piątek, 21 marca 2014

Bat na konia

źródło
Codziennie od nowa potrzebujemy dużo siły, energii, sprawności fizycznej i umysłowej, ponieważ zwykle każdego dnia czeka na nas dużo wyzwań i obowiązków. Niestety po kolejnych zarwanych nocach, poranki wydają się coraz cięższe do przetrwania, powieki same się zamykają, przez pierwsze godziny dnia brakuje nam wigoru i nie możemy skupić się na wykonywanych czynnościach. I co wtedy robimy? 

Wtedy sięgamy po bat na konia, który właśnie pada i na siłę zaczynamy pobudzać organizm do zwiększenia obrotów. Od rana kawa za kawą, po południu napoje energetyczne, a wieczorem tabletka na sen. Specjalnie trochę przerysowałam tę wizję człowieka pracującego, żeby wyraźniej pokazać jeden z absurdów współczesności, czyli tzw. życie w ciągłym biegu. 

Sama jestem uczestniczką tego maratonu i choć ciągle staram się mieć na uwadze swoje dobro, a moim priorytetem jest święty czas przeznaczony tylko dla siebie, to jednak przez większą część tygodnia w zasadzie jestem notorycznie zmęczona. Wzięło mnie na te rozmyślania po weekendzie, w czasie którego dosłownie każdą godzinę miałam rozplanowaną, a żeby zająć się sumiennie blogiem, przez trzy dni chodziłam spać po północy. W niedzielę naprawdę chciałam położyć się wcześniej, ale kiedy o 23-ciej wyszłam z łazienki, okazało się, że w TV leci Django - przecież nie mogłam tego filmu nie obejrzeć! A-ha, w tym miejscu chcę się przyznać, że moje postanowienie noworoczne o popołudniach wolnych od komputera już od miesiąca poszło się bujać...

A było to naprawdę dobre i pożyteczne postanowienie. Wieczór, kiedy dawałam sobie wolne był taki... inny. Na początku trochę dziwnie się czułam pozbawiona rutynowych czynności, ale po chwili stres mijał i zaczynałam rozkoszować się wolnym czasem. Mogłam tego wieczoru być bardziej dla bliskich, mogłam spokojnie przeznaczyć godzinę na czytanie, ugotować coś bardziej pracochłonnego, na co od dawna miałam ochotę. Tak, w ostatnich miesiącach komputer awansował na najpoważniejszego złodzieja mojego czasu i nie zrażając się niepowodzeniem muszę dalej walczyć o swoje dobro.

Muszę walczyć, bo to nie żarty, jestem dorosła i wiem, że zmęczenie osłabia organizm, a za tym idzie osłabienie jego odporności. Z jakiegoś powodu cały luty przekaszlałam. Kawa, yerba czy nawet słynna guarana pobudzi nas na chwilę, ale  stałe pobudzanie organizmu, który wymaga odpoczynku, snu, relaksu to bardzo złe rozwiązanie. Wtedy nasze ciało możemy porównać do samochodu, którego silnik praktycznie już się zużył, a my dodajemy jeszcze czegoś, żeby popracował. Będzie to krótki czas aktywnej pracy, ale później silnik przestanie działać. W pewnym momencie my też możemy paść.

Cytuję z stroną guarana.pl: "(guarana) zmniejsza czas snu do 4,5 godziny, przedłuża takim sposobem aktywny czas, żyjesz więcej i lepiej na 10 - 20%". Albo emitowane w telewizji reklamy lekarstw: jesteś przeziębiony, boli cię głowa, masz gorączkę? Szkoda czasu na chorowanie, praca i zabawa na ciebie czeka, zatem zamiast kłaść się do łóżka weź magiczną pigułkę i wracaj do swoich zajęć. 

Do czego tak naprawdę jesteśmy namawiani przez łaknących zysku producentów i sprzedawców owych dóbr? Po krótkim zastanowieniu wyraźnie widać - do ruiny swojego zdrowia.

