sobota, 29 marca 2014

Bezsenność w pigułce (z Liebsterem w tle)

źródło
Otwieram oczy i czuję się całkowicie wybudzona. Chociaż w mieszkaniu jest ciemno i cicho, mam jeszcze  nadzieję, że to może już okolice pobudki, jednak spojrzenie na zegarek nie pozostawia złudzeń - jest 2:30. To zdecydowanie za wcześnie na rozpoczęcie nowego dnia, więc próbuję usnąć. Po pewnym czasie, który wydaje mi się wiecznością, opuszczam sypialnię, domyślając się, że nic z tego nie będzie. 

Takie sytuacje nie są często moim udziałem, z reguły zasypiam bez problemu, za to obudzenie się wraz z sygnałem budzika stanowi dla mnie trudność, jednak - jak to w życiu bywa - czasami pojawiają się okoliczności, które zakłócają przebieg nocnego wypoczynku:
  • stres - z powodu stresu w pracy, przez większość nocy śpię czujnie i śnią mi się tabelki, kolumny cyfr, liczenie i niemożność uzyskania wyniku, wreszcie przebudzam się i dalej ani rusz, muszę uspokoić rozszalały mózg, żeby usnąć ponownie;
  • aklimatyzacja - kiedy muszę zanocować w nowym miejscu, zazwyczaj ta pierwsza noc do łatwych nie należy, zdarza się, że muszę wyjechać służbowo i nocować poza domem, jeżeli po takiej nocce muszę np. prowadzić szkolenie, to bez skrupułów łykam tabletkę nasenną, bo wiem, że nie mogę sobie pozwolić na niedyspozycję;
  • wybudza mnie również zbyt wysoka temperatura powietrza w sypialni oraz letnie upały - pamiętam, jak którejś upalnej nocy przeniosłam się z łóżka na leżak stojący na balkonie, co pozwoliło mi się trochę ochłodzić;
  • podróż przez strefy czasowe;
  • kawa czy herbata wypita o zbyt późnej jak dla nas porze;
  • niektóre leki - ja mam złe doświadczenia z tymi zawierającymi pseudoefedrynę;
  • objadanie się przed snem;
  • rozregulowany rytm dobowy;
  • problemy z oddychaniem, np. z powodu zatkanego nosa;
  • spożywanie alkoholu;
  • pełnia księżyca ;)

Bezsennością z medycznego punktu widzenia nazywamy trudności z zasypianiem i mimowolne skrócenie długości snu, prowadzące do obniżenia sprawności organizmu w ciągu dnia, utrzymujące się przynajmniej przez miesiąc. Pojedyncze nocne wybudzenia nie są więc niczym nadzwyczajnym i zdarzają się wielu ludziom, wystarczy wiedzieć jak się zachować, aby nie doprowadzały nas do szału.

Po pierwsze - podobno lepiej nie sprawdzać w takim przypadku, która właściwie jest godzina, bo wtedy zaczynamy liczyć ile czasu zostało nam do pobudki, a ile już przespaliśmy, co uruchamia dzienną funkcję mózgu. W efekcie tego liczenia zaczynamy się martwić, że po wstaniu z łóżka będziemy zmęczeni, a tu tyle spraw do załatwienia czeka. 
Po drugie - zbyt długie pozostawanie w łóżku podczas takich bezsennych nocy, sprawia, że łóżko zaczyna nam się źle kojarzyć. Jeśli leżymy w łóżku i czujemy, że  nasze usypianie trwa zbyt długo, powinniśmy wstać i opuścić sypialnię. Pójdźmy do innego pomieszczenia i zajmijmy się jakąś relaksującą czynnością w towarzystwie  kubka świeżo zaparzonej melisy. Pamiętajmy tylko, żeby nie przebywać w zbyt ostrym świetle. Po pewnym czasie poczujemy naturalne zmęczenie i znowu położymy się do łóżka. Nawet jeśli na tę operację stracimy godzinę albo i więcej, to jest to najskuteczniejsza technika w walce z bezsennością.
I przede wszystkim - koniec z odsypianiem nieprzespanych nocy do południa. Aby zasypiać normalnie musimy odzyskać naturalny rytm naszego funkcjonowania. Bo paradoksalnie to wstawanie jest najważniejsze - nawet jeśli zaśniemy później, nie odsypiajmy tego, lecz zmuśmy się do wstania o tej samej porze co zwykle. Choć brzmi to strasznie - jest to podobno jedyny sposób na powrót do regularnego snu.

Wpływ księżyca - źrodło
Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez......:
http://zakladnicycodziennosci.blogspot.com. Ponieważ nie jest to moja pierwsza nominacja, tym razem ograniczę się do odpowiedzi na pytania, a kolejne pytania i nominacje daruję sobie i Wam ;) tym bardziej, że wszyscy jesteście świetni! I tematów na kolejne notki na pewno Wam nie brakuje. 

1. Twój ulubiony pisarz/pisarka? 
Kiedy wybieram książki rzadko kieruję się autorem, zdecydowanie najczęściej recenzją z okładki, tak więc naprawdę nie mam ulubionego pisarza.

2. Najlepszy koncert na jakim kiedykolwiek byłaś/byłeś?

W moim mieście nie odbywają się aż tak świetne koncerty, a nie jeżdżę do innych miast w pogoni za artystami, więc powiem tak: bardzo nie lubię słuchać Kayah, ale kiedy koncertowała w Bydgoszczy, to nie mogłam oczu oderwać od sceny, śmiałam się nawet, że to wygląda na "syreni śpiew". Tak, na żywo mnie oczarowała, a jej płyt w dalszym ciągu nie słucham.

3. Co ostatnio Cię wzruszyło?
Dzisiaj oglądałam wiadomości i było o uratowanym piesku, którego bezduszny właściciel zamknął na balkonie bez pożywienia i wody, a sam pojechał nie wiadomo dokąd i na jak długo. Poleciały mi łzy.

4. Twój ulubiony miesiąc?
Maj.

5. Jakie tematy poruszane na blogach najbardziej Cię interesują? 
Naprawdę bardzo różne. Lubię też zaglądać na blogi ludzi, którzy potrafią tworzyć piękne przedmioty, żeby sobie popatrzeć, a czasami coś kupić.

