niedziela, 6 kwietnia 2014

Najdziwniejsze potrawy świata

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie odcinek Top Chef, w którym uczestnicy musieli przyrządzić potrawy, a głównymi składnikiem były produkty rzadko spotykane w polskich kuchniach: grasica, skorpiony, nerki, żywa szarańcza (skacząca w słoiku), grzebienie kogucie, kacza krew, karaczany, móżdżek, żabie udka, ślimaki japońskie, świński ryj. UFF! chyba nie pominęłam żadnego przysmaku...

Lubię przyglądać się wszystkiemu co dziwne, więc postanowiłam wykorzystać chwilę "natchnienia" i stworzyć własną listę najdziwniejszych potraw świata. W tym celu długo buszowałam po internecie, przyglądając się zdjęciom i opisom dań, których nie wzięłabym do ust za żadne pieniądze - a przynajmniej tak mi się wydaje.

Wyobraźcie sobie, że za skosztowanie każdej z tych potraw kusiciel płaci wam 1000 zł, czy dla tak "nędznej" zapłaty bylibyście w stanie cokolwiek przełknąć?
Pod każdym zdjęciem znajduje się link do strony, z której zdjęcie pochodzi. Zapraszam do oglądania! 

źródło



Zupa z grzyba rosnącego w gąsiennicy.  Rzecz dzieje się w Chinach. Pewien ciekawy gatunek grzyba wrasta w żywe gąsienice, aż w końcu je uśmierca i mumifikuje. Zwykle grzyb podawany jest w suszonej formie, ale zdarza się, że robi się z niego zupę i podaje razem z gąsienicą.




źródło





Koreańskie wino z młodych myszek. Jeszcze żywe mysie noworodki wrzucane są do butelek pełnych wina ryżowego i pozostawiane do sfermentowania. Napój  nie należy do powszechnie spożywanych, a raczej wykorzystywany jest jako uniwersalny lek na wszystkie dolegliwości. 
źródło













Oko tuńczyka największą popularnością cieszą się w Japonii i w Chinach. Wieść niesie, że nieźle smakują.






źródło

Casu Marzu to przysmak z Sardynii - zgniły owczy ser nafaszerowany larwami muchy serowej. Serowarzy specjalnie zostawiają go na świeżym powietrzu, pozwalając muchom znieść w nim jaja, z których wkrótce wykluwają się powodujące fermentację larwy. Ser przed spożyciem rozsmarowywany jest na tamtejszym chlebie, niektórzy wydłubują robaki przed spożyciem, niektórzy nie...






Tarantule. Jada się je w Kambodży. Pająki gotuje się w całości, przed zjedzeniem usuwa się ich nóżki. Dodam, że są uznawane za prawdziwy rarytas.









źródło



Balut. Przysmak z Azji Południowo-Wschodniej. Kacze lub kurze jajko ugotowane z niewyklutym jeszcze ptaszkiem w środku. Przekąska na kształt naszych hamburgerów, spożywana zaraz po zakupieniu z dodatkiem soli. Przygotowuje się ją na kilka - kilkanaście dni przed wykluciem. ptasie embriony gotowane są w skorupkach, w wywarze przypraw i octu lub soku cytrynowego.






źródło

Zupa z jaskółczych gniazd, podobno za jedną miskę tego przysmaku zapłacimy w Hong Kongu od 30 do 100 dolarów, z uwagi na trudność w dotarciu do gniazd jerzyków będących głównym jego składnikiem (ptaki podobnych do jaskółek). Zupa ma korzenny aromat, w jej skład wchodzą algi, mchy oraz trawy zmieszane ze śliną ptaków. Chińczycy uważają zupę za danie wyjątkowe, luksusowe oraz silny afrodyzjak.



źródło



Penisy czyli przekąski na dobrą miłość jadane w Pekinie. W restauracji Goulizhuang zwierzęce penisy podawane są na różne sposoby. W ofercie znajdują się genitalia jeleni, jaków, koni, fok, kaczek czy psów. Aby skosztować tego afrodyzjaku należy być przygotowanym na sporą sumę na rachunku.