Nawyk zbyt wielkiego eksploatowania się należy koniecznie zmienić, w przeciwnym wypadku nasz silnik przestanie działać. Ludzie, którzy poważnie chorują zazwyczaj ubolewają: dlaczego wcześniej nie rzucili papierosów, nie ćwiczyli, dlaczego tyle jedli, dlaczego spędzali swoje życie w biegu. Dopiero choroba wymusza zatrzymanie i zweryfikowanie dotychczasowych priorytetów. Oby nikt z nas nie musiał sobie takich pytań zadawać. Na początek wystarczy pójść na spacer, zamiast siedzieć przed telewizorem, wziąć naprzemienny prysznic zamiast pobudzającej tabletki, a przede wszystkim spróbować zatrzymać nasze ogarnięte pędem ciało.
Ale łatwo radzić, gorzej z wykonaniem ;) W każdym bądź razie obiecuję sobie  poprawę, bo jak mówi stare przysłowie pszczół: nie ważne ile razy upadłeś, ważne ile razy się zwycięsko podnosisz!

źródło

60 komentarzy:

  1. Ja jestem zdrowa pomimo ciągłych niespodzianek typu chora koleżanka albo chora siostra z którą dzielę pokój :)
    Zazwyczaj mam więcej energii niż ludzie, którzy piją kawy i te wszystkie energetyki. Moim zdaniem kwestia tego, do czego przyzwyczai się organizm :) Na mnie pobudzająco działają tylko ćwiczenia i świeże powietrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pozazdrościć ;) Ja z kolei należę do grona ludzi, którzy potrzebują czegoś na doping, bo często opadam z sił :( Cieszę się, że wiosna przyszła i wreszcie wyraźnie czuję przypływ energii. Podejrzewam, że zawalam sprawę ze snem - zimą potrzebuję go widocznie trochę więcej...

      Usuń
  2. ja przyznam szczerze ze udalo mi sie wyrwac z tej pogoni choc nie jest mi to uczucie obce
    pamietam swoja poprzednia prace ktorej szczerze nienawidzilam, wtedy wstanie z lozka rano bylo katorga, a wieczorami zasnac nie moglam bo wewnetrznie przezywalam to co przyniesie nowy dzien
    ciesze sie ze sie z tego wyrwalam
    wiadomo, zdarzaja mi sie gorsze dni kiedy mam ochote rzucic wszystko w cholere ale ogolnie nie narzekam
    mam prace ktora lubie i ktora sprawia mi przyjemnosc i moze to jest metoda by zyc i nie zwariowac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pogratulować :) Na szczęście też nie cały czas się tak czuję, bo bym zwariowała, ale pomyślałam sobie, że pewnie wielu ludzi tak od czasu do czasu żyje, a może i częściej. Znam sporo przykładów.

      Usuń
  3. ja mam teraz dużo czasu w ciągu tygodnia. czuję się zmęczona bo nie wykorzystuję go tak jak należy...

    życzę Ci porządnego odpoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To druga strona medalu - rzeczywiście, kiedy mamy za dużo wolnego czasu, to też bywa męczące... Najlepszy jak zwykle umiar we wszystkim :)

      Usuń
  4. Teraz trochę zwolniłam i zauważam na drzewach pąki i że ptaszki pięknie śpiewają. Zawdzięczam to malutkiej córeczce z którą jestem w domku. Ale wcześniej to ostatnia ściągałam kurtkę zimową bo nie zauważałam że już jest ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej zwolnić dobrowolnie, nie czekać, aż zmusi nas do tego siła wyższa. Słowo "muszę" właściwe jest tylko przy czynnościach fizjologicznych ;)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Jeśli jeszcze nie z językiem na brodzie, to można powiedzieć, że panujesz nad sytuacją ;)

      Usuń
  6. Bardzo mądrze napisałaś kochana, ja sobie codziennie obiecuję to samo, a dziś już po prostu nie byłam w stanie nic zrobić. Idę w takim razie spać. Buziaki! :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam też ciągle to sobie obiecuję, ale od czego człowiek ma słabą silną wolę... ;) W ogóle mam nieraz wrażenie, że wszystko i wszyscy dookoła pędzą w szalonym wirze i zaczyna mi się to udzielać, na szczęście to nie jest stały stan.