6. Twój ulubiony "rytuał" pielęgnacyjny?
Kąpiel w wannie + maseczka, ale to jest poza moim zasięgiem, pozostają mi więc zabiegi pielęgnacyjne, które traktuję jako obowiązki - mniej lub bardziej uciążliwe.

7. Czy wierzysz w przesądy?
Nie. Uważam, że przesądy to tylko forma omamienia umysłu i należy jak najszybciej oczyścić go z takich bzdur.

8. Twoje ulubione perfumy?
Za każdym razem staram się kupować nowy zapach i domyślam się, że odkryć  w tym zakresie wystarczy mi na resztę życia.

9. Jakiego języka chciałabyś/chciałbyś bardzo się nauczyć?
Wszystkich, a na serio: angielskiego jak najpoprawniej i rosyjskiego (mimo wszystko).

10. Czym jest dla ciebie sukces zawodowy?
To taka praca, która przynosi dopływ gotówki, pozwalający funkcjonować samodzielnie w razie takiej konieczności. Szczytem moich marzeń jest czerpanie dochodu z pasji, czyli pisania.

11. Twoje ulubione imię płci przeciwnej? 
Po tej serii pytań okazuje się jak mam mało NAJ i ULUBIONYCH, bo takiego imienia również nie mam.

Bardzo dziękuję za nominację Zakładnikom codzienności - to miłe wyróżnienie. 


wtorek, 25 marca 2014

Dłonie - wizytówka kobiety

źródło
Za wizytówkę kobiety uważa się różne części ciała czy sposobu bycia i niech tak będzie, ostatecznie na nasz zbliżony do ideału wygląd składa się mnóstwo detali, jednak dłonie wydają się być wystawione na szczególną i stałą ekspozycję - kiedy podajemy komuś dłoń, to tak, jakbyśmy wręczali swoją wizytówkę.

Dłonie zaniedbane łatwo zdradzają nasz wiek. Często już u kobiet po trzydziestce skóra rąk wiotczeje, a około czterdziestego roku pojawiają się przebarwienia i zmarszczki. Dzieje się tak między innymi dlatego, że jest ona pozbawiona gruczołów łojowych, włókien kolagenu i elastyny też występuje tu mniej niż w innych jej partiach. Mimo tego, dzięki odpowiedniej pielęgnacji możemy zachować piękne i młode dłonie aż do menopauzy, warto więc pamiętać o takich jej elementach jak:
  • używanie odpowiedniego mydła do rąk, wzbogaconego o substancje nawilżające lub tzw. mydła bez mydła;
  • smarowanie kremem rąk tak często, jak się da (najlepiej, żeby krem znajdował się w pobliżu miejsc, gdzie lubimy odpoczywać), oczywiście również po umyciu rąk;
  • kremy do rąk powinny być odpowiednio dobrane do pory roku, zimą lepszy będzie tłusty i gęsty kosmetyk, który obok rękawiczek będzie chronił skórę przed mrozem - typowy nawilżający krem może spowodować drobne odmrożenia;
  • noszenie rękawiczek ochronnych podczas prac domowych, a podczas mrozu - ciepłych rękawiczek.
Staram się dbać o swoje łapki i wynajduję coraz to inne kremy, żeby o nie zadbać. Mój ostatni wynalazek to Salon SPA Collection Krem do rąk odżywczy, który przeznaczony jest do ochrony skóry przed szkodliwym działaniem środowiska - służy jako niewidoczne rękawice. Nawilża i poprawia elastyczność skóry, wzmacnia paznokcie. Krem spisuje się na pierwszy rzut oka całkiem dobrze, ale muszę pamiętać o jego systematycznym używaniu, mam wrażenie, że moje dłonie dosłownie go piją. Oczywiście stoi przy moim ulubionym fotelu, nakładam go również przed pracami domowymi. Jego skład widoczny jest na zdjęciu lub TUTAJ.


Oprócz wyżej wymienionych, sposobów dbania o dłonie na co dzień, od czasu do czasu warto zrobić dla nich coś więcej. Spośród wielu zabiegów wybrałam te, które za bardzo nie obciążają kieszeni i na pierwszy rzut oka dają nadzieję na widoczne  gołym okiem efekty:

  • codzienna gruba warstwa kremu + bawełniane rękawiczki, tak na ok. 2 godzinki, zaleca się stosować przez 2 - 3 tygodnie;
  • kąpiele w lekko ciepłej oliwie, wzbogaconej witaminami A + E oraz sokiem z cytryny - zanurzamy w niej dłonie na kilka minut, a następnie osuszamy papierowym ręcznikiem, oliwę można używać kilkakrotnie, co 2 - 3 dni, sposób sprawdzi się, kiedy dłonie reagują alergią na kosmetyki;
  • kąpiel parafinowa - najskuteczniejszy zabieg przywracający prawidłowe nawilżenie i gładkość, zabieg można wykonać u kosmetyczki (25 - 35 zł) lub w warunkach domowych (parafinę kupimy w aptece, sklepie z naturalnymi kosmetykami albo w internecie - np. na allegro), dodatkowo parafina wpłynie pozytywnie na stan paznokci i skórek i rozjaśni przebarwienia, efekt utrzymuje się przez kilka następnych dni;
  • nawilżające żelowe rękawiczki, dostępne np. TUTAJ, koszt rękawiczek to ok. 60 zł, są one wielokrotnego użytku (wytrzymują do 40 prań), producent obiecuje, że wystarczy nosić rękawiczki 20 min. dziennie by skóra na dłoniach stała się gładka i głęboko nawilżona, są one nasycone odżywczymi, naturalnymi olejkami, które stopniowo uwalniają swoje właściwości lecznicze;
  • manicure japoński - odżywia płytkę paznokciową, przyspiesza wzrost paznokci oraz poprawia ich kondycję, dlatego zaleca się go przede wszystkim posiadaczkom paznokci kruchych i rozdwajających się, po zabiegu paznokcie są błyszczące, wyglądają na zadbane i zdrowe - płytka zyskuje różowo-perłowy połysk, który utrzymuje się do dwóch tygodni, po tym czasie kurację należy powtórzyć (kilkakrotnie), w czasie jej trwania nie malujemy paznokci (chociażby z uwagi na słabą przyczepność lakieru), zabieg możemy wykonać u kosmetyczki (ceny kształtują w granicach 60 zł za zabieg - zależy od salonu), możemy też kupić np. na allegro gotowe zestawy do robienia tego manicure za ok. 100 zł i wyżej, ale wystarczy nam na wykonanie wielu zabiegów;
zestaw do manicure japońskiego - źródło
manicure japoński - źródło
Manicure japoński robiłam u kosmetyczki kilka lat temu - złapałam korzystną ofertę na zakupach grupowych (Grupeo.pl), zainteresowanym również polecam przejrzeć zamieszczone tam oferty kosmetyczne w swoim mieście, jeśli nie ten manicure, to może coś innego sobie upatrzycie. Z łatwością wytrzymuję bez lakierowania paznokci, więc kilka tygodni z japońcem wcale mi nie ciążyły, a paznokcie wyglądały naprawdę ładnie i świeżo. W tym roku planuję powtórkę - kiedy tylko znajdę ofertę. Postaram się też wykonywać pozostałe zabiegi, jeśli będę zadowolona lub wybitnie rozczarowana, to na pewno się odezwę przy okazji któregoś kosmetycznego misz-maszu.