źródło




Karaluchy, szarańcza - na deser, chrupiące jak chipsy, smażone na głębokim oleju







źródło



Węże i skorpiony w winie. Ten trunek cieszy dużą popularnością głównie w krajach azjatyckich. Tamtejsze węże i skorpiony umieszczane są w butelkach z winem ryżowym. Wino nadaje się do spożycia po kilku miesiącach, kiedy jad zostanie zneutralizowany.





źródło



Na zakończenie Ortolan, dawniej - ulubiony przysmak Francuzów, dzisiaj formalnie zakazany, ale nadal dostępny w "kulinarnym podziemiu". Zjada się go w całości, razem z dziobem i nóżkami. Smakuje jak chrupiące orzechy laskowe z posmakiem brandy, może dlatego, że ptaki te topi się w alkoholu.





I to by było na tyle, chociaż nie zamieściłam tu zdjęć wszystkich dziwnych potraw jakie  udało mi się znaleźć - z uwagi na coraz bardziej wydłużający się tekst. Pozostałe potrawy wymienię krótko i zwięźle, tak dla porządku:

  • larwy - to już zbyt popularne danie, ale dla mnie wciąż jedno z najobrzydliwszych, wychodzę z pokoju, kiedy o nim mowa w TV, muszę;
  • kopi luwak - najdroższa kawa na świecie, kilogram kosztuje około 1000 euro, wytwarzana w Indonezji z ziaren kawy, które wydobywa się z odchodów cywety;
  • sernik z aligatora - kuchnia Luizjany;
  • bycze jądra - danie rodem z Hiszpanii;
  • krowie wymiona - przysmak Włoski, najlepsze są duszone lub smażone;
  • żywe ośmiornice - Korea;
  • węże - Chiny;
  • escamoles - smażone jaja lub larwy mrówek podawane w Meksyku jako samodzielne danie lub dodatek do innych potraw np. farszu tortilli;
  • zupa z nietoperza - można ją zjeść w Tajlandii, na wyspie Guam oraz w niektórych rejonach Chin;
  • flaczki z wieprzowych żołądków serwowane w naszym kraju, przez pewną znajomą mi osobę, na początku nie wierzyłam, że TO widzę w talerzu, świński żołądek kojarzył mi się ze skórką salcesonu, zresztą niejadalną, później widziałam też takie flaczki w markecie.
I jak, wybraliście coś dla siebie? ;)


104 komentarze:

  1. Ogólnie jestem mega tolerancyjna względem różnic kulturowych i innych odmienności, ale przysięgam, brak mi słów żeby skomentować treść tego posta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrałam wg mnie mega-obrzydliwości, ale jak mówisz, różnice kulturowe wszystko tłumaczą i trzeba być wyrozumiałym, więc napisałam oględnie, że potrawy są "dziwne".

      Usuń
  2. ile smakołyków :)) nie wiem co bym wybrała ;)
    oglądałam kiedyś program w tv, ludzie zajadali się tym serem i cieszyli z obecności larw ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak na poważnie, to mnie chyba by ten tysiąc nie skusił. Może kawałek ptaszka bym skubnęła, ale musiałabym przestać myśleć o tym jak zginął...

      Usuń
    2. nic z tych rzeczy bym nie skubnęła ;)
      musiałabym być w ogromnej potrzebie finansowej, żeby zdecydować się coś zjeść...
      ciekawy temat na post :) też lubię przyglądać się temu co dziwne :) im bardziej obrzydliwe, tym z większą ciekawością oglądam ;)

      Usuń
    3. O kurcze, u mnie tak samo! Np. zoo zawsze staję przed terrarium albo akwarium z dziwnymi stworkami. Niesłychane tematy mnie wkręcają na amen :)

      Usuń
  3. Nie jestem aż tak odważna, żeby zjeść jakąkolwiek z tych propozycji, nawet patrzeć na nie nie mogę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, nie jest to miły widok. Celowo nie dałam zdjęcia larw, bo na sam widok chwytają mnie torsje. Ale tak bardzo chciałam mieć takiego posta, że nie mogłam się powstrzymać ;)

      Usuń
  4. O rety...dobrze, że jestem już po kolacji...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zaczynam mieć wyrzuty sumienia...