      Usuń
  7. U mnie teraz sen to nie problem. Problemem jest to, że przez to nie mam czasu na nic innego. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śpij, śpij, bo w Twoim przypadku wkrótce to może stać się problemem ;)

      Usuń
  8. Bardzo prawdziwe chociaż często tak trudne do wprowadzenia w życie. Ale się staram, staram się bardzo. Pomaga mi w tym, może banalnie, pora roku czyli wiosna. Staram się korzystać z niej na świeżym powietrzu ile się da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - wiosną łatwiej. Zimowego powietrza nie znoszę i to zatrzymuje mnie w domu, a nawet w fotelu ;)

      Usuń
  9. Ja w ogóle nie piję kawy (mimo, że Żona pije w domu, a w pracy to w ogóle piją hektolitrami), w ogóle nie piję żadnych napojów energetycznych.
    Zauważyłem ciekawą zależność. Kiedyś byłem codziennie bardzo leniwy i senny. Odkąd zacząłem chodzić na basen i ćwiczyć, to paradoksalnie mam o wiele więcej energii:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo kawa wg mnie bardzo pasuje do pracy, też ciągle zaparzam sobie nową, aż spać mi się w końcu od niej chce :) Trafne spostrzeżenie - energii dodaje aktywność fizyczna.

      Usuń
  10. ja mimo uczelni tylko 2 dni w tyg i braku obowiązków typu praca nie mam czasu na odpoczynek, zawsze znajda się obowiązki które zabierają mi czas, nie wysypiam się i czuje duże zmęczenie ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba obie musimy się przeorganizować ;)

      Usuń
  11. Gaju, feletonik na pierwsza strone! Molodzi ludzie, ktorych znam, funcjonuja jeszcze gorzej, zamiast kawy , ten co dodaje skrzydel. To dopiero masakra;(

    Jak juz pdalam na pysk, zrobila sobie badania i okazalo sie, ze praktycznie nie mam zelaza. Pierwotna przyczye ucieczki zelaaz udalo sie odnalezc i zadzialac A potem na nogi postawily mnie algi, konkretnie spirulina. Nie lekcewazmy objawow !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za bledy, wciaz ucze sie nowej klawiatury.
      Pozdrawiam goraco:)

      Usuń
    2. Spirulina - tego jeszcze nie próbowałam, teraz po cało-lutowym chorowaniu wspomagam się tranem i magnezem (pielęgniarka powiedziała, że systematyczne łykanie tranu zdziała cuda), z kolei pani w aptece wspomniała coś o oleju lnianym...

      Usuń
  12. Ja już teraz czuję okropne zmęczenie po całym tygodniu, a tylko studiuję. Nie wiem co będzie jak przyjdzie mi pracować 8h dziennie.
    Zauważyłam, że jestem zmęczona też ze względu na nieregularny tryb zajęć. Np we wtorki mam na 8 rano, muszę wstać o 6:30. Jednak w środę mam wolne, a w poniedziałek na 11:30. Wiadomo, że w dni kiedy mogę dłużej pospać robię to bez oporów. Jednak to rozwala jakąś regularność i nie mogę się przyzwyczaić codziennie wstawać o innej porze. Tym sposobem jestem ciągle zmęczona, mam problemy ze snem, potem ze wstawaniem itp. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieregularność wykańcza mnie też z innego powodu, kiedy śpię zbyt długo, to później dzień wydaje mi się taki chaotyczny - południe nadciąga w jednej chwili,zaraz muszę robić obiad, więc grzęznę w kuchni na jakiś czas, a po obiedzie to już leci jak z bata strzelił. Wolny dzień mija jak błysk pioruna, czego bardzo nie lubię.