piątek, 21 marca 2014

Bat na konia

źródło
Codziennie od nowa potrzebujemy dużo siły, energii, sprawności fizycznej i umysłowej, ponieważ zwykle każdego dnia czeka na nas dużo wyzwań i obowiązków. Niestety po kolejnych zarwanych nocach, poranki wydają się coraz cięższe do przetrwania, powieki same się zamykają, przez pierwsze godziny dnia brakuje nam wigoru i nie możemy skupić się na wykonywanych czynnościach. I co wtedy robimy? 

Wtedy sięgamy po bat na konia, który właśnie pada i na siłę zaczynamy pobudzać organizm do zwiększenia obrotów. Od rana kawa za kawą, po południu napoje energetyczne, a wieczorem tabletka na sen. Specjalnie trochę przerysowałam tę wizję człowieka pracującego, żeby wyraźniej pokazać jeden z absurdów współczesności, czyli tzw. życie w ciągłym biegu. 

Sama jestem uczestniczką tego maratonu i choć ciągle staram się mieć na uwadze swoje dobro, a moim priorytetem jest święty czas przeznaczony tylko dla siebie, to jednak przez większą część tygodnia w zasadzie jestem notorycznie zmęczona. Wzięło mnie na te rozmyślania po weekendzie, w czasie którego dosłownie każdą godzinę miałam rozplanowaną, a żeby zająć się sumiennie blogiem, przez trzy dni chodziłam spać po północy. W niedzielę naprawdę chciałam położyć się wcześniej, ale kiedy o 23-ciej wyszłam z łazienki, okazało się, że w TV leci Django - przecież nie mogłam tego filmu nie obejrzeć! A-ha, w tym miejscu chcę się przyznać, że moje postanowienie noworoczne o popołudniach wolnych od komputera już od miesiąca poszło się bujać...

A było to naprawdę dobre i pożyteczne postanowienie. Wieczór, kiedy dawałam sobie wolne był taki... inny. Na początku trochę dziwnie się czułam pozbawiona rutynowych czynności, ale po chwili stres mijał i zaczynałam rozkoszować się wolnym czasem. Mogłam tego wieczoru być bardziej dla bliskich, mogłam spokojnie przeznaczyć godzinę na czytanie, ugotować coś bardziej pracochłonnego, na co od dawna miałam ochotę. Tak, w ostatnich miesiącach komputer awansował na najpoważniejszego złodzieja mojego czasu i nie zrażając się niepowodzeniem muszę dalej walczyć o swoje dobro.

Muszę walczyć, bo to nie żarty, jestem dorosła i wiem, że zmęczenie osłabia organizm, a za tym idzie osłabienie jego odporności. Z jakiegoś powodu cały luty przekaszlałam. Kawa, yerba czy nawet słynna guarana pobudzi nas na chwilę, ale  stałe pobudzanie organizmu, który wymaga odpoczynku, snu, relaksu to bardzo złe rozwiązanie. Wtedy nasze ciało możemy porównać do samochodu, którego silnik praktycznie już się zużył, a my dodajemy jeszcze czegoś, żeby popracował. Będzie to krótki czas aktywnej pracy, ale później silnik przestanie działać. W pewnym momencie my też możemy paść.

Cytuję z stroną guarana.pl: "(guarana) zmniejsza czas snu do 4,5 godziny, przedłuża takim sposobem aktywny czas, żyjesz więcej i lepiej na 10 - 20%". Albo emitowane w telewizji reklamy lekarstw: jesteś przeziębiony, boli cię głowa, masz gorączkę? Szkoda czasu na chorowanie, praca i zabawa na ciebie czeka, zatem zamiast kłaść się do łóżka weź magiczną pigułkę i wracaj do swoich zajęć. 

Do czego tak naprawdę jesteśmy namawiani przez łaknących zysku producentów i sprzedawców owych dóbr? Po krótkim zastanowieniu wyraźnie widać - do ruiny swojego zdrowia.

Nawyk zbyt wielkiego eksploatowania się należy koniecznie zmienić, w przeciwnym wypadku nasz silnik przestanie działać. Ludzie, którzy poważnie chorują zazwyczaj ubolewają: dlaczego wcześniej nie rzucili papierosów, nie ćwiczyli, dlaczego tyle jedli, dlaczego spędzali swoje życie w biegu. Dopiero choroba wymusza zatrzymanie i zweryfikowanie dotychczasowych priorytetów. Oby nikt z nas nie musiał sobie takich pytań zadawać. Na początek wystarczy pójść na spacer, zamiast siedzieć przed telewizorem, wziąć naprzemienny prysznic zamiast pobudzającej tabletki, a przede wszystkim spróbować zatrzymać nasze ogarnięte pędem ciało.
Ale łatwo radzić, gorzej z wykonaniem ;) W każdym bądź razie obiecuję sobie  poprawę, bo jak mówi stare przysłowie pszczół: nie ważne ile razy upadłeś, ważne ile razy się zwycięsko podnosisz!