      Usuń
  5. patrzeć na to nie mogę,a co dopiero zjeść...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ludzie to jedzą. Człowiek to chyba wszystko zje. Jednego nie rozumiem - jak mogą się aż tak różnić nasze smaki.

      Usuń
  6. o matko! Ja bym tego za nic w świcie nie wzięła do buzi! Ledwo co mogę an to patrzeć! Fuu i w ogóle to jest okropne, no bo w końcu do niektórych potraw są wykorzystane biedne zwierzątka :c
    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powstrzymałam się o rozszerzenie tego tekstu o potrawy z żywymi jeszcze zwierzętami w roli głównej. Teraz widzę, że dobrze. Wiadomo, są to dziwne potrawy, ale trzeba mieć mocne nerwy, żeby o tym czytać.

      Usuń
    2. E tam nic penisa pewnie bierzesz i to bez gotowania.

      Usuń
  7. No to ja niejedząca mięsa i ryb, głodna bym chodziła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zupka z gniazd to się nie liczy ;)

      Usuń
  8. Niektóre przysmaki zbiły mnie z tropu :) Zawsze uważałam się raczej za osobę... odważną? Szczególnie jeśli chodzi o podróże - nigdy nie nazwałabym się tchórzliwą podróżniczką, ale tak jak patrzę na oko tuńczyka i penisy w makaronie to zastanawiam się czy bym skusiła się na te specjały :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może za pieniądze - tak? Napisałam to i zastanawiam się, czy zarobiłabym cokolwiek. I nie mówię tu już o zasadach tylko o praktycznym podejściu. Jemy ptaki, więc ortolan niby OK, ale W CAŁOŚCI???

      Usuń
    2. Nie wiem, może robaki jakieś bym zjadła - szarańcza, tarantula jeszcze bym dała radę, ta zupa z gniazda jaskółek też nie odstrasza aż tak bardzo ale pozostałe... jakoś tak nie wiem jak można jeść coś zrobione z larw czy grzyba rosnącego w jakimś zwierzaku, to chyba nie może być dobre (w sensie "zdrowe") dla człowieka?!

      Usuń
    3. Np. ten ser, kiedyś czytałam, że był on przez pewien czas nielegalnym produktem, a teraz na wikipedii widnieje, że jest zarejestrowanym produktem regionalnym i dopiero kiedy larwy są martwe może być trujący. A larwy to podobno skaczą na wysokość 15 cm, tak więc dodatkowa atrakcja ;)

      Usuń
    4. Też uważam, że nie tchórzę, jednak pewnych rzeczy nie jestem w stanie zjeść :)

      Usuń
  9. Oj mnóstwo jest potraw, których bym nie tknął. Ale z drugiej strony dla tamtych kultur jest to normalne. Dla nich np. normalne nie jest jedzenie ogórków kiszonych czy kapusty kiszonej - właściwie produktów zepsutych, kwaśnych. Wszystko jednak zależy od kręgu kulturowego. Przypomniałem sobie właśnie o przysmaku Wietnamczyków. Uwielbiają spożywać jajo kacze, w którym jest już mała kaczuszka, ale jeszcze nie gotowa by się wykluć. Cóż niedane jest jej w ogóle się wykluć skoro ją zjadają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie ten balut, o którym też wspominam. Ta niewykluta kaczuszka jest gotowana razem z jajkiem w którym siedzi. No tak, ale zwierzaki to w większości kultur mają przerąbane.

      Usuń
  10. Troche mi niedobrze..
    Az mna dreszcz wstrzasnal.
    Jedst tu taki program francuski, zawodnicy musza dotrzec do Pekinu i po drodze maja do wyjonania rozne zadania. Najwiekszy problem mieli z tymi ortolanami, brrr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze kiedy oglądam programy o innych kulturach, między innymi o ich odżywianiu to zastanawiam się czy w końcu udałoby mi się coś przełknąć wiedząc, że moich ulubionych potraw brak. Zresztą, gotowałabym po swojemu ;)

      Usuń
  11. To ludzie są w stanie normalnie to jeść? Nie wierzę w to, co widzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko wskazuje na na to, że tak...

