


A teraz trochę "lżejsza" lektura: "Geografia szczęścia" - Eric Weiner.




Tak w ogóle autor uważa, że to właśnie nieszczęśliwi ludzie są znakomitym materiałem na książkę czy reportaż, ponieważ wzbudzają cały wachlarz emocji, ale pisanie o nich jest prawdziwym koszmarem dla wrażliwego człowieka, z tego powodu postanowił rok życia poświęcić na podróżowanie po miejscach szczęśliwych i zgłębianie tajemnicy szczęścia zamieszkujących je ludzi. Bo szczęście podobno nie do końca leży wewnątrz nas, a uzależnione jest od warunków, jakie w danym państwie panują. Na podstawie wypełnianych ankiet można stwierdzić, że większa część świata jest szczęśliwa, a szczęście ich mieszkańców ma zupełnie różne uwarunkowania. Weiner naprawdę dowcipnie opowiada o swoich podróżach do krajów szczęśliwych: Holandii, Szwajcarii, Bhutanu, Kataru, Islandii, Anglii, Indii. Poznajemy dużo ciekawostek o życiu zamieszkujących tam ludzi i ich szczególne cechy charakteru, a wszystko to pisane lekko i zabawnie. Prawdziwa uczta intelektualna, że się tak wyrażę. Zaś najmniej szczęśliwe kraje to: Tanzania, Rwanda, Zimbabwe, Białoruś, Mołdawia, Ukraina, Uzbekistan. Weiner odwiedza również jeden nieszczęśliwy kraj - Mołdawię i twierdzi, że faktycznie, nie mógł się doczekać wyjazdu stamtąd. SZCZERZE POLECAM! 

Chyba wszyscy przeczytali już książki Tomka Tomczyka, ja dopiero niedawno po nie sięgnęłam - z czystej ciekawości. Byłam ciekawa, co też ten słynny bloger sądzi o sztuce blogowania, gdzie tkwi tajemnica jego sukcesu. Na pierwszy ogień poszedł "Bloger", jestem w trakcie czytania "Blog pisz, kreuj, zarabiaj".

Owszem, książka ta niewątpliwie jest napisana piórem profesjonalisty, który potrafił ze swojej pasji uczynić pełnowymiarowe zajęcie, przynoszące poważne dochody (o czym Kominek co kilka stron nadmienia). Blog - maszynka do zarabiania pieniędzy. Nie mam nic przeciwko zarabiania pieniędzy z tytułu prowadzenia bloga, poświęcamy przecież dużo czasu na pisanie artykułów i kontakty z czytelnikami, uczestniczymy w życiu innych blogerów, rozwijamy się. Pewnie, że dobrze by było mieć z tego COŚ. Jednak mówienie , że to co piszemy nie musi być autentyczne, że możemy po prostu "bujać", ważne, by tekst był nasycony dozą emocji zdolną przyciągnąć czytelnika, przyznaję, trochę mną potrząsnęło. Wzruszyć czytelnika i wywołać w nim burzę emocji, bo wtedy na pewno wróci to nadrzędny cel blogera-profesjonalisty. Cytuję: Granie emocjami czytelnika nie jest sztuką, której można się nauczyć z poradników. To nauka w samotności, analizowanie twórczości innych. Trochę to stoi w sprzeczności z moimi poglądami na blogowanie. Sądzę, że to właśnie bycie autentycznym daje największą satysfakcję z pracy i przyciąga ludzi, z którymi możemy nadawać na jednej fali. Takie manipulowanie czytelnikami nie wydaje mi się specjalnie satysfakcjonujące, ale prawdopodobnie jestem naiwna w swoich poglądach i z takim nastawieniem - wiadomo - rekinem blogosfery nie zostanę.
Inne kontrowersyjne dla mnie stwierdzenia dotyczą jedynego, słusznego wyglądu bloga. Kolorowe blogi wg T.T. nie rokują wielkich nadziei na sukces. No i wreszcie dowiaduję się, że głupio tak jest odpowiadać na wszystkie komentarze, bo to podlizywanie się czytelnikom, tracenie charyzmy. Dobrze jest od czasu do czasu potraktować czytelników wręcz po chamsku, żeby wiedzieli, kto rozdaje karty. Cóż, jeśli faktycznie te czynniki powodują, że mogę na blogu zarabiać, to jeszcze duuużo nauki przede mną. Na szczęście mam jeszcze swój etat w budżetówce... Generalnie - warto przeczytać, bo mimo licznych (w moim przypadku) fragmentów, co do treści których mogłabym polemizować, znajdziemy też mnóstwo przydatnych porad.

czwartek, 8 maja 2014

Czas odkurzyć marzenia

źródło
Marzenia to realne cele z odroczonym terminem realizacji - autor nieznany.