źródło

poniedziałek, 17 marca 2014

Liebster Blog Award w klimacie wiosennym


 


Liebster Blog Award

"Nominacje otrzymujemy od innego bloggera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę
Przeważnie nagrody otrzymują blogi o małej ilości obserwujących (do 200), 
co pozwala na ich rozpowszechnianie.
Odpowiadasz na 11 pytań otrzymywanych od osoby nominującej, następnie TY masz za zadanie nominować 11 osób i podać nowe pytania. 
UWAGA: Nie nominujemy osoby, która Ciebie nominowała."


Tym razem nominację sprezentowała mi Rita Raga, jest mi z tego powodu bardzo miło - dziękuję :)
Moje odpowiedzi na pytanie Rity Ragi (dobrze odmieniłam?):

1. Twój największy życiowy cel: życie zgodnie z własnymi przekonaniami i upodobaniami czyli w zgodzie ze sobą.

2. Osoba będąca Twoją największą inspiracją, autorytetem: nie ma takiej, inspiruję się wszystkim i wszystkimi po trochę.

3. Ulubiona przyprawa: mam ich kilka, np. chili, bazylia, czosnek, pietruszka, oregano, biały pieprz.

4. Miejsce, które chcesz odwiedzić: w najbliższej przyszłości Kazimierz Dolny, Praga, jakiekolwiek miejsce na Mazurach.

5. Piosenka, której możesz słuchać bez końca: np. Never Let Me Down Again - Depeche Mode, The Adventures of Rain Dance Maggie - Red Hot Chili Peppers

6. Rzecz, którą zawsze masz przy sobie: nie ma takiej rzeczy, która byłaby przy mnie 24 godziny na dobę.

7. Ulubione ćwiczenie / aktywność fizyczna: bieganie, rower, skakanka.

8. Ważny dla Ciebie cytat lub motto: Wybierz pracę którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień - Konfucjusz

9. Zajęcie, przy którym tracisz poczucie czasu: blogowanie, czytanie, pisanie...

10. Co zmieni się w Twoim życiu za 3 lata?: prawdopodobnie będę przygotowywała się do kolejnej przeprowadzki - może już ostatniej?

11. Twój sprawdzony sposób na motywację: wizja przyszłości i przyjemność.

A oto i moje pytania dla nominowanych:

  1. Który gatunek muzyczny lubisz najbardziej?
  2. Gdybyś miała wybór, to gdzie byś zamieszkał(a)?
  3. Co wolisz: wspaniałą karierę czy wspaniałą miłość?
  4. Czy masz tatuaż, a jeśli nie to z rozsądku czy ze strachu?
  5. Czy podobają Ci się mężczyźni (ewentualnie kobiety) w mundurach?
  6. Czy czytasz więcej niż 4 książki w roku?
  7. Czy kiedykolwiek poszłaś sama do kina?
  8. Czy po obejrzeniu strasznego filmu trochę boisz się ciemności?
  9. Co myślisz o imprezowaniu do upadłego (jak się bawić to na całego)?
  10. Czy uważasz, że zdjęcia z "dziubkiem" są fajne?
  11. Czy uważasz, że małżeństwa homoseksualne powinny być legalne?
Nominowani, oczywiście za profesjonalny całokształt:
  1. http://tylkoretroblue.blogspot.com
  2. http://pannatea.blogspot.com
  3. http://doodorka.blogspot.com
  4. http://zaczarowana-oczarowana.blogspot.com
  5. http://wszystkowo.blogspot.com
  6. http://nieidealna-perfekcjonistka.blogspot.com
  7. http://piekniejestzyc.blogspot.com
  8. http://malagosias.blogspot.com
  9. http://forevver-young.blogspot.com
  10. http://jaskolcze-ziele.blogspot.com
  11. http://worldbymagdalena.blogspot.com
Moi drodzy nominowani, zapraszam do zabawy, a jeśli nie trawicie tagów - zrozumiem. Tak czy inaczej, Wasze blogi są miejscami, do których wracam z przyjemnością :)


Dzisiejszy post miał być poświęcony w całości WIOŚNIE, a właściwie to jej przywoływaniu (akcja podpatrzona tutaj), jednak z uwagi na niespodziewane pojawienie się nieśmiertelnego Liebstera, miejsca musi wystarczyć dla obydwu tematów. Ponieważ w weekend nastąpiło załamanie pogody i nie wybrałam się z aparatem w poszukiwanie oznak wiosny, postanowiłam wstawić jej kolorowe zdjęcia  z różnych stron świata, znalezione w internecie. Zapraszam do oglądania!



Step

Indie

Zakopane

Japonia


Dzierzków



Holandia


Włochy

Wiosna oficjalnie przychodzi do nas 21 marca (Dzień Wagarowicza!), ale ta astronomiczna rozpocznie się w 2014 roku już 20 marca o godzinie 17:57, tak się cieszę, że to już za kilka dni! Życzę Nam Wszystkim, żeby nie nastąpiła powtórka z ubiegłego roku ;)


czwartek, 13 marca 2014

Kosmetyczny misz-masz

Kosmetyczny misz-masz to co miesięczna notka o kosmetykach, których ostatnio używałam, a które wydają mi się godne zainteresowania z jakichś szczególnych powodów. W tym miesiącu wspominam tylko o czterech kosmetykach, chociaż zużyłam ich więcej, jednak z uwagi na zawartość treści - pozostałe opiszę innym razem.