      Usuń
  12. Gaja, zaszalałaś z tym postem :)
    Kurczę aż wierzyć się nie chce, że są tacy dla których takie potrawy to prawdziwy rarytas! Tacy, których kubki smakowe szaleją na widok tego robalstwa i innych.
    Ja osobiście bym nie tknęła niczego z tego menu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :) Temat korcił mnie niesamowicie, w sumie to ciekawe jest, prawda?... Jak wyżej wspominałam, jest jeszcze temacik o żywym (dosłownie) pożywieniu człowieka, równie ciekawy!

      Usuń
  13. powiem szczerze, że zaciekawiłaś mnie bardzo postem mimo, że apetyt odszedł momentalnie i chyba prędko nie wróci :) teraz jak będę wyjeżdżać do innych kultur i zakątków świata najpierw będę zapoznawać się z kuchnią, żeby przez przypadek nic dziwnego nie trafiło na mój talerz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka będąc w Chinach, żywiła się tylko w McDonald's, a przynajmniej tak twierdzi. Co nie oznacza, że wszystko mają odrażające, ale mówi się, że w Chinach je się wszystko, a im dziwniej tym lepiej ;)

      Usuń
  14. Chyba nie potrafię wybrać, co z tej listy tknęłabym na ostatnim miejscu. Niektóre pozycje są obrzydliwe. Bardzo ciekawy post, ale nie wiem, co musiało by mi się stać, bym coś takiego zjadła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie pieniądze też są za małą motywacją. Może klęska głodu... Oby nigdy nie nie miała miejsca.

      Usuń
  15. Właśnie zjadłam śniadanie...
    Węże i myszy najbardziej mnie odrzucają. Gdybym miała wybrać coś do zjedzenia, postawiłabym na zupę z gniazd. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak na poważnie rzecz ujmując to zupka z gniazd rzeczywiście byłaby do zjedzenia, o ile byłoby nas na nią stać ;)

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. No co... W czwartek za to będzie o książkach i Twój BOOK Tag też będzie :)

      Usuń
  17. w życiu bym się na to nie skusiła.. :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet za małą dopłatą ;) Żartuję! Podobno człowiek umierający z głodu zje wszystko, dlatego nigdy nie mówię nigdy, ale mam nadzieję, ze nie będę zmuszona tego próbować.

      Usuń
  18. O niektórych "przysmakach" słyszałam, ale wiele dosłownie przyprawiło mnie o mdłości, przede wszystkim gąsiennica i wino z larw. Trzbea być zboczonym żeby to wymyslić, ludzie nie mają umiaru :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że to Azjaci mają taki "wykwintny" gust, ale Sardynia to przecież Włochy, a stamtąd pochodzi ten pyszny serek wyżej prezentowany...

      Usuń
  19. Jeśli dana potrawa byłaby zrobiona w sposób nie torturujący zwierząt to bym mogła spróbować. Ale jakaś biedna żywa ośmiornica itp odpada.
    Ja odkąd oglądam serię filmików z Japonii Krzyśka Gonciarza stwierdzam, że takie dziwactwa muszą być naprawdę dobre. Skoro ludzie to jedzą, coś w tym musi być. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i są dobre, ale tak trudno się przemóc wziąć do ust ślimaka, który jeszcze dość bliski się wydaje naszym gustom kulinarnym (ci co próbowali - chwalą sobie), a co dopiero zwierzęta uznawane w naszym kręgu kulturowym za niejadalne. Podejrzewam, że nie dałabym rady przez torsje :( A co torturowania zwierząt, to i w naszej kulturze biedactwa nieraz muszą się nacierpieć przed śmiercią. Oglądałam filmik z linią produkcyjną drobiu, to był dla mnie szok.