      Usuń
  13. Zdecydowanie masz rację. Ciągle organizmu nie należy a wręcz nie można trzymać na wysokich obrotach. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba wsłuchiwać się w sygnały, jakie nam ciało wysyła, nie lekceważyć ich.

      Usuń
  14. Trzeba się oszczędzać. Wszystko ma swoje konsekwencje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie robić nic przez siłę, bo wtedy właśnie przeginamy. Najlepiej jest słuchać uważnie sygnałów płynących z ciała.

      Usuń
    2. Tylko nie zawsze można się tego posłuchać.

      Usuń
    3. Masz rację. Są różne sytuacje. Cóż wpisy na blogu są od tego by inspirować, ale myślę, że większość autorów boryka się z takimi lub podobnymi życiowymi problemami. Najważniejsze, żeby się nie poddawać :)

      Usuń
  15. Cieszę się, że paczka dotarła :)

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja się cieszę, bo generalnie, oprócz problemów z żołądkiem, jestem zdrowa. Basen uodpornił mnie. Przy -20 wychodziłam świeżo wykąpana z basenu i to pozwoliło mi się cieszyć zdrowiem w najgorszych pogodach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również wracam do formy - nie ma to jak wiosna! Ale w przyszłą zimę muszę bardziej zaprzyjaźnić się ze spacerami, chociaż mroźne powietrze mnie męczy.

      Usuń
  17. Najlepiej byłoby wydłużyć dobę, ale jednocześnie doładowując siebie, dodając sobie energii i sił :D Chociaż wtedy też by się pewnie jakieś minusy znalazło..
    Pozdrawiam i życzę byś każdego dnia była wypoczęta i wesoła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Tak będzie, idzie wiosna czyli ku lepszemu, damy rady!

      Usuń
  18. Już jakiś czas temu zwróciłam uwagę na to co opisujesz i właśnie staram się trochę zwolnić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trudno, kiedy cały świat pędzi, wysiąść z tego pociągu, ale warto. Ostatecznie nie jesteśmy stadem baranów, które co do jednego rozpędzone skacze w przepaść :)

      Usuń
  19. Ja jestem strasznym leniem..
    A glinkę zieloną trzymam ok. 20 minut :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OK dzięki :) Ja też pracowitością nie grzeszę do przesady - życie ma być w moim przekonaniu głównie przyjemne :)

      Usuń
  20. Ale energii w tym poście ;) Obyś zaraziła tym "biegiem" każdego lenia - w tym i mnie ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, a kiedy go pisałam, to ciągnęłam na oparach ;)

      Usuń
  21. Mnie często stopuje Luby, chyba trochę od niego zaczynam się uczyć np. Błogie lenistwo w łóżku w piątkowy wieczór. To są znakomite chwile i szkoda je tracić na "latanie"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajną rzecz powiedziałaś. Mężczyźni często próbują nas zatrzymać, ale my uważamy, że koniecznie coś jeszcze MUSIMY i jeszcze ich mieszamy z błotem. Warto zastanowić się, czy czegoś nie da rady po prostu odpuścić...

      Usuń
  22. Oj... wiesz jak to jest? Trzeba dojrzeć do tego, aby odpoczywać :) aby dbać o siebie :) to kwestia mądrych priorytetów :)


    P.S. Ja się właśnie cieszę moimi bransoletkami tym bardziej, że u mnie na trąbieniu się nie skończyło :) ten pierwszy krok jest najtrudniejszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Trzeba postanowić, że to my jesteśmy najważniejsi dla siebie. To wyraźnie widać, kiedy zdarza nam się zachorować.