Organiczna pasta do zębów Agafji - solna - świeży oddech. Opis producenta TUTAJ. Wysoko zmineralizowana sól wchodząca w skład pasty, pochodzi z jeziora błotnego Ostrownoje, położonego w zachodniej Syberii. Ma ona działanie przeciwbólowe, przeciwzapalne i bakteriobójcze.
Pasta ziołowa do zębów Meswak. Opis producenta TUTAJ. Roślina Meswak (drzewo arakowe) na południu Afryki i we wschodniej części Indii wykorzystywana jest do pielęgnacji jamy ustnej, gdzie jej gałązki od wieków służyły jako rodzaj szczoteczki do zębów. Drzewo arakowe zwalcza bakterie i zarazki, pomaga zachować zdrowe dziąsła i zapobiegać próchnicy.
Obie pasty łączy bardzo dobra skuteczność w likwidacji nieświeżego oddechu oraz brak fluoru w składzie.

O fluorze różnie się mówi. W reklamach zapewnia się nas o jego pozytywnym działaniu na zęby, z drugiej strony, łatwo można znaleźć informacje o szkodliwym wpływie tego pierwiastka na nasz organizm, jeśli zostanie on przedawkowany. W przypadku osoby dorosłej odpowiednia dawka dzienna wynosi od 3 mg (kobieta) do 4 mg (mężczyzna), u dzieci od 1 do 2 mg. Taką porcję łatwo dostarczyć organizmowi, chociażby wypijając kilka filiżanek herbaty. Co prawda, czytałam również uspokajające informacje o tym, że pasty z fluorem stosowane w dawce zalecanej na opakowaniu, a potem dokładnie wypłukane - nie trują, nie zaleca się ich jednak osobom, które  mogłyby się nimi posługiwać w sposób niekontrolowany (dzieci, osoby niepełnosprawne). 
Z uwagi na ewentualne skutki przedawkowania fluoru oraz szeroki wybór i dobrą dostępność past nie zawierających tego pierwiastka w swoim składzie, zdecydowałam, że - na wszelki wypadek - będę używała właśnie takich produktów i jak na razie jestem zadowolona. 

Skutki przedawkowania fluoru:
  • fluoroza (pierwsze objawy to białe plamy na zębach, które później znacznie ciemnieją, a szkliwo się kruszy), w wyniku tej choroby kości tracą wapń, a u dorosłych powstają uszkodzenia nerwów;
  • trądzik fluorowy, łatwo sprawdzić, czy zmiany na skórze spowodowane są właśnie przez ten pierwiastek - skupienie objawów trądzikowych następuje wokół nosa, ust, na brodzie i na czole, a także zaostrzenie trądziku po umyciu zębów;
  • niedobór magnezu, którego przyswajanie blokowane jest przez fluor (niedobór magnezu to przewlekle zmęczenie, skurcze mięśni, rozdrażnienie, lęki i trudności w koncentracji;
  • ciekawostka: podawanie fluoru było praktykowane w obozach koncentracyjnych przez Rosjan i Niemców, odkryto bowiem, że fluor kumulując się również w mózgu, powoduje skrajną pasywność wśród ludzi, przez co była mała ilość prób ucieczek.


Młode Dłonie aktywnie odmładzające serum do rąk (Eveline Cosmetics). Opis producenta TUTAJ.

Stop Rogowaceniu krem maska 2 in 1 (Lirene). Opis producenta TUTAJ.

Oba kosmetyki kupiłam z uwagi na wyróżnioną na opakowaniu zawartość mocznika, o którym słyszałam same dobre słowa. Działa on na skórę zmiękczająco, przeciwświądowo i nawilżająco, powoduje, że skóra staje się gładka i jędrna. Jest również wykorzystywany przy leczeniu łupieżu i rozstępów. Kremy sprawują się dobrze, a ten do stóp bardzo polubiłam i pewnie jeszcze do niego wrócę (co u mnie jest sytuacją wyjątkową, gdyż lubię "testować" nowe dla mnie kosmetyki). W tym przypadku, tak bardzo spodobała mi się miękkość i gładkość moich stóp po jego użyciu, że ciągle jestem tym kosmetykiem zachwycona. Oba kremy trochę dziwnie pachną, próbowałam wyczuć zapach moczu, ale raczej jest to zapach taki bardziej apteczny.

Mocznik jest naturalną substancją uboczną przemiany białek w organizmie, wydalany jest z moczem i potem. To pewnie dlatego osoby lubujące się w naturalnych metodach leczeniach, na problemy skórne zalecają smarowanie świeżym moczem. 
Do produkcji kosmetyków podobno używa się mocznika pochodzącego z laboratorium i to już od 40 lat, ale ze względu na źle kojarzącą się nazwę wcześniej nie był zamieszczany w składzie produktów. 
Mocznik w zależności od stężenia wykazuje różne właściwości:
  • w stężeniu do 10% przyspiesza podział komórek warstwy ziarnistej skóry, a tym samym jej regenerację;
  • w stężeniu powyżej 10% działa złuszczająco oraz reguluje proces rogowacenia naskórka, tonik z 10% mocznika ma właściwości przeciwbakteryjne, co wykorzystuje się przy cerze trądzikowej;
  • preparaty z zawartością mocznika około 50% zalecane są przez dermatologów do leczenia skóry łuszczącej się, atopowego zapalenia skóry, łuszczycy oraz dla cukrzyków.
Działanie mocznika porównywane jest do działania kwasu hialuronowego. Jeśli jest umieszczony na początku składu, to możemy mieć pewność, że kosmetyk ma działanie silnie nawilżające.




niedziela, 9 marca 2014

Być sexy

źródło
Są dni, a zazwyczaj chadzają one parami, kiedy wyglądem i samopoczuciem przypominam pyrę. Czeszę się wtedy w nieśmiertelny kucyk, nie chce mi się nakładać makijażu ani malować paznokci. Nie mam również ochoty na strojenie się i żarty. Niby wszystko jest w porządku, robię co do mnie należy, także sfera kontaktów międzyludzkich wydaje się funkcjonować poprawne, ale czegoś jednak brakuje.

Dzieje się tak zazwyczaj wtedy, kiedy zaczyna mnie bombardować zbyt wiele problemów na raz. W efekcie nie mam czasu  ani ochoty być kobieca, a o mojej płci przypomina mi jedynie biust, zresztą nawet on mi  w takie dni przeszkadza. Zdaję sobie sprawę, że my kobiety mamy prawo tak się czuć i nie przypisuję sobie obowiązku codziennego dreptania w szpilkach, z przyklejonym do twarzy bananem, ale jednocześnie jestem za byciem sexy najczęściej jak się da!