      Usuń
  20. Kurcze, ja tu wpadłam jedząc lunch!! Blee.... ;)

    P.S. O tak ;) w pracy ciężko uprzedzać kolegów o PMsie ;D bo Koleżanki wiedzą.. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, zupełnie nie wzięłam pod uwagę, że część osób lubi sobie coś przekąsić podczas czytania, na przyszłość się poprawię :)

      Usuń
  21. Ha,ha ale pyszności :) Właśnie jestem po oglądaniu przepisów na zdrowe ciasteczka, a tu proszę cóż za miła odmiana, a na pewno jeszcze zdrowiej - sama natura :) Niestety nic bym z tych rzeczy nie zjadła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, do tej pory nie udało mi się nikogo skusić na te przysmaki, ale czekam cierpliwie, jeszcze mam szansę ;)

      Usuń
  22. To ja podziękuję, po głoduję trochę.
    Ale zauważyłam, że najwięcej dziwnych potraw jest wymyślanych w Azji. Naprawdę dziwni ludzie tam mieszkają... fuj...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, większość w Azji, a flaczki z żołądków świńskich to specjalność mojej teściowej :)

      Usuń
    2. Też bym nie zjadła ;) ja gatunek człowieka jestem co na nabiale i chudym mięsie żyje :)

      Usuń
    3. Z lokalnych przysmaków, to tylko te flaczki pamiętam. U mnie zasada jest prosta: patrzę i wącham, jeśli na tym polu mam minusy, to dalej w to nie brnę :)

      Usuń
    4. Kiedyś powąchałam jak sama robiłam z kilkoma serami makaron - powąchałam i nie zjadłam, za to mój M się zajadał :P

      Usuń
  23. Daleko nie szukając- na Ukrainie piję się żmiję w spirytusie, a raczej spirytus na żmiji. To byłem nawet zmuszony wypić. Karaczany, tarantule, wszelkie robactwo- pyszne! Tylko trzeba się wyzbyć oporów, tak samo jak przy jedzeniu penisów- bo te jada się nie tylko w Chinach, ale też w Tajlandii, zwłaszcza na wsiach.
    Dobre są też szczury- ale tu trzeba uważa, z jakiego źródła pochodzą:)
    Ale widzę, że jeszcze w podróżach dużo dobrych rzeczy przede mną do spróbowania XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzyłam, ze wpadnie tu jeszcze sympatyk tych smakołyków i nie zawiodłam się :) Ale czy ty oby mnie nie wkręcasz? Wszelkie robactwo pyszne - dziwnie to brzmi w moich uszach...

      Usuń
    2. Ano nie wkręcam XD Po prostu, mnie też mało co brzydzi. Bo w polskiej choćby kuchni zjem też..chyba wszystko. Flaki, jajecznicę ze świńskim mózgiem ( przepis ten przywiózł mój dziadek, jeszcze z tzw. Kresów), czerninę zajadam...no po prostu, mam jakiś mały pozim wszelkiego tabu i obrzydliwości:) Robaki wszelkie, owady to genialne źródło białka- i jak się gdzieś pojedzie takim sposobem jak ja..to trzeba się dostosować do tamtej kultury. Zresztą, ja wychodzę z założenia, że to właśnie tylko bariery kulturowe, a jako ich pasjonat, jeśli chcę kulturę jakąś poznać-to najlepiej zacząć od kuchni. Świat trzeba smakować też dosłownie:) W tym roku jadę do Indii i mam nadzieję, że i tam mnie czymś zaskoczą:) Nie tylko cudną kuchnią wegetariańską na południu czy wszelkiego rodzaju curry..ale też i takimi specjałami:)

      Usuń
    3. Aha dodam jeszcze że uwielbiam surowe mięso- i nie chodzi tu tylko o tatara. Krojąc kurczaka na obiad podjadam..także no. Nie mam za dużo tabu XD

      Usuń
    4. No to pojechałeś po bandzie... Hahaha:)) Nie wyobrażam nas sobie przy wspólnym stole ;) Co do surowego mięsa, to i ja mogę trochę dorzucić od siebie: tatar i sushi z największą przyjemnością. Kiedyś podjadałam zwykłe podczas robienia mielonych, ale już tego nie robię, bo boję się zarażenia robakami. A ty nie myślałeś o tym wcinając surowego kurczaka? Słyszałam, że z surowych mięs to tylko wołowina jest bezpieczna, nawet ryby to już ryzyko.