Kiedy ostatnio odpowiadałam na pytania Liebster Blog Award, jedno z nich zapaliło przysłowiową lampkę w mojej głowie: "Czy Twoje marzenie się spełniło? (podaj proszę szczegóły)". Oczywiście, wiem jak ważne są marzenia w życiu człowieka, dużo o tym czytałam, ale z praktyką już znacznie gorzej bywało. Owszem, dawno temu, kiedy kładłam się do łóżka, to w mojej głowie natychmiast rozpoczynał się kolorowy film. W myślach przeżywałam swoje życie - to którego jeszcze nie było. Ale lata beztroski się skończyły, wyszłam za mąż, urodziłam dwójkę dzieci, studiowałam, pracowałam i zajmowałam się oczywiście rodziną i domem. Te wszystkie czynności były tak absorbujące, że wieczorem zwykle miałam jedno marzenie - SPAĆ!

I w taki sposób oduczyłam się marzyć, a już Freud powiedział, że bez miłości i bez marzeń człowiek umiera. Rzeczywiście, jakby na potwierdzenie tych słów, nie tak dawno przeżywałam "kryzys stulecia" i tak zwane odbicie się od dna, ponieważ moja wypełniona poważnymi sprawami i obowiązkami codzienność za bardzo mnie przytłoczyła. Teraz już wiem, że pojmowanie życia tylko w kategoriach "powinnam" i "muszę" zabija radość życia. Czas najwyższy odkurzyć marzenia, bo cele, plany i choćby najpiękniejsze zadania do wykonania to z pewnością nie to samo.

Marzenia to forma energii, tak jak dobre słowo, uśmiech czy miłość. Im więcej jej dajemy, tym więcej jej mamy. Ośmielmy się marzyć, to nie jest tylko domena zarezerwowana tylko dla małych dzieci, chociaż z natury, to właśnie one są najbardziej skłonne do marzeń. Dorośli często, tak jak ja, wpadają pułapki codzienności, albo czują się zbyt poważni na mrzonki - zupełnie niepotrzebnie. Kim chcieliśmy zostać w życiu, gdy byliśmy dziećmi? Większość z nas zaplanowała swoje życie, gdy byliśmy jeszcze mali, spróbujmy odnaleźć tamte marzenia, mogą stanowić cenny trop na naszej ścieżce życia.

źródło

A ponieważ marzenia się spełniają - czas na konkrety. Oto lista zaleceń, pomocnych w efektywnym marzeniu:
  1. Kiedy nasze marzenie jest jeszcze młode, lepiej nie rozpowiadajmy o nim na prawo i lewo. Na pewno znajdzie się kilka czarnowidzów i zazdrośników, którzy postarają sie przemówić nam do rozumu: to bez sensu, nikomu nie potrzebne, nie do zrealizowania.
  2. Czasami, kiedy mamy wielkie marzenie, a szanse na jego realizacje wydaję się nikłe, nie rezygnujmy z niego, a powierzmy je boskiej instancji i oczekujmy cudu - i tak nic nie tracimy, a cuda czasami się zdarzają. Możemy nasze marzenie zapisać na kartce, wkładając w tę czynność uczucia, następnie kartkę chowamy i zapominamy o niej. Do czasu, aż pewnego dnia otrzymamy od losu wspaniały prezent. Taki cud raz mi się przytrafił. Byłam młodą mamę z dwójką dzieci, mieszkaliśmy w dwóch małych, przechodnich pokojach. Nasza sypialnia była skrzyżowaniem dróg do pokoju dziecinnego, kuchni i wyjścia. Nie wyrabiałam już nerwowo, nie cierpiałam tego mieszkania, w którym nigdzie nie było spokojnego kąta. Szansy na przydział innego nie było. Pewnego wieczoru, postanowiłam wypróbować tę technikę, o której właśnie gdzieś przeczytałam (we Wróżce?...). Opisałam swoje wymarzone super mieszkanko ze szczegółami typu "garderoba", co na tamte warunki wydawało się nieosiągalne. Za dwa lata już w nim mieszkałam (!), była w nim nawet garderoba, co w służbowych mieszkaniach często się nie zdarza.
  3. Marzenia możemy porównać do wizualizacji, która jest wykorzystywana np. w psychologii sportowej. Polega ona na tworzeniu w mózgu wyraźnych i nasyconych szczegółami obrazów przyszłych osiągnięć. Takie treningi mentalne, to podobno podstawa osiągnięć wszystkich sportowców. My też możemy się stać reżyserami takiego obrazu, który umieszczony w naszej wyobraźni stanie się naszym podświadomym celem.
  4. Możemy również wykonać mapę marzeń w formie kolażu, przedstawiającego nasze marzenia za pomocą kolorowych zdjęć wyciętych z czasopism. Pięknie wykonany kolaż zawieszamy w zasięgu naszego wzroku, dzięki czemu nasz umysł ciągle będzie komunikował się z jego treścią i tym samym niezauważalnie dla nas ukierunkuje swoje działania na osiągnięcie celów.
  5. Warto też do marzeń dodać świadome, konkretne czyny. Ustanówmy cel i napiszmy plan. Wizualizujmy sobie jego wykonanie, oraz to jak żyjemy po osiągnięciu celu. Zapiszmy szczegóły. Przystąpmy do działań. 