Bo sexy wcale nie oznacza wyzywająco, kiczowato czy śmiesznie. Za dużo makijażu zamiast świeżej buzi, chodzenie chwiejnym krokiem na zbyt wysokich obcasach, minispódniczki w trzaskający mróz, przesadnie głęboki dekolt - niestety, czasami taką taktykę stosują kobiety pragnące wyglądać seksownie. Chcąc w ten sposób sprowokować mężczyzn do działania, mogą oczywiście osiągnąć sukces, jeśli facet skusi się, myśląc że ma do czynienia z łatwą dziewczyną.

Jednak to nie wyżej wymienione triki sprawiają, że jesteśmy sexy, a nasz charakter i styl bycia. Naturalność, niewymuszona swoboda, roztaczanie pozytywnej energii i mowa ciała wyrażająca zadowolenie z siebie i ze swojego życia. Te wszystkie cechy posiada osoba pewna siebie i to właśnie pewność siebie uważam za klucz do sukcesu czy nawet serca mężczyzny, bo z pewnością nic nie działa bardziej pociągająco niż szczery, piękny uśmiech i radosne spojrzenie.

Zatem bądźmy sobą - nasza oryginalność niech będzie naszym największym atutem, mężczyzna musi zaakceptować nas takimi, jakimi jesteśmy naprawdę!
SEXY -  to słowo ostatnio często nadużywane - wszystko dookoła nas, z nami na czele, MUSI być sexy (telefony, buty, mężczyźni, samochody), co rodzi zrozumiały bunt części społeczeństwa. Na przykład kobiety czują się zmęczone nieustanną "gotowością bojową", mają w nosie całe to mizdrzenie i chcą bez poczucia winy spędzać dni ubrane we flanelową piżamę. OK - to też część bycia sobą. Jednak, kiedy już się nacieszymy miękkością flanelki i byciem w odwrocie, proponuję rozejrzeć się dookoła i stwierdzić jaki piękny świat na nas czeka. Bycie sexy poprzez bycie sobą i radość z każdej przeżytej chwili to jest to!

A sukienki, szpilki, biżuteria i krwistoczerwone szminki? Czemu nie - jeśli tylko pomagają nam w utrzymaniu dobrego nastroju, nośmy się pięknie i kobieco, to nie wstyd, uważajmy tylko czy nasza twarz nie przypomina czasami teatralnej maski. Ja w tym roku odkryłam bransoletki, których do tej pory nie nosiłam wcale - uważałam, że przeszkadzają. Jednakże tylko krowa nie zmienia poglądów, więc zaczynam dość szybko przekonywać się do uroku tych ozdób, a tym samym wprowadziłam do swego życia coś nowego - niby nic wielkiego, a cieszy :) 

 


środa, 5 marca 2014

Ochota na małą drzemkę

Dzisiaj napiszę kilka słów na pochwałę drzemki. Domyślam się, że wiele osób powie "to nie dla mnie, nie mam na to czasu". Problem w tym, że obecnie brak czasu to powszechnie występująca "choroba naszego umysłu". Może i przesadziłam z tym określeniem, ale wystarczy przejrzeć komentarze pod postami o książkach. Albo porozmawiać z kimkolwiek. Wszyscy mają za mało czasu.

Wszyscy, czyli i ja nieraz wpadam w pewien rodzaj obłędu, wtedy zdarza mi się myśleć, że nie dam rady oddawać się błogiemu nieróbstwu po powrocie z pracy, bo moja lista zadań jest długa niczym stary boa dusiciel. Ale kiedy udaje mi się zapanować nad swoim udręczonym mózgiem i mimo wszystko zamykam się SAMA w sypialni z budzikiem ustawionym na 20 minut, to po ich upływie budzę się niczym młody bóg - wypoczęta, odświeżona, pełna energii. Mam to szczęście, że w dzień potrafię usnąć na zawołanie.

Serio, jestem przekonana, że nasze siły i energia życiowa nie ulecą tak szybko, jeśli w ciągu dnia pozwolimy sobie na krótki sen, dlatego gdy tylko nadarzy się okazja - korzystajmy z niej bez wyrzutów sumienia!

Spanie w ciągu dnia nie dla każdego wydaje się łatwe, jest to raczej sztuka, którą trzeba opanować.
  • Najlepszą porą na drzemkę jest wczesne popołudnie, kiedy zgodnie z zegarem biologicznym nasza wydolność znacznie spada. I to są właśnie pierwsze schody, nie każdy dysponuje wolnym czasem o tej porze. Jeśli ja decyduję się na drzemkę, zazwyczaj robię to zaraz po powrocie z pracy, między godziną 16-stą a 17-stą (wiem, trochę późno, ale w moim przypadku lepiej późno, niż wcale). Przebieram się (latem chętnie biorę szybki prysznic, żeby się odświeżyć) i zmykam pod kocyk. Z reguły łatwo udaje mi się zasnąć, zwłaszcza, że zwykle w nocy śpię krócej niż bym sobie życzyła.
  • Drzemka powinna trwać od 10 do 30 minut, po przekroczeniu tego limitu możemy przez kwadrans być trochę zaspani.
  • Pamiętajmy o podstawowej zasadzie: śpiąc po południu dajmy sobie trochę czasu na obudzenie - ja daję sobie 10 minut. Budzik ustawiam na 20-minutową drzemkę, a kiedy zadzwoni, przez kolejne 10 minut leżę z otwartymi oczami, starając się wrócić do rzeczywistości.
Regularne oddawanie się drzemce spowoduje, że nasz organizm łatwo się do niej przyzwyczai. Korzystam z tej formy relaksu, kiedy tylko mogę, tzn. kiedy uda mi się wrócić do domu o rozsądnej porze, w przeciwnym wypadku drzemka wydaje mi się bez sensu. Często korzystam z niej w weekendy, ale paradoksalnie, w wolne dni trudniej mi znaleźć na nią czas, a może po prostu nie jestem aż tak zmęczona, bo wtedy zwykle śpię dłużej niż do 6-stej rano.