      Usuń
    5. Bo ja wiem, czy po bandzie...po prostu, mam dziwne smaki i wysoki próg obrzydzenia. Zastanawiam się właśnie, co mogłoby mnie tak naprawdę obrzydzić.
      I jakoś nie boję. Zastanawiałem się nad tym właśnie..ale powiedzmy, jak masz mięso wędzone w niskiej temperaturze- masz takie same ryzyko zarażenia. Zresztą, są gorsze rzeczy niż nasze robaki ( no dobra, może nie licząc włośnicy). Paliłem tyle lat papierosy, że już robaki mi nie straszne XD Jakby rozważać ryzyko i prawdopodobieństwo..to nie powinienem na przykład prowadzić auta, bo łatwo umrzeć w wypadku komunikacyjnym, o. Są po prostu rzeczy, nad którymi się już nie zastanawiamy. Rzecz przywykania i prawdopodobieństwa.

      Usuń
  24. Sorry nie dałam rady przejść przez wszystkie potrawy. O k r o p n o ś ć !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielam Twoją opinię, ale są i tacy, którym to smakuje, jak choćby Kordian Królik (komentuje nad Tobą). To mnie utwierdziło w przekonaniu, że wszystko jest względne - jednak.

      Usuń
  25. Myślałam, że jestem wszystkożerna. Jednak po przeczytaniu (połowicznie) listy stwierdziłam że nie. Poza tym , niektóre dania to czyste okrucieństwo. Żywe noworodki mysie zalewane alkoholem ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te małe ptaszki z ostatniego zdjęcia również są topione w alkoholu. Dla mnie okrucieństwo nie do przyjęcia. W naszej kuchni nie podoba mi się np. gotowanie raków, nie rozumiem jak można... Zresztą sprawa okrucieństwa kuchennego jest dość szeroko i dyskusyjna. I obawiam się, że ktoś z powodzeniem mógłby zarzucić mi hipokryzję, bo przecież w końcu jadam też mięso.

      Usuń
    2. Mogę się wtrącić? Nie, żebym był za zadawaniem zbędnych cierpień, sam zabijając powiedzmy kurę zawsze ją przepraszałem ( taki o, rytuał), dziękowałem i starałem się, żeby cierpiała jak najmniej. Ale jak kurze się utnie łeb, to potrafi jeszcze przez parę minut biegać po podwórku. A parę minut mózg obumiera, pozbawiany krwi zaopatrującej w tlen.
      Idąc dalej- po prostu sama śmierć zwierzęcia zawsze trwa parę minut. Czasem jest ogłuszone, ale czy wiemy, póki sami nie umieramy, jak to jest odczuwane? Czy mysi noworodek zalany spirytusem, czy świnia, której wkładamy nóż przez ucho- być może odczuwają tożsamy ból. Same zwierzęta siebie nawzajem zabijają dłużej- kot męczy mysz nieraz godzinami. Pies też tak szybko nie rozszarpuje gardła. Rak wrzucone do wody odczuwają ból mniej, niż powiedzmy ryby na święta noszone w siatkach. Tylko do pewnych rzeczy przywykliśmy i nie zdajemy sobie sprawy, bo ładnie mięso leży na półeczkach i tego karpia raz do roku tylko zabić musimy, a inne wydają nam się okrutne, bo widzimy je pierwszy raz. Nie od dawna mówiono że w ludzkiej naturze leży właśnie okrucieństwo- więc nie ma co udawać, że jest inaczej XD Gorsze moim zdaniem jest przetrzymywanie całe życie świni w klatce gdzie nie może wyjść na powietrze ( świni, umówmy się, jednak z większym intelektem o wiele niż pies którego nie zjemy, bo jest "przyjacielem człowieka", świni, która rozpoznaje swoje dzieci do końca życia) niż parę minut obumierania, szybkiego jednak, obumierania. Mam wrażenie, że w tym swoim humanitaryzmie nieraz jesteśmy jeszcze mniej humanitarni, gdy zasłaniamy oczy, mówimy o bogowie, jakie te raki biedne a nie widzimy, że większość tego co jemy bardziej cierpiało za życia. To chyba już koszt cywilizacji, życia w niej i zatracenia instynktu, który pierwotnie jest okrucieństwem nieraz uzasadnionym...ale skończę lepiej ten poranny wywód XD