źródło

Marzenia i działanie to najlepsze połączenie. Suche cele stawiane sobie do realizacji łatwo mogą stać się nieznośnymi obowiązkami, bo to właśnie marzenia są kołem zamachowym naszych sukcesów. Każdy wynalazca czy wielki przedsiębiorca na początku miał tylko wizję i są na to konkretne dowody. Dlatego nie zapominajmy marzyć, w autobusie czy przed zaśnięciem (te marzenia są podobno najskuteczniejszy, bo nasz umysł osiąga wtedy stan alfa - cokolwiek to znaczy). Ja na pewno będę pamiętać!

niedziela, 4 maja 2014

Kosmetyczny misz-masz i LBA

Na wstępie chcę uprzedzić, że siłą rozpędu dzisiejszy post wyszedł zbyt długi, ale tak rzadko piszę o kosmetykach, że dzisiaj koniecznie chciałam zamieścić tu moje ostatnie doświadczenia w tym zakresie, bo za miesiąc pojawią się przecież inne. Podaję więc o czym dzisiaj piszę, żeby każdy mógł po prostu odnaleźć wątek, który go szczególnie zainteresował:
  1. Olej z czarnuszki - moje doświadczenie, właściwości i zastosowanie.
  2. Kosmetyki do zwalczania wągrów oraz sposób ich użycia.
  3. Hydrolat z róży damasceńskiej - i trochę o hydrolatach
  4. Woda termalna z La Roche Posey - i trochę o wodach termalnych.
  5. Liebster Blog Award
Jednym z kosmetyków, które udało mi się wykończyć w kwietniu był Olej Nigella (z czarnuszki) używałam go przez przez 10 miesięcy, bo do jednorazowej aplikacji potrzeba dosłownie tyle oleju, ile wypłynie po 1 naciśnięciu pompki. Czasami zdarzały się też przerwy w aplikacji. Później czytając o nigelli, dowiedziałam się, że ten olej nadaje się do użycia przez około 3 miesiące od momentu wytworzenia, a jego właściwości są najbogatsze, gdy jest on trzymany w chłodnym miejscu, w zaciemnionej buteleczce. Szkoda, że producent nie podał tych istotnych informacji na opakowaniu... 

Pomimo tego, nie zauważyłam, żeby w późniejszym okresie stosowania olej szkodził mojej skórze, wręcz przeciwnie, zachowywał się jak zwykle. Stosowałam go zamiast wieczornego kremu, co drugi dzień wzbogacając kroplą gliceryny. Na początku martwiłam się, że to zbyt uboga pielęgnacja w moim wieku (40+), ale po kilku tygodniach okazało się, że skóra na twarzy zareagowała pozytywnie: wyrównały się przebarwienia, podrażnienia na nosie i w jego okolicy przestały się pojawiać, dobrze nawilżał, żadnych nowych zmarszczek nie przybyło ;) Nawet kosmetyczka, która robiła mi masaż twarzy stwierdziła, bardzo pozytywnie oceniła stan mojej skóry, a szczególnie w newralgicznych okolicach oczu.

Olej z czarnuszki zwany jest eliksirem młodości, ponieważ w naturalny sposób regeneruje skórę dojrzałą, uelastycznia ją, wygładza zmarszczki i niszczy wolne rodniki. Posiada dużą zawartość kwasu linolenowego (60%), witaminy A i E, soli mineralnych oraz czynny związek nigoleon o właściwościach przeciwalergicznych.