W krajach południowych sjesta jest świętą porą, u nas podobno większość ludzi uważa drzemkę za oznakę słabości, choroby czy podeszłego wieku. Na szczęście już od dawna nie przejmuję się tego typu opiniami, sama wiem co dla mnie dobre. Do mnie przemawia bardziej opinia legendarnego premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchila: "Między obiadem a kolacją trzeba spać. Tylko proszę nie myśleć, że wtedy zdołacie wykonać mniej pracy. To jakaś głupia opinia osób bez wyobraźni. Uda się Wam zdziałać więcej, tak że nawet wykonacie zadania z dwóch dni w jeden dzień, no może przesadziłem, przynajmniej półtora dnia w jeden. Jestem o tym przekonany."

Na zakończenie ciekawostka. Włoski geniusz renesansu, Leonardo da Vinci wypoczywał w sposób, jaki obecnie nazywamy snem polifazowym (cykl uberman). Polega on na całkowitej rezygnacji z długiego snu i ucinaniu sobie co 4 godziny krótkich, maksymalnie półgodzinnych drzemek. Choć daje to zaledwie 3 godziny snu na dobę, człowiek stosujący taki cykl jest - jak wynika z doświadczeń, które przeprowadził Steve Pavlina - wypoczęty i zregenerowany. W praktyce oznacza to, że w ciągu doby zyskujemy nawet 5 dodatkowych godzin. Stąd częściowo brała się niezwykła efektywność Leonarda.

Miłych snów!

sobota, 1 marca 2014

Gdybym była książką

Wydawałoby się, że zima sprzyja czytaniu książek, tymczasem u mnie klapa - w ciągu miesiąca przeczytałam tylko dwie. Dzięki temu mam wreszcie okazję i miejsce na zamieszczenie całkiem przyjemnego tagu Gdybym była książką  wypatrzonego dawno temu u Pauli. Taguję wszystkich lubujących się w tagach!

Gdybym była książką...
  • Czy byłabyś księgą w twardej oprawie i w dużym formacie? Albo małą, kieszonkową wersją z aksamitnym papierem?
Byłabym książką dość dużą, w twardej oprawie, dobrze sklejoną. Papier na pewno nie kredowy, ale trwały i gładki. 
  • Czy byłabyś długą, pełną opisów i dialogów powieścią, czy raczej zbiorem opowiadań na różne tematy? A może tomikiem poezji? Komiksem?
Byłaby książką długą, pełną opisów podróży i otaczającego nas świata. 
  • Jakim gatunkiem byś była?
Książką podróżniczą.
  • Jak bardzo byłabyś fikcyjna? Cała? A może tylko w połowie?
Byłabym szczera do bólu, bez przemilczeń, kontrowersyjna i poruszająca.
  • Czy w tej książce byłby jakiś czarny charakter? A może nie tylko jeden?
Och, na pewno! W realu też nie brakuje czarnych charakterów. 
  • Czy byłabyś opowieścią o wydarzeniach z przeszłości? O współczesnych realiach? A może byłabyś książką całkiem oderwaną od rzeczywistości?
O współczesnych realiach, ale czasami w odniesieniu do przeszłości. Żeby wiadomo było skąd wszystko się bierze.
  • Czy byłabyś książką trudno dostępną jak w dawnych czasach, czy może łatwą do "zdobycia" jak dzisiaj? A może elitarną, zarezerwowaną wyłącznie dla wybranych?
 Byłabym książką dostępną dla każdego. 
  • Czy byłabyś poukładana, chronologiczna, ułożona? Może chaotyczna. nieprzewidywalna i z zaskakującymi wydarzeniami?
Poukładaną i spójną, ale pełna zaskakujących ciekawostek.
  • Co stanowiłoby twój główny wątek?
Życie ludzi z różnych stron świata.
  • Więcej byłoby w tobie opisów czy dialogów?
Przede wszystkim opisów, ale wartkich, zapierających dech w piersiach.


Pora na recenzje. To tylko dwie książki, ale za to takie, jakie lubię najbardziej, więc czytanie sprawiło mi prawdziwą frajdę i otworzyło oczy na wiele nieznanych dotąd faktów:




"Nie ma jednej Rosji" Barbara Włodarczyk
Jest to zbiór reportaży z podroży autorki po Rosji, ukazujących naturę tego kraju pełnego kontrastów, gdzie głęboka bieda ociera się na ulicy o wielkie fortuny, gdzie na każdym kroku możemy spotkać ludzi żyjących ideami, które nam mogą wydać się nierzeczywistymi, a w Rosji to samo życie. Książka ciekawa,  autorka przekazuje nam  wiedzę obfitującą w tak barwne szczegóły,  że momentami głową kręciłam z niedowierzania. Szesnaście wywiadów z szesnastoma osobami pochodzącymi z różnych środowisk ukazuje nam barwny obraz Rosji, takiej o jakiej nam się nie śniło. Na przykład taka wioska rodzinna Miedwiediewa - Mansurowo. Na kilka miesięcy przed jego w niej wizytą, wieś przeszła gruntowny remont i jest z całą pewnością najbardziej nowoczesną wioską w całej Rosji. Sedesy, telefony, internet - w sąsiednich wsiach ludzie nie wiedzą co to takiego, a mieszkańcy Mansurowa w to wszystko są zaopatrzeni, bo ta miejscowość to chyba niekwestionowana królowa wszystkich pokazówek, z jakich słynie (i chyba zawsze słynęła) Rosja. Satyrycy rosyjscy żartują, że Miedwiediew i Putin nie powinni robić nic innego, tylko odwiedzać kolejne miejsca, bo gdziekolwiek się pojawią, od razu widać poprawę. Autorka opisuje też:

  • Moskwę, stolicę zbytku, luksusu i skłonności bogaczy do przesady (każdy towar musi być przede wszystkim najdroższy),
  • Dagestan na Kaukazie, gdzie ciągle praktykuje się, już nielegalne, porwania dziewczyn do ożenku,
  • historię Germana Sterlinga, pierwszego rosyjskiego milionera, który po przegranych wyborach przeniósł się na wieś i wiedzie życie ściśle zgodnie z naturą, cytuję: "Jeśli jesteś zamożny, to stale myślisz o pieniądzach - gdzie one są, czy nikt ich nie ukradł, jak je najlepiej zainwestować, a na wsi nie dotykają nas żadne kryzysy. Kozy jak się rozmnażają, będą rozmnażały się dalej",
  • małą, słodką Karinę, uczennicę szkoły kadeckiej, gdzie dziewczynki (najmłodsza  ma 9 lat) żyją zgodnie z wojskowym drylem tj. śpią w mini-koszarach, chodzą w obowiązkowych mundurach i strzelają z kałasznikowów na prawdziwym poligonie, oprócz wojskowych zajęć, dziewczynki uczą się szycia, gotowania i gry na pianinie, jest to tak zwana szkoła życia,
  • codzienne życie bezdomnych dzieci z ulic Moskwy,
  • działalność bojówki młodzieżowej zajmującej się pogromem imigrantów, nielegalnej oczywiście,
i wiele innych. Największe wrażenie wywarł na mnie reportaż z domu spokojnej starości w Proszkowie na północy Rosji. Autorka stwierdziła, że jeszcze nigdy nie widziała tylu pijanych osób na raz. Ale to trzeba przeczytać. Zachęcam!


"Niebo nad Maralal" Christina Hachfeld-Tapukai
Kolejna książka o prawdziwym życiu w Afryce. Autorka opowiada o swojej afrykańskiej rodzinie i domku, który zbudowała na północy Kenii w rodzinnej wiosce męża - wojownika Samburu. Dostrzega wiele utrudnień, które trapią tam ludzi na co dzień (w tym i ją), jednak w opowieści dominuje miłość do Afryki i głębokie zrozumienie dla codziennych, licznych problemów, głównie wynikających z mentalności samych Kenijczyków. "Nikt się nie spieszy, każdy dzień ma 12 godzin - wciąż od nowa darowany przez naturę czas, pozwalając toczyć się życiu dzisiaj, jutro, zawsze. Nikt tu nie ma zegarka, ani w chacie, ani na ręku. O czym miałby przypominać, do czego się przydać? Położenie słońca i księżyca na niebie wystarczy dla orientacji  w przebiegu powtarzających się czynności. Rytm wyznaczają na przemian pory deszczowe i suche".
Christine opisuje swoje codzienne życie z kenijskim mężem, w wielkiej kenijskiej rodzinie. Oczywiście tylko ona w wiosce miała pieniądze, jednak musiała je przedtem zarobić, śpiewając w hotelach i restauracjach na wybrzeżu, gdzie zawsze pełno jest turystów. Oczywiście znajdziemy tu wiele opisów charakterystycznych dla Kenii zachowań ludzkich i organizacji życia. 
Barwny przykład? Proszę bardzo. Matatu (zbiorowe taksówki) - ich czas odjazdu zależy od liczby wsiadających, dopóki nie zajęto wszystkich miejsc, pojazd nie rusza w drogę. Z powodu jednego wolnego miejsca można czekać godzinę lub dłużej. Autorka nieraz płaciła za wolne miejsce, umieszczając na nim swój bagaż, co spotykało się z drwiną miejscowych. Oni sami nauczyli się czekać i byli zrelaksowani. W środku przewożono nieraz kury i kozy. 
Albo to: wojownicy Samburu często przyjeżdżają na wybrzeże, aby być utrzymywanymi przez białe kobiety w charakterze kochanka-maskotki. To dość powszechny proceder stanowiący poważne źródło dochodu biednych, kenijskich rodzin. Odbywa się to za milczącym ich przyzwoleniem. Często również białe kobiety są uwodzone przez egzotycznych kochanków, wykorzystywane finansowo, a gdy pieniądze się kończą, miłość Kenijczyka rozpływa się wraz z nimi. Z książki wynika, że to dość powszechny proceder.
Również autorka tej książki twierdzi (tak jak i pozostali, czytani przeze mnie autorzy), że Afrykanom z natury obce są umiejętności szukania drogi do wyjścia z trudnej sytuacji, organizacji i koordynacji działań - za to posiadają opanowanie i ogromną cierpliwość. Charakterystyczna jest postawa nie wtrącania się w wyroki boskie, lecz poddawanie się woli Ngai, gdyż wszystko jest już zapisane. W książce wyraźnie widać aktywną postawa Christiny i oczekująca, wręcz roszczeniowa reszty społeczności. Mogłabym tak pisać i pisać, ale będzie lepiej, kiedy sami przekonacie jakim rarytasem jest ta książka. Również gorąco zachęcam do przeczytania, szczególnie miłośników tematu.


Już kiedyś wspominałam, że w swojej podręcznej biblioteczce trzymam tylko książki do których często wracam, bo zawierają wartościowe dla mnie treści, albo łączy mnie z nimi sentyment. Kiedy czar pryska, książkę zwyczajnie wykładam w widocznym miejscu, żeby zabrał ją sobie ktoś zainteresowany. Teraz mogę oddawać je w Wasze ręce, jeżeli tylko zgłosicie taką chęć. Przy okazji moich książkowych postów będę wystawiała swoją książkę do oddania. W komentarzach pod takimi postami możecie wyrazić chęć przejęcia książki oraz swój email - skontaktuję się w celu ustalenia adresu przesyłki, której koszt pokryję osobiście. Jeśli będzie kilku chętnych - będę losowała, korzystając ze strony losowe.pl.
Oto moja pierwsza propozycja:

"Pięć zasad zdrowego życia według starożytnej chińskiej tradycji" Angela Hicks
Swego czasu dużo z niej korzystałam, więc na jej stronach znajdziecie drobne ślady mojego użytkowania. Książka o mądrym, chińskim podejściu do zdrowia - w zasadzie kompleksowym. Dużo egzotycznych dla nas metod, jak ćwiczenia chi kung, w tym oklepywania ciała. Naprawdę pouczająca lektura, z której możemy wynieść dużo pożytecznej wiedzy. Zapraszam chętnych do spróbowania szczęścia - z przyjemnością przekażę książkę dalej!