      Usuń
    3. Kordian masz racje jest w nas, we mnie trochę hipokryzji. Parę lat temu próbowałam zostać wegetarianką, ale nie dałam rady. Organizm się buntował. Kurę biegająca bez głowy pamiętam z dzieciństwa. Babcia zabijała w sobotę i rosół robiła.

      Usuń
    4. Pamiętam jak moja mama zabijała kurę i prosiła mnie o pomoc w spuszczaniu krwi, myślałam że padnę przy tym. Sama nigdy kury ani innego ptaszka nie zabiłam. Wolałabym nie jeść raczej. Z wegetarianizmem mam to samo. Unikam, nie jem, ale czasem organizm się bardzo domaga. :(

      Usuń
  26. ale to obrzydliwe, choc o wielu z nich slyszalam z roznych programow typu Galileo, hehe nasze flaczki tez nie sa takie fantastyczne czy wątróbka :) co kto lubi u nich jest co czyms powszechnym, aczkolwiek dobrze ze jestem po sniadaniu, po tym wstrzasie bym nic nie przelknela :))
    (zapraszam do glosowania w sondzie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My (Europejczycy, Polacy) mamy swoje standardy żywienia, może to chodzi o ten nawyk, że od dzieciństwa nie chrupię szarańczy zamiast chipsów. Po prostu pożywienie o którym mowa w tekście nie mieści się w moich standardach - wydaje się dziwne. Sam widok obrzydza. Nie chcę zastanawiać się nawet jak smakuje, bo większości z tych dań nie doniosłabym do ust.

      Usuń
  27. i pomyśleć że wzdrygam się na myśl o kaszance ! hehe. Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie kaszanka to pikuś, nawet lubię ;)

      Usuń
  28. Ja na nic bym się nie skusiła...

    OdpowiedzUsuń
  29. O matko... Aż żałuję, że to zobaczyłam... blee. ale no cóż.. co kraj to obyczaj, ale gotowanie jajka z pisklakiem wydaje mi się straszną torturą. Nie jestem wegetarianką ani weganką, ale no... chciałabym żeby zwierzęta umierały szybko a nie gotując się żywcem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj spokój, prawda jest taka, że wszystkie zwierzaki, które zjadamy cierpią podczas zabijania, i my małe żuczki tego nie zmienimy. Szczerze, to nawet za bardzo wolę o tym nie myśleć, skoro nie mogę pomóc. Ostatnio mijał mnie tir z indykami wiezionymi na ubój. Były poukładane jedne na drugim w ciasnych skrzynkach - jak główki kapusty. Naprawdę się popłakałam i co? Indyki i tak trafiły tam gdzie miały trafić. Prawie wszędzie podobny jest los stworzeń służących za pokarm...

      Usuń
  30. na pewno na żadną bym się nie skusiła..
    pozdrawiam woman-with-class.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to zdecydowanie nie nasze klimaty...

      Usuń
  31. Oglądałam ten odcinek Top Chefa :D Mnie nawet jakby dopłacali, to nic z tych rzeczy bym do ust nie wzięła. Ohyda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej to mnie rozwalił wtedy słoik z żywą szarańczą, pomyślałam sobie - jak kucharz będzie się za to zabierał... A najlepsze, że jurorzy musieli próbować dań.