Inne ciekawe zastosowanie nigelli: wykazuje silne działanie antybiotyczne, szczególnie polecany do pielęgnacji skóry dotkniętej egzemą, łuszczycą i trądzikiem, niweluje łupież i swędzenie głowy, przeciwdziała wypadaniu włosów. Podobno nawet świetnie goi opryszczkę.

Chętnie jeszcze kiedyś do niego wrócę, ale teraz dla zdrowej odmiany wypróbuję inny olej, przecież mamy ich tak duży wybór - trzeba to wykorzystać.



Stosowanie oleju z czarnuszki prawdopodobnie przyczyniło się też do wyeliminowania problemu czarnych upierdliwych kropeczek, pojawiających się na nosie, brodzie i czole - mowa oczywiście o znienawidzonych wągrach! Tak więc mój arsenał do walki z nimi praktycznie stoi niewykorzystany. Od kilku miesięcy stosuję specjalistyczne kosmetyki na wągry dosłownie raz w miesiącu, tak dla głębszego oczyszczenia skóry w warunkach domowych. Żeby te środki lepiej zadziałały, robię sobie kilkuminutową parówkę (te nie są polecane do cery naczynkowej). 

Do parówki można użyć następujących ziół lub olejków eterycznych: rumianek pospolity - cera sucha i wrażliwa (uwaga -  rozjaśnia włosy), szałwia lekarska - ściąga pory, oczyszcza z nadmiaru łoju (idealna na trądzik), dzika róża - łagodzi zaczerwienienia i nawilża, tymianek - reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejsza ilość zaskórników, leczy wypryski, mięta pieprzowa - ściąga rozszerzone pory (do cery tłustej i mieszanej), bratek polny - łagodzi stany zapalne skóry z łojotokiem, lawenda - oczyszcza skórę z toksyn, działa tonizująco, odświeża i uspokaja, skrzyp polny - przywraca koloryt, reguluje pracę gruczołów łojowych.

Akurat te trzy środki sprawdzały się w moich starciach z czarnymi kropami, więc polecam!




















Nie używam toników, zamiast nich stosuję z powodzeniem wody kwiatowe albo wody termalne. Ostatnio używane to hydrolat z róży damasceńskiej oraz woda termalna z La Roche Posay. 

Hydrolaty inaczej nazywane są "wodami kwiatowami", wykorzystywane w codziennej pielęgnacji - nawilżają, łagodzą, odżywiają. To prawdziwe ukojenie dla skóry suchej i zmęczonej. Dokładnie tak się dzieje, a dodatkowym walorem jest boski zapach (o ile ktoś lubi zapach różany, jeśli nie, można wybrać spośród wielu innych).

Mają pH zbliżone do naturalnego pH skóry i z powodzeniem zastępują tonik. Można ich też używać do odświeżenia. Ja używałam także na włosy. Hydrolat różany polecany jest do cery naczynkowej, zaczerwienionej, wrażliwej i dojrzałej. Oczywiście może być stosowany bezpośrednio na skórę. Najlepiej przechowywać w lodówce, bo może wytrącić się osad (w zależności czy do produktu dodano konserwanty). 

Ciekawostka: woda różana jest stosowana (szczególnie w Azji) jako składnik kulinarny do przyrządzania słodyczy oraz mięsa.

Wody termalne to wody źródlane znajdujące się nawet do 6000 metrów pod ziemią, przekraczające swoją temperaturą średnią roczną temperaturę powietrza. Wody te bogate są w aktywne składniki biochemiczne (cynk, krzemionka, wapń, miedź, miedź, siarka, magnez, selen, kwas metaborowy). 

PH wód termalnych zbliżone jest do pH naszej skóry. Przeznaczone są one do pielęgnacji skóry wrażliwej, skłonnej do podrażnień i nadmiernego wysuszania, a także do cery naczynkowej, łojotokowej i atopowej.

Wody termalne możemy stosować przez cały rok na czystą skórę. Rano i wieczorem możemy ich używać zamiast toniku, w ciągu dnia - w celu odświeżenia skóry. Stosuje się je do łagodzenia podrażnień, pomogą przy poparzeniu słonecznym. Mężczyźni mogą ich używać po goleniu, kobiety po depilacji, mikrodermabrazji, peelingu chemicznym czy zabiegach laserowych (przyspieszają proces gojenia się). Są odpowiednie do pielęgnacji skóry niemowląt i dzieci. 