      Usuń
  23. jestem na bakier ze snem, synuś wstaje ok 6 30 rano, staram się położyć wcześniej wieczorem, ale czasem się nie da, albo nie zasnę, bo jestem pobudzona, albo mam tyle roboty, ostatnio piję przed snem melisę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że też te maluch tak wcześnie się budzą, a kiedy już muszą chodzić do szkoły, to z łóżka ich wtedy nie można wywlec ;)

      Usuń
  24. Kolejne ciekawe przemyślenia :)
    Jeśłi chodzi o temat kawy itp, to przerażają mnie znajomi pojący się tymi napojami w chwilach kryzysu. Przecież organizm i tak musi odebrać, co swoje! Czyli kilka godzin pobudzenia kosztuje nas późniejszy całkowity spadek formy. Dlatego dla mnie istanieje już tylko herbata, i to pita z umiarem, by nadmiernie nie pobudzać organizmu.
    Podobnie sprawy się mają z wszelkimi suplementami diety. Jesteśmy nakłaniani do zagłuszania głosu organizmu, który woła o pomoc, o odpoczynek. Dla mnie sen jest świętością - min 7 godzin, zwykle dłużej. I odpoczynek - zawsze, gdy organizm się tego domaga.
    Krótko mówiąc - jeśli zaczniemy słuchać swojego ciała, a nie medialnych nagonek pod hasłem sukcesu, żadne medyczne wynalazki nam nie pomogą.
    Życzę powodzenia w ograniczaniu komputerowego nawyku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba świat się nie zawali jak w każdą środę spróbuję nie uruchamiać kompa - szczerze, bardzo zżyłam się z blogiem i chętnie patrzę na niego "gospodarskim" okiem. Można to porównać do pani, która ma swój własnoręcznie zasiany ogródek. Przecież także dogląda go codziennie i nie myśli o detoksie... A nadmiar kofeiny podobno objawia się sennością :)

      Usuń
  25. Ja jestem strasznie zabiegana, ciągle coś robię, ciągle coś się dzieje i mam wrażenie, że nie mam czasu nawet na zmęczenie... Widzę, że wzięło Cię na poważne przemyślenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo nie podoba mi się to co dzieje się z czasem i ciągle staram się usprawniać jego zarządzanie, a i tak w końcu kończę zaganiana. Szukam rozwiązania idealnego dla siebie i dużo o tym myślę ;)

      Usuń
  26. Bardzo dobrze napisane!
    U mnie niestety też komputer to główny złodziej czasu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, tylko jak wspomniałam wyżej, kiedy ma się bloga, którego traktuje się poważnie, to trudno nie zaglądać na swoje "poletko". Każdy troszczy się przecież o swoją pracę, a że to akurat wykonujemy w sieci, to przy okazji podpada pod tego nieszczęsnego złodzieja. Sama jestem tym faktem skonsternowana i myślałam jak to potraktować - i wymyślałam! Jeżeli blog to nasza ukochana praca, to również racjonalnie byłoby przysłowiowy "dzień święty święcić", lub inny dzień ;)

      Usuń
  27. Jakiś rok temu musiałam dużo uczyć się i piłam napoje energetyzujące i jedynym ich efektem był ból brzucha.I tak zasypiałam ze zmęczenia i stresu. Tak jak piszesz organizmu nie oszukasz, prędzej czy później i tak upomni się o swoje.
    Co do komputer to małżonek twierdzi, ze to już uzależnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to już nie można mieć pasji, tylko od razu uzależnienie ;) Mój też ciągle krzywe uwagi rzuca, a ja właśnie fanpage założyłam, to dopiero będzie się wściekał. Długo nad tym myślałam i jednak założyłam, ale kiedy doprowadzę do stanu oglądalności to jeszcze nie mam pojęcia...

      Usuń
  28. Bardzo dobra decyzja z tym fan-pagem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dam radę i to udźwignąć, ale oczywiście na razie muszę "ogarnąć" ten temat niestety od podstaw...

      Usuń