      Usuń
    2. Ja bym się bała w rękę te "robaki" wziąć, a co tu dopiero mówić o zjedzeniu ich hehe
      Wczoraj zapomniałam Cię pochwalić za świetny wpis :D

      Usuń
    3. A dziękuję, miło mi :) tym bardziej, że większość komentujących wyrzuca mi, że spać przez te zdjęcia nie będzie mogła ;)

      Usuń
  32. Podziwiam Cię, że byłaś w stanie przygotować tą notkę, mnie już od samego patrzenia robi się niedobrze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak już mam, że dziwne, wstrząsające, bulwersujące przyciąga moją uwagę. Wyłapuję takie sprawy z powietrza, a ciekawość zabija pozostałe uczucia ;)

      Usuń
  33. Dla nas to wygląda naprawdę nieapetycznie ale ciekawa jestem, która z naszych potrawy wyglądała by na odrażającą dla smakoszy tych przez ciebie wymienionych :-)
    Może pieczona kaczka albo kaszanka lub schabowy... :-)
    Pozdrawiam.

    http://mamablogujepl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ci smakosze, oprócz wymienionych pyszności jedzą też chyba normalne dla nas potrawy, więc pewnie nie byłoby tak źle... tak mi się przynajmniej wydaje :)

      Usuń
  34. Fuuuuuuujjjjj!!!!! Kiedyś widziałam program w tv gdzie ludzie żeby wygrać jakąś tam kasę, żarli różne robactwo. Jeszcze raz fuuuuj. Do tego te biedne ptaszki czy myszki, jak można je tak traktować. :/ Patrząc na to już odechciewa się jeść nawet kromki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też pamiętam ten program :) Cóż, najgorzej jest być czyimś pożywieniem, masz koty, to pewnie wiesz jak niektóre potrafią bawić się myszkami przed zjedzeniem... Powiem Ci, że odpowiadając na komentarze pod postem, namyślałam się na ten temat i stwierdzam jedno: dobrze, że człowiek stoi na szczycie drabiny pokarmowej.

      Usuń
  35. Chyba nie będę w nocy spała z wrażenia...

    OdpowiedzUsuń
  36. Ty to zawsze coś wynajdziesz interesującego

    OdpowiedzUsuń
  37. o matko.. totalnie obrzydziły mnie te potrawy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli tak jak zakładałam! Ale zwróć uwagę, że wśród komentujących znalazła się też jedna osoba, która na serio uważa, że to jest pyszne.

      Usuń
  38. łeee chyba nie zdecydowałabym się na te potrawy ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że te które przyrządzasz wyglądają o niebo lepiej, więc się nie dziwię :)

      Usuń
  39. Masakra. O tym jeszcze niewyklutym pisklaku to słyszałam że gdzieś w świecie to dobra przekąska. Już bym wolała ziemie jeść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nic mnie bardziej nie irytuje niż zjadanie dzieci. Rozumiem, że my, którzy jesteśmy mięsożerni, musimy zabijać, żeby jeść (jestem wdzięczna, że nie muszę tego robić sama). Ale kiedy widzę prosiaki z rożna, właśnie takie jaja, cielęcinę, to jest mi niewymownie przykro, bo to nie jest nam niezbędne do życia.

      Usuń
  40. Ło mamo! Nie będę mogła spac. ;(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba więcej nie będę prezentowała takich drastycznych treści, sumienie mi nie pozwoli :)

      Usuń
  41. Dobrze, że najpierw zjadła kolację a potem odwiedziłam Twojego bloga :)
    Skąd Ty wzięłaś te wszystkie potrawy?
    Sernik z aligatora brzmi jeszcze w miarę ...jadalnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mówią: szukajcie, a znajdziecie ;) Takie dziwne sprawy niesamowicie mnie wciągają, wszędzie je wyczuję ;)

      Usuń
  42. O jejku... a mi się właśnie odechciało jeść :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że już dość późno, niektóre szkoły nie zalecają jedzenia kolacji o tej porze ;) A tak na serio - już nie będę szokować, przynajmniej przez pół roku, obiecuję :)

      Usuń
  43. O mamo, nic bym nie przełknęła :( Ale bardzo ciekawa notka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat ciekawy i jeszcze go nie wyczerpałam, ale ruszającym się na talerzu daniu wolałam nie wspominać :)

      Usuń