Wskazówka: po spryskaniu skóry należy chwilę odczekać, a następnie osuszyć ją chusteczką, ponieważ nadmiar wody paruje i wyciąga wilgoć z głębszej partii skóry, a to z kolei może prowadzić do jej odwodnienia.



Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Magdę M. z Mama Bloguje.pl. - bardzo dziękuję Magda :) Bardzo fajne te pytanka, więc z przyjemnością na nie odpowiedziałam:

1. Swój pierwszy post na obecnym blogu napisałam ponieważ.... (dokończ zdanie) chciałam wreszcie coś od siebie przekazać światu. Przez tyle lat marzyłam o pisaniu, ale każda moja praca w końcu lądowała w piecu. Pomyślałam sobie, że bloga tak łatwo nie spalę ;-) i faktycznie, im dłużej go piszę, tym bardziej blogosfera mnie wciąga. Kto wie, może to pierwszy krok do czegoś większego? Niezbadane są wyroki boskie...

2. Opisz się w 3 słowach. Trudne. Łagodna, uparta (ale tylko w zakresie spraw osobistych, nigdy niczego nie narzucam innym), łatwo podejmująca decyzje. Nie udało się w trzech słowach i tak większości o sobie nie powiedziałam.


3. Co najbardziej lubisz w swoim wyglądzie oraz charakterze? Że nie dołuję się pierdołami


4. Masz magiczną różdżkę i możesz zmienić jedną rzecz na świecie, co by to było? Żeby ludzie zaprzestali prowadzenia wojen.


5. Czy jakieś Twoje marzenie się spełniło? (podaj proszę szczegóły), tym pytaniem Magda uświadomiła mi, że chociaż wiem, ile znaczą marzenia i w przeszłości (jako młoda dziewczyna) często marzyłam wieczorami, ale od kiedy kiedy dorosłam i urodziłam dzieci, wieczorami zazwyczaj padałam zmęczona na łóżko i nie wiadomo kiedy usypiałam. Odzwyczaiłam się od marzeń. Teraz po prostu planuję, zakładam, ale marzeniami bym tego nie nazwała. Warto znowu zacząć marzyć. Nie powiem nic więcej, bo nic sensownego mi nie przychodzi do głowy.


6. Ulubiona pora roku i dlaczego? Wiosna - świat dookoła jest taki świeży, pachnący, energetyczny. Nie za gorąco i nie za zimno. Ptaki najpiękniej śpiewają. Najbardziej się na nią czeka.


7. W jakim stopniu wygląd bloga wpływa na to, że zostajesz na dłużej. Wybierz odpowiedź: a) nie zwracam uwagi na wygląd, liczy się treść; b) wygląd strony jest dla mnie bardzo ważny; c) zależy w jaki sposób znajdę się na blogu, d) zależy od dnia i mojego nastroju, wybieram odpowiedź a, chociaż wolę, kiedy bloger (ka) pisze tak, żeby oko się nie męczyło. Czarne, czytelne litery (nie jakieś zawijasy) na jasnym tle. Ale jeśli treść mnie zainteresuje to i wytrzymam na białych literach na czarnym tle ;)


8. Masz jakiś cel w blogowaniu? Dążysz do czegoś? Blogowanie to na chwilę obecną realizacja mojej pasji, dlatego nie czuję zmęczenia ani upływu godzin spędzanych na blogu. Mój blog jest jeszcze bardzo młody, nie wykluczone, że dodatkowe cele jeszcze się ujawnią, ale na razie chcę tylko pisać i czerpać przyjemność z kontaktów z Wami. Wiem, że chcę blogować coraz lepiej, uczyć się więcej w tym zakresie.


9. Cecha, którą najbardziej cenisz u innych to... Odpowiedzialność. Osoba odpowiedzialna wydaje mi się bezpieczna, a ja lubię czuć się zawsze i wszędzie bezpiecznie.


10. Wygrałaś weekendową wycieczkę krajoznawczą na księżyc, możesz zabrać jedną osobę, kto by Ci towarzyszył? Może mąż albo przyjaciółka. Na pewno ktoś bliski.

 
11. Jesteś zdecydowanie rozważna czy na pewno romantyczna? Zdecydowanie rozważna.

Ponieważ to już któryś z kolei udział w zabawie, rezygnuję z nominacji, bo tak naprawdę lubię wszystkie blogi, które odwiedzam. Można sprawdzić wszystkie moje odpowiedzi klikając w etykietę akcja.

źródło